Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Kronika kryminalna

All Stories

7-latek z Polski miał zostać pobity w Anglii z powodu pochodzenia

Siedmioletni chłopiec z Polski został w zeszłym tygodniu pobity w szkole w mieście Halifax w północnej Anglii za to, że jest Polakiem - twierdzi ojciec dziecka.

"Rano jak zwykle żona zawiozła syna do szkoły. Po drodze planowanie dnia, +żółwik+ i buzi... (O godz.) 11.03 telefon ze szkoły, że syn musi zostać odwieziony do szpitala. To nie był wypadek. Szykany, zastraszanie trwały od początku roku, w końcu doszło do pobicia za to tylko, że jest Polakiem" - napisał w minioną środę na Facebooku Karol Mizgalski. Zamieścił też zdjęcie chłopca z widocznymi obrażeniami wokół lewego oka.

Jak opisuje portal Polish Telegraph, w miniony wtorek 7-letni Gabriel stał wraz z grupą uczniów z innych klas przed szkolną stołówką w jednej ze szkół w Halifax. Na oczach wielu rówieśników został napadnięty i pobity. Upadł i przez chwilę się nie ruszał. Sprawcami napaści byli uczniowie ze szkoły, którzy od dłuższego czasu dokuczali chłopcu za to, że jest Polakiem. Wcześniejsze zaczepki i prośby rodzica kierowane do szkoły o interwencję zbagatelizowano - relacjonuje portal.

Jak informuje dalej, o pobiciu chłopca powiadomiono jego ojca. Przez telefon poinformowano, że w trakcie pobytu w szkole doszło do zdarzenia, którego skutkiem są obrażenia wymagające wizyty w szpitalu; dodano zarazem, że nie był to wypadek. Z wersji przedstawionej ojcu przez szkołę wynikało, że Gabriel został przewrócony, a następnie uderzony jakimś przedmiotem w głowę. Polish Telegraph pisze również, że ojciec chłopca nie otrzymał pomocy ani ze strony szkoły, ani policji.

"(Według przedstawionej przez szkołę wersji - PAP) nauczyciel nie zdążył dobiec, bo wszystko odbyło się tak szybko. Uratował go (jednak) od następnych ciosów. I całe szczęście, bo mogłoby być jeszcze gorzej. Dzwonili do mnie rodzice dzieci, które były świadkami tego, co się stało. One trochę inaczej opisują zdarzenie. To była grupa kilku klas razem. Po ataku mój syn upadł i nie ruszał się. (Według rodziców uczniów - PAP) to nie nauczyciel dobiegł, bo żadnego nauczyciela tam nie było. Dzieci obroniły mojego syna, a następnie podniosły (go) i zaprowadziły do budynku. Gabi dłuższy czas nie płakał i nie odzywał się. Myślę, że stracił przytomność" - opowiada portalowi Polish Telegraph Mizgalski.

O sprawie nie poinformowały dotychczas żadne lokalne media z Halifax ani okolic. (PAP)

Photo 167575846 © Onassisworld | Dreamstime.com

W. Brytania/ Zmarł seryjny morderca kobiet nazywany "rozpruwaczem z Yorkshire"

Peter Sutcliffe, nazywany "rozpruwaczem z Yorkshire" - jeden z najbardziej znanych seryjnych morderców drugiej połowy XX wieku w Wielkiej Brytanii - zmarł w wieku 74 lat w szpitalu, do którego został przeniesiony z więzienia - poinformowały w piątek służby więzienne.

Dokładna przyczyna zgonu nie jest jeszcze znana, ale jak podają media, do szpitala trafił z powodu koronowirusa i wiadomo, że odmawiał leczenia. Wiadomo też, że od dawna miał różne problemy ze zdrowiem, które zwiększały podatność na zachorowanie na Covid-19, jak otyłość, cukrzyca i choroby serca, a od czasu skazania w 1981 r. wiele lat spędził w szpitalu z powodu schizofrenii paranoidalnej.

Sutcfliffe pomiędzy 1975 a 1980 r. zabił w Yorkshire i w północno-zachodniej Anglii 13 kobiet, a próbował zabić jeszcze co najmniej dziewięć, aczkolwiek policja podejrzewa, że całkowita liczba ofiar może być większa. Ciała ofiar okaleczał przy użyciu młotka, noża lub śrubokrętu, czym zyskał sobie przydomek nawiązujący do XIX-wiecznego seryjnego mordercy, Kuby Rozpruwacza.

Zabite przez niego kobiety miały od 16 do 47 lat i wywodziły się z różnych środowisk, choć sporą część z nich stanowiły prostytutki, co było związane z jego obsesją na ich punkcie. Po jego schwytaniu w 1981 r. wyjaśniał, że głos od Boga wysłał go z misją zabijania prostytutek.

Jednak zanim został złapany, a dokładniej - przypadkowo wpadł w ręce policji, przez pięć lat skutecznie wymykał się policyjnym poszukiwaniom. W tym czasie był nawet dziewięć razy przesłuchiwany, ale z braku dowodów nie został aresztowany. Późniejszy raport na temat policyjnego śledztwa - jednego z największych w powojennej historii Wielkiej Brytanii - wskazał zresztą na liczne błędy i zaniedbania.

Brzemienny w skutkach był zwłaszcza żart, na który policja dała się nabrać. W latach 1978-79 niejaki John Humble wysłał trzy listy i kasetę audio, twierdząc, że to on jest seryjnym mordercą. Jego silny akcent z północno-wschodniej Anglii, zupełnie różny od tego z Yorkshire, skierował śledztwo na zupełnie inne tropy. Zanim policja się zorientowała, że została wprowadzona w błąd, Sutcliffe zabił kolejne trzy kobiety.

Sutcliffe został zatrzymany w styczniu 1981 r. w Sheffield za jazdę samochodem z fałszywymi numerami rejestracyjnymi. Nie przyznał się do zabójstw, ale przyznał się do siedmiu ataków na kobiety. Został skazany na dożywotnie więzienie bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie przed upływem 30 lat, jednak w 2010 r. sąd zdecydował, że musi on odbyć karę pełnego dożywocia.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

W. Brytania/ Zmarł seryjny morderca kobiet nazywany "rozpruwaczem z Yorkshire"

"Le Monde": ofiary ataku nożownika w Nicei to dwie kobiety i kościelny bazyliki

W czwartek rano w bazylice Notre Dame w Nicei nożownik podciął gardło kobiecie i śmiertelnie ranił 45-letniego kościelnego świątyni. Druga poważnie ranna kobieta uciekła z kościoła do pobliskiej kawiarni i po kilku minutach zmarła - podaje dziennik "Le Monde".

Kilka osób zostało rannych w ataku. Sprawca, który wiele razy wykrzykiwał "Allahu Akbar" (Bóg jest wielki), został postrzelony przez policję, zatrzymany i przewieziony do szpitala.

Dziennik "Le Figaro" podaje, również powołując się na źródła policyjne, że starsza kobieta udała się do świątyni wcześnie rano i została znaleziona z podciętym gardłem i "prawie odciętą głową" niedaleko chrzcielnicy w bazylice. Według gazety również kościelny miał poderżnięte gardło. Druga kobieta, której udało się uciec do pobliskiej kawiarni, zmarła w wyniku kilkakrotnego ugodzenia nożem.

Dziennik "Liberation" w krótkiej relacji z miejsca ataku wskazuje, że mieszkańcy dzielnicy Notre Dame, gdzie doszło do zamachu ok. godz. 9 rano, czuli "strach, smutek, po złość". "Dzwon w bazylice już składa hołd ofiarom. Jest godz. 10.50, a w dzielnicy Notre Dame w Nicei dzwony biją ciężej i wolniej niż zwykle" - pisze gazeta.

"Między mną a tą bazyliką istnieje głęboka miłość. Chodziłam tam w każdą niedzielę wieczorem" - mówi Aurore, parafianka i emerytka mieszkająca niedaleko świątyni. "To była moja bazylika: czułam się tam dobrze" - zapewnia kobieta, która - jak wskazuje dziennik - o tym miejscu mówi w czasie przeszłym, niespełna godzinę po ataku. "Nie sądzę, żebym kiedykolwiek tu wróciła", "bardzo bałabym się wrócić" - dodaje.

Aurore właściwie już miała się stąd przeprowadzić. "Jestem między smutkiem a złością (..)" - mówi jej 67-letnia koleżanka Regine, emerytowana nauczycielka. "Obie jesteśmy bardzo religijnymi, praktykującymi katoliczkami. Dobro musi zwyciężyć ze złem. Taki był sens wszystkich moich modlitw przed atakiem" - dodaje. (PAP)

cyk/ akl/

 

twitter.com/RTbotBaudet

Francja/ Źródło policyjne: jest obawa, że kobiecie ścięto głowę po ataku nożownika w Nicei

Istnieje obawa, że kobiecie ścięto głowę po ataku nożownika w czwartek w Nicei - podało źródło we francuskiej policji, na które powołuje się agencja Reutera. Według wcześniejszych doniesień policji w ataku nożownika koło bazyliki Notre Dame w Nicei dwie osoby poniosły śmierć, a kilka jest rannych.

Szefowa skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen powiedziała dziennikarzom w parlamencie Francji, że podczas ataku doszło do "ścięcia głowy". (PAP)

 

twitter/ECiotti

Kilkunastoletnie wyroki dla nastolatków za zabójstwo policjanta

Trzech brytyjskich nastolatków zostało w piątek skazanych na 16, 13 i 13 lat więzienia za zabicie policjanta, który był wleczony za samochodem przez ponad 2 km. Zdarzenie, do którego doszło w sierpniu ubiegłego roku, wstrząsnęło brytyjską opinią publiczną.

28-letni Andrew Harper zginął podczas interwencji, gdy wraz z innym policjantem próbował zapobiec dokonywanej przez nastolatków kradzieży quada. Harper podbiegł do samochodu, którym nastolatkowie wywozili kradziony pojazd, stanął na pętlę liny holowniczej do jego ciągnięcia, która po ruszeniu samochodu się zacisnęła i w efekcie był wleczony za uciekającym samochodem przez ponad 2 kilometry. Wskutek odniesionych obrażeń zmarł.

19-letni Henry Long, który kierował samochodem, i dwaj 18-letni pasażerowie Jessie Cole i Albert Bowers w zeszłym tygodniu zostali uznani za winnych spowodowania śmierci, ale zostali oczyszczeni z zarzutów morderstwa. Prokuratura twierdziła, że oskarżeni byli świadomi, że funkcjonariusz jest ciągnięty za samochodem. Ale prawnicy nastolatków twierdzili, że nie mogli oni zaplanować takiego przebiegu wydarzeń.

W piątek Long został skazany na 16 lat więzienia, a Cole i Bowers - po 13 lat więzienia.

Na początku tego tygodnia wdowa po Harperze napisała do premiera Borisa Johnsona, aby poprosić o ponowne rozpatrzenie sprawy, po tym jak sprawcy śmierci jej męża zostali oczyszczeni z zarzutów morderstwa. Do zdarzenia doszło zaledwie cztery tygodnie po ich ślubie. Rzecznik prasowy premiera powiedział, że odpowie on po zakończeniu postępowania sądowego.

Oprócz tragicznych okoliczności śmierci policjanta, oburzenie opinii publicznej spotęgował fakt, że oskarżeni nie wykazywali ani odrobiny skruchy, a nawet śmiali się i żartowali podczas procesu.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Kilkunastoletnie wyroki dla nastolatków za zabójstwo policjanta

Badanie: ponad połowa Polaków obawia się kradzieży tożsamości

55 proc. Polaków obawia się kradzieży tożsamości; jednocześnie co trzeci nie potrafi ocenić, czy w sposób właściwy chroni swoje dane osobowe - wynika z badania "Jak Polacy chronią swoje dane osobowe?". Ankietowani za największe zagrożenie uznają działalność oszustów w internecie.

Według przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej i serwis ChronPESEL.pl badania, ponad połowa Polaków jest przekonana, że dobrze chroni swoje dane osobowe (52 proc.), jednocześnie co trzeci ankietowany miał problem z oceną, czy zapewnia swoim danym należytą ochronę (38 proc.).

W opinii badanych, złodzieje tożsamości pobierają dane osobowe głównie w drodze wyłudzenia, na przykład poprzez fałszywe strony logowania lub fałszywe e-maile (74,5 proc.). Równocześnie ponad połowa ankietowanych uważa, że oszuści zyskują dostęp do danych poprzez kradzież dokumentów papierowych i plastikowych (50,3 proc.).

Z kolei ponad 41 proc. Polaków obawia się, że przestępcy wykorzystają ich dane osobowe podrabiając dokumenty lub karty płatnicze. "Np. w połowie czerwca mogliśmy przeczytać o rozbiciu grupy przestępczej, która na podrabianiu dokumentów i późniejszej ich sprzedaży zarobiła blisko 3,5 mln zł" - zaznacza cytowany w badaniu Bartłomiej Drozd z serwisu ChronPESEL.pl.

Ekspert przypomniał, że w ubiegłym roku weszła w życie ustawa o dokumentach publicznych zakazująca m.in. handlu fałszywymi dokumentami, takimi jak dowód osobisty lub prawo jazdy. Miało to spowodować zakończenie procederu polegającego na sprzedaży „dokumentów kolekcjonerskich”. "Okazuje się, że w Internecie nadal można sobie zamówić replikę dowodu" - wskazał.

Posługujący się naszymi danymi oszust zgłasza się do firmy pożyczkowej lub sklepu, np. ze sprzętem elektronicznym, gdzie korzystając z „nowej” tożsamości wyłudza pieniądze lub robi kosztowne zakupy na raty, których oczywiście nie zamierza płacić – tłumaczy Drozd.

Adrian Figurniak z ChronPESEL.pl zwrócił z kolei uwagę, że w okresie pandemii oszuści próbują wyłudzać dane podszywając się pod pracowników instytucji państwowych. Dał przykład klienta, który w rozmowie telefonicznej został poproszony o podanie m.in. numeru PESEL, serii i numeru dowodu osobistego oraz adresu do korespondencji przez rzekomego pracownika Sanepidu. Chodziło o weryfikację dot. odbycia kwarantanny.

"Klient usłyszał, że w ciągu trzech dni roboczych pojawi się u niego pogotowie ratunkowe, żeby potwierdzić badania telefoniczne. Do tego czasu miał nie opuszczać domu" - opowiada ekspert. Po upływie wyznaczonego czasu, gdy nikt nie przyjechał, klient sam zadzwonił do Sanepidu, gdzie dowiedział się, że instytucja nie podejmowała wobec niego żadnych działań. "W niecałe dwa tygodnie od rozmowy oszuści wykorzystali jego dane osobowe do wyłudzenia pieniędzy" - wyjaśnił Figurniak.

Ekspert podkreślił, że podobnych przykładów jest wiele i dlatego np. Urząd Ochrony Danych Osobowych zaleca założenie konta w biurze informacji gospodarczej, celem monitorowania swojej aktywności kredytowej.

Badanie "Jak Polacy chronią swoje dane osobowe?" przeprowadzono w II kwartale 2020 na próbie 298 osób. (PAP)

Badanie: ponad połowa Polaków obawia się kradzieży tożsamości

Poszukiwany wz. z zabójstwem 46-latka z Lęborka został zatrzymany w Wielkiej Brytanii

Poszukiwany w związku z zabójstwem 46-letniego Wojciecha N. z Lęborka został zatrzymany w Wielkiej Brytanii. Jak podała w środę KWP w Gdańsku, było to możliwe dzięki międzynarodowej współpracy. Mężczyzna oczekuje na ekstradycję do Polski.

Zaginięcie Wojciecha N. zgłosiła 2 grudnia 2019 r. jego żona. Trzy dni później na policyjnej stronie zaginionych umieszczono wizerunek 46-letniego mężczyzny z adnotacją "daktyloskopowany". W niedzielę, 8 grudnia, zakopane zwłoki odkryto w lesie w pobliżu Siemianic pod Słupskiem. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było wykrwawienie spowodowane licznymi obrażeniami zadanymi ostrym narzędziem.

W związku z zabójstwem 46-letniego Wojciecha N. z Lęborka zatrzymano na terenie Słupska i Zabrza 10 osób, mieszkańców województwa pomorskiego. Czterem zostały postawione zarzuty udziału w zabójstwie, dwóm - poplecznictwa, czyli utrudniania śledztwa i zacierania śladów, przy czym jednej z nich dodatkowo postawiony zarzut posiadania broni gazowej. Siódmej osobie przedstawiono zarzut posiadania narkotyków. Pozostałe trzy zostały przesłuchane w charakterze świadków i zwolnione do domu.

Jak podano w środę w komunikacie pomorskiej policji, jedna z podejrzanych w sprawie osób uciekła za granicę bezpośrednio po zdarzeniu. Policjanci z gdańskiej komendy wojewódzkiej ustalili, że poszukiwany mężczyzna mieszka w Wielkiej Brytanii. Został on zatrzymany w wyniku międzynarodowej współpracy z angielską policją i oficerem łącznikowym w Londynie. Oczekuje na ekstradycję do Polski.

Za zabójstwo grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Śledztwo dotyczące zabójstwa Wojciecha N. z Lęborka przejął jeszcze w grudniu 2019 r. od Prokuratury Okręgowej w Słupsku wydział zamiejscowy gdańskiego departamentu do spraw przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie.

Gdy śledztwo prowadziła jeszcze słupska prokuratura, jej rzecznik Paweł Wnuk przyznał, że podejrzani są znani policji jako osoby związane ze światem przestępczym. Śledczy nie informowali o motywach, którymi kierowali się zabójcy. Nieoficjalnie jedną z przyjętych wersji były rozliczenia finansowe.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Wojciech N. był znany policji. Według jej komunikatu z 2005 r., "wprowadził do obrotu na terenie pow. lęborskiego znaczną ilość środków odurzających i substancji psychotropowych (...)". W tamtym czasie zostało również zatrzymanych 12 członków grupy, którą miał kierować. W styczniu 2006 roku Wojciech N. został skazany na 4,5 roku więzienia.

Służby prasowe KWP w Gdańsku nie udzielały w tej sprawie komentarza, zasłaniając się dobrem śledztwa. Prokurator Wnuk powiedział zaś, że "Prokuratura Okręgowa w Słupsku nie będzie udzielała informacji na temat ewentualnego skazania osób, co do których orzeczone kary mogłyby ulec już zatarciu". (PAP)

Poszukiwany wz. z zabójstwem 46-latka z Lęborka został zatrzymany w Wielkiej Brytanii

Nożownikowi z Reading postawiono zarzut trzykrotnego zabójstwa

Libijskiemu azylantowi, Khairiemu Saadallahowi, który przed tygodniem zabił w parku w Reading na zachód od Londynu trzy osoby i trzy kolejne ranił, postawiono w sobotę zarzut trzykrotnego zabójstwa i trzykrotnego usiłowania zabójstwa.

W poniedziałek 25-letni Saadallah stanie przed sądem w Reading.

Już 21 czerwca policja poinformowała, że traktuje zdarzenie jako mające podłoże terrorystyczne. Jak podawały brytyjskie media, Saadallah przybył do Wielkiej Brytanii w 2012 roku jako uchodźca z Libii, a w 2018 roku otrzymał azyl, choć w ciągu tych sześciu lat miał liczne konflikty z prawem. W zeszłym roku znajdował się przez pewien czas pod obserwacją MI5 w związku z zamiarem wyjazdu do Syrii, bądź Libii.

Libijczyk dokonał ataku 20 czerwca wieczorem. Według relacji świadków, Saadallah podbiegł nagle, krzycząc trudne do zrozumienia słowa, do siedzącej w parku grupy 8-10 osób i dźgnął nożem w szyję i w bok co najmniej trzy z nich, zanim pozostali zdążyli się zorientować, co się dzieje. Następnie w trakcie ucieczki zaatakował jeszcze inne osoby. Zatrzymany został przez nieuzbrojonego policjanta, który dogonił go i powalił na ziemię.

Jak wykazały sekcje zwłok, wszystkie ofiary - 36-letni James Furlong, nauczyciel z gimnazjum w pobliskiej miejscowości Wokingham, 39-letni Amerykanin Joe Ritchie-Bennett, który od 15 lat mieszkał w Wielkiej Brytanii i 49-letni David Wails, naukowiec pracujący dla dużej firmy chemicznej - zginęły od pojedynczych ciosów nożem. Wszystkie trzy osoby, które zostały ranne w ataku, wyszły już ze szpitala.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Zaczął się proces byłego szefa rządu Szkocji oskarżonego o molestowanie i próbę gwałtu

Przed sądem w Edynburgu rozpoczął się w poniedziałek proces byłego szefa autonomicznego rządu Szkocji Alexa Salmonda, który jest oskarżony o molestowanie seksualne i próbę gwałtu, czego miał się dopuścić w czasie sprawowania urzędu.

Salmondowi postawiono łącznie 14 zarzutów - jeden zarzut próby gwałtu, jeden zarzut zamiaru popełnienia gwałtu, 10 zarzutów napaści na tle seksualnym i dwa zarzuty nieprzyzwoitego zachowania. Miało do nich dojść pomiędzy czerwcem 2008 a listopadem 2014 r. Do domniemanej próby gwałtu miało dojść w czerwcu 2014 r. w oficjalnej rezydencji szefa rządu, gdy przyparł kobietę do ściany, ściągnął ubranie najpierw z niej, a następnie z siebie, po czym pchnął ją na łóżko i na niej się położył.

65-letni Salmond od aresztowania w styczniu 2019 r. zaprzecza wszystkim zarzutom i również w poniedziałek się do nich nie przyznał. Zapowiedział, że będzie się "energicznie" bronił w czasie rozprawy. Oczekuje się, że proces potrwa około czterech tygodni.

Salmond dwukrotnie - w latach 1990-2000 i 2004-2014 - był liderem Szkockiej Partii Narodowej (SNP), którą poprowadził do zwycięstwa w wyborach do szkockiego parlamentu w 2007 r. Funkcję pierwszego ministra (premiera) autonomicznego rządu Szkocji pełnił do listopada 2014 r. - ustąpił po przegranym referendum w sprawie niepodległości Szkocji. W 2015 r. został wybrany do brytyjskiej Izby Gmin, ale w kolejnych wyborach w 2017 r. stracił mandat.

Później m.in. prowadził program w prokremlowskiej rosyjskiej telewizji RT. W 2018 r. wystąpił z SNP w związku z procesem, który wytoczył szkockiemu rządowi za sposób, w jaki prowadzone jest przeciwko niemu dochodzenie w sprawie o molestowanie. Sąd przyznał rację Salmondowi, uznając, że postępowanie było prowadzone niezgodnie z prawem, ale nie ma to żadnego wpływu na obecnie toczącą się sprawę, która dotyczy następnych zarzutów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Nożownik z londyńskiego meczetu stanął przed sądem

Mężczyzna, który w czwartek zaatakował nożem muezina w Londyńskim Meczecie Centralnym, stanął w sobotę przed sądem. Został on oskarżony o ciężkie uszkodzenie ciała i posiadanie niebezpiecznego narzędzia.

Oskarżony to 29-letni Daniel Horton, który od zeszłego roku jest bezdomnym. Ofiara i napastnik znali się, bo Horton od lat uczęszczał do znajdującego się w pobliżu Regent’s Park meczetu. W czwartek po południu zaatakował on 70-letniego Raafata Maglada nożem kuchennym zadając mu 1,5-centymetrową ranę w okolicach karku.

W meczecie było wówczas około 100 osób, z czego ok. 20 rzuciło się, by powstrzymać napastnika. Horton został szybko obezwładniony i aresztowany. Rana, którą zadał nie okazała się groźna, bo Maglad już następnego dnia wrócił do meczetu. Powiedział też, że wybaczył sprawcy.

Motywy działania sprawcy nie są znane. Policja już wcześniej poinformowała, że nie uważa, by zdarzenie miało podłoże terrorystyczne. Do czasu następnej rozprawy, którą wyznaczono na 20 marca, Horton pozostanie w areszcie.

Meczet Centralny, którego budowa została ukończona w 1977 roku, to z racji położenia w samym centrum Londynu jeden z najważniejszych muzułmańskich obiektów w brytyjskiej stolicy. Obok niego mieści się centrum kultury islamskiej.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Zarzuty w związku z kradzieżą biżuterii wartej 50 mln funtów

Dwóm osobom - matce i synowi - postawiono w sobotę w Londynie zarzuty w związku ze spektakularną kradzieżą biżuterii wartej 50 milionów funtów z domu Tamary Ecclestone, córki wieloletniego szefa Formuły 1 Bernie'ego Ecclestone'a i celebrytki.

47-letnia sprzątaczka Maria Mester i jej 29-letni syn Emil-Bogdan Savastru, który pracuje jako barman, stanęli w sobotę przed sądem okręgowym w londyńskiej dzielnicy Westminster. Usłyszeli zarzut spisku w celu dokonania włamania. Następna rozprawa odbędzie się 28 lutego.

W związku ze sprawą aresztowano jeszcze dwóch innych mężczyzn - w wieku 21 i 31 lat - którzy zostali następnie zwolnieni, ale nadal objęci są dochodzeniem.

Do kradzieży doszło w połowie grudnia, zaledwie kilka godzin po tym, jak 35-letnia Tamara wraz z mężem Jayem Rutlandem wyjechała na świąteczne wakacje. 57-pokojowa posiadłość znajduje się przy Kensington Palace Gardens - jednej z najbardziej prestiżowych i najlepiej strzeżonych ulic w Londynie, gdzie domy mają m.in. rosyjski oligarcha Roman Abramowicz, sułtan Brunei Hassanal Bolkiah i jeden z najbogatszych ludzi w Chinach Wang Jianlin, a niedaleko swoją rezydencję mają książę William i księżna Kate.

Ulica jest stale patrolowana przez policję. Wiadomo też, że w trakcie włamania w posiadłości znajdowała się ochrona. Jak się przypuszcza, trzej włamywacze sforsowali ogrodzenie z tyłu budynku, a następnie przeszli przez ogród i dostali się do domu. Przebywali w nim ok. 50 minut i ostatecznie zostali spłoszeni przez ochroniarzy, jednak w tym czasie zdążyli całkowicie ogołocić sejfy.

Jak podawał wówczas dziennik "The Sun", skradziona została cała biżuteria, jaką Tamara Ecclestone miała w domu - m.in. pierścionki, kolczyki i warta 80 tys. funtów bransoletka, którą otrzymała w prezencie ślubnym. Większość ze skradzionych rzeczy nie została odzyskana.

Tamara Ecclestone jest modelką, prezenterką telewizyjną i celebrytką. Jej 89-letni ojciec przez prawie 40 lat był szefem firmy organizującej wyścigi Formuły 1 i z majątkiem szacowanym na 2,4 miliarda funtów jest jednym z najbogatszych ludzi w Wielkiej Brytanii.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Indonezyjski doktorant skazany na dożywocie za 136 gwałtów

Na kolejną karę dożywotniego więzienia bez możliwości warunkowego zwolnienia przed upływem 30 lat skazał w poniedziałek sąd w Manchesterze 36-letniego studenta studiów doktoranckich z Indonezji, który został uznany za winnego co najmniej 136 gwałtów.

To prawdopodobnie tylko część dokonanych przez niego przestępstw seksualnych. Według prokuratury, Reynhard Sinaga jest "najbardziej masowym gwałcicielem w historii brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości", a możliwe, że także na świecie.

Sinaga, który mieszka w Wielkiej Brytanii od 2007 r., czatował na swoje ofiary przed barami i klubami nocnymi w Manchesterze, po czym zachęcając drinkami bądź darmowym noclegiem zwabiał je do mieszkania. Tam podawał ofiarom, którymi przeważnie byli heteroseksualni mężczyźni, GHB, czyli tzw. pigułkę gwałtu - substancję chemiczną powodującą utratę świadomości, po czym wykorzystywał ofiary seksualnie, filmując i fotografując przy okazji swoje czyny.

Sporządzona przez Sinagę dokumentacja ma w przeliczeniu rozmiar 250 płyt DVD lub 300 tysięcy zdjęć. Jednak nie wszystkie ofiary udało się zidentyfikować, bo niektóre nawet nie wiedzą, że zostały zgwałcone.

Indonezyjczyk wpadł w czerwcu 2017 r., gdy jeden z mężczyzn, któremu podał narkotyk, odzyskał świadomość w trakcie napaści seksualnej, po czym zaczął z nim walczyć i wezwał policję. Prowadzone w tej sprawie śledztwo jest największym dotyczącym przestępstw seksualnych w historii brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości.

Z racji ogromu zgromadzonego materiału sprawę podzielono na cztery odrębne procesy, z czego dwa już wcześniej się zakończyły - latem 2018 i wiosną 2019 r. W ich efekcie Sinaga został już skazany na dożywotnie więzienie bez możliwości warunkowego wyjścia z więzienia przed upływem 20 lat. Ten, w którym wyrok wydano w poniedziałek, dotyczy 159 przestępstw seksualnych, w tym 136 gwałtów, dokonanych między styczniem 2015 a majem 2017 r.

Policja przypuszcza, że Sinaga działał na przestrzeni co najmniej 10 lat, ale obawia się, że pełna skala jego czynów nigdy nie zostanie poznana.

Sędzia Suzanne Goddard powiedziała w uzasadnieniu, że "skala i potworność" przestępstw Sinagi oznacza, że opisanie go - jak to zrobiła jedna z jego ofiar - jako potwora, jest "właściwe". Jak dodała, Sinaga pokazał, że "nie ma w sobie ani krztyny wyrzutów sumienia" i czasami wydawał się "faktycznie cieszyć się procesem". Według niej, nigdy nie przestanie stanowić zagrożenia.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.