Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show
Sun, Apr 11, 2021

Biznes

Biznes

All Stories

Gospodarka skurczyła się w I kwartale o 2 proc., najmocniej od 2008 roku

Brytyjska gospodarka skurczyła się w pierwszym kwartale 2020 roku o 2,0 proc., czyli najmocniej od kryzysu finansowego w 2008 roku. To efekt spadku PKB w marcu o rekordowe 5,8 proc. - podał w środę brytyjski urząd statystyczny ONS.

Kwartalny spadek PKB okazał się wprawdzie mniejszy od oczekiwań analityków, którzy się spodziewali, że będzie on na poziomie 2,6 proc., ale i tak jest to pierwszy krok w kierunku recesji. Ta wymaga dwóch kolejnych kwartałów ze spadkiem PKB, a biorąc pod uwagę, że ograniczenia wprowadzone w celu zatrzymania epidemii koronawirusa wstrzymały większość gospodarki, jest pewne, że w obecnym kwartale spadek będzie jeszcze większy.

W marcu nastąpił rekordowy spadek PKB, mimo że te ograniczenia na pełną skalę zostały ogłoszone dopiero 23 marca. Pierwszy etap ich poluzowywania zaczyna się teraz, co oznacza, że brytyjska gospodarka podlegała im przez niemal połowę drugiego kwartału, a przez pozostałą część nadal będą obowiązywać duże ograniczenia.

"Wpływ koronawirusa był widoczny w całej gospodarce, a prawie wszystkie sektory spadły w ciągu trzech miesięcy do marca" - napisał ONS. Złożyły się na to spadek o 1,9 proc. w sektorze usług - który odpowiada za około 80 proc. PKB Wielkiej Brytanii - o 2,1 proc. w przemyśle i 2,6 proc. w budownictwie.

"To największy kwartalny spadek od czasu światowego kryzysu finansowego, odzwierciedla on nałożenie ograniczeń w celu ochrony zdrowia publicznego i dobrowolne zdystansowanie społeczne w odpowiedzi na pandemię Covid-19" - dodaje ONS.

Spadek brytyjskiego PKB w pierwszym kwartale jest znacznie mniejszy niż we Francji i we Włoszech, gdzie wyniósł on odpowiednio 5,8 oraz 4,7 proc., ale jest to związane z faktem, że te kraje wprowadziły restrykcje dwa tygodnie wcześniej.

W zeszłym tygodniu Bank Anglii ostrzegł, że brytyjski PKB może spaść w tym roku o rekordowe 14 proc. W swojej prognozie bank centralny przewidywał spadek PKB w pierwszym kwartale roku o 3 proc., zaś w drugim - nawet o 25 proc. Zarazem jednak zapowiada równie szybkie odbicie w przyszłym roku.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Gerd Altmann z Pixabay 

W.Brytania znów wydłuża dotowanie pensji osób urlopowanych z powodu epidemii

Brytyjski program subsydiowania przez rząd pensji pracowników, którzy zostali urlopowani z powodu koronawirusa, został ponownie wydłużony, tym razem do końca października - poinformował we wtorek minister finansów Rishi Sunak.

Zgodnie z uruchomionym w marcu programem pracodawcy, którzy mimo kłopotów spowodowanych przez epidemię nie będą zwalniać pracowników, lecz ich wyślą na urlopy, mogą się ubiegać o refundację 80 proc. ich pensji z rządowego funduszu - do kwoty 2 500 funtów miesięcznie brutto. Program początkowo miał obowiązywać przez trzy miesiące, wstecznie od początku marca do końca maja, ale już wcześniej Sunak go wydłużył o miesiąc.

We wtorek minister finansów przedłużył funkcjonowanie programu o kolejne cztery miesiące, ale też zapowiedział, że rząd zwróci się do firm, by od sierpnia rozpoczęły branie na siebie w większym stopniu kosztów. Brytyjskie media wcześniej podawały, że mogłoby to oznaczać zmniejszenie subsydiów do 60 proc.

Sunak zapowiedział też, że będzie większa elastyczność w programie, m.in. korzystające z niego firmy będą mogły przywrócić do pracy urlopowanych pracowników w niepełnym wymiarze czasu.

"Rozszerzam ten program, bo nie opuszczę ludzi, którzy na nim polegają. Nasze dzisiejsze przesłanie jest proste: stanęliśmy za brytyjskimi pracownikami i przedsiębiorstwami, kiedy weszliśmy w ten kryzys, i staniemy za nimi, kiedy przejdziemy na drugą stronę" - powiedział Sunak w Izbie Gmin.

Jak poinformował, programem objętych jest obecnie ok. 7,5 mln pracowników, podczas gdy w zeszłym tygodniu było to 6,3 mln. Odrzucił jednocześnie sugestię, że część ludzi może stać się uzależniona od otrzymywania rządowych pieniędzy.

"Nikt, kto jest na przymusowym urlopie, nie chce być w tym programie. Ludzie wzdłuż i wszerz tego kraju wierzą w godność swojej pracy, idą do pracy, utrzymują swoje rodziny, to nie ich wina, że ich firma została poproszona o zamknięcie, czy o to, by pozostali w domu" - przekonywał.

Przedłużenie programu z zadowoleniem przyjęły zarówno organizacje pracodawców, jak i związki zawodowe. Brytyjskie Izby Handlowe (BCC) oświadczyły, że ten krok przynosi "znaczącą ulgę" zarówno pracodawcom, jak i pracownikom. Z kolei Frances O'Grady, sekretarz generalna federacji związków zawodowych TUC, powiedziała, że będzie to "wielka ulga dla milionów osób".

Uruchamiając ten program, Sunak zapowiadał, że w razie potrzeby będzie on przedłużony i nie ma limitów, jeśli chodzi o wydatki rządu na ochronę miejsc pracy. Później podobną pomocą objął też osoby na samozatrudnieniu. Koszt programu przed jego pierwszym przedłużeniem szacowano na 30-40 mld funtów, a dodatkowy miesiąc miał zwiększyć tę sumę o ok. 10 mld.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

foto : twitter / RishiSunak

EasyJet i lotnisko Heathrow apelują do władz o plan przywrócenia lotów

Linie lotnicze EasyJet i port lotniczy Heathrow zaapelowały do władz Wielkiej Brytanii o szybkie przedstawienie planu przywrócenia transportu lotniczego oraz poluzowanie wytycznych, nakładających na przyjezdnych nakaz dwutygodniowej kwarantanny.

Brytyjski premier Boris Johnson zapowiedział w niedzielę, że rząd chce wprowadzić nakaz 14-dniowej kwarantanny dla pasażerów przylatujących do Wielkiej Brytanii. Z restrykcji wyłączeni mieliby zostać jedynie przyjezdni z Francji i Irlandii.

Krajowi przewoźnicy obawiają się jednak, że nowe regulacje powstrzymają ludzi przed podróżowaniem. Dlatego też brytyjskie linie EasyJet zaapelowały do rządzących o wprowadzenie obowiązkowej kwarantanny jedynie na krótki okres czasu i regularne monitorowanie, czy restrykcje są jeszcze zasadne.

"Nakaz kwarantanny powinien obowiązywać pasażerów tylko tymczasowo, czyli tak długo, jak długo w Wielkiej Brytanii obowiązywać będą obostrzenia wprowadzone w związku z pandemią Covid-19" - napisała w oświadczeniu rzeczniczka firmy.

Tymczasem port lotniczy w Heathrow chce, żeby brytyjski rząd przedstawił spójny plan ponownego otwarcia granic. Zdaniem władz lotniska europejskie władze powinny opracować wspólnie międzynarodowe standardy, umożliwiające pasażerom m.in. swobodne poruszanie się pomiędzy państwami z niskim odsetkiem zachorowań na koronawirusa.

Jak donosi agencja Reutera, także szefowie linii lotniczych skarżą się na brak wyraźnych wytycznych ze strony rządu odnośnie reguł dotyczących podróżowania - nie wiadomo kiedy zostaną przedstawione wyraźne regulacje, jak długo będą obowiązywać i na jakiej zasadzie będą monitorowane.

Zarówno brytyjskie lotniska, jak i przewoźnicy ostrzegają, że uziemiony od marca, z powodu pandemii, transport lotniczy boryka się z ogromnymi problemami finansowymi. I tak np. liczba pasażerów na lotnisku Heathrow, najtłoczniejszym w Wielkiej Brytanii, spadła w kwietniu o 97 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok temu. (PAP)

 

foto : twitter / HeathrowAirport

W. Brytania/ Bank Anglii przewiduje spadek PKB o 14 proc. - najgłębszy od ponad 300 lat

Bank Anglii (BoE) ostrzegł w czwartek, że z powodu koronawirusa brytyjski PKB może zmniejszyć się w tym roku o 14 proc., co byłoby najgłębszym spadkiem od ponad 300 lat. Ale zarazem zapewnia, że gospodarka niemal równie szybko się odbije.

Prognoza banku centralnego opiera się na założeniu, że restrykcje wprowadzone w celu zatrzymania epidemii, będą stopniowo znoszone od czerwca do września.

W takim wypadku BoE spodziewa się spadku PKB w pierwszym kwartale tego roku o 2,9 proc., zaś w drugim - o bezprecedensowe 25 proc. Dwa kolejne kwartały ze spadkiem PKB oznaczałyby, że Wielka Brytania wpadnie w recesję, pierwszą od ponad 10 lat. W kolejnych dwóch kwartałach nastąpić ma pewne obicie gospodarcze, ale i tak bank prognozuje, że spadek PKB za cały rok wyniesie 14 proc.

To oznaczałoby największy spadek PKB od 1949 r., kiedy brytyjski urząd statystyczny ONS zaczął zbierać dane, a także według przeprowadzonych przez BoE wstecznych szacunków, sięgających do początku XVIII wieku - największy od 1706 r.

Ale później nastąpi równie duże odbicie - według prognozy PKB w 2021 r. wzrośnie o 15 proc. i w połowie przyszłego roku jego wartość powinna wrócić do poziomu sprzed epidemii.

Nieco dłużej zajmie zejście z bezrobociem do przedkryzysowego poziomu niespełna 4 proc. Według prognozy banku przekroczy ono w tym roku 9 proc. i zacznie spadać. Poniżej 4 proc. powinno wrócić przed rokiem 2023.

Zniesienie ograniczeń związanych z koronawirusem może jednak zacząć się szybciej niż założono w prognozie BoE. Jak się oczekuje, w niedzielę premier Boris Johnson ogłosi plan ich luzowania, a pierwsze kroki w tym kierunku miałyby wejść w życie już w poniedziałek.

Bank Anglii podczas czwartkowego posiedzenia jednomyślnie podjął decyzję o utrzymaniu głównej stopy procentowej na rekordowo niskim poziomie 0,1 proc., co było zgodne z oczekiwaniami analityków. Zdecydował także o utrzymaniu skupu aktywów na obecnym poziomie, choć w tym przypadku dwóch z dziewięciu członków Komisji Polityki Monetarnej opowiedziało się za zwiększeniem zakupów z 200 do 300 mld funtów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

bjn/ mal/

Image by PeterRoe from Pixabay 

Chiny/ MSZ po groźbach USA: nie należy używać ceł jako broni

Cła nie powinny być używane jako broń – oceniła w środę rzeczniczka chińskiego MSZ Hua Chunying w reakcji na wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa, który zarzuca Chinom ukrywanie danych na temat pandemii i groził nałożeniem nowych ceł, by je za to ukarać.

Hua podkreśliła, że taryfy celne szkodzą wszystkim stronom. Powtórzyła również stanowisko chińskich władz, że USA powinny przestać zrzucać na Chiny odpowiedzialność za skutki pandemii Covid-19. Jako bezpodstawne określiła zarzuty, że Pekin celowo przyczynił się do rozprzestrzenienia się koronawirusa.

Trump w ubiegłym tygodniu wyraził przekonanie, że koronawirus może pochodzić z laboratorium wirusologicznego w chińskim mieście Wuhan, gdzie pod koniec 2019 roku wybuchła pandemia. Twierdzi również, że widział na to dowody.

Instytut w Wuhan stanowczo odrzuca te oskarżenia, a specjaliści amerykańscy oceniają je jako mało prawdopodobne. Większość ekspertów uważa, że wirus przeniósł się na człowieka z dzikich zwierząt, być może na jednym z wuhańskich targów, gdzie nimi handlowano.

Prezydent USA w przeszłości wielokrotnie oskarżał Pekin o podawanie nieprawdziwych danych o liczbie ofiar śmiertelnych i zakażeń koronawirusem w Chinach oraz wspominał o możliwości domagania się od Chin wielomiliardowych odszkodowań. Pogłębiło to i tak już głębokie rozbieżności między obu państwami.

Chińskie władze promują narrację, według której choć pierwsze przypadki zakażeń wykryto w Chinach, to wirus może pochodzić z innego kraju. Rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian sugerował na Twitterze, że patogen mogło przywieźć do Wuhanu amerykańskie wojsko.

Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)

anb/ akl/

Image by Priyam Patel from Pixabay 

Gospodarka strefy euro skurczyła się o 3,8 proc. w I kwartale

Gospodarka strefy euro skurczyła się w pierwszym kwartale o 3,8 proc. w porównaniu z ostatnimi trzem miesiącami 2019 r. - podał w czwartek Eurostat. To największy spadek od 1995 r., kiedy unijne biuro statystyczne zaczęło przedstawiać zagregowane dane.

W porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku PKB strefy euro spadło o 3,3 proc. Niewiele lepiej wygląda sytuacja, jeśli brać pod uwagę cała UE. Tu tąpnięcie gospodarcze kwartał do kwartału wynosi 3,5 proc, a rok do roku 2,7 proc.

Kryzys wywołany pandemią koronawirusa jest za to na razie praktycznie niewidoczny w statystykach dotyczących rynku pracy. W marcu bezrobocie w eurolandzie wyniosło 7,4 proc., podczas gdy w lutym oscylowało wokół 7,3 proc. W skali UE liczby te wynoszą odpowiednio 6,6 proc. w marcu i 6,5 proc. w lutym.

Stosunkowo dobry obraz wynika z tego, że kraje unijne dopiero w połowie marca zaczęły zamrażać swoje życie społeczne i gospodarcze, by zahamować rozprzestrzenianie się wirusa.

Szacunki Eurostatu wskazują, że w UE w marcu 14,1 mln osób było bezrobotnych, z czego 12,15 mln mieszkało w krajach strefy euro. W porównaniu z lutym liczby te zwiększyły się o 241 tys. w UE oraz 197 tys. w obszarze wspólnej waluty.

O tym, że sytuacja ta może znacznie się pogorszyć, świadczą dane, jakie spływają z krajów UE. Wiceszef KE Valdis Dombrovskis mówił w poniedziałek na posiedzeniu komisji ds. gospodarczych i monetarnych Parlamentu Europejskiego, że w Austrii 900 tys. osób korzysta z rozwiązań w ramach obniżonego wymiaru pracy, a ponad pół miliona z zasiłków dla bezrobotnych. Odpowiada to 35 proc. siły roboczej. We Francji z kolei 9,3 mln osób, czyli prawie połowa pracujących, jest objętych programami skróconego wymiaru pracy.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

Kredyty dla małych firm w całości gwarantowane przez państwo

Małe brytyjskie przedsiębiorstwa będą mogły wziąć kredyt w wysokości do 50 tys. funtów, który w całości będzie gwarantowany przez budżet państwa i przez pierwszy rok nie będą musiały płacić odsetek - ogłosił w poniedziałek minister finansów Rishi Sunak.

Sunak początkowo sprzeciwiał się gwarantowaniu przez państwo 100 procent kredytu. W ramach ogłoszonego pod koniec marca pakietu antykryzysowego, który ma pomagać brytyjskiej gospodarce w przezwyciężaniu skutków epidemii koronawirusa, minister przystał na to, że małe i średnie przedsiębiorstwa mogą zaciągać kredyty do 5 milionów funtów - gwarantowane przez państwo w 80 proc.

Jednakże w związku z doniesieniami, że ten program nie ruszył tak szybko, jak się spodziewano, a długie procedury związane z przyznawaniem kredytów przez banki grożą, że część małych firm przed ich otrzymaniem już upadnie, minister finansów ostatecznie zmienił zdanie.

"Wiem, że niektóre małe przedsiębiorstwa wciąż mają problemy z dostępem do kredytów. Są one pod wieloma względami najbardziej narażone na skutki działania epidemii koronawirusa. Jeśli chcemy skorzystać z ich dynamizmu i ducha przedsiębiorczości, gdy będziemy ożywiać naszą gospodarkę, będą one potrzebować dodatkowego wsparcia, by przetrwać ten kryzys" - powiedział Sunak w Izbie Gmin.

Zgodnie z zapowiedzią, kredyt dla najmniejszych firm będzie w całości gwarantowany przez państwo, z budżetu także pokryty zostanie koszt odsetek przez pierwszy rok. Ponadto firmy będą musiały udowodnić jedynie swoją zdolność kredytową przed kryzysem, a nie zdolność kredytową w obecnej sytuacji, zaś cała procedura występowania o jego przyznanie sprowadzać się będzie do wypełnienia dwustronicowego wniosku przez internet. Jak zapowiedział Sunak, pieniądze w wysokości do 50 tys. funtów mają trafiać na konta małych firm już w ciągu kilku dni od złożenia wniosku.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Nattanan Kanchanaprat z Pixabay

AP: kraje UE zmierzają ku bezprecedensowej recesji

Badania i wskaźniki ekonomiczne, udostępnione w czwartek, przed wirtualnym szczytem UE, składają się na prognozę bezprecedensowej recesji europejskich gospodarek - pisze Associated Press, powołując się na ekspertów.

Firma IHS Markit podaje, że jej sztandarowy wskaźnik PMI, stanowiący wiarygodną miarę aktywności gospodarczej, osiągnął w kwietniu w strefie euro najniższy poziom w historii - 13,5 pkt. Wszelkie spadki tego indeksu poniżej 50 pkt. oznaczają spowalnianie aktywności biznesowej, a niskie wartości - jej gwałtowny spadek.

IHS Markit zbiera dane o aktywności gospodarczej od 20 lat i - jak dotąd - wskaźnik PMI spadł do najniższego poziomu w 2009 roku, w okresie kryzysu finansowego, i wynosił wtedy 36,2 pkt.

"Wygląda na to, że w II kwartale padnie rekord, jeśli chodzi o najbardziej gwałtowne spowolnienie gospodarcze we współczesnej historii" - powiedział główny ekonomista IHS Markit Chris Williamson.

"Radykalne restrykcje, mające spowolnić Covid-19, podminowały gospodarki na całym kontynencie" - ocenił ekspert ds. ekonomii krajów europejskich globalnego banku inwestycyjnego Berenberg Florian Hense.

Eksperci przyznają, że skala zastoju gospodarczego jest wstrząsająca i znacznie większa niż przewidywały to najbardziej pesymistyczne prognozy - podsumowuje AP.

Część ekspertów przewiduje, że w strefie euro bezrobocie, które teraz wynosi 7,3 proc. podwoi się w nadchodzących miesiącach.

Z nieoficjalnych informacji z Brukseli wynika, że szefowie państw i rządów zatwierdzą w czwartek na szczycie UE porozumienie w sprawie instrumentów antykryzysowych i zgodzą się na prace nad Funduszem Ożywienia, ale bez rozstrzygania o jego kształcie.

Unijni przywódcy mają zaakceptować narzędzia reakcji na kryzys o łącznej wartości 540 mld euro. Chodzi o wykorzystanie środków z Europejskiego Mechanizmu Stabilności (ESM), czyli funduszu ratunkowego dla strefy euro, na pokrycie wydatków związanych z ochroną zdrowia (240 mld euro); zwiększenie możliwości pożyczkowych Europejskiego Banku Inwestycyjnego (200 mld euro) oraz 100 mld euro na inicjatywę SURE, mającą chronić miejsca pracy. Szczyt ma wyznaczyć datę 1 czerwca do kiedy środki te mają już funkcjonować.(PAP)

Były szef BP ostrzega, że cena ropy naftowej pozostanie na niskim poziomie

Cena ropy naftowej przez pewien czas pozostanie niska, ponieważ podaż przewyższa popyt, a obecna sytuacja na światowych rynkach ropy przypomina nadmiar tego surowca z lat 80. - powiedział we wtorek BBC były szef koncernu BP John Browne.

"Ceny będą bardzo niskie i myślę, że przez znaczny okres czasu pozostaną niskie i bardzo niestabilne" - ocenił Browne w rozmowie z brytyjskim nadawcą.

Wyjaśnił, że "bardzo przypomina to czas z połowy lat 80. XX wieku, kiedy miała miejsce dokładnie taka sama sytuacja, czyli zbyt duża podaż, zbyt mały popyt i ceny ropy naftowej pozostawały niskie przez 17 lat".

Ceny baryłki kanadyjskiej i amerykańskiej ropy spadły w poniedziałek poniżej zera. Analitycy mówią, że wielu producentów dopłaci, byle tylko ktoś odebrał od nich ropę, a ceny mogą pozostać na tym poziomie przez trudny do określenia czas.

Odnosząc się do tego historycznego spadku, prezydent USA Donald Trump ocenił, że jest on krótkotrwały. Na poniedziałkowej konferencji w Białym Domu powiedział także, że amerykańska administracja rozważa wstrzymanie importu ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej i planuje skup interwencyjny tego surowca. (PAP)

Ponad 140 tys. firm złożyło wniosek o zwrot pensji urlopowanych pracowników

Ponad 140 tys. brytyjskich firm złożyło w pierwszych ośmiu godzinach od uruchomienia rządowego programu wniosek o zwrot pensji ponad 1 mln pracowników urlopowanych z powodu koronawirusa - poinformował w poniedziałek minister finansów Rushi Sunak.

Zgodnie z rządowym programem pomocy dla gospodarki, przedsiębiorstwa, które pomimo utraty przychodów wskutek epidemii nie zwalniają pracowników, lecz ich urlopują, mogą się ubiegać o zwrot z rządowego funduszu 80 proc. wynagrodzenia - maksymalnie do kwoty 2500 funtów brutto miesięcznie. Warunkiem jest także to, że okres urlopowania pracowników musi trwać minimum trzy tygodnie.

"Dotacje pomogą wypłacić zarobki ponad 1 mln ludzi - milionowi ludzi, którzy gdyby nie zostali urlopowani, byliby zagrożeni utratą pracy" - powiedział Sunak podczas codziennej rządowej konferencji prasowej na temat walki z koronawirusem.

Ogłoszony pod koniec marca program miał początkowo funkcjonować przez trzy miesiące - wstecznie od 1 marca do końca, ale już w zeszłym tygodniu Sunak zapowiedział jego wydłużenie co najmniej o kolejny miesiąc.

Przyjmowanie wniosków o zwrot pensji ruszyło w poniedziałek rano i jak poinformowano, już w ciągu pierwszej godziny spłynęło 67 tys. aplikacji. Ministerstwo finansów zapewnia, że firmy otrzymają pieniądze najpóźniej w ciągu sześciu dni roboczych od złożenia wniosków.

Sunak ponownie nie chciał oszacować, jakie będą koszty programu. W zeszłym tygodniu, jeszcze przed przedłużeniem programu, Biuro Odpowiedzialności Budżetowej (OBR) oceniło, że na jego sfinansowanie potrzebne będą 42 mld funtów. Minister finansów przekonuje jednak, że program pomoże gospodarce odbić, gdy skończy się epidemia, zaś gdyby firmy wskutek kryzysu zaczęły zwalniać pracowników, ogólne koszty byłyby wyższe.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

OBR: w II kwartale gospodarka może skurczyć się o 35 proc.

Wskutek wprowadzonych z powodu koronawirusa restrykcji gospodarka Wielkiej Brytanii może skurczyć się w drugim kwartale tego roku o 35 proc., a stopa bezrobocia może wzrosnąć do 10 proc. - oceniło we wtorek Biuro Odpowiedzialności Budżetowej (OBR).

OBR, niezależne od rządu biuro analiz gospodarczych, dodało jednak, że kiedy restrykcje zostaną zniesione, spodziewa się szybkiego odbicia i w efekcie nie będzie w długim terminie poważnych szkód gospodarczych.

Jak wyjaśniono, prognoza opiera się na założeniu, że zamknięcie trwać będzie trzy miesiące, a następnie przez trzymiesięczny okres ograniczenia będą stopniowo znoszone.

Zgodnie z nią bezrobocie wynoszące obecnie 3,9 proc. wzrośnie do ok. 10 proc. OBR przewiduje też, że deficyt budżetowy w roku finansowym 2020/21 może sięgnąć 273 mld funtów, pięć razy więcej niż wcześniej szacowano, co odpowiadałoby 14 proc. PKB i byłoby największą wartością od II wojny światowej.

Ponadto dług publiczny może przekroczyć 100 proc. PKB, ale na zakończenie roku finansowego 2020/21 spaść do ok. 95 proc. PKB. Przed epidemią OBR prognozował, ze dług publiczny w roku finansowym 2020/21 wyniesie 77 proc. PKB.

Wprawdzie zadłużenie wzrośnie, ale jak uważa OBR, bezprecedensowa pomoc finansowa rządu dla pracowników i przedsiębiorstw pomoże ograniczyć wszelkie długoterminowe szkody. Oczekuje się, że połowa gwałtownego spadku wzrostu gospodarczego w drugim kwartale zostanie odrobiona w ciągu kolejnych trzech miesięcy.

Trzy tygodnie temu brytyjski rząd wprowadził radykalne ograniczenia w celu zatrzymania epidemii koronawirusa. Zabronione zostało wychodzenie z domów bez uzasadnionej potrzeby, przemieszczanie się oraz wstrzymana została prawie cała działalność gospodarcza poza kluczowymi sektorami oraz pracą, która może być wykonywane zdalnie.

Aby złagodzić skutki gospodarcze rząd ogłosił też pakiet pomocowy dla przedsiębiorstw, który przewiduje m.in. sfinansowanie przez państwo 80 proc. pensji w firmach, które nie będą zwalniać pracowników.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński 

Obraz Lorenzo Cafaro z Pixabay 

Sunak ostrzegł przed spadkiem PKB o 25-30 proc. w II kwartale

Wskutek epidemii koronawirusa i będących jej efektem restrykcji brytyjski PKB może w drugim kwartale tego roku spaść o 25-30 proc. - ostrzegł kolegów z rządu minister finansów Rishi Sunak, ujawnił w poniedziałek dziennik "Times".

W czwartek brytyjski rząd ma podjąć decyzję w sprawie wprowadzonych początkowo na trzy tygodnie ograniczeń i - jak pisze "Times" - przedłużenie ich o kolejne trzy tygodnie wydaje się formalnością. Te ograniczenia to zakaz wychodzenia z domów z wyjątkiem kilku określonych przypadków, zakaz niepotrzebnego przemieszczania się oraz zamknięcie praktycznie całej działalności gospodarczej z wyjątkiem tego, co jest niezbędne oraz może być prowadzone przez internet. Członkowie rządu zastanawiają się jednak nad dalszą strategią i w tej sprawie nie ma zgodnego stanowiska.

"Ważne jest, żeby nie zrobić więcej szkód przez zamknięcie. Czekają nas kolejne trzy tygodnie blokady, a potem możemy zacząć ją łagodzić" - powiedział jeden z ministrów, cytowany przez gazetę.

Jak ujawnia "Times", 10 członków rządu opowiada się za stopniowym znoszeniem restrykcji od maja, obawiając się, że ich dalsze utrzymywanie spowoduje w dłuższym terminie potężne straty dla gospodarki. W tej grupie mają być Sunak, a także ministrowie: spraw wewnętrznych - Priti Patel, transportu - Grant Shapps, edukacji - Gavin Williamson, biznesu - Alok Sharma, handlu międzynarodowego - Liz Truss, ds. Szkocji - Alister Jack, budownictwa - Robert Jenrick, lider Izby Gmin - Jacob Rees-Mogg oraz odpowiedzialny za dyscyplinę frakcji konserwatystów w Izbie Gmin Mark Spencer. Przeciwnikami zbyt szybkiego znoszenia ograniczeń są natomiast minister zdrowia Matt Hancock oraz minister bez teki Michael Gove.

" Times" pisze też, że analitycy z londyńskiego City spodziewają się średnio spadku PKB w drugim kwartale o 14 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, choć niektóre banki uważają, iż może to być nawet 24 proc. Ministerstwo finansów sporządza własne szacunki, ale nie są one jeszcze gotowe. Sunak miał jednak powiedzieć podczas posiedzenia rządu o możliwości spadku PKB między 25 a 30 proc.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński 

 

Raab: jeszcze nie czas na znoszenie ograniczeń związanych z epidemią

Na razie nie ma możliwości zniesienia ograniczeń, nałożonych z powodu koronawirusa i przynajmniej do końca przyszłego tygodnia rząd nie będzie mógł dać żadnych wskazówek co do terminu ich łagodzenia - oświadczył w czwartek brytyjski minister spraw zagranicznych Dominic Raab.

"Po tych wszystkich wysiłkach, które wszyscy podjęli, po tych wszystkich poświęceniach tak wielu ludzi, nie zrujnujmy tego teraz. Nie utraćmy tego, co osiągnęliśmy, nie marnujmy poświęceń tak wielu ludzi. Nie możemy dać koronawirusowi drugiej szansy na zabicie większej liczby ludzi i zaszkodzenia naszemu krajowi" - powiedział Raab podczas codziennej konferencji prasowej na Downing Street, poświęconej walce z epidemią.

Wcześniej w czwartek Raab przewodniczył - w zastępstwie premiera Borisa Johnsona, który przebywa w szpitalu na oddziale intensywnej terapii - posiedzeniu rządowego sztabu kryzysowego. Restrykcje ogłoszone przez Johnsona 23 marca - m.in. zakaz wychodzenia z domów z wyjątkiem kilku określonych przypadków i zamknięcie niemal wszystkich sklepów - wprowadzono początkowo na trzy tygodnie. Ministerstwo zdrowia ma dokonać przeglądu ich efektów 16 kwietnia.

Jak wyjaśnił Raab, wprawdzie są oznaki, że wprowadzone działania przynoszą efekty, ale jest jeszcze za wcześnie, by to jednoznacznie potwierdzić i dopóki nie będzie jasnych dowodów wskazujących na przekroczenie szczytu epidemii, te środki muszą pozostać w mocy.

Zapowiedź utrzymania restrykcji była powszechnie spodziewania, szczególnie wobec bardzo wysokiej liczby zgonów w ostatnich dniach. W czwartek podano, że w ciągu poprzedniej doby zmarło 881 osób, w środę - było to rekordowe 938 osób, zaś we wtorek - 786.

Mimo dużej liczby zgonów, uczestniczący w konferencji główny doradca naukowy rządu Patrick Vallance i naczelny lekarz Anglii Chris Whitty podkreślali, że wprowadzone działania i zalecenia utrzymywania dystansu społecznego przynoszą efekty. To spadające tempo dynamiki zgonów - do soboty ich liczba podwajała się co 3,5 dnia, teraz co sześć, liczba nowo wykrytych zakażeń utrzymuje się od początku miesiąca - z dwoma wyjątkami - w okolicach 4 tys. dziennie, co oznacza, że tempo ich wzrostu spada. To także stabilizująca się, a w niektórych regionach kraju nawet spadająca liczba osób przyjmowanych na oddziały intensywnej terapii. Jak przekonywali, to w ciągu mniej więcej tygodnia powinno się przełożyć na spadającą liczbę zgonów.

Raab podczas konferencji zapewnił także, że stan zdrowia Johnsona się poprawia, ale nie podał żadnych nowych informacji ponad to, co było mówione już wcześniej. Natomiast zapytany o tę sprawę powiedział, że nie rozmawiał z premierem od czasu, kiedy ten w niedzielę wieczorem trafił do szpitala. W poniedziałek wieczorem, w związku z pogorszeniem się stanu zdrowia, Johnson został przeniesiony na oddział intensywnej terapii.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.