Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Świat

All Stories

Politolog: prezydenta USA poznamy dopiero, gdy SN stwierdzi ważność i legalność wyborów

Dr. Bartosz Rydliński, amerykanista, politolog UKSW uważa, że prezydenta USA poznamy dopiero, gdy Sąd Najwyższy stwierdzi ważność i legalność wyborów w tym kraju. W rozmowie z PAP ekspert zwraca uwagę na utarte od lat podziały społeczne w Stanach Zjednoczonych.

"Osobiście uważam, że prezydenta poznamy, kiedy Sąd Najwyższy (SN) stwierdzi ważność i legalność wyborów w USA. To, że prezydent Donald Trump i kandydat Demokratów Joe Biden, ich prawnicy, spotkają się w procesach w sprawie podważania kwestii głosowania, przeliczania głosów, terminów, to było pewne od kilku miesięcy, kiedy Trump zaczął mówić, że obawia się, iż głosowanie listowne może zakończyć się oszustwem" - mówi PAP w czwartek Rydliński.

"Pod tym względem nie jestem więc zaskoczony" - zauważa. "Będę za to nasłuchiwał wykładni orzeczenia SN. Pamiętajmy, że w SN Republikanie mają znaczną przewagę. W wyborach w 2000 r. na Florydzie de facto wygrał Al Gore, ale de iure wygrał George W. Bush. I to jednak zdominowany przez Republikanów SN ogłosił, skądinąd niedemokratyczną decyzję, że to kandydat Republikanów będzie prezydentem USA. A Al Gore wtedy, mając na uwadze dobro USA i pewną kulturę polityczną, uznał te wyrok" - wskazuje amerykanista.

Według niego w 2020 r. Joe "Biden takiego wyroku zwyczajnie by nie uznał". "Przypuszczam, że również elita Partii Demokratycznej i część elity Partii Republikańskiej widziałyby w tym pewne uzasadnienie", "zobaczymy, jak zakończy się sprawa w SN" - dodaje Rydliński.

Jak wskazuje, wybory prezydenckie w USA od wielu lat pokazują utarte podziały społeczne: między lewicowymi wybrzeżami i prawicowym centrum Stanów Zjednoczonych. "Fascynuje nas także sytuacja w tzw. wahających się stanach (ang. swing states). Te stany, które cztery lata temu z rąk Demokratów odbił Donald Trump, teraz decydują; chodzi o Michigan, Wisconsin i Pensylwanię (...). Widzimy więc, że te cztery lata nie były aż tak udane, szczególnie dla białych wyborców z klasy robotniczej, skoro jednak zdecydowali się oni najprawdopodobniej w tych stanach zagłosować na kandydata Demokratów" - dodaje.

W ocenie eksperta otwarte pozostaje pytanie, czy nowy prezydent będzie w stanie te poważne podziały społeczne, klasowe, etniczne i rasowe niwelować. "W przeciwieństwie do Donalda Trumpa taki przekaz płynął z ust Joe Bidena" - wskazuje ekspert. Ale zastrzega, że gdyby prezydentem został Biden, "to będzie mu bardzo trudno" zmniejszyć podziały, "tym bardziej, że od drugiej kadencji Baracka Obamy jesteśmy świadkami poważnych napięć politycznych w USA". Rydliński zwraca uwagę, że każdemu, kto wygra, ciężko będzie pogodzić "interesy wielkomiejskiej klasy średniej z Manhattanu z interesami ciężko pracujących farmerów w Alabamie".

"W zależności od doboru sekretarzy poszczególnych departamentów i tego, jaką politykę będzie realizował Joe Biden" dowiemy się, "czy te wezwania to puste frazesy, czy jednak pomysł na polityczną działalność na następne cztery lata" - dodaje ekspert. Jak wskazuje, "w przeciwieństwie do swojego konkurenta Biden już w środę mówił, że czeka na wyniki wyborów, że jest pewien tego, że może je wygrać, ale że w zasadzie nie wygra on lecz amerykańska demokracja i że Amerykanie są jednym społeczeństwem".

Spytany, o to, jak podanie w wątpliwość przez samego Trumpa w noc wyborczą liczenia głosów wpłynie na podważanie przez część Amerykanów czy establismentu systemu zliczania głosów, który obowiązuje w USA od lat, ekspert odparł: "To jest jeden z największych paradoksów politologicznych, z którym się mierzymy od lat. Jedno z najnowocześniejszych państw, które jest siedzibę firm Google, Apple, Amazon, absolutnych innowatorów w dziedzinie informatyzacji, technologii i smart'life, ma niezwykle archaiczny system wyborczy i system głosowania".

Według Rydlińskiego wybór prezydenta "może być podważany przez trumpistów, jeśli Trump przegra wybory". "Pamiętajmy jednak, że cała Partia Republikańska nie stoi murem za Trumpem. (...) Jakaś część amerykańskiej prawicy może podważać legalność wyboru Bidena na tle przeliczania głosów, ale pamiętajmy, że jakaś część amerykańskiej prawicy mówiła kiedyś, że Barack Obama nie urodził się w USA w związku z czym podważano jego wybór" na prezydenta - przypomina amerykanista.

Na koniec Rydliński dodaje, że należy pamiętać, iż "źródłem podziałów w USA nie jest wyłącznie podział ideologiczny prawica-lewica, lecz podział ekonomiczny, klasowy, etniczny, rasowy, religijny". "Dochodzi do tego kwestia kryzysu ekonomicznego. Pamiętajmy, że w ostatnich latach USA dostały potężne ciosy: kryzys finansowy 2008 r. i kryzys Covid-19, który wpłynął na wielomilionowe bezrobocie i zamknięcie wielu małych biznesów, które były prowadzone przez pokolenia Amerykanów" - kwituje.

Rozmawiała Karolina Cygonek (PAP)

Obraz Pete Linforth z Pixabay
Write comment (0 Comments)

USA/ Wynik wyborów przesądzony już w 41 z 50 stanów; w 23 wygrał Trump, w 18 Biden

Wynik wtorkowych wyborów prezydenckich jest już przesądzony w 41 z 50 stanów - wynika z analizy CNN. W 18 z nich oraz Dystrykcie Kolumbii wygrał Biden, czym zapewnił sobie głosy 220 elektorów. Trump wygrał w 23 stanach składających się na 213 głosów elektorskich.

Stany, w których CNN nie wskazał jeszcze zwycięzcy to Alaska, Arizona, Nevada, Georgia, Karolina Północna, Maine, Pensylwania, Michigan i Wisconsin. Na Alasce jeszcze ani razu nie wygrał kandydat Demokratów i sondaże wskazują, że będzie tak i tym razem.

Zwycięstwo Bidena w Maine (3 głosy elektorskie) i Arizonie (11 głosów) ogłosiły już telewizja Fox News i agencja AP, ale nie zrobiły tego CNN i "New York Times". Największą niewiadomą są wyniki w Georgii, Karoliny Północnej, Pensylwanii, Michigan i Wisconsin. We wszystkich na prowadzeniu jest Trump, ale do policzenia są jeszcze przede wszystkim głosy korespondencyjne i głosy z okręgów miejskich, faworyzujące Demokratów. Trump ma też przewagę w jednym z okręgów w Maine, co może dać mu jeden głos elektorski.

Jak dotąd według CNN Trump zapewnił sobie zwycięstwo w Idaho, Utah, Wyoming, Dakocie Północnej i Południowej, Nebrasce (gdzie zdobył 4 z 5 głosów elektorskich), Iowa, Kansas, Missouri, Mississippi, Kansas, Oklahomie, Teksasie, Arkansas, Luizjanie, Alabamie, Tennessee, Kentucky, Indianie, Ohio, Zachodniej Wirginii, Karolinie Południowej i na Florydzie. Łącznie składa się to na 213 głosów elektorskich.

Biden wygrał natomiast w stanie Waszyngton, w Oregonie, Kalifornii, Nowym Meksyku, Kolorado, Minnesocie, Illinois, Wirginii, Marylandzie, Delaware, New Jersey, Nowym Jorku, Connecticut, Rhode Island, Massachussetts, Vermont, New Hampshire i na Hawajach. Wygrał też w Dystrykcie Kolumbii oraz w jednym z okręgów w Nebrasce, co dało mu dodatkowy głos elektorski. Łącznie daje to 220 głosów elektorskich.

Aby wygrać wybory jeden z kandydatów musi zgromadzić 270 głosów elektorskich.

Biden zdobył dotychczas 66,7 mln głosów (49,9 proc.), zaś Trump - 64,9 mln (48,6 proc.). (PAP)

 

Photo 35511902 © Joe Sohm | Dreamstime.com
Write comment (0 Comments)

USA/ Trump: wygraliśmy te wybory

Szczerze mówiąc to wygraliśmy te wybory - powiedział w Białym Domu w noc wyborczą Donald Trump. Urzędujący prezydent wypowiedział te słowa, choć oficjalnie trwa jeszcze liczenie głosów i w wielu kluczowych stanach jest za wcześnie, by przesądzać kto zwyciężył.

Prezydent deklarował, że wygrał m.in. w Georgii, Karolinie Północnej i Pensylwanii. We wszystkich z tych stanów trwa jeszcze liczenie głosów, a media nie przyznały w nich żadnemu kandydatów wygranej.

"Tak szczerze, to wygraliśmy te wybory" - stwierdził ubiegający się o reelekcję Republikanin. "Wygramy to. O ile wiem, już tak się stało" - powiedział także.

Prezydent mówił o "oszustwie na Amerykanach". W ten sposób odnosił się prawdopodobnie do zliczania głosów nadsyłanych drogą pocztową, które mogą przechylić szalę zwycięstwa na stronę kandydata Demokratów Joe Bidena. Zapowiedział też, że zwróci się do Sądu Najwyższego.

Prezydent stwierdził, że "głosowanie powinno się zakończyć". Lokale wyborcze w USA są już jednak zamknięte. Komentatorzy interepretują te słowa jako wezwanie do wstrzymania liczenia głosów, ale podkreślają, że prezydent nie ma władzy by to zarządzić.

W Pensylwanii w wielu miejscach nie rozpoczęto jeszcze nawet liczenia głosów przysłanych pocztą.

USA trwa zacięta walka o zwycięstwa w poszczególnych stanach. Wiele wskazuje, że o tym kto wygra wyścig o Biały Dom zadecydują stany tzw. Pasa Rdzy - Pensylwania, Michigan oraz Wisconsin. Najszybciej poznamy wygranego prawdopodobnie w Wisconsin, wiele będzie można powiedzieć po zliczeniu większej liczby głosów z hrabstwa Milwaukee.

Po godzinie drugiej w nocy czasu lokalnego sytuacja zaczyna korzystniej wyglądać dla Demokratów w Georgii, która zapewnia 16 głosów elektorskich. Do zliczenia pozostały głównie głosy z Atlanty i okolic, urzędujący prezydent ma przewagę ok. 120 tys. głosów i w otatniej godzinie stopniała ona o ponad 150 tys. głosów. Dziennik "New York Times" daje Bidenowi 64 proc. szans na wygraną w Georgii.Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)

Photo 173904421 © Joe Sohm | Dreamstime.com
Write comment (0 Comments)

USA/ Narkotyki, w tym heroina, zdekryminalizowane w Oregonie, grzyby halucynogenne - w Waszyngtonie

Wyborcy w stołecznym Dystrykcie Kolumbii zdecydowali we wtorek w referendum o dekryminalizacji posaidania grzybów i roślin halucyogennych, zaś w Oregonie - wszystkich narkotyków. W co najmniej dwóch stanach zalegalizowana zostanie marihuana.

Referenda przeprowadzane były we wtorek razem z wyborami prezydenta i Kongresu w kilkunastu stanach.

W jednym z najciekawszych głosowań, Oregon na zachodnim wybrzeżu zdecydował stosunkiem głosów 59 proc.- 41 proc. o dekryminalizacji posiadania i użytku niewielkich ilości wszelkich narkotyków, w tym kokainy i heroiny. Oregon zostanie pierwszym stanem, gdzie będzie obowiązywać takie prawo. Według nowego prawa, osobom przyłapane na posiadaniu niewielkiej ilości zakazanych substancji będzie grozić jedynie mandat w wysokości do 100 dol. Osobom tym będzie również proponowana terapia, sfinansowana przez podatek ze sprzedaży marihuany.

W innym głosowaniu w Oregonie zalegalizowano również terapie z użyciem grzybów psylocybinowych (halucynogennych).

Tymczasem w stołecznym Dystrykcie Kolumbii aż 75 proc. wyborców poparło inicjatywę dekryminalizacji posiadania, dystrybucji i hodowli grzybów i roślin halucynogennych. Legalna sprzedaż tych narkotyków nie zostanie oficjalnie dopuszczona, ale prokuratorzy nie będą mogli wnosić zarzutów w tej sprawie, a złamanie zakazu będzie skutkować najwyżej mandatem.

W New Jersey inicjatywę legalizacji marihuany na użytek rekreacyjny dla osób powyżej 21 r.ż. poparło 66 proc. wyborców, zaś w Dakocie Południowej - 53,5 proc. Poza tymi dwoma stanami referendum na temat dopuszczenia tego narkotyku odbyło się także w Arizonie i Montanie. W obydwu zwolennicy legalizacji mają znaczną przewagę, ale nie podliczono jeszcze wszystkich głosów. Jeśli wyniki te potwierdzą się, liczba stanów, gdzie marihuana jest legalna wzrośnie do 15.

W dwóch stanach głosowano nad inicjatywami dotyczącymi aborcji. W Luizjanie niemal pewne jest przegłosowanie poprawki do stanowej konstytucji, stwierdzającej że nie daje ona prawa do aborcji. Tymczasem w Kolorado przeciwnicy aborcji przegrali referendum nad delegalizacją przerywania ciąży po 22 tygodniu. Przeciwko inicjatywie zagłosowało 59 proc. wyborców. (PAP)

Obraz Michael M z Pixabay
Write comment (0 Comments)

W strzelaninie w Wiedniu zginęły cztery osoby i napastnik, 7 osób jest ciężko rannych

W trakcie strzelaniny, do jakiej doszło w poniedziałek wieczorem w śródmieściu Wiednia, zginęły cztery osoby oraz zabity przez interweniującą policję jeden z domniemanych napastników, a co najmniej 6 innych cywilów oraz policjant odniosło ciężkie rany - poinformowały władze. Kanclerz Austrii Sebastian Kurz oświadczył, że był to "ohydny zamach terrorystyczny".

Pierwsze strzały padły około godziny 20. na ulicy Seitenstettengasse. Jak oświadczyła rzeczniczka policji, na razie nie udowodniono, że miało to związek ze zlokalizowaną tam synagogą. Nie potwierdziły się też dotąd pogłoski o wzięciu zakładników.

Ogień z broni palnej wznawiano potem jeszcze w pięciu innych miejscach, co wskazuje, że napastników było co najmniej kilku. Przy zabitym znaleziono broń długą, a pościg za jego wspólnikami jeszcze się nie zakończył. Do szpitali przewieziono łącznie 15 rannych.

W związku z utrzymującym się zagrożeniem centrum Wiednia jest całkowicie zablokowane przez policję, a mieszkańców miasta wezwano, by nie opuszczali swych domów lub miejsc gdzie się aktualnie znajdują. (PAP)

 

Photo 178055619 © A1977 | Dreamstime.com
Write comment (0 Comments)

Niemcy/ Z nowego lotniska Berlin-Brandenburg (BER) wystartował pierwszy samolot EasyJet do Londynu

W niedzielę rano z nowo oddanego do użytku lotniska Berlin-Brandenburg im. Willy’ego Brandta (BER) w Schoenfeld wystartował pierwszy samolot. Należąca do kampanii Easyjet maszyna wyruszyła w rejs do Londynu - poinformowała niemiecka agencja dpa.

W sobotę na lotnisku oddanym po 9 latach prac inwestycyjnych wylądowały dwa pierwsze samoloty. Jeden należał do grupy Lufthansa, natomiast drugi stanowił własność linii Easyjet. To właśnie ta maszyna wyleciała w niedzielę do stolicy Wielkiej Brytanii.

Sobotnią inaugurację działalności nowego portu lotniczego poprzedziły wieloletnie skandale, skutkujące 9-letnim opóźnieniem inwestycji i wzrostem kosztów budowy z ok. 2,7 mld euro do prawie 6 mld.

Lotnisko, które miało być symbolem zjednoczenia Niemiec, stało się symbolem czarnej serii katastrof budowlanych, błędów konstrukcyjnych, a nawet malwersacji i podejrzeń o korupcję. Na dodatek otwarcie wypadło w momencie, gdy Niemcy są zagrożone drugą falą epidemii koronawirusa – pisała w komentarzu w sobotę francuska agencja AFP.

Do inauguracji lotniska doszło po 14 latach od ceremonii wmurowania kamienia węgielnego - przypominają niemieckie media.

Port lotniczy Berlin-Brandenburg im. Willy’ego Brandta w Schoenefeld w Brandenburgii ma obsługiwać w początkowej fazie do 27 mln pasażerów rocznie.(PAP)

Obraz Mario Hagen z Pixabay
Write comment (0 Comments)

W Berlinie powstanie miejsce pamięci ofiar II wojny i niemieckiej okupacji w Polsce

Niemiecki parlament zadecydował w piątek, że w Berlinie powstanie miejsce pamięci ofiar II wojny światowej i niemieckiej okupacji w Polsce. Wspólny wniosek w tej sprawie złożyły partie CDU/CSU, SPD, FDP i Sojusz 90/Zieloni.

Wnioskodawcy i lewicowa frakcja parlamentarna głosowali za inicjatywą w sprawie utworzenia "miejsca pamięci i spotkań w celu oddania sprawiedliwości charakterowi niemiecko-polskiej historii oraz przyczynienia się do pogłębienia szczególnych stosunków dwustronnych". Prawicowo-populistyczna AfD wstrzymała się od głosu.

Przyjmując wniosek czterech frakcji parlamentarnych, Bundestag zwrócił się do rządu federalnego o utworzenie w Berlinie eksponowanego miejsca, które w kontekście szczególnych stosunków polsko-niemieckich poświęcone byłoby polskim ofiarom drugiej wojny światowej i narodowosocjalistycznej okupacji Polski. Ma to być miejsce spotkań i dyskusji o historii, "zbliżające Niemców i Polaków, a tym samym przyczyniające się do zacieśnienia relacji, zrozumienia i przyjaźni oraz zmniejszenia uprzedzeń".

Teraz ma zostać opracowana koncepcja tego miejsca we współpracy z polskimi i niemieckimi ekspertami ze świata nauki i społeczeństwa obywatelskiego, w tym z udziałem Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich.

Zgodnie z intencjami wnioskodawców ma powstać "przestrzeń dla działań społeczeństwa obywatelskiego, takich jak praca z młodzieżą, edukacja polityczna i spotkania w miejscu, które ma zostać utworzone".

W dyskusji przed głosowaniem parlamentarzysta Paul Ziemniak (CDU/CSU) przypomniał polskie męstwo w walce z niemieckimi okupantami, przywołał heroiczną postawę Witolda Pileckiego i Polaków ratujących Żydów.

"Niektórzy mówią, że tworzymy to miejsce dla Polaków. Nie - tworzymy je także dla Polaków, ale i dla siebie. Robimy to dla młodych ludzi w Europie i na świecie. Mamy z Polską nie tylko wspólną granicę, ale także wspólną historię" - mówił Ziemniak. Przywołał dzieje własnej rodziny: "Moi dziadkowie w czasie II wojny światowej byli żołnierzami polskiej armii. Zmarli, zanim zostałem posłem do Bundestagu. Ale wierzę, że gdyby mnie dzisiaj tu widzieli i słyszeli, byliby szczęśliwi".

Niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas przypomniał swoją ubiegłoroczną wizytę w Polsce z okazji rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. "W jednej z niemieckich gazet napisano wtedy, że byłem na obchodach rocznicy powstania w getcie warszawskim" - powiedział, oceniając, że jest to miara niemieckiej ignorancji w sprawach polskiej historii i kolejny argument za tym, by takie polskie miejsce pamięci w Berlinie powstało.

Marc Jongen z AfD powiedział, że zamiast stawiać pomniki, rząd niemiecki powinien być mniej arogancki wobec obecnych władz Polski i przypomniał o unikaniu przez rządzących w Niemczech kwestii odszkodowań dla Polski za II wojnę światową.

Przed decyzją niemieckiego parlamentu jako możliwą lokalizację miejsca pamięci o ofiarach okupacji niemieckiej w Polsce wskazywano berliński Plac Askański lub jego okolice.

Nie wiadomo jeszcze, czy w "miejscu pamięci i spotkań", o którym mowa w przyjętym wniosku, stanie również pomnik.

Z Berlina Berenika Lemańczyk (PAP)

 

Photo 6717886 © Nuno Leitão | Dreamstime.com
Write comment (0 Comments)

Tysiące ludzi opuściły Paryż przed rozpoczęciem lockdownu

W czwartek wieczorem kilometry kolejek ciągnęły się z Paryża, gdy ludzie próbowali opuścić miasto przed rozpoczęciem drugiego ogólnokrajowego lockdownu Francji. Zdjęcia lotnicze pokazują tysiące ludzi powodujących ogromne korki, gdy kierują się do innych miejsc w kraju przed godziną policyjną rozpoczynającą się o 21:00. Dworce kolejowe także były zapełnione przez osoby opuszczające miasto. Natomiast część osób ostatnią noc przed zamknięciem postanowiła spędzić z przyjaciółmi i rodziną w barach i restauracjach.

W Paryżu zebrali się także protestujący przeciwko obostrzeniom, aby wyrazić swój sprzeciw wobec nowych drakońskich środków wprowadzonych przez prezydenta Emmanuela Macrona.

Ogólnokrajowe „zamknięcie” obowiązuje we Francji od dziś do co najmniej 1 grudnia.

Ludzie będą musieli mieć przy sobie dokumenty i umieć uzasadnić powód opuszczenia domu. Zgodnie z przepisami szkoły pozostaną otwarte, ale większość firm będzie musiała zostać zamknięta, w tym bary i restauracje.

Przemawiając w środę do narodu, Macron powiedział: „Podobnie jak wiosną, będziesz mógł wyjść z domu tylko do pracy, na wizytę lekarską, udzielenia pomocy krewnemu, zrobienia zakupów podstawowych towarów lub zaczerpnięcia powietrza w pobliżu domu”. Dodał, że wirus krąży „z prędkością, której nie przewidziały nawet najbardziej pesymistyczne prognozy”. Przyznał, że środki mocno uderzą w gospodarkę, ale stwierdził, że krajowi grozi „przytłoczenie drugą falą, która bez wątpienia będzie trudniejsza niż pierwsza”.

Codzienne zgony z powodu koronawirusa we Francji są na najwyższym poziomie od kwietnia. Kraj zgłasza co tydzień ponad 350 nowych przypadków na 100 000 osób, a prawie 18% wyników testów daje wynik pozytywny. „Jeśli dzisiaj nie zahamujemy brutalnie skażenia, nasze szpitale szybko zostaną przytłoczone” – powiedział Macron. Powiedział, że ma nadzieję, że rodziny będą mogły ponownie połączyć się przed Bożym Narodzeniem

 

 

Źródło: https://metro.co.uk/2020/10/30/paris-gridlocked-as-thousands-attempt-to-flee-before-second-national-lockdown-13505439/

 

Photo 181800845 © UlyssePixel | Dreamstime.com
Write comment (0 Comments)

"Le Monde": ofiary ataku nożownika w Nicei to dwie kobiety i kościelny bazyliki

W czwartek rano w bazylice Notre Dame w Nicei nożownik podciął gardło kobiecie i śmiertelnie ranił 45-letniego kościelnego świątyni. Druga poważnie ranna kobieta uciekła z kościoła do pobliskiej kawiarni i po kilku minutach zmarła - podaje dziennik "Le Monde".

Kilka osób zostało rannych w ataku. Sprawca, który wiele razy wykrzykiwał "Allahu Akbar" (Bóg jest wielki), został postrzelony przez policję, zatrzymany i przewieziony do szpitala.

Dziennik "Le Figaro" podaje, również powołując się na źródła policyjne, że starsza kobieta udała się do świątyni wcześnie rano i została znaleziona z podciętym gardłem i "prawie odciętą głową" niedaleko chrzcielnicy w bazylice. Według gazety również kościelny miał poderżnięte gardło. Druga kobieta, której udało się uciec do pobliskiej kawiarni, zmarła w wyniku kilkakrotnego ugodzenia nożem.

Dziennik "Liberation" w krótkiej relacji z miejsca ataku wskazuje, że mieszkańcy dzielnicy Notre Dame, gdzie doszło do zamachu ok. godz. 9 rano, czuli "strach, smutek, po złość". "Dzwon w bazylice już składa hołd ofiarom. Jest godz. 10.50, a w dzielnicy Notre Dame w Nicei dzwony biją ciężej i wolniej niż zwykle" - pisze gazeta.

"Między mną a tą bazyliką istnieje głęboka miłość. Chodziłam tam w każdą niedzielę wieczorem" - mówi Aurore, parafianka i emerytka mieszkająca niedaleko świątyni. "To była moja bazylika: czułam się tam dobrze" - zapewnia kobieta, która - jak wskazuje dziennik - o tym miejscu mówi w czasie przeszłym, niespełna godzinę po ataku. "Nie sądzę, żebym kiedykolwiek tu wróciła", "bardzo bałabym się wrócić" - dodaje.

Aurore właściwie już miała się stąd przeprowadzić. "Jestem między smutkiem a złością (..)" - mówi jej 67-letnia koleżanka Regine, emerytowana nauczycielka. "Obie jesteśmy bardzo religijnymi, praktykującymi katoliczkami. Dobro musi zwyciężyć ze złem. Taki był sens wszystkich moich modlitw przed atakiem" - dodaje. (PAP)

cyk/ akl/

 

twitter.com/RTbotBaudet
Write comment (0 Comments)

Angela Merkel ogłasza w Niemczech częściowy lockdown na miesiąc

Angela Merkel ogłosiła częściowe „zamknięcie” kraju, które ma potrwać miesiąc, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się Covid-19 w Niemczech.

Rozmowy między Angelą Merkel a władzami poszczególnych krajów federalnych zakończyły się porozumieniem o częściowym lockdownie. Wejdzie on w życie 2 listopada i spowoduje zamknięcie barów i restauracji. Sklepy będą mogły pozostać otwarte pod warunkiem, że będzie ograniczona liczba klientów do jednego na 10 metrów kwadratowych.

Zgodnie z propozycją rządu federalnego zostaną zamknięte wszystkie obiekty rekreacyjne, takie jak teatry, opery, kina, baseny i studia fitness, ale także bary, kluby, dyskoteki i puby. Jednak będzie można zamówić jedzenie na wynos, do spożycia w domu.

Otwarte pozostaną szkoły, przedszkola.

Zasady będą obowiązywać do 30 listopada.

Plan wywołał niepokój w branży hotelarskiej w Niemczech, a tysiące właścicieli obiektów protestuje pod Bramą Brandenburską w Berlinie, żądając od rządu dalszego wsparcia finansowego.

We wtorek w Niemczech odnotowano około 14964 przypadków koronawirusa, co było najwyższą dzienną liczbą od maja. To spowodowało, że siedmiodniowy wskaźnik zachorowań na 100 000 osób wzrósł z 56 (odnotowane w minionym tygodniu) do 101.

Podróżujący do Wielkiej Brytanii z Niemiec mogą stracić swoje zwolnienie z kwarantanny, co okaże się w czwartek o 17:00, gdy rząd ogłosi cotygodniową aktualizację.

Paul Charles, dyrektor generalny firmy konsultingowej ds. podróży, The PC Agency, powiedział, że jest bardzo prawdopodobne, że rząd brytyjski zniesie zwolnienie z kwarantanny dla osób przybywających z Niemiec. Powiedział: „Liczby we wszystkich kryteriach zmierzają w złym kierunku. Nastąpił bardzo nagły wzrost. W ciągu ostatnich dwóch tygodni wskaźnik infekcji wzrósł o prawie 200%. Jeśli chodzi o testy pozytywne, przekroczył on 4%, co wskazuje na powszechną transmisję wśród społeczności, co nie jest czymś, co rząd lubi widzieć przy podejmowaniu decyzji”.

Niemcy wymagają od przyjezdnych z Wielkiej Brytanii poddania się kwarantannie przez 14 dni, chyba że przedstawią dowód negatywnego wyniku testu, który nie jest starszy niż 48 godzin, lub poddadzą się badaniu po przyjeździe.

 

Źródło:

https://www.lbc.co.uk/world-news/angela-merkel-announces-month-long-partial-lockdown-for-germany/

 

 

Photo 24288548 © Joachim Eckel | Dreamstime.com
Write comment (0 Comments)

Francja/ Źródło policyjne: jest obawa, że kobiecie ścięto głowę po ataku nożownika w Nicei

Istnieje obawa, że kobiecie ścięto głowę po ataku nożownika w czwartek w Nicei - podało źródło we francuskiej policji, na które powołuje się agencja Reutera. Według wcześniejszych doniesień policji w ataku nożownika koło bazyliki Notre Dame w Nicei dwie osoby poniosły śmierć, a kilka jest rannych.

Szefowa skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen powiedziała dziennikarzom w parlamencie Francji, że podczas ataku doszło do "ścięcia głowy". (PAP)

 

twitter/ECiotti
Write comment (0 Comments)

Francja może stanąć w obliczu drugiego lockdownu

Prezydent Francji Emmanuel Macron ma zamiar ogłosić surowsze ograniczenia dla Francji, gdyż gwałtownie wzrosła liczba przypadków koronawirusa.

Drugi ogólnokrajowy lockdown może zostać ogłoszony podczas przemówienia premiera, które wygłosi dziś wieczorem w telewizji.

Dzieje się tak, ponieważ liczba przypadków Covid-19 nadal rośnie, pomimo ścisłej godziny policyjnej wprowadzonej na początku tego miesiąca, która wymaga, aby około 46 milionów ludzi – dwie trzecie populacji – pozostawało w domu od 21:00 do 6:00. 

W niedzielę Francja odnotowała 52 010 zakażeń koronawirusem w ciągu 24 godzin, chociaż prawdziwa liczba szacuje się na 100 000 przypadków dziennie. We wtorek zgłoszono ponad 33 400 nowych przypadków i 523 zgonów z powodu koronawirusa w ciągu 24 godzin.

Prezydent Macron prowadzi w dziś serię pilnych rozmów z ministrami, aby zdecydować o dalszych krokach, a doniesienia o zbliżającym się zamknięciu na pełną skalę. Alternatywy mogą obejmować wydłużenie godziny policyjnej lub obostrzenia regionalne. Inną opcją mogłoby być odłożenie powrotu uczniów do szkół i uniwersytetów z jesiennych wakacji, które kończą się w ten weekend. Oczekuje się, że bary i restauracje zostaną całkowicie zamknięte, a inne raporty sugerują również zamknięcie szkół średnich.

Liczba pacjentów intensywnej terapii wzrosła do 2918, co stanowi ponad połowę ogólnej liczny dostępnych miejsc w kraju. 

„Musimy przygotować się na trudne decyzje” – powiedział minister spraw wewnętrznych Gerald Darmanin w radiu France Inter. „W pewnym momencie musimy dokonać trudnych wyborów… tak jak to zrobili nasi sąsiedzi” – dodał, wskazując na nowe, surowe środki ogłoszone dla Włoch i Hiszpanii w obliczu drugiej fali zarażeń w Europie.

Jean-François Delfraissy, przewodniczący Rady Naukowej rządu francuskiego, powiedział: „Wiedzieliśmy, że będzie druga fala, ale byliśmy zszokowani dramatycznością tego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 10-15 dni”.

Jak dotąd Francja wahała się, czy nakazać kolejny lockdown, aby uniknąć dalszego paraliżu gospodarczego. Belgia rozważa podobne ograniczenie, wraz z przekroczeniem możliwości tamtejszego systemu opieki zdrowotnej. W międzyczasie kanclerz Niemiec Angela Merkel rozważa ogłoszenie późniejszego zamknięcia pubów i barów. Protesty przeciwko blokadom wybuchły w Hiszpanii i we Włoszech, a cierpliwość obywateli wobec ograniczeń drugiej fali słabnie.

From Wikimedia Commons
Write comment (0 Comments)

Grupa Santander zapowiada zwolnienia pracowników, m.in. w Polsce i Wielkiej Brytanii

Władze grupy Santander zapowiedziały we wtorek wdrażanie planu oszczędnościowego, w rezultacie którego bank miałby przeprowadzić zwolnienia pracowników. Redukcja załogi miałaby nastąpić m.in. w Polsce.

Jak poinformował na wtorkowej konferencji w Madrycie wiceprezes grupy Santander Jose Antonio Alvarez, szczegóły planu zwolnień są “w fazie dopracowywania”. Zapewnił, że pierwsze o planie likwidacji etatów banku dowiedzą się związki zawodowe.

Według agencji EFE oraz dziennika “La Vanguardia” władze banku planują masowe zwolnienia w okresie najbliższych dwóch lat. Media wskazują, że w rezultacie zwolnień bank miałby zaoszczędzić 1 mld euro.

Na konferencji prasowej Alvarez nie zaprzeczył doniesieniom prasy, że poza Hiszpanią zwolnienia w ramach grupy Santander mają nastąpić w Portugalii, Wielkiej Brytanii oraz w Polsce.

“Zwolnienia, tak jak w przeszłości, również i tym razem zostaną przeprowadzone w sposób możliwie jak najmniej traumatyczny dla załogi, a cały ten proces będzie realizowany przy zachowaniu porozumień oraz poprzez dialog ze związkami zawodowymi” - zapewnił Alvarez.

Do wtorkowego popołudnia CCOO, najliczniejszy związek zawodowy wśród pracowników firmy Santander, zapewnił, że liczy na lojalność ze strony władz banku. Podkreślił, że kierownictwo banku “zawsze w relacjach z pracownikami zachowywało się z szacunkiem”.

Władze CCOO wyraziły nadzieję, że przed rozpoczęciem rozmów ze związkami w sprawie zwolnień informacje dotyczące tej sprawy nie powinny wydostać się do mediów.

Według informacji dziennika ekonomicznego “Expansion” bank Santander w ramach polityki oszczędnościowej, jaką obrał wskutek koronakryzysu, mógłby zwolnić nawet 3000 swoich pracowników. (PAP)

 

foto : wikipedia
Write comment (0 Comments)
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.