Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Wielka Brytania

All Stories

Dodatkowe restrykcje w związku z SARS-CoV-2 w Birmingham

W Birmingham, drugim pod względem liczby ludności mieście Wielkiej Brytanii, we wtorek wejdzie w życie zakaz spotykania się z osobami spoza własnego gospodarstwa domowego, zarówno w pomieszczeniach zamkniętych, jak i na otwartej przestrzeni - ogłosił w piątek brytyjski rząd. To efekt szybko rosnącej liczby zakażeń koronawirusem.

W ciągu siedmiu dni do 8 września włącznie było wykryto ich 78,2 na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy podczas poprzedniego tygodnia ten wskaźnik wynosił 32.

To oznacza, że w tygodniu 2-8 września liczba nowych zakażeń już przekroczyła poziomy ze szczytu epidemii w kwietniu, zaś w stosunku do populacji jest w Birmingham drugą najwyższą w kraju za Boltonem w północno-zachodniej Anglii, gdzie dodatkowe restrykcje wprowadzono już wcześniej.

Zakaz spotykania się będzie dotyczyć Birmingham, a także pobliskich miast Solihull i Sandwell, co oznacza, że dotknie on ponad 1,6 mln osób. Nie dotyczy on jednak szkół, miejsc pracy czy transportu publicznego.

W piątek też na listę obserwacyjną w związku z rosnącą liczbą zachorowań dodano całe hrabstwo Merseyside, którego ośrodkiem administracyjnym jest Liverpool.

W Szkocji tymczasem dodatkowe restrykcje, które od kilku dni obowiązują w Glasgow oraz sąsiednich dystryktach East Dunbartonshire, West Dunbartonshire, Renfrewshire i East Renfrewshire, zostały rozciągnięte na dwa kolejne - North Lanarkshire i South Lanarkshire. Od północy z piątku na sobotę ich mieszkańcy nie będą się mogli spotykać z osobami z innych gospodarstw domowych. To oznacza, że takie obostrzenia dotyczą już 1,75 mln spośród 5,5 mln mieszkańców Szkocji.

Z kolei rząd walijski ogłosił, że od poniedziałku obowiązkowe będzie zasłanianie twarzy w sklepach, a także zmniejszona zostanie do sześciu maksymalna liczba osób, które mogą się spotykać. Jednak w odróżnieniu od Anglii i Szkocji, gdzie takie ograniczenia obowiązywać będą w zarówno w pomieszczeniach zamkniętych, jak i na otwartych przestrzeniach, walijski rząd zdecydował się tylko na to pierwsze. Na otwartych przestrzeniach utrzymany zostanie dotychczasowy limit 30 osób.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz Captain Anonymous z Pixabay

Dodatkowe restrykcje w związku z SARS-CoV-2 w Birmingham

Szetlandy rozważają oderwanie się od Szkocji

Radni z Szetlandów – szkockiego archipelagu na Morzu Północnym – zdecydowaną większością głosów poparli w piątek wniosek o zbadanie możliwości oderwania się wysp od Szkocji.

Za wnioskiem, wzywającym do "finansowego i politycznego samostanowienia", zagłosowało 18 radnych, przeciwnych było dwóch. Jako główne argumenty na rzecz niezależności wysp podawane są ograniczenia dotacji oraz scentralizowane zarządzanie krajem przez rząd w Edynburgu, tworzony przez Szkocką Partię Narodową (SNP).

Steven Coutts, przewodniczący rady Szetlandów, powiedział, że "status quo nie działa, ponieważ ani dewolucja (przekazywanie uprawnień przez Londyn szkockiemu rządowi – PAP), ani ustawa o wyspach nie spowodowały żadnej znaczącej różnicy w kwestii jakości życia". Dodał on, że szkocki parlament jest bardzo "odległy" od Szetlandów.

Jedną z opcji, która ma być rozważana, jest to, by Szetlandy – liczące 23 tys. mieszkańców – zamiast pełniej niepodległości uzyskały status dependencji korony brytyjskiej, czyli taki sam jak mają Jersey, Guernsey i Wyspa Man.

To pozwoliłoby mieszkańcom wysp na zatrzymanie dochodów z wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego na ich wodach terytorialnych, co z kolei uderzyłoby w finanse Szkocji, gdyby ta uzyskała niepodległość, do czego dąży SNP.

"Jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym, że obecna sytuacja poważnie zagraża dobrobytowi, a nawet funkcjonowaniu Szetlandów jako społeczności" – napisano w przyjętym wniosku. Coutts dodał, że poziom dotacji przekazywanych przez władze w Edynburgu na utrzymywanie transportu promowego między archipelagiem a resztą Szkocji "negatywnie wpływa na Szetlandy i każdą osobę na Szetlandach".

Ewentualna zmiana statusu wysp wymagałaby przeprowadzenia na nich referendum. Po piątkowym głosowaniu Coutts powiedział, że rada planuje w przyszłym tygodniu przedyskutować z władzami w Londynie i Edynburgu możliwości uzyskania przez Szetlandy samostanowienia. "Mam nadzieję, że zrozumieją one wyzwania związane z życiem na Szetlandach, ale także nieprawdopodobne możliwości, jakie przyniosłaby polityczna i finansowa niezależność" – powiedział.

W reakcji na piątkowe głosowanie Paul Wheelhouse, minister ds. wysp w szkockim rządzie, zwrócił uwagę, że ani Szetlandy ani żadne z pozostałych wysp nie zwróciły się o przyznanie im dodatkowych kompetencji po przyjętym w zeszłym roku rozporządzeniu, które daje taką możliwość.

Szetlandy są najdalej wysuniętą na północ częścią Wielkiej Brytanii i znajdują się w podobnej odległości od jej "kontynentalnej" części, jak i od Norwegii, stąd też na wyspach są silne kulturowe wpływy nordyckie. Ewentualne referendum na Szetlandach w sprawie zmiany statusu postawiłoby rząd Szkocji w trudnej sytuacji, bo ich oderwanie się byłoby z punktu widzenia Edynburga niekorzystne, ale SNP nie może blokować takiego głosowania, skoro same chcą przeprowadzić w przyszłym roku referendum w sprawie niepodległości.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz Aline Dassel z Pixabay 

Szetlandy rozważają oderwanie się od Szkocji

KE: brytyjski projekt ustawy o rynku wewnętrznym poważnie narusza zaufanie

Jeśli projekt ustawy o rynku wewnętrznym, jaki przedstawił rząd w Londynie, zostałby przyjęty, byłoby to bardzo poważne naruszenie umowy o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE oraz prawa międzynarodowego - ostrzegła w czwartek Komisja Europejska.

W oświadczeniu, jakie wystosowano po zwołanym w Londynie nadzwyczajnym posiedzeniu wspólnej unijno-brytyjskiej komisji ds. wdrożenia umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, KE zaznaczyła ponadto, że projekt ustawy poważnie narusza zaufanie pomiędzy UE i Wielką Brytanią.

Aby zająć się tym kryzysem, na Wyspy pojechał wiceszef KE Marosz Szefczovicz. Jak relacjonuje KE, podczas spotkania w brytyjskiej stolicy podkreślił, że nie ma wątpliwości, iż pełne wdrożenie umowy o wyjściu, w tym protokołu w sprawie Irlandii i Irlandii Północnej, to obowiązek prawny. Zwrócił uwagę, że na te zapisy zgodził się premier Boris Johnson i jego rząd, a parlament Wielkiej Brytanii ratyfikował je mniej niż rok temu.

"Umowa o wyjściu weszła w życie 1 lutego 2020 r. i ma skutki prawne na mocy prawa międzynarodowego. Od tego momentu ani UE, ani Wielka Brytania nie mogą jej jednostronnie zmieniać, doprecyzowywać, nanosić poprawek, interpretować, ignorować ani odstąpić od niej. Protokół w sprawie Irlandii/Irlandii Północnej jest zasadniczą częścią umowy. Jego celem jest ochrona pokoju i stabilności na wyspie Irlandii" - przypomniała KE.

UE nie przyjmuje argumentu, że celem projektu ustawy jest ochrona porozumienia wielkopiątkowego, jak twierdzi Londyn. W rzeczywistości - zdaniem KE - jest odwrotnie.

Szefczovicz wezwał brytyjski rząd do wycofania kontrowersyjnych zapisów w jak najkrótszym czasie, najpóźniej do końca miesiąca. Stwierdził, że przedstawiając ten projekt, Wielka Brytania poważnie nadszarpnęła zaufanie między nią a UE. "Przywrócenie tego zaufania należy teraz do rządu Wielkiej Brytanii" - zaznaczono w oświadczeniu KE.

Szefczovicz przypomniał rządowi Wielkiej Brytanii, że umowa o wystąpieniu zawiera szereg mechanizmów, które mogą być stosowane w razie naruszeń zapisów. Ostrzegł, że UE nie będzie się wahać, by z nich skorzystać.

W czwartek brytyjski rząd poinformował, że prace nad projektem ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym rozpoczną się w Izbie Gmin w poniedziałek, a zakończyć się powinny w kolejnym tygodniu.

Kontrowersje dotyczą zapisu, który pozwala unieważnić uzgodnienia dotyczące Irlandii Północnej w obowiązującej już umowie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W projekcie ustawy napisano, że "niektóre przepisy" weszłyby w życie "bez względu na niespójność lub niezgodność" z prawem międzynarodowym lub innym prawem krajowym, co wyraźnie wskazuje na możliwość uchylenia uzgodnień zawartych z UE i co byłoby złamaniem zasad prawa międzynarodowego.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

 

KE: brytyjski projekt ustawy o rynku wewnętrznym poważnie narusza zaufanie

Pelosi ostrzega Wielką Brytanię przed łamaniem umowy o brexicie

Przewodnicząca Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi powiedziała w środę, że żadna potencjalna umowa handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią nie przejdzie przez amerykański Kongres, jeśli Londyn podważy umowę o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

"Jeśli Wielka Brytania naruszy ten międzynarodowy traktat i podważy umowę o brexicie, nie będzie absolutnie żadnej szansy na przyjęcie przez Kongres umowy handlowej między USA a Wielką Brytanią - napisała Pelosi w oświadczeniu - Umowa jest ceniona przez naród amerykański i będzie dumnie broniona w Kongresie Stanów Zjednoczonych".

To reakcja na informacje z Wielkiej Brytanii, której rząd ma podjąć kroki podważające zawartą wcześniej umowę z UE o brexicie, jeśli porozumienie handlowe z "27" nie zostanie uzgodnione w październiku.

Premier Boris Johnson poinformował Unię Europejską, że umowa o wolnym handlu musi zostać zawarta przed 15 października, a jeśli się tak nie stanie, Wielka Brytania zerwie dalsze negocjacje. W brytyjskich mediach pojawiły się jednocześnie informacje, że tamtejszy rząd przygotowuje przepisy, które zastąpią obecne rozwiązania dotyczące granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

Wywołujący kontrowersje projekt ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym ma - według Londynu - zapewnić "płynne funkcjonowanie" handlu między Anglią, Walią, Szkocją i Irlandią Północną po opuszczeniu przez Wielką Brytanię jednolitego rynku UE i unii celnej wraz końcem tego roku.

Odpowiedzialny brytyjski minister ds. Irlandii Północnej Brandon Lewis przyznał, że tekst ten "narusza prawo międzynarodowe", jednak w "bardzo ograniczony sposób".

Swoje obawy w środę wyraziła także Bruksela, która nie chce osłabienia zobowiązań do utrzymania otwartej granicy między należącą do Wielkiej Brytanii Irlandią Północną a będącą państwem członkowskim UE Irlandią. Na czwartek swoją wizytę w Londynie zapowiedział wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Maros Sefcovic.

(PAP)

 

foto : twitter / SpeakerPelosi

Pelosi ostrzega Wielką Brytanię przed łamaniem umowy o brexicie

PKB wzrósł w lipcu o 6,6 proc., ale nadal jest niższy niż przed epidemią

Brytyjski PKB wzrósł w lipcu o 6,6 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca, ale nadal jest o 11,7 proc. mniejszy od poziomu z lutego, czyli z ostatniego miesiąca przed wybuchem pandemii koronawirusa - poinformował w piątek urząd statystyczny ONS.

Lipiec był trzecim kolejnym miesiącem ze wzrostem gospodarczym, choć był on nieco niższy od czerwcowego, który wynosił 8,7 proc. Te wzrosty są jednak odrabianiem wcześniejszych spadków, z marca, a zwłaszcza z kwietnia, gdy PKB skurczył się o rekordowe 20,0 proc.

Oba tamte spadki zaważyły na danych kwartalnych, w wyniku czego Wielka Brytania po raz pierwszy od 2009 r. znalazła się w recesji. Jednak obecna recesja jest znacznie głębsza od poprzedniej. Łącznie w dwóch pierwszych kwartałach br. PKB spadł o 22,1 proc., podczas gdy w ciągu pięciu kwartałów recesji z lat 2008-09 - o nieco ponad 6 proc.

"Choć brytyjska gospodarka stale podążała w kierunku ożywienia gospodarczego, musi jeszcze nadrobić prawie połowę PKB utraconego od początku pandemii" - skomentował opublikowane w piątek dane Darren Morgan, dyrektor działu statystyk gospodarczych w ONS.

Jak wskazał, w lipcu szczególnie duże wzrosty zanotowały takie branże jak gastronomia, hotelarstwo, sprzedaż samochodów, fryzjerzy. Poprawę odnotowano także we wszystkich obszarach produkcji przemysłowej i w budownictwie, choć obie te gałęzie gospodarki wciąż są poniżej poziomu sprzed początku epidemii.

Ekonomiści spodziewają się, że także w danych za sierpień nastąpi spory wzrost, m.in. dzięki wyraźnie większym obrotom w sektorze gastronomicznym, które były efektem rządowej akcji dofinansowywania zniżek na jedzenie poza domem. Tym niemniej spodziewają się, że cały rok 2020 brytyjska gospodarka zakończy na minusie.

"Choć dzisiejsze dane przyjmujemy z zadowoleniem, wiem, że wiele osób słusznie martwi się nadchodzącymi miesiącami albo już odczuło, że sytuacja wpłynęła na ich pracę i dochody. Dlatego właśnie wspieranie zatrudnienia jest naszym najważniejszym priorytetem i dlatego nakreśliliśmy kompleksowy plan na rzecz zatrudnienia, który ma zapewnić, że nikt nie będzie pozostawiony bez nadziei i możliwości" - oświadczył minister finansów Rishi Sunak.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz 453169 z Pixabay 

PKB wzrósł w lipcu o 6,6 proc., ale nadal jest niższy niż przed epidemią

Rząd: parlament jest suwerenny w stanowieniu prawa krajowego

Rząd brytyjski stwierdził w opublikowanej w czwartek opinii prawnej, że parlament jest suwerenny w kwestii prawa krajowego i może uchwalać przepisy, które naruszają zobowiązania wynikające z traktatów międzynarodowych.

W dokumencie tym przedstawiono stanowisko rządu w sprawie ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym, która - jak przyznał rząd - narusza zawartą w ubiegłym roku umowę o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Opublikowanie w środę projektu ustawy spowodowało poważny kryzys między Londynem a Brukselą i zagroziła rozmowom na temat ich relacji po zakończeniu okresu przejściowego po brexicie.

Jak zaznaczono, zasadą prawa międzynarodowego jest to, że państwo jest zobowiązane do wypełniania swoich zobowiązań traktatowych w dobrej wierze. Zapewniono, że to jest i pozostanie kluczową zasadą przyświecającą podejściu Wielkiej Brytanii do stosunków międzynarodowych.

"Jednakże w trudnych i wysoce wyjątkowych okolicznościach, w jakich się znajdujemy, ważne jest, aby pamiętać o podstawowej zasadzie suwerenności parlamentarnej. Parlament jest suwerenny w kwestii prawa krajowego i może uchwalać przepisy, które naruszają zobowiązania traktatowe Zjednoczonego Królestwa. Parlament nie działałby w sposób niekonstytucyjny, uchwalając takie przepisy" - napisano w opinii prawnej.

"Zobowiązania traktatowe stają się wiążące jedynie w takim zakresie, w jakim są one zapisane w ustawodawstwie krajowym. To, czy uchwalić lub uchylić prawodawstwo, a także treść tego prawodawstwa, zależy od Parlamentu i wyłącznie Parlamentu" - podkreślono.

Jak wyjaśniono, ustawa o wystąpieniu z UE, w tym protokół w sprawie Irlandii Północnej, wyraźnie podlega zasadzie suwerenności parlamentarnej, a zdolność parlamentu do przyjmowania przepisów, które miałyby pierwszeństwo przed umową o wystąpieniu, została wyraźnie potwierdzona w jej treści.

Równolegle Michael Gove, który w ramach brytyjskiego rządu koordynuje kwestie przygotowań do zakończenia okresu przejściowego po brexicie oraz negocjacji z UE na temat przyszłych relacji, przypomniał w czwartek, że celem ustawy jest przede wszystkim stworzenie podstaw prawnych dla brytyjskiego rynku wewnętrznego.

Jak powiedział, odpowiadając za pytania komisji parlamentarnej, "ważną rzeczą, którą należy podkreślić w sprawie ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym jest to, że jest to przede wszystkim środek ekonomiczny". "A projekt ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym ma zapewnić, że opuszczając Unię Europejską - w sytuacji, gdzie przez ostatnie 40 lat wiele przepisów regulujących obrót towarami w Wielkiej Brytanii było przepisami dotyczącymi jednolitego rynku UE - będziemy dysponować solidnymi ramami prawnymi, które to umożliwią" - oświadczył Gove.

Brytyjski rząd wyjaśnia, że celem ustawy jest utrzymanie "otwartego i nieskrępowanego handlu" między czterema częściami składowymi Zjednoczonego Królestwa po upływie wraz z końcem 2020 roku okresu przejściowego po brexicie. Obecnie wszelkie kwestie handlowe i regulacyjne znajdują się w kompetencjach UE, zatem - jak wyjaśnia rząd - konieczne jest ich dostosowanie do sytuacji, w której prawo unijne przestanie obowiązywać. Czyli żeby nie doszło do sytuacji, w której w poszczególnych częściach kraju obowiązują różne regulacje handlowe.

W czwartek w Londynie w celu wyjaśnienia kontrowersji związanych z proponowaną ustawą spotkali się Gove oraz wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Marosz Szefczovicz, ale nie udało im się osiągnąć porozumienia.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Rząd: parlament jest suwerenny w stanowieniu prawa krajowego

Minister Gove: nie wycofamy ustawy o rynku wewnętrznym

Brytyjski rząd nie wycofa projektu ustawy o rynku wewnętrznym - oświadczył minister Michael Gove w czwartek po spotkaniu z wiceszefem Komisji Europejskiej Maroszem Szefczoviczem. Projekt spowodował poważny kryzys w rozmowach o umowie handlowej z Unią Europejską.

"Rząd Zjednoczonego Królestwa jest zaangażowany we wdrażanie porozumienia o wystąpieniu (z UE) i protokołu (dotyczącego Irlandii Północnej)" - powiedział Gove, który w brytyjskim rządzie koordynuje kwestie przygotowań do zakończenia okresu przejściowego po brexicie oraz negocjacji z UE na temat przyszłych relacji.

"Wiceprzewodniczący Szefczovicz zwrócił się również do Wielkiej Brytanii o wycofanie ustawy dotyczącej rynku wewnętrznego. Wyjaśniłem mu, że nie możemy i nie zrobimy tego, a zamiast tego podkreśliłem, jak ważne jest osiągnięcie porozumienia w tych istotnych kwestiach w ramach wspólnej komisji" - oświadczył Gove.

Gove i Szefczovicz spotkali się w czwartek w Londynie, by spróbować wyjaśnić różnice powstałe po publikacji w środę przez brytyjski rząd projektu ustawy o rynku wewnętrznym, ale nie osiągnęli porozumienia. Wiceszef KE domagał się, aby Wielka Brytania wycofała do końca miesiąca projekt, gdyż w przeciwnym razie ryzykuje załamaniem się rozmów o przyszłych relacjach między Londynem a Brukselą.

Brytyjski rząd wyjaśnia, że celem ustawy jest utrzymanie "otwartego i nieskrępowanego handlu" między czterema częściami składowymi Zjednoczonego Królestwa po upływie wraz z końcem 2020 roku okresu przejściowego po brexicie. Obecnie wszelkie kwestie handlowe i regulacyjne znajdują się w kompetencjach UE, zatem - jak wyjaśnia rząd - konieczne jest ich dostosowanie do sytuacji, w której prawo unijne przestanie obowiązywać. Chodzi o uniknięcie sytuacji, w której w poszczególnych częściach kraju obowiązywałyby różne regulacje handlowe.

Kontrowersje dotyczą zapisu w projekcie, który pozwala unieważnić uzgodnienia dotyczące Irlandii Północnej w obowiązującej już umowie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE. W projekcie ustawy napisano, że "niektóre przepisy" weszłyby w życie "bez względu na niespójność lub niezgodność" z prawem międzynarodowym lub innym prawem krajowym, co wyraźnie wskazuje na możliwość uchylenia uzgodnień zawartych z UE i co byłoby złamaniem zasad prawa międzynarodowego.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Minister Gove: nie wycofamy ustawy o rynku wewnętrznym

Aplikacja poinformuje, jeśli pracownicy nie zachowują dystansu społecznego

Aplikacja "Mind The Gap" wykorzystywana przez brytyjskie przedsiębiorstwo kolejowe Network Rail ma informować, kiedy pracownicy nie zachowują należytego dystansu społecznego. W swoim działaniu program wykorzystuje technologię Bluetooth.

Nazwa aplikacji "Mind The Gap" to znane ze wszystkich brytyjskich dworców kolejowych "pamiętaj o odstępie" ostrzegające pasażerów przed niebezpieczeństwem, jakie przy nieuważnym wsiadaniu i wysiadaniu z pociągów stanowi luka pomiędzy wyjściem z wagonu a krawędzią peronu. W tym kontekście jednak "Mind The Gap" ma przypominać pracownikom Network Rail o konieczności zachowania właściwej odległości od siebie nawzajem, np. w biurze.

Technologia Bluetooth, o którą oparta jest aplikacja, razem z sygnałami radiowymi ma wykrywać sytuacje, w których użytkownicy znajdą się zbyt blisko siebie - w odległości, w której ryzyko zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 jest uznawane za większe. Według serwisu internetowego BBC wśród pracowników Network Rail aplikacja jest w powszechnym użyciu i zaczyna być również wykorzystywana przez inne firmy.

Firma Hack Partners z Londynu, która wyprodukowała aplikację, ocenia, że program potrafi wykrywać zbyt bliskie kontakty pracowników z dokładnością do 6-8 cm. Aplikacja działa w tle telefonu, co oznacza, że może przyspieszać zużycie baterii smartfona. Twórcy programu obiecują natomiast, że "Mind The Gap" nie zbiera żadnych wrażliwych danych na temat swoich użytkowników, ani też ich nie śledzi. Nie jest wobec tego możliwe monitorowanie z jej użyciem tego, gdzie przemieszczają się poszczególne osoby, ani też pozyskanie ich historii lokalizacji.

Jak podkreśla Network Rail w rozmowie z BBC, korzystanie z aplikacji przez pracowników jest całkowicie dobrowolne. (PAP)

 

Aplikacja poinformuje, jeśli pracownicy nie zachowują dystansu społecznego

Von der Leyen: obawiam się, że rząd brytyjski złamie umowę o brexicie

Jestem bardzo zaniepokojona oświadczeniami rządu brytyjskiego o zamiarze złamania umowy o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE - napisała w środę na Twitterze przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

"Jestem bardzo zaniepokojona oświadczeniami rządu brytyjskiego o zamiarze złamania umowy o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE. To złamałoby prawo międzynarodowe i podważyłoby zaufanie. Pacta sunt servanda - to podstawa pomyślnych przyszłych stosunków" - oświadczyła von der Leyen.

Von der Leyen ostrzegła w poniedziałek, że bez zapisów umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, dotyczących granicy między Irlandią a Irlandią Północną, nie będzie przyszłego partnerstwa między "27" a Wyspami.

To reakcja na informacje z Wielkiej Brytanii, której rząd ma podjąć kroki podważające zawartą wcześniej umowę z UE o brexicie, jeśli porozumienie handlowe z "27" nie zostanie uzgodnione w październiku.

Premier Boris Johnson poinformował Unię Europejską, że umowa o wolnym handlu musi zostać zawarta przed 15 października, a jeśli się tak nie stanie, Wielka Brytania zerwie dalsze negocjacje. W brytyjskich mediach pojawiły się jednocześnie informacje, że tamtejszy rząd przygotowuje przepisy, które zastąpią obecne rozwiązania dotyczące granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

"Protokół w sprawie Irlandii i Irlandii Północnej ma zasadnicze znaczenie dla ochrony pokoju i stabilności na Wyspach oraz integralności jednolitego rynku" - zaznaczyła von der Leyen na Twitterze.

"Financial Times" poinformował wcześniej, że rząd w Londynie chce przyjąć przepisy, które osłabiłyby zobowiązania do utrzymania otwartej granicy między należącą do Wielkiej Brytanii Irlandią Północną, a będącą państwem członkowskim UE Irlandią.

Gwarancja dotycząca granicy jest kluczową częścią prawnie wiążącego porozumienia rozwodowego, podpisanego w zeszłym roku przez obie strony. Reuters podkreśla, że jej anulowanie mogłoby potencjalnie zagrozić całemu traktatowi i wywołać tarcia w Irlandii Północnej. Ustalenia, których celem jest uniknięcie twardej granicy z Irlandią, mają służyć nie tylko zachowaniu integralności jednolitego rynku, ale też utrzymaniu porozumienia pokojowego.

Wielka Brytania opuściła UE 31 stycznia. W okresie przejściowym, obowiązującym do końca 2020 roku, strony starają się wynegocjować umowę w sprawie przyszłych relacji. Kolejna runda negocjacji odbywa się w tym tygodniu w Londynie.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

 

 

foto : twitter / vonderleyen

Von der Leyen: obawiam się, że rząd brytyjski złamie umowę o brexicie

Wiceszef KE za zwołaniem komisji ds. wdrożenia umowy o wyjściu W. Brytanii z UE

Należy tak szybko, jak to możliwe, zwołać nadzwyczajne posiedzenie wspólnej unijno-brytyjskiej komisji ds. wdrożenia umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE - ogłosił w środę w odpowiedzi na kroki Londynu wiceszef Komisji Europejskiej Marosz Szefczovicz.

Temat ten był omawiany na środowym posiedzeniu kolegium komisarzy w związku z tym, że najpierw w przeciekach medialnych, a później w oficjalnych wypowiedziach strona brytyjska zapowiedziała przepisy, które mają podważać ustalenia dotyczące granicy między Irlandią a Irlandią Północną zawarte w umowie o wyjściu z UE.

"Gdy tylko Wielka Brytania przedstawi ustawę, nasza przewodnicząca Ursula von der Leyen zareaguje. Oceniając sytuację tak, jak ją widzimy teraz, zgodziliśmy się - a dyskutowałem to z przewodniczącą - że najlepiej będzie zwołać tak szybko jak to możliwe nadzwyczajne posiedzenie wspólnej komisji, podczas której nasi brytyjscy partnerzy będą mogli wyjaśnić swoje stanowisko i dać nam zapewniania, że porozumienie o wyjściu będzie w pełni przestrzegane" - powiedział Szefczovicz na konferencji prasowej w Brukseli.

Słowak rozmawiał we wtorek telefonicznie na temat ostatnich doniesień z Michaelem Gove'em, ministrem bez teki w rządzie brytyjskim, w którego kompetencjach są kwestie podtrzymywania jedności Zjednoczonego Królestwa.

"W tej rozmowie jasno przekazałem (Gove'owi), że umowa o wyjściu nie podlega renegocjacjom. Powiedziałem, że oczekujemy, że litera i duch porozumienia będą przestrzegane w pełni" - zaznaczył wiceszef KE.

Zwrócił uwagę, że zadaniem unijno-brytyjskiej komisji ds. wdrożenia umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE nie jest renegocjowanie porozumienia, ale monitorowanie właściwej jej realizacji.

Wspólna komisja poza nadzorowaniem, wdrażaniem i interpretacją umowy o wystąpieniu ma też dążyć do rozwiązania wszelkich wynikających z niej problemów.

Wywołujący kontrowersje projekt ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym ma - według Londynu - zapewnić "płynne funkcjonowanie" handlu między Anglią, Walią, Szkocją i Irlandią Północną po opuszczeniu przez Wielką Brytanię jednolitego rynku UE i unii celnej wraz końcem tego roku.

Odpowiedzialny brytyjski minister ds. Irlandii Północnej Brandon Lewis przyznał, że tekst ten "narusza prawo międzynarodowe", jednak w "bardzo ograniczony sposób". Bruksela obawia się osłabienia zobowiązań do utrzymania otwartej granicy między należącą do Wielkiej Brytanii Irlandią Północną a będącą państwem członkowskim UE Irlandią.

Gwarancja ta jest kluczową częścią prawnie wiążącego porozumienia rozwodowego, podpisanego w zeszłym roku przez obie strony. Ustalenia, których celem jest uniknięcie twardej granicy z Irlandią, mają służyć nie tylko zachowaniu integralności jednolitego rynku, ale też utrzymaniu porozumienia pokojowego w Irlandii Płn.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

 

Wiceszef KE za zwołaniem komisji ds. wdrożenia umowy o wyjściu W. Brytanii z UE

Były szef branży futrzarskiej wzywa do zakazu sprzedaży futer

Były prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Handlu Futrami (BFTA) wezwał premiera Borisa Johnsona do wprowadzenia zakazu sprzedaży futer w Wielkiej Brytanii. Mike Moser, który pracował w przemyśle futrzarskim przez dekadę, określił to jako "anachroniczne, barbarzyńskie i niepotrzebne".

"Odwiedziłem farmy futrzarskie na całym świecie. Widziałem zwierzęta w klatkach, zestresowane i cierpiące... Premierze, wzywam pana do skończenia z tą niekonsekwencją, do zaprzestania tej okrutnej praktyki i zakazania sprzedaży futer - teraz!" - powiedział Moser w wywiadzie udzielonym stacji Sky News.

Hodowla zwierząt na futra została zakazana w Wielkiej Brytanii w 2000 roku, kiedy konsultacje społeczne wykazały przytłaczające poparcie społeczne dla inicjatywy. Jednak nadal importowane są futra z hodowli zagranicznych, w tym z lisów, królików, norek, szopów i szynszyli, co Moser uważa za "niespójne, dwuznaczne i obłudne".

"Futro nie jest konieczne. One są dla próżności. W 2020 roku nie ma żadnego uzasadnienia dla futra - kropka. To, że zwierzę przez całe życie jest zamknięte w klatce, jest złe" - mówił. Jego zdaniem na handel futrami "nie ma miejsca we współczesnym społeczeństwie".

Jak wyjaśnił, to wizyty na zagranicznych farmach futrzarskich sprawiły, że coraz częściej zaczął kwestionować trzymanie lisów i szopów w drucianych klatkach przez ich całe życie. "To był dla mnie wielki zwrot, ale można zmienić zdanie i błagam ludzi, którzy rozważają kupno futra, by zmienili zdanie" - apelował.

Moser zrezygnował z roli prezesa BFTA po złożeniu zeznań w parlamentarnym dochodzeniu wszczętym w wyniku śledztwa dziennikarskiego Sky News, które dowodziło, że wiele sklepów sprzedawało rzekomo sztuczne futra, a w rzeczywistości były one zrobione ze skór królików, norek, lisów, szopów, a nawet kotów. Po przeprowadzonym dochodzeniu parlamentarna komisja stwierdziła, że handlowcy oszukiwali klientów i zaleciła przeprowadzenie publicznych konsultacji w sprawie zakazu sprzedaży futer.

"Jak tylko raport komisji został opublikowany, podałem się do dymisji. Zrezygnowałem z handlu futrami, ponieważ nie mogłem już w dobrej wierze i z czystym sumieniem bronić tego, co uważam za niewybaczalne. Przestałem wierzyć w możliwość hodowania zwierząt w klatkach i jednoczesnego dbania o ich dobro. Nie wierzę już w prawo przemysłu do istnienia, gdy jego produkt, futro, jest wytwarzany wyłącznie dla próżności" - powiedział Moser.

W ciągu 10 lat pracy w przemyśle futrzarskim, Moser odwiedził hodowle na pięciu kontynentach i - jak powiedział - warunki w nich są "zasmucające".

"Zwierzęta w hodowlach futrzarskich rodzą się w klatkach i w klatkach spędzają krótkie życie. Nigdy nie wiedzą, jak to jest biegać na wolności. Ich klatki to klatki siatkowe. Muszą być takie, żeby odchody zwierząt mogły spadać przez podłogę. W przypadku norek i młodych lisów ich łapy są za małe, żeby mogły chodzić po siatce i dość często wpadają w dziury" - opisuje.

Wskazał też na duże zagęszczenie zwierząt w hodowlach. "Np. w przypadku lisów, ich klatki są ledwie większe od samego zwierzęcia. W Europie przepisy dotyczące dobrostanu zwierząt, które uważane są przez przemysł za złoty standard, zostały opublikowane w 1999 roku, więc nie zmieniły się od 21 lat. W tym czasie wskutek hodowli selektywnej prowadzonej przez hodowców zwierząt futerkowych rozmiar zwierząt się zwiększył. Już samo to dowodzi, że klatki te są za małe" - twierdzi były szef BFTA.

Zapytany przez Sky News, czy decyzji o zakupie futer nie należy pozostawić konsumentom, którego to argumentu on sam używał przez lata, Moser odpowiedział, że "jest wiele decyzji podejmowanych przez rządy dla większego dobra".

Moser współpracuje teraz z organizacją Humane Society International (HSI), która prowadzi kampanię na rzecz zakazu używania futer.

Claire Bass, dyrektor wykonawcza HSI, powiedziała Sky News: "Mike przez 10 lat widział handel futrami od środka, więc jego werdykt, że jest to ze swej natury niedopuszczalnie okrutny biznes, jest druzgocący. W pełni szanuję zmianę nastawienia Mike'a i teraz ma on ważny i mocny przekaz dla brytyjskiego rządu - jeśli ktoś taki jak on, z 10-letnim doświadczeniem w przemyśle futrzarskim, mówi, że zakazanie sprzedaży futer jest słuszne, to czas podjąć działania i zakończyć cierpienia".

Rzecznik BFTA oświadczył z kolei: "Biorąc pod uwagę, że on opuścił organizację prawie dwa lata temu, wydaje się dziwne, że taka zmiana nastawienia i współpraca z grupami zajmującymi się prawami zwierząt, nastąpiła akurat, gdy zbliżamy się do momentu, w którym Wielka Brytania może wprowadzić jednostronny zakaz. W żadnym momencie podczas dekady pracy dla sektora futrzarskiego pan Moser nie wyraził żadnych obiekcji. Ludzie powinni mieć swobodę wyboru, czy chcą kupić trwały i wyprodukowany w sposób humanitarny naturalny materiał".

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz MichaelGaida z Pixabay 

Były szef branży futrzarskiej wzywa do zakazu sprzedaży futer

Rząd przedstawił projekt budzącej kontrowersje ustawy o rynku wewnętrznym

Brytyjski rząd przedstawił w środę w Izbie Gmin projekt ustawy o rynku wewnętrznym Zjednoczonego Królestwa, która - jak wyjaśnia - ma zapewnić jego integralność po zakończeniu okresu przejściowego po brexicie.

Projekt budzi jednak duże kontrowersje, gdyż - jak twierdzą jego krytycy - ustawa w praktyce unieważni postanowienia protokołu dotyczącego Irlandii Północnej, który jest częścią zawartej w październiku zeszłego roku umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Zgodnie z tą umową Irlandia Północna ma pozostać częścią jednolitego rynku UE w zakresie obrotu towarami, aby uniknąć powrotu do twardej granicy z Republiką Irlandii, co mogłoby zagrozić procesowi pokojowemu w brytyjskiej prowincji.

Rząd w Londynie wyjaśnia, że ustawa jest konieczna, aby zapobiegać "szkodliwym" taryfom celnym na towary przewożone z pozostałej części Zjednoczonego Królestwa do Irlandii Północnej, w przypadku gdyby negocjacje Wielkiej Brytanii z UE w sprawie umowy o wolnym handlu zakończyły się niepowodzeniem.

Precyzuje ona, w jaki sposób rozdzielone zostaną kompetencje, które do tej pory były w gestii Brukseli, pomiędzy Izbę Gmin a autonomiczne rządy Szkocji, Walii i Irlandii Północnej. Na mocy tych przepisów Szkocja, Walia i Irlandia Północna uzyskają uprawnienia w takich dziedzinach, jak określanie jakości powietrza czy efektywności energetycznej budynków, które są obecnie regulowane na szczeblu UE.

Powołany zostanie również nowy organ - Urząd ds. Rynku Wewnętrznego - w celu zagwarantowania, że normy przyjęte w różnych częściach Zjednoczonego Królestwa nie osłabią handlu transgranicznego. Nowy organ będzie mógł wydawać niewiążące zalecenia dla brytyjskiego parlamentu i zdecentralizowanych administracji w przypadku pojawienia się konfliktów.

Kluczowym elementem jest jednak przyznanie ministrom uprawnień do określania zasad dotyczących pomocy publicznej, a także tego, czy konieczna jest kontrola towarów przewożonych między Irlandią Północną a pozostałą częścią terytorium Wielkiej Brytanii.

Plany przekazania ministrom dodatkowych uprawnień w celu zapewnienia stosowania przepisów celnych i handlowych w Irlandii Północnej zostały skrytykowane przez UE, opozycję w Izbie Gmin, a nawet część posłów rządzącej Partii Konserwatywnej w związku z tym, że naruszają zobowiązania prawne Wielkiej Brytanii przyjęte w ramach umowy o wyjściu.

W projekcie ustawy znajduje się zapis: "Pewne przepisy mają być skuteczne niezależnie od niespójności lub niezgodności z prawem międzynarodowym lub innym prawem krajowym". Dodano, że wszelkie części umowy dotyczącej wyjścia, które są z sprzeczne z nową ustawą, "przestają być uznawane i obowiązujące w prawie krajowym, jak też egzekwowane, dozwolone i przestrzegane".

Do sprawy odniósł się premier Boris Johnson podczas cotygodniowej sesji poselskich pytań. "Moim zadaniem jest utrzymanie integralności Zjednoczonego Królestwa, ale także ochrona procesu pokojowego w Irlandii Północnej i porozumienia wielkopiątkowego. W tym celu potrzebujemy prawnego zabezpieczenia, aby chronić nasz kraj przed skrajnymi lub nieracjonalnymi interpretacjami protokołu, które mogłyby doprowadzić do stworzenia granicy na Morzu Irlandzkim, w sposób, który moim zdaniem byłby szkodliwy dla interesów porozumienia wielkopiątkowego i dla pokoju w naszym kraju. I to musi być naszym priorytetem" - mówił Johnson.

We wtorek minister ds. Irlandii Północnej Brandon Lewis przyznał w Izbie Gmin, że ustawa "w bardzo konkretnym i ograniczonym zakresie" będzie złamaniem porozumienia zawartego z UE.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / HoCPress

Rząd przedstawił projekt budzącej kontrowersje ustawy o rynku wewnętrznym

Podejrzany o serię ataków nożem w Birmingham stanął przed sądem

Mężczyzna podejrzany o zaatakowanie nożem w nocy z soboty na niedzielę w Birmingham ośmiu osób, z których jedna zmarła, stanął w środę przed tamtejszym sądem.

Podczas trwającego pięć minut posiedzenia, które z powodu epidemii koronawirusa odbyło się za pośrednictwem łączy wideo, 27-letni czarnoskóry Zephaniah McLeod z Birmingham jedynie potwierdził swoją tożsamość. Dalsze przesłuchania odbędą się w czwartek - również w formie zdalnej. We wtorek późnym wieczorem McLeod został formalnie oskarżony o zabójstwo jednej osoby i usiłowanie zabójstwa siedmiu kolejnych.

Jak podano we wtorek, ofiarą śmiertelną jest 23-letni Jacob Billington, który odwiedzał w Birmingham znajomych. Zmarł wskutek ciosu nożem w kark. Jego kolega, który w tym czasie był razem z nim, jest w stanie krytycznym.

Do zdarzenia doszło krótko po północy z soboty na niedzielę w centrum Birmingham, drugiego pod względem liczby ludności miasta Wielkiej Brytanii. McLeod w ciągu 90 minut zaatakował osiem osób w czterech różnych miejscach, w związku z czym stawiane są pytania, dlaczego policja nie zareagowała w tej sytuacji. Mężczyzna został zatrzymany w poniedziałek rano.

Spośród siedmiu rannych osób trzy nadal pozostają w szpitalach w poważnym stanie. Jak informowała w niedzielę policja, nic nie wskazuje, by atak miał podłoże terrorystyczne bądź był efektem porachunków przestępczych, zatem wygląda na to, że sprawca zaatakował przypadkowe osoby.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Podejrzany o serię ataków nożem w Birmingham stanął przed sądem
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.