Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show
Tue, Aug 3, 2021

Sport

Sport

All Stories

Sezon sportów zimowych coraz bliżej - pandemia utrudnia przygotowania

Pandemia wybuchła, gdy sezon 2019/20 w sportach zimowych zmierzał ku końcowi. Koronawirus jednak nie odpuszcza i edycje Pucharów Świata 2020/21 stały się wyzwaniem. Pojawienie się kibiców na trybunach jest mało prawdopodobne. Dodatkowo organizatorzy ograniczają podróże zawodników.

Paraliż końcówki poprzedniego sezonu nie przeszkodził wyłonić zdobywców Kryształowych Kul. Potem przez ponad pół roku międzynarodowe federacje bacznie obserwowały sytuację i przygotowywały różne scenariusze. Druga fala pandemii uderzy w dyscypliny zimowe z całą siłą, ale i tak klimat jest znacznie bardziej sprzyjający niż na jej początku.

Przede wszystkim restrykcje w podróżowaniu są znacznie mniejsze niż na początku walki z koronawirusem. Wówczas kraje zamykały granice, a teraz wewnątrz Unii Europejskiej przemieszczanie się wciąż jest możliwe. W niektórych przypadkach wymagany jest jednak negatywny wynik badania na COVID-19.

Dzięki temu wszyscy, którzy potrzebowali treningów na śniegu, mogli je przeprowadzić w Austrii, Włoszech czy Szwajcarii. Sytuacja nie była idealna, ale i tak znacznie lepsza niż wiosną.

Inaugurację PŚ mają już za sobą alpejczycy. Zgodnie z planem 17-18 października odbyły się zawody w austriackim Soelden. Z powodu braku kibiców nie przypominały co prawda narciarskiego święta z ubiegłych lat, ale zawodnicy byli niezwykle szczęśliwi, że mogli przystąpić do rywalizacji.

"Start sezonu to fantastyczna wiadomość dla całego naszego środowiska" - przyznała zwyciężczyni slalomu giganta Włoszka Marta Bassino.

Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) dokonała w alpejskim kalendarzu wielu zmian. Mężczyźni nawet raz nie opuszczą Europy, a kobiety poza Starym Kontynentem mają w planach jedynie dwa lutowe starty w chińskim Yanqing, które będą jednocześnie próbą przedolimpijską. Na kontynencie amerykańskim pucharowych zawodów zabraknie po raz pierwszy od 47 lat.

Następni w kolejności są skoczkowie narciarscy. Ich cykl rozpocznie się 20 listopada w Wiśle. We wtorek poinformowano, że na obiekcie im. Adama Małysza nie pojawią się kibice. Wisła jest piątym spośród 20 gospodarzy pucharowych zawodów w sezonie 2020/21, który ogłosił już, że rywalizacja odbędzie się przy pustych trybunach. Wcześniej na ten krok zdecydowano się w: Ruce/Kuusamo, Engelbergu, Garmisch-Partenkirchen i Titisee-Neustadt.

FIS znalazł sposób, aby ułatwić reprezentacjom bezpieczne przemieszczanie się w dobie pandemii. Do końca roku zaplanowano trzy loty czarterowe. Po zawodach w Wiśle ekipy wylecą z Monachium do Ruki, potem z Finlandii do Rosji, gdzie konkursy odbędą się w Niżnym Tagile, a następnie do Słowenii na mistrzostwa świata w lotach w Planicy.

"Takie rozwiązanie daje nam większe bezpieczeństwo. Dzięki temu grupa pozostanie razem i będzie miała mniej kontaktu z innymi ludźmi. Każdy pasażer wcześniej będzie musiał przejść test na COVID-19" - podkreślił dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile.

Na razie nie wiadomo, czy skorzystają z niego Polacy przyzwyczajeni do podróżowania samochodami i spędzania czasu między konkursami w swoich domach.

"Na tę chwilę nie zapadły żadne ostateczne decyzje. Być może z czarterów skorzystamy, ale nie ze wszystkich. W tym momencie wszystkie opcje są na stole" - przyznał sekretarz generalny PZN Jan Winkiel.

Czartery będą także umożliwiały przemieszczanie się alpejczykom i uczestnikom rywalizacji w kombinacji norweskiej.

Aby zwiększyć szansę przeprowadzania konkursów w skokach dokonano też zmian regulaminowych. Teraz zawody drużynowe będą mogły się odbyć, jeśli przystąpi do niego tylko sześć ekip. Wcześniej wymagane było co najmniej osiem.

Wyzwaniem będzie przeprowadzenie rywalizacji w Ruce (27-29 listopada), bo oprócz skoczków pojawią się tam również przedstawiciele biegów narciarskich i dwuboiści, którzy rozpoczną sezon. Protokół medyczny przygotowany przez Finów jest bardzo rygorystyczny.

Każdy przybywający do Finlandii musi mieć negatywny wynik testu na koronawirusa, który jest nie starszy niż sprzed 72 godzin. Mimo to na miejscu musi się poddać 10-dniowej kwarantannie. Może ona zostać skrócona, jeśli po co najmniej 72 godzinach od przybycia kolejny test da wynik negatywny. W trakcie kwarantanny możliwe będzie jednak trenowanie na zewnątrz.

Testom na Covid-19 poddawane będą nawet te osoby, które do Kuusamo przyjeżdżają prosto z obozów przygotowawczych w innych miejscach w Finlandii.

Komitet organizacyjny poinformował, że koszt testu antygenowego to 114 euro. Wynik znany będzie po sześciu godzinach, a w przypadku wykrycia zakażenia wykonywany jest jeszcze test PCR, za który trzeba będzie zapłacić 210 euro.

Po odwołaniu inauguracji PŚ w Pekinie snowboardziści muszą na pierwszy start zaczekać do 5 grudnia. Wówczas do rywalizacji przystąpią w rosyjskim Bannoje.

Na początku pandemii najdłużej opierał się biathlon. Przy pustych trybunach ścigano się już pod koniec poprzedniej zimy w Novym Mescie w Czechach oraz w fińskim Kontiolahti, gdzie 28 listopada ruszy też kolejny sezon.

W przypadku tej dyscypliny podróże ograniczono organizując po dwie rundy w tych samych miejscach. W Kontiolahti rywalizacja potrwa łącznie do 6 grudnia, a w Hochfilzen starty zaplanowano na 11-13 i 17-20 grudnia.

"Ja raczej lubię wrócić do domu na kilka dni po każdym zgrupowaniu, ale w obecnej sytuacji postanowiliśmy pojechać do Finlandii i tam zostać. Gdyby komuś było naprawdę ciężko, to możemy wziąć pod uwagę możliwość zmiany składu, ale rozmawiałem z dziewczynami, podchodzą do tego bardzo profesjonalnie" - powiedział PAP trener polskich biathlonistek Michael Greis.

W walce z pandemią praktycznie skapitulowała Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU), która już wcześniej odwołała do końca roku wszystkie najważniejsze zawody.

"To błędna decyzja, która stawia łyżwiarzy szybkich w bardzo trudnej sytuacji. Musimy wrócić do ścigania. Będziemy zastanawiać się z trenerami, jak zapewnić naszym zawodnikom możliwość rywalizacji międzynarodowej. Samymi treningami nie uda się zbudować odpowiedniej formy" - ocenił wówczas dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Konrad Niedźwiedzki.

W mocno ograniczonym zakresie rywalizują łyżwiarze figurowi. Z cyklu Grand Prix odbyła się rywalizacji w Las Vegas, a w kalendarzu pozostają imprezy w Chinach, Rosji oraz Japonii. Startować w nich mogą jednak tylko reprezentanci gospodarzy i trenujący w tych państwach obcokrajowcy.(PAP)

 

Photo 51365623 © Maciej Gillert | Dreamstime.com

Piłkarska LM - wymęczone zwycięstwo Barcelony, gładkie Juventusu

W meczach grupy G w 3. kolejce piłkarskiej Ligi Mistrzów Barcelona pokonała u siebie 2:1 Dynamo Kijów z Tomaszem Kędziorą w składzie. Natomiast Juventus Turyn Wojciecha Szczęsnego wygrał na wyjeździe z Ferencvarosi TC Budapeszt 4:1.

Barcelona kiepsko spisuje się w Primera Division, w Lidze Mistrzów też nie zachwyca, ale w tych prestiżowych rozgrywkach ma na koncie trzy zwycięstwa w trzech spotkaniach.

W meczu z Dynamem już w piątej minucie prowadzenie dał jej Argentyńczyk Lionel Messi, który wykorzystał rzut karny. Kiedy w 65. podwyższył Gerard Pique, wydawało się, że "Duma Katalonii" przejęła całkowitą kontrolę nad meczem. Ostatecznie jednak do końca było nerwowo, bo w 75. dla Dynama trafił Wiktor Cyhankow.

Juventus do Barcelony traci trzy punkty. "Starej Damie" dużo dał powrót do składu po zakażeniu koronawirusem Cristiano Ronaldo. Portugalczyk co prawda tym razem bramki nie zdobył, ale asystował przy drugim golu Hiszpana Alvaro Moraty.

Na listę strzelców wpisał się też Argentyńczyk Paulo Dybala, a czwarty gol dla Juventusu to efekt samobójczego trafienia. Do własnej siatki piłkę skierował Gruzin Lasza Dwali - w przeszłości piłkarz Śląska Wrocław i Pogoni Szczecin.

W końcówce Szczęsnego pokonał Iworyjczyk Franck Boli.

Wpadkę zaliczył Manchester United. "Czerwone Diabły" po zwycięstwach nad Paris Saint-Germain 2:1 i RB Lipsk 5:0 niespodziewanie uległy w Turcji ekipie Istanbul Basaksehir 1:2. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie. Najpierw dla gospodarzy trafili Senegalczyk Demba Ba i Bośniak Edin Visca, a honorowego gola dla Manchesteru zdobył Francuz Anthony Martial.

Potknięcie "ManU" wykorzystało RB Lipsk, które zrównało się z nim punktami po wygranej u siebie z Paris Saint-Germain 2:1.

Sędziowane przez Szymona Marciniaka spotkanie w Niemczech obfitowało w ciekawe zdarzenia. Już w szóstej minucie prowadzenie PSG dał Angel di Maria. Dziesięć minut później Argentyńczyk miał wyborną okazję do podwyższenia, ale zmarnował rzut karny. Jego strzał obronił Węgier Peter Gulacsi.

Gospodarze wyrównali tuż przed przerwą po golu Christophera Nkunku. W 57. minucie, jak się okazało zwycięską bramkę zdobył Szwed Emil Forsberg, który wykorzystał "jedenastkę".

Marciniak nie tylko podyktował dwa rzuty karne (oba za zagrania piłki ręką), ale również pokazał dwie czerwone kartki - obie piłkarzom PSG. W 69. minucie z boiska wyrzucony został Senegalczyk Idrissa Gana Gueye, a w końcówce Presnel Kimpembe.

W grupie F prowadzenie objęła Borussia Dortmund. Niemiecki zespół z Łukaszem Piszczkiem na ławce rezerwowych pokonał na wyjeździe Club Brugge 3:0. Dwie bramki zdobył Norweg Erling Braut Haaland, a jedną dołożył Belg Thorgan Hazard.

Punkt do BVB traci Lazio Rzym, które w Sankt Petersburgu zremisowało z Zenitem 1:1.

W grupie E po siedem punktów mają Chelsea Londyn i Sevilla. "The Blues" gładko wygrali u siebie z Rennes 3:0. W pierwszej połowie dwa rzuty karne wykorzystał Niemiec Timo Werner, a w 50. minucie wynik ustalił Tammy Abraham.

Sevilla natomiast wygrała u siebie z FK Krasnodar 3:2, choć do przerwy przegrywała 1:2 i całą drugą połowę musiała grać w dziesiątkę.

Goście prowadzili 2:0 już w 21. minucie, a na listę strzelców wpisali się Magomed Sulejmanow i Marcus Berg. W 42. minucie kontaktową bramkę dla Sevilli zdobył Chorwat Ivan Rakitic, ale chwilę później czerwoną kartką ukarany został Jesus Navas.

Gospodarze losy meczu odwrócili za sprawą Youssefa En-Nesyriego. Marokańczyk wszedł na boisko w 60. minucie, a w 69. i 72. cieszył się z goli.

We wtorek trzecie zwycięstwa w tej edycji zanotowały trzy drużyny - Bayern Monachium, Liverpool i Manchester City.

Obrońcy trofeum po świetnej końcówce pokonali na wyjeździe FC Salzburg 6:2. Robert Lewandowski zdobył dwa gole dla Bawarczyków, którzy jeszcze na kwadrans przed końcem spotkania remisowali 2:2.

Polski napastnik ma już na koncie 70 bramek zdobytych w tych prestiżowych rozgrywkach. W klasyfikacji wszech czasów zajmuje czwarte miejsce, a od trzeciego Hiszpana Raula Gonzaleza dzieli go tylko jedno trafienie. Prowadzi Ronaldo (130 goli), a drugi jest Messi (118).

Bayern wyraźnie prowadzi w tabeli grupy A. O pięć punktów wyprzedza Atletico Madryt, a o siedem Lokomotiw Moskwa Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa.

Spotkanie tych drużyn w Moskwie zakończyło się remisem 1:1, a obaj polscy piłkarze rozegrali cały mecz. Krychowiak został w 51. minucie ukarany żółtą kartką.

Liverpool rozbił na wyjeździe Atalantę Bergamo 5:0 i jest zdecydowanym liderem grupy D. O pięć punktów wyprzedza Ajax Amsterdam i włoską ekipę. Bohaterem "The Reds" był Diogo Jota, który popisał się hat-trickiem. Portugalczyk do siatki trafił w 16., 33. i 55. minucie. Pozostałe bramki zdobyli Egipcjanin Mohamed Salah i Senegalczyk Sadio Mane.

Nigdy wcześniej włoski zespół nie przegrał tak wysoko w europejskich pucharach u siebie z angielską drużyną.

Nie aż tak okazałe, jak Liverpoolu było zwycięstwo Manchesteru City. Podopieczni trenera Josepa Guardioli pokonali na własnym stadionie Olympiakos Pireus 3:0.

Manchester w tabeli grupy C ma trzy punkty przewagi nad drugim FC Porto, które również u siebie pokonało Olympique Marsylia 3:0. Francuska ekipa bez punktu zamyka zestawienie.

Następną kolejkę zaplanowano na 24-25 listopada.(PAP)

 

twitter.com/ChampionsLeague

Piłkarska LN - na listopadowe zgrupowanie Brzęczek powołał 28 piłkarzy

Selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek powołał 28 piłkarzy na listopadowe zgrupowanie przed towarzyskim meczem z Ukrainą oraz z Włochami i Holandią w Lidze Narodów. Po tym pierwszym meczu Robert Gumny i Jakub Kamiński dołączą do drużyny narodowej do lat 21.

Na liście znalazł się m.in. zawodnik Napoli Piotr Zieliński. Nie jest jednak pewne, że będzie mógł dołączyć do kadry, ponieważ wciąż jest w izolacji po pozytywnym wyniku badania na koronawirusa.

Biało-czerwoni zagrają z Ukrainą 11 listopada w Chorzowie, cztery dni później zmierzą się z Italią na wyjeździe. Udział w fazie grupowej LN zakończą 18 listopada meczem z Holandią, również w Chorzowie.

Polska prowadzi w grupie 1 najwyższej dywizji tych rozgrywek z siedmioma punktami. Włochy mają 6, Holandia - 5, a tabelę zamyka dwukrotnie pokonana przez biało-czerwonych Bośnia i Hercegowina - 2 pkt.

Powołania na zgrupowanie piłkarskiej reprezentacji Polski w listopadzie:

Bramkarze: Bartłomiej Drągowski (Fiorentina), Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (Bologna), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn)

Obrońcy: Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua), Paweł Bochniewicz (Heerenveen), Kamil Glik (Benevento), Robert Gumny (FC Augsburg)*, Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Arkadiusz Reca (Crotone), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Sebastian Walukiewicz (Cagliari)

Pomocnicy: Jacek Góralski (Kajrat Ałmaty), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion), Kamil Jóźwiak (Derby County), Jakub Kamiński (Lech Poznań)*, Michał Karbownik (Legia Warszawa), Damian Kądzior (Eibar), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Karol Linetty (Torino), Jakub Moder (Lech Poznań), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), Piotr Zieliński (Napoli).

Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (Napoli), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin).

* - tylko na mecz z Ukrainą.(PAP)

 

Wikipedia

Piłkarska LN - trzeci mecz Polaków, rywalami Włosi

O godzinie 20.45 w Gdańsku polscy piłkarze podejmą Włochów w trzeciej kolejce grupy 1 najwyższej dywizji Ligi Narodów. Dotychczas biało-czerwoni pokonali Bośnię i Hercegowinę 2:1 i ulegli Holandii 0:1, ale w roli gospodarzy jeszcze w tym sezonie LN nie grali.

Mieli za to udaną "rozgrzewkę" z Finlandią w środę, kiedy zwyciężyli w Gdańsku 5:1, i to bez kapitana Roberta Lewandowskiego w składzie. Napastnik Bayernu Monachium nie wystąpił też w meczach z Bośnią i Holandią, ale w niedzielę powinien wrócić do gry.

"Szkoda, że Lewandowski nie gra we Włoszech, bo to jest nie tylko absolutnie kluczowy piłkarz polskiego zespołu, ale także najlepszy w tym momencie napastnik świata” – ocenił selekcjoner reprezentacji Włoch Roberto Mancini.

Italia prowadzi w tabeli z czterema punktami, po zwycięstwie nad Holandią i remisie z Bośnią. Polska jest trzecia z jednym "oczkiem" straty.

"Włochy to bardzo dobra drużyna, ścisła światowa czołówka. Od naszego ostatniego meczu, a było to dwa lata temu w Chorzowie, który przegraliśmy 0:1 po golu w doliczonym czasie, nasi najbliżsi rywale rozegrali 16 spotkań, z których 14 wygrali i zanotowali dwa remisy. To też świadczy o tym, jak ta drużyna się rozwinęła" – powiedział trener gospodarzy Jerzy Brzęczek.

Z Włochami Polacy zagrają po raz 17. Wygrać udało im się zaledwie trzykrotnie, a tylko raz w meczu o stawkę - podczas mistrzostw świata w 1974 roku. Siedem razy był remis, a sześć zwycięstw odniosła ekipa z Półwyspu Apenińskiego.

Zwycięzcy grup najwyższej dywizji wystąpią w turnieju finałowym (Final Four) w październiku 2021 r. Polska stara się o rolę jego gospodarza. Najgorsze zespoły spadną natomiast do dywizji B.(PAP)

 

Piłkarska LN - trzeci mecz Polaków, rywalami Włosi

Rzecznik prasowy: Maradona po operacji mózgu, zabieg się udał

Legendarny piłkarz Diego Maradona jest już po operacji mózgu i czuje się dobrze. Zabieg się udał, wszystko przebiegło zgodnie z planem - poinformował na Instagramie jego rzecznik prasowy Sebastian Sanchi. Argentyńczyk trafił do szpitala z krwiakiem podtwardówkowym.

Cztery dni temu skończył 60 lat. Początkowo media informowały, że Maradonę przyjęto do szpitala z oznakami depresji, a jego stan jest dobry. Później mówiono o anemii i odwodnieniu. Dodatkowe badania wykazały jednak większy problem.

"Udało się w pełni usunąć krwiaka, a Diego zniósł operację bardzo dobrze" - powiedział Leopoldo Luque, neurochirurg, który przeprowadził zabieg. Lekarz po zabiegu wyszedł przed szpital, by o stanie legendarnego piłkarza poinformować zebranych kibiców.

Po tym jak argentyńskie media poinformowały o jego sytuacji zdrowotnej, pod szpitalem zaczęły zbierać się tłumy fanów oraz dziennikarze. "Teraz najważniejszy jest odpoczynek. Zabieg nie był bardzo skomplikowany, ale trzeba pamiętać o tym, że to była operacja mózgu" - dodał Luque.

Na te słowa kibice zareagowali głośnymi oklaskami i okrzykami: "Diego, Diego".

Obecnie legendarny piłkarz jest trenerem lokalnego klubu Gimnasia y Esgrima. W dniu 60. urodzin pojawił się na chwilę na meczu ligowym swoich podopiecznych, ale oglądał go z trybun i opuścił stadion przed końcem pierwszej połowy. Jego nieobecność na ławce trenerskiej była związana z zaleconą przez lekarza kwarantanną po kontakcie z osobą, która miała objawy Covid-19. Luque zaprzeczył, by sam Maradona był zakażony. Negatywny wynik dały też przeprowadzone u niego testy.

"Brakowało mu energii, urodziny były czynnikiem, który w pewnym aspekcie komplikował sprawę. Moim pomysłem jest, by nawadniać go przez trzy dni, zobaczyć, jaki będzie rozwój wypadków i dostosować leki. To nie jest żadna nagła sytuacja. On może w dowolnej chwili zdecydować się na powrót do domu" - zaznaczył lekarz.

Słynny piłkarz w przeszłości nieraz trafiał do szpitala, przeważnie z powodu konsekwencji prowadzonego przez niego przez długi czas rozrywkowego trybu życia. W styczniu ubiegłego roku został przyjęty ze względu na krwawienie w układzie pokarmowym, dwa lata temu zaś zasłabł na meczu Argentyna - Nigeria podczas mistrzostwach świata w Rosji. W 2007 roku sam zgłosił się do kliniki w Buenos Aires, szukając pomocy w walce z nałogiem alkoholowym, a trzy lata wcześniej trafił do szpitala z poważnymi problemami z sercem i oddychaniem, co łączono z braniem kokainy. Potem był na odwyku narkotykowym na Kubie i w ojczyźnie, a następnie poddał się operacji zmniejszenia żołądka, co pomogło mu schudnąć.(PAP)

 

foto : wikipedia

Proces zadłużonego Borisa Beckera we wrześniu 2021 roku

Oskarżony o nieprzekazanie części swoich trofeów Boris Becker nie przyznał się do winy w londyńskim sądzie. Proces słynnego w przeszłości niemieckiego tenisisty, który miał w ten sposób uregulować swoje długi, ma ruszyć we wrześniu 2021 roku.

Becker w 2017 roku ogłosił bankructwo. Został wówczas oskarżony o nieprzestrzeganie zobowiązań dotyczących ujawniania informacji, w tym finansowych. W lipcu 2019 roku sprzedał na aukcji w Londynie 82 pamiątki sportowe za łącznie 765 tysięcy euro. Suma ta miała pokryć część jego długów.

52-letni Niemiec został teraz oskarżony o ukrywanie ponad miliona funtów na rachunkach bankowych oraz majątku. Dotyczyć to ma m.in. trofeów otrzymanych za triumf w Wimbledonie w 1985 i 1989 roku oraz za wygranie Australian Open w 1991 i 1996 roku. Zarzuca mu się także wybranie setek tysięcy funtów i przelanie ich na inne konta, w tym na te, których właścicielkami są jego dwie byłe żony.

Zdobywca sześciu tytułów wielkoszlemowych nie przyznaje się do winy.

Prokurator Rebecca Chalkley zaznaczyła, że mieszkającemu w Londynie Beckerowi w późniejszym terminie mogą zostać postawione jeszcze nowe zarzuty. Obrońca byłego tenisisty Jonathan Caplan zapewnił z kolei, że jego klient jest zdeterminowany, by stawić czoła tym oskarżeniom, podważyć je i odzyskać dobrą reputację.

Becker już wcześniej miał kłopoty z prawem. Niespłacone długi dotyczące prac przy jego willi na Majorce sprawiły, że zainteresował się nim hiszpański wymiar sprawiedliwości. W Szwajcarii zaś musiał się tłumaczyć z tego, że nie zapłacił pastorowi, który udzielił mu ślubu. W 2002 roku z kolei w swojej ojczyźnie został skazany na dwa lata więzienia i grzywnę w wysokości 500 tys. euro za ok. 1,7 mln euro zaległego podatku.

Słynny Niemiec wygrał 49 turniejów i zarobił na korcie ponad 20 mln euro. (PAP)

 

twitter/DavisCup

Iga Świątek wygrała wielkoszlemowy turniej Rollanda Garrosa

Nasza rodaczka przeszła cały turniej na kortach Rollanda Garrosa jak burza w tegorocznej edycji. W drodze do finału nie straciła seta, a sześciu rywalkom oddała łącznie tylko 23 gemy.

Na otwarcie odprawiła występującą z "15" Czeszkę Marketę Vondrousovą, finalistkę sprzed roku, a głośno zrobiło się o niej, gdy w 1/8 finału pokonała najwyżej rozstawioną Rumunkę Simonę Halep, główną faworytkę całej imprezy.

Eksperci tenisowi chwalili Igę po kolejnych spotkaniach za wszechstronność, efektowny styl gry oraz skuteczność.19-letnia Iga Świątek jest zaskoczeniem dla komentatorów francuskiego turnieju wielkoszlemowego.

Po zwycięstwie w ćwierćfinale nad Włoszką Martiną Trevisan zaczęli mówić o Świątek jako o "wschodzącej gwieździe tenisa" oraz "nastoletniej królowej".

21-letnia Sofia Kenin jest "słońcem roku 2020". Po zwycięstwie w Australian Open doszła w dobrym stylu do finału Rallanda Garrosa, gdzie jednak Iga Świątek nie dała jej szans na stanie się tenisistką numer 3 na świecie. Mecz był emocjonujący i twardy, ale Iga nie dała się pokonać bardziej utytułowanej rywalce, która zawiesiła wysoko poprzeczkę.

Trzeba docenić klasę Sofii Kenin, jednak to Iga, nasza rodaczka, wygrała wielkoszlemowy turniej i pnie się w górę w hierarchii tenisowej. WIELKIE GRATULACJE.

Wynik finału:

6:4, 6:1

Iga Świątek wygrała wielkoszlemowy turniej Rollanda Garrosa

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Walii Giggs aresztowany pod zarzutem napaści

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Walii Ryan Giggs został aresztowany pod zarzutem napaści we własnym domu - podały brytyjskie media. Były gwiazdor Manchester United, który został wypuszczony po wpłaceniu kaucji, nie przyznaje się do winy.

Tabloid "The Sun" podał, że policja została wezwana do domu Giggsa w niedzielny wieczór, gdy zgłoszono zakłócenie spokoju. Autor artykułu cytuje osobę pracującą w policji w hrabstwie metropolitarnym Greater Manchester, która przekazała informacje na temat sytuacji.

"Kobieta po 30. roku życia odniosła drobne obrażenia, ale nie wymagała leczenia. 46-letni mężczyzna został aresztowany w związku z podejrzeniem napaści" - relacjonowała.

Prawnicy znanego Walijczyka podkreślili we wtorek, że zaprzecza on wszelkim zarzutom, jakie względem niego wysunięto.

"Współpracuje z policją i nadal będzie jej pomagał w trakcie dochodzenia" - zaznaczyli.

Walijska federacja (FAW) poinformowała w oświadczeniu, że wie o "rzekomym incydencie" z udziałem Giggsa.

"Nie będziemy w tej chwili komentować tej sprawy" - zastrzeżono.

We wtorek miał zostać podany skład "Smoków" na listopadowe mecze z Amerykanami, Irlandczykami i Finami, ale - jak powiadomiły media, przełożono to.

Giggs objął drużynę narodową w styczniu 2018 roku. W latach 1991-2007 rozegrał w niej 64 mecze i strzelił 12 goli. Sześć lat temu zakończył piłkarską karierę i przez dwa sezony był asystentem w Manchesterze United Louisa van Gaala. W 2016 roku odszedł z Old Trafford po tym jak trenerem "Czerwonych Diabłów" został Jose Mourinho. (PAP)

 

twitter.com/RyanGiggs_cc

Ranking FIFA - awans Polski na 18. miejsce, liderem wciąż Belgia

Reprezentacja Polski awansowała na 18. miejsce, czyli o jedną lokatę, w najnowszym rankingu Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA). Liderem pozostała Belgia. Z siódmej na szóstę pozycję przesunęła się Hiszpania.

Październik był udanym miesiącem dla biało-czerwonych, którzy rozegrali trzy mecze u siebie. Najpierw podopieczni Jerzego Brzęczka pokonali w towarzyskim spotkaniu Finlandię 5:1, następnie - w Lidze Narodów UEFA - zremisowali z Włochami 0:0 oraz wygrali z Bośnią i Hercegowiną 3:0.

W efekcie Polska awansowała z 19. na 18. miejsce w rankingu światowej federacji.

Reprezentacje rywali biało-czerwonych w przełożonych na 2021 rok mistrzostwach Europy - Hiszpania oraz Szwecja - też nieznacznie zmieniły swoje lokaty.

Hiszpanie awansowali z siódmego na szóste miejsce, natomiast reprezentacja "Trzech Koron" spadła z 18. na 19., wyprzedzona właśnie przez Polskę. Trzeciego przeciwnika ma wyłonić finałowy baraż, będzie nim Irlandia Północna (obecnie 41. w rankingu) lub Słowacja (37.).

Na czołowych miejscach bez zmian. Prowadzi Belgia, przed Francją i Brazylią.

Z grona rywali rywali Polaków w drugiej edycji Ligi Narodów, Włochy zajmują 12. lokatę, Holandia 15., a Bośnia i Hercegowina 51.

Czołówka rankingu FIFA - stan na 22 października 2020 roku: 

(w nawiasach miejsce w poprzednim notowaniu):

 

  1. ( 1.) Belgia 1765 pkt
  2. ( 2.) Francja 1752
  3. ( 3.) Brazylia 1725
  4. ( 4.) Anglia 1669
  5. ( 5.) Portugalia 1661
  6. ( 7.) Hiszpania 1639
  7. ( 6.) Urugwaj 1637
  8. ( 9.) Argentyna 1636
  9. ( 8.) Chorwacja 1634
  10. (10.) Kolumbia 1631

...

  1. (12.) Włochy 1612
  2. (13.) Holandia 1596
  3. (19.) Polska 1568
  4. (18.) Szwecja 1558
  5. (50.) Bośnia i Hercegowina 1424

(PAP)

 

twitter.com/lewy_official

French Open - Marcin Matkowski: Iga Świątek weszła do innego tenisowego świata

Iga Świątek nie powtórzy sukcesu Mary Pirce z 2000 roku i nie wygra w Paryżu turnieju singla i debla jednocześnie. Polka w parze z Amerykanką Nicole Melichar przegrała półfinał gry podwójnej z Alexą Guarachi (Chile) i Desirae Krawczyk (USA) 6:7 (5:7), 6:1, 4:6.

„Dwa finały by Idze nie zaszkodziły. Ale i tak w Paryżu przeszła do innego tenisowego świata” – uważa Marcin Matkowski, były czołowy tenisista globu.

Półfinał debla był najdłuższym meczem, jaki Świątek rozegrała podczas tegorocznego French Open. Na korcie spędziła niespełna dwie i pół godziny. W singlu średnio potrzebowała 70 minut, by odprawiać kolejne rywalki. Tymczasem przed nią za niespełna dobę najważniejszy, jak dotąd, mecz życia. Finał Międzynarodowych Mistrzostw Francji w grze pojedynczej kobiet przeciwko Amerykance Sofii Kenin.

„Myślę, że długi mecz deblowy, ani jego przegranie nie zaszkodzi Idze w tym jak zagra w sobotę. Trzeba pamiętać, że debel jest jednak mniej meczącą konkurencją w tenisie. Zapewne Iga odpuściła sobie piątkowy trening, więc można ten mecz traktować trochę jak rozgrzewkę przed finałem. Oczywiście szkoda porażki, bo na tym etapie już się nie odpuszcza żadnej piłki, ale bądźmy też świadomi, że dla Igi singiel jest w tej chwili priorytetem” – stwierdził Marcin Matkowski, finalista deblowego US Open 2011 w parze z Mariuszem Fyrstenbergiem.

„Matka” wspomniał, że ostatnią zawodniczką w historii French Open, która wygrała singla i debla była Mary Pirce, a w Wielkim Szlemie takiej sztuki w XXI wieku dokonywała jeszcze Serena Williams (Australian Open 2009 i 2010 oraz Wimbledon 2016).

„Wynika z tego, że dobrym tenisistkom nie przeszkadza gra w dwóch drabinkach Wielkiego Szlema. Ale z własnego doświadczenia wiem, że w takich przypadkach zawsze jedna z konkurencji jest ważniejsza od drugiej. Dla mnie też debel był najważniejszy, a turniej w mikście dodatkiem. Niemniej finał, czy zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym w deblu czy mikście, gdy nie jest on tym turniejem podstawowy, to też jest ważne wydarzenie" – przyznał Matkowski, który dwukrotnie w grze mieszanej zagrał w wielkoszlemowych finałach: w 2012 r. w US Open z Kvetą Peschke i w 2015 w Paryżu z Lucie Hradecką.

Zdaniem Matkowskiego Iga Świątek w Paryżu zachwyca pewnością siebie i siłą gry.

„Prezentuje bardzo dobry forhend, niesamowity serwis i doskonałe przemieszczanie się po korcie. Jest kompletną tenisistką. Dzięki temu gra w finale Wielkiego Szlema. Ponadto widać, że im lepsza rywalka, czy wyższa runda, presja ja nakręca i mobilizuje do jeszcze lepszej gry. Przypomina mi Pete'a Samprasa, Marię Szarapową czy Serenę Williams, którzy w młodym wieku awansowali do czołówki tenisowej świata i prezentowali taką grę, która sprawiła, że zostali w niej na lata” – uważa Matkowski.

Zdaniem byłego reprezentanta Polski i ośmiokrotnego uczestnika turniejów Masters Finals, trwający French Open jest przełomowym wydarzeniem w karierze 19-letniej warszawianki. „Każdy tenisista ma taki turniej, który zmienia jego tenisowe życie. Dla Igi ten French Open jest mentalnie i sportowo turniejem, który przenosi ją do innego tenisowego świata” – podsumował. (PAP)

 

French Open - Marcin Matkowski: Iga Świątek weszła do innego tenisowego świata

Hamilton: chciałbym zostać, ale... mam wiele innych pasji

Lewis Hamilton nie ukrywa, że chciałby nadal ścigać się w Formule 1 w ekipie Mercedesa, ale przed przedłużeniem kontraktu nie wyklucza żadnej opcji. "Mam wiele innych pasji" - tajemniczo przyznał Brytyjczyk.

"Chciałbym za rok być w tym samym miejscu, jednak w życiu nic nie jest pewne" - przyznał po niedzielnym wyścigu na torze Imola we Włoszech sześciokrotny mistrz świata, który za dwa tygodnie w Stambule może świętować siódmy tytuł, czym zrównałby się z prowadzącym w klasyfikacji wszech czasów Niemcem Michaelem Schumacherem.

Brytyjski kierowca przyznał, że jego negocjacje z niemieckim zespołem ws. przedłużenia wygasającego z końcem roku kontraktu przypominają nieco pokera, a każda ze stron nie chce odkrywać zbyt wcześnie wszystkich kart.

"Chciałbym zostać, ale dopóki nie podpisów pod nowym kontraktem, to wszystko jest możliwe. Zresztą jest wiele innych rzeczy, które mnie fascynują poza jazdą bolidem F1" - zaznaczył 35-letni Hamilton, który barwy Mercedes GP reprezentuje od 2013 roku.

W niedzielę niemiecki team po raz siódmy z rzędu zapewnił sobie mistrzostwo świata konstruktorów. Jego szef sportowy Toto Wolff, którego umowa także po tym sezonie wygasa, jest zdania, że porozumienie z Hamiltonem zostanie osiągnięte, gdy zapewni sobie miano najlepszego kierowcy.

"Przed zapadnięciem końcowych rozstrzygnięć żaden z nas nie chce podejmować wiążących decyzji" - wspomniał Austriak.

Wolff także wzbraniał się przed jednoznacznymi deklaracjami.

"Nie sądzę, żeby doszło do jakiejś rewolucji, ale dopóki nie ma podpisów, wszystko jest możliwe" - podkreślił.(PAP)

 

twitter.com/LewisHamilton

Walka Głowacki – Okolie o pas WBO 12 grudnia w Londynie

Walka Krzysztof Głowacki - Lawrence Okolie o mistrzostwo świata WBO w wadze junior ciężkiej odbędzie się 12 grudnia w Londynie – poinformował na Twitterze promotor polskiego boksera Andrzej Wasilewski.

"Good news! Eddie Hearn potwierdził bezpośrednio wszystko, co przez ostatnie tygodnie robiłem i mówiłem K. Głowackiemu. Wyjaśniło się, wbrew niektórym głosom, że traktuję Główkę absolutnie poważnie i odpowiedzialnie. Kawał sportowca! Krzysiek podpisał kontrakt na 12.12." – przekazał Wasilewski, szef teamu KnockOut Promotions.

W zawodowej karierze Głowacki wygrał 31 pojedynków (19 przed czasem) i dwa przegrał, zaś Okolie legitymuje się rekordem 14-0 (11 KO).

Pięściarz z Wałcza był już dwukrotnie mistrzem świata federacji WBO, w latach 2015-2016 i 2018-2019.

Głównym wydarzeniem gali 12 grudnia w Londynie będzie starcie o trzy pasy kategorii ciężkiej (WBA, WBO i IBF) pomiędzy Anthonym Joshuą (23-1, 21 KO) i Kubratem Pulewem (28-1, 14 KO).(PAP)

Walka Głowacki – Okolie o pas WBO 12 grudnia w Londynie

Trzech piłkarzy reprezentacji Anglii złamało przepisy epidemiczne

Trzech piłkarzy reprezentacji Anglii: Tammy Abraham, Ben Chilwell i Jadon Sancho złamało zasady bezpieczeństwa epidemicznego i nie zagra w czwartkowym meczu towarzyskim z Walią - poinformował selekcjoner Gareth Southgate.

Chilwell i Sancho w sobotę wieczorem w Londynie wzięli udział w imprezie urodzinowej Abrahama.

Przyjęcie miało być niespodzianką dla kończącego 23 lata napastnika Chelsea Londyn, ale złamana została "zasada sześciu", tj. wytyczna brytyjskiego rządu mówiąca, że w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa nie wolno się mieszać grupom większym niż sześć osób.

"Na pewno opuszczą mecz z Walią, a jeśli okaże się, że nie mogą dołączyć do zespołu najpóźniej w piątek rano, to stracą też spotkanie z Belgią w Lidze Narodów" - tłumaczył Southgate.

"Ochrona całej grupy jest kluczowa, to nasz priorytet. Nie ma jednoznacznych danych dotyczących okresu inkubacji wirusa, stąd musimy podejmować nieraz trudne, ale konieczne decyzje, by radzić sobie z epidemią najlepiej jak potrafimy" - podsumował selekcjoner Anglików.

W trakcie wrześniowego zgrupowania angielskiej kadry przepisy epidemiczne złamali Phil Foden i Mason Greenwood, którzy wówczas opuścili jeden z dwóch meczów Ligi Narodów. Nie zostali też powołani na trzy październikowe spotkania.(PAP)

 

Trzech piłkarzy reprezentacji Anglii złamało przepisy epidemiczne

Usyk wygrał z Chisorą na gali bokserskiej w Londynie

Były mistrz świata kategorii junior ciężkiej (WBA, WBO, IBF, WBC) Ołeksandr Usyk (18-0, 13 KO) wygrał na punkty z Dereckiem Chisorą (32-10, 23 KO) na gali bokserskiej w Londynie. Ten pojedynek był eliminatorem do walki o pas WBO wagi ciężkiej.

Ukrainiec Usyk jest mistrzem olimpijskim z Londynu, a także amatorskim mistrzem świata i Europy. Na zawodowych ringach walczy od siedmiu lat. W 2016 roku odebrał Krzysztofowi Głowackiemu tytuł czempiona WBO w junior ciężkiej, a dwa lata później zunifikował pasy tej wagi.

Jego kolejnym celem jest mistrzostwo świata kat. ciężkiej. Rok temu w debiucie w królewskiej wadze pokonał przed czasem Chazza Witherspoona. Bardzo ważnym sprawdzianem był londyński pojedynek z bardzo silnym fizycznie, mocno bijącym i cięższym o prawie 20 kilogramów Chisorą.

Początek należał do Brytyjczyka, który starał się szybko znokautować rywala; w 2019 roku już w drugiej rundzie Chisora wygrał z Arturem Szpilką. Od czwartej rundy zaczął przeważać Usyk, a jego wielkimi atutami były technika, szybkość oraz praca nóg. Nie brakowało świetnych wymian ciosów.

W siódmej rundzie wydawało się, że Usyk zakończy pojedynek, ale Chisorę uratował gong. W kolejnych starciach ukraiński pięściarz precyzyjnymi ciosami rozbijał przeciwnika, który jeszcze w 11. rundzie zebrał siły na ostatni zryw. W przekroku całej walki lepszy był jednak Ukrainiec – 117:112, 115:113, 115:113, który zachował status obowiązkowego pretendenta do pasa WBO, należącego do innego brytyjskiego boksera Anthony'ego Joshuy (23-1, 21 KO).(PAP)

From Wikimedia Commons

Seria DTM - trzecie miejsce Kubicy w Zolder

Robert Kubica (BMW M4 DTM) zajął trzecie miejsce w niedzielnym wyścigu serii DTM na belgijskim torze Zolder. Zwyciężył po raz czwarty z rzędu broniący tytułu i prowadzący w klasyfikacji generalnej Niemiec Rene Rast (Audi RS 5 DTM). Zawody ukończyło 10 kierowców.

To najlepszy wynik reprezentującego barwy Orlen Team ART Kubicy w tym sezonie. Dotychczas miał na koncie tylko jeden punkt, wywalczony za 10. pozycję w Assen, w Holandii.

Przez większą część sezonu Polak zajmował miejsca w końcówce stawki, ale w Zolden już w sobotę jego tempo zaczęło być obiecujące. Tego dnia był 12. w kwalifikacjach, ale z wyścigu wyeliminowała go awaria silnika.

W niedzielę w kwalifikacjach był już dziesiąty, a później awansował o sześć pozycji. Pomogły w tym liczne kolizje, które zmusiły aż sześciu rywali do wycofania się z zawodów, ale poza tym Polak spisał się na torze wyjątkowo dobrze.

Po wyjechaniu z alei serwisowej po półmetku był czwarty z kilkusekundową stratą do miejsca na podium, a za plecami miał Niemca Timo Glocka (BMW M4 DTM) i Brytyjczyka Jamiego Greena (Audi RS 5 DTM). Z czasem Kubica powiększył przewagę nad tą dwójką, wyprzedził także mającego coraz większe kłopoty z oponami Austriaka Ferdinanda von Habsburga (Audi RS 5 DTM).

"To wielkie osiągnięcie dla nas po bardzo ciężkiej pracy i trudnym początku sezonu. Wczoraj mieliśmy problem techniczny, ale ekipa przepracowała całą noc i udało mi się odpłacić im za to. Wykorzystaliśmy naszą szansę i cieszę się z pierwszego podium w serii DTM" - powiedział po ukończeniu wyścigu 35-letni Polak.

Rast wygrał na tym samym torze w sobotę oraz dwukrotnie w poprzedni weekend. Drugie miejsce zajął Szwajcar Nico Mueller (Audi RS 5 DTM). Polak był zatem najszybszy spośród kierowców BMW.

W klasyfikacji generalnej na dwa wyścigi przed końcem sezonu Rast ma 304 punkty, a drugi Mueller zgromadził 285. Kubica wzbogacił się w niedzielę o 15, ale pozostał na ostatniej, 16. pozycji.

Ostatnie dwie rundy cyklu odbędą się 7-8 listopada w niemieckim Hockenheim.

Wyniki:

 

  1. Rene Rast (Niemcy/Audi RS 5 DTM) 1:00.29,757
  2. Nico Mueller (Szwajcaria/Audi RS 5 DTM) strata 11,500 s
  3. Robert Kubica (Polska/BMW M4 DTM) 25,785
  4. Timo Glock (Niemcy/BMW M4 DTM) 29,572
  5. Jamie Green (W. Brytania/Audi RS 5 DTM) 30,209
  6. Mike Rockenfeller (Niemcy/Audi RS 5 DTM) 31,971
  7. Sheldon van der Linde (RPA/BMW M4 DTM) 33,095
  8. Marco Wittmann (Niemcy/BMW M4 DTM) 47,199

 

Klasyfikacja generalna (po 16 z 18 wyścigów):

 

  1. Rene Rast (Niemcy/Audi RS 5 DTM) 304 pkt
  2. Nico Mueller (Szwajcaria/Audi RS 5 DTM)        285
  3. Robin Frijns (Holandia/Audi RS 5 DTM) 263
  4. Mike Rockenfeller (Niemcy/Audi RS 5 DTM) 117
  5. Timo Glock (Niemcy/BMW M4 DTM) 116
  6. Sheldon van der Linde (RPA/BMW M4 DTM) 105

...

  1. Robert Kubica (Polska/BMW M4 DTM) 16

 

Klasyfikacja producentów (po 16 z 18 wyścigów):

 

  1. Audi 1102 pkt
  2. BMW 469

(PAP)

 

Seria DTM - trzecie miejsce Kubicy w Zolder

Drugie podejście Hamiltona do rekordu Schumachera

Broniący tytułu i prowadzący w klasyfikacji mistrzostw świata Formuły 1 Lewis Hamilton po raz drugi spróbuje wyrównać rekord liczby zwycięstw w wyścigach o Grand Prix, należący do Michaela Schumachera. W niedzielę wystartuje na torze Nuerburgring w Niemczech.

Pierwszej szansy na odniesienie 91. zwycięstwa w karierze 35-letni Brytyjczyk nie wykorzystał 27 września w Soczi. W GP Rosji był trzeci, częściowo na skutek 10-sekundowej kary za przewinienia sprzed startu. Zwyciężył wówczas jego kolega z Mercedesa - Fin Valtteri Bottas.

Wydaje się jednak, że to jedynie opóźniło moment, w którym rekord Schumachera przestanie być nieosiągalny, jak jeszcze kilka lat temu powszechnie uważano. Hamilton jest na najlepszej drodze, aby zdobyć czwarty z rzędu, a siódmy w karierze tytuł. Nie ustaje też dominacja Mercedesa - mistrza świata konstruktorów nieprzerwanie od 2014 roku. Dlatego kolejne zwycięstwa to raczej tylko kwestia czasu.

W klasyfikacji generalnej kierowców po 10 wyścigach Brytyjczyk ma 205 punktów, a jego najpoważniejszym rywalem jest Bottas - 161. Trzeci jest Max Verstappen z Red Bulla - 128 pkt.

Ten weekend w Niemczech może okazać się symboliczny w historii F1. Może się bowiem zdarzyć, że Hamilton wyrówna rekord Michaela Schumachera dwa dni po tym, jak podczas weekendu wyścigowego zadebiutuje syn legendarnego Niemca Mick.

Mistrz świata Formuły 3 z 2018 roku oraz lider klasyfikacji generalnej Formuły 2 w obecnym sezonie ma wziąć udział w jednym z piątkowych treningów na Nuerburgringu. Zasiądzie w bolidzie teamu Alfa Romeo Racing Orlen, prowadzonym na co dzień przez Włocha Antonio Giovinazziego. Wcześniej jeździł nim także kierowca testowy tego zespołu Robert Kubica.

To nie będzie pierwsze doświadczenie młodego Schumachera z bolidem F1 - próbował swoich sił podczas testów w 2019 roku w pojazdach Alfa Romeo oraz Ferrari.

"Mój pierwszy występ podczas weekendu wyścigowego będzie miał miejsce przed niemiecką publicznością i to sprawia, że ten moment jest jeszcze bardziej szczególny. Jestem wdzięczny za tę szansę ponownego posmakowania atmosfery Formuły 1 półtora roku po testach w Bahrajnie" - powiedział.

Na Nuerburgringu Formuła 1 zawita po raz pierwszy od 2013 roku, kiedy odbyła się tam ostatnia GP Niemiec. Tor był gospodarzem tego wyścigu również w latach 1927-1976, 1985, 2009 i 2011. Rywalizowano tam ponadto o GP Luksemburga oraz GP Europy.

Hamilton odniósł na tym obiekcie dotychczas jedno zwycięstwo - w 2011 roku. Schumacher triumfował tam pięciokrotnie. Ostatnio najlepszy był Niemiec Sebastian Vettel, wówczas kierowca Red Bulla, a obecnie Ferrari.

Tradycyjnie w piątek odbędą się dwie sesje treningowe, a w sobotę - trzecia oraz kwalifikacje. Start niedzielnego wyścigu o Grand Prix gór Eifel (nazwa GP Niemiec jest obecnie zarezerwowana dla toru Hockenheimring) zaplanowano na godzinę 14.10.(PAP)

 

Drugie podejście Hamiltona do rekordu Schumachera

Korupcja w FIFA - były sekretarz generalny Valcke skazany

Były sekretarz generalny FIFA Jerome Valcke został uznany winnym fałszowania dokumentów związanych z umowami dotyczącymi transmisji we Włoszech i Grecji z piłkarskich mistrzostw świata. Skazano go na 120 dni pozbawienia wolności w zawieszeniu i zobligowano do zapłaty FIFA 1,75 mln euro.

Prokurator domagał się kary trzech lat pozbawienia wolności.

Valckego uniewinniono ze znacznie poważniejszych zarzutów - przyjmowania łapówek i niegospodarności w latach 2007-15, kiedy był sekretarzem generalnym FIFA.

Już wcześniej Valcke został ukarany przez FIFA 12-letnim zakazem działalności w środowisku piłkarskim, który później skrócono o dwa lata.

Sąd w szwajcarskiej Bellinzonie w piątek orzekł także w sprawie prezesa Paris Saint-Germain Nassera Al-Khelaifiego, którego uniewinniono z zarzutu nakłaniania Valckego do niegospodarności.

Katarczyk miał przekazać Valckemu do użytkowania luksusową willę na Sardynii w zamian za przyznanie jego firmie prawa do transmisji mundiali w latach 2018-30.

Al-Khelaifi jest także ministrem w rządzie Kataru i członkiem komitetu wykonawczego UEFA.

Skazanie Valckego, choć za mniej poważne zarzuty, jest pierwszym doprowadzonym przez szwajcarskich prokuratorów, którzy rozpoczęli śledztwo w sprawie FIFA sześć lat temu.(PAP)

 

twitter.com/ZeeNewsSports

Letnie MP w skokach - tytuł dla Kubackiego

Dawid Kubacki (TS Wisła Zakopane) wygrał sobotni konkurs indywidualnych letnich mistrzostw Polski w skokach narciarskich. Prowadził on też po pierwszej serii zawodów, które rozegrano na obiekcie w Szczyrku Skalite (HS-104). W zawodach nie wystąpił Kamil Stoch.

Niespodzianką było dopiero 9. miejsce Piotra Żyły (Wiślańskie Stowarzyszenie Sportowe Wisła), który zepsuł pierwszy konkursowy skok. Po nim zajmował 18. miejsce.

"Był dreszczyk emocji, gdyż ostatnio nie skakało mi się dobrze. Przy okazji tych zawodów chciałem sobie przypomnieć, jak się to robi dobrze. To się częściowo udało. Z tego jestem zadowolony" - powiedział dziennikarzom po mistrzostwach Kubacki.

Ze względu na obostrzenia sanitarne na trybuny nie wpuszczono kibiców.

"Wygrywa się zawsze miło, ale na pewno ich brakuje na obiekcie. Każdy wie, jaką mamy teraz sytuacje, dość nieciekawą. Może lepiej teraz się powstrzymać, a może zimą te obostrzenia będzie można poluzować" - skomentował mistrz Polski.

W kwalifikacjach wzięło udział 60 zawodników. W niedzielę, także w Szczyrku, zostanie rozegrany konkurs drużynowy MP skoczków.

Wyniki letnich MP w skokach narciarskich: mężczyźni

  1. Dawid Kubacki (TS Wisła Zakopane) 262,7 pkt (98,5 i 98,0)
  2. Andrzej Stękała (AZS Zakopane) 261,7 (97,5 i 98,5)
  3. Klemens Murańka (TS Wisła Zakopane) 260,2 (96,0 i 99,5)
  4. Aleksander Zniszczoł (Wiślańskie Stowarzyszenie Sportowe) 259,2 (95,0 i 101,0)
  5. Maciej Kot (AZS Zakopane) 252,7 (95,5 i 97,5)
  6. Stefan Hula (KS Eve-nement Zakopane) 247,2 (90,5 i 99,5

 

Letnie MP w skokach - tytuł dla Kubackiego

Kibice Arsenalu zbierają pieniądze dla słynnej maskotki

Kibice piłkarskiego zespołu Arsenal Londyn uruchomili internetową zbiórkę pieniędzy dla Jerry’ego Quya, który od 27 lat wcielał się w postać klubowej maskotki - ukochanego przez nich dinozaura "Gunnersaurusa", a teraz został zwolniony. W kilka godzin zebrano blisko tysiąc funtów.

Według doniesień mediów "Gunnersaurus" - Quy został zwolniony z Arsenalu, choć nie był zatrudniony na pełny etat. Ostatnio cięcia kosztów w klubie spowodowane pandemią koronawirusa dotknęły 55 pracowników administracyjno-technicznych.

Władze klubu odmówiły komentarza w sprawie Quya, ale zapewniły jednocześnie, że dinozaur wróci, gdy na stadiony powrócą kibice.

Ta deklaracja nie zadowoliła jednak fanów londyńskiego klubu, którzy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i wspomóc Quya poprzez zbiórkę pieniędzy. Profil "Gunnersaurusa" na jednym z portali społecznościowych błyskawicznie zyskał popularność i jest obecnie szóstym pod względem liczby polubień na Wyspach Brytyjskich.

"+Gunnersaurus+ jest maskotką Arsenalu od 27 lat. To ikona klubu i nie możemy pozwolić mu zginąć” - napisano na profilu społecznościowym.(PAP)

 

Kibice Arsenalu zbierają pieniądze dla słynnej maskotki

Piłkarska LE - drugie porażki Lecha i Standardu Liege w grupie D

Piłkarze Lecha pozostają bez punktu w grupie D Ligi Europy. W drugiej kolejce poznaniacy przegrali w Glasgow z Rangers FC 0:1. Drugiej porażki w tej grupie doznał także Standard Liege, tym razem 0:3 w Lizbonie z Benficą.

Poznaniacy, którzy tydzień wcześniej ulegli u siebie Benfice 2:4, wystąpili w Szkocji bez kilku czołowych piłkarzy, m.in. mającego duży wpływ na ofensywną grę "Kolejorza" Portugalczyka Pedro Tiby.

Do 68. minuty Lech bronił się skutecznie, ale wówczas gola głową strzelił Alfredo Morelos, wprowadzony chwilę wcześniej na boisko.

Kolumbijczyk jest dobrze znany polskim kibicom - to właśnie jego trafienie przesądziło w 2019 roku o zwycięstwie Rangers u siebie nad Legią 1:0 w ostatniej rundzie kwalifikacji Ligi Europy (w Warszawie było 0:0).

Piłkarze z Glasgow pozostają niepokonani w tym sezonie. Z 17 meczów, licząc wszystkie rozgrywki (również eliminacje LE), wygrali 15, a dwa zremisowali.

Niespodzianki nie było w Lizbonie, gdzie Benfica gładko pokonała Standard Liege 3:0. Dwie bramki zdobył Pizzi (w tym jedną z rzutu karnego), "jedenastkę" wykorzystał także sprowadzony latem z Freiburga Niemiec Luca Waldschmidt.

Po dwóch kolejkach grupy D Benfica i Rangers mają komplet punktów, a Lech i Standard, które za tydzień zmierzą się w Poznaniu, zerowy dorobek.

Wracający po zakażeniu koronawirusem Piotr Zieliński z Napoli był rezerwowym w wyjazdowym meczu grupy F z Realem Sociedad. Włoski zespół wygrał z liderem hiszpańskiej ekstraklasy 1:0 po golu Matteo Politano.

W kadrze Napoli ponownie zabrakło Arkadiusza Milika, który nie został zgłoszony przez klub do UEFA.

Dość niespodziewanym liderem tej grupy jest z kompletem punktów AZ Alkmaar. W lidze holenderskiej ten zespół zanotował pięć remisów w pięciu meczach, ale w LE ma komplet zwycięstw. Przed tygodniem pokonał na wyjeździe Napoli 1:0, a teraz 4:1 u siebie Rijekę.

W grupie E Omonia Nikozja uległa PSV Eindhoven 1:2, a Granada zremisowała bezbramkowo z PAOK Saloniki. W greckiej drużynie od 69. minuty grał Karol Świderski. Liderem z czterema punktami jest Granada.

Ze zmiennym szczęście grały wieczorem renomowane kluby. W grupie A Roma tylko zremisowała u siebie z CSKA Sofia 0:0, natomiast w grupie B Arsenal pokonał w Londynie irlandzki FC Dundalk 3:0 i z kompletem punktów prowadzi w tabeli (taki sam dorobem ma Molde FK).

Wcześniej w czwartek popis zaprezentował m.in. AC Milan. Lider włoskiej ekstraklasy pokonał u siebie Spartę Praga 3:0, a bramki zdobyli Hiszpan Brahim Diaz oraz Portugalczycy Rafael Leao i Diogo Dalot.

Zwycięstwo "Rossonerich" mogło być jeszcze wyższe, ale w 36. minucie Zlatan Ibrahimovic nie wykorzystał rzutu karnego, podyktowanego za faul właśnie na nim. Słynny Szwed trafił w poprzeczkę.

Prowadzona przez Stefana Piolego drużyna z San Siro ostatniej porażki - licząc wszystkie rozgrywki - doznała 8 marca.

W drugim meczu grupy H Lille OSC zremisował u siebie z Celtikiem Glasgow 2:2, choć do 67. minuty gospodarze przegrywali 0:2 po dwóch golach reprezentanta Norwegii Mohameda Elyounoussi. W ekipie ze Szkocji rezerwowym był Patryk Klimala.

Po dwóch kolejkach Milan ma sześć punktów, Lille cztery, Celtic jeden, a Sparta pozostaje bez żadnego.

Do niespodzianki doszło w grupie J, gdzie Tottenham Hotspur przegrał w Belgii z drużyną z Antwerpii 0:1. Bramkę dla Royalu zdobył doświadczony izraelski pomocnik Lior Refaelov, przez wiele sezonów piłkarz FC Brugge.

Drużynie Jose Mourinho nie pomógł fakt, że od początku wystąpili m.in. Gareth Bale, Dele Alli i Serge Aurier, a w drugiej połowie Heung-Min Son czy Harry Kane (zmienił Bale'a).

Royal wygrał sześć ostatnich meczów, licząc wszystkie rozgrywki. W tabeli LE jest liderem z kompletem punktów.

Tottenham ma trzy, podobnie jak LASK Linz, który pokonał pozostający bez żadnego punktu Łudogorec Razgrad 4:3. (PAP)

 

twitter.com/Dani10Ramirez

Formuła 1 - sprzedano 30 tys. biletów, ale wyścig może się odbyć bez kibiców

Na wyścig o Grand Prix Portugalii na torze w Portimao sprzedano ponad 30 tysięcy biletów, ale... niewykluczone, że kibice będą musieli się obejść smakiem. Ze względu na pandemię koronawirusa władze kraju rozważają cofnięcie zgody na obecność fanów.

Historyczną, pierwszą rywalizację F1 na tym torze zaplanowano na 25 października.

Władze poinformowały, że decyzję podejmą tuż przez wyścigiem i będą się kierować wyłącznie zasadami bezpieczeństwa oraz sytuacją epidemiologiczną. Nie wykluczono także ograniczenia liczby kibiców, która będzie mogła obejrzeć zmagania najszybszych kierowców na świecie.

Wyścig odbędzie się w Portugalii po 24 latach przerwy. Ostatni rozegrano 22 września 1996 roku na torze z w Estoril koło Lizbony. Tor w Portimao w prowincji Algarve leżącej nad Oceanem Atlantyckim został wybudowany w 2008 roku. Homologację F1 otrzymał dopiero w 2019 roku. (PAP)

 

Formuła 1 - sprzedano 30 tys. biletów, ale wyścig może się odbyć bez kibiców

Kilku czołowych fińskich piłkarzy nie zagra z Polską

Napastnik Norwich City Teemu Pukki z powodu lekkiej kontuzji nie zagra w towarzyskim meczu piłkarskim Polski z Finlandią 7 października w Gdańsku. Trener gości Markku Kanerva nie będzie mógł skorzystać również z kilku innych czołowych zawodników, m.in. Tima Sparva.

Jak poinformowała w poniedziałek fińska federacja, Pukki narzeka na stan zapalny w nodze i dlatego musi odpocząć. Podkreślono, że już w sobotę w lidze (drugi poziom w Anglii) piłkarz Norwich City grał ze znieczuleniem.

"W poniedziałek sytuacja została zbadana i ustalono, że warto dać Pukkiemu odpocząć, aby był w stanie zagrać w nadchodzących meczach Ligi Narodów z Bułgarią i Irlandią" - dodano na stronie federacji.

W środowym meczu z Polską nie wystąpią także doświadczony pomocnik, 76-krotny reprezentant kraju Tim Sparv z klubu AEL Larissa (nie podano przyczyny), a także Jasse Tuominen z BK Hacken, narzekający na uraz kolana.

Selekcjoner reprezentacji Finlandii Markku Kanerva zdecydował się powołać w tej sytuacji skrzydłowego Rasmusa Karjalainena z Oerebro SK.

Już wcześniej było wiadomo, że dwaj piłkarze z kanadyjskiego klubu Montreal Impact, doświadczony obrońca Jukka Raitala (51 meczów w reprezentacji) i skrzydłowy Lassi Lappalainen, zostali powołani tylko na mecze Ligi Narodów.

Z Bułgarami Finowie zmierzą się 11 października, a z Irlandczykami - trzy dni później. Oba spotkania LN odbędą się w Helsinkach.

Reprezentację Polski również czekają w październiku trzy mecze. Po towarzyskim spotkaniu z Finlandią biało-czerwoni wrócą do rywalizacji w Lidze Narodów. 11 października zagrają z Włochami w Gdańsku, a 14 października z Bośnią i Hercegowiną we Wrocławiu. (PAP)

 

Kilku czołowych fińskich piłkarzy nie zagra z Polską

Bernie Ecclestone, twórca sukcesu Formuły 1, kończy 90 lat

W środę 90. urodziny obchodzi Brytyjczyk Bernie Ecclestone, który przez ok. 40 lat zarządzał Formułą 1. To właśnie jemu przypisuje się zasługi w rozwoju cyklu, który zaczął przynosić ogromne dochody i stał się najpopularniejszym sportem motorowym na świecie.

Ecclestone także próbował swoich sił w wyścigach i w 1949 roku zasiadł w kokpicie bolidu Formuły 3, ale w sportowej karierze sukcesów nie odnosił, dlatego szybko z niej zrezygnował.

W roli biznesmena zaczął sprawdzać się już po zakończeniu drugiej wojny światowej, kiedy zaczął handlować częściami do motocykli. W 1957 roku rozpoczął także karierę menedżera i miał pod opieką startującego w Formule 1 Brytyjczyka Stuarta Lewisa-Evansa, a później także reprezentanta Austrii Jochena Rindta. Ten drugi został mistrzem świata w 1970 roku - pośmiertnie, bo przed końcem sezonu zginął w wypadku na torze Monza. Także Lewis-Evans stracił życie podczas rywalizacji.

Na początku lat 70. Ecclestone był już właścicielem teamu Brabham i przewodził organizacji konstruktorów FOCA. Jego pozycja w środowisku F1 stawała się coraz mocniejsza. Doprowadził do profesjonalizacji cyklu, wynegocjował kontrakty z organizatorami poszczególnych wyścigów i stacjami telewizyjnymi - przekształcił hermetyczną Formułę 1 w światowej sławy markę.

Brytyjczyk niepodzielnie kierował tym cyklem od lat 80. XX wieku do 2016 roku, gdy sprzedał prawa do Formuły 1 za osiem miliardów dolarów amerykańskiej grupie Liberty Media.

W mediach zrobiło się o nim ostatnio głośno w lipcu bieżącego roku, kiedy urodziło mu się czwarte dziecko. Jego żona Fabiana Flosi jest od niego o 46 lat młodsza. Ecclestone ma także trzy córki (z dwiema poprzednimi partnerkami), pięcioro wnuków i prawnuka.(PAP)

 

foto : wikipedia

Brzęczek: to był dobry mecz

„To był dobry mecz w naszym wykonaniu. Nie uważam jednak, że najlepszy. Musimy pamiętać, że przeciwnik od 15 minuty miał jednego zawodnika mniej i to miało wpływ” – powiedział po wygranym 3:0 (2:0) meczu piłkarskiej Ligi Narodów z Bośnią i Hercegowiną selekcjoner reprezentacji Jerzy Brzeczek.

Polska wygrała pewnie 3:0 po dwóch golach Roberta Lewandowskiego i jednym Karola Linettego. Od 15. minuty biało-czerwoni grali w przewadze jednego zawodnika - Anel Ahmedhodzic został ukarany czerwoną kartką po faulu właśnie na kapitanie reprezentacji Polski.

„Do czerwonej kartki rywale potrafili wyjść spod naszego pressingu i grać prostopadłe piłki. Na pewno by to spotkanie inaczej wyglądało, gdyby oba zespoły grały w komplecie. Ale chwała mojemu zespołowi za kreowanie sytuacji i konsekwencję. Dzięki temu do przerwy prowadziliśmy 2:0” – powiedział Brzeczek.

Po tej wygranej i remisie Włoch z Holandią (1:1) Polska wyszła na pierwsze miejsce w grupie. Selekcjoner biało-czerwonych zwrócił uwagę, że walka jeszcze się nie skończyła.

„Mamy jeszcze dwa mecze przed nami. Zagramy z Włochami i Holandią, czyli bardzo trudnymi przeciwnikami. Teoretycznie chyba jeszcze możemy spaść z dywizji” – powiedział krótko.

Brzęczek podkreślił, że dla niego nie tylko mecze, ale całe zgrupowanie było bardzo ważne, bo zwiększyło konkurencję w zespole.

„W tworzeniu zespołu potrzebna jest cierpliwość. Droga jest długa, ale mamy konkurencję, która jest coraz większa a to musi prowadzić do wzrostu jakości. Ja zawsze staram się patrzeć pozytywnie, a nie odbijać od Ściany do ściany i nie ulegać presji. Tylko wtedy będę skuteczny w działaniu. Wbrew temu co się mówi, że nie mamy dobrego klimatu w zespole, to ja uważam, że mamy bardzo mocne fundamenty i żadne burze nie są w stanie nas przewrócić” – powiedział.

Jednym z wielkich nieobecnych zgrupowania był Piotr Zieliński, który musiał pozostać w domu ze względu na pozytywny wynik na obecność koronawirusa. Brzęczek bynajmniej nie zamierza rezygnować z zawodnika SSC Napoli.

„Piotrek jest genialnym piłkarzem i cieszę się, że będę się z nim mógł spotkać w listopadzie. Należy mu się szacunek. Gra w jednej z najlepszych lig na świecie i ma genialne umiejętności. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś mógł powiedzieć, że on ma nie grać w reprezentacji” – dopowiedział.

Brzeczek odniósł się także do dwóch goli Lewandowskiego i jego zejścia w boiska po 60 minutach gry.

„Robert potwierdził, że jest najlepszym zawodnikiem w Europie. Zdobył dwa gole, dołożył cudowną asystę. Ustaliliśmy już przed meczem, że zejdzie po 60 minutach. Cieszę się, że jego uraz nie był poważny i mógł dzisiaj zagrać” – dodał.

W reprezentacji na październikowe zgrupowanie nie było także Jakuba Błaszczykowskiego, który wcześniej, gdy był zdrowy, był mocnym punktem zespołu.

„Każdy zawodnik, który będzie zdrowy i będzie miał odpowiednie umiejętności, może liczyć na powołanie” – odpowiedział Brzęczek pytany, czy zdrowy Błaszczykowski może jeszcze liczyć na powołanie.(PAP)

 

Brzęczek: to był dobry mecz

Liga angielska - media: Cavani podpisze kontrakt z Manchesterem United

Urugwajski napastnik Edinson Cavani ma podpisać dwuletni kontrakt z Manchesterem United - poinformowała francuska gazeta "L'Equipe". 33-letni piłkarz jest obecnie bezrobotny. W czerwcu nie przedłużył kontraktu z Paris Saint Germain.

W Paryżu Cavani spędził siedem lat, wystąpił w ponad 300 meczach i strzelił w nich 200 goli.

W Manchesterze ma być wzmocnieniem linii ofensywnej i dać trenerowi Ole Gunnarowi Solskjaerowi większą swobodę w rotacji napastników.

Urugwajczyk występował także w Serie A, gdzie reprezentował Palermo i Napoli. To właśnie z Neapolu trafił do PSG.

W obecnym sezonie Premier League Manchester United rozegrał tylko dwa mecze. Ma na koncie jedno zwycięstwo i jedną porażkę. W tabeli zajmuje dopiero 13. miejsce. (PAP)

Liga angielska - media: Cavani podpisze kontrakt z Manchesterem United

Ranking WTA - Świątek nadal na 17. miejscu, w czołówce też bez zmian

Iga Świątek nadal zajmuje 17. miejsce w rankingu WTA. Zmiany nie zaszły też w najlepszej dziesiątce zestawienia. Liderką pozostaje australijska tenisistka Ashleigh Barty. Druga jest Rumunka Simona Halep, a trzecia Japonka Naomi Osaka.

W zakończonym w niedzielę turnieju w Ostrawie triumfowała Aryna Sabalenka. Białorusinka dzięki temu awansowała w rankingu z 12. na 11. miejsce.

W Czechach do rywalizacji przystąpiła Magda Linette, ale odpadła już w pierwszej rundzie. W rankingu nadal jest 40.

Katarzyna Kawa pozostała na 134. pozycji, a Magdalena Fręch awansowała ze 165. na 155.

 

Czołówka rankingu tenisistek WTA Tour - stan na 26 października:

 

  1. (1) Ashleigh Barty (Australia) 8717 pkt
  2. (2) Simona Halep (Rumunia) 7255
  3. (3) Naomi Osaka (Japonia) 5780
  4. (4) Sofia Kenin (USA) 5760
  5. (5) Jelina Switolina (Ukraina) 5260
  6. (6) Karolina Pliskova (Czechy) 5205
  7. (7) Bianca Andreescu (Kanada) 4555
  8. (8) Petra Kvitova (Czechy) 4516
  9. (9) Kiki Bertens (Holandia) 4505
  10. (10) Serena Williams (USA) 4080

...

 17.(17) Iga Świątek (Polska)           2960

 40.(40) Magda Linette (Polska)         1573

134.(134) Katarzyna Kawa (Polska)        557

155.(165) Magdalena Fręch (Polska)       462

(PAP)

 

foto : wikipedia

Bośnia i Hercegowina kolejnym rywalem biało-czerwonych

Reprezentacja Bośni i Hercegowiny będzie wieczorem we Wrocławiu kolejnym rywalem polskich piłkarzy w Lidze Narodów. Wygrana praktycznie zapewni biało-czerwonym pozostanie w najwyższej dywizji tych rozgrywek.

Zespół trenera Jerzego Brzęczka, który w meczu z ekipą z Bałkanów po raz 21. poprowadzi drużynę narodową, zdobył do tej pory cztery punkty i zajmuje trzecie miejsce w tabeli grupy 1. Trzy z nich wywalczył we wrześniu w Zenicy, pokonując Bośniaków 2:1 po trafieniach Kamila Glika i Kamila Grosickiego.

Czwarty Polacy dodali w niedzielę w Gdańsku remisując z Włochami 0:0. Bośnia i Hercegowina poza porażką z biało-czerwonymi dwukrotnie zremisowała - z Italią na wyjeździe i uzupełniającą skład grupy Holandią w niedzielę.

Zwycięzca grupy - Polaków w listopadzie czekać będą wyjazd do Włoch i pojedynek z "Pomarańczowymi" na Stadionie Śląskim w Chorzowie - jesienią 2021 zorganizuje turniej finałowy LN, a ostatnia z drużyn spadnie do dywizji B.

Dotychczas Polska i Bośnia zmierzyły się czterokrotnie. Bilans biało-czerwonych to trzy wygrane i remis, ale dopiero wrześniowa potyczka w Zenicy miała jakąś stawkę. Wcześniejsze trzy spotkania zostały miały nie dość że towarzyski charakter, to jeszcze odbyły się na neutralnym gruncie i poza oficjalnymi terminami FIFA czy UEFA, a składy drużyn daleko odbiegały od podstawowych.

Początek meczu we Wrocławiu o godz. 20.45.(PAP)

 

Bośnia i Hercegowina kolejnym rywalem biało-czerwonych

Piłkarska LN - zgrupowanie pod szczególnym nadzorem i z dużymi kłopotami

Piłkarze reprezentacji Polski rozpoczną w poniedziałek w Trójmieście zgrupowanie przed trzema październikowymi meczami, w tym dwoma w Lidze Narodów. Z powodu zakażenia koronawirusem w spotkaniu z Finlandią zabraknie trenera Jerzego Brzęczka, a w ogóle nie przyjedzie Piotr Zieliński.

Biało-czerwonych czeka najpierw towarzyski mecz z Finlandią (7 października, Gdańsk), a następnie dwa spotkania w Lidze Narodów - z Włochami (11 października, Gdańsk) oraz Bośnią i Hercegowiną (14 października, Wrocław). Wszystkie rozpoczną się o godz. 20.45.

Piłkarze od niedzieli będą zbierać się w hotelu w Sopocie, a następnego dnia oficjalnie rozpoczną zgrupowanie. Większość czasu spędzą w Trójmieście. Dopiero 13 października przed południem wylecą czarterem z Gdańska do Wrocławia na mecz z Bośniakami.

W piątek PZPN poinformował, że zgrupowanie rozpocznie się bez zakażonego koronawirusem selekcjonera. Z informacji PAP wynika, że Brzęczek wciąż ma pozytywny wynik testów i nie weźmie udziału w spotkaniu z Finlandią. Na razie nie wiadomo, co z jego udziałem w kolejnych meczach.

Pozostali członkowie sztabu są zdrowi, wyniki ich badań przeprowadzonych w ostatnich dniach były negatywne.

Pod nieobecność selekcjonera na czele sztabu szkoleniowego reprezentacji staną Tomasz Mazurkiewicz i Radosław Gilewicz.

W piątek o pozytywnym wyniku testu na koronawirusa poinformowano również w przypadku Piotr Zielińskiego z Napoli. W sobotę 26-letni piłkarz ma przejść kolejne badanie, ale wszystko wskazuje na to, że nie weźmie udziału w październikowym zgrupowaniu.

Już wcześniej było wiadomo, że do Polski nie przyleci piłkarz Chicago Fire Przemysław Frankowski, narzekający na uraz mięśnia przywodziciela.

Do kadry wraca natomiast kapitan Robert Lewandowski. Króla strzelców Bundesligi i Ligi Mistrzów, wybranego właśnie Piłkarzem Roku UEFA, zabrakło we wrześniowych spotkaniach wyjazdowych Ligi Narodów z Holandią (0:1) oraz Bośnią i Hercegowiną (2:1). Odpoczywał po długim sezonie.

Z uwagi na pandemię koronawirusa zgrupowanie reprezentacji, podobnie jak we wrześniu, będzie miało szczególny charakter. Zawodników i sztab kadry wciąż obowiązuje specjalny protokół medyczny UEFA.

Wszyscy będą trzykrotnie badani pod kątem koronawirusa.

"Testy zaplanowano na 5, 9 i 12 października. Chodzi o to, że badanie nie może nastąpić wcześniej niż 48 godzin przed każdym meczem" - powiedział PAP rzecznik prasowy PZPN i reprezentacji Jakub Kwiatkowski.

Dziennikarze nie będę mieć dostępu do piłkarzy, a konferencje prasowe - z wyjątkiem tej przedmeczowej i tuż po meczu - odbędą się w formie wideo.

"Dla piłkarzy obostrzenia są podobne jak we wrześniu. Sytuacje jest jednak o tyle trudniejsza, że Sopot znajduje się w tzw. czerwonej strefie. Wszędzie będą nas obowiązywać maseczki, nie tylko podczas przemieszczania się w hotelu. Jeżeli chodzi o posiłki, to będziemy jeść przy stołach cztero- i pięcioosobowych. Obsługa kelnerska będzie podawać posiłki w rękawiczkach. Na treningi planujemy jeździć dwoma autokarami, jednym piłkarze, a drugim sztab" - podkreślił Kwiatkowski.

Lepsze informacje są dla kibiców, którzy mogą wrócić na trybuny, choć w ograniczonej liczbie. Sprzedaż biletów rozpocznie się w poniedziałek.

UEFA zezwoliła na wypełnienie trybun w 30 procentach, jednak towarzyskie spotkanie z Finlandią - z racji żółtej strefy w Gdańsku - ma odbyć się przy jeszcze mniejszej frekwencji.

"Podczas meczu z Finlandią, na ten moment, publiczność może wypełnić stadion w 25 procentach" - zapowiedział rzecznik prasowy PZPN.

Gdyby jednak doszło do sytuacji, w której Gdańsk znalazłby się w strefie czerwonej, spotkanie zostanie rozegranie bez widzów.

W listopadzie kadrę narodową również czekają trzy mecze. Najpierw towarzyska konfrontacja z Ukrainą na Stadionie Śląskim, następnie wyjazdowy rewanż z Italią w Lidze Narodów, a na zakończenie zmagań w tych rozgrywkach potyczka, ponownie w Chorzowie, z Holandią.

Jak poinformowała w piątek włoska federacja na swojej stronie, mecz z Polską 15 listopada, który miał się odbyć na Stadionie Olimpijskim w Rzymie, zostanie rozegrany w Reggio Emilia. Dzięki temu, jak podano, reprezentacja Italii może ograniczyć nieco podróżowanie.

Biało-czerwoni w pierwszej edycji Ligi Narodów (2018/19) spadli z Dywizji A, jednak dzięki reformie rozgrywek i poszerzeniu najwyższej dywizji z 12 do 16 drużyn utrzymali się w niej, podobnie jak Niemcy, Chorwacja oraz Islandia.

Dywizje A, B i C składają się z czterech grup, a najniższa D - tylko z dwóch. Zwycięzcy grup najwyższej dywizji awansują do turnieju finałowego (Final Four). Polska stara się o rolę jego gospodarza. (PAP)

 

Piłkarska LN - zgrupowanie pod szczególnym nadzorem i z dużymi kłopotami

Hamilton samodzielnym rekordzistą

Brytyjczyk Lewis Hamilton jest już samodzielnym rekordzistą pod względem liczby zwycięstw w wyścigach o Grand Prix Formuły 1. W niedzielę wygrał rundę mistrzostw świata w Portugalii, odnosząc 92. taki sukces.

Od 11 października kierowca Mercedesa dzielił rekord z Niemcem Michaelem Schumacherem, który triumfował 91 razy w latach 1991-2012.

Na liście zwycięzców jest także Robert Kubica. Polak wygrał jeden wyścig - w 2008 roku w Kanadzie. W tym sezonie jest kierowcą testowym Alfa Romeo Racing Orlen.

Klasyfikacja zwycięzców wyścigów GP (* - zaznaczono nadal aktywnych zawodników):

 

  1. Lewis Hamilton (W. Brytania)* 92 (2007- )
  2. Michael Schumacher (Niemcy)    91 (1991-2012)
  3. Sebastian Vettel (Niemcy)* 53 (2007- )
  4. Alain Prost (Francja) 51 (1980-1993)
  5. Ayrton Senna (Brazylia) 41 (1984-1994)
  6. Fernando Alonso (Hiszpania) 32 (2001-2018)
  7. Nigel Mansell (W. Brytania) 31 (1980-1995)
  8. Jackie Stewart (Szkocja) 27 (1965-1973)
  9. Niki Lauda (Austria) 25 (1971-1985)

  . Jim Clark (W. Brytania)         25 (1960-1968)

...

    Robert Kubica (Polska)           1 (2006-2019)

(PAP)

 

twitter.com/LewisHamilton

Liga angielska - sceptycyzm wobec planów zmniejszenia liczby klubów

Brytyjski minister kultury, mediów i sportu Oliver Dowden sceptycznie wypowiedział się o planach reformy rozgrywek piłkarskich w Anglii, która obejmuje m.in. zmniejszenie liczby drużyn w Premier League. Jego zdaniem bogate kluby chcą sobie zapewnić większą władzę.

Za propozycjami mają stać dwie najbardziej utytułowane ekipy - Liverpool i Manchester United. Chcą one, aby od sezonu 2022/23 w Premier League występowało 18 zamiast 20 drużyn. Zlikwidowane miałyby zostać Puchar Ligi i mecz o Tarczę Wspólnoty.

Najlepsze kluby miałyby też znacznie więcej do powiedzenia. Obecnie do przeprowadzenia zmian potrzebne jest poparcie 14 z 20 drużyn. Według gazety "Telegraph", dziewięć najdłużej występujących w ekstraklasie ekip otrzymałoby specjalny status. Zgoda sześciu z nich wystarczałaby do dokonywania reform.

"Jestem sceptyczny. Obawiam się, że chodzi zawłaszczenie władzy. Jeśli próby dokonywania takich zakulisowych zmian będą się utrzymywały, to będziemy się musieli przyjrzeć zarządzaniu piłką nożną" - powiedział Dowden na antenie Sky News.

Wspomniane propozycje zbiegły się bowiem z przygotowaniem finansowego pakietu ratunkowego dla klubów z niższych lig, które wyjątkowo ucierpiały przez pandemię koronawirusa.

Drużyny zrzeszone w English Football League, czyli te od drugiego do czwartego poziomu, mają bowiem otrzymać od ekip z Premier League do podziału natychmiast 250 mln funtów oraz w przyszłości rocznie równowartość 25 proc. przychodów zespołów z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Nic dziwnego, że zmiany popiera EFL. Oprócz ministra, negatywnie jednak wypowiedziały się o nich organizacje kibicowskie oraz władze samej Premier League.

"Takie indywidualne proponowanie zmian może mieć negatywny wpływ na całe rozgrywki" - napisano w oświadczeniu.(PAP)

 

Liga angielska - sceptycyzm wobec planów zmniejszenia liczby klubów

IBB Polonii Londyn w Lidze Mistrzów: walka o marzenia, kluczowy zwycięski set i ogromne doświadczenie

W dniach 29.09-01.10 we włoskim Trydencie swoje mecze w ramach pierwszej rundy Ligi Mistrzów rozegrała grupa F, do której trafiła IBB Polonia Londyn wraz z Trentino Itas oraz OK Vojvodina Seme Novi Sad. Mistrzowie Anglii swój drugi udział w tych najwyższej klasy europejskich rozgrywkach mogą uznać za bardzo udany. Pomimo dwóch przegranych meczów klub z Londynu pokazał bardzo dobrą siatkówkę i zrobił wszystko, by z potężnymi rywalami walczyć jak równy z równym. Ostatecznie zwycięzcą grupy F został gospodarz turnieju – Trentino Itas. Dla Mistrza Anglii oraz Mistrza Serbii nie oznacza to końca walki na europejskich parkietach. Oba zespoły będą mogły zagrać w Pucharze CEV. Londyńczycy na pierwszy ogień spotkają się z czeskim Volejbal Brno.

W pierwszym meczu IBB Polonii Londyn z Trentino Itas, który odbył się we wtorek 29 września, to Włosi byli górą. Wszystkie trzy sety miały dość podobny schemat. Do dziesiątego punktu drużyny grały wyrównanie. Następnie kontrolę nad spotkaniem przejmowało Trentino, które odskakiwało kilka punktów i już do końca utrzymywało wypracowaną przewagę. Mecz ostatecznie zakończył się w trzech setach 0-3 (16:25; 17:25; 15:25).

Drugie spotkanie, rozegrane w środę 30 września, było walką pomiędzy Mistrzem Serbii a Mistrzem Anglii. W pierwszym secie wyrównane starcie toczyło się do drugiej przerwy technicznej, następnie Londyńczycy wypracowali przewagę punktową, którą utrzymali i zakończyli partię 21:25. W drugim secie od początku drużyna z Nowego Sadu wyszła na prowadzenie i pomimo dużych starań Londyńczycy nie byli w stanie odwrócić wyniku tej partii, która zakończyła się 25:21. W trzecim, podopieczni trenera Vangelisa Koutouleasa przejęli kontrolę i doprowadzili do wyniku 19-14. Następnie role się odwróciły i przewagi nie udało się utrzymać. Serbowie wygrali seta do 23. W czwartej odsłonie siatkarze Vojvodiny złapali rytm gry, którego nie była w stanie przełamać londyńska drużyna i set zakończył się wynikiem 25:18, a cały mecz 3-1 (21:25; 25:21; 25:23; 25:18).

Brak awansu do kolejnej rundy Ligi Mistrzów dla Londyńczyków nie jest jednoznaczny z brakiem sukcesu. Rozgrywki dały ekipie z Anglii wiele powodów do radości i dumy. Drużna z Londynu wygrała historycznego, pierwszego dla tamtejszej siatkówki, seta w tym prestiżowym turnieju, zdobyła cenne, międzynarodowe doświadczenie, z prawdziwymi gigantami pokazała solidną grę, a MVP spotkania z Serbską ekipą został atakujący IBB Polonii Londyn – Marcus Nilsson. Klubowa siatkówka za sprawą Mistrza Anglii ponownie, po wielu latach, zawitała na otwarty kanał brytyjskiej telewizji. To wydarzenie jest kolejnym kamieniem milowym stołecznego klubu, który konsekwentnie dąży do realizacji swoich celów. Jednym z nich jest pokazanie mieszkańcom Wielkiej Brytanii piękna tego sportu i jego popularyzacja na Wyspach.

Wszystko to powoduje, że druga przygoda z prestiżową Ligą Mistrzów kończy się dla nich z jeszcze większą motywacją i apetytem na kolejne edycje, a w raz z nimi wielkie sukcesy. Tymczasem po powrocie do Londynu klub skupi się na przygotowaniach do kolejnych wyzwań tego sezonu. Jeśli sytuacja w kraju pozwoli, rozpocznie treningi przed spotkaniem w ramach Pucharu CEV, które ma odbyć się w listopadzie. Szczegóły pojawią się na oficjalnej stronie klubu już wkrótce.

Z mojej perspektywy tegoroczny udział w Lidze Mistrzów to huśtawka emocjonalna. Przyjechaliśmy do siatkarskiej świątyni, by pokazać, że potrafimy grać w siatkówkę i to nam się na pewno udało. Zbudowaliśmy dobry skład, który fajnie zaprezentował się we Włoszech. W pierwszym meczu myślę, że zrobiliśmy to, co do nas należało - walczyliśmy. W drugim meczu już bardziej nastawialiśmy się na to żeby pokazać, że idziemy w dobrym kierunku. Cieszę się też, że w tych okolicznościach miał debiut naszej nowej koszulki. Jestem dumny z projektu. Kolejny raz mamy na naszych strojach emblemat polsko-brytyjski. Dzięki temu możemy tworzyć dialog pomiędzy narodami. – powiedział prezes IBB Polonii Londyn, Bartek Łuszcz.

Turniej możemy zaliczyć do udanych. Graliśmy przeciwko wielkim drużynom, które należą do światowego topu. Do tej pory nie mieliśmy takiej okazji. Udało nam się zdobyć historycznego seta, więc możemy mieć podniesione głowy i być dumni ze swojej postawy. Obu zawodnikom postawiliśmy dość wysoko poprzeczkę i nie mieli z nami łatwo. Walczyliśmy o każdą piłkę, nie przestraszyliśmy się takiego przeciwnika i daliśmy z siebie wszystko. Zagraliśmy dobre zawody. – powiedział Bartosz Kisielewicz, kapitan IBB Polonii Londyn.

Myślę, że to nie wynik jest elementem, na którym powinniśmy się dzisiaj skupić. Jestem bardzo zadowolony z tego jak się zaprezentowaliśmy na boisku i jak walczyliśmy. Treninto jest wielkim klubem, ale podziwiam ich za to, że nie zbagatelizowali nas, chcieli wygrać i zaczęli mecz podstawową szóstką. Zrobili co w ich mocy, ale tak samo postaraliśmy się i my. Myślę, że największą różnicę zrobiła zagrywka. Mimo to cieszę się, że podjęliśmy walkę. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, ale graliśmy bez presji. Chociaż nie byliśmy na tyle silni, aby pokonać jedną z najlepszych europejskich drużyn, zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze. – powiedział Marcus Nilsson, atakujący IBB Polonii Londyn.

Do Ligi Mistrzów podeszliśmy na dużej dozie koncentracji. Naszym celem było to, aby dobrze zaprezentować się sportowo i zrobiliśmy co w naszej mocy, aby tak było. W trakcie meczu z Trentino na pewno dobrze poradziliśmy sobie mentalnie. Nikt nie odpuszczał. Do połowy seta byliśmy równym przeciwnikiem dla drużyny z Włoch. Później miejscowi odjechali nam zagrywką i myślę, że ten element przede wszystkim przeważył o wyniku spotkania. – powiedział Dominik Żmuda, drugi asystent trenera IBB Polonii Londyn.

 

Rezultat grupy F :

IBB Polonia London – Trentino Itas 0-3 (16:25; 17:25; 15:25)

OK Vojvodina Seme Novi Sad - IBB Polonia London 3-1 (21:25; 25:21; 25:23; 25:18)

Trention Itas – OK Vojvodina Seme Novi Sad 3-0 (25:19; 25:20; 25:18)

 

 

 

Fot. Trentino Trentino Itas

 

IBB Polonii Londyn w Lidze Mistrzów: walka o marzenia, kluczowy zwycięski set i ogromne doświadczenie

Bokser Tyson Fury chce walczyć w grudniu w Londynie

Aktualny mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBC Tyson Fury zapowiedział, że chce 5 grudnia stoczyć walkę w Londynie. Na razie nie jest znany jego przeciwnik. "Ale poznacie go już niebawem" - powiedział brytyjski pięściarz.

"Chciałbym tylko ogłosić, że mój kolejny pojedynek jest zaplanowany na 5 grudnia w Londynie. W tej chwili jest kilku bokserów, którzy chcieliby ze mną stoczyć walkę, ale poinformuję was, jak już wszystko będzie pewne" - zapowiedział w mediach społecznościowych jeden z najlepszych obecnie pięściarzy.

W ostatnim czasie Fury, jak i jego promotor Frank Warren przyznali, że w 2020 roku raczej nie dojdzie do trzeciego starcia z Amerykaninem Deontayem Wilderem. W lutym Brytyjczyk odebrał mu pas, a w 2018 roku ich walka skończyła się remisem. (PAP)

foto : wikipedia

Piłkarska LN - bez goli w polskiej grupie i w meczu mistrzów

Polska zremisowała w Gdańsku z Włochami 0:0 w piłkarskiej Lidze Narodów. Goli nie było również w innym spotkaniu grupy 1 dywizji A - Bośni i Hercegowiny z Holandią. Bezbramkowym remisem zakończył się też mecz mistrza świata - Francji z mistrzem Europy - Portugalią.

"Na naszą postawę nieco wpłynął fakt, że boisko było w bardzo złym stanie. To nie jest wymówka, ale piłka odbijała się nieregularnie. Mój zespół zagrał dobrze, stworzyliśmy okazje, jednak nie strzeliliśmy gola. To się zdarza" - przyznał po remisie z Polską trener Italii Roberto Mancini.

Po trzech kolejkach grupy A1 prowadzą Włosi z dorobkiem pięciu punktów. Biało-czerwoni mają cztery, podobnie jak Holandia. Ostatnie miejsce zajmuje Bośnia i Hercegowina (2 pkt), która w środę zmierzy się z Polską we Wrocławiu.

Ewentualne zwycięstwo piłkarzy trenera Jerzego Brzęczka może im dać prowadzenie w tabeli, ale pod warunkiem remisu tego dnia Włochów z Holendrami.

W grupie A2 szlagierowo zapowiadał się mecz Anglii z Belgią, czyli rewanż za spotkanie o trzecie miejsce mundialu 2018 w Rosji. Wówczas górą byli Belgowie (2:0), ale w niedzielę lepsi okazali się Anglicy, zwyciężając na Wembley 2:1.

Gole dla gospodarzy strzelili Marcus Rashford z rzutu karnego oraz Mason Mount, natomiast dla gości, którzy prowadzili, Romelu Lukaku z "jedenastki".

Dzięki wygranej Anglicy awansowali na pierwszej miejsce (7 pkt), a na drugie spadli Belgowie (6). Trzecia Dania (4) wygrała na wyjeździe 3:0 z outsiderem w tej stawce, pozostającą bez żadnego punktu Islandią.

W St. Denis pod Paryżem, w szlagierze grupy A3, spotkały się aktualny mistrz świata z aktualnym mistrzem Europy i zwycięzcą pierwszej edycji LN, czyli Francja z Portugalią. Gole nie padły. Gościom nie pomógł nawet Cristiano Ronaldo, którego - jak podkreśliła agencja AFP - wyłączył z gry cichy bohater meczu Presnel Kimpembe.

Z powodu ograniczeń spowodowanych koronawirusem na 80-tysięczny Stade de France wpuszczono tylko tysiąc fanów.

Oba zespoły mają po siedem punktów. Pierwsze trzy zdobyła w niedzielę Chorwacja. Wicemistrzowie świata pokonali w Zagrzebiu pozostającą bez punktów Szwecję 2:1. Reprezentacja "Trzech Koron" to jeden z rywali Polaków w przyszłorocznych mistrzostwach Europy.

W niedzielę odbyło się też wiele meczów w niższych dywizjach. Na uwagę zwracają m.in. trzy gole napastnika Borussii Dortmund Erlinga Haalanda w wygranym 4:0 przez Norwegię spotkaniu grupy B1 z Rumunią.

W mecz grupy B4 Irlandia z powodu przypadków koronawirusa musiała radzić sobie bez siedmiu piłkarzy, ale zdołała zremisować 0:0 z liderem Walią.

W trzeciej dywizji, a w grupie C2 jedno ze spotkań odbyło się w... Polsce. Z powodów politycznych Armenia nie mogła podejmować u siebie Gruzji i spotkanie rozegrano w Tychach. Zakończyło się remisem 2:2, a jedną z bramek dla Gruzinów zdobył piłkarz Lecha Poznań Nika Kaczarawa.

Dywizje A, B i C składają się z czterech grup, a najniższa D - tylko z dwóch. Zwycięzcy grup najwyższej dywizji awansują do turnieju finałowego (Final Four). Polska stara się o rolę jego gospodarza i jeżeli wygra swoją grupę, otrzyma to prawo.(PAP)

 

Piłkarska LN - bez goli w polskiej grupie i w meczu mistrzów

Messi chce zakończyć spór z “Barcą”, wezwał do zjednoczenia

Słynny argentyński piłkarz Lionel Messi chce zakończyć spór z Barceloną i wezwał klub i jego kibiców do zjednoczenia. W długim wywiadzie dla hiszpańskiego „Sportu” powiedział, że „Duma Katalonii” będzie silniejsza, jeśli wszyscy będą współpracować.

„Po tylu nieporozumieniach chciałbym położyć temu kres. Musimy zjednoczyć się jako kibice Barcelony i wierzyć, że najlepsze dopiero nadejdzie” – stwierdził Messi.

Kilka tygodni temu Argentyńczyk zapowiadał chęć odejścia z "Barcy". Miało to miejsce po porażce z późniejszym triumfatorem Ligi Mistrzów Bayernem Monachium 2:8 w ćwierćfinale tych rozgrywek. Na początku września zmienił jednak zdanie, aby uniknąć sporu prawnego z „klubem swojego życia”.

FC Barcelona twierdziła, że Messi nie może odejść za darmo, a jedynie pod warunkiem zapłacenia za niego klauzuli zwolnienia w wysokości 700 milionów euro. Podobnego zdania była zarządzająca rozgrywkami w Hiszpanii La Liga.

Messi uważa, że jedynym sposobem, aby kataloński klub osiągnął swoje cele, jest utrzymanie „jedności i wiosłowanie w tym samym kierunku”.

„Biorę odpowiedzialność za swoje błędy. Zawsze wszystko robiłem z zamiarem uczynienia Barcelony lepszą i silniejszą” – stwierdził Messi, który chce zakończyć wszystkie nieporozumienia.

Jeden z najlepszych współczesnych piłkarzy przez pewien czas mocno krytykował przedstawicieli klubu.

W niedzielę Barcelona rozegrała pierwszy mecz w nowym sezonie ligi hiszpańskiej. Wygrała z Villarreal 4:0, a 33-letni Messi strzelił gola w 35. minucie z rzutu karnego. W czwartek rywalem będzie Celta Vigo na wyjeździe.

Od niedawna trenerem Barcelony jest Ronald Koeman; pracę stracił trener Quique Setien.(PAP)

 

Messi chce zakończyć spór z “Barcą”, wezwał do zjednoczenia
 
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.