W. Brytania/ Zaskakująca porażka rządzących konserwatystów w wyborach uzupełniających

ID 217325846 © Inkdropcreative1 | Dreamstime.com

Rządząca Partia Konserwatywna doznała zaskakującej porażki w wyborach uzupełniających do brytyjskiej Izby Gmin - wynika z ogłoszonych w piątek rezultatów, które jak wskazują media, powinny być sygnałem ostrzegawczym dla premiera Borisa Johnsona.

Czwartkowe wybory w okręgu Chesham and Amersham w południowo-wschodniej Anglii przeszły zupełnie bez echa, gdyż powszechnie uważano, że konserwatyści odniosą tam łatwe zwycięstwo. Okręg ten był niezmiennie w ich posiadaniu od jego utworzenia w 1974 roku, a w wyborach z 2019 roku ich kandydatka uzyskała ponad 55 proc. głosów - o 29 punktów procentowych więcej niż zdobywca drugiego miejsca.

Tymczasem jak podano w piątek rano, wybory wygrała kandydatka Liberalnych Demokratów Sarah Green, która zdobyła 56,7 proc., a reprezentujący konserwatystów Peter Green z 35,5-procentowym poparciem zajął drugie miejsce.

Dla układu sił w Izbie Gmin utrata przez konserwatystów jednego mandatu nie ma żadnego znaczenia, bo i tak mają bardzo bezpieczną większość, ale z punktu widzenia szerszych trendów wyborczych wynik ten jest bardzo ciekawy i powinien być dla kierowanej przez Borisa Johnsona partii poważnym sygnałem ostrzegawczym.

Komentując te wyniki politycy Partii Konserwatywnej wskazywali w piątek, że przegrywanie przez rządzące ugrupowania wyborów uzupełniających zdarza się często. Jest to prawda, ale ten fakt nie w pełni wyjaśnia sytuację, bo zaledwie sześć tygodni temu to konserwatyści wygrali inne wybory uzupełniające, w Hartlepool w północno-wschodniej Anglii przejmując okręg, który w rękach Partii Pracy był od prawie 60 lat.

Brytyjskie media wskazują na dwie sprawy. Po pierwsze - ubocznym skutkiem skupiania uwagi przez Johnsona na nowo zdobytych poprzemysłowych okręgach w północnej i środkowej Anglii i składanych ich mieszkańcom obietnicach wyrównywania szans, jest to, że wyborcy z południa Anglii - czyli bastionu konserwatystów - poczuli się zaniedbani, a ich głosy traktuje się jak pewnik.

"Ludzie mówili o +czerwonym murze+ (tradycyjnie laburzystowskich okręgach w północnej i środkowej Anglii - PAP), a po zwycięstwie Sary Green w Chesham and Amersham będą mówić o niebieskim murze i o tym, że Liberalni Demokraci są głównym zagrożeniem dla konserwatystów. Ludzie tutaj czuli się ignorowani, a ich głosy brano za pewnik, lecz my ich słuchaliśmy" - mówił w piątek lider Liberalnych Demokratów Ed Davey.

Po drugie, po wynikach widać, że wyborcy przeciwni rządowi zagłosowali taktycznie, czyli niekoniecznie zgodnie ze swoimi preferencjami, lecz na osobę, która ma największą szansę na pokonanie kandydata konserwatystów. Kandydatka Partii Pracy, głównej siły opozycji, dostała zaledwie 1,6 proc. głosów, co jest najgorszym wynikiem laburzystów w jakichkolwiek wyborach uzupełniających w historii. A takie głosowanie taktyczne może budzić zaniepokojenie w kontekście następnych wyborów do Izby Gmin.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Author’s Posts