Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Wielka Brytania

All Stories

Naczelni lekarze zalecają powrót do poziomu 4 zagrożenia wirusem

Poziom zagrożenia koronawirusem w Wielkiej Brytanii powinien zostać z powrotem podniesiony z trzeciego do czwartego - zarekomendowali w poniedziałek wieczorem naczelni lekarze Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.

Ta rekomendacja w praktyce przesądza, że we wtorek decyzję taką oficjalnie ogłosi premier Boris Johnson. Poziom czwarty w pięciostopniowej skali oznacza, że rozprzestrzenianie się wirusa jest wysokie lub rośnie w postępie geometrycznym, w związku z czym powinny być utrzymane zasady dystansu społecznego.

"Naczelni lekarze Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej przeanalizowali dowody i zalecili wszystkim czterem krajom Zjednoczonego Królestwa przejście do poziomu 4. Po okresie mniejszej liczby zachorowań i zgonów na Covid liczba przypadków gwałtownie, prawdopodobnie w postępie geometrycznym, rośnie na znaczących obszarach wszystkich czterech krajów" - napisali we wspólnym oświadczeniu.

Podkreślili, że aby uniknąć w okresie jesienno-zimowym znacznej liczby zgonów i nadmiernej presji na publiczną służbę zdrowia, każdy musi stosować się do wytycznych dotyczących społecznego dystansu, zasłaniania twarzy i mycia rąk.

Pięciostopniową skalę zagrożenia koronawirusem brytyjski rząd wprowadził w pierwszej połowie maja, wraz z przedstawionym wówczas planem stopniowego znoszenia restrykcji wprowadzonych w celu zatrzymania epidemii. W momencie wprowadzania tej skali Wielka Brytania znajdowała się na poziomie czwartym. Obniżenie zagrożenia na poziom trzeci nastąpiło 19 czerwca.

"Podniesienie poziomu alarmowego ogłoszone przez brytyjskich naczelnych lekarzy odzwierciedla znaczącą zmianę w zagrożeniu, jakie obecnie stanowi koronawirus. Kraj stoi teraz w kluczowym momencie, jeśli chodzi o reakcję i każdy musi teraz odegrać swoją rolę, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa i chronić życie" - skomentował minister zdrowia Matt Hancock.

Wcześniej w poniedziałek naczelny lekarz Anglii Chris Whitty oraz główny doradca naukowy rządu Patrick Vallance ostrzegli, że jeśli nie zostaną podjęte działania, liczba nowych zakażeń zwiększy się do połowy października z obecnych 4000-4500 do 50 tys. dziennie.

We wtorek Johnson ma ogłosić plan dalszych działań w walce z epidemią i jest niemal pewne, że wprowadzone zostaną ograniczenia w kontaktach między osobami z różnych gospodarstw domowych, a także skrócone zostaną godziny otwarcia pubów i restauracji.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Naczelni lekarze zalecają powrót do poziomu 4 zagrożenia wirusem

Od czwartku puby i restauracje w Anglii mają być zamykane o godz. 22

Wszystkie puby, bary, restauracje i inne lokale gastronomiczne w Anglii muszą od czwartku być zamykane o godz. 22 - poinformowało późnym wieczorem w poniedziałek biuro brytyjskiego premiera Borisa Johnsona, zapowiadając decyzję, którą ogłosi on we wtorek.

Johnson wczesnym popołudniem we wtorek przestawi w Izbie Gmin plan działań rządu w związku z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem, a wieczorem wygłosi przemówienie telewizyjne do narodu. Elementem tego planu działań jest skrócenie godzin otwarcia lokali gastronomicznych, choć spodziewane są także restrykcje dotyczące spotkań osób z różnych gospodarstw domowych. Jeśli chodzi o gastronomię, wprowadzone zostanie także prawny wymóg obsługi wyłącznie przy stolikach, co obecnie jest tylko zaleceniem.

"Nikt nie umniejsza wyzwań, jakie te nowe środki będą stanowić dla wielu osób i przedsiębiorstw. Wiemy, że nie będzie to łatwe, ale musimy podjąć dalsze działania, aby kontrolować ponowny wzrost przypadków wirusa i chronić NHS (publiczna służba zdrowia - PAP)" - ma powiedzieć Boris Johnson, jak wynika z ujawnionego przez jego biuro fragmentu przemówienia.

Poniedziałek był trzecim dniem w ciągu ostatnich czterech, gdy liczba nowo wykrytych zakażeń SARS-CoV-2 była wyższa - i to znacząco - niż 4000, podczas gdy zaledwie 6 września po raz pierwszy od maja przekroczyła 2000. Wieczorem naczelni lekarze Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej zarekomendowali podniesienie z powrotem zagrożenia koronawirusem z poziomu 3 do 4 w pięciostopniowej skali, co oznacza, że rozprzestrzenianie się wirusa jest wysokie lub rośnie w postępie geometrycznym, w związku z czym powinny być utrzymane zasady dystansu społecznego.

Decyzje ogłoszone we wtorek przez Johnsona będą się odnosić tylko do Anglii, bo ochrona zdrowia w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej jest w kompetencjach tamtejszych rządów, ale również we wtorek zaostrzone restrykcje ma przedstawić rząd szkocki, zaś po południu wchodzą w życie dodatkowe restrykcje na terenie całej Irlandii Północnej.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Obraz Albrecht Fietz z Pixabay 

Od czwartku puby i restauracje w Anglii mają być zamykane o godz. 22

BBC: mąż ofiarodawczyni konserwatystów otrzymał pieniądze od oligarchy z Rosji

Mąż największej ofiarodawczyni brytyjskiej Partii Konserwatywnej był potajemnie finansowany przez rosyjskiego oligarchę, mającego bliskie związki z prezydentem Władimirem Putinem - wynika z dokumentów FinCEN Files, przytoczonych w poniedziałek prezez stację BBC.

Dziennikarze nadawanego w BBC programu Panorama uczestniczyli w śledztwie prowadzonym przez Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (ICIJ) na temat prania pieniędzy w największych światowych bankach, którego wyniki opublikowano w niedzielę wieczorem.

Jak podaje BBC, ujawnionych w toku śledztwa ICIJ dokumentów - FinCEN Files - wynika, że Władimir Czernuchin otrzymał w 2016 r. 8 mln dolarów od firmy zarejestrowanej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, która jest powiązana z rosyjskim oligarchą Sulejmanem Kerimowem. Kerimow jest właścicielem największej kopalni złota w Rosji i członkiem wyższej izby rosyjskiego parlamentu. Od 2016 r. prowadzone jest przeciwko niemu śledztwo we Francji w sprawie oszustw podatkowych, a w 2018 r. został objęty amerykańskimi sankcjami jako jedna z osób "odgrywających kluczową rolę w prowadzeniu szkodliwych działań Rosji".

Czernuchin był w przeszłości wiceministrem finansów Rosji, już za czasów Władimira Putina, ale w 2004 r. po zwolnieniu ze stanowiska, wyjechał do Wielkiej Brytanii. Zarówno on, jak i jego żona Lubow, mają brytyjskie obywatelstwo. Jak wynika z danych komisji wyborczej, Lubow Czernuchina w ciągu ostatnich ośmiu lat przekazała Partii Konserwatywnej dotacje w wysokości ok. 1,7 mln funtów, w tym 335 tys. funtów w okresie od stycznia do lipca tego roku, stając się największą w historii ofiarodawczynią tego ugrupowania. Za część z tych dotacji, uzyskała możliwość spędzenia czasu z trzema ostatnimi premierami Wielkiej Brytanii.

Przekazywanie darowizn przez Czernuchinę na rzecz Partii Konserwatywnej rozpoczęło się w 2012 r. Zdecydowana większość - ponad 1,5 mln funtów - miała miejsce po tym, gdy 29 kwietnia 2016 r. jej mąż otrzymał 8 mln dolarów od firmy związanej z Kerimowem, choć - jak zaznacza BBC - nie jest jasne, czy jakakolwiek część z tych konkretnych pieniędzy trafiła do konserwatystów.

Płatność w wysokości 8 mln dolarów na rzecz Czernuchina została dokonana przez firmę offshore o nazwie Definition Services, która była kontrolowana przez dzieci Kerimowa. Z dokumentów wynika, że majątek firmy był finansowany przez ich ojca i to właśnie Kerimow miał osobiste relacje z Czernuchinem.

Darowizny Czernuchinej dały jej dostęp do najwyższych rangą członków brytyjskiego rządu. W 2014 r. zapłaciła 160 tys. funtów za grę w tenisa z ówczesnym premierem Davidem Cameronem oraz ówczesnym burmistrzem Londynu i obecnym szefem rządu Borisem Johnsonem. W kwietniu 2019 r. w zamian za 135 tys. funtów została zaproszona na kolację dla pań z gabinetem premier Theresy May w luksusowym hotelu, zaś w lutym tego roku ponownie wylicytowała - za 45 tys. funtów - grę w tenisa z Johnsonem. Jej prawnicy zapewniają, że darowizny nie są obciążone żadnymi związkami z Kremlem.

Śledztwo ICIJ oparte jest analizie ponad 2,5 tys. tajnych dokumentów z biura amerykańskiego Departamentu Skarbu - Financial Crime Enforcement Network (FinCEN). Banki przesyłały tu wypełniane przez swoich pracowników raporty dotyczące podejrzanych transakcji finansowych. Tylko w ubiegłym roku wysłano ich ponad 2 mln. Banki są zobowiązane do podjęcia działań w przypadku zauważenia podejrzanych transakcji finansowych, ale w wielu przypadkach tego nie robiły. Transfer pieniędzy z Definition Services na konto Czernuchina został przeprowadzony za pośrednictwem Deutsche Banku.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

BBC: mąż ofiarodawczyni konserwatystów otrzymał pieniądze od oligarchy z Rosji

Firmy zwróciły rządowi 215 mln funtów nienależnie otrzymanej pomocy

Brytyjscy pracodawcy do tej pory dobrowolnie zwrócili rządowi ponad 215 milionów funtów, które zostały omyłkowo wysłane w ramach programu finansowania przez rząd pensji pracowników wysłanych na przymusowe urlopy z powodu epidemii - podano w poniedziałek.

To jednak niewielka kwota w stosunku do 3,5 mld funtów, które według szacunków urzędu skarbowego HMRC zostały wypłacone przez pomyłkę lub trafiły w ręce oszustów.

Jak poinformował w poniedziałek HMRC, według stanu na 15 września 80 433 firm wysłało z powrotem 215 756 121 funtów, które nienależnie otrzymały. Kwota ta obejmuje zarówno transfery zwrotne, jak i wnioski o potrącenie nadprogramowych pieniędzy z następnej transzy wypłat.

Aby skłonić firmy do utrzymywania miejsc pracy mimo kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa, brytyjski rząd refunduje 80 proc. pensji pracowników wysłanych na przymusowe urlopy - do kwoty 2500 funtów miesięcznie. Program obejmuje okres do początku marca do końca października, choć przez dwa ostatnie miesiące udział państwa będzie spadał - najpierw do 70, a później 60 proc., a pozostałą część do 80 proc. mają dołożyć pracodawcy.

Według ostatnich dostępnych statystyk do połowy sierpnia w ramach programu wypłacono 35,4 mld funtów. Pieniądze te otrzymało 9,6 mln pracowników zatrudnionych przez 1,2 mln firm. Na początku września szef urzędu skarbowego Jim Harra, odpowiadając na pytania posłów z komisji wydatków publicznych, szacował, że do 10 proc. z całkowitej kwoty - czyli 3,5 mld funtów - mogło zostać wypłacone wskutek błędów lub trafić w ręce oszustów.

"HMRC z zadowoleniem przyjmuje działanie tych pracodawców, którzy dobrowolnie zwrócili do HMRC dotacje w programie utrzymywania miejsc pracy, ponieważ nie potrzebują już tych dotacji albo zdali sobie sprawę, że popełnili błędy i zastosowali się do naszych wytycznych dotyczących naprawienia tej sytuacji" - oświadczył rzecznik HMRC.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Firmy zwróciły rządowi 215 mln funtów nienależnie otrzymanej pomocy

Miedzynarodowy Dzien Pokoju i Porozumienie Wielkopiątkowe (Good Friday Agreement)

Czy to trudny dokument? Na pewno. Czy się go łatwo czyta? Raczej nie. Wydaje mi się wielce prawdopodobne, że niewielu z nas miało okazję go przeczytać. A jednak ten dokument ma tak ogromne znaczenie historyczne. W trakcie weekendu, aby zrozumieć złożoność "irlandzkiej kwestii backstopu" (Irish backstop) postanowiłem przeczytać Porozumienie Wielkopiątkowe, czyli tak zwany Good Friday Agreement. Dlaczego? Ponieważ pojawia się ono w tak wielu rozmowach i może być kluczowym czynnikiem decydującym o odejściu Wielkiej Brytanii z UE, z umową lub bez niej.

Jestem całkiem pewien, że przed referendum UE "kwestia irlandzka" nie była szeroko dyskutowana. W rzeczywistości tylko około 5 % czasu antenowego poświęcono na ten konkretny problem. Zastanawiam się, czy wynik referendum był inny, gdybyśmy zdali sobie sprawę z implikacji i potencjalnych konsekwencji Porozumienia Wielkopiątkowego, w momencie gdyby nie było ono chronione. 

Jest wiele rzeczy, które przeszły mi przez głowę podczas czytania tego dokumentu: burzliwa historia, podziały, nienawiść, ale także świadomość, że pojednanie i pokój są potrzebne, aby wszyscy, pomimo ich przeszłości, pochodzenia mogli normalnie funkcjonować.  

Dla mnie osobiście najważniejsze są pierwsze strony. Nadają one ton porozumieniu, które ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia utrzymania pokoju na wyspie Irlandii. Deklaracja poparcia mówi o historycznej szansie na nowy początek. Uznano w niej również ogrom cierpienia, do których tenże konflikt się przyczynił. Muszę przyznać, że nigdy nie natknąłem się na słowo spuścizna (po angielsku – legacy), które zostało użyte w podobnym kontekście.

Porozumienie Wielkopiątkowe wyraźnie stanowi o całkowitym i bezwzględnym zaangażowaniu na rzecz wyłącznie demokratycznych i pokojowych środków rozwiązywania różnic w kwestiach politycznych oraz o naszym sprzeciwie wobec jakiegokolwiek użycia lub groźby użycia siły przez innych w jakimkolwiek celu politycznym, czy to w odniesieniu do tego porozumienia, czy też w inny sposób.

Dzisiaj (21 września) obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pokoju.  Kiedy zastanawiam się nad ostatnimi wydarzeniami związanymi z Brexitem, jest dla mnie jasne, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, że rząd Wielkiej Brytanii musi zrobić absolutnie wszystko, aby nie wykorzystywać ‘problemu irlandzkiego’ jako narzędzia do swojej "gry politycznej”.  Nie może również narażać na ignorowanie żadnego z przyjętych międzynarodowych traktatów, a musi zdecydowanie, przede wszystkim, zrobić wszystko, aby ochronić pokoju na wyspie Irlandii.

Michał Siewniak

 Miedzynarodowy Dzien Pokoju i Porozumienie Wielkopiątkowe (Good Friday Agreement)

Doradca naukowy rządu: za trzy tygodnie może być 50 tys. zakażeń dziennie

Jeśli utrzyma się obecny trend w Wielkiej Brytanii, to w połowie października będzie 50 tys. zakażeń koronawirusem dziennie, a to w połowie listopada przełoży się na ponad 200 zgonów dziennie - ostrzegł w poniedziałek główny doradca naukowy rządu Patrick Vallance.

Vallance i naczelny lekarz Anglii Chris Whitty przedstawili w poniedziałek na konferencji prasowej prognozy w związku z rosnącą w ostatnich dniach liczbą zakażeń SARS-CoV-2.

Vallance powiedział, że według szacunków ok. 70 tys. osób w całym kraju zakażonych jest obecnie koronawirusem, a liczba ta zwiększa się o 6000 dziennie.

Jak wyjaśniał, liczba nowych przypadków podwaja się co około siedem dni i jeśli ten trend się utrzyma, to doprowadzi do 49 tys. przypadków dziennie w dniu 13 października, zaś rosnąca liczba zakażeń będzie się przekładać na większą liczbę pacjentów w szpitalach i znaczący wzrost zgonów. W połowie listopada ich dobowa liczba przekraczałaby 200.

Vallance powiedział także, że liczba zakażeń zwiększa się obecnie w każdej grupie wiekowej, choć najmocniej wśród osób w wieku 20-29 i 30-39 lat.

Whitty z kolei mówił, że wzrost zachorowań przestał być ograniczony do niektórych regionów, bo obecnie rosną one praktycznie w całym kraju, nawet tam gdzie spadała. "Obserwujemy wzrost w ogromnej większości kraju. To nie jest czyjś problem, to wszystko jest naszym problemem" - podkreślił.

Jak dodał, jesień i zima są sprzyjającymi warunkami do rozwoju koronawirusa, więc albo "zmienimy kurs", albo kraj stanie w obliczu trudnych sześciu miesięcy.

"A więc powinniśmy postrzegać to jako sześciomiesięczny problem, z którym musimy sobie poradzić wspólnie, nie jest on nieokreślony. Jeśli zrobimy za mało, ten wirus wymknie się spod kontroli. Jeśli pójdziemy za daleko, to wpłynie i zaszkodzi gospodarce" - powiedział Whitty, wyjaśniając, że recesja i wzrost bezrobocia oznaczać będą pogorszenie się poziomu życia, co negatywnie przełoży się na zdrowie ludzi.

Jak mówił, cztery elementy przyczyniają się na zmniejszenie ryzyka: mycie rąk i zasłanianie twarzy, przestrzeganie kwarantanny, ograniczenie niepotrzebnych kontaktów społecznych oraz inwestowanie w badania nad szczepionkami i lekami.

"W epidemii nie podejmujemy ryzyka tylko na własny koszt, niestety podejmuje się ryzyko w imieniu wszystkich innych, ważne jest, abyśmy postrzegali to jako coś, co robimy wspólnie" - przekonywał Whitty.

Ani Whitty, ani Vallance nie powiedzieli wprost, jakie działania rząd ogłosi - jak się oczekuje w tym tygodniu - w celu zatrzymania epidemii, choć trzeci z wymienionych przez Whitty'ego punktów, czyli ograniczenie kontaktów społecznych, był silną wskazówką. W kilku regionach kraju obowiązują już zakazy odwiedzin w domach lub spotkań osób z różnych gospodarstw domowych.

Zauważalny w Wielkiej Brytanii od połowy sierpnia wzrost liczby infekcji wyraźnie przyspieszył w ostatnich dwóch tygodniach. Jeśli 6 września po raz pierwszy po okresie spowolnienia epidemii i rozpoczęciu luzowania restrykcji przekroczony został poziom 2000 nowych zakażeń w ciągu doby, to 11 września ich liczba była już większa niż 3000, a w piątek i sobotę pierwszy raz od 8 maja przekroczyła 4000.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz leo2014 z Pixabay 

 

Doradca naukowy rządu: za trzy tygodnie może być 50 tys. zakażeń dziennie

Brytyjscy politycy chcą, żeby giganci IT zrezygnowali z reklam dla dzieci

Brytyjscy parlamentarzyści, akademicy i organizacje na rzecz praw dzieci zaapelowali w liście otwartym do firm technologicznych, w tym Google'a i Facebooka, o nie narażanie nieletnich na nieuczciwe praktyki marketingowe i usunięcie kierowanych do nich reklam.

Sygnatariusze listu zwrócili się do firm technologicznych o to, żeby zrezygnowały z zamieszczania reklam przeznaczonych dla odbiorców poniżej 18 roku życia.

"Reklamy, zwłaszcza behawioralne, czyli oparte na zainteresowaniach użytkownika, nie tylko naruszają prywatność dzieci, ale także narażają podatnych młodych ludzi na nieuczciwe praktyki marketingowe. Reklamodawcy online nie tylko wbrew prawu gromadzą dane dzieci i nastolatków, ale także targetują je spersonalizowanymi treściami reklamowymi. Nie ma dla tego żadnego usprawiedliwienia" - przekonują autorzy listu. I dodają, że największe firmy technologiczne powinny wziąć odpowiedzialność za ochronę swoich użytkowników.

Dokument zaadresowany został do koncernów: Google, Amazon, Apple, Facebook i Microsoft. Podpisały się pod nim łącznie 23 osoby i organizacje, w tym posłanka Caroline Lucas z brytyjskiej Partii Zielonych, psycholożka kliniczna dr Elly Hanson oraz organizacja Friends of the Earth. List powstał m.in. z inicjatywy organizacji pozarządowej Global Action Plan, która walczy z rosnącym konsumpcjonizmem.

To nie pierwszy raz, kiedy firmy technologiczne działające w Wielkiej Brytanii są krytykowane za swoją politykę wobec nieletnich użytkowników. Jeszcze w lipcu brytyjski ekspert ds. prywatności Duncan McCann złożył do krajowego sądu najwyższego pozew przeciwko należącemu do Google'a serwisowi YouTube. McCann zarzuca platformie gromadzenie danych użytkowników poniżej 13 roku życia bez zgody rodziców oraz naruszanie prawa nieletnich do prywatności, co jest sprzeczne zarówno z przepisami brytyjskimi, jak i prawem Unii Europejskiej.

W wywiadzie dla BBC McCann, prywatnie ojciec trojga dzieci poniżej 13 r.ż., powiedział, że to pierwsza tego typu sprawa w Europie wytoczona firmie technologicznej w imieniu najmłodszych. Dodał również, że szacuje, iż w wyniku działań serwisu straty poniosło 5 mln brytyjskich dzieci oraz pośrednio ich rodzice lub opiekunowie, którym YouTube powinien wypłacić ponad 2 mld funtów odszkodowania - od 100 do 500 funtów dla każdego pokrzywdzonego. (PAP)

 

Brytyjscy politycy chcą, żeby giganci IT zrezygnowali z reklam dla dzieci

Polskie kino POSK Cinema wybrane najlepszym kinem społecznościowym

Polskie kino społecznościowe POSK Cinema w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym (POSK) w Londynie zostało wybrane najlepszym kinem społecznościowym w Wielkiej Brytanii.

Decyzję o przyznaniu POSK Cinema nagrody Engholm Prize for Film Society or Community Cinema of the Year ogłoszono w sobotę wieczorem podczas 51. edycji corocznej gali Film Society of the Year Awards brytyjskiej federacji klubów filmowych i kin społecznościowych Cinema For All.

To najwyższa nagroda przyznawana dla niekomercyjnych, niezależnych kin społecznościowych na terenie Wielkiej Brytanii. Prezes Cinema for All Deborah Parker podkreśliła, że to wyróżnienie przyznawane w uznaniu dla kin, utrzymujących najwyższą jakość przy jednoczesnej istotnej roli społecznej, które mogą służyć jako przykład dla innych.

Założone w sierpniu 2019 r. POSK Cinema jest polskim kinem społecznościowym, funkcjonującym przy Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym (POSK) w zachodnim Londynie. Organizacja działa na zasadzie non-profit i jest prowadzona przez wolontariuszy: Jakuba Krupę, Roberta Gawłowskiego, Bartłomieja Nowaka, Zubaira Dhallę i Jarosława Wiśniewskiego. Cały przychód z działalności kina służy finansowaniu działalności statutowej POSK, który jest największym polskim centrum w Wielkiej Brytanii i zarejestrowaną organizacją pożytku publicznego.

W trakcie pierwszego roku działania twórcy kina zorganizowali niemal 20 pokazów filmów, które łącznie obejrzało ponad 3,5 tys. osób. W programie znalazła się m.in. brytyjska premiera nominowanego do Oscara filmu Jana Komasy "Boże Ciało", a także przedpremierowy pokaz serialu BBC One "World on Fire" ("Świat w ogniu") oraz specjalna projekcja nowego filmu Agnieszki Holland "Mr Jones". Widzowie mogli też obejrzeć filmy, które były nagradzane na festiwalach w Polsce, jak np. "Ostatnia rodzina" Jana P. Matuszyńskiego, "Sztuka kochania" Marii Sadowskiej i "Cicha Noc" Piotra Domalewskiego.

Zaprezentowano także serię filmów dokumentalnych, w tym m.in. o historiach różnych pokoleń imigrantów przybywających do Wielkiej Brytanii "Welcome to Britain", a także "Republikę. Narodziny legendy" Ryszarda Kruka oraz "Jankę" Adeli Kaczmarek o Janinie Ochojskiej.

Zgodnie z założeniami twórców, kino jest dwujęzyczne: polskie filmy są zawsze pokazywane z angielskimi napisami. Bilety kosztują jedynie 5 funtów.

"Ta nagroda jest dla nas olbrzymim wyróżnieniem i zaszczytem. Cieszy nas, że zostaliśmy docenieni za nasze działania na rzecz promocji silnych relacji polsko-brytyjskich, a także reprezentowanie społeczności migranckich w szerszej debacie publicznej i dawanie im głosu przez medium filmu" - oświadczył Krupa, który jest też współzałożycielem POSK Cinema.

"To szczególnie istotne w kontekście trwającej debaty o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i planowanych zmian w prawie imigracyjnym, po tym, jak setki tysięcy Polaków wybrały w ciągu ostatnich 15 lat ten kraj na swój dom i nadal wiążą z nim swoją przyszłość. Jesteśmy dumni, że możemy ich reprezentować, a innym pozwolić lepiej poznać polską kulturę i kinematografię" - dodał.

Konferencja Cinema for All, która w tym roku z powodu ograniczeń wprowadzonych ze względu na pandemię koronawirusa odbyła się wyłącznie w sieci, jest corocznym świętem niekomercyjnych kin w Wielkiej Brytanii. W wydarzeniu biorą udział przedstawiciele kin z całego kraju.

Założone w 1946 r. Cinema for All (wcześniej funkcjonujące jako British Federation of Film Societies) jest największą organizacją branżową, skupiającą niezależne kina społecznościowe i kluby filmowe na terenie Wielkiej Brytanii. Wśród jej głównych partnerów jest Brytyjski Instytut Filmowy (BFI), Independent Cinema Office i dystrybutor Filmbankmedia.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / Posklondon

 

Polskie kino POSK Cinema wybrane najlepszym kinem społecznościowym

Prasa francuska o sporze między Francją i W. Brytanią o imigrantów

Po okresie, gdy media we Francji opisywały współpracę służb francuskich i brytyjskich ws. imigrantów, którzy z Francji próbują się przedostać do W. Brytanii, jako wzorcową, obecnie ton komentarzy zmienił się, a media uwypuklają spory między Paryżem i Londynem.

Media francuskie idą śladem brytyjskich, które często oskarżają Francuzów, że specjalnie wysyłają do Anglii nielegalnych imigrantów poprzez kanał Le Manche. Francuzi zaprzeczają tym oskarżeniom, ale przyznają, że marynarka i żandarmeria morska nie próbują zatrzymywać niewielkich łodzi, na których tłoczą się amatorzy osiedlenia w Wielkiej Brytanii. Służby oferują jedynie pomoc pasażerom tych przeładowanych łajb, co poza wypadkami bezpośredniego niebezpieczeństwa, jest odrzucane, gdyż równa się powrotowi do Francji.

Media francuskie zarzuty brytyjskiej minister spraw wewnętrznych, jakoby Francuzi przysyłali imigrantów do Wielkiej Brytanii, określają jako "przejętą z brukowców retorykę antyimigracyjną" - jak to sformułowała korespondentka paryskiego dziennika "Liberation".

Do końca sierpnia dopłynąć do Anglii przez kanał La Manche próbowało 6200 migrantów, co najmniej trzy razy więcej niż w 2019. Według niezależnych źródeł, na które powołują się media, te rejsy w 80 proc. kończą się powodzeniem.

Dziennik "L’Opinion" zareagował na czwartkowe oskarżenia londyńskiej gazety "The Telegraph", zgodnie z którymi "francuska marynarka wojenna eskortuje migrantów na wody brytyjskie, po czym ich porzuca". Publicysta "L’Opinion" - Jean-Dominique Merchet, przypomniał na jego łamach, że wśród reporterów, którzy relacjonowali wydarzenia z kanału la Manche, znajdował się założyciel i b. przywódca partii UKIP, która prowadziła najgłośniejszą i "najbardziej zajadłą" kampanię na rzecz brexitu.

Francuski dziennikarz cytuje rzeczniczkę prefektury morskiej kanału La Manche, która dementuje twierdzenia angielskich reporterów, jakoby francuscy marynarze podawali wodę migrantom. "Nasze zadanie na morzu to ochrona życia ludzkiego i bezpieczeństwo żeglugi. Walka z imigracją nie jest priorytetem" – powiedziała Marine Monjardé cytowana przez "L'Opinion". Francuska porucznik wytłumaczyła, że „w tej strefie każdy emigrant, z chwilą, gdy wypływa na morze, traktowany jest jako rozbitek”.

Cieśnina Kaletańska - wschodnia, najwęższa część kanału La Manche ma tylko 33,3 km szerokości - prowadzi tamtędy szlak łączący francuskie Calais z angielskim Dover. Codziennie przepływa przez nią około 400 statków, co stanowi jedną czwartą światowego ruchu morskiego. Do tego dodać trzeba sto kursów dziennie, jakie między wybrzeżami Francji i Anglii odbywają promy.

Migranci płyną często na zupełnie nieprzystosowanych do morskiej podróży łódkach, czasem używając kajaków, a nawet kół ratunkowych. "Obecność takich łajb powoduje ryzyko wypadków ze statkami, które mogą być zmuszone do gwałtownych manewrów, żeby uniknąć zderzenia. Proponujemy migrantom pomoc, ale mają oni prawo jej nie przyjąć" – podkreślała rzeczniczka prefektury.

Przyjęcie francuskiej pomocy oznaczałoby powrót do Francji i stratę pieniędzy, jakie musieli zapłacić przemytnikom, najczęściej ok. 3 tys. euro – wylicza dziennikarz regionalnego dziennika "La Voix du Nord". Po dotarciu na angielskie wody terytorialne, migranci chętnie przenoszą się na brytyjskie patrolowce, gdyż oznacza to osiągnięcie celu – pisze reporter tej gazety.

Władze francuskie z naciskiem podkreślają, że policja i żandarmeria jak mogą, starają się nie dopuścić do wypłynięcia migrantów na morze.

Według londyńskiej korespondentki paryskiego dziennika "Liberation" wzrost liczby imigrantów przypływających przez kanał La Manche, nie zwiększył znacząco liczby starających się o azyl w Wielkiej Brytanii. Dziennikarka przytacza dane Europejskiego Urzędu Statystycznego (Eurostat), z których wynika, że w pierwszym kwartale b.r. we Francji złożono trzykrotnie więcej podań o azyl niż w Zjednoczonym Królestwie. We Francji wniosków azylowych było ponad 28 tys., podczas gdy w Wielkiej Brytanii - 10,5 tys. (PAP)

 

Prasa francuska o sporze między Francją i W. Brytanią o imigrantów

Minister zdrowia: jesteśmy w punkcie krytycznym epidemii

Wielka Brytania znajduje się w punkcie krytycznym w kwestii epidemii koronawirusa i jeśli ludzie nie będą przestrzegać rządowych wytycznych, może zostać wprowadzona kolejna ogólnokrajowa blokada - ostrzegł w niedzielę minister zdrowia Matt Hancock.

Hancock powiedział, że latem nastąpiło rozluźnienie w kwestii przestrzegania zasad, ale teraz jest moment, w którym wszyscy muszą do nich powrócić. "Naród stoi w obliczu punktu krytycznego i mamy wybór. Wybór jest taki, że albo wszyscy będą przestrzegać zasad, albo będziemy musieli podjąć kolejne działania" - powiedział w stacji Sky News.

Z kolei w rozmowie z BBC oświadczył, że nowa blokada jest możliwą opcją. "Nie wykluczam tego, choć nie chcę tego. Jeśli wszyscy będą przestrzegać zasad, będziemy mogli uniknąć kolejnej ogólnokrajowej blokady" - mówił.

Od dwóch tygodni liczba wykrytych zakażeń koronawirusem gwałtownie rośnie - w podanych w piątek i sobotę bilansach po raz pierwszy od 8 maja przekroczyła ona 4000. W piątek brytyjski premier Boris Johnson oświadczył, że druga fala epidemii nieuchronnie nadchodzi i konieczne mogą być nowe restrykcje, choć zastrzegł, że nie chce wprowadzać ogólnokrajowej blokady, podobnej do tej z marca.

W sobotę późnym wieczorem brytyjski rząd ogłosił, że od 28 września samoizolowanie się przez osoby, u których potwierdzono obecność koronawirusa lub które zidentyfikowano jako bliskie kontakty zakażonych, przestanie być zaleceniem, a stanie się prawnym wymogiem. W związku z tym zostaną wprowadzone kary finansowe dla osób, które nie będą tego przestrzegać - od 1000 funtów do nawet 10 tys. w przypadku kolejnych wykroczeń bądź wyjątkowo drastycznych przypadków złamania reguł.

Hancock został też zapytany o wypowiedź burmistrza Londynu Sadiqa Khana, który w piątek wieczorem powiedział, że w stolicy nowe ograniczenia są coraz bardziej prawdopodobne. "W tym tygodniu rozmawiałem z burmistrzem Londynu, a zespoły spotykają się dzisiaj, aby przedyskutować dalsze działania, które mogą być potrzebne" - powiedział minister zdrowia.

Obecna strategia rządu zakłada, by wprowadzać dodatkowe restrykcje nie w całym kraju, lecz w miastach lub regionach, w których zidentyfikowano lokalne ogniska epidemii. Jednak tymi lokalnymi ograniczeniami objęte są już tereny zamieszkałe przez ok. 13,5 mln osób.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Minister zdrowia: jesteśmy w punkcie krytycznym epidemii

Setki ludzi protestowały przeciw ograniczeniom związanym z epidemią

Setki osób protestowały w sobotę na Trafalgar Square w centrum Londynu przeciwko ograniczeniom, wprowadzanym przez władze z powodu epidemii koronawirusa. W trakcie demonstracji doszło do starć z policją.

Demonstracja zgromadziła protestujących przeciw ograniczaniu swobód obywatelskich w związku z epidemią, nakazowi zasłaniania twarzy i zachowywania dystansu społecznego, jak i przeciwników szczepień, zwolenników rozmaitych teorii spiskowych, twierdzących, że epidemia została wymyślona przez władze w celu kontrolowania ludzi, wszczepiania ludziom czipów lub wiążących epidemię z technologią 5G.

Protesty są wyłączone z obowiązującego od poniedziałku zakazu spotykania się w grupach większych niż sześć osób, ale tylko pod warunkiem, że są zorganizowane zgodnie z wytycznymi epidemicznymi, czyli m.in. z zachowaniem dystansu pomiędzy ludźmi.

Ponieważ w trakcie sobotniej demonstracji zalecenia te nie były przestrzegane, policja próbowała skłonić uczestników do rozejścia się, ale to nie skutkowało, zwłaszcza, że część osób chwyciła się za ręce, tworząc żywą blokadę. Dodatkowo niektóre osoby atakowały policjantów. Dalsze starcia nastąpiły, gdy policja próbowała rozbić protest. Na razie nie podano, ile osób odniosło obrażenia i ile zostało aresztowanych.

Za udział w nielegalnych zgromadzeniach grozi w Anglii kara w wysokości 100 funtów, za ich organizację - 10 tys.

Sobotnia demonstracja odbyła się w dniu, w którym poinformowano o kolejnej w ostatnim czasie rekordowej liczbie zakażeń koronawirusem - w ciągu ostatniej doby wykryto ich 4422, czyli najwięcej od 8 maja.

W piątek premier Boris Johnson powiedział, że druga fala epidemii nieuchronnie nadchodzi do Wielkiej Brytanii i nie można wykluczyć dalszych ograniczeń w celu jej zatrzymania, zaś burmistrz Londynu Sadiq Khan ostrzegł, że dodatkowe restrykcje w stolicy wydają się być nieuniknione.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Setki ludzi protestowały przeciw ograniczeniom związanym z epidemią

Boris Johnson: za złamanie zasad izolacji grzywny do 10 tys.funtów

W sobotę premier Boris Johnson powiedział, że osoby, które zdecydują się zignorować zasady izolacji z chorymi na Covid-19 zostaną ukarane grzywną w wysokości do 10 tys. funtów.

Nowe przepisy dotyczące drugiej fali epidemii wejdą w życie 28 września- powiedział premier. Przewidują one również wsparcie w wysokości 500 funtów dla niektórych pracowników tracących pracę.

W piątek premier Boris Johnson powiedział, że druga fala epidemii nieuchronnie nadchodzi do Wielkiej Brytanii i nie można wykluczyć dalszych ograniczeń w celu jej zatrzymania, zaś burmistrz Londynu Sadiq Khan ostrzegł, że dodatkowe restrykcje w stolicy wydają się być nieuniknione.

Aż 4422 nowe przypadki koronawirusa potwierdzono w ciągu ostatniej doby w Wielkiej Brytanii - poinformował w sobotę po południu brytyjski rząd. To najwyższa dobowa liczba zakażeń od 8 maja. Zanotowano 27 zgonów.

Liczba nowych zakażeń jest o 100 większa od tej z bilansu piątkowego, co oznacza, że po raz kolejny w ostatnich dniach został pobity ich rekord, jeśli chodzi o okres od czasu spowolnienia epidemii i rozpoczęcia luzowania restrykcji. Zaledwie 6 września po raz pierwszy ponownie przekroczony został poziom 2000 zakażeń w ciągu doby, 11 września - poziom 3000, zaś w piątek - 4000.

Na dodatek w przedstawionych w sobotę danych niedobrze wygląda sytuacja w każdej z czterech części Zjednoczonego Królestwa. W Anglii ich liczba (3638) jest drugą najwyższą od połowy kwietnia, w Szkocji (350) jest najwyższa od końca kwietnia, a zarazem po raz pierwszy od 1 maja przekroczyła 300, w Walii (212) jest najwyższa od 10 maja i pierwszym przypadkiem od tego samego dnia, by przekroczyła 200, zaś w Irlandii Północnej - drugi dzień z rzędu pobity został dobowy rekord zakażeń od początku epidemii (222).

W całym kraju łączna liczba infekcji SARS-CoV-2 wzrosła tym samym do 390 358, co jest 14. najwyższym wynikiem na świecie i czwartym w Europie - po Rosji, Hiszpanii i Francji.(PAP)

 

Boris Johnson: za złamanie zasad izolacji grzywny do 10 tys.funtów

Johnson: nadchodzi druga fala wirusa, mogą być konieczne nowe restrykcje

Brytyjski premier Boris Johnson powiedział w piątek, że druga fala epidemii koronawirusa nieuchronnie nadchodzi do kraju i choć nie chce nowej ogólnokrajowej blokady, jej wprowadzenie może być konieczne.

"Widzimy teraz nadchodzącą drugą falę. To absolutnie, obawiam się, nieuniknione, że zobaczymy ją w tym kraju" - powiedział Johnson podczas wizyty w hrabstwie Oxfordshire.

Wcześniej w piątek podano, że w ciągu ostatniej doby wykryto 4322 nowe zakażenia, co jest kolejnym w ciągu ostatnich dwóch tygodni rekordowym wynikiem, jeśli chodzi o okres od czasu spowolnienia epidemii i poluzowania pierwszych restrykcji. To zarazem najwyższy dobowy bilans infekcji od 8 maja.

"Oczywiście, patrząc na to, co się dzieje, zastanawiamy się, czy nie powinniśmy iść dalej niż zasada sześciu, którą wprowadziliśmy" - przyznał Johnson, odnosząc się do obowiązującego od poniedziałku zakazu spotkania się w grupach większych niż sześć osób. "Kiedy patrzymy na tę konkretną krzywą i na to, co dzieje się teraz, jest jasne, że musimy dokonać całościowego przeglądu. Absolutnie nie chcę drugiej ogólnokrajowej blokady, to ostatnia rzecz, której ktokolwiek chce" - dodał.

W piątek rano stacje BBC i Sky News podały, że rząd rozważa wprowadzenie takiej blokady - ogólnokrajowej, ale nieco łagodniejszej niż w marcu, bo szkoły i większość miejsc pracy pozostałyby otwarte - na stosunkowo krótki czas, aby przerwać dalszą transmisję wirusa.

Wieczorem BBC podała, że innym rozważanym rozwiązaniem jest wprowadzenie trzystopniowej skali restrykcji. Na najniższym poziomie byłyby one podobne do tych, które obecnie obowiązują na większości terytorium Anglii, czyli główny akcent byłby położony na utrzymywanie dystansu społecznego. Restrykcje na drugim poziomie przypominałyby te, które od piątku obowiązują w północno-wschodniej Anglii, tzn. zabronione są spotkania osób z różnych gospodarstw domowych, a lokale gastronomiczne muszą pozostawać zamknięte między godz. 22 a 5 rano, a najwyższy poziom byłby pełną ogólnokrajową blokadą. Według BBC brane pod uwagę jest wprowadzenie restrykcji z poziomu drugiego, choć nie wiadomo, czy jednocześnie, czy też stopniowo w poszczególnych regionach.

Wcześniej w piątek rząd ogłosił, że lokalne restrykcje, które są wprowadzane na obszarach z dużą liczbą zakażeń i które są obecnie główną strategią walki z epidemią, zostają rozciągnięte na kolejne tereny. Znacznie rozszerzono zakres ich obowiązywania w północno-zachodniej Anglii, dodając m.in. Liverpool i całe hrabstwo Merseyside, a także większość Lancashire i część Cheshire, a ponadto miasto Wolverhampton w środkowej Anglii.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

Johnson: nadchodzi druga fala wirusa, mogą być konieczne nowe restrykcje
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.