Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show
Tue, Aug 3, 2021

Sport

Sport

All Stories

Hamilton: FIA chce mnie przystopować

Karząc mnie w Soczi za przewinienie, którego się wcale nie dopuściłem, FIA chce mnie przystopować, aby walka o tytuł trwała do końca sezonu. Uważam, że kara dziesięciu sekund była niedorzeczna" - powiedział lider klasyfikacji generalnej F1 Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa.

W niedzielę w Soczi Hamilton wykonywał próbne starty. Uczynił to po konsultacjach z zespołem, choć jak się okazało w niedozwolonym miejscu. Za to przewinienie mistrz świata dostał łącznie dziesięć sekund kary - po pięć za każde. Ostatecznie wyścig ukończył na trzeciej pozycji. Początkowo otrzymał także 2 pkt karne, ale później sędziowie je anulowali, gdy zespół udowodnił, że winę ponosi inżynier wyścigowy zawodnika, który pozwolił mu na starty próbne tam, gdzie było to zabronione.

Zamiast kary 2 pkt dla Hamiltona, zespół Mercedesa ukarano grzywną w wysokości 25 tysięcy euro.

"Decyzja FIA o ukaraniu mnie jest zupełnie niezrozumiała, gdyż nic złego nie zrobiłem. Nie sądzę jednak, żeby to była akcja skierowana bezpośrednio przeciwko mnie. Każdy, kto dominuje w zawodach, może się z tym spotkać. Mój samochód jest o wiele częściej i dokładniej kontrolowany niż sprzęt innych kierowców" - dodał Brytyjczyk.

Jak zauważył, FIA być może chodzi o to, aby rywalizacja była bardziej ekscytująca dla fanów.

"Nie wiem czy tak jest rzeczywiście, ale ja właśnie tak się czuję. Nie narzekam, jest OK, jak widać zasada +bij mistrza+ obowiązuje także u nas" - wyjaśnił.

Hamilton, który w niedzielę w Soczi zajął trzecie miejsce, musi teraz poczekać przynajmniej do 11 października - do rywalizacji o GP Niemiec - aby wyrównać rekord liczby zwycięskich wyścigów. Brytyjczyk triumfował dotychczas 90 razy i ma o jedną wygraną mniej od Niemca Michaela Schumachera. (PAP)

wha/ sab/

 

Hamilton: FIA chce mnie przystopować

"Lisy" z Leicester rozbiły wicemistrza i są liderem

Piłkarze Leicester City pokonali na wyjeździe Manchester City 5:2 w 3. kolejce angielskiej ekstraklasy i z kompletem punktów objęły prowadzenie w tabeli. Hat-trickiem popisał się Jamie Vardy.

Vardy dwukrotnie na gole zamienił rzuty karne, a raz trafił z akcji, pokonując bramkarza gospodarzy Edersona tzw. krzyżakiem. 33-letni napastnik - król strzelców poprzedniego sezonu - z dorobkiem 108 trafień, w tym pięciu w bieżących rozgrywkach, zajmuje 24. pozycję w klasyfikacji wszech czasów.

Czwartego gola dla gości pięknym uderzeniem z dystansu zdobył James Maddison, a trzecią "jedenastkę" w końcówce wykorzystał Belg Youri Tielemans, kiedy na boisku nie było już Vardy'ego.

"Świetny występ. Trochę zmieniliśmy naszą taktykę i bardziej nastawiliśmy się na przejęcie piłki w środku pola i błyskawiczne ataki przy użyciu prostych środków. Byliśmy zabójczo skuteczni. Rzuty karne? To zawsze zabawa w kotka i myszkę. Hazard w wykonaniu strzelca i bramkarza. Na razie nie zawodzę i bardzo się cieszę" - przyznał Vardy, który w tym sezonie już cztery razy pokonał bramkarzy rywali z 11 metrów.

Piłkarze trenera Josepa Guardioli prowadzili od czwartej minuty po bramce Algierczyka Riyada Mahreza, a przy stanie 1:4 pierwszego gola w nowych barwach uzyskał holenderski obrońca Nathan Ake.

Według BBC, "The Citizens" pięć bramek na własnym stadionie stracili poprzednio w lutym 2003 roku w spotkaniu z Arsenalem (1:5). Co więcej, był to pierwszy przypadek, kiedy pięć goli straciła drużyna prowadzona przez Guardiolę, a Hiszpan w niedzielę zaliczył mecz numer 686 w roli szkoleniowca.

Statystycy zwracają też uwagę, że ten sezon Premier League obfituje w wysokie wyniki. Z 25 dotychczasowych spotkań trzy skończyły się rezultatem 5:2, a dwukrotnie było 4:3 oraz 3:3.

Komplet punktów po trzech kolejkach ma także Everton, który w sobotę wygrał w Londynie z Crystal Palace 2:1. Jedną z bramek dla gości zdobył Dominic Calver-Lewin, który z pięcioma trafieniami jest współliderem klasyfikacji strzelców.

W poniedziałek do tych dwóch drużyn będzie mógł dołączyć broniący tytułu Liverpool bądź jego rywal - Arsenal Londyn, które rozpoczęły rozgrywki od dwóch zwycięstw.

Powody do zadowolenia mieli w tej kolejce Mateusz Klich i Jan Bednarek.

Leeds United, w którym Klich rozegrał całe spotkanie, pokonał na wyjeździe Sheffield Utd. 1:0 po bramce Patricka Bamforda w 88. minucie. Beniaminek z sześcioma punktami plasuje się na szóstej pozycji.

Z kolei "Święci", w składzie z Bednarkiem, pokonali na wyjeździe Burnley 1:0. To ich pierwsze punkty w tym sezonie. Jedyną bramkę już w piątej minucie Danny Ings. Anglik strzelił 25 z 54 goli uzyskanych przez 15. obecnie w tabeli ekipę Southampton od początku rozgrywek 2019/20.

Ciekawie było w West Bromwich, gdzie drużyna Kamila Grosickiego (Polaka znowu nie było w kadrze meczowej) prowadziła z Chelsea Londyn 3:0, ale ostatecznie tylko zremisowała 3:3. Wyrównująca bramka padła dopiero w doliczonym czasie drugiej połowy.

Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie ligowym odniósł Manchester United, ale mimo że grał na wyjeździe z teoretycznie dużo słabszym Brightonem, komplet punktów zapewnił sobie "rzutem na taśmę". Od 55. minuty "Czerwone Diabły" prowadziły 2:1, ale w piątej doliczonej gospodarzom udało się wyrównać. Zwycięskiego gola uzyskał pięć minut później z rzutu karnego Portugalczyk Bruno Fernandes.

"To dla nas wielka rzecz, biorąc pod uwagę poprzedni sezon. Wtedy mieliśmy najmniej porażek, nie licząc Liverpoolu, ale za często remisowaliśmy, więc taka wygrana jest postępem. Trzeba uczciwie powiedzieć, że to rywale mieli więcej okazji, i to groźnych. Musimy zdecydowanie poprawić się w ataku" - przyznał szkoleniowiec zwycięzców Norweg Ole Gunnar Solskjaer.

Rzut karny dla Manchesteru United został podyktowany po konsultacji sędziego z VAR, która miała miejsce już po zakończeniu spotkania.

"Chyba jeszcze nigdy nie strzeliliśmy gola po ostatnim gwizdku, ale zagranie ręką miało miejsce przed nim, więc decyzja była słuszna" - skomentował Solskjaer.

W niedzielę wieczorem West Ham United, w składzie z bramkarzem Łukaszem Fabiańskim, podejmie Wolverhampton Wanderers. Zakończenie kolejki - w poniedziałek.(PAP)

 

"Lisy" z Leicester rozbiły wicemistrza i są liderem

Liga angielska - mecze-testy z udziałem do tysiąca kibiców w niższych klasach

W najbliższy weekend pierwsze angielskie kluby w niższych ligach - od drugiej do czwartej - będą mogły testowo wpuścić na trybuny do 1000 kibiców - zdecydowała zarządzająca rozgrywkami organizacja (EFL).

Postanowiono jednocześnie, że w regionach, gdzie nadal jest duża liczba zakażeń koronawirusem, trybuny pozostaną puste.

"Wpuszczenie kibiców na stadiony jest konieczne, by ratować finanse klubów" - podkreślono w komunikacie EFL.

Jednym z rygorystycznie przestrzeganych warunków ma być zachowanie przez fanów na trybunach bezpiecznego dystansu. Te i inne obostrzenia zostały zawarte w protokole medycznym, nad którym kluby i liga pracowały wspólnie z przedstawicielami polskiego odpowiednika ministerstwa sportu oraz Sports Grounds Safety Authority, urzędem państwowym nadzorującym kwestie bezpieczeństwa podczas imprez sportowych.

Na razie brytyjskie władze nie przewidują powrotu kibiców na stadiony klubów Premier League. M.in. dlatego wszystkie 28 meczów, które mają zostać rozegrane do końca września, nie będą się pokrywać i będą transmitowane w telewizji.

Z powodu pandemii koronawirusa sezon 2019/20 w Anglii został przerwany w połowie marca, a rozgrywki wznowiono i dokończono po trzech miesiącach. Obecna edycja została zainaugurowana w ostatni weekend.

W Wielkiej Brytanii od początku epidemii wykryto łącznie ponad 370 tys. infekcji SARS-CoV-2, co jest 14. najwyższą liczbą na świecie i czwartą w Europie, za Rosją, Hiszpanią i Francją.(PAP)

 

foto : twitter / HarrogateTown

Liga angielska - mecze-testy z udziałem do tysiąca kibiców w niższych klasach

Koniec najdłuższej przerwy piłkarskiej reprezentacji Polski od prawie 70 lat

Dokładnie 289 dni, czyli dziewięć i pół miesiąca – tak długą przerwę miała piłkarska reprezentacji Polski, co nie zdarzyło się od prawie 70 lat. W piątek biało-czerwoni rozegrają pierwszy mecz w tym roku, na wyjeździe z Holandią w Lidze Narodów.

Poprzednie spotkanie podopieczni Jerzego Brzęczka zagrali 19 listopada 2019 roku, gdy na zakończenie eliminacji mistrzostw Europy pokonali na PGE Narodowym w Warszawie Słowenię 3:2.

Kadra awansowała na Euro, ale z powodu pandemii koronawirusa turniej przełożono o rok, a futbol na świecie niemal całkowicie stanął. Anulowane były m.in. kolejne terminy na mecze międzypaństwowe.

W przypadku biało-czerwonych oznaczało to przełożenie marcowych spotkań u siebie z Finlandią i Ukrainą, a także czerwcowych z Islandią i Rosją.

W tej sytuacji po raz pierwszy w 2020 roku kadra Brzęczka zagra 4 września w Amsterdamie - na inaugurację swoich zmagań w drugiej edycji Ligi Narodów. Trzy dni później biało-czerwoni spotkają się w Zenicy z Bośnią i Hercegowiną. Oprócz tych drużyn w grupie 1 najwyższej dywizji LN są też Włochy.

Kibice musieli więc czekać na powrót kadry aż dziewięć i pół miesiąca, choć oni na razie i tak nie będą mogli wejść na trybuny w meczach pod egidą UEFA.

"Mam nadzieję, że najbliższe spotkania będą dla nas owocne sportowo. I że będziemy mogli rozegrać również następne - w terminach październikowych i listopadowych. Czy tak długa przerwa wpłynie na poziom najbliższych meczów? Według mnie to może mieć delikatny wpływ. Ale warunki są jednakowe dla wszystkich. Najważniejszą kwestią będzie jak najszybsza adaptacja i powrót do tego, co było robione przed pandemią" - stwierdził trener Brzęczek.

W przeszłości najdłuższa przerwa w historii reprezentacji Polski i wielu innych krajów była oczywiście spowodowana II wojną światową. W przypadku biało-czerwonych trwała prawie osiem lat. Od 27 sierpnia 1939 roku (4:2 z Węgrami w Warszawie, trzy gole Ernesta Wilimowskiego) do 11 czerwca 1947 roku, gdy ulegli w Oslo Norwegii 1:3.

Już wcześniej, a także później zdarzały się dość długie przerwy, mające jednak inny przebieg niż obecnie. Przede wszystkim nie oznaczały całkowitego wstrzymania rywalizacji – kadra rozgrywała bowiem nieoficjalne spotkania.

Przykładem jest okres od 27 października 1928 roku (porażka 2:3 z Czechosłowacją w Pradze) do 28 września 1930 roku (wygrana 3:0 ze Szwecją w Sztokholmie). A także np. roczna przerwa od 27 maja 1951 (0:6 w Budapeszcie z Węgrami, ówczesną potęgą piłkarską) do 18 maja 1952 roku, gdy Polska uległa w Warszawie Bułgarii 0:1.

W obu przypadkach kadra narodowa grała jednak w tym czasie mecze uznawane za nieoficjalne. W czasie dwuletniej przerwy od jesieni 1928 do jesieni 1930 biało-czerwoni rywalizowali kilka razy z amatorskimi reprezentacjami Czechosłowacji, Austrii i Węgier, natomiast w 1952 roku - dwukrotnie z reprezentacją Moskwy.

Patrząc jednak na oficjalne statystyki reprezentacji Polski, długość obecnej przerwy można porównać właśnie z okresem 1951-52. Czyli prawie 70 lat temu...

Warto przy okazji odnotować, że biało-czerwoni rzadko grali oficjalne spotkania również w latach 1953-55. Natomiast ostatnia znacząca przerwa nastąpiła na przełomie lat 1981-82.

18 listopada 1981 roku Polacy przegrali u siebie towarzysko 2:3 z Hiszpanami w spotkaniu będącym pożegnaniem z reprezentacją Jana Tomaszewskiego.

Na kolejny oficjalny mecz trzeba było czekać aż do udanego mundialu w Hiszpanii (trzecie miejsce), gdy 14 czerwca 1982 roku drużyna prowadzona przez Antoniego Piechniczka zremisowała w pierwszym meczu grupowym z Włochami 0:0.

Prawie siedmiomiesięczna wówczas przerwa wynikała głównie z wprowadzenia w kraju stanu wojennego. To jednak nie znaczy, że ten czas był stracony dla kadry - grała kontrolne mecze z zespołami klubowymi, miała również długie zgrupowania. Stworzono jej możliwie jak najlepsze warunki w tamtejszych trudnych realiach.

Wtedy reprezentacja Polski była w nieco gorszej sytuacji od innych uczestników MŚ 1982. Obecnie właściwie każda drużyna narodowa w Europie i na innych kontynentach miała taki sam problem.

"Wszyscy są w podobnej sytuacji, reprezentacje nie grały od dawna. To całkiem nowa rzeczywistość dla nas i dla trenera. Niestety, nastały takie niespokojne czasy i musieliśmy się do tego przyzwyczaić. Miejmy nadzieję, że w październiku i listopadzie spotkamy się zgodnie z planem" - podkreślił obrońca reprezentacji Polski Kamil Glik.

Jeżeli wszystko odbędzie się zgodnie z planem, biało-czerwonych czeka intensywna jesień.

Po wrześniowych meczach w LN, w październiku rozegrają trzy spotkania u siebie - towarzyskie z Finlandią w Gdańsku oraz dwa w Lidze Narodów - z Włochami (również w Gdańsku) i z Bośniakami we Wrocławiu.

Podobny "trójmecz" będzie w listopadzie, gdy kadrę czeka towarzyska konfrontacja z Ukrainą na Stadionie Śląskim, następnie rewanż z Italią w Lidze Narodów w Rzymie, a na zakończenie zmagań w tych rozgrywkach potyczka, ponownie w Chorzowie, z Holandią.

Biało-czerwoni w pierwszej edycji Ligi Narodów (2018/19) spadli z Dywizji A, jednak dzięki reformie rozgrywek i poszerzeniu najwyższej dywizji z 12 do 16 drużyn utrzymali się w niej, podobnie jak Niemcy, Chorwacja oraz Islandia.

Terminarz jesiennych meczów piłkarskiej reprezentacji Polski (wszystkie o godz. 20.45):

4 września

Amsterdam: Holandia - Polska (LN)

 

7 września

Zenica: Bośnia i Hercegowina - Polska (LN)

 

7 października

Gdańsk: Polska - Finlandia (towarzyski)

 

11 października

Gdańsk: Polska - Włochy (LN)

 

14 października

Wrocław: Polska - Bośnia i Hercegowina (LN)

 

11 listopada

Chorzów: Polska - Ukraina (towarzyski)

 

15 listopada

Rzym: Włochy - Polska (LN)

 

18 listopada

Chorzów: Polska - Holandia (LN)

Autor: Maciej Białek (PAP)

 

 

foto : twitter / PZPN

Koniec najdłuższej przerwy piłkarskiej reprezentacji Polski od prawie 70 lat

Jan Błachowicz zdobył pas mistrzowski UFC w wadze półciężkiej

Jan Błachowicz jako pierwszy polski zawodnik zdobył pas mistrzowski prestiżowej organizacji Ultimate Fighting Championship w mieszanych sztukach walki.

W niedzielę nad ranem w Abu Zabi na gali UFC 253 – w pojedynku o wakujący tytuł wagi półciężkiej (93 kg) – wygrał w drugiej rundzie z Amerykaninem Dominickiem Reyesem.

„Polacy, dziękuję za wsparcie. Czułem tę moc, dziękuję bardzo” – powiedział Błachowicz po walce z faworyzowanym, walczącym z tzw. odwrotnej pozycji Reyesem.

Rozstrzygnięcie nastąpiło pod koniec drugiej rundy. Najpierw Polak trafił ciosem lewą ręką na głowę, przeciwnik przewrócił się na deski, a Błachowicz serią uderzeń z góry zakończył rywalizację.

Chwilę wcześniej wydawało się, że „Cieszyński Książę”, jak nazywany jest 37-letni Błachowicz, złamał nos Kalifornijczyka. Polak konsekwentnie też obijał kopnięciami żebra Reyesa. Ostatecznie zasłużenie wygrał przed czasem.

Przez ponad dwa lata mistrzynią UFC wagi słomkowej była Joanna Jędrzejczyk, a teraz szansę otrzymał i wykorzystał Błachowicz. Jego trenerami są Robert Jocz i Robert Złotkowski.

W Ultimate Fighting Championship występuje od 2014 roku. Początkowo częściej przegrywał niż wygrywał, ale w ostatnich trzech latach poniósł tylko jedną porażkę i jego obecny bilans w MMA wynosi 27-8 (8 KO, 9 SUB), zaś w UFC 10-5.

Sześć lat młodszy Reyes (12-2, 7 KO, 2 SUB) wcześniej przegrał tylko raz, na początku roku na dystansie 25 minut (5 rund) z rodakiem i mistrzem wagi półciężkiej 33-letnim Jonem Jonesem (26-1), który następnie zwakował pas i przeniósł się do kategorii ciężkiej, z limitem 120 kg.(PAP)

twitter.com/JanBlachowicz

Jan Błachowicz zdobył pas mistrzowski UFC w wadze półciężkiej

Wydarzenia sportowe w skrócie

Raków Częstochowa wygrał z KGHM Zagłębiem Lubin 2:1 w meczu kończącym 3. kolejkę piłkarskiej ekstraklasy.

x x x

Rozstawiony z "dwójką" Dominic Thiem wygrał z Niemcem Alexandrem Zverevem (5.) 2:6, 4:6, 6:4, 6:3, 7:6 (8-6) w finale turnieju US Open, który rozgrywany był na kortach twardych w Nowym Jorku. To pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy 27-letniego austriackiego tenisisty.

x x x

Brytyjczyk Simon Yates z ekipy Mitchelton-Scott zwyciężył w ośmioetapowym wyścigu kolarskim Tirreno-Adriatico. Rafał Majka (Bora-Hansgrohe) zajął trzecie miejsce. Ostatni etap, jazdę indywidualną na czas, wygrał Włoch Filippo Ganna (Ineos Grenadiers).

x x x

Katarzyna Niewiadoma (Canyon-SRAM) zajęła piąte miejsce na czwartym etapie wyścigu kolarskiego Giro d'Italia, z Asyżu do Tivoli (170 km), i w klasyfikacji generalnej awansowała z trzeciej na drugą pozycję. Prowadzi nadal Holenderka Annemiek van Vleuten (Mitchelton-Scott).

x x x

Hubert Hurkacz awansował do drugiej rundy turnieju ATP rangi Masters1000 na kortach ziemnych w Rzymie (pula nagród 3,5 mln euro). Polski tenisista pokonał na otwarcie Brytyjczyka Daniela Evansa 6:3, 3:6, 7:5.

x x x

Magda Linette pokonała triumfatorkę wielkoszlemowego French Open z 2017 roku Łotyszkę Jelenę Ostapenko 6:4, 6:3 w pierwszej rundzie turnieju WTA rangi Premier 5 w Rzymie. Był to pierwszy w tym roku oficjalny mecz 28-letniej polskiej tenisistki na kortach ziemnych.

x x x

Krzysztof Piątek zakończył kwarantannę i mógł wznowić treningi z drużyną Herthy Berlin, występującą w niemieckiej ekstraklasie. 25-letni piłkarz musiał pozostawać w izolacji, po tym jak wrócił z wyjazdu z reprezentacją Polski do Bośni i Hercegowiny.

x x x

Wicemistrz olimpijski w strzeleckiej konkurencji trap z Melbourne (1956) doktor Adam Smelczyński ukończył w poniedziałek 90 lat. Sędziwego sportowca odwiedziła delegacja Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego.

x x x

Po zwycięstwie 4:1 nad New York Islanders, Tampa Bay Lightning brakuje już tylko jednej wygranej do awansu do wielkiego finału ligi NHL. W niedzielę, w drugiej tercji, hokeiści obu klubów zdobyli trzy gole w zaledwie 27 sekund.

 

 

Obraz StockSnap z Pixabay 

Wydarzenia sportowe w skrócie

Superpuchar UEFA - specjalne procedury po zamknięciu granic Węgier

Europejska Unia Piłkarska (UEFA) rozmawia ze stroną węgierską na temat specjalnych procedur, jakie miałyby obowiązywać przy okazji meczu o Superpuchar w Budapeszcie 24 września, po zakmnięciu przez ten kraj granic z powodu pandemii koronawirusa.

O Superpuchar UEFA zagrają zdobywcy najważniejszych trofeów klubowych na Starym Kontynencie - triumfatorzy Ligi Mistrzów (Bayern Monachium, w którym gra Robert Lewandowski) i Ligi Europy (Sevilla FC). Już wcześniej ustalono, że kibice będą mogli zająć do 30 proc. pojemności liczącego 67 215 miejsc stadionu Puskas Arena.

„UEFA ściśle współpracuje z węgierskim rządem i tamtejszym związkiem piłkarskim w celu wprowadzenia środków zapewniających bezpieczeństwo wszystkim obecnym na meczu. Omawiane są m.in. warunki wjazdu na Węgry zawodników, działaczy, partnerów, mediów i kibiców. UEFA nie podejmie ryzyka związanego z bezpieczeństwem ludzi, a dalsze szczegóły zostaną podane we właściwym czasie” - napisano w oświadczeniu.

Szef kancelarii premiera Gergely Gulyas poinformował w zeszłym tygodniu, że kibice będą mogli wjechać do kraju po dwóch negatywnych testach na obecność koronawirusa. Zostaną zabrani bezpośrednio na stadion, a potem z powrotem na lotnisko. Będzie im mierzona temperatura.(PAP)

 

foto : twitter / UEFA

Superpuchar UEFA - specjalne procedury po zamknięciu granic Węgier

Messi pożegnał Suareza i skrytykował władze Barcelony

Piłkarz Barcelony Lionel Messi we wpisie, w którym pożegnał odchodzącego z klubu Urugwajczyka Luisa Suareza, nie odmówił sobie krytyki pod adresem władz "Dumy Katalonii". Argentyńczyk już od dłuższego czasu jest w złych relacjach z prezesem Josepem Marią Bartomeu.

Od kilku tygodni wiadomo już było, że los Suareza w Barcelonie jest przesądzony. W tym tygodniu oficjalnie zostało to potwierdzone. 33-letni napastnik po sześciu latach opuścił ten klub i trafił do Atletico Madryt. Messi piątkowy wpis na Instagramie poświęcił właśnie Urugwajczykowi, z którym się przyjaźni.

"Zasłużyłeś na to, by cię odpowiednio pożegnać ze względu na to, kim jesteś. Jednym z najważniejszych piłkarzy w historii klubu, który ma wybitne osiągnięcia zarówno w drużynie, jak i indywidualnie. A nie, że cię wyrzucono tak, jak oni to zrobili. Ale szczerze mówiąc, to nic już mnie nie dziwi" - podsumował słynny Argentyńczyk.

Suarez podczas czwartkowej konferencji prasowej ze łzami w oczach żegnał się z kibicami "Barcy".

"Zawsze będę +cule+ (tak nazywani są fani Barcelony - PAP), niezależnie od tego, gdzie trafię w przyszłości" - zapewnił.

W mediach już od jakiegoś czasu głośno było o tym, że nowy trener "Dumy Katalonii" Ronald Koeman nie widzi w zespole miejsca dla Urugwajczyka. Klub pozbył się już wcześniej kilku piłkarzy, szukając oszczędności oraz chcąc odmłodzić kadrę.

Niechęć Messiego do Bartomeu nie jest tajemnicą już od jakiegoś czasu. W sierpniu napastnik ogłosił, że chce odejść z klubu i publicznie wytknął prezesowi złe zarządzanie. Po tygodniu postanowił jednak nie stawiać sprawy na ostrzu noża, tłumacząc, że nie chce konfliktu prawnego. Władze "Dumy Katalonii" wysunęły argument, że Argentyńczyk nie może odejść za darmo, a jedynie pod warunkiem zapłacenia za niego klauzuli zwolnienia w wysokości 700 milionów euro. Podobnego zdania była zarządzająca rozgrywkami w Hiszpanii La Liga. Ostatecznie zawodnik zakończył ten spór i wypełni do końca kontrakt z klubem, z którym zdobył ponad 30 ważnych trofeów i strzelił ponad 600 goli.

W klubie rośnie zaś opozycja wobec Bartomeu. Wniosek o odwołanie go podpisało już ponad 20 tys. akcjonariuszy (socios). Po weryfikacji podpisów może zostać zorganizowane referendum w sprawie wcześniejszych wyborów władz klubu. Obecny termin elekcji to 20-21 marca 2021 roku. (PAP)

 

Messi pożegnał Suareza i skrytykował władze Barcelony

Hamilton wygrał GP Toskanii na torze Mugello

Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał wyścig Formuły 1 o Grand Prix Toskanii na torze Mugello. Broniący tytułu sześciokrotny mistrz świata odniósł 90. zwycięstwo w karierze, a szóste w sezonie. Rywalizacja była trzykrotnie przerywana z powodu kraks.

Drugie miejsce ze stratą 4,880 s zajął Fin Valtteri Bottas z Mercedesa, a trzecie Alexander Albon z Red Bulla - strata 8,064. Pochodzący z Wielkiej Brytanii, a reprezentujący Tajlandię kierowca po raz pierwszy stanął na podium.

Hamiltonowi do wyrównania rekordu Niemca Michaela Schumachera, który w karierze wygrał 91 wyścigów, brakuje jeszcze tylko jednego triumfu. Brytyjczyk zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji MŚ kierowców w tym sezonie.

Przed wyścigiem słychać było głosy, że tor Mugello, choć spełnia wymogi FIA, nie jest do końca przystosowany do Formuły 1. Dotychczas odbywała się na nim rywalizacja w innych, łatwiejszych seriach wyścigowych, startują na nim także regularnie motocykliści. Ale F1 zawitała tam dotychczas tylko podczas testów.

Te obawy spełniły się już zaraz po starcie, gdy na drugim zakręcie doszło do poważnej kraksy z udziałem Holendra Maxa Verstappena z Red Bulla i Hiszpana Carlosa Sainza Jr. z McLarena. Powodem zamieszania na torze był Verstappen. Przez problemy z silnikiem opóźnił start, inni zaczęli go wyprzedzać i zrobił się bałagan. Chwilę później jazdę zakończył także Pierre Gasly z Alpha Tauri. Na torze pojawił się safety car, który wstrzymał rywalizację. Kierowcy karnie przejechali za nim sześć okrążeń, w tym czasie służby techniczne posprzątały tor.

Krótko po zakończeniu neutralizacji doszło do kolejnej kolizji. Zderzyli się Sainz, Kevin Magnussen, Antonio Giovinazzi i Nicholas Latifi. Z rozbitych samochodów posypały się fragmenty karoserii i zawieszeń, powstało ogromne zagrożenie bezpieczeństwa. Miał w tym udział też Bottas, który na starcie wyprzedził Hamiltona, a chwilę później zaczął przed zakrętem hamować. Tak się zakończyła próba dyktowania przez Fina tempa. Czwórka pechowców zwyczajnie się zagapiła i wjechała w samochody, które były przed nimi.

"Czy oni chcą nas zabić?" - krzyczał przez radio Francuz Romain Grosjean, któremu udało się uniknąć zderzenia z rozbitymi samochodami.

Po czerwonej fladze i neutralizacji kierowcy w pit stopie przez ponad 10 minut oczekiwali na posprzątanie toru. Gdy był gotowy, po raz drugi tego dnia ustawili się na polach startowych. Tym razem Hamilton nie dał się zaskoczyć Bottasowi, objął prowadzenie i szybko uzyskał nad partnerem z zespołu dwie, trzy sekundy przewagi. W wyścigu jechało już tylko 13 kierowców, siedmiu odpadło w dwóch pierwszych kraksach.

Jednak po drugim starcie również nie było spokojnie. Na 44. okrążeniu z toru wypadł Kanadyjczyk Lance Stroll z Racing Point. Gdy doszło do kraksy jechał na czwartej pozycji i mógł walczyć o podium. Bolid został poważnie zdemolowany, a gdy służby techniczne próbowały przenieść go podnośnikiem w bezpieczne miejsce nawet się zapalił. Wyścig ponownie przerwano, pojawiła się czerwona flaga zapowiadająca kolejny restart. Jak się później okazało, powodem wypadku Kanadyjczyka była przebita opona.

Po wznowieniu wyścigu na torze było już tylko 12 kierowców. Prowadził Hamilton, za nim przez moment jechał Daniel Ricciardo z Renault, trzeci był Bottas. Fin jednak szybko wyprzedził Australijczyka i obaj kierowcy Mercedesa spokojnie jechali do mety. Spokój Ricciardo zmącił jednak Albon, który pięć okrążeń przed metą zaatakował, wyprzedził go i jako trzeci minął "kreskę".

Walkę o podium przegrał także Monakijczyk Charles Leclerc z Ferrari, który miał problemy z oponami i dwa razy meldował się w serwisie. Ale i tak wywalczył ósme miejsce, gdy jego partner Niemiec Sebastian Vettel był 10. po tym, jak otrzymał pięciosekundową karę. Kierowcy Ferrari po raz 1000. uczestniczyli w wyścigu F1 i zapewne liczyli na lepszy wynik w ojczyźnie teamu.

Poprzednio czerwona flaga przerywająca wyścig dwukrotnie została użyta w 2016 roku podczas GP Brazylii. Niedzielne zmagania na debiutującym w F1 torze w Mugello koło Florencji ukończyło tylko 12 kierowców.

"To było jak trzy wyścigi w ciągu jednego dnia. Coś niesamowitego. Jestem wyczerpany, a moje serce wciąż łomocze" - przyznał kilkanaście minut po zakończeniu rywalizacji Hamilton.

Brytyjczyk zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji MŚ. Ma już 190 punktów, a drugi Bottas. Dorobek trzeciego Verstappena to 110.

Kolejny w kalendarzu jest wyścig w Soczi zaplanowany na 26 września.(PAP)

 

foto : twitter / MugelloCircuit

Hamilton wygrał GP Toskanii na torze Mugello

Robert Lewandowski triumfuje w plebiscycie "Kickera"

Robert Lewandowski zdecydowanie zwyciężył w plebiscycie "Kickera" na najlepszego piłkarza w Niemczech w sezonie 2019/20. Najlepszym trenerem został wybrany szkoleniowiec Bayernu Monachium Hansi Flick.

W głosowaniu w którym uczestniczyli dziennikarze sportowi i specjaliści zajmujący się futbolem, Lewandowski otrzymał 276 głosów i zdecydowanie wyprzedził dwóch innych zawodników Bayernu Thomasa Muellera (54 głosy) i Joshuę Kimmicha (49 głosów).

Lewandowski, król strzelców Bundesligi (34 bramki), najskuteczniejszy także w Lidze Mistrzów (15 bramek), przyznał, że jest bardzo dumny z tego wyróżnienia.

"Ciężko pracuję, gdyż moje oczekiwania są coraz wyższe. Z roku na rok staram się być jeszcze lepszym, chyba mi się to udaje" - powiedział kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski.

"Piłkarką Roku" została wybrana Dunka Pernille Harder z VfL Wolfsburg.

Czołówka plebiscytu "Kickera":

 

  1. Robert Lewandowski (Bayern Monachium) 276 pkt    
  2. Thomas Mueller (Bayern Monachium)               54     
  3. Joshua Kimmich (Bayern Monachium)               49     
  4. Kai Havertz (Bayer Leverkusen)               17     

    Timo Werner        (RB Lipsk/FC Chelsea)            17                        

  1. Erling Haaland (Borussia Dortmund)              14

(PAP)

 foto : twitter / lewy_official

Robert Lewandowski triumfuje w plebiscycie "Kickera"

Piłkarska LE - pary 4. rundy kwalifikacji

Dwie polskie drużyny znalazły się wśród 42, które wystąpią w decydującej, czwartej rundzie kwalifikacji piłkarskiej Ligi Europy. 1 października o awans do fazy grupowej Legia Warszawa zagra z azerskim Karabachem Agdam, a Lecha Poznań czeka w Belgii mecz z Royalem Charleroi.

W fazie grupowej LE wystąpi 48 zespołów. 21 z kwalifikacji, sześć, które odpadną w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów oraz 21, które miały zapewniony udział na podstawie osiągnięć w rozgrywkach krajowych, a wśród nich m.in. Arsenal Londyn i Leicester City z Anglii, Roma i Napoli z Włoch, Bayer Leverkusen i Hoffenheim z Niemiec, Lille OSC z Francji czy Benfica Lizbona, Sparta Praga, CSKA Moskwa i Feyenoord Rotterdam.

Losowanie fazy grupowej zaplanowano na 2 października w Nyonie.

Pary decydującej, 4. rundy kwalifikacji LE (1 października):

 

Royal Charleroi - Lech Poznań

Legia Warszawa - Karabach Agdam (Azerbejdżan)

Young Boys Berno - KF Tirana

Dinamo Zagrzeb - Flora Tallinn

CFR Cluj - Kuopion Palloseura (Finlandia)

Ararat-Armenia Erywań - Crvena Zvezda Belgrad

Dynamo Brześć - Łudogorec Razgrad

FK Sarajevo - Celtic Glasgow

Dundalk FC (Irlandia) - KI Klaksvik (Wyspy Owcze)

Hapoel Beer Szewa - Viktoria Pilzno

Rosenborg BK Trondheim - PSV Eindhoven

AEK Ateny - VfL Wolfsburg

FC Basel - CSKA Sofia

Sporting Lizbona - LASK Linz (Austria)

Rio Ave (Portugalia) - AC Milan

FC Kopenhaga - HNK Rijeka (Chorwacja)

Malmoe FF - Granada CF

Tottenham Hotspur - Maccabi Hajfa

Slovan Liberec - APOEL Nikozja

Standard Liege - FC Fehervar(Węgry)

Rangers FC (Szkocja) - Galatasaray Stambuł

(PAP)

 

Piłkarska LE - pary 4. rundy kwalifikacji

Testy szczepionki AstraZeneca na Covid-19 mogą być wznowione

Testy szczepionki przeciw Covid-19 stworzonej przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego i koncern farmaceutyczny AstraZeneca, które w tym tygodniu wstrzymano ze względu na możliwy efekt uboczny, mogą zostać wznowione - poinformowano w sobotę.

We wtorek AstraZeneca poinformowała, że testy zostały wstrzymane do czasu wyjaśnienia, czy zgłoszony efekt uboczny był związany ze szczepionką. Ani AstraZeneca, ani Uniwersytet Oksfordzki nie ujawniły informacji o chorobie pacjenta ze względu na poufność, ale dziennik "The New York Times" podał, że u brytyjskiego wolontariusza biorącego udział w testach zdiagnozowano poprzeczne zapalenie rdzenia kręgowego, zespół zapalny, który wpływa na rdzeń kręgowy i może być spowodowany infekcjami wirusowymi.

W sobotę AstraZeneca i Uniwersytet w Oxfordzie poinformowały, że zarówno niezależna komisja ds. bezpieczeństwa, jak i brytyjski urząd ds. regulacji leków i produktów zdrowotnych (MHRA) wydały opinię, że testy nad szczepionką mogą zostać wznowione.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła w środę projekt szczepionki AstraZeneca jako jeden z najbardziej obiecujących na świecie spośród 35, które są już w fazie badań na ludziach. Jak mówił w czwartek dyrektor generalny firmy Pascal Soriot, w zależności od tego, kiedy testy zostaną wznowione, szczepionka może być gotowa jeszcze w tym roku, albo na początku przyszłego. (PAP)

 

foto : twitter / NaomiOsaka

Testy szczepionki AstraZeneca na Covid-19 mogą być wznowione

Hamilton z pole position w Belgii

Obrońca tytułu, sześciokrotny mistrz świata Formuły 1 Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wywalczył pole position przed niedzielnem wyścigiem o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps. Hamilton po raz 93. w karierze stanie do rywalizacji na pierwszym polu startowym.

Hamilton był najlepszy na sobotnim treningu, a potem dyspozycję potwierdził w kwalifikacjach. Najszybsze okrążenie przejechał w czasie 1.41,252.

Drugi wynik, gorszy o 0,511 s, miał jego partner z zespołu Fin Valtteri Bottas, a trzeci rezultat zanotował Holender Max Verstappen z Red Bulla - strata 0,526 s.

W ekipie Alfa Romeo Racing Orlen, gdzie kierowcą rozwojowym i rezerwowym jest Robert Kubica, obaj jej reprezentanci odpadli już w Q1 - Fin Kimi Raikkonen z 16. czasem, a Włoch Antonio Giovinazzi z 18.

Rywalizacji z najlepszymi nadal nie jest w stanie nawiązać ekipa Ferrari. Monakijczyk Charles Leclerc był 13. w kwalifikacjach, a Niemiec Sebastian Vettel - 14.

Hamilton zdecydowannie prowadzi w klasyfikacji generalnej - ma 132 punkty, a wicelider Verstappen traci do niego 37. Bottas jest na trzecim miejscu z sześcioma "oczkami" mniej od Holendra.

Start niedzielnego wyścigu zaplanowano na godzinę 15.10.(PAP)

 

Hamilton z pole position w Belgii

Lech w czwartej rundzie po pokonaniu Apollonu 5:0

Piłkarze Lecha Poznań pokonali na Cyprze Apollon Limassol 5:0 (1:0) w meczu 3. rundy eliminacji Ligi Europy. O awans do fazy grupowej zagrają ze zwycięzcą czwartkowego spotkania belgijskiego Royal Charleroi z Partizanem Belgrad.

Apollon Limassol - Lech Poznań 0:5 (0:1).

Bramki: 0:1 Pedro Tiba (42), 0:2 Mikael Ishak (47), 0:3 Jakub Kamiński (58), 0:4 Jan Sykora (81), 0:5 Pedro Tiba (90+1).

Żółte kartki: Apollon Limassol - Charlison Benschop, Esteban Sachetti; Lech Poznań – Lubomir Satka.

Apollon Limassol: Demetris Demetriou - Ioannis Pittas (46. Daniel Larsson), Fanos Katelaris, Valentin Roberge, Attila Szalai - Djordje Denic, Esteban Sachetti (66. Sasa Markovic), Diego Aguirre - Bagaliy Dabo (14. Giannis Gianniotas), Charlison Benschop, Nicolas Diguiny.

Lech Poznań: Filip Bednarek – Alan Czerwiński, Lubomir Satka, Djordje Crnomarkovic, Tymoteusz Puchacz – Jan Sykora, Pedro Tiba, Dani Ramirez, Jakub Moder (73. Karlo Muhar), Jakub Kamiński (76. Michał Skóraś) – Mikael Ishak (67. Nika Kaczarawa).

Sędzia: Mattias Gestranius (Finlandia). Mecz bez udziału publiczności.

Wicemistrzowie Polski w imponującym stylu pokonują kolejnych przeciwników w drodze do fazy grupowej Ligi Europy. We wcześniejszych rundach pokonali łotewską Valmierę i szwedzkie Hammarby IF Sztokholm po 3:0. W Nikozji rozgromili czwarty zespół poprzedniego sezonu i obecnego lidera ligi cypryjskiej Apollon Limassol aż 5:0.

Na Cypr podopieczni trenera Dariusza Żurawia nie lecieli w roli faworyta. To rywale zdecydowanie częściej pokazują się w na Starym Kontynencie, w ostatnich siedmiu latach wystąpili czterokrotnie w fazie grupowej Ligi Europy, a "Kolejorz" w ostatniej dekadzie zaledwie dwa razy.

W pierwszej połowie można było odnieść wrażenie, że spotkały się równorzędne zespoły. W pierwszych kilku minutach gospodarze chcieli najwyraźniej nastraszyć lechitów, ale już w 10. minucie poznaniacy byli bliscy uzyskania prowadzenia. Bramkarz Apollonu Dimitris Dimitriou uratował swój zespół od utraty gola po strzale Jakuba Kamińskiego i dobitce Mikaela Ishaka. Ta sytuacja sprawiła, że wicemistrzowie Polski poczuli się na boisku pewniej, ale nie potrafili wykreować dogodniejszych okazji.

W ostatnim kwadransie znów ekipa cypryjska zaczęła przejmować inicjatywę, jej akcje były groźniejsze. Obrona Lecha była momentami mało skoncentrowana i rywale dość łatwo dochodzili do pozycji strzeleckich. W 34. minucie Nicolas Diguiny - przy nieco biernej postawie defensywy "Kolejorza" - huknął z woleja z linii pola karnego, ale piłka poszybowała obok słupka.

Gospodarze nawet zdobyli gola po bardzo efektownej akcji, ale jeden z nich był na spalonym i lechici mogli odetchnąć. Tuż pod koniec pierwszej odsłony bramkę zdobył za to Lech. Hiszpan Dani Ramirez "podcinką" przerzucił piłkę za plecy obrońców, będący na pozycji spalonej Ishak przytomnie zatrzymał się, a wbiegający w pole karne Portugalczyk Pedro Tiba w sytuacji sam na sam nie dał szans bramkarzowi.

Pierwsza akcja po zmianie stron przyniosła drużynie gości drugą bramkę. Tiba idealnie w tempo dograł do Ishaka, a Szwed już wcześniej udowodnił, że takich okazji nie zwykł marnować.

To był kluczowy moment spotkania. Z cypryjskiego zespołu wyraźne uszło powietrze i stracił on wiarę w odwrócenie losów pojedynku. Gdy Kamiński po "książkowej" kontrze i kapitalnym podaniu Dani Ramireza podwyższył wynik, emocje praktycznie się skończyły, a trener Żuraw mógł spokojnie wprowadzać na boisko zmienników.

Lech nie forsował tempa i pozwolił rywalom na przeprowadzenie kilku akcji. Szwed Larsson minimalnie przestrzelił, a uderzenie Hiszpana Diego Aguirre w ostatniej chwili zablokował Tiba.

Poznaniacy też wypracowali sobie okazje i skwapliwie je wykorzystali. Ramirez znów popisał się kapitalną asystą, z której skorzystał Czech Jan Sykora, strzelając pierwszego gola w barwach "Kolejorza". W doliczonym czasie gry najlepszy na boisku Tiba zabawił się z obrońcami gospodarzy i po efektownym dryblingu z bliska pokonał Demetriou.

Lech po raz trzeci zagra w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Europy, której zwycięzca wystąpi w fazie grupowej. Wcześniejsze podejścia poznaniaków były udane - w 2010 roku wyeliminowali ukraińskie Dnipro Dniepropietrowsk, a pięć lat później w dwumeczu okazali się lepsi od Videotonu Szekesfehervar.(PAP)

Lech w czwartej rundzie po pokonaniu Apollonu 5:0

Bottas najszybszy na piątkowych treningach w Toskanii

Fin Valtteri Bottas (Mercedes) był najszybszy na obu piątkowych treningach przed niedzielnym wyścigiem Formuły 1 o Grand Prix Toskanii na torze Mugello.

W pierwszej sesji wyprzedził o 0,048 Holendera Maxa Verstappena (Red Bull) i 0,307 reprezentanta Monako Charles Leclerca (Ferrari).

Z kolei w drugim treningu za Bottasem uplasowali się, ze stratą 0,207 i 0,246, broniący tytułu jego partner z teamu Brytyjczyk Lewis Hamilton oraz Verstappen.

Natomiast Niemiec Sebastian Vettel, który po sezonie przenosi się z Ferrari do Aston Martin Racing (obecnie pod nazwą Racing Point) był 13. i 12.

W niedzielę po raz pierwszy w historii runda mistrzostw świata Formuły 1 zostanie rozegrana na fabrycznym torze zespołu Ferrari - Mugello położonym w pobliżu Florencji. Ekipa z Maranello będzie świętować swój tysięczny występ w tym cyklu wyścigowym.

W klasyfikacji generalnej MŚ prowadzi Hamilton - 164 pkt, przed: Bottasem 117 i Verstappenem - 110.(PAP)

 

foto : twitter / ValtteriBottas

 

Bottas najszybszy na piątkowych treningach w Toskanii

Piłkarska LN - trzech debiutantów w kadrze Holandii na mecze z Polską i Włochami

Trzech debiutantów znalazło się w 23-osobowej kadrze Holandii na wrześniowe mecze z Polską (4 września) i Włochami (7 września) w piłkarskiej Lidze Narodów. Zabrakło m.in. mającego problemy zdrowotne Daleya Blinda.

W połowie sierpnia tamtejsza federacja piłkarska KNVB podała listę 32 zawodników powołanych na wrześniowe spotkania, teraz skreślono dziewięciu. Wśród nich jest Blind, który niedawno zasłabł podczas towarzyskiego meczu Ajaxu w Amsterdamie z powodu awarii wszczepionego urządzenia regulującego pracę serca.

W wąskiej kadrze zabrakło także miejsca dla jednego z potencjalnych debiutantów Teuna Koopmeinersa. Pierwszy mecz w narodowych barwach mogą natomiast rozegrać Mohamed Ihattaren, Perr Schuurs i Owen Wijndal.

W spotkaniach w Amsterdamie nie zabraknie zapewne gwiazd światowego formatu, jak zawodnicy Liverpoolu Virgil van Dijk i Georginio Wijnaldum, zbierający świetne recenzje w Lidze Mistrzów Memphis Depay z Olympique Lyon, szef defensywy Interu Mediolan Stefan de Vrij czy pomocnik Barcelony Frenkie de Jong. Ze znanych nazwisk brakuje za to obrońcy Juventusu Turyn Matthijsa de Ligta.

"Pomarańczowych" ma poprowadzić jako tymczasowy szkoleniowiec Dwight Lodeweges, urodzony w Kanadzie były holenderski piłkarz, który przez dwa lata współpracował z selekcjonerem Ronaldem Koemanem, zanim ten odszedł do Barcelony w ubiegłym tygodniu.

W pierwszej edycji Ligi Narodów UEFA "Pomarańczowi" zajęli drugie miejsce, po finałowej porażce z Portugalią 0:1.

Stawkę w grupie A drugiej edycji uzupełnia zespół Bośni i Hercegowiny.

Kadra Holandii na mecze LN z Polską i Włochami:

bramkarze: Marco Bizot (AZ Alkmaar), Jasper Cillessen (Valencia), Tim Krul (Norwich City)

obrońcy: Nathan Ake (Manchester City), Stefan de Vrij (Inter Mediolan), Denzel Dumfries (PSV Eindhoven), Hans Hateboer (Atalanta Bergamo), Perr Schuurs (Ajax Amsterdam), Virgil van Dijk (Liverpool), Joel Veltman (Brighton & Hove Albion), Owen Wijndal (AZ Alkmaar)

pomocnicy: Frenkie de Jong (Barcelona), Marten de Roon (Atalanta Bergamo), Leroy Fer (Feyenoord Rotterdam), Mohamed Ihattaren (PSV Eindhoven), Kevin Strootman (Olympique Marsylia), Donny van de Beek (Ajax Amsterdam), Georginio Wijnaldum (Liverpool)

napastnicy: Ryan Babel (Galatasaray Stambuł), Steven Bergwijn (Tottenham Hotspur), Memphis Depay (Olympique Lyon), Luuk de Jong (Sevilla FC), Quincy Promes (Ajax Amsterdam).(PAP)

 foto : twitter / FootballOranje_

Piłkarska LN - trzech debiutantów w kadrze Holandii na mecze z Polską i Włochami

Koronawirus u trenera i dwóch piłkarzy West Hamu

Trener West Ham United Szkot David Moyes oraz dwóch piłkarzy tego klubu - Francuz Issa Diop i Irlandczyk Josh Cullen - mieli pozytywne wyniki badań na koronawirusa. Wszyscy czują się dobrze i nie mają żadnych objawów, ale muszą poddać się izolacji.

"Młoty" dowiedziały się o wynikach testów we wtorek w trakcie przygotowań do wieczornego spotkania z Hull City w 3. rundzie Pucharu Ligi (w kadrze meczowej londyńczyków nie było bramkarza Łukasza Fabiańskiego). Cała trójka opuściła natychmiast stadion i wróciła do domów.

Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z planem o godzinie 20.30, a obowiązki Moyesa przejął jego asystent Alan Irvine.

Wcześniej zapadła decyzja o odwołaniu innego spotkania tej fazy rozgrywek - pomiędzy czwartoligowym Leyton Orient a Tottenhamem Hotspur. W tej pierwszej ekipie wykryto kilka przypadków zakażenia koronawirusem. Nie wiadomo na razie, czy mecz zostanie rozegrany w innym terminie, czy też "Kogutom" przyznany zostanie walkower.(PAP)

 

Koronawirus u trenera i dwóch piłkarzy West Hamu

Legia gra w Płocku, ciekawie we Wrocławiu

Broniąca tytułu Legia Warszawa zagra w piątek na wyjeździe z Wisłą Płock w trzeciej kolejce piłkarskiej ekstraklasy. Ciekawie powinno być w sobotę we Wrocławiu, gdzie wicelider Śląsk podejmie wicemistrza Lecha Poznań, pozostającego na razie bez zwycięstwa.

Ekstraklasowe drużyny wracają na boiska po przerwie na mecze reprezentacji w Lidze Narodów.

Trwająca prawie dwa tygodnie pauza zapewne przydała się Legii. Koniec sierpnia nie był bowiem udany dla warszawskiego zespołu. Najpierw podopieczni Aleksandara Vukovica odpadli w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów, przegrywając u siebie po dogrywce z Omonią Nikozja 0:2, a następnie ulegli na Łazienkowskiej w ekstraklasie Jagiellonii Białystok 1:2.

Szansą na rehabilitację będzie piątkowy mecz w Płocku z Wisłą o godz. 20.30. "Nafciarze" na razie mają na koncie dwa remisy. O ile jednak nie zachwycili na inaugurację z beniaminkiem Stalą Mielec, dość szczęśliwie remisując u siebie 1:1, o tyle w wyjazdowym meczu z Lechem (2:2) zaprezentowali się całkiem dobrze. W obu spotkaniach piłkarze z Płocka uratowali punkt w ostatnich minutach.

Trzecią kolejkę zainauguruje w piątek o godz. 18 mecz Jagiellonii, podbudowanej zwycięstwem nad Legią, z beniaminkiem Podbeskidziem Bielsko-Biała.

Po dwóch kolejkach PKO BB Ekstraklasy tylko trzy drużyny mają komplet punktów - Górnik Zabrze, Śląsk Wrocław i KGHM Zagłębie Lubin.

Każdy z tych zespołów zagra teraz z wymagającym rywalem. Szczególnie ciekawie powinno być w sobotni wieczór we Wrocławiu, gdzie Śląsk podejmie Lecha. Wprawdzie "Kolejorz" nie wygrał jeszcze ligowego meczu w tym sezonie, ale ma duży potencjał, kilku kadrowiczów w składzie i spore aspiracje.

Zabrzanie podejmą w niedzielę Lechię Gdańsk, natomiast drużynę z Lubina czeka w poniedziałek teoretycznie trudna przeprawa w Bełchatowie z występującym tam w roli gospodarza i prezentującym dobry futbol Rakowem Częstochowa.

Ciekawe, czy w trzeciej kolejce przełamie się wreszcie któryś z beniaminków. Na razie

Stal, Podbeskidzie i Warta Poznań pozostają bez ligowego zwycięstwa. Teraz znów może być im ciężko.

Mielczanie zmierzą się w sobotę na wyjeździe z triumfatorem Pucharu Polski Cracovią. "Pasy" rozpoczęły sezon z pięcioma ujemnymi punktami, odjętymi w ramach kary za czyny korupcyjne z sezonu 2003/04. Cztery z tych punktów Cracovia już odrobiła.

Warta występująca jako gospodarz w Grodzisku Wielkopolskim podejmie tego dnia trzecią drużynę poprzedniego sezonu i mistrza kraju 2019 - Piasta Gliwice. Natomiast Podbeskidzie czeka wspomniany daleki wyjazd na piątkowy mecz w Białymstoku.

Obecny sezon ekstraklasy jest pod kilkoma względami wyjątkowy. Po raz ostatni (o ile w przyszłości znów nie będzie reformy) występuje 16 drużyn. Od sezonu 2021/22 w rozgrywkach uczestniczyć będzie już 18. W związku z tym w maju 2021 roku spadnie tylko jeden zespół, a z pierwszej ligi awansują trzy.

Z uwagi na krótszy niż zwykle sezon odbędzie się tylko 30, a nie - jak dotychczas - 37 kolejek. Nie będzie fazy finałowej, z podziałem na grupy mistrzowską i spadkową.

Program 3. kolejki:

 

piątek, 11 września

Jagiellonia Białystok - Podbeskidzie Bielsko-Biała (18.00; sędzia Szymon Marciniak z Płocka)

Wisła Płock - Legia Warszawa (20.30; Krzysztof Jakubik z Siedlec)

 

sobota, 12 września

Cracovia Kraków - PGE FKS Stal Mielec (15.00; Tomasz Kwiatkowski z Warszawy)

Warta Poznań - Piast Gliwice (17.30; Jarosław Przybył z Kluczborka; mecz w Grodzisku Wlkp.)

Śląsk Wrocław - Lech Poznań (20.00; Piotr Lasyk z Bytomia)

 

niedziela, 13 września

Pogoń Szczecin - Wisła Kraków (15.00; Mariusz Złotek z Gorzyc)

Górnik Zabrze - Lechia Gdańsk (17.30; Daniel Stefański z Bydgoszczy)

 

poniedziałek, 14 września

Raków Częstochowa - KGHM Zagłębie Lubin (18.00; Paweł Gil z Lublina; mecz w Bełchatowie)

(PAP)

 

foto : twitter / _Ekstraklasa

Legia gra w Płocku, ciekawie we Wrocławiu

Prezes Barcelony gotów odejść, by zatrzymać Messiego

Prezes FC Barcelona Josep Maria Bartomeu zadeklarował w czwartek możliwość złożenia dymisji w sytuacji, gdyby słynny argentyński piłkarz Lionel Messi zgodził się pozostać na kolejny rok w tym klubie.

Innym warunkiem odejścia szefa "Dumy Katalonii" jest złożenie przez piłkarza publicznej deklaracji, że głównym powodem odejścia miał być właśnie Bartomeu.

W swoim oświadczeniu przekazanym w czwartek po południu katalońskiej telewizji TV3 oraz Catalunya Radio prezes wicemistrza Hiszpanii zaznaczył, że dla dobra klubu Lionel Messi powinien dokończyć w FC Barcelona obowiązujący go jeszcze przez rok kontrakt.

“Mogę się podać do dymisji, ale najpierw +Leo+ powinien publicznie przyznać, że chce odejść z Barcy” - zaznaczył Bartomeu.

Wskazał, że oczekiwałby również od piłkarza deklaracji, że to właśnie prezes klubu jest głównym powodem zamiaru odejścia Argentyńczyka.

Klub z Katalonii obecnie przeżywa jeden z największych kryzysów na przestrzeni ostatnich lat, a sezon zakończył bez zdobycia trofeum, co ostatni raz zdarzyło się w 2008 r.

Deklarację prezesa FC Barcelona dziennik "El Mundo" nazywa pokerową zagrywką, wskazując, że w przypadku ogłoszenia dymisji byłby to pierwszy niedokończony mandat w pełnionych przez Bartomeu funkcjach kierowniczych.

We wtorek Lionel Messi skierował do władz klubu pismo, w którym poinformował o swoim zamiarze natychmiastowego odejścia. Piłkarz odmówił też udziału w treningach.

Według mediów Messi wysłał do władz klubu dokument za pośrednictwem uwierzytelnionego na poczcie faksu, w którym napisał, że chciałby odejść za darmo na rok przed upływem umowy z klubem. Jego prawnicy twierdzą, że po zakończeniu każdego sezonu miał prawo do opuszczenia klubu na podstawie istniejącej w umowie klauzuli.

W środę pod stadionem FC Barcelona pojawiły się setki kibiców żądających dymisji Bartomeu i wzywających Messiego do pozostania w klubie. Część fanów katalońskiego klubu próbowało siłą wtargnąć do gabinetu prezesa.

Według hiszpańskiej prasy wśród klubów, które mogłyby pozyskać argentyńskiego napastnika są m.in. Inter Mediolan, Manchester City oraz Paris Saint-Germain.

Marcin Zatyka (PAP)

 foto : twitter / jmbartomeu

Prezes Barcelony gotów odejść, by zatrzymać Messiego

Kubica: jeśli nie wrócę do ścigania, to nie będzie koniec świata

Robert Kubica ma świadomość, że trudno będzie o powrót do roli kierowcy wyścigowego w mistrzostwach świata Formuły 1, ale niczego nie wyklucza. "Jeśli nie dostanę kolejnej szansy w F1, to nie będzie koniec świata" - powiedział portalowi autosport.com.

Kubica jest obecnie kierowcą testowym teamu Alfa Romeo Racing Orlen i wziął udział w kilku oficjalnych treningach w tym sezonie. Ostatnio ścigał się na torze F1 w barwach Williamsa w 2019 roku - więcej niż osiem lat po wypadku podczas imprezy rajdowej, który przerwał jego rozwijającą się karierę w "królowej sportów motorowych".

Mimo że Polak wciąż zmaga się z konsekwencjami wypadku w Ligurii, zrealizował swój cel i ma poczucie spełnienia.

"Byłem w Formule 1 dwukrotnie. Zadebiutowałem w 2006 roku i jakoś zdołałem wrócić. Ta szansa w 2019 była dla mnie czymś szczególnym. Oczywiście te emocje przysłoniła trudna sytuacja, z którą zmagaliśmy się w Williamsie. Jednak kiedy się na to popatrzy nie zważając na wyniki, to jednak niesamowite, że byłem w F1 dwa razy" - ocenił 35-letni Kubica.

Jego "drugi debiut" został przez niektóre zagraniczne media uznany za jeden z najbardziej niezwykłych powrotów w historii sportu.

"Moja historia i moja sytuacja z ostatnich lat pokazują, że nigdy nie można mówić +nigdy+. Nauczyło mnie to - i pewnie nie tylko mnie - że niczego nie należy wykluczać" - podkreślił Kubica.

Przez cały poprzedni sezon Polak wywalczył tylko jeden punkt, ponieważ bolidy Williamsa znacznie odstawały od reszty stawki. To nie zniechęciło go do tego sportu - Kubica wciąż ma nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie brał udział w wyścigach.

"Trzeba mieć realistyczne podejście. Jeśli dostanę kolejną szansę, zastanowię się nad nią. Zdecydowanie nie chcę wracać tylko po to, żeby ciągle być ostatni. To nie ma dla mnie sensu. Możliwości są ograniczone, więc trzeba po prostu poczekać i zobaczyć, co się stanie. Nie można od razu mówić +nie+, bo trudno to przewidzieć" - dodał Polak, który w tym sezonie startuje w serii wyścigów DTM.

Kierowcami wyścigowymi Alfa Romeo w tym sezonie F1 są Fin Kimi Raikkonen i Włoch Antonio Giovinazzi. Najbliższa runda mistrzostw świata - rywalizacja o Grand Prix Rosji w Soczi - odbędzie się 27 września.(PAP)

 

Kubica: jeśli nie wrócę do ścigania, to nie będzie koniec świata

De Bruyne wygrał kolejny plebiscyt

Kevin de Bruyne z Manchesteru City został uznany najlepszym zawodnikiem Premier League sezonu 2019/20 przez Stowarzyszenie Piłkarzy Zawodowych (PFA). Belg wygrał wcześniej plebiscyt kibiców, ekspertów i kapitanów drużyn.

"To dla mnie wielki zaszczyt zostać wybranym przez swoich kolegów i rywali z boiska" - oświadczył 29-letni De Bruyne, który w minionym sezonie zanotował 13 bramek i 20 asyst. Ten drugi wynik to wyrównanie rekordu Thierry'ego Henry z Arsenalu w sezonie 2002/03.

De Bruyne jest pierwszym piłkarzem Manchesteru City wśród zwycięzców plebiscytu PFA. Jego drużyna przegrała jednak aż o 18 punktów rywalizację o mistrzostwo Anglii z Liverpoolem.

W dwóch poprzednich sezonach, gdy ekipa City zdobyła tytuły mistrza kraju, zawodnikami sezonu PFA zostali... gracze Liverpoolu: Mohamed Salah w 2018 oraz Virgil van Dijk w 2019 roku. (PAP)

 

foto : twitter /  MCFC_LADS

 
 
De Bruyne wygrał kolejny plebiscyt

Prezydent UEFA: warto rozważyć limit wynagrodzeń piłkarzy

Prezydent Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) Aleksander Ceferin przyznał, że znany m.in. z koszykarskiej ligi NBA limit wynagrodzeń zawodników to pomysł wart rozważenia także w futbolu. "Jest kilka interesujących rozwiązań, ale potrzebujemy czasu" - zaznaczył.

Tzw. "salary cap" ma na celu wyrównanie szans klubów, które dysponują mniejszym budżetem niż europejscy potentaci, jak Manchester City, Paris Saint-Germain, Real Madryt czy Barcelona.

Ceferin podkreślił, że choć pomysł jest ciekawy, trzeba go dokładnie przeanalizować i przedyskutować.

"Nie ma sensu tworzyć systemu, którego nie dałoby się skutecznie nadzorować. Dlatego najpierw trzeba upewnić się, że wszystkie rozwiązania faktycznie zadziałają" - powiedział słoweński działacz w wywiadzie dla "Sport Bild".

Innym pomysłem, który UEFA może rozważyć w przyszłości, jest "podatek od luksusu". Nałożono by go na gigantów, którzy nie trzymają się finansowych reguł.

Ceferin zapowiedział też, że nie należy spodziewać się gruntownych zmian w formacie Ligi Mistrzów od 2024 roku. W minioną niedzielę odbył się w Lizbonie finał tych rozgrywek, w którym Bayern Monachium, w składzie z Robertem Lewandowskim, pokonał Paris Saint-Germain 1:0. Z powodu pandemii koronawirusa rozgrywki zostały skrócone - od ćwierćfinałów nie obowiązywał system mecz i rewanż, a rozstrzygnięcia zapadały w jednym spotkaniu na neutralnym terenie. Pojawiły się opinie, że taki format mógłby być stosowany także w przyszłości.

"To najlepszy turniej na świecie. Nie powinniśmy sądzić, że wymagane są w nim radykalne reformy" - podkreślił Ceferin.(PAP)

 

Prezydent UEFA: warto rozważyć limit wynagrodzeń piłkarzy

Pierwsze zwycięstwo Lecha, Cracovia na plusie

Piłkarze Lecha Poznań odnieśli pierwsze zwycięstwo w obecnym sezonie ekstraklasy. W niedzielę na własnym stadionie pokonali w derbach Wartę 1:0. Po remisie z Zagłębiem Lubin 1:1 punkt ma na koncie Cracovia, która do rozgrywek przystąpiła z pięcioma ujemnymi.

To były pierwsze od ćwierć wieku derby Poznania. Lech ma duże aspiracje, ale we wcześniejszych meczach zawodził i przed tą kolejką miał tylko dwa punkty. Warta to natomiast beniaminek, który wcześniej dwa mecze przegrał, jeden zremisował i nie zdobył nawet jednej bramki.

"Zieloni" zaczęli spotkanie z animuszem, ale z czasem na boisko zaczął dominować Lech. "Kolejorz" długo nie potrafił jednak sforsować obrony rywali. Udało się to dopiero w doliczonym przez sędziego czasie gry, gdy z rzutu karnego trafił Jakub Moder.

"Jedenastka" została podyktowana za zagranie piłki ręką przez Łukasza Trałkę, który w latach 2012-19 był piłkarzem... Lecha.

Cracovia rozpoczęła sezon z pięcioma ujemnymi punktami, odjętymi w ramach kary za czyny korupcyjne z sezonu 2003/04. W Lubinie prowadzenie w 48. minucie dał jej Brazylijczyk Rivaldinho. W 67. wyrównał Chorwat Lorenco Simic.

Hit kolejki rozegrano w sobotę, kiedy broniąca tytułu Legia Warszawa podejmowała lidera tabeli Górnik Zabrze. Goście nie zwolnili tempa. Wygrali 3:1, co było ich czwartym zwycięstwem w czwartym meczu.

Legia na własnym stadionie przegrała z Górnikiem po raz pierwszy od 18 października 1998 roku. Wtedy w zabrzańskim zespole występował m.in. Marcin Brosz, obecny szkoleniowiec zabrzan.

W sobotę goście szybko potwierdzili, że grają w tym sezonie efektownie i efektywnie. Składna akcja, zagranie piętą Jesusa Jimeneza, spokój Bartosza Nowaka i gol Alexa Sobczyka już w czwartej minucie dały im prowadzenie. 13 minut później było już 0:2, a tym razem Sobczyk i Nowak zamienili się rolami.

Tuż po przerwie strzałem w górny róg z pola karnego szans Arturowi Borucowi nie dał Jimenez, który uzyskał już piątego gola w sezonie i goście prowadzili 3:0.

Honorowe trafienie dla Legii uzyskał w 60. minucie Bartosz Slisz, ale druga w sezonie porażka legionistów na własnym boisku stała się faktem.

"Taka gra nie wystarczy na żadnego przeciwnika, niezależnie z kim się gra. Grając dobrze też nie masz gwarancji, że wygrasz, ale pokazując to, co my dziś, nie masz żadnych szans" - przyznał trener Legii Aleksandar Vukovic.

Górnik z 12 punktami już wyraźnie prowadzi w tabeli. Drugi z dziewięcioma jest Raków Częstochowa, a po siedem mają Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław i Zgłębie Lubin. Legia z sześcioma jest szósta.

Z meczu na mecz coraz lepiej spisuje się Raków. Zespół trenera Marka Papszuna w piątek wygrał w Bielsku-Białej z Podbeskidziem 4:1, choć to beniaminek objął prowadzenie w 13. minucie.

Później jednak doszło do wydarzenia bez precedensu i goście w jednej połowie wykonywali trzy "jedenastki". Dwie wykorzystał Czech Petr Schwarz, a trzecią oddał Łotyszowi Vladislavsowi Gutkovskisowi, który uzyskał już czwartą bramkę w sezonie. W międzyczasie trafił Marcin Cebula i już do przerwy - jak się okazało - ustalono końcowy wynik.

Po dwóch z rzędu porażkach przełamała się i wygrała Lechia, która w Gdańsku pokonała Stal Mielec 4:2. Goście dwukrotnie zaskoczyli miejscowych rozegraniem rzutów rożnych i nawet prowadzili 2:1, ale przewaga piłkarzy trenera Piotra Stokowca, zwłaszcza w drugiej połowie, nie podlegała dyskusji.

Wydarzeniem meczu były dwa gole obchodzącego w sobotę 36. urodziny Flavio Paixao. To 80. i 81. trafienie w ekstraklasie Portugalczyka, który z zawodników w niej obecnie grających jest najbliżej awansu do tzw. Klubu 100, zrzeszającego zdobywców co najmniej 100 goli w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej.

Stal, podobnie jak inni beniaminkowie, wciąż czeka na wygraną w ekstraklasie.

Gwizdy i niecenzuralne okrzyki kibiców towarzyszyły piłkarzom Wisły Kraków w drugiej połowie spotkania z Wisłą Płock, przegranego 0:3. Po letnich transferach oczekiwania pod Wawelem były dużo większe, a tymczasem zespół trenera Artura Skowronka jeszcze nie wygrał.

Ozdobą piątkowej potyczki był piękny gol zdobyty przewrotką przez Damiana Rasaka, który na premierowe trafienie w ekstraklasie czekał do występu numer 87.

"Nafciarze", prowadzeni przez wieloletniego zawodnika "Białej Gwiazdy" Radosława Sobolewskiego, odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie.

Pierwszej porażki doznał z kolei Śląsk. Wrocławianie ulegli w Szczecinie Pogoni 0:1. O zwycięstwie "Portowców", których po raz setny w ekstraklasie poprowadził trener Kosta Runjaic, zdecydował skutecznie wykonany w 89. minucie przez Michała Kucharczyka rzut karny.

Śląsk wciąż zmaga się z koronawirusem i skutkami przepisów dotyczących walki z pandemią. Do izolacji albo są kierowani piłkarze, którzy złamali sanitarne obostrzenia, albo ci, którzy mieli pozytywny wynik testu. Z tego powodu trener Vitezslav Lavicka nie mógł bądź nie może korzystać m.in. z Hiszpanów Israela Puerto i Erika Exposito, Fabiana Piaseckiego czy Mateusza Praszelika.

W poniedziałek na zakończenie 4. kolejki Piast Gliwice zagra z Jagiellonią Białystok.(PAP)

 

foto : twitter / _Ekstraklasa_

Pierwsze zwycięstwo Lecha, Cracovia na plusie

Piłkarska LN - Bośnia i Hercegowina - Polska 1:2

Polska pokonała w Zenicy Bośnię i Hercegowinę 2:1 (1:1) w meczu piłkarskiej Ligi Narodów, odnosząc pierwsze zwycięstwo w historii tych rozgrywek. Bramki dla biało-czerwonych zdobyli Kamil Glik i Kamil Grosicki, dla których to było 75. spotkanie w kadrze narodowej.

Bośnia i Hercegowina - Polska 1:2 (1:1).

Bramki: dla Bośni i Hercegowiny - Haris Hajradinovic (24-karny); dla Polski - Kamil Glik (45-głową), Kamil Grosicki (67-głową).

Żółte kartki: Bośnia i Hercegowina - Amir Hadziahmetovic; Polska - Jan Bednarek, Arkadiusz Milik.

Sędzia: Cuneyt Cakir (Turcja).

Mecz bez udziału publiczności.

Bośnia i Hercegowina: Asmir Begovic - Zoran Kvrzic, Ermin Bicakcic, Sinisa Sanicanin, Eldar Civic (82. Deni Milosevic) - Muhamed Besic (60. Edin Dżeko), Amir Hadziahmetovic, Haris Hajradinovic - Armin Hodzic, Elvir Koljic, Amer Gojak (46. Edin Visca).

Polska: Łukasz Fabiański - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Kamil Glik, Maciej Rybus - Kamil Jóźwiak, Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak (68. Mateusz Klich), Piotr Zieliński (85. Karol Linetty), Kamil Grosicki (80. Sebastian Szymański) - Arkadiusz Milik.

Biało-czerwoni we wrześniowych meczach musieli sobie radzić bez Roberta Lewandowskiego, który po triumfie z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów odpoczywał przed nowym sezonem.

Po przegranym 0:1 piątkowym spotkaniu w Amsterdamie z Holandią, pierwszym drużyny narodowej po 289 dniach, trener Jerzy Brzęczek zapowiedział zmiany w każdej formacji.

I rzeczywiście. Tym razem selekcjoner postawił na Łukasza Fabiańskiego, Macieja Rybusa, Jacka Góralskiego, Kamila Grosickiego i Arkadiusza Milika, którzy zastąpili w pierwszym składzie Wojciecha Szczęsnego, Bartosza Bereszyńskiego, Mateusza Klicha, Sebastiana Szymańskiego i Krzysztofa Piątka.

Bośniacy zremisowali na inaugurację na wyjeździe z Włochami 1:1.

Ich trener Dusan Bajevic również dokonał przed meczem z Polską zmian w podstawowym składzie. Od pierwszych minut nie zagrali m.in. strzelec gola z Włochami Edin Dżeko (wszedł w poniedziałek po godzine gry), lekko kontuzjowany Sead Kolasinac czy Edin Visca. Ten ostatni, czołowy piłkarz mistrza Turcji Istanbul Basaksehir, zagrał od początku drugiej połowy.

W kadrze Bośniaków w ogóle nie było powołanego wcześniej pomocnika Miralema Pjanica, który latem Juventus Turyn zamienił na Barcelonę. Ponad dwa tygodnie temu miał pozytywny wynik na koronawirusa.

Przez pierwsze pół godziny nie było widać, że Bośniacy rozpoczęli w częściowo rezerwowym składzie. Polacy grali dość wolno. Na dodatek po faulu Jana Bednarka doświadczony turecki arbiter Cuneyt Cakir podyktował rzut karny, wykorzystany w 24. minucie przez Harisa Hajradinovica, rozgrywającego drugi mecz w kadrze.

Dopiero w ostatnim kwadransie tej części podopieczni Brzęczka pokazali się ze znacznie lepszej strony. Kilka razy zagrozili bramce rywali, m.in. Kamil Grosicki i Arkadiusz Milik, aż wreszcie w 45. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kamil Glik, pełniący pod nieobecność Lewandowskiego funkcję kapitana, popisał się celnym uderzeniem głową.

Dla Glika to 75. mecz w reprezentacji, podobnie jak dla Grosickiego. Natomiast Grzegorz Krychowiak zaliczył 71. występ. W poniedziałek nowy obrońca Benevento Calcio strzelił szóstego gola w kadrze narodowej.

W drugiej połowie, choć na boisku pojawili się wspomniani Visca, a później Dżeko, wciąż groźniejsi byli Polacy, z bardzo aktywnym w drugiej linii Góralskim.

W 67. minucie biało-czerwoni wyszli na prowadzenie. Po dokładnym dośrodkowaniu z lewej strony Macieja Rybusa obrońców rywali ubiegł Grosicki i zdobył głową swoją 14. bramkę w reprezentacji.

Dwadzieścia minut później Rybus znów dośrodkował z lewej strony, tym razem głową próbował wprowadzony krótko wcześniej Mateusz Klich, ale trafił wprost w bramkarza.

Bośniacy też mieli swoje okazje, aktywni w ofensywie byli Visca i Dżeko, jednak Fabiański nie był zmuszony do szczególnie trudnych interwencji.

Biało-czerwoni odnieśli pierwsze zwycięstwo w historii występów w Lidze Narodów. W poprzedniej edycji zajęli ostatnie miejsce w grupie, ale dzięki poszerzeniu najwyższej dywizji utrzymali się w niej.

Natomiast z Bośniakami zmierzyli się po raz czwarty i nigdy jeszcze nie przegrali (dwa zwycięstwa i dwa remisy). Poprzednie trzy mecze obu drużyn odbyły się w Turcji, zawsze w grudniu i poza oficjalnymi terminami FIFA, co miało przełożenie na dalekie od optymalnych składy obu ekip.

Polacy mogą zmierzyć się z Bośniakami również w przełożonych z powodu pandemii na 2021 rok mistrzostwach Europy, ale warunkiem jest, aby zespół z Bałkanów wygrał baraże. (PAP)

 

 

foto : twitter / LaczyNasPilka

Piłkarska LN - Bośnia i Hercegowina - Polska 1:2

Messi poinformował Barcelonę, że chce odejść

Piłkarz FC Barcelona Lionel Messi skierował we wtorek do władz klubu pismo, w którym poinformował o zamiarze natychmiastowego odejścia - przekazała późnym popołudniem argentyńska telewizja Tyc Sports. Agencja AP podała, że "Duma Katalonii" potwierdziła te doniesienia.

Jak ustaliła stacja telewizyjna, we wtorek Messi skierował dokument do kierownictwa wicemistrza Hiszpanii za pośrednictwem uwierzytelnionego na poczcie faksu. Pismo zostało wysłane przez piłkarza za potwierdzeniem odbioru.

We wtorek wieczorem agencja AP poinformowała, że władze FC Barcelona potwierdziły już doniesienia argentyńskiej telewizji o skierowanym przez Messiego do dyrekcji klubu dokumencie zawierającym intencję opuszczenia klubu.

Hiszpańskie media wskazują, że ostatnie miesiące przyniosły pogorszenie stosunków pomiędzy Messim a prezesem Barcelony Josepem Marią Bartomeu. Dziennik “El Mundo” uważa, że szef katalońskiego klubu doprowadził do sytuacji “trudnej do zniesienia” dla sześciokrotnego triumfatora Złotej Piłki.

Stołeczna gazeta wskazuje, że decyzja Messiego jest niejako desperacka, gdyż u końca swojej kariery skłania się do odejścia z klubu, z którym związany był przez blisko 20 lat, a swoją przygodę rozpoczął w nim jeszcze w czasach juniorskich.

“Bartomeu, którego napastnik obwinia w dużej mierze o tak okropne zakończenie (współpracy – PAP), przejdzie do historii jako prezes, który otworzył Messiemu drzwi wyjściowe - w wieku 33 lat i bez szansy na zakończenie kariery sportowej w drużynie swojego życia” - napisał “El Mundo”.

Tymczasem sportowy dziennik “Marca” wskazuje, że pismo Messiego z uwagi na obowiązujący piłkarza jeszcze przez rok kontrakt z “Dumą Katalonii” może otworzyć batalię sądową pomiędzy klubem, a jego największą gwiazdą.

Gazeta podkreśla, że wśród klubów, które zamierzają powalczyć o argentyńskiego napastnika są m.in. Inter Mediolan, Manchester City oraz Paris Saint-Germain.

Messi spędził w Barcelonie całą profesjonalną karierę, zdobył z nią wiele trofeów, m.in. czterokrotnie triumfował w Lidze Mistrzów i 10 razy był mistrzem kraju. Jego obecny kontrakt obowiązuje do 2021 roku.

W Barcelonie panuje obecnie chaos związany z najwyższą historii klubu porażką w Lidze Mistrzów - 2:8 z Bayernem Monachium w ćwierćfinale - oraz przegraną walką o mistrzostwo kraju z Realem Madryt i odpadnięciem z Pucharu Hiszpanii. Zwolniono m.in. trenera Quique Setiena, a jego miejsce zajął Holender Ronald Koeman.

Katalończycy zakończyli sezon bez ani jednego trofeum po raz pierwszy od rozgrywek 2007/08.

Marcin Zatyka (PAP)

 

Messi poinformował Barcelonę, że chce odejść

Były menedżer Lewandowskiego Cezary Kucharski żąda 9 mln euro odszkodowania

Były menedżer Cezary Kucharski oskarża kapitana reprezentacji Polski Roberta Lewandowskiego o nieprawidłowe rozliczanie się z przelewów i żąda 9 mln euro (ok. 40 mln zł) odszkodowania. Poinformowany został także urząd skarbowy - podają niemieckie media.

Jako pierwsza informację podała niemiecka gazeta "Spiegel". Przedstawiła ona także kserokopie przelewów z konta firmy Lewandowskich. Ma z nich wynikać, że piłkarz Bayernu Monachium robił przelewy z niemieckich kont na polskie konto swojej firmy, a o niektórych z nich urząd skarbowy nic nie wiedział.

Kucharski pozew przeciwko firmie marketingowej RL Managment złożył do Wydziału Gospodarczego Sądu Okręgowego w Warszawie. Były menedżer Lewandowskiego twierdzi, że kapitan reprezentacji Polski nieprawidłowo rozliczał się z dochodów swojej firmy i wykorzystywał jej pieniądze do prywatnych celów.

Robert i Anna Lewandowscy zareagowali błyskawicznie na doniesienia prasy.

"Wszelkie rozliczenia podatkowe zarówno osobiste jak i spółek Roberta Lewandowskiego prowadzone są zawsze zgodnie z prawem. Prawidłowością rozliczeń w Niemczech zajmuje się licencjonowany, niemiecki doradca podatkowy, który dba o to, aby wszelkie wymagane dokumenty były zawsze przedstawione organom podatkowym w Niemczech, a podatek prawidłowo rozliczony i zapłacony w terminie" - można przeczytać w oficjalnym komunikacie wydanym przez rzeczniczkę prasową Lewandowskich Monikę Bondarowicz.

Całą sprawę bardzo dokładnie opisuje "Spiegel". Gazeta informuje, że Lewandowscy płacili z firmowego konta m.in. za loty prywatnym odrzutowcem, zakupy nieruchomości, mebli, podróże. Dziennikarze twierdzą także, że firma RL Managment pożyczyła firmie Anny Lewandowskiej kwotę 2,5 mln euro, ale te pieniądze nie zostały nigdy zwrócone i miały trafić na inne konto małżeństwa.

"Ponieważ pan Cezary Kucharski poinformował Państwa, że skierował sprawę do sądu, uprzejmie informujemy, że wszelką dokumentację księgową i podatkową przedstawimy sądowi. Pan Cezary Kucharski próbuje wymusić na Robercie Lewandowskim zapłatę nienależnych mu środków. Ustosunkowywanie się do ewentualnych zarzutów na łamach mediów traktujemy jako próbę wywierania nacisku na nas poprzez szkalowanie reputacji Roberta Lewandowskiego i tworzenie fikcyjnego wyobrażenia o sprawie co miałoby w przyszłości wpływać na postrzeganie tejże sprawy przez sąd. W tym miejscu warto ponownie przypomnieć, że der Spiegel w ramach opisu sprawy przesłał nam informację, że pozew został złożony, co według naszej wiedzy nie jest prawdą" - można przeczytać dalej w oświadczeniu wydanym przez Bondarowicz.

"Spiegel" informuje, że w 2017 roku doradca podatkowy ostrzegał Lewandowskich, że mogą mieć spore problemy, jeśli nie wykażą prawidłowych dochodów niemieckiemu urzędowi skarbowemu. Komunikacja była prowadzona drogą mailową, a gazeta twierdzi, że ma na to dowody. (PAP)

 

foto : PrtScr

Były menedżer Lewandowskiego Cezary Kucharski żąda 9 mln euro odszkodowania

US Open - Djokovic zdyskwalifikowany za przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej

Lider światowego rankingu tenisistów Serb Novak Djokovic został zdyskwalifikowany za niezamierzone uderzenie piłką w sędzię liniową w trakcie meczu z Pablo Carreno Bustą w 1/8 finału wielkoszlemowego US Open. Spotkanie przerwano przy stanie 6:5 dla Hiszpana.

W 11. gemie Djokovic stracił podanie. Schodząc z kortu, by zmienić strony przed dalszą częścią pierwszego seta Serb - pozbywając się piłki - przypadkowo uderzył ją ze stosunkowo dużą siłą tak pechowo, że trafiła w pracującą przy meczu kobietę, która upadła na kolana i złapała się za szyję.

Zawodnik z Belgradu od razu przeprosił ją, a następnie wdał się w kilkuminutową rozmowę z oficjelami. Przekonywał, że nie zamierzał uderzyć kobiety, ale i tak - w oparciu o przepisy obowiązujące w Wielkim Szlemie - zapadła decyzja o wykluczeniu go z rywalizacji. Podszedł więc do zaskoczonego Carreno Busty i ogłoszono koniec pojedynku.

"Myślę, że to była właściwa decyzja. Nie celował w sędzię liniową, ale uderzył piłkę poza pole gry, a trzeba brać odpowiedzialność za swoje zachowanie" - skomentował dla Amazon Prime Brytyjczyk Tim Henman, który w podobnych okolicznościach został zdyskwalifikowany podczas Wimbledonu w 1995 roku.

Nastrój Djokovica już kilka minut wcześniej nie był najlepszy. Prowadząc 5:4, nie wykorzystał trzech okazji na przełamanie, a gdy gema tego wygrał Hiszpan, to odbił piłkę od banera reklamowego otaczającego kort. W drugiej akcji kolejnego, jak się okazało, ostatniego w tym spotkaniu, faworyt - próbując sięgnąć piłkę - potknął się i przewrócił, łapiąc się przy tym za lewe ramię. Rywalizacja została wówczas przerwana na kilka minut, gdy fizjoterapeuta sprawdzał rękę lidera listy ATP.

Zakończenie występu przez Serba oznacza, że w pozostałej w grze stawce w męskim singlu nie ma zawodnika, który wygrał już turniej wielkoszlemowy w tej konkurencji.

Pod nieobecność Szwajcara Rogera Federera i broniącego tytułu Hiszpana Rafaela Nadala Djokovic był głównym faworytem tegorocznej edycji US Open. Tuż przed rozpoczęciem tej imprezy triumfował w zawodach ATP rozgrywanych również w Nowym Jorku. Do niedzieli był on niepokonany od początku stycznia w oficjalnych pojedynkach. Jego bilans w tym sezonie, w którym rywalizacja została przerwana na pół roku z powodu pandemii koronawirusa, wynosił aż do teraz 26-0, a wliczając 2019 rok - 29-0. Lepszą serię pod tym względem zanotował tylko raz - występy w 2011 roku zaczął od triumfu w 41 meczach z rzędu.

Teraz miał walczyć o 18. triumf w Wielkim Szlemie. Na obiektach Flushing Meadows świętował sukces trzy razy - w 2011, 2015 i 2018 roku.

Rozstawiony z "20" Carreno Busta o półfinał zagra z Belgiem Davidem Goffin (7.) lub Kanadyjczykiem Denisem Shapovalovem (12.). (PAP)

 

 

foto : twitter / DjokerNole

US Open - Djokovic zdyskwalifikowany za przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej

Robert Lewandowski - największe marzenie spełnione w Bayernie

Robert Lewandowski, który w piątek skończył 32 lata, dwa dni później sprawił sobie wspaniały prezent. Wywalczył z Bayernem Puchar Europy, a triumf w tych rozgrywkach przez całą dotychczasową karierę był jego największym marzeniem. Z 15 golami został też królem strzelców Ligi Mistrzów.

"Bardzo ciężko pracowaliśmy na ten sukces. Myślę, że przeszliśmy do historii nie tylko ze względu na triumf w finale, ale też z uwagi na to, iż wygraliśmy wszystkie mecze w LM w tym sezonie. Jestem dumny z tej drużyny. Z tego, jak graliśmy i jaki futbol pokazywaliśmy" - powiedział po wygranym 1:0 z Paris Saint-Germain finale w Lizbonie.

Wprawdzie w decydującym spotkaniu polski napastnik nie zdobył bramki, ale wcześniej strzelił 15, mając ogromny udział w dotarciu Bawarczyków do niedzielnego finału.

Najwięcej trafień w jednej edycji LM - siedemnaście - w sezonie 2013/14 uzyskał Portugalczyk Cristiano Ronaldo.

"Robert jest dla mnie najlepszym środkowym napastnikiem na świecie i od lat filarem naszego zespołu" - mówił już rok temu szef klubu z Monachium Karl-Heinz Rummenigge. Lewandowski w sierpniu 2019 przedłużył umowę z Bayernem Monachium z 2021 do 2023 roku.

Po roku od tamtego wydarzenia chyba nikt w Monachium nie ma wątpliwości, że warto było znów postawić na polskiego napastnika.

Mimo ukończenia 32 lat Lewandowski, znany z bardzo zdrowego stylu życia, utrzymuje świetną formę fizyczną. W niczym nie przeszkodziła mu kontuzja kości piszczelowej, właściwie pierwsza taka w karierze, jakiej doznał pod koniec lutego, co miało oznaczać miesięczną przerwę w występach.

W tym czasie z powodu koronawirusa wstrzymano jednak niemal wszystkie rozgrywki piłkarskie na świecie, więc Lewandowski nie stracił zbyt wielu meczów (tylko dwa w Bundeslidze).

W czasie przymusowej przerwy spowodowanej pandemią trenował - podobnie jak inni gracze Bayernu - bardzo cieżko, co zaprocentowało po powrocie na boiska. W decydującym etapie rozgrywek LM, przeniesionych do Lizbony w formie miniturnieju, Bawarczycy sprawiali najlepsze wrażenie pod względem siły i kondycji.

Kariera urodzonego 21 sierpnia 1988 roku w Warszawie Lewandowskiego od początku układała się niemal wzorcowo - na boisku i poza nim. Król strzelców na trzecim poziomie rozgrywkowym w 2007 roku, rok później podobny tytuł na zapleczu ekstraklasy (oba w barwach Znicza Pruszków), a w 2010 roku - już jako piłkarz Lecha Poznań - król strzelców ekstraklasy.

W styczniu 2009 roku Lewandowski został uznany przez brytyjski "Times" jednym z 50 najbardziej obiecujących graczy świata poniżej 23 lat. Szybko udowodnił, że wybór był nieprzypadkowy, a z każdym kolejnym sezonem wspinał się w hierarchii najlepszych piłkarzy globu. Napastnik, który w 2006 roku kosztował Znicz pięć tysięcy złotych (wcześniej grał w rezerwach Legii), w czerwcu 2010 roku przeszedł z Lecha Poznań do Borussii Dortmund za 4,5 mln euro. Wtedy wydawało się, że "Kolejorz" zrobił świetny interes, ale szybko okazało się, że jeszcze lepiej wyszli na tym Niemcy.

Z BVB wywalczył dwa razy mistrzostwo kraju, raz Puchar Niemiec, tytuł najlepszego strzelca Bundesligi (2014), a w maju 2013 roku wystąpił w finale Ligi Mistrzów (porażka 1:2 na Wembley z... Bayernem).

Latem 2014 roku, na zasadzie wolnego transferu, przeszedł do Bayernu, gdzie kontynuował kolekcjonowanie trofeów. Sześć razy mistrzostwo Niemiec, trzy razy Puchar Niemiec i kolejne cztery tytuły króla strzelców tamtejszej ekstraklasy (2016, 2018, 2019, 2020).

W minionym sezonie zdobył 34 bramki w niemieckiej ekstraklasie. Miał szansę zostać laureatem "Złotego Buta", nagrody dla najlepszego strzelca piłkarskich lig w Europie, ale ostatecznie ten tytuł przypadł zawodnikowi Lazio Rzym - Ciro Immobile.

Przez kilka lat środowisko piłkarskie rozgrzewał temat ewentualnego transferu Lewandowskiego z Bayernu. Real Madryt, Paris Saint-Germain, Chelsea Londyn – takie kluby pojawiały się przy nazwisku kapitana reprezentacji Polski.

Bayern konsekwentnie jednak nie chciał puścić swojego najlepszego strzelca, podkreślając, że na rynku nie ma dostępnych piłkarzy tej klasy. W końcu temat ucichł, a ubiegłoroczne przedłużenie umowy z Bayernem potwierdziło, że polski napastnik być może pozostanie tam do schyłku swojej kariery.

Ojciec Lewandowskiego był judoką, grał również w piłkę w Hutniku Warszawa. Mama była siatkarką w pierwszej lidze, w barwach AZS Warszawa.

Żona Anna, z którą ma dwie córeczki - trzyletnią Klarę i urodzoną w maju tego roku Laurę - z powodzeniem uprawiała karate, była reprezentantką Polski. Obecnie jest m.in. znaną trenerką fitness, specjalistką do spraw żywienia, promującą zdrowy i aktywny tryb życia.

"Ten puchar dedykuję oczywiście rodzinie. Mojej żonie, moim dzieciom, ale też mojemu śp. tacie, który na pewno gdzieś cały czas na mnie patrzy i wierzył we mnie" - przyznał po niedzielnym finale Lewandowski.

Przez wielu ekspertów jest uznawany za napastnika kompletnego. Świetnie odnajduje się w polu karnym, jest doskonale wyszkolony technicznie, silny, bardzo dobrze gra głową i znakomicie wykonuje stałe fragmenty gry - rzuty karne i wolne.

W drużynie narodowej zadebiutował 10 września 2008 roku w wygranym 2:0 wyjazdowym spotkaniu eliminacji MŚ 2010 z San Marino. Jak w wielu innych inauguracyjnych występach, zdobył bramkę. Do tej pory koszulkę z orzełkiem założył 112 razy i strzelił 61 goli, co w obu przypadkach jest rekordem w historii reprezentacji Polski.

Od grudnia 2014 roku pełni funkcję kapitana biało-czerwonych. Półtora roku później dotarł z reprezentacją do ćwierćfinału mistrzostw Europy we Francji, choć na tym turnieju szczególnie nie błyszczał - zdobył jedną bramkę (w ćwierćfinale z Portugalią).

Wśród jego licznych rekordów zwracają uwagę dwa - najszybszy hat-trick w reprezentacji Polski (w ciągu czterech minut w meczu eliminacji ME 2016 z Gruzją w Warszawie), a także pięć goli w ciągu dziewięciu minut w ligowym spotkaniu z Wolfsburgiem we wrześniu 2015 roku.

Z dorobkiem 68 bramek w Lidze Mistrzów zajmuje czwarte miejsce wśród najlepszych strzelców tych rozgrywek. Ponadto jest m.in. najlepszym zagranicznym strzelcem w historii Bayernu. Zajął czwarte miejsce w plebiscycie Złota Piłka FIFA za 2015 rok, gdy był to jeszcze wspólny plebiscyt z magazynem "France Football".

Wychowanek Varsovii w ogromnej mierze zapracował na swój bilet na mundial 2018 w Rosji. Z 16 golami został bowiem najlepszym strzelcem eliminacji mistrzostw świata w strefie europejskiej.

Turniej w Rosji okazał się jednak ogromnym rozczarowaniem. Polska zajęła ostatnie miejsce w grupie H, z kadrą rozstał się trener Adam Nawałka, a samego Lewandowskiego za jego występy w MŚ spotkała duża krytyka.

Nie da się ukryć, że wielkie turnieje z reprezentacją dotąd raczej mu nie służyły. Jedna bramka na Euro 2012, jedna również na Euro 2016 i żadnej w mistrzostwach świata 2018.

Od 23 sierpnia 2020 roku nikt mu już jednak nie wypomni, że jest wybitnym piłkarzem bez cennego trofeum na arenie międzynarodowej.

Triumf w Lidze Mistrzów od dawna był jednym z najważniejszych celów 32-letniego napastnika, który już w przeszłości apelował o wzmocnienie Bayernu. Teraz, pod wodzą chwalonego trenera Hansiego Flicka, a także dzięki golom Lewandowskiego, "drugiej młodości" Thomasa Muellera, fenomenalnym asystom Joshuy Kimmicha czy rozwijających się w błyskawicznie młodszym graczom Bayernu drużyna z Monachium dokonała tej sztuki.

Duże pieniądze przynosi Lewandowskiemu nie tylko gra w piłkę, ale również rozważne inwestowanie poza boiskiem. Piłkarz promuje produkty wielkich firm - pojawiał się w reklamach m.in. napojów gazowanych, maszynek do golenia, telefonów komórkowych, obuwia sportowego, telewizorów czy garniturów. W 2017 roku tygodnik "Newsweek" poinformował, że jego roczne wpływy z udziału w kampaniach reklamowych szacowane są na 10 milionów złotych.

Lewandowski jest też coraz prężniejszym biznesmenem. Działa m.in. na rynku nieruchomości, inwestuje w start-upy (nowe przedsiębiorstwa szukające modelu biznesowego, który zapewniłby im zyskowny rozwój), dom mediowy, a nawet restaurację na jeziorze w Giżycku.

Od lat udziela się również charytatywnie i wspiera różne inicjatywy społeczne. W 2014 roku został Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF.

Pandemia koronawirusa, a co się z tym wiąże mnóstwo zmian również w piłkarskim kalendarzu, sprawiła, że tygodnik "France Football" odwołał tradycyjny i prestiżowy plebiscyt, w którym najlepszy zawodnik otrzymuje "Złotą Piłkę".

Jest jednak nadzieja, że zostaną ogłoszone wyniki w innym plebiscycie - Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej. Prezydent FIFA Gianni Infantino, mimo odwołania tradycyjnej gali tej organizacji, chce dokonać wyboru Piłkarza Roku - tak wynika z informacji Karla-Heinza Rummenigge. Jeżeli do tego dojdzie, Lewandowski będzie bardzo poważnym kandydatem do zwycięstwa.

Na razie został piątym Polakiem, który wywalczył Puchar Europy. Wcześniej dokonali tego: Zbigniew Boniek z Juventusem Turyn (1985), Józef Młynarczyk z FC Porto (1987), Jerzy Dudek z Liverpoolem (2005) oraz Tomasz Kuszczak (2008), ale ten ostatni nie pojawił się na boisku w finale, oglądając z ławki rezerwowych wygraną Manchesteru United z Chelsea Londyn w rzutach karnych.

 foto : twitter / Lewy_official

Robert Lewandowski - największe marzenie spełnione w Bayernie

Duplantis poprawił rekord świata w skoku o tyczce

Szwed Armand Duplantis skoczył o tyczce 6,15 m i poprawił 26-letni rekord świata na stadionie. Dokonał tego w trakcie mityngu Diamentowej Ligi w Rzymie. Dotychczasowy najlepszy wynik w historii był gorszy o centymentr i należał do Ukraińca Siergieja Bubki.

Do zaledwie 20-letniego Duplantisa należy też rekord świata w tej konkurencji w hali. W lutym tego roku uzyskał w Glasgow 6,18 m.

To był 15. występ Szweda w tym sezonie i w każdym był niepokonany. Wysokość 6,15 atakował już na wielu mityngach, ale dopiero Rzym okazał się dla niego szczęśliwy.

Na Stadionie Olimpijskiem startowało trzech Polaków - Justyna Święty-Ersetic i Karol Zalewski zajęli trzecie miejsca w biegu na 400 m. Uzyskali odpowiednio 51,94 i 45,48. Konkurs kulomiotów z Konradem Bukowieckiem w stawce jeszcze trwa.

Na liście startowej był też skoczek wzwyż Norbert Kobielski, ale ostatecznie do Rzymu nie dotarł. (PAP)

 

foto : twitter / Diamond League

Duplantis poprawił rekord świata w skoku o tyczce

Piłkarska LN - Holandia - Polska 1:0

Polska przegrała w Amsterdamie z Holandią 0:1 (0:0) w inauguracyjnym występie w grupie 1. najwyższej dywizji piłkarskiej Ligi Narodów . Bramkę zdobył w 61. minucie Steven Bergwijn. To było pierwsze spotkanie kadry narodowej w 2020 roku.

Holandia - Polska 1:0 (0:0).

Bramka: Steven Bergwijn (61).

Żółte kartki: Holandia - Marten de Roon, Memphis Depay, Frenkie de Jong; Polska - Krzysztof Piątek, Mateusz Klich, Kamil Jóźwiak, Kamil Glik, Jan Bednarek.

Sędzia: Georgi Kabakow (Bułgaria). Mecz bez udziału publiczności.

Holandia: Jasper Cillessen - Hans Hateboer, Joel Veltman, Virgil van Dijk, Nathan Ake - Marten de Roon, Georginio Wijnaldum, Frenkie de Jong - Steven Bergwijn (74. Donny van de Beek), Memphis Depay, Quincy Promes (90. Luuk de Jong).

Polska: Wojciech Szczęsny - Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński - Sebastian Szymański, Mateusz Klich, Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński (77. Jakub Moder), Kamil Jóźwiak (71. Kamil Grosicki) - Krzysztof Piątek (63. Arkadiusz Milik).

Reprezentacja Polski wróciła do gry po 289 dniach przerwy. Poprzednie spotkanie biało-czerwoni zagrali 19 listopada 2019 roku, gdy na zakończenie eliminacji mistrzostw Europy pokonali w Warszawie Słowenię 3:2.

Kadra awansowała na Euro, ale z powodu pandemii koronawirusa turniej przełożono o rok, anulowano również wiele terminów na mecze międzypaństwowe.

"Czy tak długa przerwa wpłynie na poziom najbliższych meczów? Według mnie to może mieć delikatny wpływ. Ale warunki są jednakowe dla wszystkich" - mówił niedawno trener Jerzy Brzęczek, podkreślając, że jego piłkarze są na różnym etapie przygotowań. Jedni dopiero je zaczęli, a inni rozgrywają już mecze ligowe.

Biało-czerwoni wystąpili w Amsterdamie bez Roberta Lewandowskiego, który odpoczywa po udanym dla niego sezonie (m.in. triumf z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów). Kontuzje wyeliminowały natomiast Damiana Kądziora i Arkadiusza Recę.

Holendrzy też mieli swoje problemy kadrowe, zwłaszcza w defensywie. W piątek nie zagrali m.in. Stefan de Vrij, Matthijs de Ligt i Daley Blind.

Tymczasowym szkoleniowcem "Pomarańczowych" jest Dwight Lodeweges. Poprzedni selekcjoner Ronald Koeman został niedawno trenerem Barcelony.

W pierwszej połowie rzeczywiście było widać, że obie drużyny potrzebują czasu, aby wrócić do odpowiedniego rytmu. Na boisku działo się niewiele ciekawego.

Przewaga należała do Holendrów, ale pierwsi groźną akcję stworzyli Polacy. Rozgrywający dopiero drugi mecz w kadrze (a pierwszy w podstawowym składzie) Kamil Jóźwiak wypracował sobie niezłą okazję, ale strzelił lekko i niecelnie.

W odpowiedzi w 21. minucie przed szansą stanął Quincy Promes - minimalnie przestrzelił.

Jedenaście minut później składną akcję przeprowadzili biało-czerwoni. Po zagraniu Mateusza Klicha i dośrodkowaniu z prawej strony Tomasza Kędziory, bramkę mógł zdobyć Krzysztof Piątek, jednak jego strzał bez kłopotów obronił doświadczony Jasper Cillessen.

Później brakowało już tak składnych akcji biało-czerwonych.

Natomiast tuż przed przerwą mogło być 1:0 dla Holendrów, jednak Frenkie de Jong, jeden z wyróżniających się piłkarzy w tym meczu, trafił w słupek.

Druga część spotkania należała zdecydowanie do gospodarzy, którzy przez większość czasu mieli piłkę i kontrowali przebieg wydarzeń. W 61. minucie ich przewagę potwierdził Steven Bergwijn, trafiając do bliska po składnej akcji z udziałem kilku Holendrów.

Zawodnicy Brzęczka nie byli w stanie zagrozić bramce gospodarzy, nie licząc kilku rzutów rożnych w końcówce spotkania. Cillessen w drugiej połowie nie był prakycznie ani razu zmuszony do poważnej interwencji.

W 77. minucie na boisko wszedł Jakub Moder - dla 21-letniego pomocnika Lecha Poznań to był debiut w reprezentacji.

Pod nieobecność Lewandowskiego opaskę kapitana założył Kamil Glik, który - podobnie jak wprowadzony w 71. minucie Kamil Grosicki - rozegrał tego dnia 74. mecz w reprezentacji.

Z kolei Grzegorz Krychowiak wystąpił po raz 70. w zespole narodowym.

Po raz ostatni Polska wygrała z Holandią w 1979 roku. Łącznie w 16 meczach z tym rywalem odniosła trzy zwycięstwa, sześć razy zremisowała i siedmiokrotnie przegrała.

Kadra Brzęczka pozostanie jeszcze dwa dni w Amsterdamie, skąd uda się bezpośrednio do Bośni i Hercegowiny - zmierzy się z tym rywalem 7 września w Zenicy.

Na inaugurację Bośniacy zremisowali na wyjeździe z Włochami 1:1.

Polacy w pierwszej edycji LN (2018/19) spadli z Dywizji A, jednak dzięki reformie rozgrywek i poszerzeniu najwyższej dywizji z 12 do 16 drużyn utrzymali się w niej. (PAP)

 

foto : twitter / LaczyNasPilka

Piłkarska LN - Holandia - Polska 1:0

Maraton w Londynie - Mo Farah w roli "zająca"

Podczas zaplanowanego na 4 października maratonu w Londynie jednym z pacemakerów będzie czterokrotny mistrz olimpijski Brytyjczyk Mo Farah. "Jestem w dobrej formie i pasuje to do mojego planu treningowego" - powiedział 37-letni biegacz.

"Mo zdecydował się na wspaniały gest. Najwybitniejszy olimpijczyk w historii brytyjskiej lekkiej atletyki pomoże innym zawodnikom wypełnić minimum na przyszłoroczne igrzyska w Tokio" - podkreślił dyrektor zawodów Hugh Brasher.

Farah złote medale olimpijskie zdobywał w Londynie (2012) i Rio de Janeiro (2016). W obu imprezach triumfował na 5000 i 10000 m. Jego celem w przyszłym roku w Tokio będzie obrona tytułu na 10000 m.

"Maraton w Londynie był dla mnie niezwykle ważny od dziecka. Kiedy zapytano mnie czy będę pacemakerem, uznałem, że będzie wspaniale móc pomóc innym" - dodał Farah.

Pierwotnie maraton w Londynie miał się odbyć 26 kwietnia. Jednak z powodu pandemii koronawirusa termin został zmieniony na 4 października. W dodatku wystartuje w nim jedynie elita, czyli zaproszeni zawodnicy. Do rywalizacji przystąpić ma m.in. mistrz olimpijski z Rio de Janeiro Kenijczyk Eliud Kipchoge.(PAP)

Maraton w Londynie - Mo Farah w roli "zająca"

Ranking FIFA - Polska wciąż dziewiętnasta, prowadzi Belgia

W najnowszym rankingu Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) reprezentacja Polski nadal zajmuje 19. miejsce. Liderem pozostała Belgia. Z siódmej na piątą pozycję awansowała Portugalia.

Po wielomiesięcznej przerwie - spowodowanej pandemią koronawirusa - europejskie drużyny narodowe wróciły na boiska i rozegrały mecze w Lidze Narodów. Występująca w najwyższej dywizji Polska przegrała w Amsterdamie z Holandią 0:1 i wygrała w Zenicy z Bośnią i Hercegowiną 2:1.

Rywale Polaków w przełożonych na przyszły rok mistrzostwach Europy - Hiszpania oraz Szwecja - zajmują, odpowiednio, siódme i 18. miejsce. Trzeciego przeciwnika mają wyłonić baraże.

W Lidze Narodów Hiszpania zremisowała z Niemcami 1:1 i rozgromiła Ukrainę 4:0, zaś Szwecja uległa Francji 0:1 i Portugalii 0:2.

Na czele nadal Belgia, przed Francją i Portugalią. Belgowie we wrześniowych spotkaniach wygrali z Danią 2:0 oraz Islandią 5:1.

Z szóstej na ósmą lokatę spadła Chorwacja, która przegrała wysoko oba mecze LN - z Portugalią 1:4 i Francją 2:4. Ten drugi mecz był "powtórką" finału mistrzostw świata w 2018 roku.

Z grona rywali rywali biało-czerwonych w drugiej edycji Ligi Narodów, Włochy zajmują 12. lokatę, Holandia 13., a Bośnia i Hercegowina 50.

Czołówka rankingu FIFA - stan na 17 września 2020 roku: 

(w nawiasach miejsce w poprzednim notowaniu):

 

  1. ( 1.) Belgia 1773 pkt
  2. ( 2.) Francja 1744
  3. ( 3.) Brazylia 1712
  4. ( 4.) Anglia 1664
  5. ( 7.) Portugalia 1653
  6. ( 5.) Urugwaj             1645
  7. ( 8.) Hiszpania 1642
  8. ( 6.) Chorwacja 1628
  9. ( 9.) Argentyna 1623
  10. (10.) Kolumbia 1622

...

  1. (19.) Polska 1558

(PAP)

 

foto : twitter / LaczyNasPilka

Ranking FIFA - Polska wciąż dziewiętnasta, prowadzi Belgia

Maraton w Londynie - ponad 45 tys. osób zapisało się na wirtualny bieg

Ponad 45 tys. osób zapisało się na wirtualny maraton w Londynie. Impreza ma się odbyć 4 października, ale na ulicach stolicy Wielkiej Brytanii pojawią się tylko zaproszeni lekkoatleci. Pozostali mogą pobiec, rejestrując się w specjalnej aplikacji.

By zapisać się do wirtualnej rywalizacji trzeba było wpłacić 20 funtów. Uczestnicy dostają dostęp do specjalnej aplikacji, koszulkę, numer startowy oraz medal. Warunkiem jest pokonanie dystansu maratońskiego w dowolnym miejscu, ale w ciągu 24 godzin.

"Odpowiedź na naszą propozycję była niesamowita. Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania. Na całym świecie odbędą się biegi, dzięki zaangażowaniu naszej społeczności. To będzie największy wirtualny maraton, jaki kiedykolwiek będzie miał miejsce" - powiedział dyrektor imprezy Hugh Brasher.

Pandemia COVID-19 zmusiła organizatorów zbliżającego się maratonu londyńskiego do ograniczenia stawki uczestników. Wystartuje tylko elita maratończyków - 45 mężczyzn i 28 kobiet.

Choć na trasie zabraknie tysięcy rywalizacja zapowiada się jako spektakularne widowisko, którego głównymi bohaterami powinni być Kenijczyk Eliud Kipchoge i Etiopczyk Kenenisa Bekele. W gronie zakwalifikowanych do startu 4 października - obok wymienionej dwójki - jeszcze sześciu innych biegaczy legitymuje się rekordami życiowymi poniżej dwóch godzin i pięciu minut. Wśród pań aż sześć biegaczek ma życiowe rezultaty poniżej 2:20.

W rolę dyktującego tempo "zająca" wcieli się znakomity brytyjski długodystansowiec Mo Farah. (PAP)

 

Maraton w Londynie - ponad 45 tys. osób zapisało się na wirtualny bieg

Piłkarska LE - trofeum dla Sevilli

Piłkarze Sevilli triumfowali po raz szósty w historii w Lidze Europy, która zastąpiła Puchar UEFA. W piątkowym finale w Kolonii pokonali Inter Mediolan 3:2 (2:2). Poprzednio zwyciężyli w 2006, 2007, 2014, 2015 i 2016 roku.

Sevilla - Inter Mediolan 3:2 (2:2).

Bramki: dla Sevilli - Luuk de Jong (12, 33), Diego Carlos (74); dla Interu - Romelu Lukaku (5-karny), Diego Godin (36).

Sędzia: Danny Makkelie (Holandia). Mecz bez udziału publiczności.

Sevilla: Yassine Bounou - Jesus Navas, Jules Kounde, Diego Carlos (86. Nemanja Gudelj), Sergio Reguilon - Joan Jordan, Fernando, Ever Banega - Lucas Ocampos (71. Munir El Haddadi), Suso (78. Franco Vazquez), Luuk de Jong (85. Youssef En-Nesyri).

Inter: Samir Handanović - Diego Godin (90. Antonio Candreva), Stefan De Vrij, Alessandro Bastoni - Danilo D'Ambrosio (78. Victor Moses), Nicolo Barella, Marcelo Brozović, Roberto Gagliardini (78. Christian Eriksen), Ashley Young - Romelu Lukaku, Lautaro Martinez (78. Alexis Sanchez).

Myślisz Liga Europy, mówisz Sevilla. Andaluzyjczycy stali się prawdziwymi specjalistami od drugich najważniejszych rozgrywek na Starym Kontynencie. Z jej sześcioma zwycięstwami w LE, która przed sezonem 2009/10 funkcjonowała jako Puchar UEFA, żaden inny klub nie może się równać. Po trzy na koncie mają Juventus Turyn, Inter, Liverpool i Atletico Madryt.

Sevilla w dodatku może się pochwalić stuprocentową skutecznością w finale. Decydującego meczu nie przegrała nigdy. W piątek z mediolańczykami stworzyła pasjonujące widowisko.

Pierwsza połowa była prawdziwą wymianą ciosów, w której padły aż cztery bramki. Zaczęło się w piątej minucie, kiedy z rzutu karnego prowadzenie Interowi dał Romelu Lukaku. Chwilę wcześniej to właśnie Belg był nieprzepisowo zatrzymywany.

Odpowiedź Sevilli była szybka. W 12. minucie ładnym szczupakiem popisał się Luuk de Jong. Holender ponownie na listę strzelców wpisał się w 33. minucie i znów trafił głową.

Inter wyrównał w 36. minucie za sprawą Diego Godina. Urugwajczyk także popisał się skuteczną główką.

Po przerwie gra nieco się uspokoiła. Obie drużyny przede wszystkim starały się nie popełnić błędu. Ostatecznie jednego nie ustrzegł się włoski zespół. W 74. minucie obrońca Interu podbił piłkę zagraną w pole karne. Brazylijczyk Diego Carlos zdecydował się na strzał przewrotką, po którym piłka odbiła się jeszcze od nogi Lukaku i wpadła do siatki.

Inter najbliżej wyrównania był w 82. minucie. Piłkę po uderzeniu Chilijczyka Alexisa Sancheza z linii bramkowej zdołał jednak wybić Francuz Jules Kounde.

"Ta drużyna zasłużyła na sukces. Przez cały sezon walczyliśmy i radziliśmy sobie z problemami, które się pojawiały. Ten triumf jest także dla naszych kibiców. Oni zasługują, aby każdego dnia budzić się szczęśliwymi" - powiedział kapitan Sevilli Jesus Navas.

Licząc wszystkie rozgrywki Sevilla nie przegrała żadnego z ostatnich 21 meczów. Ostatniej porażki doznała 9 lutego.

"Jesteśmy bardzo rozczarowani, ale musimy iść dalej. Dzisiejszy mecz mógł potoczyć się inaczej, to my mogliśmy objąć prowadzenie w drugiej połowie, jednak zabrakło nam szczęścia. Mam nadzieję, że w przyszłości czeka nas jeszcze wiele tak ważnych meczów jak ten" - przyznał słoweński bramkarz Interu Samir Handanovic.(PAP)

 

foto : twitter / EuropeanLeague

Piłkarska LE - trofeum dla Sevilli
 
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.