Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Najnowsze

All Stories

Dwa nowe zgony na Covid-19, znów ponad 1000 zakażeń

W Wielkiej Brytanii w ciągu minionej doby zanotowano dwa zgony z powodu Covid-19, a liczba wykrytych zakażeń koronawirusem zwiększyła się o 1033 - poinformował w piątek brytyjski rząd.

Dwa nowe zgony to trzeci najniższy bilans od połowy marca, choć w ostatnich dniach zdarzały się bilanse nieznacznie wyższe. Wszystkie wyraźnie spadły po dokonanej w zeszłym tygodniu zmianie metodologii klasyfikowania zgonów w Anglii - po skorygowaniu wcześniejszych statystyk dobowa liczba zgonów od początku sierpnia utrzymuje się w przedziale między 1 a 20.

Obecnie w statystykach w Anglii uwzględniane są, podobnie jak w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej, tylko te zgony, które nastąpiły w ciągu 28 dni od przeprowadzenia testu potwierdzającego obecność koronawirusa, podczas gdy wcześniej do ofiar Covid-19 zaliczano wszystkich zmarłych, u których kiedykolwiek wykryto wirusa.

Łącznie od początku epidemii zmarło w Wielkiej Brytanii już 41 405 osób, z czego 36 765 - w Anglii, 2492 - w Szkocji, 1589 - w Walii i 559 - w Irlandii Północnej. Pod względem liczby zgonów Wielka Brytania zajmuje piąte miejsce na świecie - za Stanami Zjednoczonymi, Brazylią, Meksykiem i Indiami.

Jeśli chodzi o liczbę nowych zakażeń, to jest ona wyraźnie - o 149 – niższa od tej z czwartku, ale znów przekroczyła tysiąc. W ostatnich kilku dniach w bilansie nowych zakażeń następują duże wahania i na przemian ich liczba znacząco rośnie bądź spada, jednak w nieco dłuższym ujęciu widać, że jest ich znacząco więcej niż w lipcu. Przez cały lipiec i pierwszy tydzień sierpnia nie zdarzyło się ani razu, by było w ciągu doby powyżej 1000 nowo wykrytych przypadków. Niepokojącym faktem jest drugi kolejny dzień z wysoką liczbą nowych przypadków w Szkocji – w piątek było ich 71 – to drugi najwyższy bilans od 23 maja.

Od początku epidemii w Wielkiej Brytanii wykryto już 323 313 zakażeń, co jest 12. najwyższym wynikiem na świecie.

Bilans nowych zgonów obejmuje wszystkie te, które zarejestrowano w ciągu 24 godzin między godz. 17 w środę a godz. 17 w czwartek i które nastąpiły w ciągu 28 dni od potwierdzenia testem obecności koronawirusa, zaś bilans zakażeń dotyczy 24 godzin między godz. 9 w czwartek a godz. 9 w piątek.

W piątek zaostrzono restrykcje w trzech miastach północno-zachodniej Anglii, gdzie już wcześniej w związku dużą liczbą zakażeń wprowadzono dodatkowe obostrzenia. Mieszkańcy Oldham, Peedle i Blackburn nie mogą się teraz spotykać z członkami innych gospodarstw domowych w żadnych okolicznościach – nawet na otwartych przestrzeniach, co do tej pory było dozwolone. Tymczasem na listę obserwacyjną dodano Birmingham – drugie pod względem populacji miasto Wielkiej Brytanii. (PAP)

Obraz Dimitris Vetsikas z Pixabay 

Dwa nowe zgony na Covid-19, znów ponad 1000 zakażeń

Przywrócono kwarantannę dla przyjazdów z kolejnych trzech państw

Od soboty rano wszyscy przyjeżdżający do Wielkiej Brytanii z Chorwacji, Austrii oraz Trynidadu i Tobago muszą poddać się 14-dniowej kwarantannie – ogłosił w czwartek brytyjski minister transportu Grant Shapps.

Zniesiony natomiast zostanie ten obowiązek w przypadku przyjazdów z Portugalii, gdzie liczba nowych zakażeń koronawirusem spadła. Wszystkie zmiany wchodzą w życie w sobotę o 4 rano.

Jak poinformowano, w Chorwacji liczba przypadków koronawirusa wzrosła w ciągu ostatniego tygodnia z 10,4 na 100 tys. mieszkańców do 27,4, w Austrii z 10,5 do 20,3, zaś na Trynidadzie i Tobago zwiększyła się w ciągu tygodnia o 232 proc.

Brytyjski rząd wcześniej wskazywał, że jeśli w jakimś kraju przekroczony zostanie poziom 20 zakażeń na 100 tys. mieszkańców, niemal automatycznie łączyć się to będzie z powrotem kwarantanny dla przyjeżdżających stamtąd.

Decyzja w sprawie Chorwacji nie jest zaskoczeniem, od kilku dni media powszechnie spekulowały, że kraj ten będzie kolejnym zdjętym z listy uważanych za bezpiecznie. Ale oprócz niej najczęściej wskazywano na dwa inne popularne kierunki wyjazdów wakacyjnych Brytyjczyków – Grecję i Turcję, zaś Austria niemal nie pojawiała się w tych spekulacjach.

Równocześnie ministerstwo spraw zagranicznych zmieniło rekomendacje i obecnie zaleca, aby powstrzymać się od wszelkich wyjazdów do Chorwacji, Austrii oraz Trynidadu i Tobago, o ile nie jest to absolutnie niezbędne, a wycofało takie obiekcje w stosunku do Portugalii.

Brytyjski rząd wprowadził obowiązek kwarantanny dla wszystkich przyjeżdżających z zagranicy w czerwcu, zaś na początku lipca ogłosił listę krajów bezpiecznych, po przyjeździe z których nie trzeba jej odbywać. Początkowo znalazło się na niej 59 państw i terytoriów oraz wszystkie 14 brytyjskich terytoria zależne. Jeszcze przed wejściem w życie listy, usunięta została z niej Serbia, a w następnych tygodniach – Hiszpania, Luksemburg, Belgia, Andora, Bahamy, Francja, Holandia, Malta, Monako, Aruba oraz Turks i Caicos. Przed Portugalią z obowiązku kwarantanny zwolniono przyjeżdżających z Malezji i Brunei.

W Anglii, Walii i Irlandii Północnej kara za nieprzestrzeganie obowiązku kwarantanny wynosi 1000 funtów, w Szkocji – 480. (PAP)

Obraz Gordon Johnson z Pixabay 

Przywrócono kwarantannę dla przyjazdów z kolejnych trzech państw

Brat sprawcy zamachu w Manchesterze skazany na 55 lat więzienia

Brat sprawcy zamachu terrorystycznego w Manchesterze sprzed trzech lat został w czwartek skazany za współudział w zabójstwie 22 osób na karę co najmniej 55 lat więzienia.

Sędzia uznał, że Hashem Abedi jest w takim samym stopniu winny, jak jego starszy brat Salman, który 22 maja 2017 roku zdetonował ładunek wybuchowy pod koniec koncertu Ariany Grande w hali Manchester Arena. Oprócz sprawcy, wskutek zamachu zginęły 22 osoby, w tym dwoje Polaków. Obrażenia odniosło ponad 800 osób, z czego 112 trafiło do szpitali.

Wśród 22 ofiar śmiertelnych, siedem miało mniej niż 18 lat, przy czym najmłodszą była ośmioletnia dziewczynka.

23-letni Abedi, który już w marcu został uznany winnym 22 zarzutów morderstwa, usiłowania zabójstwa kolejnych osób i spiskowania w celu spowodowania wybuchów, zarówno w środę, kiedy przed sądem zeznania składali krewni ofiar, jak i w czwartek, gdy odczytywano wyrok, odmówił opuszczenia celi.

Według sądu Hashem Abedi pomagał w znalezieniu, zakupie, składowaniu i transporcie elementów ładunku wybuchowego zdetonowanego przez brata, wykorzystując do przygotowania ataku wiele telefonów, samochodów i adresów.

Abedi, który urodził się i wychował w Manchesterze, na miesiąc przed zamachem wyjechał do Libii, gdzie kilka godzin po wybuchu został aresztowany. Latem 2019 roku został wydany Wielkiej Brytanii, po tym jak oświadczył, że chce współpracować w śledztwie.

„Chociaż Salman Abedi był bezpośrednio odpowiedzialny, jest oczywiste, że oskarżony brał udział w planowaniu. Motywacją dla nich była ideologia islamistyczna, która jest obca i odrażająca dla zdecydowanej większości wyznających wiarę islamską. Oskarżony i jego brat byli w równym stopniu odpowiedzialni za śmierć i obrażenia, jakie spowodowali. Fakty są takie, że były to okropne zbrodnie, wielkie w skali, zabójcze w zamiarach i przerażające w konsekwencjach” - oświadczył sędzia Jeremy Baker.

Abedi ma spędzić w więzieniu co najmniej 55 lat, zanim będzie mógł się ubiegać o warunkowe zwolnienie, a być może nigdy nie zostanie wypuszczony. Ponieważ w momencie zamachu miał mniej niż 21 lat, nie mógł zostać skazany na bezwzględne dożywocie.

"Atak w Manchester Arena był przerażającym i tchórzliwym aktem przemocy, skierowanym przeciwko dzieciom i rodzinom. Ci, których nam odebrano, nigdy nie zostaną zapomniani, podobnie jak duch ludzi z Manchesteru, którzy zebrali się, aby wysłać jasny sygnał całemu światu, że terroryści nigdy nie zwyciężą" - oświadczył brytyjski premier Boris Johnson.

Był to najtragiczniejszy pod względem liczby ofiar śmiertelnych atak terrorystyczny w Wielkiej Brytanii od czasu serii zamachów w londyńskich środkach transportu publicznego w lipcu 2005 roku. Przeprowadzony został na kilkanaście dni przed wyborami do Izby Gmin.

We wrześniu rozpocznie się publiczne dochodzenie w sprawie okoliczności zamachu. (PAP)

Brat sprawcy zamachu w Manchesterze skazany na 55 lat więzienia

Szef Rady Europejskiej kolejny raz rozmawiał z Putinem o Białorusi

Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel po raz kolejny rozmawiał w czwartek o sytuacji na Białorusi z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Jak podkreślił przekazał gospodarzowi Kremla przesłanie środowego szczytu UE.

"Wczoraj UE27 wyraziła solidarność z mieszkańcami Białorusi w ich pragnieniu określenia własnej przyszłości. Dziś powtórzyłem to prezydentowi Putinowi" - napisał na Twitterze Michel.

Belg, podobnie jak kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron rozmawiał z rosyjskim przywódcą we wtorek, dzień przed nadzwyczajną wideokonferencją Rady Europejskiej. UE oświadczyła po niej, że nie uznaje wyników wyborów prezydenckich na Białorusi z 9 sierpnia. Szefowie państw i rządów wezwali też do zaprzestania przemocy i zaapelowali o dialog, który miałby dorowadzić do wyjścia z kryzysu.

"Jest tylko jedna droga do przodu: poprzez dialog polityczny oraz demokratyczny i pokojowy proces obejmujący wszystkie strony" - zaznaczył po czwartkowej rozmowie z Putinem Michel.

Działania prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki po szczycie UE nie wskazują na to, by pozytywnie odpowiedział on na wezwanie państw członkowskich Wspólnoty.

W czwartek wszczęto postępowanie karne w związku z utworzeniem przez białoruską opozycję Rady Koordynacyjnej. Została ona powołana z inicjatywy kandydatki na prezydenta Swiatłany Cichanouskiej, która po wyborach została przez władze nakłoniona do opuszczenia kraju. W środę Rada mianowała prezydium, do którego weszło siedem osób. Są to m.in. noblistka Swiatłana Aleksijewicz i były minister kultury Paweł Łatuszka.

Rada stawia sobie za cel doprowadzenie do pokojowego transferu władzy. Zdaniem jej członków oraz wielu Białorusinów, którzy od 9 sierpnia uczestniczą w masowych protestach, wybory prezydenckie zostały sfałszowane. Według Centralnej Komisji Wyborczej urzędujący prezydent zdobył 80,1 proc. głosów. Według Łukaszenki Rada to projekt mający na celu przejęcie władzy na Białorusi.

Od 11 dni na Białorusi trwają protesty przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów. W środę prezydent Łukaszenka wezwał rząd i struktury siłowe do przywrócenia porządku na ulicach.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

Szef Rady Europejskiej kolejny raz rozmawiał z Putinem o Białorusi

Francja/Coraz więcej migrantów; wielu próbuje dostać się do W. Brytanii

Służby i policja francuska wskazują na rosnącą liczbę nielegalnych migrantów we Francji. Wielu migrantów próbuje przedostać się do Wielkiej Brytanii.

Około pięćdziesięciu migrantów, w tym sześcioro dzieci, zostało uratowanych w środę podczas próby przepłynięcia kanału La Manche.

W ciągu tygodnia francuskie służby zatrzymały 1200 migrantów, w tym aż 200 w ostatnią sobotę.

Przybywający często z włoskiej Lampedusy migranci próbują nielegalnie przekraczać granicę francusko-włoską. Wśród nich jest wielu Tunezyjczyków, Pakistańczyków i Afgańczyków – informuje dziennik „Le Figaro”. W ostatnich miesiącach nasiliły się próby nielegalnego przepłynięciakanału La Manche.

W komunikacie prasowym prefekt morski kanału La Manche i Morza Północnego przypomniał w środę, że kanał jest jednym z najbardziej ruchliwych akwenów morskich na świecie, ostrzegł również przed przeprawami pontonami z uwagi na trudne warunki pogodowe panujące na kanale.

W środę na plaży w Sangatte, w departamencie Pas-de-Calais, znaleziono ciało mężczyzny, który próbował nielegalnie sforsować Kanał i zginął podczas przeprawy.

„Sytuacja przypomina szczyt napływu nielegalnych imigrantów w 2018 roku” – napisał przewodniczący rady departamentalnej Alpy Nadmorskie Eric Ciotti w opublikowanym liście do ministra spraw wewnętrznych Geralda Darmanina, apelując o zdecydowane działania w powstrzymaniu przypływu nielegalnych migrantów do Francji.

Z kolei brytyjscy politycy wypowiadają się krytycznie o Francji w związku z napływem migrantów. Według brytyjskiej prasy, sekretarz stanu Priti Patel stwierdziła, że migranci opuszczają Francję, ponieważ jest to rasistowski kraj, którego się boją. Natomiast konserwatywny polityk Edward Leich posunął się nawet do zasugerowania na Twitterze, aby odebrać Francji Calais, które do 1558 r. pozostawało pod panowaniem angielskim.

„To nieodpowiedzialność” – skomentowała brytyjskie reakcje dla dziennika „Le Figaro” mer Calais Natacha Bouchart. Wyraziła również współczucie Brytyjczykom, że mają takich polityków.

12 lipca Darmanin z Patel ogłosili utworzenie francusko-brytyjskiej jednostki wywiadowczej, a na francuskich wybrzeżach rozmieszczono żołnierzy wspierających służby w zatrzymywaniu nielegalnych migrantów przeprawiających się drogą morską.

Katarzyna Stańko (PAP)

 

foto : twitter / RebirthDog

Francja/Coraz więcej migrantów; wielu próbuje dostać się do W. Brytanii

Okręty NATO i W. Brytanii eskortowały dziewięć okrętów Rosji

Okręty NATO-wskie i brytyjskie eskortowały dziewięć okrętów rosyjskich podczas ich wzmożonej aktywności na wodach w pobliżu Wielkiej Brytanii - poinformowała w środę w komunikacie marynarka wojenna Zjednoczonego Królestwa.

"Królewska marynarka wojenna zademonstrowała swoją elastyczność, będąc cieniem jednostek rosyjskiej marynarki" - powiedział komandor Will Paston, dowódca fregaty HMS Westminster.

"Podczas gdy rosyjska marynarka operowała w sposób bezpieczny i profesjonalny, HMS Westminster wraz z jednostkami sojuszniczymi z NATO eskortowała (jej okręty) przez Morze Północne i Bałtyk" - oznajmił Paston. (PAP)

 

foto : twitter / RoyalNavy

Okręty NATO i W. Brytanii eskortowały dziewięć okrętów Rosji

Minister zdrowia: nie planujemy nakazu zasłaniania twarzy w miejscu pracy

Wielka Brytania raczej nie pójdzie w ślady Francji i nie wprowadzi nakazu zasłaniania twarzy w miejscach pracy, ponieważ większość zakażeń obecnie ma miejsce w domach - powiedział w środę brytyjski minister zdrowia Matt Hancock.

"Obecnie nie rozważamy tego. Powodem jest to, że dowody z NHS Test and Trace (system namierzania kontaktów - PAP), wskazują, iż ludzie w bardzo dużej mierze łapią chorobę, gdy osoby z jednego gospodarstwa domowego spotykają osoby z innego gospodarstwa domowego, zwykle w domu jednej z tych osób. Liczba osób, które złapały ją w miejscach pracy, jest stosunkowo niewielka, jak sądzimy na podstawie dowodów, które mamy" - powiedział Hancock w stacji BBC, zapytany, czy Wielka Brytania nałożyłaby obowiązek zasłaniania twarzy w miejscach pracy, jak we Francji.

Minister zdrowia poinformował też, że rząd zamierza wprowadzić w kraju testowanie na koronawirusa na dużą skalę, aby w ten sposób kontrolować rozwój pandemii.

We wtorek francuskie ministerstwo pracy podało, że zasłanianie twarzy w miejscach pracy będzie obowiązkowe, z wyjątkiem biur, w których pracuje tylko jedna osoba. W poniedziałek francuska Agencja Zdrowia Publicznego podała, że do prawie jednej czwartej nowych zakażeń SARS-CoV-2 dochodzi w miejscach pracy.

O tym, że brytyjski rząd rozważa wprowadzenie obowiązku zasłaniania twarzy w miejscach pracy, kilka tygodni temu informował dziennik "Daily Telegraph", ale Hancock szybko zdementował wówczas te doniesienia.

W Wielkiej Brytanii zasłanianie twarzy jest obowiązkowe w transporcie publicznym, sklepach oraz w muzeach, galeriach i podobnych miejscach. (PAP)

Minister zdrowia: nie planujemy nakazu zasłaniania twarzy w miejscu pracy

Ryanair zmniejsza o 20 proc. liczbę połączeń we wrześniu i październiku

Linie lotnicze Ryanair poinformowały w poniedziałek, że zmniejszą we wrześniu i październiku liczbę połączeń o 20 proc. w związku z przywracaniem restrykcji w podróżowaniu do kolejnych państw i będącym efektem tego spadkiem rezerwacji.

"Wprowadzane w ciągu ostatnich dwóch tygodni przez wiele krajów UE ograniczenia dotyczące podróży negatywnie wpłynęły na przyszłe rezerwacje, zwłaszcza podróży służbowych we wrześniu i październiku, i sensowne jest zmniejszenie częstotliwości (lotów), tak aby dostosować nasze możliwości do popytu w ciągu najbliższych dwóch miesięcy" - oświadczył rzecznik irlandzkiego przewoźnika.

Jak wyjaśniono, cięcia w siatce połączeń będą polegały przede wszystkim na zmniejszaniu liczby lotów, a nie na kasowaniu poszczególnych tras. Zapowiedziano też, że ograniczane będą przede wszystkim połączenia do tych krajów, które w związku z rosnącą liczbą nowych zakażeń koronawirusem zostały objęte restrykcjami przez rządy Wielkiej Brytanii i Irlandii. Ryanair dodał jednak, że zmniejszona zostanie także liczba połączeń z i do Irlandii.

W ciągu ostatnich tygodni brytyjski rząd przywrócił obowiązek kwarantanny dla wszystkich osób przyjeżdżających z m.in. Hiszpanii, Luksemburga, Belgii, Francji, Holandii i Malty, a media spekulują, że w następnej kolejności objęci zostaną nim też podróżni z Chorwacji, Grecji i Turcji. Irlandzki rząd jest jeszcze bardziej restrykcyjny, bo na jego liście miejsc, do których można bezpiecznie podróżować, zostało już tylko 10 państw i terytoriów.

Po wznowieniu w lipcu połączeń, zawieszonych z powodu pandemii, w sierpniu liczba lotów wykonywanych przez irlandzkie linie wróciła do 60 proc. normalnego poziomu.

Bartłomiej Niedziński (PAP)

Ryanair zmniejsza o 20 proc. liczbę połączeń we wrześniu i październiku

Prokuratura: 5 osób oskarżonych o oszustwa metodą "na policjanta" i "na prokuratora"

Trzech mężczyzn i dwie kobiety oskarżono m.in. o oszustwa metodą "na policjanta" i "na prokuratora" - poinformowała w poniedziałek Prokuratura Krajowa. Ofiarami oszustów są głównie seniorzy, którzy stracili łącznie ponad 2,5 mln zł. Oskarżonym grozi do 20 lat więzienia.

Jak przekazała prokuratura akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Oskarżeni to: Adam B., Dariusz J., Weronika K. Natalia K. oraz Adrian A. Usłyszeli oni łącznie 82 zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.

Z informacji śledczych wynika, że członkowie tej grupy telefonowali z Wielkiej Brytanii na polskie numery stacjonarne pokrzywdzonych. Przy typowaniu ofiar mieli wykorzystywać stare książki telefoniczne. Często wybierano osoby o mało popularnych obecnie imionach, co - zdaniem prokuratury - mogło wskazywać na podeszły wiek wytypowanej osoby. Ofiarami padli głównie seniorzy z całej Polski.

Śledczy przekazali, że oszuści podczas rozmów podawali się za funkcjonariuszy policji, CBŚ, CBA i prokuratorów. Oskarżeni mieli informować pokrzywdzonych o akcji policyjnej przeciwko grupie hakerów włamujących się na konta bankowe. Ofiary były też ostrzegane, że ich oszczędności są zagrożone. Po zdobyciu zaufania rozmówców "fałszywy policjant" oświadczał, że w celu zabezpieczenia pieniędzy należy je przelać na bezpieczny rachunek bankowy prokuratury lub policji. Jak podkreśliła prokuratura w rzeczywistości były to rachunki bankowe założone w Polsce przez tzw. słupy – najczęściej osoby bezdomne.

W niektórych przypadkach oskarżeni nakłaniali pokrzywdzonych do zgłoszenia w banku zmiany numeru telefonu przypisanego do konta na numer telefonu sprawców podających się za policjantów. "Dzięki temu sprawcy, po uzyskaniu od pokrzywdzonych dodatkowych informacji na temat rachunku bankowego, mieli nieograniczony dostęp do dysponowania przejętym kontem i już samodzielnie mogli dokonywać dyspozycji środkami zgromadzonymi na rachunku. Wyłudzone środki, o ile nie doszło do ich zablokowania przez bank, były następnie wypłacane w bankomatach na terenie Polski oraz Wielkiej Brytanii" - wskazała Prokuratura Krajowa.

W wyniku oszustw pokrzywdzeni stracili od kilkunastu do nawet kilkuset tys. zł. Łącznie łupem oszustów padło ponad 2,5 mln zł. "Część z wyłudzonych środków zabezpieczono w wyniku zastosowanych przez prokuratorów blokad rachunków bankowych. Ponadto na poczet grożących oskarżonym kar i obowiązków naprawienia szkody zabezpieczono mienie o łącznej wartości ponad 240 tys. zł." - wskazała prokuratura.

PK poinformowała też, że w prowadzonym w tej sprawie śledztwie zarzuty przedstawiono już 30 podejrzanym. Dwie osoby pełniące rolę słupów zostały już skazane. Wobec Katarzyny S. orzeczono karę dwóch lat pozbawienia wolności, natomiast Paweł Sz. został skazany na dwa lata i cztery miesiące więzienia. Pomorski wydział Prokuratury Krajowej nadal prowadzi postępowanie przeciwko 23 podejrzanym, w tym przeciwko szefowi grupy Bogdanowi K. (PAP)

Prokuratura: 5 osób oskarżonych o oszustwa metodą "na policjanta" i "na prokuratora"

MSZ: nie uznajemy wyników wyborów prezydenckich na Białorusi

Wielka Brytania nie uznaje wyników wyborów prezydenckich na Białorusi i wzywa do pociągnięcia do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za tłumienie protestów, które po nich nastąpiły - oświadczył w poniedziałek minister spraw zagranicznych Dominic Raab.

"Świat z przerażeniem przyglądał się przemocy stosowanej przez władze białoruskie w celu stłumienia pokojowych protestów, które miały miejsce po tych sfałszowanych wyborach prezydenckich. Wielka Brytania nie akceptuje tych wyników" - napisał w wydanym oświadczeniu szef brytyjskiej dyplomacji.

"Pilnie potrzebujemy niezależnego dochodzenia za pośrednictwem OBWE w sprawie wad, które sprawiły, że wybory stały się niesprawiedliwe, a także w sprawie następujących po nich okrutnych represji. Wielka Brytania będzie współpracować z naszymi międzynarodowymi partnerami w celu ukarania osób odpowiedzialnych i pociągnięcia władz białoruskich do odpowiedzialności" - dodał Raab.

To najbardziej znacząca jak dotychczas reakcja władz brytyjskich na wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi. Wcześniej odnieśli się do nich jedynie James Duddridge i Wendy Morton, podsekretarze stanu w MSZ.

Według oficjalnych wyników, przeprowadzone 9 sierpnia wybory wygrał rządzący od 26 lat Alaksandr Łukaszenka. Jednak zarówno jego główna konkurentka, Swiatłana Cichanouska, jak i wielu Białorusinów, uważają, że wyniki zostały sfałszowane. Od wieczoru 9 sierpnia na Białorusi codziennie trwają protesty, których uczestnicy domagają się podania prawdziwych wyników. W trakcie demonstracji zginęły co najmniej dwie osoby, co najmniej 200 zostało rannych, zatrzymano ponad 7 tys. osób, jest także pewna liczba zaginionych.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

MSZ: nie uznajemy wyników wyborów prezydenckich na Białorusi

Główne siły polityczne w PE apelują o nowe wybory na Białorusi

Liderzy pięciu głównych frakcji w PE wezwali w poniedziałek we wspólnym oświadczeniu do przeprowadzenia nowych i wolnych wyborów na Białorusi. Stanowczo potępili przy tym przemoc i tortury, jakich reżim obecnego prezydenta Alaksandra Łukaszenki dopuszcza się wobec pokojowych demonstrantów.

"Wybory prezydenckie (na Białorusi) z 9 sierpnia nie były ani wolne, ani uczciwe, a wiarygodne doniesienia wskazują na zwycięstwo Swiatłany Cichanouskiej. Dlatego nie uznajemy Alaksandra Łukaszenki za ponownie wybranego prezydenta Białorusi i uważamy go za persona non grata w Unii Europejskiej" - podkreślili szefowie pięciu największych grup politycznych w europarlamencie.

Pod oświadczeniem podpisali się: przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej (EPL) Manfred Weber, szefowa socjalistów i Demokratów (S&D) Iratxe Garcia Perez, przewodniczący grupy Odnowić Europę Dacian Ciolos, a także współprzewodniczący Zielonych Ska Keller i Philippe Lamberts oraz Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) Ryszard Legutko i Raffaele Fitto.

Wcześniej szef Rady Europejskiej Charles Michel poinformował, że zwołuje na środę na godz. 12 wideokonferencję przywódców unijnych w sprawie sytuacji na Białorusi.(PAP)

Główne siły polityczne w PE apelują o nowe wybory na Białorusi

W Szkocji rozpoczynają się konsultacje na temat reintrodukcji rysia

W Szkocji rozpoczęły się w poniedziałek publiczne konsultacje w sprawie reintrodukcji rysia. Drapieżnik ten został wytępiony w Wielkiej Brytanii ok. 1300 lat temu z powodu polowań na jego futro oraz utraty naturalnego środowiska.

Proponowanym miejscem wypuszczenia na wolność rysi jest Queen Elizabeth Forest Park, las na wschodnim wybrzeżu jeziora Loch Lomond. Jak wyjaśnia zabiegająca o to organizacja Lynx UK Trust, byłoby to idealne miejsce ze względu na dużą populację jeleni, na które rysie najchętniej polują.

"Queen Elizabeth Forest Park jest rajem dla rysia, spełnia wszystkie warunki - liczne występowanie jeleni, rozległa pokrywa leśna, wyjątkowo niska gęstość zaludnienia i brak głównych dróg. Po rozmowach ze Szkockim Dziedzictwem Przyrodniczym wytypowaliśmy do projektu obszar o powierzchni 350 km kw." - mówi Paul O'Donoghue, dyrektor Lynx UK Trust.

Przeciwko pomysłowi protestują jednak organizacje farmerów, przekonując, że rysie będą stanowić zagrożenie dla zwierząt hodowlanych, w szczególności owiec. Te obiekcje sprawiły, że w 2018 r., w poprzednich konsultacjach społecznych na temat wypuszczenia rysi na wolność - wówczas dotyczyło to lasu w hrabstwie Northumberland w północno-wschodniej Anglii - nie uzyskano na to zgody.

Lynx UK Trust wskazuje na udaną reintrodukcję rysia w Niemczech, Francji czy Szwajcarii i podkreśla, że nie jest znany ani jeden przypadek, by zdrowy, żyjący na wolności ryś zaatakował człowieka, zaś liczba zabijanych przez nie owiec w Europie to zaledwie 0,4 rocznie w przeliczeniu na każdego rysia.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz skeeze z Pixabay

W Szkocji rozpoczynają się konsultacje na temat reintrodukcji rysia

Otwarto wystawę poświęconą sztuce i propagandzie w wojnie z bolszewikami

Wystawę "Sztuka i propaganda w wojnie Polaków z bolszewikami" otwarto w sobotę, w setną rocznicę Bitwy Warszawskiej, w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym (POSK) w Londynie.

To pierwsza dostępna dla publiczności wystawa w POSK po złagodzeniu w Wielkiej Brytanii ograniczeń wprowadzonych z powodu epidemii koronawirusa. Zaprezentowano na niej reprodukcje obrazów Jerzego Kossaka, Wojciecha Kossaka, Leonarda Wintorowskiego i Stanisława Batowskiego Kaczora, przedstawiających sceny bitewne z wojny z bolszewikami, rysunki Czesława Tańskiego oraz plakaty rekrutacyjne i propagandowe z okresu wojny, zarówno polskie, jak i sowieckie.

"To rocznica, o której chyba jednak mówi się trochę za mało, biorąc pod uwagę, jakie było olbrzymie znaczenie historyczne tego wydarzenia. To zwycięstwo było wielowymiarowe, pokazało zdolność Polaków do współpracy ponad podziałami i to ponad realnymi podziałami. Trzeba było wiele przezwyciężyć problemów, żeby przygotować armię, ale to się udało. Nie zapominajmy, że to była nie tylko wojna militarna, ale też wojna o duszę Europy i o duszę Polaków, a Polacy okazali się narodem bardzo odpornym na komunizm" - mówił podczas otwarcia wystawy Mateusz Stąsiek, konsul RP w Londynie.

"Tą wystawą chcemy zwrócić uwagę na wątek, który jest trochę pomijany - zaangażowania sztuki w zwycięstwo nad bolszewikami. To była wojna światów, wojna między cywilizacjami i tak była pojmowana od strony ideologicznej, zarówno przez Polaków, jak i bolszewików. Zwłaszcza na plakatach można zaobserwować, w jaki sposób obie strony widziały siebie nawzajem, w jaki sposób obie strony prowadziły tę walkę, która ostatecznie była zwycięska dla Polaków także w tej warstwie ideologicznej" - wskazała Dobrosława Platt, dyrektor Biblioteki Polskiej POSK w Londynie, która przygotowała wystawę.

Wystawa, która została zorganizowana przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, będzie dostępna także w wersji online.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Otwarto wystawę poświęconą sztuce i propagandzie w wojnie z bolszewikami
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.