Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Sport

All Stories

Piłkarska LE - pary 4. rundy kwalifikacji

Dwie polskie drużyny znalazły się wśród 42, które wystąpią w decydującej, czwartej rundzie kwalifikacji piłkarskiej Ligi Europy. 1 października o awans do fazy grupowej Legia Warszawa zagra z azerskim Karabachem Agdam, a Lecha Poznań czeka w Belgii mecz z Royalem Charleroi.

W fazie grupowej LE wystąpi 48 zespołów. 21 z kwalifikacji, sześć, które odpadną w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów oraz 21, które miały zapewniony udział na podstawie osiągnięć w rozgrywkach krajowych, a wśród nich m.in. Arsenal Londyn i Leicester City z Anglii, Roma i Napoli z Włoch, Bayer Leverkusen i Hoffenheim z Niemiec, Lille OSC z Francji czy Benfica Lizbona, Sparta Praga, CSKA Moskwa i Feyenoord Rotterdam.

Losowanie fazy grupowej zaplanowano na 2 października w Nyonie.

Pary decydującej, 4. rundy kwalifikacji LE (1 października):

 

Royal Charleroi - Lech Poznań

Legia Warszawa - Karabach Agdam (Azerbejdżan)

Young Boys Berno - KF Tirana

Dinamo Zagrzeb - Flora Tallinn

CFR Cluj - Kuopion Palloseura (Finlandia)

Ararat-Armenia Erywań - Crvena Zvezda Belgrad

Dynamo Brześć - Łudogorec Razgrad

FK Sarajevo - Celtic Glasgow

Dundalk FC (Irlandia) - KI Klaksvik (Wyspy Owcze)

Hapoel Beer Szewa - Viktoria Pilzno

Rosenborg BK Trondheim - PSV Eindhoven

AEK Ateny - VfL Wolfsburg

FC Basel - CSKA Sofia

Sporting Lizbona - LASK Linz (Austria)

Rio Ave (Portugalia) - AC Milan

FC Kopenhaga - HNK Rijeka (Chorwacja)

Malmoe FF - Granada CF

Tottenham Hotspur - Maccabi Hajfa

Slovan Liberec - APOEL Nikozja

Standard Liege - FC Fehervar(Węgry)

Rangers FC (Szkocja) - Galatasaray Stambuł

(PAP)

 

Piłkarska LE - pary 4. rundy kwalifikacji

Lech w czwartej rundzie po pokonaniu Apollonu 5:0

Piłkarze Lecha Poznań pokonali na Cyprze Apollon Limassol 5:0 (1:0) w meczu 3. rundy eliminacji Ligi Europy. O awans do fazy grupowej zagrają ze zwycięzcą czwartkowego spotkania belgijskiego Royal Charleroi z Partizanem Belgrad.

Apollon Limassol - Lech Poznań 0:5 (0:1).

Bramki: 0:1 Pedro Tiba (42), 0:2 Mikael Ishak (47), 0:3 Jakub Kamiński (58), 0:4 Jan Sykora (81), 0:5 Pedro Tiba (90+1).

Żółte kartki: Apollon Limassol - Charlison Benschop, Esteban Sachetti; Lech Poznań – Lubomir Satka.

Apollon Limassol: Demetris Demetriou - Ioannis Pittas (46. Daniel Larsson), Fanos Katelaris, Valentin Roberge, Attila Szalai - Djordje Denic, Esteban Sachetti (66. Sasa Markovic), Diego Aguirre - Bagaliy Dabo (14. Giannis Gianniotas), Charlison Benschop, Nicolas Diguiny.

Lech Poznań: Filip Bednarek – Alan Czerwiński, Lubomir Satka, Djordje Crnomarkovic, Tymoteusz Puchacz – Jan Sykora, Pedro Tiba, Dani Ramirez, Jakub Moder (73. Karlo Muhar), Jakub Kamiński (76. Michał Skóraś) – Mikael Ishak (67. Nika Kaczarawa).

Sędzia: Mattias Gestranius (Finlandia). Mecz bez udziału publiczności.

Wicemistrzowie Polski w imponującym stylu pokonują kolejnych przeciwników w drodze do fazy grupowej Ligi Europy. We wcześniejszych rundach pokonali łotewską Valmierę i szwedzkie Hammarby IF Sztokholm po 3:0. W Nikozji rozgromili czwarty zespół poprzedniego sezonu i obecnego lidera ligi cypryjskiej Apollon Limassol aż 5:0.

Na Cypr podopieczni trenera Dariusza Żurawia nie lecieli w roli faworyta. To rywale zdecydowanie częściej pokazują się w na Starym Kontynencie, w ostatnich siedmiu latach wystąpili czterokrotnie w fazie grupowej Ligi Europy, a "Kolejorz" w ostatniej dekadzie zaledwie dwa razy.

W pierwszej połowie można było odnieść wrażenie, że spotkały się równorzędne zespoły. W pierwszych kilku minutach gospodarze chcieli najwyraźniej nastraszyć lechitów, ale już w 10. minucie poznaniacy byli bliscy uzyskania prowadzenia. Bramkarz Apollonu Dimitris Dimitriou uratował swój zespół od utraty gola po strzale Jakuba Kamińskiego i dobitce Mikaela Ishaka. Ta sytuacja sprawiła, że wicemistrzowie Polski poczuli się na boisku pewniej, ale nie potrafili wykreować dogodniejszych okazji.

W ostatnim kwadransie znów ekipa cypryjska zaczęła przejmować inicjatywę, jej akcje były groźniejsze. Obrona Lecha była momentami mało skoncentrowana i rywale dość łatwo dochodzili do pozycji strzeleckich. W 34. minucie Nicolas Diguiny - przy nieco biernej postawie defensywy "Kolejorza" - huknął z woleja z linii pola karnego, ale piłka poszybowała obok słupka.

Gospodarze nawet zdobyli gola po bardzo efektownej akcji, ale jeden z nich był na spalonym i lechici mogli odetchnąć. Tuż pod koniec pierwszej odsłony bramkę zdobył za to Lech. Hiszpan Dani Ramirez "podcinką" przerzucił piłkę za plecy obrońców, będący na pozycji spalonej Ishak przytomnie zatrzymał się, a wbiegający w pole karne Portugalczyk Pedro Tiba w sytuacji sam na sam nie dał szans bramkarzowi.

Pierwsza akcja po zmianie stron przyniosła drużynie gości drugą bramkę. Tiba idealnie w tempo dograł do Ishaka, a Szwed już wcześniej udowodnił, że takich okazji nie zwykł marnować.

To był kluczowy moment spotkania. Z cypryjskiego zespołu wyraźne uszło powietrze i stracił on wiarę w odwrócenie losów pojedynku. Gdy Kamiński po "książkowej" kontrze i kapitalnym podaniu Dani Ramireza podwyższył wynik, emocje praktycznie się skończyły, a trener Żuraw mógł spokojnie wprowadzać na boisko zmienników.

Lech nie forsował tempa i pozwolił rywalom na przeprowadzenie kilku akcji. Szwed Larsson minimalnie przestrzelił, a uderzenie Hiszpana Diego Aguirre w ostatniej chwili zablokował Tiba.

Poznaniacy też wypracowali sobie okazje i skwapliwie je wykorzystali. Ramirez znów popisał się kapitalną asystą, z której skorzystał Czech Jan Sykora, strzelając pierwszego gola w barwach "Kolejorza". W doliczonym czasie gry najlepszy na boisku Tiba zabawił się z obrońcami gospodarzy i po efektownym dryblingu z bliska pokonał Demetriou.

Lech po raz trzeci zagra w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Europy, której zwycięzca wystąpi w fazie grupowej. Wcześniejsze podejścia poznaniaków były udane - w 2010 roku wyeliminowali ukraińskie Dnipro Dniepropietrowsk, a pięć lat później w dwumeczu okazali się lepsi od Videotonu Szekesfehervar.(PAP)

Lech w czwartej rundzie po pokonaniu Apollonu 5:0

Były menedżer Lewandowskiego Cezary Kucharski żąda 9 mln euro odszkodowania

Były menedżer Cezary Kucharski oskarża kapitana reprezentacji Polski Roberta Lewandowskiego o nieprawidłowe rozliczanie się z przelewów i żąda 9 mln euro (ok. 40 mln zł) odszkodowania. Poinformowany został także urząd skarbowy - podają niemieckie media.

Jako pierwsza informację podała niemiecka gazeta "Spiegel". Przedstawiła ona także kserokopie przelewów z konta firmy Lewandowskich. Ma z nich wynikać, że piłkarz Bayernu Monachium robił przelewy z niemieckich kont na polskie konto swojej firmy, a o niektórych z nich urząd skarbowy nic nie wiedział.

Kucharski pozew przeciwko firmie marketingowej RL Managment złożył do Wydziału Gospodarczego Sądu Okręgowego w Warszawie. Były menedżer Lewandowskiego twierdzi, że kapitan reprezentacji Polski nieprawidłowo rozliczał się z dochodów swojej firmy i wykorzystywał jej pieniądze do prywatnych celów.

Robert i Anna Lewandowscy zareagowali błyskawicznie na doniesienia prasy.

"Wszelkie rozliczenia podatkowe zarówno osobiste jak i spółek Roberta Lewandowskiego prowadzone są zawsze zgodnie z prawem. Prawidłowością rozliczeń w Niemczech zajmuje się licencjonowany, niemiecki doradca podatkowy, który dba o to, aby wszelkie wymagane dokumenty były zawsze przedstawione organom podatkowym w Niemczech, a podatek prawidłowo rozliczony i zapłacony w terminie" - można przeczytać w oficjalnym komunikacie wydanym przez rzeczniczkę prasową Lewandowskich Monikę Bondarowicz.

Całą sprawę bardzo dokładnie opisuje "Spiegel". Gazeta informuje, że Lewandowscy płacili z firmowego konta m.in. za loty prywatnym odrzutowcem, zakupy nieruchomości, mebli, podróże. Dziennikarze twierdzą także, że firma RL Managment pożyczyła firmie Anny Lewandowskiej kwotę 2,5 mln euro, ale te pieniądze nie zostały nigdy zwrócone i miały trafić na inne konto małżeństwa.

"Ponieważ pan Cezary Kucharski poinformował Państwa, że skierował sprawę do sądu, uprzejmie informujemy, że wszelką dokumentację księgową i podatkową przedstawimy sądowi. Pan Cezary Kucharski próbuje wymusić na Robercie Lewandowskim zapłatę nienależnych mu środków. Ustosunkowywanie się do ewentualnych zarzutów na łamach mediów traktujemy jako próbę wywierania nacisku na nas poprzez szkalowanie reputacji Roberta Lewandowskiego i tworzenie fikcyjnego wyobrażenia o sprawie co miałoby w przyszłości wpływać na postrzeganie tejże sprawy przez sąd. W tym miejscu warto ponownie przypomnieć, że der Spiegel w ramach opisu sprawy przesłał nam informację, że pozew został złożony, co według naszej wiedzy nie jest prawdą" - można przeczytać dalej w oświadczeniu wydanym przez Bondarowicz.

"Spiegel" informuje, że w 2017 roku doradca podatkowy ostrzegał Lewandowskich, że mogą mieć spore problemy, jeśli nie wykażą prawidłowych dochodów niemieckiemu urzędowi skarbowemu. Komunikacja była prowadzona drogą mailową, a gazeta twierdzi, że ma na to dowody. (PAP)

 

foto : PrtScr

Były menedżer Lewandowskiego Cezary Kucharski żąda 9 mln euro odszkodowania

Wydarzenia sportowe w skrócie

Raków Częstochowa wygrał z KGHM Zagłębiem Lubin 2:1 w meczu kończącym 3. kolejkę piłkarskiej ekstraklasy.

x x x

Rozstawiony z "dwójką" Dominic Thiem wygrał z Niemcem Alexandrem Zverevem (5.) 2:6, 4:6, 6:4, 6:3, 7:6 (8-6) w finale turnieju US Open, który rozgrywany był na kortach twardych w Nowym Jorku. To pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy 27-letniego austriackiego tenisisty.

x x x

Brytyjczyk Simon Yates z ekipy Mitchelton-Scott zwyciężył w ośmioetapowym wyścigu kolarskim Tirreno-Adriatico. Rafał Majka (Bora-Hansgrohe) zajął trzecie miejsce. Ostatni etap, jazdę indywidualną na czas, wygrał Włoch Filippo Ganna (Ineos Grenadiers).

x x x

Katarzyna Niewiadoma (Canyon-SRAM) zajęła piąte miejsce na czwartym etapie wyścigu kolarskiego Giro d'Italia, z Asyżu do Tivoli (170 km), i w klasyfikacji generalnej awansowała z trzeciej na drugą pozycję. Prowadzi nadal Holenderka Annemiek van Vleuten (Mitchelton-Scott).

x x x

Hubert Hurkacz awansował do drugiej rundy turnieju ATP rangi Masters1000 na kortach ziemnych w Rzymie (pula nagród 3,5 mln euro). Polski tenisista pokonał na otwarcie Brytyjczyka Daniela Evansa 6:3, 3:6, 7:5.

x x x

Magda Linette pokonała triumfatorkę wielkoszlemowego French Open z 2017 roku Łotyszkę Jelenę Ostapenko 6:4, 6:3 w pierwszej rundzie turnieju WTA rangi Premier 5 w Rzymie. Był to pierwszy w tym roku oficjalny mecz 28-letniej polskiej tenisistki na kortach ziemnych.

x x x

Krzysztof Piątek zakończył kwarantannę i mógł wznowić treningi z drużyną Herthy Berlin, występującą w niemieckiej ekstraklasie. 25-letni piłkarz musiał pozostawać w izolacji, po tym jak wrócił z wyjazdu z reprezentacją Polski do Bośni i Hercegowiny.

x x x

Wicemistrz olimpijski w strzeleckiej konkurencji trap z Melbourne (1956) doktor Adam Smelczyński ukończył w poniedziałek 90 lat. Sędziwego sportowca odwiedziła delegacja Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego.

x x x

Po zwycięstwie 4:1 nad New York Islanders, Tampa Bay Lightning brakuje już tylko jednej wygranej do awansu do wielkiego finału ligi NHL. W niedzielę, w drugiej tercji, hokeiści obu klubów zdobyli trzy gole w zaledwie 27 sekund.

 

 

Obraz StockSnap z Pixabay 

Wydarzenia sportowe w skrócie

Koronawirus u trenera i dwóch piłkarzy West Hamu

Trener West Ham United Szkot David Moyes oraz dwóch piłkarzy tego klubu - Francuz Issa Diop i Irlandczyk Josh Cullen - mieli pozytywne wyniki badań na koronawirusa. Wszyscy czują się dobrze i nie mają żadnych objawów, ale muszą poddać się izolacji.

"Młoty" dowiedziały się o wynikach testów we wtorek w trakcie przygotowań do wieczornego spotkania z Hull City w 3. rundzie Pucharu Ligi (w kadrze meczowej londyńczyków nie było bramkarza Łukasza Fabiańskiego). Cała trójka opuściła natychmiast stadion i wróciła do domów.

Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z planem o godzinie 20.30, a obowiązki Moyesa przejął jego asystent Alan Irvine.

Wcześniej zapadła decyzja o odwołaniu innego spotkania tej fazy rozgrywek - pomiędzy czwartoligowym Leyton Orient a Tottenhamem Hotspur. W tej pierwszej ekipie wykryto kilka przypadków zakażenia koronawirusem. Nie wiadomo na razie, czy mecz zostanie rozegrany w innym terminie, czy też "Kogutom" przyznany zostanie walkower.(PAP)

 

Koronawirus u trenera i dwóch piłkarzy West Hamu

Duplantis poprawił rekord świata w skoku o tyczce

Szwed Armand Duplantis skoczył o tyczce 6,15 m i poprawił 26-letni rekord świata na stadionie. Dokonał tego w trakcie mityngu Diamentowej Ligi w Rzymie. Dotychczasowy najlepszy wynik w historii był gorszy o centymentr i należał do Ukraińca Siergieja Bubki.

Do zaledwie 20-letniego Duplantisa należy też rekord świata w tej konkurencji w hali. W lutym tego roku uzyskał w Glasgow 6,18 m.

To był 15. występ Szweda w tym sezonie i w każdym był niepokonany. Wysokość 6,15 atakował już na wielu mityngach, ale dopiero Rzym okazał się dla niego szczęśliwy.

Na Stadionie Olimpijskiem startowało trzech Polaków - Justyna Święty-Ersetic i Karol Zalewski zajęli trzecie miejsca w biegu na 400 m. Uzyskali odpowiednio 51,94 i 45,48. Konkurs kulomiotów z Konradem Bukowieckiem w stawce jeszcze trwa.

Na liście startowej był też skoczek wzwyż Norbert Kobielski, ale ostatecznie do Rzymu nie dotarł. (PAP)

 

foto : twitter / Diamond League

Duplantis poprawił rekord świata w skoku o tyczce

Hamilton wygrał GP Toskanii na torze Mugello

Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał wyścig Formuły 1 o Grand Prix Toskanii na torze Mugello. Broniący tytułu sześciokrotny mistrz świata odniósł 90. zwycięstwo w karierze, a szóste w sezonie. Rywalizacja była trzykrotnie przerywana z powodu kraks.

Drugie miejsce ze stratą 4,880 s zajął Fin Valtteri Bottas z Mercedesa, a trzecie Alexander Albon z Red Bulla - strata 8,064. Pochodzący z Wielkiej Brytanii, a reprezentujący Tajlandię kierowca po raz pierwszy stanął na podium.

Hamiltonowi do wyrównania rekordu Niemca Michaela Schumachera, który w karierze wygrał 91 wyścigów, brakuje jeszcze tylko jednego triumfu. Brytyjczyk zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji MŚ kierowców w tym sezonie.

Przed wyścigiem słychać było głosy, że tor Mugello, choć spełnia wymogi FIA, nie jest do końca przystosowany do Formuły 1. Dotychczas odbywała się na nim rywalizacja w innych, łatwiejszych seriach wyścigowych, startują na nim także regularnie motocykliści. Ale F1 zawitała tam dotychczas tylko podczas testów.

Te obawy spełniły się już zaraz po starcie, gdy na drugim zakręcie doszło do poważnej kraksy z udziałem Holendra Maxa Verstappena z Red Bulla i Hiszpana Carlosa Sainza Jr. z McLarena. Powodem zamieszania na torze był Verstappen. Przez problemy z silnikiem opóźnił start, inni zaczęli go wyprzedzać i zrobił się bałagan. Chwilę później jazdę zakończył także Pierre Gasly z Alpha Tauri. Na torze pojawił się safety car, który wstrzymał rywalizację. Kierowcy karnie przejechali za nim sześć okrążeń, w tym czasie służby techniczne posprzątały tor.

Krótko po zakończeniu neutralizacji doszło do kolejnej kolizji. Zderzyli się Sainz, Kevin Magnussen, Antonio Giovinazzi i Nicholas Latifi. Z rozbitych samochodów posypały się fragmenty karoserii i zawieszeń, powstało ogromne zagrożenie bezpieczeństwa. Miał w tym udział też Bottas, który na starcie wyprzedził Hamiltona, a chwilę później zaczął przed zakrętem hamować. Tak się zakończyła próba dyktowania przez Fina tempa. Czwórka pechowców zwyczajnie się zagapiła i wjechała w samochody, które były przed nimi.

"Czy oni chcą nas zabić?" - krzyczał przez radio Francuz Romain Grosjean, któremu udało się uniknąć zderzenia z rozbitymi samochodami.

Po czerwonej fladze i neutralizacji kierowcy w pit stopie przez ponad 10 minut oczekiwali na posprzątanie toru. Gdy był gotowy, po raz drugi tego dnia ustawili się na polach startowych. Tym razem Hamilton nie dał się zaskoczyć Bottasowi, objął prowadzenie i szybko uzyskał nad partnerem z zespołu dwie, trzy sekundy przewagi. W wyścigu jechało już tylko 13 kierowców, siedmiu odpadło w dwóch pierwszych kraksach.

Jednak po drugim starcie również nie było spokojnie. Na 44. okrążeniu z toru wypadł Kanadyjczyk Lance Stroll z Racing Point. Gdy doszło do kraksy jechał na czwartej pozycji i mógł walczyć o podium. Bolid został poważnie zdemolowany, a gdy służby techniczne próbowały przenieść go podnośnikiem w bezpieczne miejsce nawet się zapalił. Wyścig ponownie przerwano, pojawiła się czerwona flaga zapowiadająca kolejny restart. Jak się później okazało, powodem wypadku Kanadyjczyka była przebita opona.

Po wznowieniu wyścigu na torze było już tylko 12 kierowców. Prowadził Hamilton, za nim przez moment jechał Daniel Ricciardo z Renault, trzeci był Bottas. Fin jednak szybko wyprzedził Australijczyka i obaj kierowcy Mercedesa spokojnie jechali do mety. Spokój Ricciardo zmącił jednak Albon, który pięć okrążeń przed metą zaatakował, wyprzedził go i jako trzeci minął "kreskę".

Walkę o podium przegrał także Monakijczyk Charles Leclerc z Ferrari, który miał problemy z oponami i dwa razy meldował się w serwisie. Ale i tak wywalczył ósme miejsce, gdy jego partner Niemiec Sebastian Vettel był 10. po tym, jak otrzymał pięciosekundową karę. Kierowcy Ferrari po raz 1000. uczestniczyli w wyścigu F1 i zapewne liczyli na lepszy wynik w ojczyźnie teamu.

Poprzednio czerwona flaga przerywająca wyścig dwukrotnie została użyta w 2016 roku podczas GP Brazylii. Niedzielne zmagania na debiutującym w F1 torze w Mugello koło Florencji ukończyło tylko 12 kierowców.

"To było jak trzy wyścigi w ciągu jednego dnia. Coś niesamowitego. Jestem wyczerpany, a moje serce wciąż łomocze" - przyznał kilkanaście minut po zakończeniu rywalizacji Hamilton.

Brytyjczyk zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji MŚ. Ma już 190 punktów, a drugi Bottas. Dorobek trzeciego Verstappena to 110.

Kolejny w kalendarzu jest wyścig w Soczi zaplanowany na 26 września.(PAP)

 

foto : twitter / MugelloCircuit

Hamilton wygrał GP Toskanii na torze Mugello

Kubica: jeśli nie wrócę do ścigania, to nie będzie koniec świata

Robert Kubica ma świadomość, że trudno będzie o powrót do roli kierowcy wyścigowego w mistrzostwach świata Formuły 1, ale niczego nie wyklucza. "Jeśli nie dostanę kolejnej szansy w F1, to nie będzie koniec świata" - powiedział portalowi autosport.com.

Kubica jest obecnie kierowcą testowym teamu Alfa Romeo Racing Orlen i wziął udział w kilku oficjalnych treningach w tym sezonie. Ostatnio ścigał się na torze F1 w barwach Williamsa w 2019 roku - więcej niż osiem lat po wypadku podczas imprezy rajdowej, który przerwał jego rozwijającą się karierę w "królowej sportów motorowych".

Mimo że Polak wciąż zmaga się z konsekwencjami wypadku w Ligurii, zrealizował swój cel i ma poczucie spełnienia.

"Byłem w Formule 1 dwukrotnie. Zadebiutowałem w 2006 roku i jakoś zdołałem wrócić. Ta szansa w 2019 była dla mnie czymś szczególnym. Oczywiście te emocje przysłoniła trudna sytuacja, z którą zmagaliśmy się w Williamsie. Jednak kiedy się na to popatrzy nie zważając na wyniki, to jednak niesamowite, że byłem w F1 dwa razy" - ocenił 35-letni Kubica.

Jego "drugi debiut" został przez niektóre zagraniczne media uznany za jeden z najbardziej niezwykłych powrotów w historii sportu.

"Moja historia i moja sytuacja z ostatnich lat pokazują, że nigdy nie można mówić +nigdy+. Nauczyło mnie to - i pewnie nie tylko mnie - że niczego nie należy wykluczać" - podkreślił Kubica.

Przez cały poprzedni sezon Polak wywalczył tylko jeden punkt, ponieważ bolidy Williamsa znacznie odstawały od reszty stawki. To nie zniechęciło go do tego sportu - Kubica wciąż ma nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie brał udział w wyścigach.

"Trzeba mieć realistyczne podejście. Jeśli dostanę kolejną szansę, zastanowię się nad nią. Zdecydowanie nie chcę wracać tylko po to, żeby ciągle być ostatni. To nie ma dla mnie sensu. Możliwości są ograniczone, więc trzeba po prostu poczekać i zobaczyć, co się stanie. Nie można od razu mówić +nie+, bo trudno to przewidzieć" - dodał Polak, który w tym sezonie startuje w serii wyścigów DTM.

Kierowcami wyścigowymi Alfa Romeo w tym sezonie F1 są Fin Kimi Raikkonen i Włoch Antonio Giovinazzi. Najbliższa runda mistrzostw świata - rywalizacja o Grand Prix Rosji w Soczi - odbędzie się 27 września.(PAP)

 

Kubica: jeśli nie wrócę do ścigania, to nie będzie koniec świata

Ranking FIFA - Polska wciąż dziewiętnasta, prowadzi Belgia

W najnowszym rankingu Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) reprezentacja Polski nadal zajmuje 19. miejsce. Liderem pozostała Belgia. Z siódmej na piątą pozycję awansowała Portugalia.

Po wielomiesięcznej przerwie - spowodowanej pandemią koronawirusa - europejskie drużyny narodowe wróciły na boiska i rozegrały mecze w Lidze Narodów. Występująca w najwyższej dywizji Polska przegrała w Amsterdamie z Holandią 0:1 i wygrała w Zenicy z Bośnią i Hercegowiną 2:1.

Rywale Polaków w przełożonych na przyszły rok mistrzostwach Europy - Hiszpania oraz Szwecja - zajmują, odpowiednio, siódme i 18. miejsce. Trzeciego przeciwnika mają wyłonić baraże.

W Lidze Narodów Hiszpania zremisowała z Niemcami 1:1 i rozgromiła Ukrainę 4:0, zaś Szwecja uległa Francji 0:1 i Portugalii 0:2.

Na czele nadal Belgia, przed Francją i Portugalią. Belgowie we wrześniowych spotkaniach wygrali z Danią 2:0 oraz Islandią 5:1.

Z szóstej na ósmą lokatę spadła Chorwacja, która przegrała wysoko oba mecze LN - z Portugalią 1:4 i Francją 2:4. Ten drugi mecz był "powtórką" finału mistrzostw świata w 2018 roku.

Z grona rywali rywali biało-czerwonych w drugiej edycji Ligi Narodów, Włochy zajmują 12. lokatę, Holandia 13., a Bośnia i Hercegowina 50.

Czołówka rankingu FIFA - stan na 17 września 2020 roku: 

(w nawiasach miejsce w poprzednim notowaniu):

 

  1. ( 1.) Belgia 1773 pkt
  2. ( 2.) Francja 1744
  3. ( 3.) Brazylia 1712
  4. ( 4.) Anglia 1664
  5. ( 7.) Portugalia 1653
  6. ( 5.) Urugwaj             1645
  7. ( 8.) Hiszpania 1642
  8. ( 6.) Chorwacja 1628
  9. ( 9.) Argentyna 1623
  10. (10.) Kolumbia 1622

...

  1. (19.) Polska 1558

(PAP)

 

foto : twitter / LaczyNasPilka

Ranking FIFA - Polska wciąż dziewiętnasta, prowadzi Belgia

Testy szczepionki AstraZeneca na Covid-19 mogą być wznowione

Testy szczepionki przeciw Covid-19 stworzonej przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego i koncern farmaceutyczny AstraZeneca, które w tym tygodniu wstrzymano ze względu na możliwy efekt uboczny, mogą zostać wznowione - poinformowano w sobotę.

We wtorek AstraZeneca poinformowała, że testy zostały wstrzymane do czasu wyjaśnienia, czy zgłoszony efekt uboczny był związany ze szczepionką. Ani AstraZeneca, ani Uniwersytet Oksfordzki nie ujawniły informacji o chorobie pacjenta ze względu na poufność, ale dziennik "The New York Times" podał, że u brytyjskiego wolontariusza biorącego udział w testach zdiagnozowano poprzeczne zapalenie rdzenia kręgowego, zespół zapalny, który wpływa na rdzeń kręgowy i może być spowodowany infekcjami wirusowymi.

W sobotę AstraZeneca i Uniwersytet w Oxfordzie poinformowały, że zarówno niezależna komisja ds. bezpieczeństwa, jak i brytyjski urząd ds. regulacji leków i produktów zdrowotnych (MHRA) wydały opinię, że testy nad szczepionką mogą zostać wznowione.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła w środę projekt szczepionki AstraZeneca jako jeden z najbardziej obiecujących na świecie spośród 35, które są już w fazie badań na ludziach. Jak mówił w czwartek dyrektor generalny firmy Pascal Soriot, w zależności od tego, kiedy testy zostaną wznowione, szczepionka może być gotowa jeszcze w tym roku, albo na początku przyszłego. (PAP)

 

foto : twitter / NaomiOsaka

Testy szczepionki AstraZeneca na Covid-19 mogą być wznowione

Pierwsze zwycięstwo Lecha, Cracovia na plusie

Piłkarze Lecha Poznań odnieśli pierwsze zwycięstwo w obecnym sezonie ekstraklasy. W niedzielę na własnym stadionie pokonali w derbach Wartę 1:0. Po remisie z Zagłębiem Lubin 1:1 punkt ma na koncie Cracovia, która do rozgrywek przystąpiła z pięcioma ujemnymi.

To były pierwsze od ćwierć wieku derby Poznania. Lech ma duże aspiracje, ale we wcześniejszych meczach zawodził i przed tą kolejką miał tylko dwa punkty. Warta to natomiast beniaminek, który wcześniej dwa mecze przegrał, jeden zremisował i nie zdobył nawet jednej bramki.

"Zieloni" zaczęli spotkanie z animuszem, ale z czasem na boisko zaczął dominować Lech. "Kolejorz" długo nie potrafił jednak sforsować obrony rywali. Udało się to dopiero w doliczonym przez sędziego czasie gry, gdy z rzutu karnego trafił Jakub Moder.

"Jedenastka" została podyktowana za zagranie piłki ręką przez Łukasza Trałkę, który w latach 2012-19 był piłkarzem... Lecha.

Cracovia rozpoczęła sezon z pięcioma ujemnymi punktami, odjętymi w ramach kary za czyny korupcyjne z sezonu 2003/04. W Lubinie prowadzenie w 48. minucie dał jej Brazylijczyk Rivaldinho. W 67. wyrównał Chorwat Lorenco Simic.

Hit kolejki rozegrano w sobotę, kiedy broniąca tytułu Legia Warszawa podejmowała lidera tabeli Górnik Zabrze. Goście nie zwolnili tempa. Wygrali 3:1, co było ich czwartym zwycięstwem w czwartym meczu.

Legia na własnym stadionie przegrała z Górnikiem po raz pierwszy od 18 października 1998 roku. Wtedy w zabrzańskim zespole występował m.in. Marcin Brosz, obecny szkoleniowiec zabrzan.

W sobotę goście szybko potwierdzili, że grają w tym sezonie efektownie i efektywnie. Składna akcja, zagranie piętą Jesusa Jimeneza, spokój Bartosza Nowaka i gol Alexa Sobczyka już w czwartej minucie dały im prowadzenie. 13 minut później było już 0:2, a tym razem Sobczyk i Nowak zamienili się rolami.

Tuż po przerwie strzałem w górny róg z pola karnego szans Arturowi Borucowi nie dał Jimenez, który uzyskał już piątego gola w sezonie i goście prowadzili 3:0.

Honorowe trafienie dla Legii uzyskał w 60. minucie Bartosz Slisz, ale druga w sezonie porażka legionistów na własnym boisku stała się faktem.

"Taka gra nie wystarczy na żadnego przeciwnika, niezależnie z kim się gra. Grając dobrze też nie masz gwarancji, że wygrasz, ale pokazując to, co my dziś, nie masz żadnych szans" - przyznał trener Legii Aleksandar Vukovic.

Górnik z 12 punktami już wyraźnie prowadzi w tabeli. Drugi z dziewięcioma jest Raków Częstochowa, a po siedem mają Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław i Zgłębie Lubin. Legia z sześcioma jest szósta.

Z meczu na mecz coraz lepiej spisuje się Raków. Zespół trenera Marka Papszuna w piątek wygrał w Bielsku-Białej z Podbeskidziem 4:1, choć to beniaminek objął prowadzenie w 13. minucie.

Później jednak doszło do wydarzenia bez precedensu i goście w jednej połowie wykonywali trzy "jedenastki". Dwie wykorzystał Czech Petr Schwarz, a trzecią oddał Łotyszowi Vladislavsowi Gutkovskisowi, który uzyskał już czwartą bramkę w sezonie. W międzyczasie trafił Marcin Cebula i już do przerwy - jak się okazało - ustalono końcowy wynik.

Po dwóch z rzędu porażkach przełamała się i wygrała Lechia, która w Gdańsku pokonała Stal Mielec 4:2. Goście dwukrotnie zaskoczyli miejscowych rozegraniem rzutów rożnych i nawet prowadzili 2:1, ale przewaga piłkarzy trenera Piotra Stokowca, zwłaszcza w drugiej połowie, nie podlegała dyskusji.

Wydarzeniem meczu były dwa gole obchodzącego w sobotę 36. urodziny Flavio Paixao. To 80. i 81. trafienie w ekstraklasie Portugalczyka, który z zawodników w niej obecnie grających jest najbliżej awansu do tzw. Klubu 100, zrzeszającego zdobywców co najmniej 100 goli w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej.

Stal, podobnie jak inni beniaminkowie, wciąż czeka na wygraną w ekstraklasie.

Gwizdy i niecenzuralne okrzyki kibiców towarzyszyły piłkarzom Wisły Kraków w drugiej połowie spotkania z Wisłą Płock, przegranego 0:3. Po letnich transferach oczekiwania pod Wawelem były dużo większe, a tymczasem zespół trenera Artura Skowronka jeszcze nie wygrał.

Ozdobą piątkowej potyczki był piękny gol zdobyty przewrotką przez Damiana Rasaka, który na premierowe trafienie w ekstraklasie czekał do występu numer 87.

"Nafciarze", prowadzeni przez wieloletniego zawodnika "Białej Gwiazdy" Radosława Sobolewskiego, odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie.

Pierwszej porażki doznał z kolei Śląsk. Wrocławianie ulegli w Szczecinie Pogoni 0:1. O zwycięstwie "Portowców", których po raz setny w ekstraklasie poprowadził trener Kosta Runjaic, zdecydował skutecznie wykonany w 89. minucie przez Michała Kucharczyka rzut karny.

Śląsk wciąż zmaga się z koronawirusem i skutkami przepisów dotyczących walki z pandemią. Do izolacji albo są kierowani piłkarze, którzy złamali sanitarne obostrzenia, albo ci, którzy mieli pozytywny wynik testu. Z tego powodu trener Vitezslav Lavicka nie mógł bądź nie może korzystać m.in. z Hiszpanów Israela Puerto i Erika Exposito, Fabiana Piaseckiego czy Mateusza Praszelika.

W poniedziałek na zakończenie 4. kolejki Piast Gliwice zagra z Jagiellonią Białystok.(PAP)

 

foto : twitter / _Ekstraklasa_

Pierwsze zwycięstwo Lecha, Cracovia na plusie

Liga angielska - mecze-testy z udziałem do tysiąca kibiców w niższych klasach

W najbliższy weekend pierwsze angielskie kluby w niższych ligach - od drugiej do czwartej - będą mogły testowo wpuścić na trybuny do 1000 kibiców - zdecydowała zarządzająca rozgrywkami organizacja (EFL).

Postanowiono jednocześnie, że w regionach, gdzie nadal jest duża liczba zakażeń koronawirusem, trybuny pozostaną puste.

"Wpuszczenie kibiców na stadiony jest konieczne, by ratować finanse klubów" - podkreślono w komunikacie EFL.

Jednym z rygorystycznie przestrzeganych warunków ma być zachowanie przez fanów na trybunach bezpiecznego dystansu. Te i inne obostrzenia zostały zawarte w protokole medycznym, nad którym kluby i liga pracowały wspólnie z przedstawicielami polskiego odpowiednika ministerstwa sportu oraz Sports Grounds Safety Authority, urzędem państwowym nadzorującym kwestie bezpieczeństwa podczas imprez sportowych.

Na razie brytyjskie władze nie przewidują powrotu kibiców na stadiony klubów Premier League. M.in. dlatego wszystkie 28 meczów, które mają zostać rozegrane do końca września, nie będą się pokrywać i będą transmitowane w telewizji.

Z powodu pandemii koronawirusa sezon 2019/20 w Anglii został przerwany w połowie marca, a rozgrywki wznowiono i dokończono po trzech miesiącach. Obecna edycja została zainaugurowana w ostatni weekend.

W Wielkiej Brytanii od początku epidemii wykryto łącznie ponad 370 tys. infekcji SARS-CoV-2, co jest 14. najwyższą liczbą na świecie i czwartą w Europie, za Rosją, Hiszpanią i Francją.(PAP)

 

foto : twitter / HarrogateTown

Liga angielska - mecze-testy z udziałem do tysiąca kibiców w niższych klasach

Bottas najszybszy na piątkowych treningach w Toskanii

Fin Valtteri Bottas (Mercedes) był najszybszy na obu piątkowych treningach przed niedzielnym wyścigiem Formuły 1 o Grand Prix Toskanii na torze Mugello.

W pierwszej sesji wyprzedził o 0,048 Holendera Maxa Verstappena (Red Bull) i 0,307 reprezentanta Monako Charles Leclerca (Ferrari).

Z kolei w drugim treningu za Bottasem uplasowali się, ze stratą 0,207 i 0,246, broniący tytułu jego partner z teamu Brytyjczyk Lewis Hamilton oraz Verstappen.

Natomiast Niemiec Sebastian Vettel, który po sezonie przenosi się z Ferrari do Aston Martin Racing (obecnie pod nazwą Racing Point) był 13. i 12.

W niedzielę po raz pierwszy w historii runda mistrzostw świata Formuły 1 zostanie rozegrana na fabrycznym torze zespołu Ferrari - Mugello położonym w pobliżu Florencji. Ekipa z Maranello będzie świętować swój tysięczny występ w tym cyklu wyścigowym.

W klasyfikacji generalnej MŚ prowadzi Hamilton - 164 pkt, przed: Bottasem 117 i Verstappenem - 110.(PAP)

 

foto : twitter / ValtteriBottas

 

Bottas najszybszy na piątkowych treningach w Toskanii
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.