Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Sport

All Stories

Ważna wygrana drużyny Fabiańskiego, trwa niemoc Leicester City

Walczący o utrzymanie w angielskiej ekstraklasie piłkarze West Ham United, z Łukaszem Fabiańskim w bramce, pokonali w 32. kolejce u siebie w derbach Londynu Chelsea 3:2. Bez zwycięstwa po przerwie spowodowanej pandemią pozostaje trzeci Leicester City, tym razem uległ 1:2 Evertonowi.

Spotkanie w Londynie było zacięte, a jego losy ważyły się do końca. Chelsea prowadziła od 42. minuty po golu Brazylijczyka Williana, który pokonał Fabiańskiego strzałem z rzutu karnego.

Jeszcze w doliczonym czasie pierwszej części wyrównał Czech Tomas Soucek (wcześniej, przy stanie 0:0, gol tego piłkarza nie został uznany po analizie VAR), a tuż po przerwie prowadzenie gospodarzom dał Michail Antonio.

To jednak nie był koniec emocji. W 72. minucie polski bramkarz ponownie musiał wyciągać piłkę z siatki po strzale Williana, który tym razem popisał się precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego, po którym piłka odbiła się jeszcze od słupka.

Wygraną ekipie West Ham United zapewnił w 89. minucie wprowadzony niedługo wcześniej na boisko doświadczony reprezentant Ukrainy Andrij Jarmołenko, kończąc szybki atak gospodarzy.

Dzięki wygranej "Młoty" awansowały z dorobkiem 30 punktów na 16. miejsce, mając trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Chelsea jest czwarta - 54 pkt.

W strefie spadkowej pozostaje dziewiętnasty AFC Bournemouth (27). W środę drużyna, której rezerwowym bramkarzem jest Artur Boruc, przegrała u siebie z Newcastle United 1:4.

Wciąż w kiepskich humorach są fani Leicester City, tym razem ich zespół przegrał na wyjeździe z Evertonem 1:2.

Od czasu wznowienia rozgrywek po przerwie spowodowanej pandemią piłkarze Leicester w ciągu dwóch tygodni nie zdołali wygrać żadnego meczu. W Premier League dwukrotnie zremisowali i raz przegrali, ponadto odpadli w ćwierćfinale Pucharu Anglii (0:1 z Chelsea).

W tabeli wciąż zajmują trzecie miejsce (55 pkt), ale muszą oglądać się za siebie, ponieważ np. nad szóstym Wolverhampton Wanderers mają już tylko trzy punkty przewagi.

Siódmy Arsenal Londyn pokonał u siebie zamykający tabelę Norwich City 4:0, a dwa gole strzelił Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang.

Absolutnym szlagierem tej kolejki będzie czwartkowe starcie na wyjeździe nowego mistrza - Liverpoolu z ustępującym, czyli wiceliderem Manchesterem City. "The Reds" mają 86 punktów i aż o 23 wyprzedzają swojego najbliższego rywala. (PAP)

Ważna wygrana drużyny Fabiańskiego, trwa niemoc Leicester City

Okno transferowe w nowej odsłonie - eksperci: wielu piłkarzy zostanie bez pracy

To będzie najdłuższy okres transferowy w futbolu, ale jednocześnie - jak oceniają eksperci - najtrudniejszy dla piłkarzy. Wielu może pozostać bez pracy, a rynek określi nowe, niższe ceny za zawodników, którzy mogą zarabiać mniej, a kluby będą mieć niższe budżety i węższe kadry.

Letnie okno transferowe będzie rekordowo długie, bo aż do 5 października, ale jeszcze nigdy nie było w jego trakcie tylu pytań i niejasności. Eksperci zgodnie oceniają, że nie będzie miliardowych zakupów, a każdy klub będzie ostrożniej wydawać pieniądze. W wielu zespołach zmniejszone zostaną kadry, które obecnie - zdaniem wielu - są teraz zbyt rozbudowane. To może spowodować wzrost liczby graczy, którzy nie znajdą zatrudnienia.

"Na pewno rynek transferowy przejdzie ogromną zmianę. To widać już teraz. Dostajemy znacznie mniej zapytań na temat piłkarzy, ich dostępności i cen. Nie mam wątpliwości, że ceny za zawodników znacznie spadną, bo jest mniejszy popyt" - powiedział szef Bayernu Monachium Karl-Heinz Rummenigge.

Nie tylko on uważa, że skończą się wygórowane żądania piłkarzy i za nich. Niektóre kluby wyceniały swoich zawodników nawet na 100 mln euro.

"To już przeszłość. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, by w Europie jakikolwiek klub zdołał teraz zapłacić taką kwotę za jednego gracza" - skomentował Rummenigge.

Tego samego zdania jest Oliver Kahn, były bramkarz reprezentacji Niemiec, a teraz członek zarządu Bayernu Monachium.

"Moim zdaniem nawet sumy w wysokości 40-50 mln euro są w tej chwili nie do zaakceptowania. Bez znaczenia jak dobrym piłkarzem dany zawodnik jest" - ocenił.

Dyrektor sportowy RB Lipsk Markus Kroesche przyznał, że jedynym transferem na większą kwotę w tym oknie transferowym może pozostać sprzedaż Timo Wernera do Chelsea Londyn. Angielski klub zapłacił 53 mln euro.

"Ale na dobrą sprawę ruchów transferowych jeszcze nie widać. To się pewnie zacznie jak wszystkie ligi zakończą rozgrywki" - zauważył.

W środku okresu transferowego odbędzie się turniej finałowy Ligi Mistrzów. Kluby nie będą mogły skorzystać z piłkarzy kupionych teraz. Sprawa nie jest jeszcze uregulowana, jeśli chodzi o wypożyczenia. Wiele klubów zapowiedziało, że nie puści żadnego swojego zawodnika przed zakończeniem sezonu. To też opóźni wszelkie ruchy transferowe.

"Wydaje mi się, że wiele klubów zacznie się zastanawiać nad innymi rozwiązaniami. Moim zdaniem najwygodniejsze będą wymiany i wypożyczenia" - uważa dyrektor sportowy Hoffenheim Alexander Rosen.

Sami piłkarze także będą musieli iść na ustępstwa. Możliwe, że nie będą zarabiać już tak dobrze, jak dotychczas. "Podwyżek na pewno nie będzie, nawet dla największych gwiazd. Także u nas" - zapowiedział Rummenigge.

Powodem kryzysu w futbolu jest pandemia koronawirusa.(PAP)

Obraz Michal Jarmoluk z Pixabay 

Okno transferowe w nowej odsłonie - eksperci: wielu piłkarzy zostanie bez pracy

Puchar Davisa - turniej finałowy i mecze na niższych szczeblach przełożone na 2021 rok

Turniej finałowy Pucharu Davisa, który miał się odbyć w listopadzie, został przełożony z powodu koronawirusa na 2021 rok - poinformowała Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF). Przesunięto też mecze na niższych szczeblach, m.in. Polska - Salwador w Grupie Światowej II.

"To dla nas wszystkich ogromne rozczarowanie, że turniej finałowy nie odbędzie się w 2020 roku. Nie wiemy, jak sytuacja będzie się rozwijać w krajach, które zakwalifikowały się do tej imprezy i czy obostrzenia w Hiszpanii pozostaną wystarczająco złagodzone. Nie można przewidzieć, jak to będzie wyglądało w listopadzie i czy będziemy w stanie zagwarantować bezpieczeństwo osobom podróżującym do Madrytu" - zaznaczono w komunikacie podpisanym przez Gerarda Pique i ITF.

Piłkarz Barcelony jest właścicielem firmy Kosmos Tennis, która zainwestowała znaczącą sumę pieniędzy w organizację turnieju w stolicy Hiszpanii i podpisała ze światową federacją długoletnią umowę. Pierwsza edycja zreformowanych zmagań w tych rozgrywkach odbyła się w ubiegłym roku.

Impreza w Madrycie z udziałem 18 reprezentacji odbędzie się w dniach 22-28 listopada 2021 roku, czyli z rocznym opóźnieniem.

Cała międzynarodowa rywalizacja tenisowa została wstrzymana z powodu koronawirusa na początku marca. W terminie 18-19 września zaplanowane było zaś m.in. spotkanie Grupy Światowej II Polska - Salwador, którego gospodarzem mieli być biało-czerwoni. Jego stawką będzie miejsce w barażach o awans do GŚ I. Mecze tego szczebla, podobnie jak GŚ I, odbędą się w marcu lub wrześniu 2021 roku. (PAP)

 

foto : twitter / Zubitennis

Puchar Davisa - turniej finałowy i mecze na niższych szczeblach przełożone na 2021 rok

Leon: za rok reprezentacja będzie bardziej doświadczona

Wilfredo Leon coraz pewniej czuje się w roli reprezentanta Polski. W wywiadzie dla PAP opowiedział o ostatnim zgrupowaniu kadry w Spale, jak sobie radził z przerwą spowodowaną koronawirusem i o tym, że drużyna narodowa po przełożeniu igrzysk o rok będzie w Tokio bardziej doświadczona.

Polska Agencja Prasowa: Niedawno zakończyła się pierwsza część zgrupowania w Spale. Jak ocenia pan spędzony tam czas i wykonaną pracę?

Wilfredo Leon: Oj, ciężko tam było, ale to normalne, gdy się miało tak długą przerwę w treningach. To zgrupowanie miało trochę inny przebieg niż wcześniejsze w Spale. Każdy z nas mieszkał sam w pokoju, ale miło było się spotkać po tak długiej przerwie. Teraz wszyscy chcemy jak najszybciej znowu razem trenować i cieszę się, że będzie do tego okazja już za tydzień.

PAP: Niedługo minie rok, gdy został pan reprezentantem Polski. Jak się pan odnalazł w tej roli?

W.L.: Bardzo dobrze, czuję się jakbym grał w polskiej kadrze już z pięć lat. Trochę presji odczuwałem tylko przed pierwszym meczem. Była pełna hala, niepewność, jak mnie przyjmą kibice, głowa się trochę gotowała. Było jednak fajnie i teraz też jest wszystko w porządku.

PAP: W tym roku mieliście walczyć o medal olimpijski. Jak przyjął pan informację o ich przełożeniu o rok?

W.L.: Byliśmy przygotowani, że w tym sezonie zagramy o wszystko, bo igrzyska to najważniejsza impreza. Byliśmy w dobrym momencie jako drużyna, ale decyzja o przełożeniu igrzysk była słuszna. Nie było innego wyjścia. Za rok reprezentacja Polski będzie miała jeszcze więcej doświadczenia. W kadrze jest kilku młodych zawodników, którzy do niej wchodzą, więc będzie okazja jeszcze lepiej się poznać, a oni jeszcze się rozwiną.

PAP: Gdy wybuchła pandemia koronawirusa przebywał pan we Włoszech, czyli w kraju, który został bardzo mocno nią dotknięty. Jak pan odbierał to, co się tam działo, czy bał się o zdrowie swoje i rodziny?

W.L.: O siebie aż tak bardzo się nie bałem, ale przede wszystkim o moje dzieci i żonę. Wiadomo, że grając w siatkówkę miałem kontakt z kibicami, więc istniało ryzyko, że mogę się zarazić. Dość szybko przeprowadzono nam testy i okazało się, że nie mam koronawirusa, choć miałem w tym okresie podwyższoną temperaturę.

PAP: A jak wygląda sytuacja pana rodziny na Kubie?

W.L.: Mam kontakt z moimi bliskimi. Przebywają głównie w domu, nie wychodzą za często. Na Kubie jest problem z epidemią, ale myślę, że moja rodzina jest bezpieczna.

PAP: Jak spędzał pan czas podczas kwarantanny i gdy zalecane było pozostanie w domach?

W.L.: Była okazja, aby więcej czasu spędzić z rodziną, pomóc żonie, bo wcześniej nigdy nie miałem tak długiej przerwy. Prowadziliśmy normalne, rodzinne życie.

PAP: A może pojawiło się jakieś nowe hobby?

W.L.: Tak. Moje nowe hobby to zabawa z dziećmi.

PAP: Za panem pierwszy rok w lidze włoskiej. Pana klub, Sir Safety Perugia, w niedokończonym sezonie zajął trzecie miejsce. Czy jest pan zadowolony ze swojej postawy i dokonań?

W.L.: Jeśli chodzi o osiągnięcia indywidualne, to jestem zadowolony, bo zrobiłem kolejny krok do przodu w swoim rozwoju. Natomiast liczyłem, że jako drużyna dokonamy więcej. Mieliśmy naprawdę wielką szansę, ale sezon został przerwany. Mam nadzieję, że w nowym uda nam się wywalczyć mistrzostwo.

PAP: Vital Heynen jest pańskim trenerem zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Czy styl jego pracy jest taki sam w obu tych rolach?

W.L.: Mam wrażenie, że w reprezentacji jest bardziej spokojny. W klubie miał zawodników o innej mentalności i trochę bardziej się stresował. Było kilka trudniejszych chwil, ale w końcu wszystko potoczyło się we właściwym kierunku.

PAP: Czy rozważa pan możliwość, że zagra kiedyś w polskim klubie i czy miał już konkretną ofertę?

W.L.: Oczywiście myślę o tym, aby zagrać kiedyś w polskiej lidze. Oferty już były, ale nie na tyle solidne, abym skorzystał. Jak sytuacja z koronawirusem się wyjaśni, to może za jakiś czas temat mojej gry w polskim klubie znowu się pojawi.

Rozmawiał: Grzegorz Wojtowicz (PAP)

Liga angielska - Liverpool po 30 latach z tytułem mistrzowskim

Po 30 latach piłkarze Liverpoolu znów zostali mistrzami Anglii. Na siedem kolejek przed zakończeniem rozgrywek mają 23 punkty przewagi nad Manchesterem City, który w czwartek przegrał na wyjeździe z Chelsea 1:2.

Dzień wcześniej „The Reds” pewnie pokonali Crystal Palace 4:0, robiąc kolejny krok w stronę mistrzostwa.

Kropkę nad „i” postawili za nich zawodnicy Chelsea. Na pustym Stamford Bridge gospodarze objęli prowadzenie w 36. minucie po indywidualnej akcji Christiana Pulisica. Amerykanin przejął piłkę jeszcze na własnej połowie boiska, minął w pełnym biegu dwóch rywali i nie dał szans brazylijskiemu bramkarzowi Edersonowi.

W 55. minucie wyrównał z rzutu wolnego Belg Kevin De Bruyne, ale na więcej gości nie było stać. Co więcej, w 78. minucie stracili gola i zawodnika – Brazylijczyka Fernandinho, ukaranego czerwoną kartką za zatrzymanie piłki ręką tuż przed linią bramkową. Po chwili jego rodak Willian ustalił wynik meczu z rzutu karnego.

Dla "The Reds" to 19. w historii mistrzostwo Anglii, ale pierwsze od 1990 roku. Pod względem tytułów ustępują tylko minimalnie Manchesterowi United (20).

Już w poprzednim sezonie Liverpool był bardzo blisko triumfu w Premier League, ale mimo zgromadzenia aż 97 punktów ostatecznie zajął drugie miejsce. Ustąpił o jeden punkt Manchesterowi City, walka trwała do ostatniej kolejki.

W sumie jednak poprzedni rok był bardzo udany dla Liverpoolu - drużyna triumfowała w Lidze Mistrzów (teraz odpadła w 1/8 finału), zdobyła Superpuchar UEFA i klubowe mistrzostwo świata.

Szkoleniowcem Liverpoolu od października 2015 roku jest Juergen Klopp, dzięki któremu "The Reds" wspięli się na najwyższy światowy poziom.

53-letni obecnie trener prowadził wcześniej zespoły FSV Mainz i Borussii Dortmund. W tym drugim pracował z Jakubem Błaszczykowskim, Robertem Lewandowskim i Łukaszem Piszczkiem.

Niemiec zdobył z dortmundczykami dwukrotnie mistrzostwo kraju (2011 i 2012) oraz dotarł do finału Ligi Mistrzów (2013).

Swoją trenerską dewizę Klopp przedstawił już na pierwszej konferencji prasowej w Liverpoolu: “Aby odnieść sukces, trzeba osoby, która wierzy, a nie kogoś, kto ma wątpliwości”.

W drodze po mistrzostwo jego podopieczni pobili kilka rekordów. W środę, pokonując Crystal Palace, odnieśli 23. z rzędu zwycięstwo ligowe na własnym stadionie, o trzy wygrane więcej od Manchesteru City w sezonie 2011/12. Przypieczętowanie tytułu mistrzowskiego na siedem kolejek przed końcem sezonu jest również rekordem – Manchester United (2000/01) i Manchester City (2017/18) świętowały mistrzostwo, mając przed sobą jeszcze pięć meczów.

Cały wysiłek podopiecznych Kloppa mógł jednak pójść na marne z powodu pandemii koronawirusa.

“Gdy ludzie zaczęli mówić o odwołaniu sezonu, byłem naprawdę zaniepokojony. Odczuwałem to wręcz fizycznie. To było bardzo, bardzo trudne” – mówił Klopp w jednym z wywiadów. “Gdy ten pomysł odrzucono, odetchnąłem z ulgą” – dodał.

W innych czwartkowych meczach Southampton, z Janem Bednarkiem w składzie, przegrał u siebie z Arsenalem Londyn 0:2, a Burnley pokonało Watford 1:0.

Southampton pozostał na 14. miejscu w tabeli i ma wciąż 10-punktowy zapas nad pierwszą drużyną ze strefy spadkowej – Bournemouth Artura Boruca. „Kanonierzy” wygrali natomiast pierwszy mecz po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa i przedłużyli nadzieje na występ w Lidze Europy – zajmują dziewiątą lokatę w tabeli, a do piątego Manchesteru United tracą sześć punktów.

Miejsce w pierwszej czwórce w angielskiej ekstraklasy uprawnia do gry w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Strata „Kanonierów” do czwartej drużyny – Chelsea jest pokaźna (11 punktów), ale może się okazać, że nie będą musieli odrabiać aż tyle. Trwa bowiem procedura odwoławcza dotycząca złamania reguł tzw. finansowego fair play przez Manchester City. Jeśli decyzja UEFA zostanie utrzymana, "The Citizens" zostaną wykluczeni z europejskich pucharów. (PAP)

Legia coraz bliżej tytułu

Piłkarze Legii pokonali w Warszawie Śląsk Wrocław 2:0 w 31. kolejce ekstraklasy i mają 10 punktów przewagi nad drugim Piastem Gliwice. W innych niedzielnych meczach Pogoń Szczecin uległa Lechii Gdańsk 0:1, a Cracovia przegrała z Jagiellonią Białystok 1:2.

Po poprzedniej kolejce, ostatniej w fazie zasadniczej, tabelę podzielono na dwie ośmiozespołowe grupy. W rundzie finałowej każda z drużyn gra po siedem meczów z rywalami z tej samej ósemki.

W niedzielę prowadząca zdecydowanie w tabeli Legia pokonała u siebie Śląsk 2:0, pokazując przy okazji, że niedawna porażka w Zabrzu z Górnikiem 0:2 była wypadkiem przy pracy. Bohaterem spotkania przy Łazienkowskiej okazał się Walerian Gwilia - Gruzin strzelił oba gole.

Wrocławianie ostatni kwadrans grali w dziesiątkę, po drugiej żółtej kartce dla Diego Zivulica.

Legioniści mają 63 punkty i aż o 10 wyprzedzają Piasta. Broniący tytułu gliwiczanie przegrali w sobotę u siebie z Lechem Poznań 0:2, choć goście od 48. minuty grali w dziesiątkę, gdy czerwoną kartkę (po drugiej żółtej) zobaczył Norweg Thomas Rogne. Bramki dla "Kolejorza" zdobyli w drugiej połowie Jakub Moder i Portugalczyk Pedro Tiba.

To pierwsza porażka u siebie Piasta od 30 listopada. W 2020 roku na swoim obiekcie wcześniej nie stracił nawet bramki.

"Ten mecz pokazał, jak okrutna potrafi być piłka. Taka porażka boli, bo mecz mieliśmy pod kontrolą, nie zanosiło się na przegraną, a wydawało się że remis będzie sukcesem Lecha" - ocenił trener gospodarzy Waldemar Fornalik.

Dzięki zwycięstwu Lech awansował na trzecie miejsce (52), punkt za Piastem, a na czwarte spadł Śląsk (49).

W innych meczach tzw. grupy mistrzowskiej Pogoń - w starciu dwóch drużyn plasujących się najniżej w górnej ósemce drużyn - uległa w niedzielę Lechii 0:1, a Cracovia przegrała tego dnia z Jagiellonią 1:2.

To siódma porażka "Pasów" w dziewięciu ostatnich ligowych meczach, a w przypadku zespołu z Białegostoku - czwarta z rzędu wyjazdowa wygrana.

Zespół trenera Iwajło Petewa awansował - kosztem Cracovii - na piątą pozycję. Ma 47 punktów, o jeden więcej niż krakowski zespół.

Mecze tzw. grupy spadkowej odbyły się w piątek i sobotę. Najpierw KGHM Zagłębie Lubin pokonało zamykający tabelę ŁKS Łódź 1:0, natomiast Górnik Zabrze, dzięki bramce Hiszpana Igora Angulo w ostatniej akcji meczu, wygrał z Koroną Kielce 3:2.

Dzień później dobrze spisujący się w tym sezonie beniaminek Raków Częstochowa pokonał Wisłę Kraków 3:1, a Wisła Płock bezbramkowo zremisowała z Arką Gdynia 0:0.

Dolną ósemkę otwierają z dorobkiem 44 punktów Górnik i Raków.

W zdecydowanie najgorszej sytuacji jest ŁKS, który zgromadził zaledwie 21 punktów i ma aż 14 straty do ostatniej bezpiecznej, 13. lokaty, zajmowanej przez Wisłę Kraków.

Oprócz łodzian w strefie spadkowej są 14. Korona i 15. Arka - oba zespoły zgromadziły po 30 punktów.

Obecna seria gier była przełomowa ze względu na powrót na trybuny kibiców. Wcześniej, z powodu pandemii koronawirusa, stadiony pozostawały puste. Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów, na razie możliwe jest wypełnienie "nie więcej niż 25 procent liczby miejsc przewidzianych dla publiczności".

Następna kolejka będzie rozgrywana już od wtorku do czwartku.(PAP)

Legia krok od tytułu, jeden gol w środę

Piłkarze Legii Warszawa zremisowali w Białymstoku z Jagiellonią 0:0, ale i tak umocnili się na prowadzeniu ekstraklasy i są o krok od mistrzostwa Polski. W 32. kolejce porażkę poniósł bowiem wicelider Piast Gliwice, z którym - po również bezbramkowym remisie - zrównał się punktami Lech Poznań.

We wszystkich trzech środowych spotkaniach, w których grała tylko tzw. grupa mistrzowska, padła zaledwie jedna bramka. Zdobył ją z rzutu karnego Portugalczyk Flavio Paixao, dzięki czemu Lechia Gdańsk pokonała u siebie broniącego tytułu Piasta 1:0.

"Mogę powiedzieć, że to zaczarowany stadion. Brak skuteczności to na pewno problem, który pojawił się w ostatnich dwóch, trzech meczach i nad tym musimy pracować, bo jeżeli nie będziemy strzelać goli, to jakiś błąd zawsze się może przytrafić" - skomentował szkoleniowiec gości Waldemar Fornalik.

Była to piąta konfrontacja tych zespołów w tym sezonie i po raz piąty, licząc mecz o Superpuchar i spotkanie w krajowym pucharze, triumfował zespół z Trójmiasta.

Piast wciąż ma 53 punkty i traci już 11 do prowadzącej Legii. Warszawski zespół, dotknięty plagą kontuzji, w środę nie zachwycił, ale z Białegostoku nie wraca z pustymi rękami.

Rozpoczęło się jednak od złej wiadomości dla lidera. Na przedmeczowej rozgrzewce urazu doznał Czech Tomas Pekhart. To kolejny ofensywny zawodnik, który nie mógł tego dnia wystąpić - niedostępni przez co najmniej kilka tygodni będą Gwinejczyk Jose Kante i Francuz Vamara Sanogo. Być może to właśnie to wpłynęło na niemoc strzelecką Legii.

Goli nie było również w Poznaniu, gdzie Lech zremisował z Pogonią Szczecin. Gospodarze stracili pierwsze punkty po serii trzech zwycięstw. Obecnie, podobnie jak Piast, mają 53 "oczka".

W czwartek do walki o podium może dołączyć czwarty obecnie Śląsk Wrocław. Tego dnia, na zakończenie 32. serii spotkań, podejmie Cracovię i, jeśli wygra, będzie miał 52 pkt.

Za nim sklasyfikowane są Lechia - 49 pkt, Jagiellonia - 48, Cracovia i Pogoń - po 46.

Legia w sobotę podejmie Piast i w przypadku zwycięstwa może się cieszyć z tytułu... w niedzielę. To zależeć będzie jednak od zaplanowanego na ten dzień pojedynku Śląska z Lechem.

We wtorek został wyłoniony pierwszy spadkowicz. Ostatni w tabeli ŁKS Łódź przegrał u siebie z Górnikiem Zabrze i stracił nawet matematyczną szansę na awans na ostatnie "bezpieczne", czyli 14. miejsce.

Coraz trudniejsza jest też sytuacja Korony, która uległa w Kielcach Rakowowi Częstochowa 0:1 i do lokaty oznaczającej utrzymanie traci osiem punktów.

ŁKS wraca zatem do pierwszej ligi po zaledwie roku gry w najwyższej klasie. Górnik jest dziewiąty, a mający tyle samo punktów Raków - dziesiąty.

W pozostałych spotkaniach tego dnia Arka Gdynia pokonała KGHM Zagłębie Lubin 3:2, a Wisła Kraków - Wisłę Płock 1:0.(PAP)

50 lat temu Pele zdobył trzeci tytuł mistrza świata, pierwszy w „kolorze”

W niedzielę minie 50 lat od trzeciego tytułu mistrza świata zdobytego przez Pelego i brazylijską reprezentację. Piłkarski mundial w 1970 roku w Meksyku był pierwszym w „kolorowej” telewizji. Turniej obfitował w gole – średnio prawie trzy na mecz, ale w Polsce nie było transmisji.

W rozegranym 21 czerwca finale Brazylia pokonała Włochy 4:1, a worek z bramkami „rozwiązał” Pele. Za kilka miesięcy obchodził 30. urodziny. Wcześniej triumfował z „Canarinhos” w MŚ w 1958 i 1962 roku.

„Byłem wtedy na szczycie. Mieliśmy fantastyczny zespół i wszyscy spodziewali się, że wygramy w Meksyku” – przyznał w jednym z wywiadów Pele. Partnerujący mu w słynnym zespole sprzed pół wieku Tostao nie ma wątpliwości: „Chciał zakończyć międzynarodową karierę indywidualnym i drużynowym triumfem, aby nikt nie miał wątpliwości, że rzeczywiście był najlepszym piłkarzem wszechczasów”.

W fazie grupowej Brazylia wygrała z Czechosłowacją 4:1, Anglią 1:0 i Rumunią 3:2. Wszystkie ćwierćfinały rozgrywane były w południe 14 czerwca. Interesy coraz potężniejszych stacji telewizyjnych i ich odbiorców sprawiły, że niektóre mecze meksykańskiego mundialu zaczynano tak wcześnie, że nie służyło to wielu europejskim piłkarzom, zmuszonym do gry w ogromnym upale i na dużej wysokości. Ten sam problem powtórzył się później w 1986 roku.

Brazylia pokonała Peru 4:2, a autor jednego z trafień dla przegranych Teofilo Cubillas stwierdził: „Nawet gdybyśmy zdobyli wtedy cztery gole, to Brazylia strzeliłaby osiem”.

W półfinale „Canarinhos” zwyciężyli Urugwaj 3:1, a w finale spotkali się z ekipą Italii, która była po wyczerpującym meczu z RFN (4:3 po dogrywce).

Decydujące spotkanie rozegrano na stadionie Azteków w stolicy Meksyku – na wysokości 2200 metrów nad poziomem morza - w obecności ponad 100 tysięcy kibiców. Brazylijczycy zafundowali całemu światu pokaz futbolu, a jako pierwszy do siatki Włochów trafił Pele. Wyrównał Roberto Boninsegna, ale w drugiej połowie mistrzostwo południowoamerykańskiej reprezentacji dali Gerson, Jairzinho i Carlos Alberto.

„Przed meczem powiedziałem sobie, że Pele jest stworzony z kości i skóry, jak wszyscy inni. Myliłem się” – przyznał włoski obrońca Tarcisio Burgnich.

Z kolei Roberto Rivelino, jeden z kluczowych graczy Selecao z 1970 roku, wspominał: „Zasłużyliśmy na takie zakończenie, a nasza drużyna jest nadal uważana za najlepszą w historii”.

Media przez lata podkreślały, że Brazylia, najbardziej widowiskowo grająca drużyna, z jej wspaniałą linią ataku - Jairzinho, Tostao, Pele, Rivelino - przeszła turniej jak burza i sięgnęła po tytuł. Kapitan Carlos Alberto odebrał trofeum - Puchar Rimeta, który stał się własnością Brazylijczyków, bowiem wygrali mistrzostwa po raz trzeci. Pele, jak zwykle we łzach, był zniesiony z boiska na ramionach kolegów. Finał był jego pożegnaniem z mundialem.(PAP)

Imponujące statystyki Lewandowskiego

W dotychczasowych 462 występach w barwach Borussii Dortmund i Bayernu Monachium Robert Lewandowski zdobył 338 bramek. Licząc wyłącznie spotkania piłkarskiej ekstraklasy Niemiec Polak może pochwalić się 236 golami w 321 meczach.

W sobotę w ostatniej kolejce obecnego sezonu Bayern pokonał na wyjeździe VfL Wolfsburg 4:0, a Lewandowski trafił na 3:0 z rzutu karnego. Bawarczycy mieli już wcześniej zapewniony ósmy z rzędu tytuł mistrzowski.

W Niemczech kapitan reprezentacji Polski występuje od 10 sezonów - zaczął od dwóch tytułów z Borussią Dortmund, później dwukrotnie był z tym zespołem drugi, a z Bayernem, gdzie przeniósł się w 2014 roku, za każdym razem triumfował w ligowej rywalizacji.

"Lewy" jest w gronie dziewięciu piłkarzy, którzy mogą się pochwalić ośmioma tytułami mistrza Niemiec. Po dziewięć mają jego były kolega z Bayernu - Francuz Franck Ribery oraz dwaj obecni - Thomas Mueller i Austriak David Alaba.

Rozegrał dotychczas 321 meczów ligowych, w których zdobył 236 goli, co daje mu trzecią pozycję w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Przed nim są tylko Klaus Fischer - 268 i legendarny Gerd Mueller - 365.

Pięć tytułów króla strzelców Bundesligi to też niecodzienne dokonanie. Rekordzistą pod tym względem jest także Gerd Mueller, który najskuteczniejszy w lidze był siedmiokrotnie.

Trzykrotnie drużyny Lewandowskiego sięgnęły po Puchar Niemiec, a 4 lipca Polak stanie przed szansą wywalczenia tego trofeum po raz czwarty, gdyż tego dnia Bayern w finale edycji 2019/20 zmierzy się z Bayerem Leverkusen.

Łącznie w barwach niemieckich klubów wystąpił w 462 spotkaniach, w których uzyskał 338 goli, co daje średnią powyżej 0,73 trafienia na mecz.

10 lat Roberta Lewandowskiego w klubach niemieckich w liczbach:

 462 - wszystkie występy w niemieckich klubach

 338 - bramki łącznie

 321 - mecze ligowe

 236 - gole w Bundeslidze

  86 - występy w Lidze Mistrzów

  64 - bramki w Lidze Mistrzów

  47 - spotkania w Pucharze Niemiec (47 żółtych kartek)

  37 - gole w Pucharze Niemiec

  34 - rekord goli ligowych w jednym sezonie (2019/20)

  28 - żółte kartki w Bundeslidze

  27 - trafienia z rzutów karnych

  10 - sezony w Borussii Dortmund i Bayernie Monachium

   9 - numer na koszulce

   8 - tytuły mistrzowskie

   5 - tytułów króla strzelców

   4 - Superpuchary Niemiec

   3 - triumfy w Pucharze Niemiec

   2 - najniższa lokata w lidze

   1 - czerwone kartki łącznie, gole w Lidze Europy

(PAP)

Imponujące statystyki Lewandowskiego

Lider światowego rankingu tenisistów Novak Djokovic zakażony koronawirusem

Lider światowego rankingu tenisistów Novak Djokovic poinformował, że miał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Serb zorganizował cykl turniejów pokazowych, podczas którego wcześniej wykryto zakażenie m.in. u trzech innych zawodników.

"Zaraz po powrocie do Belgradu zostaliśmy przebadani. Mój test dał wynik pozytywny, ale u Jeleny (jego żony - PAP) i naszych dzieci był negatywny" - zaznaczył we wtorkowym oświadczeniu Djokovic.

Jak dodał, nie ma żadnych objawów choroby.

W związku z przerwą w oficjalnej rywalizacji międzynarodowej zorganizował on cykl Adria Tour na Bałkanach. Najpierw tenisiści zaprezentowali się w Belgradzie, a następnie przenieśli do Zadaru. W miniony weekend, podczas tej drugiej imprezy, potwierdzono wcześniej zakażenie u Bułgara Grigora Dimitrowa, Chorwata Borny Corica i Serba Viktora Troickiego. Podobnie u szkoleniowca Dimitrowa - Kristijana Groha oraz trenera przygotowania fizycznego Djokovica – Marko Panikiego. Wśród uczestników był też m.in. Niemiec Alexander Zverev, ale jego test dał wynik negatywny.

"Jest mi ogromnie przykro z powodu każdego pojedynczego przypadku zakażenia. Mam nadzieję, że nie skomplikuje to niczyjej sytuacji zdrowotnej i że wszyscy wyzdrowieją. Pozostanę w izolacji przez kolejne 14 dni, a w ciągu pięciu dni powtórzę test" - przyznał zwycięzca 17 turniejów wielkoszlemowych.

Media, opisując Adria Tour, zwracały uwagę, że tenisiści nie przestrzegali zasady zachowania dystansu społecznego, a na trybunach było pełno kibiców. Zawodnicy podawali sobie ręce, ściskali się, grali w koszykówkę, pozowali do zdjęć i razem brali udział w konferencjach prasowych. Lider rankingu wieczorami w Belgradzie organizował uczestnikom cyklu wyjścia do klubów. W sieci pojawiły się zdjęcia i filmy, na których widać jak tańczą bez koszulek. Zarówno Serbia, jak i Chorwacja wcześniej już złagodziły obostrzenia wprowadzone w związku z pandemią, więc tenisiści nie złamali zasad, ale prasa krytykowała Serba za brak ostrożności.

33-letni gracz z Belgradu bronił się we wtorek, że idea stojąca za organizacją Adria Tour była szlachetna i chciał w ten sposób zebrać pieniądze dla tenisistów, którzy z powodu koronawirusa znaleźli się w trudnej sytuacji.

"Wszystko, co zrobiliśmy przez ostatni miesiąc, zrobiliśmy z czystym sercem i najlepszymi intencjami. Nasze turnieje miały jednoczyć i przekazać przesłanie dotyczące solidarności i współczucia dla tego regionu. Cykl został zorganizowany, by pomóc wkraczającym w świat tenisa zawodnikom z południowo-wschodniej Europy w uzyskaniu dostępu do tego sportu na poziomie wyczynowym, gdy różne rozgrywki są wstrzymane z powodu pandemii" - zapewniał szef Rady Zawodników ATP.

Dalsza rywalizacja w Adria Tour została odwołana. Tenisiści mieli jeszcze zaprezentować się w Bośni i Hercegowinie - w dniach 3-4 lipca w mieście Banja Luka, a dzień później Djokovic miał rozegrać pokazowy mecz w Sarajewie z reprezentantem gospodarzy Damirem Dzumhurem.

"Jesteśmy ogromnie rozczarowani, że musimy odwołać te imprezy. Nie mogliśmy się doczekać podjęcia kibiców w tych dwóch miastach, by obejrzeli Novaka i innych czołowych zawodników. Niestety, ostatnie wydarzenia sprawiły, że szybkie wyzdrowienie wszystkich jest naszym priorytetem" - zaznaczył Djordje Djokovic, brat lidera listy ATP, który był dyrektorem opisywanego cyklu.

Jeszcze przed informacją o zakażeniu utytułowanego Serba na temat przebiegu Adria Tour wypowiedział się m.in. Andy Murray.

"Zawsze miałem dobre relacje z Novakiem, ale patrząc na to, co się wydarzyło, uważam, że nie stawia to w dobrym świetle tenisa. Czołowi sportowcy świata powinni pokazywać, że poważnie traktują obecną sytuację i pamiętać o zasadzie zachowania dystansu. Mam nadzieję, że wyciągniemy z tego wnioski, bo rywalizacja w cyklu ATP nie wróci, jeśli co tydzień będą kłopoty i zawodnicy będą robili to, na co mają ochotę" - podsumował Brytyjczyk w rozmowie z dziennikiem "The Times".

Djokovic zwrócił na siebie uwagę jeszcze wcześniej, gdy zaznaczył, że jest przeciwny wprowadzeniu obowiązku szczepienia na koronawirusa, by móc zagrać w turniejach. Po krytyce, jaka za to na niego spadła, zaznaczył, że nie wyklucza, iż jeszcze zmieni zdanie na ten temat. (PAP)

Neymar przegrał spór sądowy z Barceloną i musi zapłacić 6,7 mln euro

Piłkarz Paris Saint-Germain Neymar przegrał w sądzie spór z Barceloną, który dotyczył niezapłaconego bonusu - poinformowała "Duma Katalonii". Brazylijski skrzydłowy zaś sam musi zapłacić swojemu byłemu klubowi 6,7 miliona euro.

Neymar był zawodnikiem Barcelony w latach 2013–17. Cztery lata temu przedłużył z klubem umowę, która gwarantowała mu premię w wysokości 63 mln euro. Bonus miał był wypłacony w dwóch częściach - jedną przekazano mu od razu, a drugą miał dostać w kolejnym roku. Przed tym terminem Brazylijczyk przeszedł jednak do PSG za rekordowe 222 mln euro. "Barca" drugiej raty już nie przelała, a piłkarz w hiszpańskim sądzie domagał się w związku z tym 43,6 mln euro.

"Wyrok w pełni oddalił roszczenia zawodnika i zaakceptował w znacznej części obronę przedstawioną przez Barcelonę, w wyniku czego piłkarz musi zwrócić klubowi 6,7 miliona euro" - podano w piątkowym komunikacie.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny i Neymar może się od niego odwołać.

Mimo toczącego się już od dłuższego czasu sporu w sądzie, w mediach pojawiały się informacje, że Barcelona w ubiegłym roku starała się ponownie pozyskać 28-letniego gracza. Do transferu nie doszło, a dyrektor sportowy PSG Leonardo zaznaczył, że "Duma Katalonii" nie była w stanie spełnić oczekiwań finansowych reprezentowanego przez niego klubu.

W niedzielę gazeta "L'Equipe" podała, że po trzech miesiącach spędzonych w ojczyźnie Neymar wrócił prywatnym samolotem do Paryża, aby od 22 czerwca wznowić treningi w klubie. Ostatni sezon francuskiej ekstraklasy został przedwcześnie zakończony, a mistrzem uznano właśnie prowadzącą w tabeli ekipę PSG. Drużyna ta ma jeszcze w sierpniu dokończyć rywalizację w Lidze Mistrzów, w której dotarła do ćwierćfinału. (PAP)

an/ krys/

Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.