Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Wielka Brytania

All Stories

Adwokat Assange'a: Trump oferował mu ułaskawienie

Prezydent USA Donald Trump zaoferował Julianowi Assange'owi ułaskawienie, jeśli podałby źródło do włamania do e-maili sztabu Partii Demokratycznej przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 r. - powiedziała w piątek adwokat założyciela WikiLeaks.

W trakcie trwającego przed sądem w Londynie procesu w sprawie ekstradycji Assange'a jego prawniczka Jennifer Robinson powiedziała, że była świadkiem spotkania w 2017 r., podczas którego ówczesny republikański kongresmen USA Dana Rohrabacher oraz Charles Johnson, osoba mająca bliskie związki z kampanią Trumpa, złożyli taką ofertę.

Jak dodała Robinson, Assange został poinformowany, że spotkanie odbywa się za aprobatą Trumpa, a Rohrabacher później spotka się z prezydentem, aby omówić reakcję na proponowaną umowę. Mówiła, iż umowę przedstawiono Assange'owi jako obustronną wygraną, bo pozwoli mu "kontynuować jego życie", a zarazem będzie również politycznie korzystne dla Trumpa.

"Propozycja przedstawiona przez kongresmena Rohrabachera była taka, aby pan Assange zidentyfikował źródło dla publikacji wyborczych w 2016 roku w zamian za jakąś formę ułaskawienia" - powiedział Robinson w oświadczeniu złożonym w sądzie.

Podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 r. portal WikiLeaks opublikował serię kłopotliwych dla Partii Demokratycznej maili, które wyciekły z Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej oraz sztabu jej kandydatki do Białego Domu, Hillary Clinton. W 2018 r. departament sprawiedliwości USA oskarżył 12 rosyjskich agentów o wykradzenie tych maili, ale przeprowadzone przez specjalnego prokuratora Roberta Muellera śledztwo nie wykazało, by sztab Trumpa był z nimi w zmowie, choć wcześniej wysuwane były takie zarzuty.

Wątek domniemanej propozycji ułaskawienia, którą miał złożyć Trump Assange'owi, nie jest nowy. Pojawił się on już we wstępnej fazie procesu ekstradycyjnego, w lutym tego roku.

Władze USA zarzucają Assange'owi nielegalne zdobycie i ujawienie setek tysięcy tajnych dokumentów. Amerykańska prokuratura domaga się ekstradycji Australijczyka w związku z 18 zarzutami, które mu postawiła. Dotyczą one m.in. spiskowania z analityk wojskową Chelsea Manning (wówczas Bradleyem Manningiem) w celu włamania się do komputerów Pentagonu, a także publikacji w 2010 roku na WikiLeaks setek tysięcy wykradzionych w ten sposób dokumentów. Assange'owi grozi do 175 lat więzienia.

Rozprawa ekstradycyjna Assange'a zaczęła się w lutym, ale już w marcu została odłożona z powodu epidemii koronawirusa. Jak się oczekuje, przesłuchania przed sądem potrwają cztery tygodnie, a decyzja w sprawie ekstradycji zapadnie po kolejnych kilku tygodniach. Niezależnie od tego, jaka ona będzie, prawdopodobnie nie zakończy sprawy, bo należy się spodziewać, że przegrana strona złoży apelację.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Adwokat Assange'a: Trump oferował mu ułaskawienie

Burmistrz Londynu: prawdopodobnie konieczne będą dodatkowe restrykcje

Jest coraz bardziej prawdopodobne, że w Londynie konieczne będą dodatkowe ograniczenia w związku z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem - ostrzegł w piątek wieczorem burmistrz brytyjskiej stolicy Sadiq Khan. Dodał, że nie chce czekać z ich wprowadzaniem.

"Premier powiedział, że w całej Wielkiej Brytanii widzimy teraz początek drugiej fali Covid-19. Londyńczycy powinni również wiedzieć, że jestem bardzo zaniepokojony najnowszymi dowodami przekazanymi dziś przez ekspertów ds. zdrowia publicznego na temat coraz szybszego tempa, z jakim Covid-19 rozprzestrzenia się teraz tutaj w Londynie. Dziś po południu odbyłem nadzwyczajne spotkanie z liderami rady miejskiej Londynu, rządem i (rządowej agencji) Public Health England, aby omówić kolejne kroki" - poinformował Khan.

"Jest coraz bardziej prawdopodobne, że w Londynie wkrótce potrzebne będą dodatkowe środki, aby spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa. Rozważymy niektóre ze środków, które zostały już wprowadzone w innych częściach Wielkiej Brytanii. Stanowczo jestem zdania, że nie powinniśmy czekać z podjęciem działań, aż ten wirus ponownie wymknie się spod kontroli, jak to miało miejsce sześć miesięcy temu" - podkreślił.

Jak wyjaśnił, najlepszą rzeczą zarówno dla zdrowia publicznego, jak i dla gospodarki, jest nałożenie odpowiednio wcześniej mniejszych ograniczeń niż wprowadzenie później pełnej blokady, ale jak podkreślił, konieczne do tego jest zapewnienie w pełni funkcjonującego systemu testów na obecność koronawirusa, z czym od kilkunastu dni jest duży problem w całym kraju.

Khan wezwał londyńczyków, aby w ten weekend byli tak ostrożni, jak to możliwe i ściśle przestrzegali zasad dystansu społecznego i wszystkich wytycznych zalecanych w celu zatrzymania rozprzestrzeniania się wirusa.

W piątek podano, że w ciągu ostatniej doby wykryto 4322 nowe zakażenia, co jest kolejnym w ciągu ostatnich dwóch tygodni rekordowym wynikiem, jeśli chodzi o okres od czasu spowolnienia epidemii i poluzowania pierwszych restrykcji. To zarazem najwyższy dobowy bilans infekcji od 8 maja.

Również w piątek brytyjski premier Boris Johnson powiedział, że druga fala epidemii koronawirusa nieuchronnie nadchodzi do kraju i choć nie chce nowej ogólnokrajowej blokady, jej wprowadzenie może być konieczne.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Burmistrz Londynu: prawdopodobnie konieczne będą dodatkowe restrykcje

Z powodu koronawirusa odwołano sylwestrowy pokaz fajerwerków w Londynie

Z powodu epidemii koronawirusa sylwestrowy pokaz fajerwerków w Londynie w tym roku się nie odbędzie - poinformował w piątek burmistrz brytyjskiej stolicy Sadiq Khan.

"Mogę powiedzieć, że w tym roku nie będzie fajerwerków sylwestrowych jak w poprzednich latach. Po prostu nie możemy sobie pozwolić na to, żeby w sylwestra zebrała się taka liczba osób" - powiedział Khan w radiu LBC.

Jak dodał, władze miejskie pracują nad alternatywną formą przywitania nowego roku, w której ludzie będą mogli uczestniczyć ze swoich domów, i jak tylko podjęte zostaną decyzje, poinformuje on o tym, ale nie będzie to na pewno nic, co by skłaniało ludzi do gromadzenia się na ulicach bądź przyjeżdżania do miasta.

W pokazie fajerwerków, które były odpalane na południowym brzegu Tamizy, uczestniczyło w ostatnich latach ok. 100 tys. ludzi, nie licząc obserwujących to wydarzenie z dalszej odległości. Ze względu na duże zainteresowanie przez ostatnie pięć lat impreza była biletowana. W telewizji pokaz oglądało ok. 12 milionów osób. (PAP)

Z powodu koronawirusa odwołano sylwestrowy pokaz fajerwerków w Londynie

Media: rząd rozważa nową ogólnokrajową blokadę, by zatrzymać epidemię

Brytyjski rząd rozważa nową ogólnokrajową blokadę, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa, a decyzje w tej sprawie mogą zapaść już w przyszłym tygodniu - podały w piątek stacje BBC i Sky News.

Według nich blokada mogłaby zostać wprowadzona na krótki czas, np. początkowo na dwa tygodnie, choć to, kiedy miałaby się zacząć i ile miałaby trwać, jest jeszcze przedmiotem dyskusji. Nie byłaby ona aż tak ścisła, jak ta wprowadzona pod koniec marca, gdyż szkoły i większość miejsc pracy pozostałyby otwarte. Przedmiotem dyskusji jest także to, czy puby, bary i restauracje zostałyby zamknięte w tym czasie, czy też tylko działałyby w skróconych godzinach otwarcia. Za to jest niemal pewne, że w takiej sytuacji wprowadzone zostaną ograniczenia w odwiedzinach i spotkaniach osób z różnych gospodarstw domowych.

Jak podają BBC i Sky News, naczelny lekarz Anglii Chris Whitty i główny doradca naukowy rządu Patrick Vallance ostrzegli w środę wieczorem premiera Borisa Johnsona, że jeśli nie podjęte zostaną żadne działania, przed końcem października może nastąpić znaczący wzrost liczby zgonów. Mieli oni mówić, że Wielka Brytania znajduje się około sześciu tygodni za Francją i Hiszpanią, które już doświadczają drugiej fali epidemii.

W środę po południu Johnson, występując przed komisją łącznikową Izby Gmin, mówił, że druga ogólnokrajowa blokada przyniosłaby katastrofalne skutki gospodarcze.

Jednak minister zdrowia Matt Hancock, zapytany w piątek rano o te spekulacje w mediach, nie wykluczył takiego scenariusza. "Ostatnią linią obrony są pełne działania w skali kraju i nie chcę, by one miały miejsce, ale zrobimy wszystko, co konieczne, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo podczas tej bardzo trudnej pandemii. To nie jest coś, co kiedykolwiek zdejmiemy ze stołu, ale nie jest to też coś, co chcielibyśmy zobaczyć, to jest ostatnia linia obrony" - powiedział w rozmowie ze Sky News.

Obecna strategia brytyjskiego rządu zakłada, żeby zamiast ogólnokrajowych restrykcji wprowadzać je lokalnie, w miejscach, gdzie są ogniska epidemii i następuje duży wzrost zakażeń. Jednak tych lokalnych restrykcji jest coraz więcej. W piątek weszły one w życie w niemal całym regionie Północno-Wschodnia Anglia. Ponieważ już wcześniej wprowadzono je w Manchesterze i okolicach, w Birmingham i okolicach, Leicester, w środkowo-zachodniej Szkocji, w tym w Glasgow, w dwóch hrabstwach Walii i w kilku okręgach w Irlandii Północnej, różnego rodzaju obostrzenia obowiązują obecnie na terenach zamieszkanych przez 10 mln osób - w kraju liczącym 67 mln mieszkańców.

Na dodatek, jak się oczekuje, jeszcze w piątek rząd ogłosi zaostrzenie ograniczeń bądź rozszerzenie obszaru ich obowiązywania w północno-zachodniej Anglii.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Media: rząd rozważa nową ogólnokrajową blokadę, by zatrzymać epidemię

Media: Migranci zostali zostawieni przez Francuzów na brytyjskich wodach

Łódź patrolowa francuskiej żandarmerii przejęła na wodach terytorialnych Francji na kanale La Manche ponton z 16 nielegalnymi imigrantami z Afganistanu, po czym eskortowała go do brytyjskich wód terytorialnych i tam zostawiła - podał w czwartek "Daily Telegraph".

Świadkiem tego wydarzenia, które miało miejsce w środę rano, był dziennikarz gazety, obecny na brytyjskiej łodzi rybackiej na kanale La Manche. Jak relacjonuje, krótko po godz. 7 na horyzoncie pojawiła się francuska łódź patrolowa P726 Aramis, a w niedalekiej odległości od niej - ok. mili morskiej w głąb francuskich wód terytorialnych - przeciążony ponton motorowy, na pokładzie którego znajdowało się 16 Afgańczyków, w tym cztery kobiety i dwoje dzieci.

Następnie, jak opisuje dziennikarz, załoga francuskiej łodzi dała imigrantom butelki z wodą oraz kamizelki ratunkowe, po czym poleciła płynąć za nimi. Jednak zamiast płynąć w stronę Francji, do czego była zgodnie z prawem zobowiązana, skierowała się na brytyjskie wody terytorialne, a po dotarciu na nie, odpłynęła, pozostawiając migrantów na pełnym morzu i nie mając pewności, czy wie o nich brytyjska straż przybrzeżna.

Jak relacjonuje dalej dziennikarz "Daily Telegraph", nie dość, że z powodu silnego wiatru i fal ponton był narażony na zatonięcie, to jeszcze w ciągu kolejnych 40 minut w niedalekiej odległości od niego przepłynęły trzy spore statki - trawler rybacki, prom oraz kontenerowiec - co jeszcze wzmogło fale. Imigrantów ostatecznie uratowała łódź patrolowa brytyjskiej straży granicznej Hunter, a ponieważ znajdowali się na wodach terytorialnych Wielkiej Brytanii, zostali przewiezieni na jej brzeg.

Jak pisze "Daily Telegraph", francuskie łodzie patrolowe od dawna oskarżano o tego typu praktyki, ale to pierwszy przypadek, gdy dziennikarz na własne oczy widział taką sytuację. Brytyjska gazeta cytuje odpowiedź, którą przysłały francuskie władze zapytane o tę konkretną sytuację. "Działania władz morskich koncentrują się na ochronie życia ludzkiego i bezpiecznej nawigacji w kanale La Manche. Priorytetem jest pomoc i ratowanie każdej z łodzi. Jednakże biorąc pod uwagę liczbę łodzi, które próbują przepłynąć przez kanał, władze państwowe muszą ocenić poziom zagrożenia dla każdej z nich i uszeregować je według potrzeb i ryzyka, w którym się znajdują" - napisano.

Brytyjskie władze od dawna zarzucają francuskim, że te nie robią wystarczająco dużo, aby powstrzymać napływ nielegalnych imigrantów przez kanał La Manche. W ostatnich tygodniach przybrał on niespotykane dotychczas rozmiary. Od początku roku przy próbie nielegalnego przedostania się do Wielkiej Brytanii przez La Manche - najczęściej na małych łodziach lub pontonach - schwytano już ponad 6300 osób, czyli trzy razy więcej, niż w tym samym okresie zeszłego roku. Tylko we wrześniu zatrzymano już 1487 osób, co już teraz oznacza, że będzie to miesiąc z największą w historii liczbą schwytanych imigrantów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : PrtScr

Media: Migranci zostali zostawieni przez Francuzów na brytyjskich wodach

Rząd opublikował poprawkę do projektu ustawy o rynku wewnętrznym

Brytyjski rząd opublikował w czwartek tekst poprawki do budzącego kontrowersje projektu ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym. To wynik uzgodnień z tymi posłami Partii Konserwatywnej, którzy zgłaszali obiekcje wobec projektu.

Kontrowersje dotyczyły zapisu w projekcie, który pozwala unieważnić uzgodnienia dotyczące Irlandii Północnej w obowiązującej już umowie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej - co jak sam rząd przyznał byłoby złamaniem prawa międzynarodowego. Spowodowało to poważny kryzys w negocjacjach z UE, które już wcześniej były w impasie.

Wprawdzie rząd przekonywał, że jeśli uda się zawrzeć umowę o przyszłych relacjach z UE, te zapisy nie zostaną użyte, a zasadniczym celem ustawy jest zapewnienie otwartego i nieskrępowanego handlu wewnątrz Zjednoczonego Królestwa po zakończeniu okresu przejściowego po brexicie, ale te zapewnienia nie przekonały nie tylko opozycji, lecz również części posłów rządzącej Partii Konserwatystów.

W poniedziałek wieczorem Izba Gmin wstępnie poparła projekt ustawy, zgadzając się na skierowanie go do dalszych prac w komisjach, ale 35 posłów konserwatywnych wstrzymało się od głosu, nie głosowało lub nawet było jemu przeciwna. Biorąc pod uwagę dużą przewagę, jaką rząd ma nad opozycją, nie było ryzyka, że projekt ustawy może nie przejść, ale dla utrzymania jedności w partii premier Boris Johnson rozmawiał w środę z tymi posłami konserwatywnymi, którzy mieli obiekcje; ostatecznie uzgodniono wprowadzenie do projektu kompromisowej poprawki.

Przewiduje ona, że przed zastosowaniem tych zapisów z ustawy, które naruszałyby uzgodnienia z UE dotyczące Irlandii Północnej, posłowie muszą wyrazić na to zgodę w głosowaniu.

Obecny etap ścieżki legislacyjnej, podczas którego posłowie szczegółowo analizują projekt i mogą składać do niego poprawki, potrwa do wtorku, po czym odbędzie się głosowanie nad ostateczną wersją. Jeśli projekt ponownie uzyska większość, zostanie skierowany do Izby Lordów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Rząd opublikował poprawkę do projektu ustawy o rynku wewnętrznym

W. Brytania/ W kolejnym regionie kraju dodatkowe restrykcje z powodu epidemii

Od piątku dodatkowe ograniczenia w związku z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem wchodzą w życie w niemal całym regionie Północno-Wschodnia Anglia - ogłosił w czwartek brytyjski minister zdrowia Matt Hancock. Restrykcje obejmą prawie 2 mln osób.

Ograniczenia będą obowiązywać we wszystkich dystryktach hrabstwa metropolitalnego Tyne and Wear, czyli w Newcastle, Gateshead, Sunderland, North Tyneside i South Tyneside oraz w hrabstwach Northumberland i Durham. Od piątku mieszkańcy tych terenów nie będą mogli się spotykać w domach z osobami spoza swoich gospodarstw domowych i swoją "bańką wsparcia" (które mogą tworzyć osoby mieszkające samotnie). Ponadto wszystkie lokale gastronomiczne mogą obsługiwać klientów tylko przy stolikach, zaś wszystkie lokale gastronomiczne i miejsca rozrywki muszą pozostawać zamknięte w godz. 22-5.

"Po tym, jak liczba przypadków na Północnym Wschodzie osiągnęła niepokojący poziom, władze lokalne zwróciły się o wsparcie w celu zaostrzenia ograniczeń i podjęliśmy szybkie działania, aby wprowadzić w życie te zalecenia. Nie podejmujemy tych decyzji lekko, ale wiem, że ludzie z Północnego Wschodu będą współpracować w celu przerwania transmisji wirusa" - oświadczył Hancock w Izbie Gmin.

Jak poinformował, w Sunderland wskaźnik nowych zakażeń w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców wyniósł w ciągu ostatnich siedmiu dni 103, zaś w South Tyneside, Gateshead i Newcastle przekroczył 70.

Restrykcje dla kolejnych obszarów oznaczają, że łączna liczba osób, które są nimi objęte, zbliża się już do 10 milionów, choć na różnych terenach wprowadzono różne rodzaje ograniczeń. Obowiązują już one na terenie Manchesteru i w kilkunastu innych miastach i miejscowościach północno-zachodniej Anglii, w Birmingham oraz pobliskich miastach Solihull i Sandwell, w Leicester w środkowej Anglii, w całej środkowo-zachodniej Szkocji, w tym w Glasgow, a także w dwóch hrabstwach w Walii i w miejscowości Ballymena w Irlandii Północnej.

Jak podała stacja Sky News, w związku z rosnącą liczbą zakażeń władze hrabstwa North Yorkshire postawiły wszystkie służby w stan alarmowy.

Tymczasem w czwartek rano wiceminister zdrowia Edward Argar zdementował spekulacje prasowe, że w związku z ponownie szybko rosnącą liczbą zakażeń rząd może się zdecydować na dwutygodniową całkowitą blokadę kraju, podobną do tej, jaką wprowadzono pod koniec marca.

"Wiem, że dziś w prasie są spekulacje. Ale to nie jest coś, co jest (omawiane) w ministerstwie. Premier (Boris Johnson) wyraził się bardzo jasno, nie chce kolejnej ogólnokrajowej blokady. Chce, by ludzie przestrzegali przepisów i doprowadzili do tego, by lokalne blokady zadziałały i by spadł w ten sposób poziom infekcji" - powiedział w stacji Sky News.

W środę podano, że w ciągu ostatniej doby na terenie całego kraju wykryto 3991 nowych zakażeń koronawirusem, co jest największą dobową liczbą od 8 maja.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 179557188 © Awcnz62 | Dreamstime.com

Bank Anglii: prognozy gospodarcze pozostają wyjątkowo niepewne

Choć wskaźniki ekonomiczne są nieco lepsze niż oczekiwano w sierpniu, prognozy dla brytyjskiej gospodarki "pozostają wyjątkowo niepewne", w związku z tym Bank Anglii (BoE) może podjąć w przyszłości stosowne działania - napisano w wydanym w czwartek komunikacie.

Zgodnie z oczekiwaniami rynku, Komitet Polityki Monetarnej (MPC) jednomyślnie podjął decyzję o pozostawieniu głównej stopy procentowej na rekordowo niskim poziomie 0,1 proc. oraz wartości programu skupu obligacji na poziomie 745 mld funtów.

Jak napisano w komunikacie po posiedzeniu MPC, w opublikowanej w sierpniu prognozie założono, że bezpośredni wpływ epidemii koronawirusa na gospodarkę będzie stopniowo się zmniejszał, a także, że zawarte zostanie porozumienie z Unią Europejską na temat przyszłych relacji. W oparciu o te założenia, prognozowano dalsze ożywienie brytyjskiej gospodarki po załamaniu spowodowanym epidemią, choć zaznaczono też, że to ożywienie może być rozciągnięte w czasie. Wskazano, że oba te założenia są obecnie bardziej niepewne niż w momencie prognozy, w związku z czym perspektywy dla brytyjskiej gospodarki "pozostają wyjątkowo niepewne".

"Ostatnie dane dotyczące gospodarki krajowej są nieco silniejsze niż Komitet oczekiwał w czasie sporządzania sierpniowej prognozy, choć ze względu na ryzyka nie jest jasne, na ile mogą one być wskazówką na temat tego, jak gospodarka będzie dalej się rozwijać. Ostatnie wzrosty liczby przypadków Covid-19 w niektórych częściach świata, w tym w Wielkiej Brytanii, mają potencjał do dalszego obciążania aktywności gospodarczej, aczkolwiek prawdopodobnie na mniejszą skalę niż na początku roku" - napisano w komunikacie banku centralnego.

"Komitet nadal będzie uważnie śledził sytuację i jest gotów dostosować politykę monetarną zgodnie ze swoimi kompetencjami. MPC będzie na bieżąco weryfikować zakres działań, które można podjąć, aby zrealizować jej cele. Komitet nie zamierza zaostrzać polityki monetarnej, dopóki nie pojawią się wyraźne dowody na to, że poczyniono znaczne postępy w eliminowaniu wolnych mocy produkcyjnych i trwałym osiąganiu celu inflacyjnego w wysokości 2 proc." - zapewniono.

Osiągniecia tego celu inflacyjnego BoE nie spodziewa się przed początkiem 2021 r. Obecnie inflacja w Wielkiej Brytanii wynosi 0,2 proc., co oznacza, że jest na najniższym poziomie od pięciu lat.

Następne posiedzenie MPC w sprawie stóp procentowych i wartości programu skupu obligacji odbędzie się na początku listopada.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : wikipedia

Bank Anglii: prognozy gospodarcze pozostają wyjątkowo niepewne

Biden: nie będzie umowy handlowej z Londynem bez poszanowania umowy ws. Irlandii Płn.

Kandydat na prezydenta USA Joe Biden przestrzegł w środę brytyjski rząd, że los umowy handlowej USA z Wielką Brytanią będzie zależeć od poszanowania porozumienia wielkopiątkowego ws. pokoju w Irlandii Płn. Według Bidena polityka Londynu zagraża porozumieniu.

"Nie możemy pozwolić na to, by porozumienie wielkopiątkowe, które przyniosło pokój Irlandii Północnej, padło ofiarą brexitu" - napisał w środę wieczorem na Twitterze kandydat Demokratów w listopadowych wyborach prezydenckich. "Jakakolwiek umowa handlowa między USA i Zjednoczonym Królestwem będzie zależeć od poszanowania Porozumienia i zapobieżenia powrotu twardej granicy (w Irlandii-przyp. PAP). Kropka." - dodał.

Biden odniósł się w ten sposób do planów brytyjskiego rządu przyjęcia ustawy o rynku wewnętrznym, która - co przyznają sami przedstawiciele rządu - może złamać prawo międzynarodowe i umowę z UE w sprawie brexitu. Chodzi przede wszystkim o zawarty w umowie protokół dotyczący Irlandii Północnej, którego celem było uniknięcie powstania "twardej" granicy na wyspie, co jest wymogiem porozumienia wielkopiątkowego z 1998 r.

Wedle krytyków procedowana przez brytyjski parlament ustawa, mająca na celu zapobieżenie powstaniu faktycznej granicy celnej między Irlandią Północną i resztą Zjednoczonego Królestwa, może jednak doprowadzić do powstania takiej granicy między Irlandią i Irlandią Północną i w konsekwencji do naruszenia umowy pokojowej.

Swoim wpisem Biden przyłączył się do krytycznego listu czterech amerykańskich kongresmenów z obu partii, którzy wyrazili niepokój w związku z działaniami brytyjskiego rządu, które ich zdaniem mogą mieć "katastrofalne skutki dla porozumienia wielkopiątkowego i szerszego procesu utrzymania pokoju na wyspie Irlandii".

Umowa handlowa z USA jest dla Wielkiej Brytanii jednym z głównych priorytetów po wyjściu z Unii Europejskiej.

W odpowiedzi na krytykę z USA, występujący w czwartek w telewizji Sky News minister zdrowia Edward Argar stwierdził, że porozumienie pokojowe z 1998 r. nie jest zagrożone. (PAP)

 

foto : twitter / JoeBiden

Biden: nie będzie umowy handlowej z Londynem bez poszanowania umowy ws. Irlandii Płn.

Johnson: druga blokada z powodu koronawirusa byłaby katastrofą

Druga ogólnokrajowa blokada z powodu koronawirusa prawdopodobnie miałaby katastrofalne skutki finansowe dla Wielkiej Brytanii - ocenił w środę premier Boris Johnson. Zapewnił, że rząd robi wszystko, co w jego mocy, by zapobiec takiej sytuacji.

Johnson był w środę po południu przesłuchiwany przez komisję łącznikową Izby Gmin. Składa się ona z szefów wszystkich komisji w niższej izbie parlamentu i jako jedyna może przesłuchiwać premiera.

Najważniejszym wątkiem, o który pytali członkowie komisji, była przyspieszająca ponownie epidemia koronawirusa. W środę podano, że w ciągu ostatniej doby w Zjednoczonym Królestwie wykryto 3991 nowych zakażeń, co jest największą liczbą od początku maja.

Zapytany, czy Wielka Brytania może sobie pozwolić na jeszcze jedną blokadę, taką, jaką rząd wprowadził pod koniec marca, Johnson odpowiedział: "Nie chcę drugiej krajowej blokady - uważam, że byłoby to całkowicie złe dla tego kraju i zamierzamy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby jej zapobiec".

"A czy stać nas na nią? Bardzo wątpię, by konsekwencje finansowe były inne niż katastrofalne, dlatego musimy zapewnić, że pokonamy tę chorobę w sposób, który przedstawiliśmy. Więc kiedy widzę ludzi protestujących przeciwko +zasadzie sześciu+ lub mówiących, że rząd idzie zbyt daleko w kwestii (ograniczania) indywidualnych swobód itd. - całkowicie to rozumiem i współczuję, ale musimy pokonać tę chorobę" - przekonywał brytyjski premier.

Od poniedziałku obowiązują nowe zasady, zgodnie z którymi zakazane jest spotykanie się w grupach większych niż sześć osób - w Anglii i Szkocji dotyczy to zarówno pomieszczeń zamkniętych, jak i otwartych przestrzeni, w Walii - tylko pomieszczeń zamkniętych.

Johnson przyznał podczas przesłuchania, że możliwości techniczne laboratoriów, które przeprowadzają testy na obecność koronawirusa, nie nadążają za rosnącym popytem. W ostatnich dniach media informowały o przypadkach, gdy ludzie chcący wykonać test byli kierowani przez internetowy system rezerwacyjny do punktów pobrań próbek oddalonych nawet o kilkaset kilometrów od ich domu.

"Nie mamy teraz wystarczających możliwości testowania, ponieważ w idealnym świecie chciałbym, aby absolutnie każdy, kto chce przeprowadzić test, mógł go wykonać natychmiast" - powiedział Johnson. "To, co się stało, wynika z tego, że popyt znacznie przyspieszył w ciągu ostatnich kilku tygodni" - dodał.

Wezwał on osoby, które nie wykazują objawów koronawirusa, aby nie robiły sobie testów teraz, chociaż przyznał, że rozumie, iż mogą chcieć się dowiedzieć, czy nie są zakażone.

Obiecał, że do końca października możliwości laboratoriów zwiększą się do 500 tys. testów na dobę. Obecnie wynoszą one niespełna 250 tys., a w uwzględniając też testy na obecność przeciwciał - 375 tys.

Johnson powtórzył, że jest gotowy na dochodzenie w sprawie reakcji rządu na epidemię, ale powiedział, że teraz nie jest na to właściwy czas. Odmówił wskazania, kiedy takie dochodzenie mogłoby się rozpocząć.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / BorisJohnson

Johnson: druga blokada z powodu koronawirusa byłaby katastrofą

Rząd zapowiada surowsze wyroki i ograniczenie przedterminowych zwolnień

Brytyjski rząd przedstawił w środę plan reformy sądownictwa karnego w Anglii i Walii. Przewiduje on m.in., że sprawcy poważnych przestępstw będą musieli odbyć minimum dwie trzecie zasądzonej kary, a w przypadku terroryzmu na dożywocie będzie można skazać już 18-latków.

Jak wyjaśnił minister sprawiedliwości Robert Buckland, wprowadzenie zmian oznacza koniec skomplikowanych i dezorientujących praw, a w konsekwencji przyczyni się do zwiększenia zaufania do systemu sądowniczego.

Najważniejszą z proponowanych zmian jest konieczność odbycia przez sprawców poważnych przestępstw - takich jak zabójstwo, ciężkie uszkodzenie ciała, gwałt i inne przestępstwa seksualne - minimum dwóch trzecich zasądzonej kary. Obecnie mogą się oni ubiegać o przedterminowe zwolnienie już po odsiedzeniu połowy wyroku. Ponadto zwiększone zostaną możliwości wstrzymania automatycznego przedterminowego zwolnienia przestępców, jeśli nadal stanowią oni zagrożenie terrorystyczne lub byliby niebezpieczni dla społeczeństwa.

Obniżony ma zostać wiek - z 21 do 18 lat - w którym sprawcę ataku terrorystycznego z wieloma ofiarami śmiertelnymi można skazać na bezwzględne dożywocie, bez możliwości warunkowego zwolnienia.

Wprowadzona ma być kara bezwzględnego dożywocia dla dorosłych powyżej 21. roku życia, którzy z premedytacją zamordują dziecko poniżej 16 lat. Proponowane jest także wprowadzenie dolnego progu kary w wypadku trzeciego przyłapania na włamaniu lub drugiego przyłapania na posiadaniu noża. Ograniczona ma zostać możliwość zastosowania minimalnego wymiaru kary pozbawienia wolności dla osób powyżej 18. roku życia, które popełniły morderstwo przed osiągnięciem pełnoletności.

Zaproponowano także zwiększenie nadzoru, przy pomocy nadajników GPS, nad włamywaczami czy sprawcami rozboju po ich wypuszczeniu z więzienia.

Choć większość proponowanych kroków oznacza zaostrzenie kar, przewidziane są również zmiany w rejestrze karnym mające skrócić czas, w którym przestępcy muszą zgłaszać pracodawcom przestępstwa popełnione w przeszłości. Celem tego kroku jest pomoc w ich reintegracji w społeczeństwie. Wyroki dozoru policyjnego będą "zapominane" po 12 miesiącach bez popełnienia kolejnego przestępstwa, wyroków do czterech lat nie trzeba będzie ujawniać po kolejnych czterech latach bez recydywy, zaś wyroków skazujących na więcej niż cztery lata - po zakończeniu kolejnego siedmioletniego okresu bez przestępstwa. Buckland zapowiedział też większą pomoc dla sprawców przestępstw mających problemy ze zdrowiem psychicznym i uzależnieniami.

Zapowiedź reformy sądownictwa karnego została przedstawiona w czasie, gdy prawnicy ostrzegają, że ze względu na spowodowane epidemią koronawirusa opóźnienia w sądach koronnych setki tysięcy ludzi być może będą musiały czekać na proces do 2022 roku. Od rozpoczęcia blokady w marcu liczba zaległych spraw w sądach koronnych wzrosła o 6 tys. do 43 tys.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz Ichigo121212 z Pixabay 

Rząd zapowiada surowsze wyroki i ograniczenie przedterminowych zwolnień

Książę Kentu otworzył wystawę poświęconą polskim lotnikom

Edward, książę Kentu, kuzyn brytyjskiej królowej Elżbiety II, otworzył we wtorek przygotowaną przez ambasadę RP w Londynie wystawę poświęconą polskim lotnikom walczącym w bitwie o Wielką Brytanię i ich osiągnięciom.

Wystawa "#BoBPoles80: Polscy lotnicy w bitwie o Wielką Brytanię – 80. rocznica", która znajduje się na ogrodzeniu okalającym budynek ambasady, składa się z serii 20 fotografii przedstawiających kluczowe momenty z punktu widzenia Polaków, walczących przeciwko Luftwaffe w lecie i jesienią 1940 r. Wśród nich są ich zdjęcie z królem Jerzym VI, a także z brytyjskimi ministrami, fotografie polskich asów myśliwskich czy słynne zdjęcie grupowe Dywizjonu 303.

"To wielki zaszczyt móc otworzyć tę wystawę. Historia naszych przodków, którzy zginęli podczas tej bitwy, jest niesamowita i bardzo inspirująca. Będziemy ją powtarzać następnym pokoleniom, bo odwaga, opór, determinacja tych, którzy zginęli są legendarne. Dzięki tej wystawie dowie się o tym jeszcze więcej ludzi" - powiedział Edward, książę Kentu.

"Jestem zaszczycony, że książę Kentu otworzył wystawę Ambasady RP, upamiętniającą 80. rocznicę bitwy o Wielką Brytanię i kluczowy wkład Polaków w tę przełomową potyczkę II wojny światowej. Jest to stosowny hołd dla poświęcenia +Niewielu+, dzięki któremu możemy dzisiaj cieszyć się wolnością. Wystawa ta pokazuje silny duch braterstwa między Polską a Wielką Brytanią w najtrudniejszych czasach. Nasi piloci pokazywali ten duch poprzez wspólną walkę o wolność Polski, Wielkiej Brytanii i Europy. Zachęcam wszystkich tych, którzy mogą, do odwiedzenia wystawy i przekonania się o bohaterstwie Polaków walczących w bitwie o Wielką Brytanię" – mówił w czasie uroczystości ambasador RP Arkady Rzegocki.

Wystawa jest częścią kampanii ambasady #BoBPoles80, upamiętniającej 80. rocznicę bitwy i wkład Polaków. Będzie ona dostępna dla publiczności do końca października, czyli do 80. rocznicy zakończenia bitwy.

Wystawa otwarta została w obchodzonym we wtorek w Wielkiej Brytanii Battle of Britain Day, który upamiętnia datę 15 września 1940 r. – dzień najbardziej intensywnych nalotów niemieckich na Londyn.

Brytyjscy historycy przyjęli jako czas trwania bitwy okres od 10 lipca do 31 października 1940 roku. W tym okresie przynajmniej jeden lot operacyjny wykonało 2937 lotników alianckich (niektóre źródła wskazują na liczbę o kilka osób niższą lub wyższą). Wśród nich zdecydowanie największą grupę stanowili Brytyjczycy - 2342. Polacy w sile 145 osób byli drugą co do wielkości narodowością po stronie aliantów. Służyli oni w dywizjonach 302 i 303 oraz w brytyjskich jednostkach.

Podczas 16-tygodniowej potyczki polscy piloci zestrzelili 203 niemieckie samoloty, a Dywizjon 303 stał się najskuteczniejszą jednostką aliantów. W sumie do końca wojny w Polskich Siłach Powietrznych w Wielkiej Brytanii służyło ponad 18 tys. Polaków.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / PolishEmbassyUK

Książę Kentu otworzył wystawę poświęconą polskim lotnikom

Bezrobocie wzrosło do 4,1 proc. - najwyższego poziomu od dwóch lat

Bezrobocie w Wielkiej Brytanii w ciągu trzech miesięcy do lipca włącznie wynosiło 4,1 proc., co oznacza wzrost o 0,2 punktu proc. w porównaniu ze stanem sprzed miesiąca - podał we wtorek brytyjski urząd statystyczny ONS.

To pierwszy wzrost bezrobocia od wybuchu epidemii koronawirusa i jego najwyższy poziom od dwóch lat, choć sama jego stopa nie pokazuje prawdziwej sytuacji na rynku pracy, gdyż nie uwzględnia osób, które z powodu kryzysu zostały wysłane na przymusowe urlopy i którym pensje wypłaca brytyjski rząd. Jak wynika ze statystyk urzędu skarbowego HMRC, w połowie sierpnia programem objętych było 9,6 mln pracowników.

Jak podał ONS, w ciągu trzech miesięcy do lipca liczba osób bezrobotnych zwiększyła się o 62 tys. w stosunku do sytuacji sprzed miesiąca i nieznacznie przekroczyła 1,4 mln. Ale liczba osób pobierających zasiłki - nie tylko dla bezrobotnych, ale także przysługujące osobom o niskich dochodach - wynosiła 2,7 mln, co oznacza wzrost o 121 proc. w porównaniu z marcem.

Ponadto dane ONS pokazują, że liczba osób zatrudnionych była w sierpniu o 695 tys. niższa niż w marcu.

"Na rynku pracy niektóre skutki pandemii zaczęły słabnąć w lipcu, gdy część gospodarki została ponownie otwarta" - powiedział Darren Morgan, dyrektor działu statystyk ekonomicznych w ONS. Jak wskazał, liczba osób określanych jako "tymczasowo nieobecne w pracy" - w tym osób na przymusowych urlopach - spadła w lipcu, zaś inne wskaźniki, w tym średnia liczba przepracowanych godzin i liczba wakatów, się poprawiły. "Niemniej jednak, wraz z ponownym spadkiem liczby zatrudnionych w sierpniu i wzrostem bezrobocia oraz zwolnień w lipcu, oczywiste jest, że koronawirus nadal ma duży wpływ na rynek pracy" - dodał Morgan.

Statystyki pokazują również wyraźny kontrast, jeśli chodzi o wpływ kryzysu na zatrudnienie w różnych grupach wiekowych - najmocniej ucierpiały osoby najmłodsze i najstarsze.

Ogólnie liczba zatrudnionych była w lipcu o 12 tys. niższa niż trzy miesiące wcześniej. Ale w przypadku osób w wieku od 16 do 24 lat nastąpił spadek o 156 tys. - w tym rekordowy spadek o 146 tys. w grupie wiekowej 18-24 lata - a liczba zatrudnionych w wieku 65 lat i powyżej spadła o 92 tys. Natomiast w grupie wiekowej 25-64 lata nastąpił wzrost zatrudnienia o 236 tys. (PAP)

 

Obraz kalhh z Pixabay

Bezrobocie wzrosło do 4,1 proc. - najwyższego poziomu od dwóch lat
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.