Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Wielka Brytania

All Stories

Minister: ustawa naruszy uzgodnienia z UE w sprawie Irlandii Płn.

Nowa ustawa o brytyjskim rynku wewnętrznym złamie prawo międzynarodowe, ale w bardzo konkretnym i ograniczonym zakresie - oświadczył we wtorek brytyjski minister ds. Irlandii Północnej Brandon Lewis.

W środę brytyjski rząd złoży w Izbie Gmin projekt ustawy o rynku wewnętrznym, która ma zapewnić płynne funkcjonowania handlu między Anglią, Walią, Szkocją i Irlandią Płn. po opuszczeniu przez Wielką Brytanię jednolitego rynku UE i unii celnej wraz końcem tego roku. Treść projektu nie została jeszcze opublikowana.

Sprawa budzi spore kontrowersje, bo w poniedziałek "Financial Times" napisał, powołując się na źródła, że ustawa w praktyce unieważni postanowienia protokołu dotyczącego Irlandii Płn., który jest częścią zawartej w październiku zeszłego roku z UE umowy o wyjściu W. Brytanii.

Brytyjski rząd wyjaśniał w poniedziałek, że celem ustawy nie jest unieważnianie protokołu, a jedynie o drobne uściślenie zapisów, na wypadek, gdyby Londyn i Bruksela nie zawarły porozumienia o ich relacjach po zakończeniu okresu przejściowego po brexicie. Niektóre praktyczne aspekty protokołu - na przykład w kwestii pomocy publicznej oraz tego, czy konieczna jest kontrola celna towarów - są nadal przedmiotem brytyjsko-unijnych negocjacji.

Ponieważ te zapewnienia nie wszystkich przekonały, we wtorek o sprawę ustawy pytany był w Izbie Gmin Lewis. Zapytany przez przewodniczącego komisji sprawiedliwości, czy może zapewnić, że "nic, co proponuje się w tej ustawie, nie narusza ani potencjalnie nie może naruszać zobowiązań międzynarodowych lub międzynarodowych porozumień prawnych", minister odparł: "Tak. To łamie prawo międzynarodowe w bardzo konkretny i ograniczony sposób".

Dodał, że rząd nadal współpracuje "w dobrej wierze" z UE, aby rozwiązać kwestie sporne dotyczące handlu w Irlandii Płn., ale jak wyjaśnił "istnieją jasne precedensy w W. Brytanii, a w rzeczywistości także innych krajach, gdy trzeba rozważyć swoje zobowiązania, jeśli okoliczności się zmieniają".

Przed faktycznym unieważnieniem zapisów z protokołu północnoirlandzkiego ostrzegła też we wtorek była premier Theresa May, która powiedziała, że podważy do zaufanie do W. Brytanii w negocjacjach z innymi państwami na temat umów handlowych.

W związku ze sprawą ustawy i domniemanego naruszenia przez nią zobowiązań międzynarodowych o swojej rezygnacji poinformował we wtorek szef rządowego zespołu prawnego Jonathan Jones. Jak podkreślają brytyjskie media, jest on już szóstym wysokiej rangi urzędnikiem służby cywilnej, który odchodzi ze stanowiska od początku tego roku.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / NIOgov

Minister: ustawa naruszy uzgodnienia z UE w sprawie Irlandii Płn.

Śledztwo wykazuje zaniedbania po zamachu w Manchesterze w 2017 r.

W ciągu pierwszych 40 minut od zamachu terrorystycznego w hali Manchester Arena w 2017 r. na miejscu zdarzenia był tylko jeden sanitariusz, a policja na poziomie operacyjnym nie wiedziała o odbywającym się tam koncercie - ujawniono we wtorek w sądzie.

Wtorek był drugim dniem odbywającego się przed sądem w Manchesterze publicznego dochodzenia w sprawie zamachu w tym mieście. Ma ono wyjaśnić, czy służby wywiadowcze, policja bądź organizatorzy koncertu dopuścili się zaniedbań, czy atakowi można było zapobiec, a także czy podczas akcji ratunkowej popełnione zostały jakieś błędy.

22 maja 2017 r. Salman Abedi, urodzony w Manchesterze obywatel brytyjski libijskiego pochodzenia, zdetonował ładunek wybuchowy, gdy ludzie wychodzili z odbywającego się w hali Manchester Arena koncertu Ariany Grande. Oprócz sprawcy zginęły 22 osoby, w tym dwoje Polaków. Niespełna trzy tygodnie temu jego starszy brat, 23-letni obecnie Hashem Abedi, został skazany na co najmniej 55 lat więzienia za współudział w zabójstwie 22 osób i usiłowanie zabicia kolejnych.

Wtorkowe przesłuchania dotyczyły akcji ratunkowej i koordynacji działań pomiędzy poszczególnymi służbami. Ze złożonych zeznań wynika, że z powodu tego, iż Manchester Arena leży tuż koło dworca kolejowego, za patrolowanie okolicy odpowiedzialna była Brytyjska Policja Transportowa (BTP), a nie policja hrabstwa Greater Manchester (GMP), która na poziomie operacyjnym nie wiedziała o odbywającym się koncercie. Na dodatek bezpośrednio po ataku BTP nie poinformowała o zdarzeniu GMP i nie było próby skoordynowania działań.

Ze złożonych zeznań oraz zapisów z kamer przemysłowych wynika także, że pierwszy sanitariusz pojawił się na miejscu zdarzenia dopiero 18 minut po zdetonowaniu ładunku wybuchowego, zaś co najmniej osiem karetek pogotowia przyjechało 40 minut po eksplozji. Wcześniej, w 10 minut po wybuchu, pierwszej pomocy rannym udzielało 12 funkcjonariuszy BTP, ale ich możliwości były ograniczone, chociażby dlatego, że do dyspozycji były tylko jedne nosze i rannych wynoszono na czym tylko się dało.

Jophn Greaney, sędzia śledczy prowadzący dochodzenie, przywołał przykład jednej z ofiar, 28-letniego Johna Atkinsona, którego z miejsca eksplozji wyniesiono do innej części hali - również na prowizorycznych noszach - dopiero po 46 minutach i przez kolejne 24 minuty tam pozostawał. Dopiero po godzinie i 15 minutach rozpoczęto jego reanimację, jak się później okazało, nieskuteczną.

Greaney powiedział też, że zaledwie 10 miesięcy wcześniej prowadzone były ćwiczenia na wypadek ataku terrorystycznego dokładnie w tym miejscu, gdzie on faktycznie nastąpił. Jak dodał, eksperci wyrazili poważne obawy co do tego, czy wyciągnięto z nich niezbędne wnioski.

Przeprowadzenie publicznego śledztwa zarządziła w październiku zeszłego roku minister spraw wewnętrznych Priti Patel. Jak się oczekuje, potrwa ono do wiosny przyszłego roku.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto  : twitter / tomdunn26

Śledztwo wykazuje zaniedbania po zamachu w Manchesterze w 2017 r.

Od poniedziałku zakaz spotykania się w grupach większych niż 6 osób

Od najbliższego poniedziałku w Anglii zakazane będzie spotykanie się w grupach liczących więcej niż sześć osób, zarówno w pomieszczeniach zamkniętych, jak i na otwartej przestrzenieni - poinformował w nocy ze wtorku na środę brytyjski rząd.

Zakaz będzie dotyczył spotkań w prywatnych domach, miejscach takich jak bary czy restauracje a także parki, czy inne otwarte publiczne przestrzenie. Wyłączone z niego będą gospodarstwa domowe liczące więcej niż sześć osób, szkoły, miejsca pracy, odbywające się z zachowaniem zasad bezpieczeństwa wesela i pogrzeby oraz zorganizowane rozgrywki sportowe.

Pełna lista wyjątków ma zostać opublikowana przed wejściem w życie zakazu.

Za jego złamanie będzie grozić kara w wysokości 100 funtów, która będzie podwajana wraz z każdym kolejnym przewinieniem aż do kwoty 3200 funtów. Zakaz dotyczy tylko Anglii, bo kwestie ochrony zdrowia w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej pozostają w kompetencjach tamtejszych rządów i to one ustalają ograniczenia.

Do tej pory w Anglii niezgodne z prawem były zgromadzenia liczące więcej niż 30 osób. Na zaostrzenie przepisów rząd zdecydował się po trzech kolejnych dniach z dużym wzrostem nowych zakażeń koronawirusem. W niedzielę i poniedziałek wykryto ich prawie po 3000, co było wzrostem o ok. 1150 w stosunku do bilansu z soboty, który i tak był już jednym z najwyższych w ostatnich kilkunastu tygodniach, zaś we wtorek bilans wyniósł 2460.

Szczegóły dotyczące nowych zasad przedstawi premier Boris Johnson podczas środowej konferencji prasowej na Downing Street, ale jego biuro już opublikowało fragment jego oświadczenia.

"Musimy działać teraz, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Tak więc upraszczamy i wzmacniamy zasady dotyczące kontaktów społecznych - czyniąc je bardziej zrozumiałymi, a także łatwiejszymi do egzekwowania przez policję. Absolutnie konieczne jest, aby ludzie teraz przestrzegali tych zasad i pamiętali o podstawach - myciu rąk, zakryciu twarzy, zachowaniu odległości od innych i zrobieniu testu, jeśli ktoś ma objawy" - ma powiedzieć Johnson.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz bridgesward z Pixabay 

Od poniedziałku zakaz spotykania się w grupach większych niż 6 osób

Media: rząd ograniczy maksymalną wielkość zgromadzeń w pomieszczeniach

Brytyjski rząd prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu zmniejszy maksymalną liczbę osób, która może się w Anglii gromadzić w pomieszczeniach zamkniętych z 30 osób do nawet sześciu - podały we wtorek stacje Sky News oraz ITV.

To reakcja na znaczący wzrost nowych zakażeń koronawirusem. W niedzielę, poniedziałek i wtorek wykryto ich prawie po 3000, co było wzrostem o ok. 1150 w stosunku do bilansu z soboty, który i tak był już jednym z najwyższych w ostatnich kilkunastu tygodniach.

Zgodnie z obecnie obowiązującymi restrykcjami w Anglii zgromadzenia liczące więcej niż 30 osób, niezależnie czy w pomieszczeniach zamkniętych, czy na otwartej przestrzeni, są niezgodne z prawem, a ich uczestnicy mogą być ukarani grzywną w wysokości 100 funtów, zaś organizatorzy - do 10 tys. funtów.

Według Sky News i ITV limit osób, przynajmniej w pomieszczeniach zamkniętych, zostanie obniżony, być może nawet do sześciu osób. Zapytany o tę sprawę rzecznik brytyjskiego rządu, nie zaprzeczył temu, że jest to rozważane, mówiąc, iż rząd nie zawaha się przed podjęciem środków, które mogą zmniejszyć rozprzestrzenianie się wirusa.

Tymczasem lokalne restrykcje wprowadzane są na kolejnych obszarach, gdzie występują ogniska choroby. We wtorek minister zdrowia Matt Hancock ogłosił ich dalsze zaostrzenie w Bolton pod Manchesterem, gdzie jest najwyższa liczba zakażeń w stosunku do populacji. W trybie natychmiastowym zarządzono, że wszystkie lokale gastronomiczne mogą tylko sprzedawać jedzenie i napoje na wynos, przy czym miedzy 22 a 5 rano muszą być zamknięte, zaś osoby z różnicy gospodarstw domowych nie mogą się spotykać w celach rekreacyjnych nawet na otwartych przestrzeniach.

We wtorek o godz. 18 lokalnego czasu wchodzi w życie pierwsza lokalna blokada w Walii - dotyczy ona liczącego 181 tys. mieszkańców hrabstwa Caerphilly. Jego mieszkańcy nie będą mogli bez uzasadnionego powodu wyjeżdżać poza granice hrabstwa, a osoby z różnych gospodarstw domowych nie będą mogły spotykać się w pomieszczeniach zamkniętych. Restrykcje będą obowiązywać co najmniej przez cztery tygodnie, czyli do początku października.

W Szkocji tymczasem o północy weszły w życie dodatkowe restrykcje - na objętych nimi terenach osoby z różnych gospodarstw domowych nie mogą odwiedzać się w domach. Przy okazji wprowadzone przed tygodniem restrykcje w Glasgow i okolicach rozszerzono na kolejne dwa okręgi, co oznacza, że objętych nimi jest jedna piąta mieszkańców Szkocji.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz Free-Photos z Pixabay 

Media: rząd ograniczy maksymalną wielkość zgromadzeń w pomieszczeniach

Błędy i oszustwa w programie subsydiowania pensji sięgają 3,5 mld funtów

Nawet 3,5 miliarda funtów spośród pieniędzy wypłacanych przez brytyjski rząd dla pracowników będących na przymusowych urlopach z powodu epidemii mogło być wypłacone przez pomyłkę lub trafić w ręce oszustów - ocenił szef urzędu skarbowego HMRC.

"Na potrzeby naszego planowania przyjęliśmy założenie, że wskaźnik błędów i nadużyć w tym programie może wynosić od 5 do 10 proc. To obejmuje zarówno zamierzone oszustwa, jak i błędy" - oświadczył Jim Harra, odpowiadając na pytania posłów z komisji wydatków publicznych.

W ramach rządowego programu pensji dla urlopowanych pracowników wypłacono do tej pory 35,4 mld funtów. Aby skłonić firmy do utrzymywania miejsc pracy mimo kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa, brytyjski rząd refunduje 80 proc. pensji pracowników wysłanych na przymusowe urlopy - do kwoty 2500 funtów miesięcznie. Program obejmuje okres do początku marca do końca października, choć przez dwa ostatnie miesiące udział państwa będzie spadał - najpierw do 70, a później 60 proc., a pozostałą część do 80 proc. mają dołożyć pracodawcy.

Harra zastrzegł, że w badaniu akademickim oszacowano, iż poziom oszustw i błędów może być nawet wyższy niż 10 proc. Jak wyjaśnił, choć HMRC liczy na to, iż w przypadku nieumyślnych błędów pracodawcy zwrócą nadmierne kwoty, które im wypłacono, urząd koncentruje się przede wszystkim na wytropieniu oczywistych nadużyć i oszustw. Dodał, że było już ponad 8 tys. telefonów na specjalną infolinię urzędu do zgłaszania nadużyć, a obecnie HMRC przygląda się 27 tys. spraw, w których istnieje wysokie prawdopodobieństwo oszustwa bądź poważnego błędu.

Według danych z połowy sierpnia pensje z budżetu państwa w ramach programu otrzymywało 9,6 mln pracowników zatrudnionych przez 1,2 mln firm. Dodatkowo w równoległym programie dla 2,7 mln osób prowadzących samodzielną działalność gospodarczą wypłacono do tej pory 7,8 mld funtów.

Komisja wydatków publicznych szacuje, że w zeszłym roku wskutek błędów i oszustw przy składaniu rozliczeń podatkowych budżet państwa stracił ok. 30 mld funtów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / HMRCpressoffice

Błędy i oszustwa w programie subsydiowania pensji sięgają 3,5 mld funtów

Bruksela ostrzega Londyn przed podważaniem umowy rozwodowej

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ostrzegła w poniedziałek, że bez zapisów umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, dotyczących granicy między Irlandią a Irlandią Północną, nie będzie przyszłego partnerstwa między "27" a Wyspami.

To reakcja na najnowsze informacje z Wielkiej Brytanii, której rząd ma podjąć kroki podważające zawartą wcześniej umowę z UE o brexicie, jeśli porozumienie handlowe z "27" nie zostanie uzgodnione w październiku.

Premier Boris Johnson poinformował Unię Europejską, że umowa o wolnym handlu musi zostać zawarta przed 15 października, a jeśli się tak nie stanie, Wielka Brytania zerwie dalsze negocjacje. W brytyjskich mediach pojawiły się jednocześnie informacje, że tamtejszy rząd przygotowuje przepisy, które zastąpią obecne rozwiązania dotyczące granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

"Protokół w sprawie Irlandii i Irlandii Północnej ma zasadnicze znaczenie dla ochrony pokoju i stabilności na Wyspach oraz integralności jednolitego rynku" - zaznaczyła von der Leyen na Twitterze.

Wyraziła przekonanie, że rząd brytyjski wdroży umowę o wyjściu z UE, która jest zobowiązaniem wynikającym z prawa międzynarodowego. Nazwała ją jednocześnie warunkiem wstępnym przyszłego partnerstwa między "27" a Zjednoczonym Królestwem.

"Financial Times" poinformował, że rząd w Londynie chce przyjąć przepisy, które osłabiłyby zobowiązania do utrzymania otwartej granicy między należącą do Wielkiej Brytanii Irlandią Północną a będącą państwem członkowskim UE Irlandią.

Gwarancja dotycząca granicy jest kluczową częścią prawnie wiążącego porozumienia rozwodowego, podpisanego w zeszłym roku przez obie strony. Reuters podkreśla, że jej anulowanie mogłoby potencjalnie zagrozić całemu traktatowi i wywołać tarcia w Irlandii Północnej. Ustalenia, których celem jest uniknięcie twardej granicy z Irlandią, mają służyć nie tylko zachowaniu integralności jednolitego rynku, ale też utrzymaniu porozumienia pokojowego.

"Pełne wdrożenie porozumienia wyjściowego, łącznie z protokołem dotyczącym Irlandii i Irlandii Północnej, to warunek wstępny do negocjacji o przyszłym partnerstwie" - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej w Brukseli rzecznik KE Daniel Ferrie.

O sprawie tej ze swoim brytyjskiemu odpowiednikiem Davidem Frostem ma rozmawiać główny negocjator strony unijnej Michel Barnier, który podkreślił, że zobowiązania wynikające z umowy rozwodowej muszą być przełożone na tekst prawny.

Komisja deklaruje, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by osiągnąć porozumienie z Londynem, ale musi być ono w zgodzie z długoterminowymi interesami gospodarczymi i politycznymi UE. Unijna egzekutywa podkreśla, że umowa z Wielką Brytanią, czy jakiekolwiek porozumienie o wolnym handlu, musi zapewniać otwartą i uczciwą konkurencję, a także gwarantować równe warunki działania dla przedsiębiorstw z obu stron.

"UE złożyła wiele propozycji, aby posunąć negocjacje do przodu, a Michel Barnier wielokrotnie powtarzał, że Parlament Europejski i Rada UE muszą mieć wystarczająco dużo czasu, aby wyrazić swoje zdanie w sprawie porozumienia" - zaznaczył rzecznik KE.

Zwrócił uwagę, że niezależnie od tego, czy umowa zostanie zawarta do końca roku czy nie, decyzja Wielkiej Brytanii o opuszczeniu jednolitego rynku i unii celnej stworzy bariery dla handlu, których obecnie nie ma.

"Choć jesteśmy zdeterminowani, by osiągnąć porozumienie z Wielką Brytanią, UE będzie gotowa na scenariusz braku umowy i prowadzenie handlu zgodnie z regułami Światowej Organizacji Handlu (WTO)" - zastrzegł Ferrie.

Wielka Brytania opuściła UE 31 stycznia. W okresie przejściowym, obowiązującym do końca 2020 roku, strony starają się wynegocjować umowę w sprawie przyszłych relacji. Kolejna runda negocjacji odbywa się w tym tygodniu w Londynie.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

 

Bruksela ostrzega Londyn przed podważaniem umowy rozwodowej

Harry i Meghan zwrócili 2,4 mln funtów wydane na remont ich rezydencji

Brytyjski książę Harry oraz jego żona księżna Meghan zwrócili 2,4 mln funtów wydane z budżetu państwa na renowację posiadłości Frogmore Cottage, co obiecali, gdy w styczniu ogłosili zamiar rezygnacji z pełnienia obowiązków członków rodziny królewskiej.

"Książę Sussex wniósł wkład finansowy do sovereign grant. Wkład ten, jak zapowiadał książę Harry, w pełni pokrył niezbędne koszty renowacji Frogmore Cottage, która jest własnością Jej Królewskiej Mości Królowej i pozostanie brytyjską rezydencją księcia i jego rodziny" - napisano w wydanym w poniedziałek oświadczeniu.

Jak wynika z przedstawionego w zeszłym roku sprawozdania finansowego, przeprowadzona w latach 2018-19 renowacja Frogmore Cottage, niewielkiej posiadłości w pobliżu zamku Windsor, kosztowała 2,4 mln funtów. Została ona w całości finansowana z sovereign grant, czyli corocznej dotacji z budżetu państwa na utrzymanie rodziny królewskiej w związku z pełnieniem przez nią oficjalnych obowiązków.

Po ogłoszeniu w styczniu przez Harry'ego i Meghan planów wycofania się z pełnienia obowiązków członków rodziny królewskiej, zapowiedzieli, że zamierzają się sami utrzymywać, a także, że zwrócą koszty renowacji Frogmore Cottage. Parze książęcej wytykano wysokie koszty renowacji, co również przyczyniło się do ich decyzji o wycofaniu się z pełnienia obowiązków.

Komunikat o dokonanym zwrocie został podany zaledwie kilka dni po informacji o tym, że Harry i Meghan zawarli kontrakt z platformą streamingową Neflix na produkcję programów filmowych.

Od czasu formalnego opuszczenia rodziny królewskiej, co nastąpiło z końcem marca, Harry, młodszy syn następcy tronu, księcia Karola, oraz Meghan przebywają głównie w Kalifornii, gdzie niedawno kupili dom.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / Pharry_Meghan

Harry i Meghan zwrócili 2,4 mln funtów wydane na remont ich rezydencji

Nowe zasady kwarantanny i przywrócenie jej dla przyjazdów z greckich wysp

Brytyjski rząd zmienił w poniedziałek zasady kwarantanny po przyjeździe z zagranicy, dopuszczając odmienne traktowanie kontynentalnej części jakiegoś kraju i należących do niego wysp. Przy okazji przywrócił kwarantannę po przyjeździe z siedmiu greckich wysp.

Ministerstwo transportu przez długi czas niechętnie odnosiło się do pomysłu, by w kwestii kwarantanny odmiennie traktować różne części danego kraju, w zależności od wskaźnika nowych zakażeń koronawirusem, choć branża turystyczna zwracała uwagę, że na należących do Hiszpanii archipelagach Wysp Kanaryjskich i Balearów jest on znacznie niższy niż w kontynentalnej części kraju.

Do zmiany stanowiska, oprócz nacisków sektora turystycznego, skłonił rząd chaos, który zapanował w zeszłym tygodniu wskutek wprowadzenia przez władze poszczególnych części kraju odmiennych zasad dotyczących kwarantanny po przyjeździe z Grecji i Portugalii. Rząd brytyjski, którego decyzje w kwestii kwarantanny odnoszą się tylko do Anglii, a także rząd północnoirlandzki nie przywróciły jej, rząd szkocki wprowadził ją dla przyjazdów z całej Portugalii i całej Grecji, zaś walijski - dla przyjazdów z Portugalii, ale z wyłączeniem Madery i Azorów, a także z sześciu greckich wysp.

W poniedziałek minister transportu Grant Shapps ogłosił, że od środy rano obowiązkowej kwarantannie podlegać będą podróżni z siedmiu greckich wysp - Krety, Mykonos, Lesbos, Zakynthos, Santorini, Serifos i Tinos. Poinformował też, że wprawdzie na Balearach i Wyspach Kanaryjskich wskaźnik nowych zakażań jest mniejszy niż w kontynentalnej Hiszpanii, ale wciąż za wysoki, by zwalniać przyjeżdżających stamtąd z tego obowiązku.

Wprawdzie ogłoszona przez Shappsa lista greckich wysp nie do końca pokrywa się z tą obowiązującą w Walii, zatem nie doprowadziło to do skoordynowania polityki w zakresie kwarantanny. Jednak dopuszczenie odmiennego traktowania poszczególnych części jakiegoś kraju da brytyjskim władzom większą elastyczność, a to może pomóc władzom w Londynie, Edynburgu, Cardiff i Belfaście w ustalaniu jednakowych reguł.

W Anglii, Walii i Irlandii Północnej kara za nieprzestrzeganie obowiązku kwarantanny wynosi 1000 funtów, w Szkocji – 480, jednak w przypadku wielokrotnego przyłapania na tym może ona zostać zwiększona do 5000 funtów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz Engin Akyurt z Pixabay 

Nowe zasady kwarantanny i przywrócenie jej dla przyjazdów z greckich wysp

Rząd zaprzecza, by chciał unieważnić ustalenia z UE w sprawie Irlandii Północnej

Biuro brytyjskiego premiera Borisa Johnsona zdementowało w poniedziałek doniesienia prasowe, jakoby chciał on nową ustawą unieważnić te zapisy z porozumienia o wyjściu z Unii Europejskiej, które dotyczą Irlandii Północnej.

Dziennik "Financial Times" podał w poniedziałek, powołując się na źródła, że projekt ustawy o rynku wewnętrznym, który ma zostać złożony w środę, unieważni obowiązywanie części umowy o wyjściu z UE w zakresie pomocy państwa oraz reżimu celnego w Irlandii Północnej.

Projekt ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym, nakreślony w lipcu w 100-stronicowej "białej księdze", ma na celu zapewnienie "płynnego funkcjonowania" handlu między Anglią, Walią, Szkocją i Irlandią Północną po opuszczeniu przez Wielką Brytanię jednolitego rynku UE i unii celnej wraz końcem tego roku.

Jednak jak pisze "FT", niektóre klauzule w projekcie ustawy skutecznie unieważnią część tzw. protokołu północnoirlandzkiego, który w październiku zeszłego roku został podpisany wraz z porozumieniem o wyjściu z UE, co nie spodobało się twardym zwolennikom brexitu, uważającym go za zagrożenie dla brytyjskiej integralności terytorialnej. Celem tego protokołu jest uniknięcie powrotu twardej granicy między Irlandią Północną a Irlandią, co uważane byłoby za zagrożenie dla procesu pokojowego w Irlandii Północnej.

Protokół przewiduje, że wraz z końcem roku całe Zjednoczone Królestwo wyjdzie z unii celnej i jednolitego rynku, ale Irlandia Północna pozostanie związana niektórymi unijnymi regulacjami w zakresie obrotu towarami. Jak wyjaśnia "FT", zgodnie z umową o wyjściu Wielka Brytania musi powiadomić Brukselę o wszelkich decyzjach dotyczących pomocy państwa, które mogłyby mieć wpływ na rynek towarów w Irlandii Północnej oraz zmusić przedsiębiorstwa w prowincji do składania dokumentów celnych przy wysyłce towarów do pozostałej części Zjednoczonego Królestwa. Jednak klauzule w proponowanej ustawie o rynku wewnętrznym zmuszą sądy brytyjskie do przestrzegania jej, a nie umowy z UE, co w praktyce podważy obowiązywanie protokołu.

Informacja o zmianach wprowadzanych przez proponowaną ustawę, jak i samo złożenie jej projektu, zbiega się w czasie z poniedziałkowym oświadczeniem Johnsona, który zauważył, że umowa z UE o przyszłych relacjach musi być zawarta najpóźniej do 15 października, a jeśli się to nie uda, Wielka Brytania zakończy negocjacje i zajmie się przygotowaniami do wyjścia z okresu przejściowego bez umowy. Dlatego kwestia ustawy o rynku wewnętrznym postrzegana jest jako element zwiększenia presji na UE, by ta zgodziła się na ustępstwa.

Rzecznik Johnsona potwierdził w poniedziałek, że projekt umowy faktycznie zostanie w środę złożony w Izbie Gmin, ale zaprzeczył, by miał on unieważnić protokół dotyczący Irlandii Północnej i przekonywał, iż chodzi w tym jedynie o drobne uściślenia zapisów. "Podejmujemy ograniczone i uzasadnione kroki w celu wyjaśnienia konkretnych elementów protokołu w sprawie Irlandii Północnej w prawie krajowym, aby usunąć wszelkie niejasności i zapewnić, że rząd zawsze będzie w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec ludności Irlandii Północnej" - oświadczył. "Jako odpowiedzialny rząd nie możemy pozwolić, aby proces pokojowy lub rynek wewnętrzny Wielkiej Brytanii został nieumyślnie naruszony przez niezamierzone konsekwencje protokołu" - dodał.

W odpowiedzi na te doniesienia minister spraw zagranicznych Irlandii Simon Coveney powiedział, że Dublin nie powinien na nie przesadnie reagować, ale ostrzegł, że takie posunięcie byłoby bardzo poważnym naruszeniem zaufania i zasadniczo podważyłoby toczące się rozmowy. "Czy jest to gra polityczna, czy też rzeczywiście istnieje jakiś akt prawny, który pojawi się w tym tygodniu, a który jest sprzeczny z porozumieniem o wyjściu? Będziemy musieli poczekać i zobaczyć" - powiedział Coveney.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Rząd zaprzecza, by chciał unieważnić ustalenia z UE w sprawie Irlandii Północnej

Minister zdrowia: sytuacja epidemiczna niepokojąca, ale nadal pod kontrolą

Wzrost liczby nowych zakażeń koronawirusem w Wielkiej Brytanii w ostatnich dniach jest niepokojący, ale sytuacja nie wymknęła się spod kontroli - zapewnił w poniedziałek minister zdrowia Matt Hancock.

W niedzielę w Wielkiej Brytanii zanotowano aż 2988 nowych zakażeń, co jest najwyższą dobową liczbą od 22 maja i wzrostem o 1175 w stosunku do bilansu z poprzedniego dnia, który już był jednym z najwyższych w ostatnich kilkunastu tygodniach.

Zapytany w rozmowie z radiem LBC, czy sytuacja wymknęła się spod kontroli, Hancock odpowiedział: "Nie, ale cały kraj musi przestrzegać dystansu społecznego. Możemy to zrobić (tj. zatrzymać epidemię - PAP) tylko jako całe społeczeństwo - każdy ma swoją rolę do odegrania".

Przyznał, że nieprzestrzeganie dystansu, zwłaszcza przez osoby poniżej 25. roku życia, staje się coraz większym problemem. "Wzrost liczby przypadków, który obserwujemy w ostatnich dniach, dotyczy w dużej mierze osób młodych" - mówił.

Wskazał też, że rośnie liczba zakażeń w zamożniejszych częściach kraju czy dzielnicach miast. "Latem mieliśmy szczególny problem na niektórych z najbardziej ubogich obszarów. Teraz wzrost, którego jesteśmy świadkami w ostatnich kilku dniach, rozkłada się bardziej równomiernie. To właśnie wśród bardziej zamożnych młodych ludzi obserwujemy ten wzrost" - wyjaśnił.

Hancock zapewnił też, że rząd podejmie zdecydowane działania, jeśli ludzie nadal będą chodzić na duże imprezy towarzyskie.

Minister zdrowia poinformował też, że w zeszłym tygodniu rozwiązany został problem z tym, że strona internetowa do rezerwowania testów na obecność koronawirusa kierowała ludzi do punktu pobrań nawet o kilkaset kilometrów oddalonych od ich domu, i obecnie nikt już nie będzie musiał jechać dalej niż 120 km.

Problem powstał wskutek tego, że zwiększono dostępność miejsc na terenach mocniej dotkniętych epidemią kosztem miejsc, w których sytuacja jest lepsza i wobec tego ludzie z tych ostatnich, gdy chcieli wykonać test, z powodu braku miejsc w swoich okolicach byli kierowani do bardziej odległych punktów pobrań.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / MattHancock

Minister zdrowia: sytuacja epidemiczna niepokojąca, ale nadal pod kontrolą

Policja zatrzymała mężczyznę w związku z atakami w Birmingham

Brytyjska policja zatrzymała w poniedziałek mężczyznę pod zarzutem morderstwa i usiłowania zabójstwa w związku z atakami z użyciem noża w niedzielę po północy w Birmingham W atakach jedna osoba zginęła, a siedem zostało rannych.

27-letni podejrzany został zatrzymany w dzielnicy Selly Oak w Birmingham ok. godz. 4 nad ranem - podała policja w hrabstwie West Midlands.

Śledczy poinformowali, że ataki nożownika, które miały miejsce w czterech lokalizacjach w ciągu dwóch godzin, były powiązane, ale najpewniej nie miały związku ze zorganizowaną przestępczością ani terroryzmem.

"Aresztowaliśmy mężczyznę podejrzanego o morderstwo i siedem zarzutów usiłowania zabójstwa w związku z atakami z użyciem noża w Birmingham" - podała policja na Twitterze.

Dwie spośród rannych osób - kobieta i mężczyzna - doznały poważnych obrażeń, ale ich życiu nie grozi niebezpieczeństwo. (PAP)

 

Policja zatrzymała mężczyznę w związku z atakami w Birmingham

Raab: użycie broni chemicznej do otrucia w Nawalnego to gangsterstwo

Rosja musi wyjaśnić okoliczności zatrucia opozycjonisty Aleksieja Nawalnego środkiem bojowym Nowiczok, zaś użycie w takiej sytuacji broni chemicznej jest "gangsterstwem w czystej postaci" - oświadczył w niedzielę brytyjski minister spraw zagranicznych Dominic Raab.

Zapytany przez BBC o to, czy Rosja jest winna otrucia Nawalnego, Raab odparł: "Myślę, że bardzo trudno jest wymyślić wiarygodne, alternatywne wytłumaczenie, biorąc pod uwagę historię działań Rosji - użycie go w Salisbury, biorąc też pod uwagę to, jak trudno jest zdobyć Nowiczok, nie mówiąc już o rozprzestrzenieniu tak niebezpiecznej substancji".

Szef brytyjskiej dyplomacji podkreślił, że rodzą się pytania, na które Rosja musi odpowiedzieć i konieczne jest dochodzenie przeprowadzone przez Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), a Rosja powinna w pełni współpracować w wyjaśnianiu tej sprawy.

"Jasne jest również to, że nie można po prostu powiedzieć +to jest sprawa wewnętrzna, to są tylko nasze sprawy wewnętrzne+. Użycie broni chemicznej w takim kontekście to gangsterstwo w czystej postaci, a Rosja ma obowiązek nigdy nie używać jej jako państwo, a po drugie upewnić się, że nikt inny nie może jej użyć na jej terytorium" - powiedział Raab.

W środę niemiecki rząd poinformował, że istnieją "jednoznaczne dowody" na to, iż Nawalnego próbowano otruć środkiem bojowym z grupy Nowiczok.

Nawalny, jeden z liderów opozycji w Rosji, został hospitalizowany 20 sierpnia w Omsku na Syberii. Poczuł się źle na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy i stracił przytomność. Na żądanie rodziny został przetransportowany lotniczym ambulansem do Berlina, gdzie w jednej z klinik został poddany szczegółowym badaniom.

Nowiczok to ta sama substancja, której użyto w 2018 roku w Salisbury na południu Anglii przy próbie zabójstwa podwójnego agenta Siergieja Skripala i jego córki. Wielka Brytania wskazała później nazwiska dwóch agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego jako głównych podejrzanych w tej sprawie. Rosja wielokrotnie zaprzeczała, by miała cokolwiek wspólnego z próbą otrucia Skripala, zaś w czwartek oświadczyła, że Zachód nie powinien spieszyć się z wydawaniem osądów w sprawie zatrucia Nawalnego i że nie ma podstaw do oskarżenia ją o to zdarzenie.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / DominicRaab

Raab: użycie broni chemicznej do otrucia w Nawalnego to gangsterstwo

Johnson: umowa z UE do 15 października lub koniec negocjacji

Brytyjski premier Boris Johnson poinformował Unię Europejską, że umowa o wolnym handlu musi zostać zawarte przed 15 października, a jeśli się tak nie stanie, Wielka Brytania zerwie dalsze negocjacje. Podkreślił, że to również będzie dobrym rozwiązaniem dla kraju.

"Wchodzimy teraz w ostatnią fazę naszych negocjacji z UE. UE wyraziła się bardzo jasno co do harmonogramu. Ja również. Porozumienie z naszymi europejskimi przyjaciółmi musi zostać zawarte przed posiedzeniem Rady Europejskiej w dniu 15 października, jeżeli ma ono wejść w życie do końca roku. Nie ma więc sensu myśleć o terminach, które wykraczają poza ten punkt. Jeśli do tego czasu nie będziemy w stanie się porozumieć, to nie widzę możliwości, by została zawarta między nami umowa o wolnym handlu, więc powinniśmy to zaakceptować i iść dalej" - napisał Johnson w opublikowanym w nocy z niedzieli na poniedziałek oświadczeniu.

We wtorek rozpoczyna się kolejna, ósma już, runda negocjacyjna na temat relacji między Wielką Brytanią a UE po zakończeniu 31 grudnia okresu przejściowego po brexicie.

"Wtedy będziemy mieli umowę handlową z UE, taką jak ma Australia. Chcę całkowicie jasno powiedzieć, że - jak mówiliśmy od samego początku - będzie to dobry wynik dla Wielkiej Brytanii. Jako rząd przygotowujemy się, na naszych granicach i w naszych portach, aby być na to gotowym. Będziemy mieli pełną kontrolę nad naszym prawem, naszymi przepisami i naszymi wodami połowowymi. Będziemy mieli swobodę zawierania umów handlowych z każdym krajem na świecie. I dzięki temu będziemy ogromnie prosperować" - przekonuje brytyjski premier.

Większość handlu między UE a Australią odbywa się zgodnie z ogólnymi zasadami Światowej Organizacji Handlu, chociaż w odniesieniu do niektórych towarów istnieją specjalne umowy.

Johnson podkreślił, że Wielka Brytania nawet w sytuacji braku umowy zawsze będzie gotowa do rozmów z UE i będzie gotowa do znalezienia rozsądnych rozwiązań w kwestiach praktycznych, takich jak loty pasażerskie, drogowy transport towarowy czy współpraca naukowa. Zapewnił, że Wielka Brytania i UE nadal będą handlować jako przyjaciele i partnerzy - ale bez umowy o wolnym handlu.

Johnson oświadczył, że jest jeszcze czas na zawarcie umowy, a Wielka Brytania będzie ciężko pracować, aby ją osiągnąć. Podkreślił, że tak jak to zaproponował, taka umowa powinna się opierać na standardowej umowie o wolnym handlu, takiej jak ta, którą UE uzgodniła z Kanadą i innymi państwami. "Nawet na tak późnym etapie, jeśli UE będzie gotowa ponownie przemyśleć obecne stanowisko i zgodzić się z tym, będę zachwycony. Aby to osiągnąć, nie możemy jednak i nie pójdziemy na kompromis, jeśli chodzi o podstawy tego, co to znaczy być niezależnym krajem" - zapewnił szef brytyjskiego rządu.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Johnson: umowa z UE do 15 października lub koniec negocjacji
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.