Matt Metal


Matt Metal


„W moim domu rodzinnym zawsze grało radio...” – Iza Adamczyk, redaktor Radia Danielka, w rozmowie o swojej życiowej pasji

Previous Next

Iza Adamczyk jest osobą, której życie splata się z historią radia w niezwykły sposób. Nie tylko podążała za swoją pasją od młodych lat, ale również wkładała ogromne serce w pomoc innym, prowadząc ich przez życiowe burze i radości. Dziś otwiera się przed nami, by opowiedzieć o swojej fascynacji medium radiowym i o tym, jak ta miłość kierowała jej drogą ku Radiu Danielka. Przygotujcie się na spotkanie z niezwykłą historią i inspirującymi przemyśleniami.

Iza Adamczyk – socjolog, radiowiec. Kocha radio miłością absolutną. Przez dwadzieścia lat zajmowała się zawodowo wspieraniem innych i chociaż praca przynosiła jej wiele satysfakcji, w marcu 2020 roku zmieniła swoje życie. Niebieskie radio całkowicie ją pochłonęło. Wierzy w nie bezgranicznie i w to, że będzie grało tak jak słynna orkiestra, do końca świata i jeden dzień dłużej. W Radiu Danielka mianowała się asystentką dyrektora (oczywiście za jego zgodą) i wszechogarniającą – kalendarze, spotkania, rozmowy, strona na FB. Goni autorów, aby przekazywali na czas playlisty, materiały do prezentacji audycji i nie daje zapomnieć o tym, że niebieskim radiem trzeba się zaopiekować. Aktywnie wspiera artystów tworzących m.in. w Wielkiej Brytanii.

Autorska audycja Izy Adamczyk to Izotonia – w każdą środę o godzinie 20.00. Natomiast w poniedziałki o 21.00, wspólnie z Jarkiem Drozdem, prowadzi audycję na żywo Winni Niewinni.

Kontakt z Izą: This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it. / This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Agnieszka: Zanim zostałaś radiowcem, zajmowałaś się...

Iza: Skończyłam socjologię. Zupełnym przypadkiem (chociaż, jak wiadomo, nie ma przypadków) trafiłam do pracy w ośrodku pomocy społecznej, byłam pracownikiem socjalnym. W tamtym czasie tysiące ludzi rejestrowało się w urzędach pracy, a rodziny traciły stałe źródło dochodu. Byłam młoda i pierwszy raz na taką skalę zetknęłam się z biedą, trudnościami, doświadczeniami, które często przerastały moje możliwości i umiejętności pomagania. Pamiętam, że moja ówczesna kierowniczka powiedziała mi, że jeżeli wytrwam w tej pracy rok, to zostanę w niej już na wiele lat. Miała rację, pracowałam ponad 20 lat. Przeszłam przez wiele szkoleń, warsztatów terapeutycznych, pracę własną. Od 2000 roku zaczęłam pracować z rodzinami zastępczymi i tak było do samego końca. Byłam koordynatorem rodzinnej pieczy zastępczej, czyli zajmowałam się rodzinami w szerokim zakresie – wsparcie psychologiczne, praktyczna pomoc, współpraca z rodzinami biologicznymi dzieci, praca z dzieciakami, ale też prowadzenie dokumentacji każdej rodziny. Zdaję sobie sprawę, że to brzmi bardzo ogólnie, ale trudno jest to opisać szczegółowo i rozkładać na części pierwsze. Prowadziłam szkolenia dla kandydatów na rodziny zastępcze, szkolenia i warsztaty dla rodzin już funkcjonujących, a także grupy wsparcia.

Bardzo lubiłam tę pracę, ludzi, ale przyszedł czas, kiedy poczułam, że system administracyjny zaczyna mnie przerastać. Poza tym to bardzo obciążające zajęcie, a ja jestem z tych, co to nie mogą przejść obok różnych rzeczy obojętnie i oddają się w pełni temu, co robią. Teraz już może jestem odrobinę bardziej dbająca o siebie i bardzo to sobie cenię.

Miłość do radia masz w sobie od zawsze, ale nie od razu zdecydowałaś się na kroczenie drogą radiową. Dlaczego?

Od zawsze to bez wątpienia mam miłość do muzyki, a radio było drugą wielką miłością. W moim domu rodzinnym zawsze grało, było w kuchni, a tam najczęściej toczy się życie. Moi rodzice słuchali Jedynki, ja chcąc nie chcąc też, ale potem już świadomie programu trzeciego. Zahaczałam też o Rozgłośnię Harcerską, ale Trójka była najważniejsza. Rodzice twardo włączali program pierwszy, a ja po powrocie do domu przełączałam na program trzeci. W czasie listy przebojów nic innego nie istniało, siedziałam i nagrywałam. Najbardziej kochałam Marka Niedźwieckiego i to on wtedy w dużej mierze kształtował mój gust muzyczny.

Od połowy liceum myślałam o tym, żeby iść na dziennikarstwo do Warszawy, a potem do radia, ale moim rodzicom nie podobał się ten pomysł. Lekarka, nauczycielka... owszem, ale Warszawa, dziennikarstwo, radio – co za pomysł. Poddałam się, już nie roztrząsam; cieszę się, że mogę realizować moje marzenie teraz. Natomiast wartość tego doświadczenia przekłada się na moje dzieci, ponieważ chłopcy idą taką drogą, jaką sobie wybiorą i nigdy nie będę w żaden sposób wpływać na ich decyzje.

Jak to jest być asystentką dyrektora Radia Danielka?

Rrzeczywiście tak jest napisane w opisie na stronie Radia Danielka, ale myślę, że to już nieaktualne. (uśmiech!) Nie dlatego, że zostałam zwolniona, o nie, wszystko jest w najlepszym porządku. Bardziej jest to związane z tym, że początki związane z powstawaniem radia wymagały koordynowania różnych spraw. To się teraz znacząco zmieniło, z różnych przyczyn – mamy mniej spotkań, już więcej rzeczy potrafimy. Ale bycie asystentką nie było jakieś straszne i okrutne. Miło to wspominam, chociaż nie powiem czasami byłam bardzo zmęczona.

„Izotonia”... Jak powstała i dla kogo jest przeznaczona?

Dojrzewałam do tego, żeby poprowadzić swoją audycję, ale wiedziałam, że na pewno ma być na żywo, gdyż żywe radio to dla mnie podstawa. Aby robić taki program, musiałam mieć sprzęt, nauczyć się jego obsługi i znaleźć miejsce w domu z którego będę nadawała. Nie jest łatwo być jednocześnie prowadzącym, realizatorem, a do tego utrzymywać kontakt z Izotonicznymi słuchaczami. Początki były trudne, bo np. zapomniałam wyciszyć mikrofon, albo przekręcałam pokrętełko odpowiadające za muzykę tak, że niczego nie było słychać. Pojawiały się radiowe chochliki, które mnie frustrowały, ale to już przeszłość. 14 lutego byłasetnaIzotonia i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Nawet nie wiem, kiedy to zleciało. Audycja ma swoich wiernych słuchaczy, a ja mam z nimi wyjątkowy kontakt i bardzo sobie to cenię. Jeżeli chodzi o to dla kogo jest przeznaczona, wydaje mi się, że dla wszystkich. Słuchają jej osoby w różnym wieku, mający różne gusta muzyczne, każdy może z niej wziąć coś dla siebie. Dotykam różnych gatunków muzycznych, wygrzebuję ciekawe nowości, ale też sięgam do utworów bardzo dobrze znanych i lubianych.

Prowadzisz także, wraz z Jarkiem Drozdem, audycję „Winni Niewini”...

To pierwsza audycja, jaka popłynęła z Radia Danielka. Kiedy wszystko było jeszcze w powijakach, właśnie nią sprawdzaliśmy jak działa sprzęt, jak nas słychać. Początkowo miała taki format, że wybieraliśmy z Jarkiem utwory (każdy robił swoją playlistę) i opowiadaliśmy o nich, mówiąc też dlaczego taki wybór. Audycje były też tematyczne, np.: zwierzęta, pogoda, uczucia itd. Obecnie Winni Niewinni to raczej taki radiowy magazyn informacyjny Krainy Łagodności, w którym opowiadamy o wydarzeniach, koncertach, nowych płytach, rozmawiamy z artystami, szefami różnych imprez i festiwali. Najważniejsze jest to, że audycja ma wiernych słuchaczy.

Radio... miłość wzajemna i rozumiem, że bezwarunkowa...   Równie wielką obdarzasz... koty? Opowiedz o nich, proszę.

Opowiadanie o kotach zajęłoby większość tego wywiadu. W skrócie rzecz ujmując w mojej rodzinie nigdy nie było kotów, zawsze psy. Uwielbiam zwierzęta, więc nieustannie miałam przy sobie jakieś małe bijące serduszko – kanarka, szczury hodowlane, świnki morskie, a nawet patyczaki. Zawsze słyszałam, że koty są wredne, fałszywe i duszą dzieci. 18 lat temu do naszego domu trafiła maleńka koteczka, tzn. sama nie trafiła tylko ja ją przyniosłam. (uśmiech!) Fibi była z nami 17 lat, odeszła w maju zeszłego roku. To ona pierwsza pokazała mi, jakie koty są cudowne, wiążą się z ludźmi, dbają o nas, wprowadzają ukojenie, rozbawiają. Rok po Fibi do domu trafił Borys, potem Bilbo. Kiedy umarł Borys, trafił czarny jak smoła Waszek. Od 2016 roku w domu zawsze są trzy koty. Każdy reaguje na swoje imię, każdy ma swoją miseczkę, każdy ma swoją kocią osobowość. Od października zeszłego roku mieszka z nami Bazylia. Mamy koty adoptowane, znalezione na ulicy, tylko Bilbo jest „arystokratą” mainecoonem, takim moim spełnieniem marzeń o dużym futrzastym kocie.

Jakie są Twoje marzenia, plany życiowe?

Marzenia i plany są związane z radiem, z Izotonią, z artystami; żeby wszystko pięknie frunęło w przestrzeń, dawało słuchającym radość, nadzieję, przynosiło ukojenie. Nie będę się tutaj zanadto rozwijała, bo wydaje mi się, że wszystko zmieściłam w tym jednym zdaniu. Oczywiście taką przyziemną rzeczą, która jest potrzebnaa by wszystko funkcjonowało i radio grało są pieniądze, ale mam nadzieję, że grono słuchających i wspierających będzie się powiększało i Radio Danielka nie zniknie z eteru.

Czy posiadasz jakieś swoje motto życiowe?

Żadnego. Mam tylko przekonanie, że warto być przyzwoitym, uczciwym, mieć szacunek do siebie i życia, wierzyć w ludzi, gdyż każdy nosi swoją historię. No i iść za głosem serca, używając rozumu.

Izo, dziękuję bardzo za rozmowę i życzę Ci, aby Radio Danielka grało zawsze o ten „jeden dzień dłużej”.

Rozmawiała: Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz

Author’s Posts