Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show
Sun, Apr 11, 2021

Technologia

Technologia

All Stories

Vodafone zainstaluje prywatną sieć 5G w fabryce Forda

Koncern motoryzacyjny Ford podpisał umowę z gigantem telekomunikacyjnym Vodafone na budowę prywatnej sieci 5G w fabryce produkującej baterie do samochodów elektrycznych koncernu w angielskim hrabstwie Essex – donosi w czwartek agencja Reutera.

O podpisaniu kontraktu poinformowały obie strony umowy we wspólnym komunikacie.

Projekt – jeden z pierwszych tego rodzaju w Wlk. Brytanii - jest częścią wspieranej przez brytyjski rząd inwestycji w sieci 5G o wartości 65 mln funtów.

Fabryczna sieć 5G, która zastąpi dotychczas używaną w zakładzie sieć Wi-Fi, ma umożliwić zwiększenie produkcji dzięki znacznie szybszej i dokładniejszej kontroli oraz prowadzonej w czasie rzeczywistym analizie poszczególnych etapów wytwarzania podzespołów do elektrycznych pojazdów.

Wcześniej w tym tygodniu o inwestycji w fabryczną sieć 5G poinformowała Toyota, która planuje jej instalację we współpracy z Nokią w swoim zakładzie w japońskiej Fukuoce.

Vodafone zainstaluje prywatną sieć 5G w fabryce Forda

Premier Johnson: będę ostrożnie podejmował decyzję w sprawie Huawei

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson powiedział w czwartek, że będzie ostrożnie podejmował decyzję w sprawie Huawei, ponieważ rząd nie chce, by jakakolwiek krytyczna infrastruktura była kontrolowana przez "potencjalnie wrogich sprzedawców państwowych".

"Nie chcę, by nasza krytyczna infrastruktura była w jakikolwiek sposób kontrolowana przez potencjalnie wrogich dostawców państwowych. Zatem musimy bardzo uważnie zastanowić się nad tym, jak teraz postępować" - powiedział Johnson w wywiadzie dla "Evening Standard", odpowiadając na pytanie o zaangażowanie chińskiego giganta telekomunikacyjnego w brytyjską sieć 5G.

W styczniu rząd w Londynie zdecydował o dopuszczeniu Huawei - ale tylko w ograniczonym zakresie - do udziału w budowie brytyjskiej sieci 5G. Już wtedy wielu posłów miało wątpliwości co do tej decyzji, a od tego czasu jeszcze się one pogłębiły w związku z brakiem transparentności władz w Pekinie w kwestii pandemii koronawirusa oraz z ich polityką wobec Hongkongu.

W tym samym wywiadzie Johnson powiedział też, że rządowy program wypłacania z budżetu pensji pracownikom wysłanym na urlopy z powodu koronawirusa nie może zostać przedłużony, ponieważ w dłuższej perspektywie nie jest zdrowy ani dla gospodarki, ani dla pracowników.

Celem programu jest to, żeby firmy odczuwające skutki kryzysu nie zwalniały pracowników, lecz wysyłały ich na urlopy. Firmy mogą występować o zwrot z budżetu 80 proc. pensji tych pracowników. Program będzie funkcjonował do końca października, choć przez ostatnie dwa miesiące udział państwa będzie malał. Na początku tygodnia ministerstwo finansów poinformowało, że z programu korzysta obecnie 9,3 mln osób, a jego koszt przekroczył 25 mld funtów.

Brytyjski premier odniósł się także do kwestii usuwania pomników. Powiedział, że jest przeciwny usunięciu z Uniwersytetu w Oxfordzie pomnika Cecila Rhodesa, XIX-wiecznego brytyjskiego kolonialisty, czego domagają się antyrasistowscy aktywiści, gdyż byłoby to edytowaniem historii.

"To tak jakby jakiś polityk potajemnie próbował poprawić wpis na swój temat w Wikipedii. Jestem za dziedzictwem, jestem za historią i jestem za tym, by ludzie rozumieli naszą przeszłość ze wszystkimi jej niedoskonałościami" - wyjaśnił Johnson.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Premier Johnson: będę ostrożnie podejmował decyzję w sprawie Huawei

Volvo: potencjalna usterka pasów w 2,2 mln samochodów marki

Szwedzka marka Volvo Cars wykryła potencjalną usterkę w napinaczach pasów bezpieczeństwa w samochodach wyprodukowanych pomiędzy 2006 a 2019 r. Spółka ogłosiła w środę akcję przywoławczą obejmującą blisko 2,2 mln pojazdów, m.in. modele V60, V70 i XC60.

Usterka wykryta przez producenta dotyczy stalowych linek mocowanych do pasów bezpieczeństwa w przednich fotelach pojazdu. Odpowiadają one za odpowiednie napięcie pasów w razie kolizji.

"Przy wystąpieniu konkretnych rzadkich okoliczności i zachowań użytkownika, linka może z czasem ulegać zmęczeniu materiału. To z kolei może z czasem doprowadzić do jej uszkodzenia, a w konsekwencji - do osłabienia funkcji napinania pasów" - wyjaśnia Volvo w komunikacie.

Według informacji firmy dotychczas nie doszło do wypadków ani obrażeń związanych z usterką, a ogłoszona w środę akcja serwisowa ma charakter prewencyjny. Szwedzka marka należąca obecnie do chińskiego koncernu motoryzacyjnego Geely zapowiedziała, że skontaktuje się z właścicielami pojazdów, których dotyczy problem, prosząc ich o skontaktowanie się z lokalnymi dealerami. Naprawy mają być prowadzone nieodpłatnie.

Jak odnotowuje agencja Reutera, to największa akcja serwisowa w historii marki. Rzecznik Volvo odmówił odnoszenia się do zapytań o koszt, jaki spółka poniesie w związku z naprawami. (PAP)

 

Obraz Robert Karkowski z Pixabay 

Volvo: potencjalna usterka pasów w 2,2 mln samochodów marki

Facebook rozpoczyna współpracę fact-checkingową z organizacją Full Fact

Facebook rozpoczyna współpracę fact-checkingową z organizacją Full Fact. Wspólnie przeprowadzą one kampanię informacyjną uświadamiająca na temat zagrożeń związanych z dezinformacją. Swoim zasięgiem akcja obejmie Europę, Bliski Wschód i Afrykę.

Kampania Full Factu i największego portalu społecznościowego na świecie wystartuje w lipcu. Użytkownicy Facebooka w krajach Unii Europejskiej, a także w Wielkiej Brytanii, Turcji oraz w państwach afrykańskich i bliskowschodnich zobaczą w swoim strumieniu aktualności komunikaty, które będą zachęcały ich do krytycznej refleksji na temat informacji, na jakie natrafiają na platformie. Wspólne reklamy Full Factu i koncernu z Menlo Park będą również zwracały użytkownikom uwagę na to, skąd pochodzą konsumowane informacje, czego w nich brakuje i jak oddziałują emocjonalnie na odbiorców.

"Treści nacechowane emocjonalnie mogą silniej oddziaływać na użytkowników, skłaniając ich do wiary w fałszywe wiadomości" - powiedział we wtorek szef Full Factu, Will Moy. "W czasie tego kryzysu (związanego z pandemią COVID-19 - PAP) stawką jest ludzkie życie. Namyślając się przez chwilę, nim podzielimy się czymś w internecie, możemy powstrzymać rozprzestrzenianie się szkodliwych i mylących informacji, a także uchronić swoich przyjaciół i rodzinę" - dodał.

Walka z dezinformacją od dawna stanowi wyzwanie dla wielkich firm internetowych, do których należą takie platformy, jak Facebook czy Twitter. Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 powodującego chorobę COVID-19 rzuciła nowe światło na problem, przenosząc dyskusję o dezinformacji z poziomu kwestii politycznych, takich jak np. ingerencje rosyjskich trolli przed wyborami prezydenckimi w USA z 2016 roku, na poziom działań mających na celu powstrzymać rozprzestrzenianie fałszywych treści na temat "cudownych kuracji" lub teorii spiskowych dotyczących rzekomych związków choroby z budową sieci łączności nowej generacji (5G).

Organizacja pozarządowa Full Fact z siedzibą w Londynie od 2009 roku działa na rzecz weryfikacji i korekty informacji podawanych przez media tradycyjne i cyfrowe. Założył ją donator brytyjskiej Partii Konserwatywnej Michael Samuel wraz z Willem Moyem, który wówczas związany był z Centrum Anne Freud. (PAP)

Facebook rozpoczyna współpracę fact-checkingową z organizacją Full Fact

System rozpoznawania twarzy zweryfikuje pasażerów pociągów Eurostar

System rozpoznawania twarzy będzie wykorzystywany jako narzędzie biometrycznej weryfikacji tożsamości pasażerów chcących skorzystać z połączeń kolejowych linii Eurostar - donosi dziennik "Financial Times". Plany spółki już teraz budzą wątpliwości dot. prywatności.

Operator pociągów Eurostar ogłosił, że rozpoczął prace nad wdrożeniem systemu weryfikacji pasażerów z użyciem technologii rozpoznawania twarzy, który może ułatwić proces wchodzenia na pokład poprzez zmniejszenie obłożenia stanowiska kontroli paszportów i dokumentów podróży.

Pieniądze na system wyłożyło brytyjskie ministerstwo transportu w ramach kwoty 9,4 mln funtów przeznaczonych na modernizację kolei. Pracuje nad nim firma iProov we współpracy z Eurostarem oraz kanadyjskim przedsiębiorstwem WorldReach Software specjalizującym się w obsłudze sektora turystycznego i transportowego. Na dworcu St. Pancras International w Londynie, który jest jedną ze stacji końcowych dla pociągów Eurostar (obok Brukseli i Paryża), system ma wejść do użycia do końca marca 2021 roku.

Według "FT" szczegółowe dane o systemie to kwestia decyzji, które dopiero będą podejmowane. W ramach obecnych propozycji mieści się jednak możliwość wysłania fotografii twarzy do firmy Eurostar przez pasażerów, którzy swoje bilety na przejazd kupują w internecie, razem ze zdjęciem paszportu i "selfie" z telefonu do weryfikacji tożsamości w oparciu o dane biometryczne.

Przy wejściu do pociągu pasażerowie, którzy wybiorą taki rodzaj odprawy, będą musieli przejść specjalnym "korytarzem biometrycznym", w którym będą znajdowały się kamery porównujące twarz przechodzących osób z przesłanymi wcześniej danymi.

Biometryczne uwierzytelnianie tożsamości działa już na lotniskach w Wielkiej Brytanii, USA, Chinach i Australii. Wykorzystaniu technologii rozpoznawania twarzy w pociągach Eurostar sprzeciwiają się badacze z Instytutu Ady Lovelace, którzy wskazują, że użycie rozwiązania rodzi wiele pytań o bezpieczeństwo danych podróżnych, np. w kwestii tego, jak będą one przechowywane i w jaki sposób Eurostar planuje rozwiać obawy pasażerów dotyczące nadzoru elektronicznego.

Obawy względem systemu wyraziła również organizacja pozarządowa Privacy International. Prawniczka z nią współpracująca Ilia Siatitsa wskazała, że pasażerowie mogą czuć presję na poddanie się weryfikacji biometrycznej ze względu na chęć uniknięcia kolejek do tradycyjnej odprawy paszportowej. Poza tym, jak twierdzi Siatitsa, kwestią do wyjaśnienia pozostają ewentualne umowy Eurostaru z organami ścigania, np. policją, dotyczące dostępu do danych.

Firma iProov podkreśla, że korzystanie z systemu będzie dobrowolne, a jego działanie będzie opierało się na porównywaniu twarzy osób chcących wejść na pokład pociągów z przesłanymi wcześniej zdjęciami, nie zaś na rozpoznawaniu tożsamości podróżnych w oparciu o bazę danych zawierającą gromadzone masowo informacje. (PAP)

mfr/ mk/

Obraz Younjoon CHOI z Pixabay

System rozpoznawania twarzy zweryfikuje pasażerów pociągów Eurostar

Co wiemy o „niezwykłym” leczeniu COVID-19 - i jego skutkach ubocznych?

Odkrycie powszechnie stosowanego deksametazonu w leczeniu koronawirusa zostało okrzyknięte „dużym przełomem”.

Badania nad pacjentami z COVID-19 ujawniły skuteczność leku, który był w użyciu od wczesnych lat 60. XX wieku.
Dostępny od dziesięcioleci jest stosunkowo tani i łatwo dostępny.

            Ale jaka jest historia tego leku, co faktycznie odkryły badania na temat jego skuteczności u pacjentów z COVID-19 i jakie są możliwe skutki uboczne?
            Sky News patrzy na lek, który Boris Johnson okrzyknął „przyczyną świętowania”, a profesor prowadzący cały proces nazywa go „dość niezwykłym”.

                                   Co to jest deksametazon i do czego był używany do tej pory?

            Jest to szeroko stosowany lek steroidowy, znany jako kortykosteroid, który działa w celu zmniejszenia stanu zapalnego. Stosowany od wczesnych lat 60. XX wieku, leczy szereg schorzeń, w tym reumatoidalne zapalenie stawów i astmę.

            Lek może działać w celu zapobiegania niszczeniu płytek krwi przez układ odpornościowy u osób z zaburzeniami krwi i jest również stosowany w opiece pod koniec życia.
            Osobom z guzem mózgu można również przepisać deksametazon w celu zmniejszenia obrzęku wokół guza.

                                   Co pokazały badania na pacjentach z koronawirusem?

            Łącznie 2 104 pacjentów otrzymywało 6 mg deksametazonu raz dziennie doustnie lub dożylnie przez 10 dni.
            Następnie naukowcy porównali swoje wyniki z wynikami grupy kontrolnej złożonej z 4321 pacjentów.

Okazało się, że - w ciągu 28 dni - śmiertelność wśród pacjentów wymagających wentylacji wynosiła 41%, a dla osób potrzebujących tlenu 25%.
Liczba ta wyniosła 13% wśród osób nie wymagających interwencji oddechowej.
            Jednak nie stwierdzono zmian w liczbie zgonów wśród pacjentów, którzy nie wymagali wspomagania oddychania.

                                   Ile to kosztuje?

Jest stosunkowo tani, a naukowcy szacują koszt leczenia ośmiu osób poważnie chorych na koronawirusa na 40 funtów.
            Deksametazon jest również dostępny na całym świecie w niskich cenach, umożliwiając korzyści krajom o niższych dochodach.

Jakie są potencjalne skutki uboczne?

Brytyjski Narodowy Instytut Doskonałości Zdrowia i Opieki (NICE) wymienia następujące warunki jako częste lub bardzo częste działania niepożądane wszystkich kortykosteroidów, w tym deksametazonu:
            Niepokój; nieprawidłowe zachowanie; zaćma podtorebkowa; upośledzenie funkcji poznawczych; Zespół Cushinga; brak równowagi elektrolitowej; zmęczenie; zatrzymanie płynów; dyskomfort żołądkowo-jelitowy; bół głowy; zaburzenie gojenia; hirsutyzm; nadciśnienie; zwiększone ryzyko infekcji; nieregularności cyklu miesiączkowego; nastrój zmieniony; nudności; osteoporoza; wrzód trawienny; zaburzenie psychotyczne; reakcje skórne; zaburzenia snu; wzrost masy ciała.

            Dalsze ostrzeżenia dotyczące działań niepożądanych koncentrują się na zwiększonym ryzyku związanym z długotrwałym leczeniem kortykosteroidami, co jest mało prawdopodobne w przypadku pacjentów cierpiących na COVID-19.

            Jednak osoby przyjmujące kortykosteroidy powinny zachować szczególną ostrożność, aby uniknąć narażenia na ospę wietrzną - chyba że wcześniej chorowały - i odrę, które, jak się uważa, narażają pacjenta na większe ryzyko.

            Wytyczne NICE mówią również, że ogólnoustrojowe kortykosteroidy, szczególnie w dużych dawkach, są powiązane z „reakcjami psychiatrycznymi, w tym euforią, bezsennością, drażliwością, labilnością nastroju, myślami samobójczymi i zaburzeniami zachowania”.

                                                                                                         

                                                                                                                                                                   (źródło; Sky News)

Obraz fernando zhiminaicela z Pixabay

		Co wiemy o „niezwykłym” leczeniu COVID-19 - i jego skutkach ubocznych?

Kiedy szczepionka na Covid-19 będzie oficjalnie dostępna?

Nikt jeszcze nie jest pewien, ale prognozuje się początek 2021 roku.
            Szczepionki opracowywane na całym świecie znajdują się na różnych etapach testów.

Dr Anthony Fauci, dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych, powiedział, że jest przekonany, że jeden z „kandydatów” na szczepionkę zostanie uznany za bezpieczny i skuteczny do pierwszego kwartału 2021 r.

            W międzyczasie rząd USA pomaga firmom takim jak Moderna przyspieszyć opracowywanie szczepionek kandydujących, a gdy zostanie udowodnione, że działają bezpiecznie, wtedy będzie można je szybko wyprodukować.
„Na początku 2021 r. mamy nadzieję na kilkaset milionów dawek” - powiedział Fauci.

            Podobnie twierdzi Bill Gates na swoim blogu: „Blog of Bill Gates”.

„Musimy zrobić miliardy dawek, musimy rozprowadzić je do każdego zakątka świata, a wszystko to musi nastąpić tak szybko, jak to możliwe”.

            Fundacja Billa Gates'a jest największym fundatorem szczepionek na świecie i stworzenie takiej szczepionki będzie wymagało „globalnej współpracy, jakiej świat nigdy nie widział, ale wiem, że to zostanie dokonane. Po prostu nie ma innej alternatywy”- pisze  na swoim blogu Gates.

            Dr Anthony Fauci uważa, że opracowanie szczepionki koronawirusowej zajmie około 18 miesięcy.

            Dr Francis Collins, dyrektor National Institutes of Health, podał podobną prognozę: „Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to nawet około 10021 dawek będzie można wyprodukować już na początku 2021 r.”, Powiedział Collins.

            Ale wielu lekarzy twierdzi, że uzyskanie skutecznej szczepionki do stycznia jest bardzo ambitnym celem.
            „Jeśli to się stanie, wszystko będzie musiało pójść niewiarygodnie idealnie” - powiedział dr Larry Corey, ekspert w dziedzinie wirusologii, immunologii i opracowywania szczepionek.

                                   Dlaczego opracowanie szczepionki zajmuje tyle czasu?
            Szczepionki muszą przejść testy wielofazowe, aby upewnić się, że są skuteczne i bezpieczne. Dr Emily Erbelding, ekspert w dziedzinie chorób zakaźnych z NIAID, mówi, że zwykle opracowanie szczepionki zajmuje od 8 do 10 lat.

                                   Oto jak zazwyczaj działa ten proces:

            Po pierwsze, szczepionka jest zwykle testowana na zwierzętach przed ludźmi. Jeśli wyniki są obiecujące, rozpocznie się trójfazowe badanie na ludziach:

Faza I: Szczepionkę podaje się małej grupie osób w celu oceny bezpieczeństwa, a niekiedy odpowiedzi układu odpornościowego. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, badacze przechodzą do fazy II.
Faza II: Ta faza zwiększa liczbę uczestników - często do setki - do prób losowego badania. Uwzględnia się więcej członków z grup ryzyka.

            „W fazie II badanie kliniczne jest rozszerzone, a szczepionka jest podawana osobom, które mają cechy (takie jak wiek i zdrowie fizyczne) podobne do tych, dla których nowa szczepionka jest przeznaczona”, zgodnie z Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom. Jeśli wyniki są obiecujące, próba przechodzi do fazy III.

Faza III: Ta faza sprawdza skuteczność i bezpieczeństwo nad  tysiącami (lub dziesiątkami tysięcy) ludzi. Znacznie większa liczba uczestników tej fazy pomaga naukowcom dowiedzieć się o możliwych rzadkich skutkach ubocznych szczepionki.

                        Jakie są niebezpieczeństwa przyspieszania procesu tworzenia szczepionki?

            Historia pokazała, że szczepionki opracowane lub dystrybuowane w pośpiechu mogą prowadzić do niezamierzonych konsekwencji:

  • W 2017 r. Ze względów bezpieczeństwa zatrzymano pilną kampanię mającą na celu zaszczepienie około 1 miliona dzieci na gorączkę krwotoczną denga przenoszoną przez komary na Filipinach. Rząd Filipin oskarżył 14 urzędników państwowych w związku ze śmiercią 10 zaszczepionych dzieci, mówiąc, że program został uruchomiony „w pośpiechu”.

    - W 1976 r. USA miały do czynienia z nową epidemią świńskiej grypy. Administracja prezydenta Geralda Forda zignorowała ostrzeżenie Światowej Organizacji Zdrowia i przysięgła zaszczepić „każdego mężczyznę, kobietę i dziecko w Stanach Zjednoczonych” przeciwko nowemu wirusowi. Po zaszczepieniu 45 milionów ludzi badacze odkryli, że u nieproporcjonalnie dużej liczby - około 450 osób - rozwinął się zespół Guillain-Barré, rzadkie zaburzenie, w którym układ odpornościowy atakuje nerwy, prowadząc do paraliżu. Zginęło co najmniej 30 osób.

            Ale ogólnie szczepionki mają kluczowe znaczenie dla zapobiegania chorobom i śmierci twierdzi Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).

            „Bezpieczeństwo i skuteczność to dwa najważniejsze cele każdej szczepionki. Bezpieczeństwo jto est dokładnie tak, jak się wydaje: czy szczepionkę można bezpiecznie podawać ludziom? Niektóre niewielkie działania niepożądane (takie jak łagodna gorączka lub ból w miejscu wstrzyknięcia) mogą być dopuszczalne, ale nie chcesz zaszczepiać ludzi czymś, co wywołuje u nich choroby”- pisze Bill Gates na swoim blogu.
„Skuteczność mierzy, jak dobrze szczepionka chroni przed zachorowaniem. Chociaż idealnie byłoby, gdyby szczepionka miała 100-procentową skuteczność, niestety wiele nie ma. Na przykład tegoroczna szczepionka przeciw grypie jest skuteczna w około 45 procentach” twierdzi Gates.

            Jak podaje CNN: „Naukowcy próbują znaleźć bezpieczne sposoby przyspieszenia typowych procesów. Na przykład:
- W Seattle i Atlancie badacze planowali testować zwierzęta i ludzi w tym samym czasie, zamiast zwierząt przed ludźmi, zgodnie wytycznymi ze strony internetowe poświęconej wiadomościom zdrowotnym Stat.
- Niektóre szczepionki mogą być produkowane masowo przed zakończeniem prób. „Zaczniemy wytwarzać dawki szczepionek na długo, zanim jeszcze dowiemy się, że szczepionka działa” - powiedział Fauci.

            Jeśli próby szczepionki zakończą się powodzeniem, miliony dawek byłyby gotowe do użycia - potencjalnie uratowałoby to ludziom życie natychmiast, zamiast czekać miesiącami na zwiększenie produkcji. Ale jeśli próby się nie powiodą, zapas gotowych szczepionek może się zmarnować.

            Fauci powiedział, że jeden „kandydat” na szczepionkę, wykonany przez firmę biotechnologiczną Moderna we współpracy z NIAID, powinien przejść do ostatniego etapu prób do połowy lata. Fauci powiedział, że plan polega na wyprodukowaniu dawek szczepionki, zanim stanie się jasne, czy zadziała, co daje prawie 100 milionów dawek do listopada lub grudnia.

            Kolejną potencjalną szczepionkę przygotowuje  firma AstraZeneca w Wielkiej Brytanii i będzie ona realizowana według podobnego harmonogramu.

                                                                                              (źródło: CNN Health; Blog of Bill Gates)

Obraz Klaus Hausmann z Pixabay 

Kiedy szczepionka na Covid-19 będzie oficjalnie dostępna?

Szkoły średnie rozpoczynają przygotowania uczniów do egzaminów.

Już od poniedziałku niektórzy uczniowie w Anglii, którzy będą zdawać egzaminy w przyszłym roku,wyruszają do szkoły by spotkać się „twarzą w twarz”z  nauczycielami.

 

Według rządowych wytycznych tylko jedna czwarta z grup wybranych roczników 10 i 12 będzie mogła być na miejscu w tym samym czasie.
            Plany dotyczące ilości czasu poświęconego na wspólny kontakt wśród powracających uczniów będą się znacznie różnić.
            Ministrowie zachęcają do współpracy z nauczycielami i lokalnymi radami nad krajowym planem naprawy szkoły.
            Ze strony wszystkich partii zasygnalizowana została również potrzeba uzyskania dostępu do internetu i urządzeń elektronicznych dla najbiedniejszych dzieci.

           

                                    „Plany nadrabiania zaległości”

            Szacuje się, że co najmniej 700 000 dzieciom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej, brakuje dostępu do komputerów lub internetu, które są niezbędne, aby te dzieci mogły nadal  kontynuować naukę na odległość.
            Ministrowie opracowali już program dostarczenia 330 000 darmowych laptopów najbiedniejszym dzieciom w Anglii, ale jak dotąd tylko 100 000 urządzeń zostało rozdanych władzom lokalnym i funduszom akademickim.
            Rzecznik rządu powiedział: „Rząd przeznaczył już 100 milionów funtów na wsparcie dzieci uczących się w domu, a fundusze premiowe dla uczniów według najwyższych w historii stawek są nadal wypłacane, aby wspierać szkoły pomagające uczniom będącym w trudnej sytuacji materialnej”.

            Sekretarz edukacji Gavin Williamson ma także przedstawić szczegóły swoich planów nadrabiania zaległości w najbliższych dniach.

            Paul Whiteman, sekretarz generalny Krajowego Stowarzyszenia Nauczycieli, powiedział, że szkoły średnie ciężko pracują, aby bezpiecznie przyprowadzić uczniów w tym tygodniu.
            Dodał, że równoważą one potrzeby swoich uczniów oraz dostępność personelu i przestrzeni, która jest ograniczona ze względu na zasady bezpiecznego dystansu.
W ankiecie przeprowadzonej w zeszłym tygodniu przez dyrektorów i nauczycieli prawie wszystkie szkoły zaprosiłyby uczniów z grup wybranych roczników z powrotem w celu wsparcia i podsumowania nauki.
            Wezwał także do opracowania szczegółowego i spójnego planu jak i do najszybszego jego zatwierdzenia.

            Rzeczniczka ds. edukacji Layla Moran napisała do premiera i sekretarza edukacji, wzywając do przeprowadzenia kampanii rekrutacyjnej.
Wzywa także do sporządzenia lokalnych rejestrów bezpiecznej przestrzeni, aby umożliwić szkołom korzystanie z budynków i przestrzeni społecznych, które są puste w pobliżu.
            „ Local councils” czyli rady lokalne zachęcają ministrów do współpracy z nimi,w celu znalezienia lokalnych rozwiązań.

            Radna Judith Blake, przewodnicząca rady dzieci i młodzieży Stowarzyszenia Samorządów Lokalnych, powiedziała, że rady szukają innowacyjnych możliwości wykorzystania przestrzeni kulturowych, takich jak teatry i naturalne otoczenie, do przestrzeni dydaktycznej tak bardzo dzisiaj potrzebnej.
            „Jednocześnie może zapewnić organizacjom kulturalnym i lokalnym radom sposoby utrzymania stabilności finansowej i przydatności dla ich lokalnych społeczności” - powiedziała.

           

            Geoff Barton, sekretarz generalny związku dyrektorów szkół średnich ASCL, powiedział: „Pomysł otwarcia dodatkowej przestrzeni, aby więcej dzieci mogło wrócić do szkoły, pozostając w małych grupach, jest dobrym pomysłem, który zasługuje na dalszą refleksję.

            „Można wykorzystać centra kultury, wiejskie domy i inne obiekty”.
Powiedział jednak, że to „tylko połowa równania”, ponieważ do nauczania dodatkowych klas będą potrzebni dodatkowi nauczyciele”.

Obraz Free-Photos z Pixabay 

 		Szkoły średnie rozpoczynają przygotowania uczniów  do egzaminów.

Google pozwane za śledzenie aktywności internautów w trybie prywatnym

Firma prawnicza Boies Schiller Flexner złożyła pozew zbiorowy przeciwko Google, oskarżając koncern o bezprawne monitorowanie aktywności użytkowników, którzy przeglądali strony internetowe w trybie prywatnym. Spółce ma grozić kara sięgająca nawet 5 mld dolarów.

Kancelaria Boies Schiller Flexner pozew przeciwko Google'owi do sądu federalnego w San Jose w Kalifornii złożyła w imieniu trzech powodów. Prawnicy zarzucili koncernowi z Mountain View, że naruszył prywatność milionów użytkowników w USA, śledząc ich aktywność w internecie, nawet jeśli korzystali oni z przeglądarki w trybie prywatnym (incognito).

"Ludzie stają się coraz bardziej świadomi tego, że ich prywatne rozmowy i dane są gromadzone, nagrywane i wykorzystywane dla zysku przez firmy technologiczne, od których są często na co dzień uzależnieni" - napisano w pozwie.

Jak tłumaczy kancelaria, wielu internautów uważa, że przeglądając strony internetowe w trybie prywatnym w wyszukiwarce Google Chrome, unikają pozostawiania po tym śladu w plikach cookies i w historii wyszukiwania. Tymczasem okazuje się, że narzędzia takie jak np. Google Analytics umożliwiają dokładne prześledzenie odwiedzanych stron.

W pozwie kancelaria podkreśliła też, że Google "nie może nadal prowadzić działalności polegającej na bezprawnym gromadzeniu danych praktycznie wszystkich Amerykanów posiadających komputer lub telefon".

Google broni się przed zarzutami, tłumacząc, że tego typu działanie nie jest nielegalne i nigdy nie było tajemnicą, iż dane internautów mogą być gromadzone także w trybie incognito.

"Zawsze wyraźnie podkreślaliśmy, że za każdym razem, kiedy użytkownik otwiera przeglądarkę w trybie prywatnym, strony mogą zbierać informacje o jego aktywności. Dzięki narzędziom takim jak Google Analytics witryny mogą skuteczniej zbierać dane o swojej wydajności, atrakcyjności produktów czy marketingu" - powiedział w oświadczeniu rzecznik Google'a Jose Castaneda.

Jeśli zarzuty wobec koncernu potwierdzą się, Google grozi grzywna w wysokości do 5 mld dolarów. (PAP)

Obraz 377053 z Pixabay 

Badanie: platformy społecznościowe nie radzą sobie z fake newsami o COVID-19

Platformy społecznościowe nie radzą sobie z fake newsami na temat pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 i choroby COVID-19 - wynika z badania organizacji Center for Countering Digital Hate zajmującej się walką z mową nienawiści i dezinformacją w sieci.

Cytowany przez serwis BBC raport z badania organizacji wskazuje, że 90 proc. fałszywych treści zgłaszanych do moderacji na popularnych platformach społecznościowych takich jak Facebook czy Twitter nie znika, nie jest też oznaczane jako materiały dezinformujące lub niezgodne z prawdą.

Wśród 649 postów zgłoszonych przez organizację do moderacji znajdowały się m.in. treści antyszczepionkowe, teorie spiskowe na temat sieci 5G, a także fałszywe informacje na temat metod leczenia choroby COVID-19 wywoływanej przez koronawirusa z Wuhan.

Odpowiadając na opublikowane w raporcie informacje Facebook stwierdził, że próba, którą analizowała organizacja, jest niereprezentatywna. Rzecznik koncernu w rozmowie z BBC przekazał, że firma "podejmuje zdecydowane kroki na rzecz usuwania szkodliwej dezinformacji ze swojej platformy. Usunięto w ten sposób setki tysięcy postów, w tym treści zawierające fałszywe informacje na temat nieprawdziwych leków (na COVID-19 - PAP)".

Jak stwierdzili przedstawiciele firmy, w ciągu marca i kwietnia oznaczenia ostrzegające przed dezinformacją umieszczono przy około 90 mln wpisów na temat COVID-19. Dzięki temu widoczność oryginalnych, fałszywych treści została obniżona o około 95 proc. "Informacje o polubieniu, skomentowaniu czy udostępnieniu usuniętych przez nas fałszywych treści na temat choroby wysyłamy do każdego" - stwierdził Facebook.

Twitter z kolei poinformował, że usuwanie fałszywych treści na temat nowej choroby traktuje priorytetowo "w szczególności, gdy post zawiera wezwanie do działania, które może być szkodliwe". Platforma przypomniała, że nie podejmuje działań względem wszystkich treści, których charakter jest dyskusyjny pod kątem zgodności z faktami - mimo tego, od 18 marca tego roku zidentyfikowano ponad 4,3 mln kont, które spamowały bądź manipulowały przekazem w dyskusjach związanych z tematyką COVID-19.

Szef organizacji Center for Countering Digital Hate Imran Ahmed stwierdził, że firmy "zrzucają z siebie odpowiedzialność". Jego zdaniem "systemy odpowiadające za zgłoszenia dotyczące dezinformacji po prostu nie nadają się" do stawianych przed nimi zadań.

Obecnie oba wiodące na rynku mediów społecznościowych koncerny - Twitter i Facebook - stoją przed koniecznością udzielenia odpowiedzi na pytania zadane przez podkomisję resortu ds. cyfrowych, kultury, mediów i sportu Wielkiej Brytanii, która chce się dowiedzieć, jakie działania firmy te podejmują w związku z dezinformacją na temat koronawirusa - przypomina BBC. (PAP)

Obraz Pixelkult z Pixabay 

"FT": brytyjski audyt może ograniczyć rolę Huaweia w rozwoju sieci 5G

Wszczęty w ubiegłym tygodniu przez brytyjski rząd audyt wpływu najnowszych sankcji USA na firmę Huawei może doprowadzić do ograniczenia roli tego koncernu w budowie lokalnego wdrożenia łączności nowej generacji 5G - ocenia dziennik "Financial Times".

Według źródeł "FT" ograniczenia nałożone na chińskiego potentata przez administrację prezydenta USA Donalda Trumpa mogą mieć "bardzo poważne konsekwencje" dla planowanego przez koncern udziału w budowie brytyjskiej sieci 5G.

Audyt prowadzi Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa (NCSC), które podlega brytyjskiej agencji wywiadu elektronicznego GCHQ. Według "FT" obłożenie Huaweia kolejnymi sankcjami przez USA stało się dla brytyjskiego premiera Borisa Johnsona okazją do odwrotu od podjętej w styczniu decyzji o częściowym dopuszczeniu chińskiego koncernu do budowy lokalnego wdrożenia łączności 5G. Dziennik zauważa jednak, że rządowy audyt oddziałuje również na brytyjskie firmy telekomunikacyjne - operatorzy EE, Three i Vodafone w pracach nad budową swojej infrastruktury łączności nowej generacji korzystali bowiem ze sprzętu dostarczanego przez Huawei.

Decyzja o dopuszczeniu Huaweia do ograniczonego udziału w budowie sieci 5G w Zjednoczonym Królestwie doprowadziła wcześniej do konfliktu wewnątrz Partii Konserwatywnej, z której wywodzi się Johnson - zbuntowała się przeciwko niemu część parlamentarzystów z ramienia torysów, sprzeciw wobec decyzji wyraził też rząd USA, którego zdaniem sprzęt Huaweia może zostać wykorzystany przez Pekin do celów szpiegowskich.

Rozmówcy "FT" z kręgów bliskich premierowi twierdzą, że czynniki geopolityczne mogą mieć obecnie znacznie większe znaczenie w kwestii dopuszczenia chińskiego koncernu do prac przy kluczowej dla bezpieczeństwa państwa sieci łączności, niż w styczniu. Sankcje, jakimi USA obłożyły Huaweia, wprowadzają również "istotne zmiany" w profilu ryzyka firmy.

Rządowy audyt ma się zakończyć jeszcze przed końcem lipca. Jak pisze dziennik, również wówczas przedstawiciele brytyjskiej administracji mają poinformować firmy telekomunikacyjne, czy w dalszym ciągu będą mogły korzystać z chińskiego sprzętu w pracach nad budową sieci 5G (poza kluczowymi jej elementami). Zbuntowani przeciwko decyzji premiera Johnsona posłowie z ramienia Konserwatystów chcą, aby Huawei został wyrugowany z brytyjskiej infrastruktury telekomunikacyjnej całkowicie do roku 2023. (PAP)

Otwarto szkoły podstawowe w Anglii, ale wiele dzieci zostało w domach

Prawie połowa dzieci w Anglii, które od poniedziałku mogły wrócić do szkół po przerwie spowodowanej epidemią koronawirusa, mogła zostać w domach, podobnie jak jedna czwarta nauczycieli - wynika z badań.

W poniedziałek zaczął się w Anglii drugi etap luzowania restrykcji wprowadzonych w celu zatrzymania epidemii, w ramach którego stopniowo otwierane są szkoły. Na początek mają wrócić do nich dzieci z zerówek, klas pierwszych oraz szóstych, czyli ostatniego roku przed gimnazjum.

Zgodnie z opublikowanymi trzy tygodnie temu rządowymi wytycznymi klasy powinny liczyć maksymalnie 15 uczniów, ławki - być rozstawione tak daleko od siebie, jak się da, a w miarę możliwości zajęcia powinny odbywać się na zewnątrz. Zalecono także zróżnicowanie czasu rozpoczynania i kończenia zajęć, aby jak najmniejsza liczba osób przychodziła i wychodziła ze szkoły w tym samym momencie, oraz zróżnicowaniu czasu przerw między lekcjami.

Jednak organizacje nauczycielskie oraz spora część rodziców od początku wyrażała daleko idący sceptycyzm co do tego, czy powrót zajęć szkolnych już od czerwca jest realny.

W efekcie jak wynika z sondażu Narodowej Fundacji Badań nad edukacją (NFER), która zapytała dyrekcje 1200 szkół, ok. 46 proc. rodziców tych dzieci, które mogły wrócić do szkół, zamierzało je pozostawić w domach, a na słabszych ekonomicznie terenach kraju - nawet 50 proc. Ponadto 25 proc. nauczycieli będzie prawdopodobnie nieobecnych z powodu problemów zdrowotnych u siebie lub swoich rodzin.

Stacja BBC informowała, że niektóre szkoły nawet w ogóle nie zostały w poniedziałek otwarte, choć nie podano żadnych konkretnych liczb.

Brytyjski minister edukacji Gavin Williamson zapowiadał wcześniej, że nie będzie kar dla rodziców, którzy nie zdecydują się na wysłanie dzieci z powrotem do szkół.

W Szkocji i Irlandii Północnej szkoły mają zostać otwarte w sierpniu, w Walii zapewne stanie się to wcześniej, ale na razie nie ogłoszono terminu.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Rusza system wyłapywania kontaktów osób zakażonych koronawirusem

W czwartek uruchomiony zostanie w Anglii system wyłapywania kontaktów osób zakażonych koronawirusem - poinformował w środę wieczorem brytyjski minister zdrowia Matt Hancock. Zajmować się tym będzie 25 tys. zatrudnionych przez rząd osób.

Tak jak obecnie, każdy, kto ma objawy koronawirusa - uporczywy kaszel, gorączkę lub nagłą utratę smaku lub węchu - będzie musiał izolować się przez siedem dni, a reszta jego gospodarstwa domowego przez 14 dni.

Różnica polega na tym, że od czwartku, każdy wykazujący objawy, powinien poprosić przez internet lub telefonicznie o przeprowadzenie testu. Jeśli wynik testu będzie negatywny, wszyscy członkowie gospodarstwa domowego mogą zakończyć izolację. Jeśli jednak wynik testu wykaże obecność koronawirusa zatrudniony przez rząd zespół do wyszukiwania kontaktów - NHS Test and Trace - skontaktuje się zakażoną osobą SMS-em, e-mailem lub telefonicznie - w celu omówienia, z kim miała ona bliski kontakt.

Jak wyjaśniono, bliskie kontakty to ci, z którymi zakażony spędził co najmniej 15 minut w odległości mniejszej niż 2 metry oraz osoby, z którymi miał bezpośredni kontakt - np. partnerzy seksualni, członkowie gospodarstwa domowego lub osoby, z którymi rozmawiał twarzą w twarz w odległości mniejszej niż 1 metr. Chodzi o kontakty, które miały miejsce od dwóch dni przed do siedmiu dni po pojawieniu się objawów.

Każdy z tych kontaktów, który zostanie uznany za narażony na ryzyko złapania wirusa, zostanie poinstruowany, aby się izolował przez 14 dni, niezależnie od tego, czy jest chory, czy nie. Osoby te będą miały przeprowadzone testy tylko wtedy, jeśli wystąpią u nich objawy. Reszta ich gospodarstwa domowego nie musi się izolować, chyba że ktoś zachoruje. Osoby izolujące się będą uprawnione do otrzymania ustawowego zasiłku chorobowego.

Hancock podczas codziennej rządowej konferencji prasowej powiedział, że "musi się to stać nowym sposobem życia" i będzie wymagało "wysiłku narodowego" - w przeciwnym razie restrykcje w kontaktach społecznych musiałaby być kontynuowane. "Unikanie nieświadomego rozprzestrzeniania wirusa i pomaganie w przerwaniu łańcucha transmisji jest obywatelskim obowiązkiem" - przekonywał.

Celem tego systemu jest to, by zamienić obecne zamknięcie, którym objęte jest całe społeczeństwo na izolację tylko tych podejrzewanych o zakażenie. Ale to, na ile się to uda, będzie zależało od efektywności systemu. Według wcześniejszego raportu naukowców z Royal Society, sukces programu będzie zależał od tego, czy społeczeństwo się o niego przekona i jak szybko uda się znaleźć kontakty. Oceniono, że można w ten sposób zapobiec od 5 proc. do 15 proc. infekcji. Ale 15 proc. będzie osiągnięte w przypadku znalezienia kontaktów w ciągu trzech dni i jeśli 80 proc. zgłaszających objawy będzie się izolować.

W zeszłym tygodniu premier Boris Johnson zapowiadał, że system ten będzie pozwalał namierzać kontakty 10 tys. osób zakażonych dziennie. W środę podano, że w ciągu minionej doby testy potwierdziły 2013 nowych przypadków koronawirusa.

W Szkocji podobny system wyłapywania kontaktów również ruszy w czwartek, w Walii - na początku czerwca, zaś w Irlandii Północnej uruchomiony został w zeszłym tygodniu.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.