Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Wielka Brytania

All Stories

Policjant śmiertelnie postrzelony w policyjnym areszcie

Funkcjonariusz londyńskiej policji metropolitalnej został w nocy z czwartku na piątek śmiertelnie postrzelony w policyjnym areszcie w Londynie przez zatrzymanego mężczyznę, który najprawdopodobniej później sam również się postrzelił i jest w stanie krytycznym.

Okoliczności zdarzenia, do którego doszło w dzielnicy Croydon w południowym Londynie, pozostają niejasne, ale jak podają brytyjskie media, 23-letni mężczyzna został zatrzymany w nocy przez dwóch funkcjonariuszy w związku z tym, że miał przy sobie pewną ilość amunicji i przewieziony do policyjnego aresztu. Najprawdopodobniej nie był skuty kajdankami.

Gdy już na terenie aresztu jeden z funkcjonariuszy otworzył drzwi do celi, zatrzymany mężczyzna wystrzelił do niego z broni, którą jak na to wygląda, miał cały czas przy sobie, a następnie sam się próbował zastrzelić. Policjant został przewieziony do szpitala, gdzie wskutek odniesionych obrażeń zmarł, natomiast zatrzymany mężczyzna znajduje się w stanie krytycznym.

Przebieg wydarzeń - w tym w szczególności jak doszło do faktu, że zatrzymany mężczyzna nie został przeszukany i w areszcie miał przy sobie broń - jest ustalany. Według nieoficjalnych informacji, zabity policjant miał ponad 30-letni staż, niedługo miał przejść na emeryturę.

"To naprawdę szokujące zdarzenie, w którym jeden z naszych kolegów stracił życie w najbardziej tragicznych okolicznościach. Moje myśli są z jego rodziną, bezpośrednimi współpracownikami i przyjaciółmi" - oświadczyła komendant policji metropolitalnej Cressida Dick.

Kondolencje rodzinie policjanta złożyli też premier Boris Johnson i minister spraw wewnętrznych Priti Patel.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Policjant śmiertelnie postrzelony w policyjnym areszcie

Polonia wysyła ponad 1,1 mld funtów do Polski!

Czy wiesz, że corocznie ponad 1,1 mld funtów jest przesyłanych z Wielkiej Brytanii do Polski? Takie dane znajdziemy w raporcie Stowarzyszenia The Migration Observatory przy Uniwersytecie Oksfordzkim. W rzeczywistości to tylko część znacznie wyższej kwoty - 20 mld funtów, które, jak podaje BBC, zostało przelane w 2018 r. z Wielkiej Brytanii za granicę. 

Wysyłając tak wiele międzynarodowych przelewów, konsumenci korzystają z różnych form przekazów pieniężnych: od platform internetowych do obsługiwanych placówek. I tu pojawia się problem. Przy obecnie panującej pandemii COVID-19, przesyłanie pieniędzy z placówki jest teraz znacznie bardziej utrudnione. Dokonywanie transakcji osobiście wiąże się z ryzykiem nie tylko dla osoby wysyłającej pieniądze, ale również dla pracownika placówki, który wykonuje dla niej przelew. Nie ryzykuj - skorzystaj z przelewów pieniężnych Skrill. Dzięki Skrill przekazy pieniężne stały się cyfrowe i darmowe.

Firma Skrill stara się, aby jej klienci mogli korzystać z bardzo konkurencyjnych kursów funta do złotego, a co najlepsze, nie ma żadnych opłat ani ukrytych prowizji. Dlaczego Skrill ma tak atrakcyjną ofertę? Odpowiedź jest prosta: przy tak dużej liczbie przelewów wysyłanych z Wielkiej Brytanii do Polski, nadeszła pora, aby usługi przekazów pieniężnych szły z biegiem czasu.

Obecnie każdy przelew obciążony jest wysokimi opłatami i mało konkurencyjnymi kursami wymiany, które dodatkowo pochłaniają jego część. Skrill natomiast chce dać Polakom więcej możliwości rezygnując z prowizji i oferując proste rozwiązanie, co pozwoli firmie stać się głównym dostawcą przekazów pieniężnych wśród polskiej społeczności.

Poznaj Marikę, 30-letnią opiekunkę osób starszych i niepełnosprawnych z Londynu. Przez całe swoje życie, Marika mogła liczyć na swoją mamę i babcię, więc teraz chce, żeby obie mogły liczyć na nią. Ponieważ zarówno mama jak i babcia mieszkają w Polsce, Marika często wysyła im pieniądze, które następnie odbierają osobiście. Aczkolwiek w związku z większym zagrożeniem stwarzanym przez COVID-19, dokonywanie przelewów przez Marikę i odbieranie ich w placówce przez jej rodzinę nie jest już bezpieczne.

Na szczęście Marika odkryła Skrill i teraz może wysyłać pieniądze do rodziny w Polsce w sposób bezpieczniejszy, szybszy i lepszy niż kiedykolwiek wcześniej! Za pomocą aplikacji mobilnej Skrill, Marika może w łatwy sposób wysłać ze swojego telefonu środki na konto mamy i babci. Dzięki Skrill wysłanie przelewu jest proste, ponieważ obsługują je wszystkie banki w Polsce. Takie udogodnienia sprawiają, że Marika może mieć pewność, iż pomaga swojej rodzinie jednocześnie chroniąc siebie.

W rozmowie o swoim doświadczeniu, Marika mówi tak:

„Przykro mi, że z powodu pandemii nie mogę osobiście wysłać pieniędzy mamie i babci. Jednak dzięki Skrill nie tylko mogę wysyłać im przelewy, ale również robić to z domu w sposób wygodny i bezpieczny.”

Firma Skrill z dumą działa jako członek Grupy PaySafe – w pełni uznawanej organizacji finansowej regulowanej przez FCA (Urząd Nadzoru Finansowego). Grupa PaySafe świadczy usługi już od ponad 20 lat setkom tysięcy klientów i szczyci się „Doskonałą” opinią na portalu Trustpilot.

Po co więc czekać? Przesyłaj pieniądze do dowolnego kraju na świecie bezpiecznie, bez wychodzenia z domu i bez żadnych opłat. Strona internetowa Skrill jest w języku polskim, co jeszcze bardziej ułatwi Ci życie.

 

Polonia wysyła ponad 1,1 mld funtów do Polski!

Księżniczka Eugenia spodziewa się dziecka

Wnuczka brytyjskiej królowej Elżbiety II, księżniczka Eugenia, i jej mąż Jack Brooksbank spodziewają się dziecka na początku 2021 roku - poinformował w piątek Pałac Buckingham.

"Jej Królewska Wysokość księżniczka Eugenia i pan Jack Brooksbank mają wielką przyjemność ogłosić, że spodziewają się dziecka na początku 2021 roku. Książę Yorku i Sarah, księżna Yorku, państwo Brooksbank oraz królowa i książę Edynburga są zachwyceni tą wiadomością" - napisano w oświadczeniu Pałacu Buckingham.

Eugenia, która jest dziesiąta w kolejce do tronu, zamieściła na Instagramie zdjęcie dwóch malutkich dziecięcych bucików, pisząc: "Jack i ja jesteśmy podekscytowani początkiem 2021 roku".

Dziecko będzie dziewiątym prawnukiem królowej, ósmym jest urodzony w zeszłym roku syn księcia Harry'ego i księżnej Meghan - Archie Mountbatten-Windsor. Za to rodzice Eugenii, książę Andrzej i Sara, po raz pierwszy zostaną dziadkami.

Nowo narodzone dziecko będzie 11. w kolejce do tronu, ale nie będzie nosić tytułu Jego lub Jej Królewskiej Wysokości (HRH). To dlatego, że choć jego matka jest księżniczką, ojciec nie ma tytułu. Może się to zmienić, gdyby królowa zdecydowała się nadać Jackowi Brooksbankowi - menedżerowi marki Casamigos Tequila na Europę, której współzałożycielem jest George Clooney - tytuł hrabiowski lub zmieniła zasady dziedziczenia tytułów.

Księżniczka Eugenia i Jack Brooksbank pobrali się niespełna dwa lata temu. Latem tego roku odbył się natomiast ślub jej starszej siostry, księżniczki Beatrycze.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Księżniczka Eugenia spodziewa się dziecka

W pierwszym dniu milion pobrań aplikacji do wykrywania kontaktów zakażonych

Ponad milion razy pobrano aplikację do wykrywania zakażonych koronawirusem w ciągu pierwszych 16 godzin od jej udostępnienia w Anglii i Walii - poinformowano w czwartek po południu.

Aplikacja NHS Covid-19 ma informować użytkownika, że był w bliskiej odległości od kogoś, kto ma koronawirusa, i w związku z tym powinien się izolować. Wykorzystuje ona technologię Bluetooth, rejestrując anonimowo telefony, które były w bliskiej odległości od siebie. Może to znaleźć zastosowanie w sytuacji, gdy osoba, u której wykryto zakażenie, była np. w komunikacji miejskiej czy innych zatłoczonych miejscach publicznych, kiedy zwykle nie zna osób stojących w pobliżu; takie kontakty są niezwykle trudne do wykrycia przez zajmujących się tym pracowników z systemu NHS Test and Trace.

Ma też kilka innych funkcji, takich jak: system ostrzegania, który informuje użytkowników o poziomie zagrożenia wirusem w pobliżu ich domu; funkcja skanowania kodów QR, dzięki której użytkownicy mogą zarejestrować się odwiedzając dane miejsce i uzyskać informację, jeśli inne osoby tam będące miały później pozytywny wynik testu; narzędzie do sprawdzania symptomów, które pozwala użytkownikom na zarezerwowanie bezpłatnego testu i uzyskanie wyników za pomocą aplikacji; funkcja odliczania, która będzie informowała izolującą się osobę, jak długo musi jeszcze pozostać w domu.

"Każdy, kto pobierze aplikację, będzie pomagał chronić siebie, swoich bliskich, swoją społeczność, ponieważ im więcej osób pobierze aplikację, tym skuteczniej będzie ona działać" - mówił w czwartek rano w stacji BBC minister zdrowia Matt Hancock, zachęcając do jej zainstalowania.

Jednak przy tej okazji wynikło zamieszanie odnośnie do tego, czy informacja przekazana przez aplikację o konieczności poddania się izolacji jest zaleceniem czy wymogiem prawnym. Ministerstwo zdrowia oświadczyło wcześniej, że użytkownicy muszą stosować się do polecenia i w przeciwnym razie teoretycznie mogliby podlegać grzywnie w wysokości tysiąca funtów; zarazem przyznało jednak, że nie ma możliwości skontrolowania tego, gdyż aplikacja rejestruje kontakty anonimowo. "Ta samoizolacja jest dobrowolna, w przeciwieństwie do obowiązkowej w przypadku nakazania jej przez NHS Test and Trace" - wyjaśnił Hancock.

Aplikacja NHS Covid-19 uruchomiona została z czteromiesięcznym opóźnieniem w stosunku do pierwotnych zapowiedzi rządu. Jej pierwsza wersja, przygotowana przez publiczną służbę zdrowia NHS, nie sprawdziła się i w połowie czerwca porzucono jej testowanie; opracowano nową, tym razem w oparciu o technologię dostarczoną przez firmy Google i Apple.

W Szkocji aplikację do namierzania kontaktów osób zakażonych uruchomiono dwa tygodnie temu, zaś w Irlandii Północnej działa ona od końca lipca.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

W pierwszym dniu milion pobrań aplikacji do wykrywania kontaktów zakażonych

Najwyższa od początku epidemii liczba wykrytych zakażeń - 6634

Rekordową od początku epidemii liczbę 6634 nowych zakażeń koronawirusem wykryto w ciągu ostatniej doby w Wielkiej Brytanii - podał w czwartek po południu brytyjski rząd. Zanotowano również 40 zgonów z powodu Covid-19, co jest najwyższym bilansem od połowy lipca.

To kolejny w ostatnich dniach znaczący wzrost nowych zakażeń. Zaledwie 6 września po raz pierwszy po okresie spowolnienia epidemii ich liczba przekroczyła 2000, w ubiegły piątek - 4000, zaś w środę - po raz pierwszy od maja i piąty raz w ogóle - była wyższa niż 6000. Dotychczas najwyższym dobowym bilansem było 6201 przypadków w dniu 1 maja.

Rekordową liczbę zakażeń zanotowano także w Anglii - 5632, gdzie jest to drugi z rzędu i trzeci łącznie przypadek, by było ich więcej niż 5000, natomiast w Szkocji (465), Walii (348) i Irlandii Północnej (189) - bilanse są nieco niższe od środowych, choć wciąż blisko rekordowych poziomów.

W całym kraju łączna liczba infekcji SARS-CoV-2 wzrosła tym samym do 416 363, co jest 14. najwyższym wynikiem na świecie i czwartym w Europie - po Rosji, Hiszpanii i Francji.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że choć rosnąca liczba zakażeń jest niepokojąca, to rekordowej liczby nowych zakażeń nie można w prosty sposób porównywać do tych ze szczytu epidemii w kwietniu czy maju, chociażby z powodu tego, że obecnie wykonywanych jest ok. 220 tys. testów na dobę, podczas gdy na początku kwietnia - kilkanaście tysięcy. To oznacza, że wówczas znacznie więcej przypadków nie było wykrywanych. Jak zauważa stacja Sky News, według naukowców z Imperial College London, około dwie trzecie przypadków jest asymptomatyczna, czyli prawdziwa liczba zakażeń może sięgać 18 tys. na dobę, podczas gdy w szczycie epidemii mogło ich być nawet 100 tys.

Liczba nowych zgonów jest wyższa o trzy w porównaniu z bilansami z dwóch poprzednich dni, a zarazem jest najwyższą statystyką od 14 lipca, gdy było ich 44.

Całkowity bilans ofiar śmiertelnych epidemii wynosi obecnie 41 902, z czego 37 209 osób zmarło w Anglii, 2510 - w Szkocji, 1606 - w Walii, a 577 - w Irlandii Północnej. Pod względem liczby zgonów Wielka Brytania zajmuje piąte miejsce na świecie - za Stanami Zjednoczonymi, Brazylią, Indiami i Meksykiem.

Bilans nowych zgonów obejmuje wszystkie te, które zarejestrowano między godz. 17 we wtorek a godz. 17 w środę i które nastąpiły w ciągu 28 dni od potwierdzenia testem obecności SARS-CoV-2, zaś bilans zakażeń dotyczy 24 godzin między godz. 9 w środę a godz. 9 w czwartek.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Najwyższa od początku epidemii liczba wykrytych zakażeń - 6634

Rząd nadal będzie dopłacał do pensji, ale mniej i nie wszystkim

Brytyjski rząd oraz pracodawcy nadal będą dopłacać do wynagrodzeń tych pracowników, którzy nie mogą wrócić do pracy w pełnym wymiarze godzin z powodu epidemii koronawirusa, ale tylko jeśli faktycznie będą pracować - ogłosił w czwartek minister finansów Rishi Sunak.

Sunak przedstawił w Izbie Gmin plan wspierania zatrudnienia, który zastąpi wygasający z końcem października program wypłacania przez państwo 80 proc. pensji - do 2500 funtów miesięcznie - pracowników wysłanych na przymusowe urlopy z powodu kryzysu wywołanego epidemią. Nowy plan ma zapobiec masowym zwolnieniom, które, jak się obawiano, mogłyby nastąpić po zakończeniu dotychczasowego programu.

"Świadczenia postojowe były właściwą polityką w czasie, gdy ją wprowadzaliśmy. Zapewniły natychmiastową, krótkoterminową ochronę milionów miejsc pracy w okresie ostrego kryzysu. Jednak w miarę ponownego otwierania się gospodarki utrzymywanie miejsc pracy, które istnieją tylko dzięki temu programowi, jest zasadniczo niewłaściwe. Musimy stworzyć nowe możliwości i pozwolić gospodarce iść naprzód, a to oznacza wspieranie ludzi w tworzeniu realnych miejsc pracy, które zapewnią im prawdziwe bezpieczeństwo. Jak mówiłem przez cały ten kryzys, nie mogę uratować każdego przedsiębiorstwa. Nie mogę uratować każdego miejsca pracy. Żaden minister finansów nie byłby w stanie" - mówił Sunak, wyjaśniając, dlaczego nowy plan będzie się różnił od dotychczasowego.

Program zacznie funkcjonować od początku listopada i przewidziany jest na pół roku. Obejmie on tych pracowników, którzy wykonują pracę przez przynajmniej jedną trzecią normalnego wymiaru godzinowego, i za tę część wynagrodzenie będą im wypłacać pracodawcy. Rząd i pracodawcy będą subsydiować po jednej trzeciej utraconego dochodu, przy czym ich maksymalna kwota dopłat będzie wynosić po 697,92 funta miesięcznie. To oznacza, że pracownicy zarabiający przed kryzysem średnią pensję lub mniej będą otrzymywać przynajmniej 77 proc. wcześniejszego wynagrodzenia.

Przedsiębiorstwa będą mogły korzystać z nowego programu niezależnie od tego, czy brały udział w dotychczasowym czy też nie, a także niezależnie od ogłoszonego już wcześniej bonusu w wysokości 1000 funtów za każde utrzymane miejsce pracy.

Ale programem nie zostaną objęci pracownicy, którzy nie powrócą przynajmniej na jedną trzecią etatu, bo - jak wyjaśnia rząd - byłoby to finansowaniem miejsc pracy już w rzeczywistości nieistniejących.

Według szacunków koszt programu dla budżetu państwa wyniesie ok. 300 milionów funtów miesięcznie. Na obecny program wypłacania 80 proc. wynagrodzenia przeznaczono już ponad 39 miliardów funtów.

Sunak poinformował, że podobny program będzie dostępny dla osób pracujących na własny rachunek. W ich przypadku rząd przyzna granty w wysokości 20 proc. średnich miesięcznych dochodów do kwoty 1875 funtów za trzymiesięczny okres od listopada do stycznia, zaś później dostępne będą one za okres od lutego do końca kwietnia.

Ponadto Sunak ogłosił, że okres spłaty pożyczek zaciągniętych przez firmy w czasie epidemii i gwarantowanych przez państwo zostanie wydłużony z sześciu do 10 lat, zaś termin ubiegania się o nie, który miał upłynąć z końcem listopada, zostaje wydłużony.

Dodatkową pomoc otrzyma sektor gastronomiczno-hotelarko-turystyczny, który jest jednym z najmocniej dotkniętych skutkami kryzysu. Obniżona z 15 do 5 proc. stawka VAT zostanie w przypadku ich usług utrzymana do końca marca, a nie, jak do tej pory planowano, do 12 stycznia.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Rząd nadal będzie dopłacał do pensji, ale mniej i nie wszystkim

Media: Harry i Meghan złamali zasadę politycznej neutralności monarchii

Książę Harry i księżna Meghan udzielając, nie wprost, poparcia Joe Bidenowi w wyborach prezydenckich w USA, złamali zasadę politycznej neutralności monarchii i mogą zaszkodzić specjalnym relacjom Wielkiej Brytanii z USA - ocenia w czwartek brytyjska prasa.

Opublikowane w środę przez parę książęcą przesłanie do Amerykanów, nagrane z ich domu w Kalifornii, w którym apelowali o udział w listopadowych wyborach prezydenckich, odnotowuje w czwartek na pierwszych stronach większość głównych brytyjskich dzienników - "The Times", "Daily Telegraph", "The Guardian", "Daily Mail" i "Daily Express".

"Co cztery lata słyszymy, że to są najważniejsze wybory w naszym życiu. Ale te naprawdę są" - powiedziała Meghan, zaś Harry dodał: "W czasie gdy zbliżamy się do listopada, ważne jest, byśmy odrzucili mowę nienawiści, dezinformację i negatywne nastawienie w sieci". Słowa te zostały powszechnie odebrane jako atak na ubiegającego się o reelekcję prezydenta USA Donalda Trumpa, zwłaszcza że para książęca już w przeszłości negatywnie wypowiadała się na jego temat, choć do tej pory prywatnie.

Od tego wezwania zdystansował się Pałac Buckingham, który oświadczył: "Książę nie jest wykonującym obowiązki członkiem rodziny królewskiej i jakiekolwiek komentarze, które wygłasza, są wystąpieniami prywatnymi".

Jak zauważa "Daily Telegraph", to pierwszy raz, odkąd Harry i Meghan oficjalnie przestali pełnić obowiązki członków rodziny królewskiej, gdy Pałac Buckingham musiał tak zdecydowanie dystansować się od wypowiedzi księcia. Gazeta pisze też, że nagranie spowodowało głębokie zaniepokojenie w Pałacu Buckingham, że odbije się ono negatywnie na reputacji monarchii, która zgodnie z brytyjską tradycją polityczną musi pozostawać neutralna, a także na "specjalnych relacjach" pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi.

"The Times" zauważa, że księżna - która jest obywatelką USA - nie pierwszy raz wzywa do głosownia, ale pierwszy raz towarzyszył jej w tym Harry. Gazeta zastanawia się, w jaki sposób to wystąpienie można pogodzić z ustaleniami zawartymi w styczniu, gdy para książęca zobowiązała się, że wszystko, co będzie robić, "pozostanie zgodne z wartościami Jej Królewskiej Mości".

Według co najmniej jednego źródła w Pałacu Buckingham, na które powołuje się gazeta, para książęca przekroczyła tę linię. Cytuje też byłego doradcę Pałacu, który powiedział: "Arena polityczna jest bardzo drażliwym miejscem dla wszystkich członków rodziny królewskiej. Nie można mieć apolitycznej instytucji, jaką jest dziedziczna monarchia, a zarazem członków rodziny królewskiej, którzy wygłaszają choćby odrobinę polityczne komentarze".

W styczniu Harry - wnuk królowej Elżbiety II - i Meghan niespodziewanie ogłosili, że zamierzają zrezygnować z pełnienia obowiązków członków rodziny królewskiej i prowadzić bardziej prywatne życie. Zgodnie z zawartymi ustaleniami, stało się to wraz z końcem marca. Od tego czasu para większość czasu spędza w USA.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Media: Harry i Meghan złamali zasadę politycznej neutralności monarchii

TSUE odrzucił wniosek o uwolnienie głównego podejrzanego w sprawie Maddie McCann

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) odrzucił w czwartek wniosek o uwolnienie głównego podejrzanego w sprawie zabójstwa zaginionej w 2007 roku w Portugalii trzyletniej Brytyjki Madeleine (Maddie) McCann.

Jak podaje AFP, w swym wyroku Trybunał z Luksemburga orzekł, że ściganie za tego rodzaju czyny jest legalne, ponieważ Włochy, które przekazały podejrzanego, Niemca Christiana B., do jego kraju pochodzenia w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA), dały na to zielone światło.

43-letni Niemiec odbywa obecnie w więzieniu w Kilonii orzeczoną w 2011 roku przez sąd w Niebuell w Szlezwiku-Holsztynie karę za handel narkotykami. Ponadto podlega on aresztowi tymczasowemu w związku z nieprawomocnym skazaniem w grudniu 2019 roku przez sąd krajowy w Brunszwiku w Dolnej Saksonii na siedem lat więzienia za zgwałcenie w 2005 roku 72-letniej wówczas Amerykanki w położonej w regonie Algarve na południu Portugalii miejscowości Praia da Luz. Właśnie tam blisko półtora roku później zaginęła Maddie.

Zdaniem niemieckiej prokuratury zaginiona przed 13 laty brytyjska dziewczynka nie żyje, ale jak dotąd nie odnaleziono jej ciała.

Madeleine miała prawie cztery lata, kiedy zniknęła w maju 2007 roku z mieszkania w Praia da Luz, gdzie jej rodzina spędzała wakacje. Była tam z młodszym rodzeństwem, podczas gdy ich rodzice byli w pobliżu na kolacji z przyjaciółmi. (PAP)

 

TSUE odrzucił wniosek o uwolnienie głównego podejrzanego w sprawie Maddie McCann

Ciężarówki jadące do UE będą musiały mieć zezwolenie na wjazd do Kentu

Po zakończeniu okresu przejściowego po brexicie kierowcy ciężarówek, którzy eksportują towary do Europy, będą musieli mieć pozwolenie na wjazd do hrabstwa Kent, by uniknąć jego zakorkowania - poinformował w środę brytyjski rząd.

Przez Kent przechodzą główne drogowe szlaki transportowe z kontynentalną częścią Europy - na terenie hrabstwa znajduje się wjazd do tunelu pod kanałem La Manche oraz przypływa tam większość promów.

Michael Gove, minister odpowiadający za przygotowanie Wielkiej Brytanii do warunków, jakie zapanują po okresie przejściowym po wyjściu W. Brytanii z Unii, wyjaśnił, że celem pozwoleń jest uniknięcie korków, które mogą powstawać w wyniku nieprzygotowania przewoźników do nowych zasad i w najgorszym scenariuszu mogłyby liczyć nawet 7000 ciężarówek.

Jak mówił Gove w Izbie Gmin, najgorszy możliwy scenariusz zakłada, że tylko 50-70 proc. dużych przedsiębiorstw i 20-40 proc. małych i średnich będzie gotowych do ścisłego stosowania nowych wymogów w handlu z UE, a to oznaczałoby, że tylko od 30 do 60 proc. załadowanych ciężarówek docierałoby na granicę z dopełnieniem niezbędnych formalności dotyczących przewożonych towarów. Reszta zostałyby zawracana przez służby graniczne Francji, zatykając przejazd między Dover a Calais, co mogłyby doprowadzić do powstania kolejek do 7000 samochodów ciężarowych w Kent.

Jak wyjaśniał Gove, aby uniknąć takiej sytuacji wprowadzony zostanie system pozwoleń na wjazd ciężarówek do Kent. Takie pozwolenie, ważne przez 24 godziny, potwierdzać będzie, że kierowca ma wszystkie niezbędne dokumenty do przewozu towarów przez granicę. Zapewnił, że uzyskanie takiego pozwolenia będzie "stosunkowo prostym procesem", zaś w przypadku jego braku kierowcy będzie groziła kara w wysokości 300 funtów.

Wraz z końcem tego roku upłynie okres przejściowy po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a tym samym przestanie ona być związana zasadami jednolitego rynku UE i unii celnej. Wielka Brytania i UE prowadzą obecnie negocjacje na temat przyszłych relacjach, których celem jest zawarcie umowy o wolnym handlu. Jeśli taka umowa nie zostanie zawarta, od nowego roku handel odbywać się będzie na ogólnych zasadach Światowej Organizacji Handlu, czyli możliwe będzie stosowanie ceł i innych barier, co tym bardziej skomplikowałoby przewóz towarów między Wielką Brytanią a UE.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Ciężarówki jadące do UE będą musiały mieć zezwolenie na wjazd do Kentu

Lider opozycji: restrykcje są konieczne, ale nie były nieuniknione

Nowe ograniczenia wprowadzone w Wielkiej Brytanii w związku z epidemią koronawirusa są konieczne, ale nie były nieuniknione i są porażką rządu - oświadczył w środę wieczorem lider opozycyjnej Partii Pracy Keir Starmer.

Starmer w przemówieniu telewizyjnym, będącym odpowiedzią na wystąpienie, jakie dzień wcześniej wygłosił premier Boris Johnson, zaoferował swoje poparcie dla działań rządu, ale obarczył winą ministrów za wzrost liczby przypadków zakażenia koronawirusem.

"Chociaż te ograniczenia są teraz konieczne, nie były one jednak nieuniknione. Powrót tego wirusa i powrót ograniczeń nie są aktem Bożym; są one porażką rządu. Brytyjczycy zrobili wszystko, o co ich poproszono, ale obawiam się, że rząd tak nie zrobił" - mówił lider opozycji.

"Jesteśmy wspaniałym krajem, nie powinniśmy mieć jednego z najwyższych wskaźników śmiertelności na świecie, ani jednej z najgorszych recesji" - podkreślił.

Jak przekonywał, skandalem jest, że w kraju wciąż nie ma sprawnie funkcjonującego systemu przeprowadzania testów na obecność koronawirusa ani planu ochrony domów opieki.

"To nie powinno tak być - ludzie nie powinni jeździć setek mil, żeby zrobić test swojemu dziecku, sobie lub swoim krewnym. I powinniśmy być w stanie zapewnić starszym ludziom godność, bezpieczeństwo oraz szacunek, na jaki zasługują" - mówił.

Starmer wezwał rząd do szybkiego naprawienia problemów z programem przeprowadzania testów, a także do przedstawienia "planu B" dla gospodarki przed wygaszeniem wraz z końcem października programu wypłacania z budżetu państwa pensji tym pracownikom, którzy z powodu kryzysu zostali wysłani na przymusowe urlopy.

"Nie ma logiki w tym, by wprowadzać nowe ograniczenia, a jednocześnie wycofywać ochronę dla miejsc pracy i przedsiębiorstw" - przekonywał. Ostrzegł, że podczas nadchodzącej zimy może nastąpić w brytyjskiej gospodarce fala zwolnień z pracy.

Powtórzył ofertę współpracy z rządem w celu podjęcia "narodowego wysiłku na rzecz ochrony miejsc pracy i zapobiegnięcia drugiej blokadzie". "Ta oferta pozostaje aktualna, a moje drzwi są zawsze otwarte" - oświadczył lider opozycji.

W środę po południu podano, że w ciągu ostatniej doby wykryto w Wielkiej Brytanii 6178 nowych zakażeń koronawirusem. To zaledwie piąty taki dzień od początku epidemii - i pierwszy od maja - gdy dobowa liczba zakażeń przekrocza 6000. W związku z rosnącą liczbą zakażeń we wtorek Johnson ogłosił zaostrzenie restrykcji, m.in. powrót do pracy zdalnej, jeśli to możliwe, skrócenie godzin otwarcia pubów i restauracji oraz rozszerzenie obowiązku zasłaniania twarzy.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Lider opozycji: restrykcje są konieczne, ale nie były nieuniknione

Szef Banku Anglii sugeruje, by nie kończyć programu subsydiowania pensji

Gubernator Banku Anglii Andrew Bailey wezwał we wtorek brytyjski rząd do "zatrzymania się i przemyślenia" decyzji o wygaszeniu z końcem października programu subsydiowania z budżetu pensji pracownikom, którzy z powodu epidemii zostali wysłani na przymusowe urlopy.

Aby skłonić firmy do utrzymywania miejsc pracy mimo kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa, brytyjski rząd uruchomił w marcu program refundowania 80 proc. pensji pracowników wysłanych na przymusowe urlopy - do kwoty 2500 funtów miesięcznie.

Program, który początkowo miał trwać trzy miesiące, był już dwukrotnie przedłużany, ale zarówno premier Boris Johnson, jak i minister finansów Rishi Sunak oświadczyli, że z końcem października zostanie on ostatecznie wygaszony. Jak argumentują, przedłużanie programu dawałoby objętym nim pracownikom fałszywe poczucie, że wciąż mają pracę, do której będą mogli wrócić.

Dotychczas Bailey popierał to stanowisko rządu. Jak wyjaśniał w sierpniu w rozmowie z BBC, pracownikom trzeba raczej pomóc w znalezieniu nowej pracy niż utrzymywać ich na wirtualnych stanowiskach. Jednak we wtorek występując na webinarium zorganizowanym przez Brytyjskie Izby Handlowe (BCC), powiedział, że jest otwarty na dalszą interwencję państwa i zasugerował, że konkretne sektory mogłyby skorzystać z kontynuowania pomocy.

Bailey podkreślił, że program okazał się sukcesem i popiera decyzję Sunaka o jego zakończeniu, ale dodał: "Przeszliśmy od świata ogólnej ochrony zatrudnienia do konkretnych i ukierunkowanych obszarów". Wyjaśnił, że w szczytowym momencie kryzysu z programu korzystało około 30 proc. pracodawców z sektora prywatnego, ale obecnie jest on głównie wykorzystywany przez branże takie jak hotelarstwo, handel detaliczny i kultura.

"Pomógł on opanować szok dla firm i pracowników, ale teraz korzystanie z niego, z tego co możemy powiedzieć, jest bardziej skoncentrowane. Myślę, że rozsądne jest więc zatrzymanie się i przemyślenie podejścia do przyszłości, bez jakiegokolwiek zobowiązania do tego, co może być dalej" - mówił Bailey.

Do przedłużenia programu wypłacania pensji z budżetu od dawna wzywa brytyjska opozycja, wskazując m.in. na przykłady innych krajów, w których podjęto takie decyzje. Podobną opinię do Baileya wyraził wcześniej lider opozycyjnej Partii Pracy, Keir Starmer, który wezwał rząd do tego, by nie wygaszał całego programu za jednym zamachem.

Według ostatnich dostępnych statystyk do połowy sierpnia w ramach programu wypłacono 35,4 mld funtów. Pieniądze te otrzymało 9,6 mln pracowników zatrudnionych przez 1,2 mln firm.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Szef Banku Anglii sugeruje, by nie kończyć programu subsydiowania pensji

Z powodu epidemii przedstawienie budżetu przełożone na wiosnę

Brytyjski minister finansów Rishi Sunak nie przedstawi w tym roku projektu budżetu na przyszły rok finansowy, co planowane było na jesień. Jak wyjaśniono, epidemia koronawirusa powoduje, że nie jest to odpowiedni czas na długoterminowe planowanie.

"Jak usłyszeliśmy w tym tygodniu, teraz nie jest właściwy czas na nakreślanie długoterminowych planów - ludzie chcą, żebyśmy byli skupieni na tym, co tu i teraz. Więc potwierdzamy dzisiaj, że jesienią tego roku nie będzie budżetu" - oświadczyło ministerstwo finansów.

Stacja BBC podała, że zamiast planowania szczegółowego budżetu nastąpi ogólny przegląd wydatków i rząd poinformuje, ile każde z ministerstw będzie mogło wydać.

W Wielkiej Brytanii rok finansowy zaczyna się 1 kwietnia i kończy 31 marca następnego roku. W ostatnich latach projekt budżetu na nowy rok przestawiano jesienią poprzedniego, tak aby było wystarczająco czasu na ewentualne poprawki oraz jego zatwierdzenie. Przełożenie tego na nowy rok kalendarzowy nie będzie jednak precedensem - miało to miejsce w przypadku obecnego budżetu, który został uchwalony dopiero w marcu tego roku. Wówczas przyczyną tej sytuacji były niepewność związana z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a także przedterminowe wybory do Izby Gmin.

Równocześnie Sunak poinformował, że w czwartek przedstawi w Izbie Gmin plan dalszego wspierania miejsc pracy. Z końcem października miał zostać wygaszony program wypłacania przez rząd 80 proc. pensji - do 2500 funtów miesięcznie - tym pracownikom, którzy z powodu wywołanego epidemią kryzysu zostali wysłani na przymusowe urlopy. Celem uruchomionego w marcu programu było skłonienie firm, aby mimo kryzysu utrzymywały miejsca pracy, zamiast zwalniać ludzi. Do tej pory rząd stał na stanowisku, że program zostanie zakończony w październiku. Jak wyjaśniano, programu nie można przedłużać w nieskończoność, bo dawałoby to korzystającym z tego pracownikom złudne poczucie, że mają pracę, do której kiedyś wrócą.

Jednak w związku z pogarszającą się ponownie sytuacją epidemiczną, coraz więcej jest głosów wskazujących na konieczność przedłużenia programu w jakiejś formie. Wzywa do tego już nie tylko opozycja, bo we wtorek również gubernator Banku Anglii Andrew Bailey zasugerował, że rząd powinien "zatrzymać się i przemyśleć decyzję".

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Z powodu epidemii przedstawienie budżetu przełożone na wiosnę

Badania: ryzyko zgonu z powodu grypy i COVID-19 dwukrotnie większe, niż na skutek COVID-19

W sezonie grypowym w pierwszych miesiącach 2020 r. ryzyko zgonu z powodu jednoczesnego zakażenia wirusem grypy i koronawirusem Sars-Cov-2 wśród osób hospitalizowanych było w Anglii ponad dwukrotnie większe, niż na skutek samej choroby COVID-19 – wykazały badania Public Health England.

Obserwacje przeprowadzono w okresie od stycznia do kwietnia 2020 r., kiedy w Wielkiej Brytanii, podobnie jak w innych krajach europejskich, rozwijała się pandemia – informuje „BBC News”.

Przeanalizowano prawie 20 tys. pacjentów przyjętych do szpitala z powodu grypy sezonowej oraz choroby COVID-19. Okazało się, że przypadku jednoczesnej grypy i zakażenia koronawirusem w pierwszych czterech miesiącach tego roku ryzyko zgonu było ponad dwukrotnie większe, niż wśród chorych z objawami samego COVID-19.

Pod uwagę wzięto pierwsze miesiące roku, kiedy pandemia dopiero nabierała tempa, a jednocześnie największe było nasilenie zachorowań na grypę. W Polsce najwięcej przypadków grypy sezonowej jest na ogół od stycznia do marca.

Według BBC grypa co roku uśmierca w Anglii 11 tys. osób. Jednak biorąc pod uwagę pierwsze prawie dziewięć miesięcy 2020 r., COVID-19 już okazał się bardziej śmiertelny. Z najnowszych danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że w Wielkiej Brytanii koronawirusem SARSCoV-2 zaraziło się prawie 400 tys. osób, a około 42 tys. zmarło.

W Polsce od 1 września 2019 r. do 30 kwietnia 2020 r. z powodu grypy i jej powikłań zmarły 64 osoby – wynika z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH. W cały minionym sezonie grypowym na grypę i zachorowania grypopodobne zachorowało 3,7 mln osób.

Eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy zwracają jednak uwagę, że w naszym kraju dane dotyczą zgonów z powodu grypy są zaniżone. Wynika to z tego, że choroba ta doprowadza do groźnych powikłań, takich jak zapalenie płuc, i to one są wpisywane do dokumentacji pacjenta jako przyczyna zgonu. Najczęściej jest to niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Najwięcej, prawie 150 zgonów z powodu grypy i jej powikłań, zarejestrowano w Polsce w sezonie grypowym 2018/2019.

Dane Public Health England sugerują, że wraz z nasileniem się kolejnego sezonu grypowego 2020/2021 coraz więcej będzie zachorowań na grypę i jej powikłań, a wraz z nimi więcej będzie zgonów z powodu tej choroby.

W naszym kraju zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 wykryto dotąd u ponad 80 tys. osób, a z powodu choroby COVID-19 zmarło ponad 2,3 tys. pacjentów. (PAP)

 

Badania: ryzyko zgonu z powodu grypy i COVID-19 dwukrotnie większe, niż na skutek COVID-19
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.