Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show
Tue, Dec 7, 2021

Sport

Sport

All Stories

El. MŚ 2022 - reprezentacja Polski pozna w poniedziałek rywali w grupie

Znajdująca się w drugim koszyku reprezentacja Polski pozna w poniedziałek rywali w eliminacjach piłkarskich mistrzostw świata 2022. Ceremonia w Zurychu, która rozpocznie się o godz. 18, będzie zdalna, a kwalifikacje potrwają tylko dziewięć miesięcy - od marca do listopada.

Drużyny narodowe 55 krajów wchodzących w skład Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) zostaną podzielone na 10 grup. W pięciu z nich (od A do E) zagra po pięć zespołów, w pozostałych (od F do J) - po sześć. Przepustkę na mundial do Kataru wywalczy 13 z nich.

Polska trafiła do koszyka drugiego. Z pierwszego jej rywalem będzie jedna z silnych europejskich reprezentacji - Belgia, Francja, Anglia, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Chorwacja, Dania, Niemcy lub Holandia.

Biało-czerwoni na pewno nie trafią na zespół ze swojego koszyka, czyli Szwajcarię, Walię, Szwecję, Austrię, Ukrainę, Serbię, Turcję, Słowację i Rumunię.

W trzecim koszyku znalazły się Rosja, Węgry, Irlandia, Czechy, Norwegia, Irlandia Północna, Islandia, Szkocja, Grecja i Finlandia. W czwartym są Bośnia i Hercegowina, Słowenia, Czarnogóra, Macedonia Północna, Albania, Bułgaria, Izrael, Białoruś, Gruzja, Luksemburg.

Piąty koszyk tworzą Armenia, Cypr, Wyspy Owcze, Azerbejdżan, Estonia, Kosowo, Kazachstan, Litwa, Łotwa i Andora, a najmniejszy, szósty - Malta, Mołdawia, Liechtenstein, Gibraltar oraz San Marino.

W ceremonii, którą poprowadzi przedstawiciel FIFA Jaime Yarza, wezmą udział mistrz świata z 2006 roku Włoch Daniele De Rossi oraz wicemistrz świata z 2010 Holender Rafael van der Vaart.

Rywalizacja w fazie grupowej w strefie europejskiej potrwa od marca do listopada 2021 roku.

Na mistrzostwa świata zakwalifikują się bezpośrednio zwycięzcy grup, zaś reprezentacje z drugich miejsc trafią do baraży. Zagrają w nich także najwyżej sklasyfikowane drużyny w Lidze Narodów w sezonie 2020/21 spośród tych, które nie zajmą pierwszej lub drugiej lokaty w grupie eliminacji.

Łącznie 12 reprezentacji zostanie podzielonych na trzy ścieżki barażowe, w których rozegrają półfinały i finały. W ten sposób zostanie wyłonionych pozostałych trzech uczestników MŚ 2022 ze strefy europejskiej.

Wyniki losowania będą znane w poniedziałek, ale już znanych jest kilka szczegółów.

Przede wszystkim zwycięzcy grup najwyższej dywizji Ligi Narodów, czyli Włochy, Belgia, Francja i Hiszpania trafią do grup pięciozespołowych (A-E). Chodzi głównie o to, aby miały wolne terminy na październikowy turniej finałowy LN.

Jedno z zastrzeżeń wynika z powodów politycznych. W losowaniu nie mogą na siebie trafić Armenia z Azerbejdżanem, Gibraltar z Hiszpanią, Kosowo z Bośnią i Hercegowiną, Kosowo z Serbią, Kosowo z Rosją oraz Ukraina z Rosją.

Jest także zasada dotycząca krajów, w których występuje największe ryzyko "trudnych warunków zimowych". Dlatego w jednej grupie mogą być maksymalnie dwa następujące kraje: Białoruś, Estonia, Wyspy Owcze, Finlandia, Islandia, Litwa, Łotwa, Norwegia, Rosja i Ukraina.

Dodatkowo Islandia i Wyspy Owcze nie mogą trafić na siebie, ponieważ w tych dwóch krajach ryzyko niekorzystnej (zimowej) aury jest największe.

Jest także zastrzeżenia dotyczące dużej odległości między krajami, co dodatkowo wyklucza niektóre pary.

Poniedziałkowa ceremonia będzie w całości zdalna. Brak przedstawicieli poszczególnych federacji na sali wynika oczywiście z obostrzeń spowodowanych pandemią koronawirusa na świecie.

"FIFA przyjęła takie założenie, że losowanie ma być w pełni zdalne, bez żadnych reprezentantów krajowych związków na sali. Zostajemy więc na miejscu, będziemy korzystać z internetu i przekazów telewizyjnych. Jako PZPN nie organizujemy nic specjalnego, będziemy śledzić ceremonię zapewne w bardzo kameralnym gronie i dzielić się pierwszymi komentarzami" - powiedział PAP sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki.

Najbliższe eliminacje będą się różnić od poprzednich, z uwagi na dużą kumulację meczów.

W dwóch terminach - marcowym i wrześniowym - drużyny rozegrają po trzy spotkania w ciągu dziesięciu dni.

"Niezwykle ważna może okazać się więc szeroka kadra zespołów narodowych. Na pewno korzystne byłoby również wylosowanie takich rywali, aby uniknąć - szczególnie w marcu i wrześniu - długich podróży" - przyznał Sawicki.

Reprezentacja Polski wystąpiła w mistrzostwach świata w 1938, 1974, 1978, 1982, 1986, 2002, 2006 i 2018 roku. Dwukrotnie zajęła trzecie miejsce - w 1974 i 1982 roku. Natomiast w XXI wieku polscy piłkarze w trzech turniejach z ich udziałem ani razu nie wyszli z grupy.

Mundial w Katarze odbędzie się od 21 listopada do 18 grudnia 2022 roku.

Podział na koszyki:

Koszyk 1: Belgia, Francja, Anglia, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Chorwacja, Dania, Niemcy, Holandia.

Koszyk 2: Szwajcaria, Walia, Polska, Szwecja, Austria, Ukraina, Serbia, Turcja, Słowacja, Rumunia.

Koszyk 3: Rosja, Węgry, Irlandia, Czechy, Norwegia, Irlandia Północna, Islandia, Szkocja, Grecja, Finlandia.

Koszyk 4: Bośnia i Hercegowina, Słowenia, Czarnogóra, Macedonia Północna, Albania, Bułgaria, Izrael, Białoruś, Gruzja, Luksemburg.

Koszyk 5: Armenia, Cypr, Wyspy Owcze, Azerbejdżan, Estonia, Kosowo, Kazachstan, Litwa, Łotwa, Andora.

Koszyk 6: Malta, Mołdawia, Liechtenstein, Gibraltar, San Marino.

twitter.com/roadto2022news

W niedzielę najważniejsze derby Londynu

W Premier League występuje obecnie sześć londyńskich klubów, więc derby tego miasta zdarzają się bardzo często. W niedzielę rozegrane jednak zostaną te uchodzące za najbardziej zażarte. W 11. kolejce piłkarze prowadzącego w tabeli Tottenhamu Hotspur podejmą Arsenal.

Choć pierwsze mecze ze sobą drużyny te rozegrały jeszcze w dziewiętnastym wieku, to o rywalizacji zaczęło się mówić od 1913 roku, kiedy Arsenal zmienił siedzibę i przeniósł się do północnej części miasta. Ich stadiony dzieli nieco ponad sześć kilometrów.

Od 1950 roku tylko w jednym sezonie drużyny te nie występowały razem w najwyższej klasie rozgrywkowej. Cykl 1977/78 na zapleczu spędził Tottenham. W lidze i pucharach łącznie mierzyły się 187 razy. Arsenal ma na koncie 77 zwycięstw, "Koguty" 59, a remisów zanotowano 51.

Choć znacznie bardziej utytułowani są "Kanonierzy", którzy mistrzostwo zdobyli 13-krotnie, wobec zaledwie dwóch Tottenhamu, to tym razem faworytem nie będą.

Arsenal na podium sezon zakończył po raz ostatni w 2016 roku. Zmiany szkoleniowców na razie efektu nie przynoszą. W obecnym, pod wodzą byłego piłkarza tego klubu Mikela Artety, spisuje się słabo. Z 10 meczów wygrał zaledwie cztery i w tabeli jest dopiero 14. Tak źle sezonu nie zaczął od 1981 roku.

Tottenham w ostatnich latach spisywał się lepiej od lokalnego rywala, a teraz mają w klubie nadzieję na kolejny krok - pierwsze od 1961 roku mistrzostwo.

Podopieczni trenera Jose Mourinho sezon zaczęli od porażki z Evertonem 0:1, ale do tamtej pory są niepokonani. Z dziewięciu kolejnych meczów wygrali sześć, a imponujące było zwycięstwo na Old Trafford, gdzie pokonali Manchester United 6:1. Zdołali także wygrać z Manchesterem City (2:0), a z Chelsea Londyn bezbramkowo zremisowali.

Siłę napędową Tottenhamu stanowią Son Heung-min i Harry Kane. Koreańczyk zdobył już dziewięć goli, a Anglik o dwa mniej. W niedzielę będą mogli liczyć na pierwsze od wybuchu pandemii wsparcie kibiców, choć na razie skromne. W związku ze złagodzeniem restrykcji na obiekt zostanie wpuszczonych dwa tysiące fanów.

W tabeli "Koguty" mają tyle samo punktów co broniący tytułu Liverpool, ale lepszy bilans bramek. Dwa punkty mniej od czołowej dwójki zgromadziła Chelsea.

Także w niedzielę Liverpool czeka mecz na własnym stadionie z Wolverhampton Wanderers.

Ciekawie zapowiadają się dwa sobotnie spotkania z udziałem polskich piłkarzy. West Ham United z bramkarzem Łukaszem Fabiańskim podejmie Manchester United, a Leeds United Mateusza Klicha zagra w Londynie z Chelsea.

"Młoty" po trzech zwycięstwach z rzędu awansowały na piąte miejsce w tabeli. Do lidera tracą cztery punkty.

"To wciąż dopiero początkowa część sezonu. Oczywiście dobrze jest być wysoko w tabeli, ale do końca jeszcze daleka droga" - powiedział Fabiański po ostatniej wygranej z Aston Villą 2:1.

W poniedziałek na zakończenie Southampton Jana Bednarka na wyjeździe zmierzy się z Brighton and Hove Albion.

11. kolejka miała rozpocząć się już w piątek. Spotkanie Aston Villa - Newcastle United zostało jednak przełożone z powodu przypadków zakażenia koronawirusem wśród piłkarzy i sztabu szkoleniowego drużyny gości.(PAP)

 twitter.com/SpursOfficial

Kubacki, Murańka, Stoch, Żyła w konkursie drużynowym

Dawid Kubacki, Klemens Murańka, Kamil Stoch i Piotr Żyła będą reprezentować Polskę w inaugurującym sezon 2020/2021 drużynowym konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich, który odbędzie się w sobotę w Wiśle-Malince.

Skład biało-czerwonych ogłosił w piątek wieczorem trener polskich skoczków Michal Dolezal. Wcześniej było jasne, że w tym gronie znajdą się Kubacki, Stoch, Żyła. Niewiadomą było tylko czwarte nazwisko.

Szkoleniowiec powiedział dziennikarzom, że jego podopieczni będą skakać w kolejności: Żyła, Murańka, Kubacki i Stoch.

Pierwsza seria sobotniego konkursu ma się rozpocząć o godz. 16.00. (PAP)

autor: Rafał Czerkawski

 twitter.com/pzn_pl   Trener Michał Doležal

Southampton Bednarka liderem po raz pierwszy od 32 lat

Piłkarze Southampton FC pokonali u siebie Newcastle United 2:0 w ósmej kolejce i po raz pierwszy od 1988 roku awansowali na pozycję lidera angielskiej ekstraklasy. Całe spotkanie w ekipie gospodarzy rozegrał obrońca reprezentacji Polski Jan Bednarek.

Występ Bednarka, powołanego na trzy listopadowe mecze kadry narodowej, jest dobrą informacją dla selekcjonera Jerzego Brzęczka. 24-letni obrońca w poprzedniej kolejce doznał bowiem kontuzji w meczu z Aston Villą (4:3) i został zmieniony wówczas w przerwie.

W piątkowy wieczór Polak wystąpił jednak od pierwszej minuty i grał pewnie. Nie tylko w defensywie, pokazywał się również pod bramką rywali.

Najpierw gola dla "Świętych" strzelił Che Adams, który już w siódmej minucie popisał się efektownym strzałem z woleja z ok. 11 metrów. Wynik ustalił w 82. minucie Stuart Armstrong. Obie bramki padły po stratach piłki przez graczy gości.

Dzięki zwycięstwu Southampton FC awansował - przynajmniej do soboty - na pierwsze miejsce w tabeli, co po raz ostatni zdarzyło się w najwyższej klasie w Anglii 32 lata temu. Wówczas wygrał trzy pierwsze mecze sezonu 1988/89.

Niespodziewany lider zgromadził 16 punktów, tyle samo co drugi obecnie mistrz Liverpool ("The Reds" mają gorszy bilans bramek) i jeden więcej niż Leicester City.

Szlagier nie tylko tej kolejki, ale całej jesiennej części sezonu, odbędzie się w niedzielę, gdy wicemistrz Manchester City podejmie właśnie Liverpool.

Obie drużyny przystąpią do meczu po dobrych występach w Lidze Mistrzów. Liverpool rozbił na wyjeździe Atalantę Bergamo 5:0, a hat-trickiem popisał się sprowadzony we wrześniu Portugalczyk Diogo Jota. Manchester City natomiast wygrał u siebie z Olympiakosem Pireus 3:0.

 

twitter.com/SouthamptonFC

Guardiola przedłużył kontrakt z Manchesterem City do 2023 roku

Trener Manchesteru City Josep Guardiola przedłużył kontrakt o kolejne dwa lata. Nowa umowa z "The Citizens" ma obowiązywać do 2023 roku. Hiszpański szkoleniowiec pracuje w tym klubie, aktualnym wicemistrzu Anglii, od 2016 roku.

Dotychczasowy kontrakt Guardioli wygasał w 2021 roku.

"Przedłużenie kontraktu Pepa jest naturalnym, kolejnym krokiem w podróży, która ewoluowała przez wiele lat. To efekt wzajemnego zaufania oraz szacunku, istniejącego między nim i całym klubem" - oświadczył prezes Manchesteru City Khaldoon Mubarak.

49-letni Guardiola pracuje na Etihad Stadium od 2016 roku. Z ekipą City jest związany najdłużej w swojej trenerskiej karierze. Wcześniej pracował cztery sezony w Barcelonie i trzy w Bayernie Monachium.

"Odkąd przybyłem do Manchesteru City, czuję się mile widziany w klubie, jak również w samym mieście. Od tego czasu wiele razem osiągnęliśmy, wygraliśmy mecze i zdobywaliśmy trofea. Wszyscy jesteśmy bardzo dumni z tego sukcesu" - podkreślił Guardiola.

Z zespołem City wywalczył m.in. dwukrotnie mistrzostwo Anglii - w 2018 i 2019 roku, a raz Puchar Anglii - 2019.

Po ośmiu kolejkach obecnego sezonu jego drużyna zajmuje dopiero 10. miejsce z dorobkiem 12 punktów, ale ma jeden mecz zaległy. (PAP)

Photo 75844010 © Stef22 | Dreamstime.com

Formuła 1 - oba wyścigu w Bahrajnie przy pustych trybunach

Oba wyścigi Grand Prix Formuły 1 w Bahrajnie zaplanowane 29 listopada i 6 grudnia zostaną rozegrane przy pustych trybunach - potwierdzili ostatecznie organizatorzy.

Jeszcze kilka tygodni temu była nadzieja, że być może na Bahrain International Circuit, zbudowanym na pustyni Sakhir, będzie można zaprosić na trybuny fanów. Organizatorzy liczyli na to, że pozwolą na to, w ograniczonym zakresie, warunki atmosferyczne.

Jednak pandemia koronawirusa sprawiła, że nie będzie to możliwe.

Prawo wejścia na trybuny w Baharajnie otrzymają tylko nieliczni członkowie rodzin, służby medyczne i techniczne.

Do zakończenia sezonu F1 pozostały jeszcze cztery wyścigi. To 15 listopada Grand Prix Turcji, 29 listopada i 6 grudnia dwa w Bahrajnie i na zakończenie 13 grudnia Grand Prix Abu Zabi.

Liderem mistrzostw świata F1 na cztery rundy przed końcem jest Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa - 282 pkt. Drugi jest Fin Valtteri Bottas (Mercedes) - 197, a trzeci Holender Max Verstappen (Red Bull) - 162.

W klasyfikacji konstruktorów już po raz siódmy z rzędu tytuł zapewnił sobie Mercedes. (PAP)

 

twitter.com/BAH_Int_Circuit

Piłkarska LM - awans Liverpoolu i FC Porto, Real na krawędzi

Piłkarze Liverpoolu i FC Porto zapewnili sobie we wtorek udział w 1/8 finału Ligi Mistrzów. W grupie B, w której Real Madryt po raz drugi uległ Szachtarowi Donieck (0:2), przed ostatnią kolejką wszystkie cztery drużyny mają szansę awansu.

Przed tygodniem z grup A-D awans do fazy pucharowej wywalczyły broniący trofeum Bayern Monachium i Manchester City.

W 5. kolejce Bayern stracił pierwsze punkty i przerwana została jego seria 15 zwycięstw w LM. Bez kilku podstawowych zawodników, w tym Roberta Lewandowskiego, któremu trener Hansi Flick pozwolił odpocząć, a m.in. z dwoma 17-latkami na boisku, zremisował w Madrycie z Atletico 1:1. Gospodarze prowadzili od 26. minuty i gola Portugalczyka Joao Felixa. Gdyby wygrali, byliby pewnie awansu, ale w 86. minucie rzut karny dla gości wykorzystał wprowadzony do gry w drugiej połowie Thomas Mueller.

To trzeci remis hiszpańskiego zespołu, który z sześcioma punktami jest drugi, za Bayernem (13). O dwa wyprzedza FC Salzburg, który wygrał w Moskwie z Lokomotiwem 3:1. Bezpośredni pojedynek mistrza Austrii z Atletico w ostatniej kolejce zdecyduje, która z drużyn zagra w lutym w fazie pucharowej. Ekipie z Madrytu wystarczy remis.

Lokomotiw z trzema punktami, ale bez zwycięstwa, zamyka tabelę i tylko wygrana w Monachium, przy równoczesnym braku zwycięstwa Salzburga, premiować będzie rosyjski klub grą w Lidze Europy.

We wtorek pełne 90 minut w jego barwach rozegrał Maciej Rybus, a Grzegorz Krychowiak pozostaje w izolacji po pozytywnym wyniku testu na koronawirusa.

Pierwsze punkty w rozgrywkach stracił też Manchester City, remisując w Porto 0:0. Taki rezultat oznacza awans gospodarzy do 1/8 finału.

W drugim spotkaniu grupy C Olympique Marsylia pokonał Olympiakos Pireus 2:1. To pierwsze zwycięstwo i punkty francuskiej ekipy. Mistrz Grecji także ma trzy punkty, więc losy trzeciej lokaty - premiowanej grą w LE - rozstrzygną się w ostatniej serii.

Kropkę nad i postawił Liverpool. Triumfator Champions League z 2019 roku wygrał z Ajaksem Amsterdam 1:0 po trafieniu 19-letniego Curtisa Jonesa, któremu asystował jego rówieśnik Neco Williams, i także może być pewny kontynuowania przygody z LM.

"The Reds" mają 12 punktów i o cztery wyprzedzają w grupie D Atalantę Bergamo, która zremisowała z duńskim FC Midtjylland 1:1. Punkt gospodarzom uratował w końcówce argentyński obrońca Cristian Gabriel Romero.

Włoski zespół o punkt wyprzedza Ajax i mecz tych drużyn w ostatniej kolejce przesądzi, która z nich powalczy dalej w LM, a która trafi do LE.

Najciekawsza i najbardziej zagmatwana jednocześnie jest sytuacja w grupie B. Wszystko za sprawą wtorkowych porażek ekip zajmujących dotychczas dwa czołowe miejsca - prowadząca w tabeli Borussia Moenchengladbach uległa ostatniemu Interowi Mediolan 2:3 (po dwa gole Alassane Plea i Romelu Lukaku), a drugi Real Madryt w Kijowie przegrał z Szachtarem Donieck 0:2.

Takie wyniki sprawiły, że tabela się spłaszczyła i ostatni wciąż Inter - pięć punktów - od lidera z Moenchengladbach dzielą tylko trzy. Układ meczów ostatniej kolejki jest taki (Real - Borussia i Inter - Szachtar), że na awans liczyć mogą nadal piłkarze i kibice każdego z zespołów.

Porażka - trzecia w pięciu ostatnich występach i druga z Szachtarem w tej edycji LM - sprawiła, że odżyły spekulacje o przyszłości Zinedine'a Zidane'a w roli szkoleniowca "Królewskich". Francuz, który poprowadził ich do trzech z rzędu triumfów w LM w latach 2016-18, zadeklarował, że nie zamierza rezygnować, a mimo słabszej passy jego zespół stać na awans do 1/8 finału.

"Do przerwy graliśmy bardzo dobrze. Zasłużyliśmy na gola i gdyby padł, to sądzę, że spotkanie potoczyłoby się inaczej. Stracona bramka w 57. minucie wszystko zmieniła, wybiła nas z całkowicie z konceptu. Mieliśmy jednak dwie, trzy okazje to zmiany wyniku, ale piłka nie chciała wpaść do siatki" - tłumaczył trener mistrza Hiszpanii.

W środę na boisko wyjdą zespoły z grup E-H. Przed tygodniem awans zapewniły sobie Juventus Turyn, którego bramkarzem jest Wojciech Szczęsny, Barcelona, Sevilla i Chelsea Londyn. "Juve" podejmie Dynamo Kijów Tomasza Kędziory, a wydarzeniem meczu osoba sędzi Stephanie Frappart. Francuzka zostanie pierwszą kobietą, która poprowadzi spotkanie męskiej LM, choć była już arbitrem m.in. pojedynku o Superpuchar Europy.(PAP)

twitter.com/ChampionsLeague

Walka Wacha z Furym oficjalnie 12 grudnia w Londynie

Grupa Matchroom Boxing oficjalnie potwierdziła, że 12 grudnia w Londynie dojdzie do walki w wadze ciężkiej: Mariusz Wach (36-6, 19 KO) - Hughie Fury (24-3, 14 KO). Wcześniej o możliwym tym pojedynku informowały brytyjskie media.

26-letni Hughie Fury jest kuzynem słynnego Tysona Fury’ego, mistrza świata WBC kat. ciężkiej.

W 2017 roku Hughie Fury przegrał w Manchesterze na punkty z Nowozelandczykiem Josephem Parkerem potyczkę o pas czempiona federacji WBO.

Ostatnią walkę 40-letni Wach stoczył w czerwcu, pokonując w Pałacu w Konarach doświadczonego Amerykanina Kevina Johnsona. Z kolei w marcu Hughie Fury wygrał z Czechem Pavlem Sourem.

Na tej samej gali 12 grudnia Krzysztof Głowacki (31-2, 19 KO) i inny angielski pięściarz Lawrence Okolie (14-0, 11 KO) zmierzą się o wakujący tytuł mistrza świata WBO w junior ciężkiej.

Polski zawodnik był już dwukrotnie mistrzem globu tej federacji, w latach 2015-2016 i 2018-2019.

Głównym wydarzeniem eventu, organizowanego przez Eddiego Hearna (Matchroom Boxing), będzie starcie o trzy pasy kategorii ciężkiej (WBA, WBO i IBF) pomiędzy Brytyjczykiem Anthonym Joshuą (23-1, 21 KO) i Bułgarem Kubratem Pulewem (28-1, 14 KO).

W królewskiej wadze odbędzie się także walka Martina Bakole (15-1, 12 KO) z Siergiejem Kuzminem (15-1, 11 KO).(PAP)

twitter.com/MichalOlzynski

Sezon sportów zimowych coraz bliżej - pandemia utrudnia przygotowania

Pandemia wybuchła, gdy sezon 2019/20 w sportach zimowych zmierzał ku końcowi. Koronawirus jednak nie odpuszcza i edycje Pucharów Świata 2020/21 stały się wyzwaniem. Pojawienie się kibiców na trybunach jest mało prawdopodobne. Dodatkowo organizatorzy ograniczają podróże zawodników.

Paraliż końcówki poprzedniego sezonu nie przeszkodził wyłonić zdobywców Kryształowych Kul. Potem przez ponad pół roku międzynarodowe federacje bacznie obserwowały sytuację i przygotowywały różne scenariusze. Druga fala pandemii uderzy w dyscypliny zimowe z całą siłą, ale i tak klimat jest znacznie bardziej sprzyjający niż na jej początku.

Przede wszystkim restrykcje w podróżowaniu są znacznie mniejsze niż na początku walki z koronawirusem. Wówczas kraje zamykały granice, a teraz wewnątrz Unii Europejskiej przemieszczanie się wciąż jest możliwe. W niektórych przypadkach wymagany jest jednak negatywny wynik badania na COVID-19.

Dzięki temu wszyscy, którzy potrzebowali treningów na śniegu, mogli je przeprowadzić w Austrii, Włoszech czy Szwajcarii. Sytuacja nie była idealna, ale i tak znacznie lepsza niż wiosną.

Inaugurację PŚ mają już za sobą alpejczycy. Zgodnie z planem 17-18 października odbyły się zawody w austriackim Soelden. Z powodu braku kibiców nie przypominały co prawda narciarskiego święta z ubiegłych lat, ale zawodnicy byli niezwykle szczęśliwi, że mogli przystąpić do rywalizacji.

"Start sezonu to fantastyczna wiadomość dla całego naszego środowiska" - przyznała zwyciężczyni slalomu giganta Włoszka Marta Bassino.

Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) dokonała w alpejskim kalendarzu wielu zmian. Mężczyźni nawet raz nie opuszczą Europy, a kobiety poza Starym Kontynentem mają w planach jedynie dwa lutowe starty w chińskim Yanqing, które będą jednocześnie próbą przedolimpijską. Na kontynencie amerykańskim pucharowych zawodów zabraknie po raz pierwszy od 47 lat.

Następni w kolejności są skoczkowie narciarscy. Ich cykl rozpocznie się 20 listopada w Wiśle. We wtorek poinformowano, że na obiekcie im. Adama Małysza nie pojawią się kibice. Wisła jest piątym spośród 20 gospodarzy pucharowych zawodów w sezonie 2020/21, który ogłosił już, że rywalizacja odbędzie się przy pustych trybunach. Wcześniej na ten krok zdecydowano się w: Ruce/Kuusamo, Engelbergu, Garmisch-Partenkirchen i Titisee-Neustadt.

FIS znalazł sposób, aby ułatwić reprezentacjom bezpieczne przemieszczanie się w dobie pandemii. Do końca roku zaplanowano trzy loty czarterowe. Po zawodach w Wiśle ekipy wylecą z Monachium do Ruki, potem z Finlandii do Rosji, gdzie konkursy odbędą się w Niżnym Tagile, a następnie do Słowenii na mistrzostwa świata w lotach w Planicy.

"Takie rozwiązanie daje nam większe bezpieczeństwo. Dzięki temu grupa pozostanie razem i będzie miała mniej kontaktu z innymi ludźmi. Każdy pasażer wcześniej będzie musiał przejść test na COVID-19" - podkreślił dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile.

Na razie nie wiadomo, czy skorzystają z niego Polacy przyzwyczajeni do podróżowania samochodami i spędzania czasu między konkursami w swoich domach.

"Na tę chwilę nie zapadły żadne ostateczne decyzje. Być może z czarterów skorzystamy, ale nie ze wszystkich. W tym momencie wszystkie opcje są na stole" - przyznał sekretarz generalny PZN Jan Winkiel.

Czartery będą także umożliwiały przemieszczanie się alpejczykom i uczestnikom rywalizacji w kombinacji norweskiej.

Aby zwiększyć szansę przeprowadzania konkursów w skokach dokonano też zmian regulaminowych. Teraz zawody drużynowe będą mogły się odbyć, jeśli przystąpi do niego tylko sześć ekip. Wcześniej wymagane było co najmniej osiem.

Wyzwaniem będzie przeprowadzenie rywalizacji w Ruce (27-29 listopada), bo oprócz skoczków pojawią się tam również przedstawiciele biegów narciarskich i dwuboiści, którzy rozpoczną sezon. Protokół medyczny przygotowany przez Finów jest bardzo rygorystyczny.

Każdy przybywający do Finlandii musi mieć negatywny wynik testu na koronawirusa, który jest nie starszy niż sprzed 72 godzin. Mimo to na miejscu musi się poddać 10-dniowej kwarantannie. Może ona zostać skrócona, jeśli po co najmniej 72 godzinach od przybycia kolejny test da wynik negatywny. W trakcie kwarantanny możliwe będzie jednak trenowanie na zewnątrz.

Testom na Covid-19 poddawane będą nawet te osoby, które do Kuusamo przyjeżdżają prosto z obozów przygotowawczych w innych miejscach w Finlandii.

Komitet organizacyjny poinformował, że koszt testu antygenowego to 114 euro. Wynik znany będzie po sześciu godzinach, a w przypadku wykrycia zakażenia wykonywany jest jeszcze test PCR, za który trzeba będzie zapłacić 210 euro.

Po odwołaniu inauguracji PŚ w Pekinie snowboardziści muszą na pierwszy start zaczekać do 5 grudnia. Wówczas do rywalizacji przystąpią w rosyjskim Bannoje.

Na początku pandemii najdłużej opierał się biathlon. Przy pustych trybunach ścigano się już pod koniec poprzedniej zimy w Novym Mescie w Czechach oraz w fińskim Kontiolahti, gdzie 28 listopada ruszy też kolejny sezon.

W przypadku tej dyscypliny podróże ograniczono organizując po dwie rundy w tych samych miejscach. W Kontiolahti rywalizacja potrwa łącznie do 6 grudnia, a w Hochfilzen starty zaplanowano na 11-13 i 17-20 grudnia.

"Ja raczej lubię wrócić do domu na kilka dni po każdym zgrupowaniu, ale w obecnej sytuacji postanowiliśmy pojechać do Finlandii i tam zostać. Gdyby komuś było naprawdę ciężko, to możemy wziąć pod uwagę możliwość zmiany składu, ale rozmawiałem z dziewczynami, podchodzą do tego bardzo profesjonalnie" - powiedział PAP trener polskich biathlonistek Michael Greis.

W walce z pandemią praktycznie skapitulowała Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU), która już wcześniej odwołała do końca roku wszystkie najważniejsze zawody.

"To błędna decyzja, która stawia łyżwiarzy szybkich w bardzo trudnej sytuacji. Musimy wrócić do ścigania. Będziemy zastanawiać się z trenerami, jak zapewnić naszym zawodnikom możliwość rywalizacji międzynarodowej. Samymi treningami nie uda się zbudować odpowiedniej formy" - ocenił wówczas dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Konrad Niedźwiedzki.

W mocno ograniczonym zakresie rywalizują łyżwiarze figurowi. Z cyklu Grand Prix odbyła się rywalizacji w Las Vegas, a w kalendarzu pozostają imprezy w Chinach, Rosji oraz Japonii. Startować w nich mogą jednak tylko reprezentanci gospodarzy i trenujący w tych państwach obcokrajowcy.(PAP)

 

Photo 51365623 © Maciej Gillert | Dreamstime.com

Hamilton wygrał dramatyczny wyścig w Bahrajnie

Mistrz świata Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał w niedzielę wyścig Formuły 1 o Grand Prix Bahrajnu, 15. rundę cyklu. To 95. w karierze zwycięstwo Brytyjczyka. Zawody miały dramatyczny przebieg, m.in. już na pierwszym okrążeniu zapalił się bolid Francuza Romaina Grosjeana (Haas).

Drugie miejsce ze stratą 1.254 s zajął Holender Max Verstappen, a trzecie jego partner z ekipy Red Bulla, Taj Alexander Albon - strata 8,005.

Wypadek Grosjeana miał miejsce na pierwszym okrążeniu, gdy Francuz zawadził tylnym kołem o bolid Rosjanina Daniiła Kwiata z AlphaTauri, po czym stracił panowanie nad pojazdem, który po uderzeniu o barierę rozerwał się na dwie części i się zapalił. Kierowcę ewakuowały służby medyczne.

Siła uderzenia doprowadziła do uszkodzenia zbiornika paliwa, który był wypełniony po brzegi, po to, aby kierowca mógł bez tankowania dojechać do mety. Płomień buchnął w powietrze, w kokpicie było widać kierowcę, który próbował się wydostać. Na miejscu bardzo szybko pojawiły się służby ratunkowe, ale ogień był tak silny, że nikt nie był w stanie zbliżyć się do płonącego wraku.

Po ponad 10 sekundach od wybuchu ognia po drugiej stronie uszkodzonej bariery pojawił się Grosjean. Kierowca na którym tlił się kombinezon przeskoczył przez barierę, ratownicy wyprowadzili go ze strefy ognia.

"Od dwunastu lat nie widziałem takiego uderzenia i pożaru. To były sekundy, które trwały wieki. Romain zaczął sam wychodzić z samochodu. To było niesamowite. Poczuliśmy ulgę dopiero w momencie, gdy okazał się, że nic mu nie jest. W tej sytuacji wszystko zadziałało jak należy. Bariery, system halo, monokok. Gdyby nie to, byłoby znacznie gorzej" - powiedział Alan van der Merwe, który w F1 prowadzi samochód medyczny i jako jeden z pierwszych pojawił się na miejscu wypadku.

Po zabraniu kierowcy do ambulansu, którym Francuz pojechał do szpitala, zespół Haas poinformował, że Grosjean ma lekko oparzone dłonie i kostki. Nie doznał - jak twierdzili przedstawiciele Haas - poważniejszych obrażeń. Później wyszło na jaw, że kierowca ma prawdopodobnie połamane żebra.

Wyścig wznowiono po ponad godzinie, gdy służby wymieniły uszkodzoną barierę. Na prowadzenie wyszedł Hamilton, ale kierowcy zdołali przejechać tylko dwa okrążenia. Na trzecim znowu pojawiła się czerwona flaga, a na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. Dachował Kanadyjczyk Lance Stroll z Racing Point po kontakcie z Kwiatem. Bolid Strolla podbiło na krawężniku, wystrzelił w górę i spadł... kołami do góry.

Kierowcy nic się nie stało, sam się wydostał z kokpitu, ale na torze przez pięć okrążeń wszyscy jechali za safety carem. Tyle trwało bowiem usunięcie samochodu Kanadyjczyka. Kwiat dostał za swoje zachowanie na torze od sędziów 10 sekund kary.

Po wznowieniu rywalizacji prowadzenie utrzymał Hamilton, który później tylko na moment stracił pozycję lidera, gdy zjechał do pit stopu na zmianę opon. Za Brytyjczykiem jechał Verstappen, ale jego strata do lidera nigdy nie zmniejszyła się do jednej sekundy. Holender był stale 3-4 sekundy za mistrzem świata, a gdy na 47. okrążeniu musiał zmienić ponownie opony, wrócił na tor mając ponad 30 s straty do Hamiltona.

W końcówce wyścigu doszło do drugiego tego dnia pożaru, zapalił się bolid Sergio Pereza z Racing Point. Meksykanin miał ogromnego pecha, gdyż do pożaru doszło w momencie, kiedy jechał on na trzeciej pozycji i nikt mu już teoretycznie nie mógł zagrozić. Perez przez radio informował swój zespół, że "ma podium", cieszył się, gdyż nie wiadomo, jak potoczą się jego losy w nowym sezonie.

Meksykanin nie przedłuży bowiem kontraktu z Racing Point, jego miejsce ma zająć czterokrotny mistrz świata Niemiec Sebastian Vettel, który rozstaje się z Ferrari.

Na 15. i 16. pozycji zostali sklasyfikowani kierowcy zespołu Alfa Romeo Racing Orlen - Fin Kimi Raikkonen i Włoch Antonio Giovinazzi. (PAP)

Photo 173182120 © Ettore Griffoni | Dreamstime.com

Brzęczek: zagraliśmy słabo, Włosi zasłużyli na zwycięstwo

Trener reprezentacji Jerzy Brzęczek przegrane 0:2 spotkanie Ligi Narodów z Włochami w Reggio Emilia ocenił jako słabe w wykonaniu polskich piłkarzy i podkreślił, że gospodarze wygrali zasłużenie. "Duży wpływ na to miało pierwsze 45 minut" - zaznaczył.

"To było słabe spotkanie w naszym wykonaniu i Włosi zdecydowanie zasłużyli na zwycięstwo. Duży wpływ na mecz miało pierwsze 45 minut, kiedy zupełnie nie realizowaliśmy założeń taktycznych. Od razu po przerwie dokonaliśmy trzech zmian i obraz gry wyglądał nieco lepiej, ale po chwili czerwoną kartkę otrzymał Jacek Góralski i straciliśmy szanse na walkę o wyrównanie. Włosi pokazali dużą siłę i kreatywność" – powiedział Brzęczek na konferencji prasowej tuż po końcowym gwizdku.

Analizując pierwszą połowę selekcjoner biało-czerwonych wskazał, że jego piłkarze za szybko wycofywali się w strefę obrony, co napędzało zespół włoski.

"Widać było wyszkolenie i umiejętności techniczne poszczególnych zawodników gospodarzy. Z kolei nasi młodzi zawodnicy nie potrafili się zregenerować przy natężeniu meczów. Spóźnialiśmy się z doskokiem i pressingiem, dlatego takie zmiany w przerwie meczu. Kamil Grosicki, który miał uraz, też nie był w stanie się zregenerować" - zauważył i przyznał: "Podjęliśmy błędne decyzje".

Jak tłumaczył, zakładał już przed meczem, że trójka: Grosicki, Góralski i Piotr Zieliński wejdzie w drugiej połówce, bo pod względem fizycznym ci piłkarze nie byli w stanie wytrzymać trudów całego spotkania.

Ocenił, że oba faule Góralskiego "były na pograniczu", więc można uznać, że zasłużył na obie żółte kartki i w konsekwencji czerwoną.

Polska przegrała z Włochami 0:2 po golach Jorginho z rzutu karnego w 27. minucie i Domenico Berardiego w 83. Od 77. minuty biało-czerwoni grali w dziesiątkę, po czerwonej kartce Góralskiego.

Polacy spadli na trzecią pozycję w tabeli grupy A1 Ligi Narodów, ale nie stracili szans na pierwsze miejsce i awans do finału drugiej edycji. Muszą jednak w środę na Stadionie Śląskim w Chorzowie pokonać Holendrów, a Włosi przegrać w Sarajewie z Bośnią i Hercegowiną.(PAP)

twitter.com/LaczyNasPilka

Piłkarska LM - wymęczone zwycięstwo Barcelony, gładkie Juventusu

W meczach grupy G w 3. kolejce piłkarskiej Ligi Mistrzów Barcelona pokonała u siebie 2:1 Dynamo Kijów z Tomaszem Kędziorą w składzie. Natomiast Juventus Turyn Wojciecha Szczęsnego wygrał na wyjeździe z Ferencvarosi TC Budapeszt 4:1.

Barcelona kiepsko spisuje się w Primera Division, w Lidze Mistrzów też nie zachwyca, ale w tych prestiżowych rozgrywkach ma na koncie trzy zwycięstwa w trzech spotkaniach.

W meczu z Dynamem już w piątej minucie prowadzenie dał jej Argentyńczyk Lionel Messi, który wykorzystał rzut karny. Kiedy w 65. podwyższył Gerard Pique, wydawało się, że "Duma Katalonii" przejęła całkowitą kontrolę nad meczem. Ostatecznie jednak do końca było nerwowo, bo w 75. dla Dynama trafił Wiktor Cyhankow.

Juventus do Barcelony traci trzy punkty. "Starej Damie" dużo dał powrót do składu po zakażeniu koronawirusem Cristiano Ronaldo. Portugalczyk co prawda tym razem bramki nie zdobył, ale asystował przy drugim golu Hiszpana Alvaro Moraty.

Na listę strzelców wpisał się też Argentyńczyk Paulo Dybala, a czwarty gol dla Juventusu to efekt samobójczego trafienia. Do własnej siatki piłkę skierował Gruzin Lasza Dwali - w przeszłości piłkarz Śląska Wrocław i Pogoni Szczecin.

W końcówce Szczęsnego pokonał Iworyjczyk Franck Boli.

Wpadkę zaliczył Manchester United. "Czerwone Diabły" po zwycięstwach nad Paris Saint-Germain 2:1 i RB Lipsk 5:0 niespodziewanie uległy w Turcji ekipie Istanbul Basaksehir 1:2. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie. Najpierw dla gospodarzy trafili Senegalczyk Demba Ba i Bośniak Edin Visca, a honorowego gola dla Manchesteru zdobył Francuz Anthony Martial.

Potknięcie "ManU" wykorzystało RB Lipsk, które zrównało się z nim punktami po wygranej u siebie z Paris Saint-Germain 2:1.

Sędziowane przez Szymona Marciniaka spotkanie w Niemczech obfitowało w ciekawe zdarzenia. Już w szóstej minucie prowadzenie PSG dał Angel di Maria. Dziesięć minut później Argentyńczyk miał wyborną okazję do podwyższenia, ale zmarnował rzut karny. Jego strzał obronił Węgier Peter Gulacsi.

Gospodarze wyrównali tuż przed przerwą po golu Christophera Nkunku. W 57. minucie, jak się okazało zwycięską bramkę zdobył Szwed Emil Forsberg, który wykorzystał "jedenastkę".

Marciniak nie tylko podyktował dwa rzuty karne (oba za zagrania piłki ręką), ale również pokazał dwie czerwone kartki - obie piłkarzom PSG. W 69. minucie z boiska wyrzucony został Senegalczyk Idrissa Gana Gueye, a w końcówce Presnel Kimpembe.

W grupie F prowadzenie objęła Borussia Dortmund. Niemiecki zespół z Łukaszem Piszczkiem na ławce rezerwowych pokonał na wyjeździe Club Brugge 3:0. Dwie bramki zdobył Norweg Erling Braut Haaland, a jedną dołożył Belg Thorgan Hazard.

Punkt do BVB traci Lazio Rzym, które w Sankt Petersburgu zremisowało z Zenitem 1:1.

W grupie E po siedem punktów mają Chelsea Londyn i Sevilla. "The Blues" gładko wygrali u siebie z Rennes 3:0. W pierwszej połowie dwa rzuty karne wykorzystał Niemiec Timo Werner, a w 50. minucie wynik ustalił Tammy Abraham.

Sevilla natomiast wygrała u siebie z FK Krasnodar 3:2, choć do przerwy przegrywała 1:2 i całą drugą połowę musiała grać w dziesiątkę.

Goście prowadzili 2:0 już w 21. minucie, a na listę strzelców wpisali się Magomed Sulejmanow i Marcus Berg. W 42. minucie kontaktową bramkę dla Sevilli zdobył Chorwat Ivan Rakitic, ale chwilę później czerwoną kartką ukarany został Jesus Navas.

Gospodarze losy meczu odwrócili za sprawą Youssefa En-Nesyriego. Marokańczyk wszedł na boisko w 60. minucie, a w 69. i 72. cieszył się z goli.

We wtorek trzecie zwycięstwa w tej edycji zanotowały trzy drużyny - Bayern Monachium, Liverpool i Manchester City.

Obrońcy trofeum po świetnej końcówce pokonali na wyjeździe FC Salzburg 6:2. Robert Lewandowski zdobył dwa gole dla Bawarczyków, którzy jeszcze na kwadrans przed końcem spotkania remisowali 2:2.

Polski napastnik ma już na koncie 70 bramek zdobytych w tych prestiżowych rozgrywkach. W klasyfikacji wszech czasów zajmuje czwarte miejsce, a od trzeciego Hiszpana Raula Gonzaleza dzieli go tylko jedno trafienie. Prowadzi Ronaldo (130 goli), a drugi jest Messi (118).

Bayern wyraźnie prowadzi w tabeli grupy A. O pięć punktów wyprzedza Atletico Madryt, a o siedem Lokomotiw Moskwa Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa.

Spotkanie tych drużyn w Moskwie zakończyło się remisem 1:1, a obaj polscy piłkarze rozegrali cały mecz. Krychowiak został w 51. minucie ukarany żółtą kartką.

Liverpool rozbił na wyjeździe Atalantę Bergamo 5:0 i jest zdecydowanym liderem grupy D. O pięć punktów wyprzedza Ajax Amsterdam i włoską ekipę. Bohaterem "The Reds" był Diogo Jota, który popisał się hat-trickiem. Portugalczyk do siatki trafił w 16., 33. i 55. minucie. Pozostałe bramki zdobyli Egipcjanin Mohamed Salah i Senegalczyk Sadio Mane.

Nigdy wcześniej włoski zespół nie przegrał tak wysoko w europejskich pucharach u siebie z angielską drużyną.

Nie aż tak okazałe, jak Liverpoolu było zwycięstwo Manchesteru City. Podopieczni trenera Josepa Guardioli pokonali na własnym stadionie Olympiakos Pireus 3:0.

Manchester w tabeli grupy C ma trzy punkty przewagi nad drugim FC Porto, które również u siebie pokonało Olympique Marsylia 3:0. Francuska ekipa bez punktu zamyka zestawienie.

Następną kolejkę zaplanowano na 24-25 listopada.(PAP)

 

twitter.com/ChampionsLeague

PŚ w skokach - Żyła drugi, Kubacki trzeci w Ruce, wygrał Eisenbichler

Piotr Żyła zajął drugie, a Dawid Kubacki trzecie miejsce w konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w fińskiej Ruce. Triumfował Niemiec Markus Eisenbichler, który najlepszy był również w ubiegłym tygodniu na inaugurację sezonu w Wiśle.

Eisenbichler w sobotę zdecydowanie górował nad resztą stawki. Żyła stracił do niego 19,3 pkt, a Kubacki 19,5.

W finałowej serii wystąpili także pozostali czterej Polacy. Klemens Murańka zajął dziewiąte miejsce, Andrzej Stękała 11., Kamil Stoch 12., a Paweł Wąsek 22.

Eisenbichler w pierwszej serii uzyskał najlepszą odległość dnia - 146 m. Nad drugim wówczas Kubackim (139 m) miał 8,8 pkt przewagi. Żyła na półmetku był czwarty po próbie na odległość 136 m. Polaków rozdzielał Japończyk Yukiya Sato (140).

"Po pierwszej serii zrobiłem sobie zdjęcie z Mikołajem i mówię mu, żeby mi dmuchał. No i chyba mi dmuchał, bo w drugiej serii poleciałem" - powiedział przed kamerą TVP Żyła.

Żyła w finale osiągnął 137 m. Presji nie wytrzymał Sato, który miał 127 m i ostatecznie spadł na piąte miejsce. Kubacki w drugiej próbie uzyskał 132 m i z kolegą z reprezentacji przegrał o 0,2 pkt. Eisenbichler kropkę nad "i" postawił skacząc 141 m.

Upadkowi w pierwszej próbie uległ Daniel-Andre Tande. Norweg, który w Ruce triumfował rok temu, opuścił zeskok w asyście służb medycznych. Ostatecznie jednak nic groźnego mu się nie stało i przed kamerą norweskiej telewizji NRK zapowiedział start w niedzielę.

Niespodziewanie już w pierwszej serii odpadł triumfator Pucharu Świata 2018/19 Japończyk Ryoyu Kobayashi i zajął 38. miejsce.

Słabo w pierwszym skoku spisał się także Stoch. 125 m dało mu dopiero 22. miejsce. W finale trzykrotny mistrz olimpijski osiągnął jednak 136 m i awansował o dziesięć pozycji.

Powody do zadowolenia mieli równo skaczący dziewiąty Murańka (131 i 134,5) oraz 11. Stękała (131 i 131,5). W finale słabiej spisał się Wąsek (130 i 123,5), który z 16. miejsca spadł na 22.

Żyła awansował na drugą pozycję w klasyfikacji generalnej. Do Eisenbichlera traci 75 punktów. Kubacki jest piąty - 116 pkt straty.

W Ruce nie rywalizują najlepsi Austriacy, w tym zdobywca Kryształowej Kuli w poprzednim sezonie Stefan Kraft. U Krafta i trzech jego kolegów oraz trenera Andreasa Widhoelzla wykryto zakażenie koronawirusem.

W niedzielę w Ruce również odbędzie się konkurs indywidualny. Na godzinę 14.00 zaplanowano kwalifikacje, a pierwsza seria rozpocznie się o 15.30.

Wyniki:

 1. Markus Eisenbichler (Niemcy)      313,4 (146,0 m/141,0 m)

 2. Piotr Żyla (Polska)               294,1 (136,0/137,0)

 3. Dawid Kubacki (Polska)            293,9 (139,0/132,5)

 4. Halvor Egner Granerud (Norwegia)  291,2 (135,0/142,0)

 5. Yukiya Sato (Japonia)             276,1 (140,0/127,0)

 6. Robert Johansson (Norwegia)       275,7 (134,0/136,0)

 7. Bor Pavlovcic (Słowenia)          274,9 (134,5/132,0)

 8. Pius Paschke (Niemcy)             268,5 (136,0/129,5)

 9. Karl Geiger (Niemcy)              265,2 (129,5/132,5)

  . Klemens Murańka (Polska)          265,2 (131,0/134,5)

11. Andrzej Stękała (Polska)          260,6 (131,0/131,5)

12. Kamil Stoch (Polska)              257,9 (125,0/136,0)

...

22. Paweł Wąsek (Polska)              236,0 (130,0/123,5)

Klasyfikacja generalna Puchar Świata (po 2 konkursach):

 1. Markus Eisenbichler (Niemcy)      200 pkt

 2. Piotr Żyła (Polska)               125

 3. Karl Geiger (Niemcy)              109

 4. Halvor Egner Granerud (Norwegia)  100

 5. Dawid Kubacki (Polska)             84

 6. Yukiya Sato (Japonia)              81

 7. Daniel Huber (Austria)             60

 8. Pius Paschke (Niemcy)              54

 9. Bor Pavlovcic (Słowenia)           47

10. Anze Lanisek (Słowenia)            40

  . Robert Johansson (Norwegia)        40

12. Klemens Murańka (Polska)           38

13. Andrzej Stękała (Polska)           36

...

19. Kamil Stoch (Polska)               26

29. Maciej Kot (Polska)                11

33. Paweł Wąsek (Polska)                9

40. Stefan Hula (Polska)                2

Klasyfikacja Pucharu Narodów (po 3 konkursach):

 1. Niemcy        771 pkt

 2. Polska        631

 3. Austria       539

 4. Norwegia      449

 5. Japonia       339

 6. Słowenia      275

(PAP)

wkp/ krys/

twitter.com/pzn_pl

Piłkarska LN - Evani: straciłem już rachubę, ilu zawodników nie zagra z Polską

Trener Alberico Evani, który poprowadzi reprezentację Włoch w meczu Ligi Narodów z Polską w zastępstwie Roberto Manciniego, przyznał, że stracił już rachubę w kwestii nieobecnych piłkarzy swojej drużyny. Początek niedzielnego spotkania w Reggio Emilia o godz. 20.45.

Z powodu kontuzji oraz koronawirusa w niedzielę zabraknie kilkunastu ważnych dla reprezentacji Włoch piłkarzy. Ostatnie doniesienia dotyczą m.in. Roberto Gagliardiniego, Leonardo Bonucciego, Ciro Immobile i Andrei Belottiego.

"Szczerze mówiąc, straciłem rachubę facetów, którzy jutro nie będą mogli grać, ale to jest zespół, który staje się silniejszy w trudnej sytuacji" - stwierdził podczas wieczornej konferencji prasowej Evani (jego imię niektóre źródła podają też jako Alberigo).

"Na niedzielę priorytetem będzie zrozumienie, kto może grać na danej pozycji bez podejmowania ryzyka. Wystąpi jedenastu, którzy są w najlepszej formie. Nie możemy ryzykować konieczności dokonania zmiany już po kilku minutach" - dodał.

Problemów z koronawirusem nie uniknął nawet trener reprezentacji Italii Mancini. O jego pozytywnym wyniku testu na COVID-19 informowano 6 listopada.

Mancini nadal przebywa w izolacji domowej w Rzymie. Evani zastępował go już w środowym towarzyskim meczu z Estonią (4:0).

Teraz przyznał, że Mancini jest sfrustrowany swoją nieobecnością w kolejnym meczu.

"Można sobie wyobrazić jego stan umysłu, ponieważ chce być blisko zespołu. Nawet jednak jeśli nie ma go tutaj fizycznie, nadal pomaga nam w zarządzaniu zespołem" - podkreślił Evani.

Włoski trener z dużym uznaniem wypowiedział się o reprezentacji Polski.

"Będziemy rywalizować z silnym rywalem, na boisku będzie nam ciężko. Polska w ostatnich latach dowiodła, że jest rozwijającą się reprezentacją w europejskim futbolu. Ma Roberta Lewandowskiego, który jest najlepszym napastnikiem w Europie, a także innych ważnych graczy, choćby Piotra Zielińskiego. Liczę jednak, że nawet bez kilku piłkarzy okażemy się lepsi na boisku" - powiedział Evani.

W ostatnim czasie nie było praktycznie dnia, w którym nie pojawiałaby się informacja o kolejnych absencjach w kadrze Włoch z powodów zdrowotnych, głównie koronawirusa.

Dużą stratą, choć w tym przypadku chodzi o kontuzję, może być brak Leonardo Bonucciego. Doświadczony obrońca powróci w niedzielę do Juventusu Turyn po tym, jak nie doszedł do siebie po kontuzji uda.

Występ przeciwko Polsce miał być dla niego setnym meczem w reprezentacji.

Po czterech kolejkach grupy A1 Ligi Narodów liderem jest Polska, która ma siedem punktów i o jeden wyprzedza Włochy, a o dwa Holandię. Tabelę zamyka pozostająca bez zwycięstwa Bośnia i Hercegowina - 2 pkt. (PAP)

twitter.com/azzurri

Rzecznik prasowy: Maradona po operacji mózgu, zabieg się udał

Legendarny piłkarz Diego Maradona jest już po operacji mózgu i czuje się dobrze. Zabieg się udał, wszystko przebiegło zgodnie z planem - poinformował na Instagramie jego rzecznik prasowy Sebastian Sanchi. Argentyńczyk trafił do szpitala z krwiakiem podtwardówkowym.

Cztery dni temu skończył 60 lat. Początkowo media informowały, że Maradonę przyjęto do szpitala z oznakami depresji, a jego stan jest dobry. Później mówiono o anemii i odwodnieniu. Dodatkowe badania wykazały jednak większy problem.

"Udało się w pełni usunąć krwiaka, a Diego zniósł operację bardzo dobrze" - powiedział Leopoldo Luque, neurochirurg, który przeprowadził zabieg. Lekarz po zabiegu wyszedł przed szpital, by o stanie legendarnego piłkarza poinformować zebranych kibiców.

Po tym jak argentyńskie media poinformowały o jego sytuacji zdrowotnej, pod szpitalem zaczęły zbierać się tłumy fanów oraz dziennikarze. "Teraz najważniejszy jest odpoczynek. Zabieg nie był bardzo skomplikowany, ale trzeba pamiętać o tym, że to była operacja mózgu" - dodał Luque.

Na te słowa kibice zareagowali głośnymi oklaskami i okrzykami: "Diego, Diego".

Obecnie legendarny piłkarz jest trenerem lokalnego klubu Gimnasia y Esgrima. W dniu 60. urodzin pojawił się na chwilę na meczu ligowym swoich podopiecznych, ale oglądał go z trybun i opuścił stadion przed końcem pierwszej połowy. Jego nieobecność na ławce trenerskiej była związana z zaleconą przez lekarza kwarantanną po kontakcie z osobą, która miała objawy Covid-19. Luque zaprzeczył, by sam Maradona był zakażony. Negatywny wynik dały też przeprowadzone u niego testy.

"Brakowało mu energii, urodziny były czynnikiem, który w pewnym aspekcie komplikował sprawę. Moim pomysłem jest, by nawadniać go przez trzy dni, zobaczyć, jaki będzie rozwój wypadków i dostosować leki. To nie jest żadna nagła sytuacja. On może w dowolnej chwili zdecydować się na powrót do domu" - zaznaczył lekarz.

Słynny piłkarz w przeszłości nieraz trafiał do szpitala, przeważnie z powodu konsekwencji prowadzonego przez niego przez długi czas rozrywkowego trybu życia. W styczniu ubiegłego roku został przyjęty ze względu na krwawienie w układzie pokarmowym, dwa lata temu zaś zasłabł na meczu Argentyna - Nigeria podczas mistrzostwach świata w Rosji. W 2007 roku sam zgłosił się do kliniki w Buenos Aires, szukając pomocy w walce z nałogiem alkoholowym, a trzy lata wcześniej trafił do szpitala z poważnymi problemami z sercem i oddychaniem, co łączono z braniem kokainy. Potem był na odwyku narkotykowym na Kubie i w ojczyźnie, a następnie poddał się operacji zmniejszenia żołądka, co pomogło mu schudnąć.(PAP)

 

foto : wikipedia

ME 2021 - UEFA w marcu zadecyduje czy na trybunach zasiądą kibice

Na początku marca UEFA ma podjąć decyzję, czy i ile kibiców usiądzie na trybunach przyszłorocznych mistrzostw Europy, przełożonych z 2020 roku z powodu pandemii Covid-19. Przygotowane są cztery scenariusze, a pierwszy zakłada, że stadiony będą pełne.

"Ale tylko wtedy, jeśli będzie to w pełni bezpieczne dla wszystkich. Jest nadzieja, że latem pandemia będzie już całkowicie pod kontrolą i żadne ograniczenia nie będą potrzebne" - napisała niemiecka agencja DPA.

Są jednak także scenariusze mówiące o zapełnieniu trybun w połowie, w 30 procentach oraz o całkowitym braku kibiców na obiektach. Możliwe jest także to, że w różnych miejscach będą obowiązywać różne zasady. Mecze mają być rozgrywane w dwunastu miastach i w zależności od sytuacji epidemiologicznej oraz miejscowych przepisów mogą być wdrażane inne zasady bezpieczeństwa.

Ostateczna decyzja ma zapaść 5 marca. Na ten dzień zaplanowane jest też posiedzenie w tej sprawie.

Podczas Euro 2021 zostanie rozegranych 51 meczów. Finał zaplanowano na 11 lipca na Wembley w Londynie. Polska wystąpi w grupie E, a jej rywalami będą Hiszpania, Słowacja i Szwecja. Spotkania zaplanowane są w Bilbao i Dublinie.(PAP)

foto : wikipedia

Pięć przypadków zakażenia koronawirusem w zespole Ukrainy

Wyniki testów na koronawirusa w piłkarskiej reprezentacji Ukrainy, która w sobotę ma zagrać w Lidze Narodów z Niemcami w Lipsku, dały pięć pozytywnych wyników, w tym cztery u zawodników. Spotkanie stoi pod znakiem zapytania. W środę Ukraina przegrała towarzysko z Polską 0:2.

Pozytywne wyniki stwierdzono u Wiktora Cygankowa, Wiktora Kowalenki, Serhija Sydorczuka i Andrija Jarmołenki oraz trenera Wadima Komradina. Wszyscy zostali odizolowani, a pozostali członkowie zespołu i sztabu trenerskiego przejdą w sobotę kolejne badania na obecność koronawirusa. Ich wyniki zadecydują o tym, czy wieczorne spotkanie się odbędzie.

Zgodnie z protokołem medycznym FIFA mecz może zostać rozegrany, jeśli trener będzie miał do dyspozycji 13 zdrowych zawodników.

PZPN poinformował w piątek wieczorem, że wszystkie wyniki porannych testów polskich piłkarzy były negatywne. Cała kadra Jerzego Brzęczka może bez przeszkód wylecieć w sobotę do Włoch, gdzie następnego dnia, w Reggio Emilia, zagra z gospodarzami w Lidze Narodów.

Polska wygrała z Ukrainą 2:0 (1:0) w towarzyskim meczu w Chorzowie. Bramki zdobyli Krzysztof Piątek i Jakub Moder. Na początku spotkania rzutu karnego dla gości nie wykorzystał Jarmołenko. (PAP)

twitter.com/ua_football

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Walii Giggs aresztowany pod zarzutem napaści

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Walii Ryan Giggs został aresztowany pod zarzutem napaści we własnym domu - podały brytyjskie media. Były gwiazdor Manchester United, który został wypuszczony po wpłaceniu kaucji, nie przyznaje się do winy.

Tabloid "The Sun" podał, że policja została wezwana do domu Giggsa w niedzielny wieczór, gdy zgłoszono zakłócenie spokoju. Autor artykułu cytuje osobę pracującą w policji w hrabstwie metropolitarnym Greater Manchester, która przekazała informacje na temat sytuacji.

"Kobieta po 30. roku życia odniosła drobne obrażenia, ale nie wymagała leczenia. 46-letni mężczyzna został aresztowany w związku z podejrzeniem napaści" - relacjonowała.

Prawnicy znanego Walijczyka podkreślili we wtorek, że zaprzecza on wszelkim zarzutom, jakie względem niego wysunięto.

"Współpracuje z policją i nadal będzie jej pomagał w trakcie dochodzenia" - zaznaczyli.

Walijska federacja (FAW) poinformowała w oświadczeniu, że wie o "rzekomym incydencie" z udziałem Giggsa.

"Nie będziemy w tej chwili komentować tej sprawy" - zastrzeżono.

We wtorek miał zostać podany skład "Smoków" na listopadowe mecze z Amerykanami, Irlandczykami i Finami, ale - jak powiadomiły media, przełożono to.

Giggs objął drużynę narodową w styczniu 2018 roku. W latach 1991-2007 rozegrał w niej 64 mecze i strzelił 12 goli. Sześć lat temu zakończył piłkarską karierę i przez dwa sezony był asystentem w Manchesterze United Louisa van Gaala. W 2016 roku odszedł z Old Trafford po tym jak trenerem "Czerwonych Diabłów" został Jose Mourinho. (PAP)

 

twitter.com/RyanGiggs_cc

Arsenal Londyn pierwszym angielskim klubem z kibicami na trybunach

Arsenal Londyn będzie pierwszym klubem w angielskiej ekstraklasie piłkarskiej, który ponownie rozegra mecz z kibicami na trybunach mimo trwającej pandemii Covid-19. Spotkanie 3 grudnia z Rapidem Wiedeń w Lidze Europy będzie mogło zobaczyć 2000 osób.

Arsenal jest już pewny awansu do 1/16 finału, ale wsparcie fanów z pewnością nie zaszkodzi zawodnikom trenera Mikela Artety.

Wielka Brytania w zależności od nasilenia przypadków zakażeń koronawirusa jest podzielona od czwartku na trzy strefy - Londyn znalazł się w drugiej, co oznacza możliwość organizowania wydarzeń sportowych z udziałem nielicznej grupy kibiców od 2 grudnia.

Stadiony były zamknięte od wybuchu pandemii w marcu.

"Chociaż zdajemy sobie sprawę z faktu, że mecze z ograniczoną liczbą kibiców są dalekie od powrotu do normalności, to z niecierpliwością czekamy na naszych fanów, w tym historycznym momencie dla klubu" - napisano w oświadczeniu Arsenalu.

Kolejnym po "Kanonierach" klubem, którego piłkarze zagrają w obecności kibiców będzie West Ham United. Zespół Łukasza Fabiańskiego 5 grudnia podejmie w meczu ligowym Manchester United.(PAP)

twitter.com/Arsenal

Piłkarska LN - Polska będzie broniła pozycji lidera

Na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej Ligi Narodów polscy piłkarze zajmują pierwsze miejsce w tabeli grupy A1. Jeśli w meczach z Włochami w niedzielę i z Holandią w środę zdobędą cztery punkty, to na pewno zagrają w turnieju finałowym.

W tabeli biało-czerwoni o punkt wyprzedzają Włochów i o dwa Holandię. Zestawienie zamyka Bośnia i Hercegowina, która do Polski traci pięć punktów.

Teoretycznie podopiecznym trenera Jerzego Brzęczka do awansu mogą wystarczyć dwa remisy. Wówczas jednak będą musieli liczyć na pomoc Bośni, która nie będzie mogła przegrać swoich spotkań z Holandią oraz Włochami.

Inny scenariusz to wygrana z Włochami i porażka z Holandią. Wtedy Polska awansuje, jeśli Bośnia nie przegra z "Pomarańczowymi". Gorzej sytuacja będzie wyglądała, jeśli Polacy wygrają z Holandią, a przegrają z Włochami. Wówczas potrzebne będzie zwycięstwo Bośniaków z ekipą z Półwyspu Apenińskiego.

"Na pewno nie jesteśmy faworytem grupy. Potrzebujemy jednego punktu, żeby wykonać nasz plan minimum, czyli utrzymać się w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Teraz gramy z głównymi faworytami w tej grupie, czyli z Włochami i Holendrami. Futbol lubi niespodzianki. Mam nadzieję, że będziemy w stanie pokusić się o taką. To byłby fantastyczny prezent dla naszych kibiców" - powiedział Brzęczek.

Z Włochami Polacy zagrają po raz 18. Wygrać udało im się zaledwie trzykrotnie, a tylko raz w meczu o stawkę - podczas mistrzostw świata w 1974 roku. Osiem razy był remis, a sześć zwycięstw odnieśli Włosi.

Z Holandią bilans również wygląda źle - trzy zwycięstwa, przy czym ostatnie w 1979 roku, sześć remisów i siedem porażek.

Wspomniana ostatnia wygrana z "Pomarańczowymi" miała miejsce w Chorzowie. Środowy mecz tych drużyn również się tam odbędzie. Z Włochami Polacy zagrają na wyjeździe - w Reggio Emilia.

W pierwszej kolejce tegorocznej LN Polska przegrała w Amsterdamie z Holandią 0:1, a w trzeciej w Gdańsku bezbramkowo zremisowała z Włochami.

Polacy w pierwszej edycji Ligi Narodów spadli z Dywizji A. Okazali się wówczas słabsi w grupie od Portugalii i Włoch. Dzięki reformie rozgrywek i poszerzeniu najwyższej dywizji z 12 do 16 drużyn, jednak utrzymali się w niej - podobnie jak Niemcy, Chorwacja oraz Islandia.

Tytułu broni Portugalia, która tym razem trafiła do grupy A3, teoretycznie najsilniejszej - z Francją, Szwecją i Chorwacją. W grupie A2 znalazły się Anglia, Belgia, Dania i Islandia, a w grupie A4 - Szwajcaria, Hiszpania, Ukraina i Niemcy.

Pomiędzy poszczególnymi dywizjami obowiązują zasady awansów i spadków. Natomiast zwycięzcy grup najwyższej dywizji wystąpią w turnieju finałowym (Final Four), zaplanowanym na 2-6 czerwca 2021. Polska stara się o rolę jego gospodarza.

Do wyższej awansują zwycięzcy grup w dywizjach B, C i D, natomiast ci, którzy zajmą ostatnie miejsce w grupach dywizjach A i B, zostaną zdegradowani. Ponieważ Dywizja C składa się z czterech grup, a najniższa (D) tylko z dwóch, dwa zespoły z C, które mają zostać relegowane, zostaną wyłonione w meczach barażowych.

Po czterech z sześciu kolejek żadna drużyna nie jest pewna awansu do turnieju finałowego lub wyższej dywizji. Przesądzony jest jedynie los Islandii, która nie zdobyła jeszcze choćby punktu i na pewno opuści najwyższą dywizję.

Najciekawiej zapowiada się sobotni mecz Portugalia - Francja w Lizbonie. Nie dość, że jest to starcie aktualnych mistrzów Europy z mistrzami świata, to obie drużyny w obecnej edycji LN spisują się bardzo dobrze.

Na koncie mają po dziesięć punktów, a liderem grupy A3 jest mająca lepszy bilans bramek Portugalia. W październiku w Paryżu spotkanie tych drużyn zakończyło się bezbramkowym remisem. O utrzymanie pozostała walka Chorwatom i Szwedom. W gorszej sytuacji są Skandynawowie, którzy przegrali wszystkie mecze.

W A2 prowadzą Belgowie, którzy mają dwa punkty przewagi nad Danią oraz Anglią i właśnie z tymi zespołami zagrają u siebie w najbliższych dniach.

W A4 Hiszpania o punkt wyprzedza Niemcy i Ukrainę. Lider w sobotę na wyjeździe zmierzy się z ostatnią w tabeli Szwajcarią, a na zakończenie we wtorek podejmie Niemców.(PAP)

 twitter.com/LaczyNasPilka

Hamilton: chciałbym zostać, ale... mam wiele innych pasji

Lewis Hamilton nie ukrywa, że chciałby nadal ścigać się w Formule 1 w ekipie Mercedesa, ale przed przedłużeniem kontraktu nie wyklucza żadnej opcji. "Mam wiele innych pasji" - tajemniczo przyznał Brytyjczyk.

"Chciałbym za rok być w tym samym miejscu, jednak w życiu nic nie jest pewne" - przyznał po niedzielnym wyścigu na torze Imola we Włoszech sześciokrotny mistrz świata, który za dwa tygodnie w Stambule może świętować siódmy tytuł, czym zrównałby się z prowadzącym w klasyfikacji wszech czasów Niemcem Michaelem Schumacherem.

Brytyjski kierowca przyznał, że jego negocjacje z niemieckim zespołem ws. przedłużenia wygasającego z końcem roku kontraktu przypominają nieco pokera, a każda ze stron nie chce odkrywać zbyt wcześnie wszystkich kart.

"Chciałbym zostać, ale dopóki nie podpisów pod nowym kontraktem, to wszystko jest możliwe. Zresztą jest wiele innych rzeczy, które mnie fascynują poza jazdą bolidem F1" - zaznaczył 35-letni Hamilton, który barwy Mercedes GP reprezentuje od 2013 roku.

W niedzielę niemiecki team po raz siódmy z rzędu zapewnił sobie mistrzostwo świata konstruktorów. Jego szef sportowy Toto Wolff, którego umowa także po tym sezonie wygasa, jest zdania, że porozumienie z Hamiltonem zostanie osiągnięte, gdy zapewni sobie miano najlepszego kierowcy.

"Przed zapadnięciem końcowych rozstrzygnięć żaden z nas nie chce podejmować wiążących decyzji" - wspomniał Austriak.

Wolff także wzbraniał się przed jednoznacznymi deklaracjami.

"Nie sądzę, żeby doszło do jakiejś rewolucji, ale dopóki nie ma podpisów, wszystko jest możliwe" - podkreślił.(PAP)

 

twitter.com/LewisHamilton

Były szef angielskiej federacji Clarke zrezygnował także ze stanowiska w FIFA

Były szef angielskiej federacji piłkarskiej Greg Clarke zrezygnował ze stanowiska wiceprezydenta FIFA. To efekt jego wypowiedzi w parlamencie, gdy nazwał czarnoskórych zawodników "kolorowymi piłkarzami". 63-letni działacz przeprosił za te słowa i podał się do dymisji.

Dwa dni wcześniej przestał pełnić funkcję szefa angielskiej federacji piłkarskiej (FA).

Clarke był brytyjskim wiceprezesem FIFA, wybranym na stanowisko na kongresie europejskich narodowych federacji piłkarskich.

Do dymisji w FIFA podał się w czwartek po rozmowie telefonicznej z prezydentem UEFA Aleksandrem Ceferinem. Nieoficjalnie Clarke sam zaproponował złożenie dymisji w FIFA ze skutkiem natychmiastowym po to, aby nie blokować miejsca swojemu następcy.

Wypowiedź Clarke'a w brytyjskim parlamencie na temat rasy, seksualności i płci piłkarzy została skrytykowana przez całe środowisko sportowe na Wyspach.

"Te słowa są nie do zaakceptowania, były krzywdzące i nigdy nie powinny były paść. Są ze szkodą nie tylko dla tych osób, ale i dla całego futbolu - tych, co oglądają piłkę nożną, w nią grają, sędziują i zarządzają nią. Jeszcze raz przepraszam. Uważam, że moja dymisja jest jedynym właściwym rozwiązaniem" - przyznał Clarke.

To nie były jedyne obraźliwe słowa, jakie padły z jego ust. Mówił także niepochlebnie o gejach oraz kobietach grających w piłkę nożną. Przeprosił za to dopiero wówczas, gdy jeden z deputowanych zwrócił mu na to uwagę. (PAP)

foto : wikipedia

Usyk wygrał z Chisorą na gali bokserskiej w Londynie

Były mistrz świata kategorii junior ciężkiej (WBA, WBO, IBF, WBC) Ołeksandr Usyk (18-0, 13 KO) wygrał na punkty z Dereckiem Chisorą (32-10, 23 KO) na gali bokserskiej w Londynie. Ten pojedynek był eliminatorem do walki o pas WBO wagi ciężkiej.

Ukrainiec Usyk jest mistrzem olimpijskim z Londynu, a także amatorskim mistrzem świata i Europy. Na zawodowych ringach walczy od siedmiu lat. W 2016 roku odebrał Krzysztofowi Głowackiemu tytuł czempiona WBO w junior ciężkiej, a dwa lata później zunifikował pasy tej wagi.

Jego kolejnym celem jest mistrzostwo świata kat. ciężkiej. Rok temu w debiucie w królewskiej wadze pokonał przed czasem Chazza Witherspoona. Bardzo ważnym sprawdzianem był londyński pojedynek z bardzo silnym fizycznie, mocno bijącym i cięższym o prawie 20 kilogramów Chisorą.

Początek należał do Brytyjczyka, który starał się szybko znokautować rywala; w 2019 roku już w drugiej rundzie Chisora wygrał z Arturem Szpilką. Od czwartej rundy zaczął przeważać Usyk, a jego wielkimi atutami były technika, szybkość oraz praca nóg. Nie brakowało świetnych wymian ciosów.

W siódmej rundzie wydawało się, że Usyk zakończy pojedynek, ale Chisorę uratował gong. W kolejnych starciach ukraiński pięściarz precyzyjnymi ciosami rozbijał przeciwnika, który jeszcze w 11. rundzie zebrał siły na ostatni zryw. W przekroku całej walki lepszy był jednak Ukrainiec – 117:112, 115:113, 115:113, który zachował status obowiązkowego pretendenta do pasa WBO, należącego do innego brytyjskiego boksera Anthony'ego Joshuy (23-1, 21 KO).(PAP)

From Wikimedia Commons

Polscy piłkarze zagrają w Chorzowie z Ukrainą

W środę reprezentacja Polski zagra towarzysko z Ukrainą na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Selekcjoner Jerzy Brzęczek zapowiedział, że da odpocząć kilku piłkarzom, m.in. Robertowi Lewandowskiemu.

Napastnik Bayernu Monachium oraz zawodnicy grający na co dzień w Lidze Mistrzów i Lidze Europy mają oszczędzać siły przed najbliższymi meczami o punkty. Już 15 listopada biało-czerwoni zmierzą się w Reggio Emilia z Włochami w Lidze Narodów, a trzy dni później na zakończenie zmagań w tych rozgrywkach czeka ich spotkanie, znów w Chorzowie, z Holandią.

Obrońca Dynama Kijów Tomasz Kędziora zwrócił uwagę na zmianę pokoleniową w kadrze Ukrainy. "Zespół gra fajny dla oka futbol. Wygrali z Hiszpanią, do reprezentacji doszło trochę młodych zawodników. Mają w składzie indywidualności grające w silnych klubach" - powiedział Kędziora podczas wtorkowej konferencji prasowej.

"Lekkiego urazu kolana doznał podczas treningu Kamil Grosicki i nie wiem jeszcze, czy będzie w środę do dyspozycji” – poinformował z kolei Brzęczek.

Selekcjoner reprezentacji Ukrainy Andrij Szewczenko obiecał, że wystawi drużynę, "która zagra ciekawie i bojowo". Dla Ukraińców będzie to generalny sprawdzian przed spotkaniami Ligi Narodów z Niemcami (14 listopada, Lipsk) i Szwajcarią (17 listopada, Lucerna).

Polacy zmierzą się z tym rywalem po raz dziewiąty. Bilans jest wyrównany: trzy zwycięstwa, dwa remisy, trzy porażki i bramki 9-9. Po raz ostatni grali z nimi w Marsylii, w fazie grupowej Euro 2016, zwyciężając 1:0 po trafieniu Jakuba Błaszczykowskiego.

W związku z pandemią koronawirusa mecz na 50-tysięcznym Stadionie Śląskim zostanie rozegrany bez publiczności. Początek o godz. 20.45. (PAP)

twitter.com/LaczyNasPilka

Korupcja w FIFA - były sekretarz generalny Valcke skazany

Były sekretarz generalny FIFA Jerome Valcke został uznany winnym fałszowania dokumentów związanych z umowami dotyczącymi transmisji we Włoszech i Grecji z piłkarskich mistrzostw świata. Skazano go na 120 dni pozbawienia wolności w zawieszeniu i zobligowano do zapłaty FIFA 1,75 mln euro.

Prokurator domagał się kary trzech lat pozbawienia wolności.

Valckego uniewinniono ze znacznie poważniejszych zarzutów - przyjmowania łapówek i niegospodarności w latach 2007-15, kiedy był sekretarzem generalnym FIFA.

Już wcześniej Valcke został ukarany przez FIFA 12-letnim zakazem działalności w środowisku piłkarskim, który później skrócono o dwa lata.

Sąd w szwajcarskiej Bellinzonie w piątek orzekł także w sprawie prezesa Paris Saint-Germain Nassera Al-Khelaifiego, którego uniewinniono z zarzutu nakłaniania Valckego do niegospodarności.

Katarczyk miał przekazać Valckemu do użytkowania luksusową willę na Sardynii w zamian za przyznanie jego firmie prawa do transmisji mundiali w latach 2018-30.

Al-Khelaifi jest także ministrem w rządzie Kataru i członkiem komitetu wykonawczego UEFA.

Skazanie Valckego, choć za mniej poważne zarzuty, jest pierwszym doprowadzonym przez szwajcarskich prokuratorów, którzy rozpoczęli śledztwo w sprawie FIFA sześć lat temu.(PAP)

 

twitter.com/ZeeNewsSports

W Anglii kibice wrócą na stadiony 2 grudnia

Maksymalnie do czterech tysięcy widzów będzie mogło zasiadać na trybunach stadionów w Anglii od 2 grudnia. Obiekty pozostawały zamknięte dla kibiców od marca, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa.

Powrót kibiców na stadiony planowano od października, ale na przeszkodzie stanął wzrost zakażeń.

"Mogę potwierdzić, że 2 grudnia nastąpi zakończenie ogólnokrajowych restrykcji" - powiedział premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson.

Stadiony podzielono na trzy kategorie. Te najwyższej będą mogły wpuszczać do czterech tysięcy widzów, te z drugiej - do dwóch tysięcy, a z trzeciej pozostaną zamknięte.(PAP)

foto : wikipedia

Brzęczek: Lewandowski odpocznie w meczu z Ukrainą

Selekcjoner Jerzy Brzęczek zapowiedział przed środowym towarzyskim meczem z Ukrainą w Chorzowie, że da odpocząć kilku piłkarzom reprezentacji, wśród nich Robertowi Lewandowskiemu. "Ci zawodnicy mają za sobą dużo spotkań, również w Lidze Mistrzów i Lidze Europy" - dodał.

Biało-czerwonych czekają teraz trzy mecze - 11 listopada towarzyski z Ukrainą na Stadionie Śląskim, cztery dni później wyjazdowy w Reggio Emilia z Włochami w Lidze Narodów, a na zakończenie zmagań w tych rozgrywkach 18 listopada spotkanie, znów w Chorzowie, z Holandią. Początek każdego o godz. 20.45.

Kadrowicze Brzęczka w poniedziałek oficjalnie rozpoczęli zgrupowanie w Katowicach. Selekcjoner potwierdził, że z Ukrainą nie zagra m.in. Lewandowski.

"Czy dam odpocząć Robertowi w tym meczu? Tak, na pewno. Nie tylko on, ale również ci, którzy grają na co dzień w Lidze Mistrzów i Lidze Europy, mają tych spotkań bardzo dużo. Dlatego w środę ci zawodnicy będą odpoczywać" - zapowiedział Brzęczek podczas poniedziałkowej wideokonferencji prasowej.

Jak dodał, Lewandowski dołączy na zgrupowanie kadry we wtorek.

Z różnych powodów w listopadowych meczach nie wezmą udziału Damian Kądzior, Michał Karbownik i bramkarz Bartłomiej Drągowski. Ponadto kontuzje leczą Maciej Rybus i Jakub Kamiński, których także może zabraknąć w najbliższych spotkaniach.

"Z pierwszych informacji w przypadku Kamińskiego wynika, że to prawdopodobnie odnowienie urazu, który miał już przed meczem z warszawską Legią. Czekamy na wynik jego badań. Patrząc obiektywnie, jest mało prawdopodobne, że będzie do naszej dyspozycji" - przyznał Brzęczek.

Drągowski zgodnie z decyzją władz sanitarnych Włoch wraz z całą drużyną ACF Fiorentina został wysłany na dziesięciodniową kwarantannę. Jest ona wynikiem wykrycia obecności koronawirusa u jednego z zawodników klubu.

Karbownik w ubiegłym tygodniu uzyskał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa, który automatycznie wykluczył zawodnika Legii ze zgrupowania reprezentacji.

Natomiast Kądzior po ustaleniach z Brzęczkiem pozostał w swoim klubie – SD Eibar.

"Reprezentant Polski ze względu na zmianę barw klubowych w ostatnim okienku transferowym nie wziął udziału w okresie przygotowawczym. Z tego powodu zarówno zawodnik, jak i selekcjoner uznali, że dla Kądziora znacznie lepszym rozwiązaniem będzie pozostanie w klubie i trening z drużyną, który pozwoli mu skutecznie powalczyć o miejsce w składzie SD Eibar" - poinformował w poniedziałek PZPN.

Wobec takiej sytuacji do reprezentacji dołączył awaryjnie Przemysław Płacheta z kadry do lat 21.

Jak poinformował rzecznik PZPN i reprezentacji Jakub Kwiatkowski, w dzisiejszym popołudniowym rozruchu kadry na stadionie Ruchu Chorzów weźmie udział 12 piłkarzy.

Natomiast wieczorem zawodnicy i sztab przejdą testy na koronawirusa.

Już wcześniej było wiadomo, jak przyznał teraz Brzęczek, że jeden z pracowników jego sztabu jest zakażony koronawirusem.

"Ta osoba została oczywiście odseparowana, nie mamy bezpośredniego kontaktu, ale cały czas wykonuje swoją pracę on-line, przygotowuje materiały. Mam nadzieję, że pozostali ludzie ze sztabu, jak również oczywiście piłkarze i cała kadra po dzisiejszych wieczornych testach będą mieć wyniki negatywne. Jutro je poznamy" - przyznał selekcjoner.

Październik był udany dla biało-czerwonych, którzy rozegrali trzy mecze u siebie. Najpierw pokonali w towarzyskim spotkaniu Finlandię 5:1, następnie - w Lidze Narodów UEFA - zremisowali z Włochami 0:0 oraz wygrali z Bośnią i Hercegowiną 3:0.

"Ostatnie dwa lata nie były na pewno łatwe, ale dla mnie najważniejszą sprawą jest wywiązywanie się z postawionych przed nami zadań. Pierwsze to awans na mistrzostwa Europy, osiągnęliśmy ten cel. Zaczęliśmy już także realizować drugie zadanie - wprowadzanie młodych zawodników. Myślę, że ta mieszanka doświadczenia i rutyny z wkraczającą szerokim wachlarzem do reprezentacji młodością dodaje nam pewnej nieobliczalności, powiewu świeżości. Ale oczywiście każde kolejne zgrupowanie i mecz muszą być potwierdzeniem słuszności drogi, jaką idziemy" - podkreślił selekcjoner.

Po czterech kolejkach grupy A1 Ligi Narodów Polska ma siedem punktów i o jeden wyprzedza Włochy, a o dwa Holandię. Tabelę zamykają pozostający bez zwycięstwa Bośniacy - 2 pkt.

Czy biało-czerwoni będą w stanie utrzymać to pierwsze miejsce?

"Na pewno nie jesteśmy faworytem grupy. Potrzebujemy jednego punktu, żeby wykonać nasz plan minimum, czyli utrzymać się w najwyższej dywizji LN. Teraz gramy z głównymi faworytami w tej grupie, czyli z Włochami i Holendrami. Futbol lubi niespodzianki. Mam nadzieję, że będziemy w stanie pokusić się o taką. To byłby fantastyczny prezent dla naszych kibiców" - zaznaczył Brzęczek.

Selekcjoner podczas konferencji odniósł się także do kłopotów Arkadiusza Milika z Napoli i Kamila Grosickiego z West Bromwich Albion, którzy od wielu tygodni nie grają w swoich klubach, a są powoływani do reprezentacji.

"Wiem, że od wrześniowego zgrupowania nie rozegrali żadnego meczu w klubach, ale to są bardzo ważne postaci tej reprezentacji. Piłkarze z niesamowitą jakością. Ja na nich bardzo liczę. Na pewno nie mają teraz łatwego momentu, ale myślę, że to wszystko zmieni się w styczniu i będą mieć już za sobą występy w drużynach klubowych. Dlatego też zostali powołani, bo jestem spokojny o ich dyspozycję i jakość" - podkreślił trener reprezentacji.

Z powodu pandemii i przymusowej kwarantanny spore problemy ma reprezentacja Włoch. Niewykluczone, że selekcjoner Roberto Mancini, który zresztą sam przebywa obecnie w izolacji po swoim pozytywnym wyniku testu na COVID-19, nie będzie mógł skorzystać z wielu piłkarzy.

"Nie liczymy na to, że rywale będą osłabieni. Do meczu z Włochami jest jeszcze trochę czasu. Życzę trenerowi Manciniemu oraz jego zawodnikom zdrowia i tego, żeby mogli przyjechać na zgrupowanie. Do kadry Italii powołano ponad 40 zawodników. Bez względu na to, w jakim składzie Włosi zagrają przeciwko naszej drużynie, musimy być przygotowani na bardzo trudny mecz" - stwierdził Brzęczek. (PAP)

 

twitter.com/sport_tvppl

Piłkarska LE - drugie porażki Lecha i Standardu Liege w grupie D

Piłkarze Lecha pozostają bez punktu w grupie D Ligi Europy. W drugiej kolejce poznaniacy przegrali w Glasgow z Rangers FC 0:1. Drugiej porażki w tej grupie doznał także Standard Liege, tym razem 0:3 w Lizbonie z Benficą.

Poznaniacy, którzy tydzień wcześniej ulegli u siebie Benfice 2:4, wystąpili w Szkocji bez kilku czołowych piłkarzy, m.in. mającego duży wpływ na ofensywną grę "Kolejorza" Portugalczyka Pedro Tiby.

Do 68. minuty Lech bronił się skutecznie, ale wówczas gola głową strzelił Alfredo Morelos, wprowadzony chwilę wcześniej na boisko.

Kolumbijczyk jest dobrze znany polskim kibicom - to właśnie jego trafienie przesądziło w 2019 roku o zwycięstwie Rangers u siebie nad Legią 1:0 w ostatniej rundzie kwalifikacji Ligi Europy (w Warszawie było 0:0).

Piłkarze z Glasgow pozostają niepokonani w tym sezonie. Z 17 meczów, licząc wszystkie rozgrywki (również eliminacje LE), wygrali 15, a dwa zremisowali.

Niespodzianki nie było w Lizbonie, gdzie Benfica gładko pokonała Standard Liege 3:0. Dwie bramki zdobył Pizzi (w tym jedną z rzutu karnego), "jedenastkę" wykorzystał także sprowadzony latem z Freiburga Niemiec Luca Waldschmidt.

Po dwóch kolejkach grupy D Benfica i Rangers mają komplet punktów, a Lech i Standard, które za tydzień zmierzą się w Poznaniu, zerowy dorobek.

Wracający po zakażeniu koronawirusem Piotr Zieliński z Napoli był rezerwowym w wyjazdowym meczu grupy F z Realem Sociedad. Włoski zespół wygrał z liderem hiszpańskiej ekstraklasy 1:0 po golu Matteo Politano.

W kadrze Napoli ponownie zabrakło Arkadiusza Milika, który nie został zgłoszony przez klub do UEFA.

Dość niespodziewanym liderem tej grupy jest z kompletem punktów AZ Alkmaar. W lidze holenderskiej ten zespół zanotował pięć remisów w pięciu meczach, ale w LE ma komplet zwycięstw. Przed tygodniem pokonał na wyjeździe Napoli 1:0, a teraz 4:1 u siebie Rijekę.

W grupie E Omonia Nikozja uległa PSV Eindhoven 1:2, a Granada zremisowała bezbramkowo z PAOK Saloniki. W greckiej drużynie od 69. minuty grał Karol Świderski. Liderem z czterema punktami jest Granada.

Ze zmiennym szczęście grały wieczorem renomowane kluby. W grupie A Roma tylko zremisowała u siebie z CSKA Sofia 0:0, natomiast w grupie B Arsenal pokonał w Londynie irlandzki FC Dundalk 3:0 i z kompletem punktów prowadzi w tabeli (taki sam dorobem ma Molde FK).

Wcześniej w czwartek popis zaprezentował m.in. AC Milan. Lider włoskiej ekstraklasy pokonał u siebie Spartę Praga 3:0, a bramki zdobyli Hiszpan Brahim Diaz oraz Portugalczycy Rafael Leao i Diogo Dalot.

Zwycięstwo "Rossonerich" mogło być jeszcze wyższe, ale w 36. minucie Zlatan Ibrahimovic nie wykorzystał rzutu karnego, podyktowanego za faul właśnie na nim. Słynny Szwed trafił w poprzeczkę.

Prowadzona przez Stefana Piolego drużyna z San Siro ostatniej porażki - licząc wszystkie rozgrywki - doznała 8 marca.

W drugim meczu grupy H Lille OSC zremisował u siebie z Celtikiem Glasgow 2:2, choć do 67. minuty gospodarze przegrywali 0:2 po dwóch golach reprezentanta Norwegii Mohameda Elyounoussi. W ekipie ze Szkocji rezerwowym był Patryk Klimala.

Po dwóch kolejkach Milan ma sześć punktów, Lille cztery, Celtic jeden, a Sparta pozostaje bez żadnego.

Do niespodzianki doszło w grupie J, gdzie Tottenham Hotspur przegrał w Belgii z drużyną z Antwerpii 0:1. Bramkę dla Royalu zdobył doświadczony izraelski pomocnik Lior Refaelov, przez wiele sezonów piłkarz FC Brugge.

Drużynie Jose Mourinho nie pomógł fakt, że od początku wystąpili m.in. Gareth Bale, Dele Alli i Serge Aurier, a w drugiej połowie Heung-Min Son czy Harry Kane (zmienił Bale'a).

Royal wygrał sześć ostatnich meczów, licząc wszystkie rozgrywki. W tabeli LE jest liderem z kompletem punktów.

Tottenham ma trzy, podobnie jak LASK Linz, który pokonał pozostający bez żadnego punktu Łudogorec Razgrad 4:3. (PAP)

 

twitter.com/Dani10Ramirez

Formuła 1 - Mick Schumacher: jestem gotowy

"Zdecydowanie czuję się gotowy na starty w Formule 1" - powiedział w wywiadzie dla jednego z portali informacyjnych Mick Schumacher, syn siedmiokrotnego mistrza świata Michaela.

"W ostatnich latach mocno pracowałem i jestem z tego zadowolony. Zawsze pragnąłem, aby pewnego dnia zostać kierowcą Formuły 1. Wszystko podporządkowałem temu życzeniu i mam nadzieję, że uda się je zrealizować" - dodał 21-letni kierowca.

W sezonie 2020 Schumacher Jr. startował w mistrzostwach świata Formuły 2 FIA. Na dwa wyścigi przed zakończeniem sezonu na torze Sakhir w Bahrajnie jest liderem klasyfikacji generalnej z dużymi szansami na tytuł.

Czy i do jakiego zespołu F1 traci w sezonie 2021 Schumacher Jr. jest nadal sprawą otwartą. Nieoficjalnie wiadomo, że najbardziej zaawansowane rozmowy przedstawiciele zawodnika prowadzą z amerykańską ekipą Haas, która jako jedyna nie ma obecnie potwierdzonego składu.

Haas ściśle współpracuje z koncernem Ferrari, producentem silników, którego Akademię Młodych Kierowców swego czasu ukończył Mick Schumacher. (PAP)

 

twitter.com/SchumacherMick

Bernie Ecclestone, twórca sukcesu Formuły 1, kończy 90 lat

W środę 90. urodziny obchodzi Brytyjczyk Bernie Ecclestone, który przez ok. 40 lat zarządzał Formułą 1. To właśnie jemu przypisuje się zasługi w rozwoju cyklu, który zaczął przynosić ogromne dochody i stał się najpopularniejszym sportem motorowym na świecie.

Ecclestone także próbował swoich sił w wyścigach i w 1949 roku zasiadł w kokpicie bolidu Formuły 3, ale w sportowej karierze sukcesów nie odnosił, dlatego szybko z niej zrezygnował.

W roli biznesmena zaczął sprawdzać się już po zakończeniu drugiej wojny światowej, kiedy zaczął handlować częściami do motocykli. W 1957 roku rozpoczął także karierę menedżera i miał pod opieką startującego w Formule 1 Brytyjczyka Stuarta Lewisa-Evansa, a później także reprezentanta Austrii Jochena Rindta. Ten drugi został mistrzem świata w 1970 roku - pośmiertnie, bo przed końcem sezonu zginął w wypadku na torze Monza. Także Lewis-Evans stracił życie podczas rywalizacji.

Na początku lat 70. Ecclestone był już właścicielem teamu Brabham i przewodził organizacji konstruktorów FOCA. Jego pozycja w środowisku F1 stawała się coraz mocniejsza. Doprowadził do profesjonalizacji cyklu, wynegocjował kontrakty z organizatorami poszczególnych wyścigów i stacjami telewizyjnymi - przekształcił hermetyczną Formułę 1 w światowej sławy markę.

Brytyjczyk niepodzielnie kierował tym cyklem od lat 80. XX wieku do 2016 roku, gdy sprzedał prawa do Formuły 1 za osiem miliardów dolarów amerykańskiej grupie Liberty Media.

W mediach zrobiło się o nim ostatnio głośno w lipcu bieżącego roku, kiedy urodziło mu się czwarte dziecko. Jego żona Fabiana Flosi jest od niego o 46 lat młodsza. Ecclestone ma także trzy córki (z dwiema poprzednimi partnerkami), pięcioro wnuków i prawnuka.(PAP)

 

foto : wikipedia
 
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.