Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Sport

All Stories

Hamilton wygrał GP Toskanii na torze Mugello

Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał wyścig Formuły 1 o Grand Prix Toskanii na torze Mugello. Broniący tytułu sześciokrotny mistrz świata odniósł 90. zwycięstwo w karierze, a szóste w sezonie. Rywalizacja była trzykrotnie przerywana z powodu kraks.

Drugie miejsce ze stratą 4,880 s zajął Fin Valtteri Bottas z Mercedesa, a trzecie Alexander Albon z Red Bulla - strata 8,064. Pochodzący z Wielkiej Brytanii, a reprezentujący Tajlandię kierowca po raz pierwszy stanął na podium.

Hamiltonowi do wyrównania rekordu Niemca Michaela Schumachera, który w karierze wygrał 91 wyścigów, brakuje jeszcze tylko jednego triumfu. Brytyjczyk zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji MŚ kierowców w tym sezonie.

Przed wyścigiem słychać było głosy, że tor Mugello, choć spełnia wymogi FIA, nie jest do końca przystosowany do Formuły 1. Dotychczas odbywała się na nim rywalizacja w innych, łatwiejszych seriach wyścigowych, startują na nim także regularnie motocykliści. Ale F1 zawitała tam dotychczas tylko podczas testów.

Te obawy spełniły się już zaraz po starcie, gdy na drugim zakręcie doszło do poważnej kraksy z udziałem Holendra Maxa Verstappena z Red Bulla i Hiszpana Carlosa Sainza Jr. z McLarena. Powodem zamieszania na torze był Verstappen. Przez problemy z silnikiem opóźnił start, inni zaczęli go wyprzedzać i zrobił się bałagan. Chwilę później jazdę zakończył także Pierre Gasly z Alpha Tauri. Na torze pojawił się safety car, który wstrzymał rywalizację. Kierowcy karnie przejechali za nim sześć okrążeń, w tym czasie służby techniczne posprzątały tor.

Krótko po zakończeniu neutralizacji doszło do kolejnej kolizji. Zderzyli się Sainz, Kevin Magnussen, Antonio Giovinazzi i Nicholas Latifi. Z rozbitych samochodów posypały się fragmenty karoserii i zawieszeń, powstało ogromne zagrożenie bezpieczeństwa. Miał w tym udział też Bottas, który na starcie wyprzedził Hamiltona, a chwilę później zaczął przed zakrętem hamować. Tak się zakończyła próba dyktowania przez Fina tempa. Czwórka pechowców zwyczajnie się zagapiła i wjechała w samochody, które były przed nimi.

"Czy oni chcą nas zabić?" - krzyczał przez radio Francuz Romain Grosjean, któremu udało się uniknąć zderzenia z rozbitymi samochodami.

Po czerwonej fladze i neutralizacji kierowcy w pit stopie przez ponad 10 minut oczekiwali na posprzątanie toru. Gdy był gotowy, po raz drugi tego dnia ustawili się na polach startowych. Tym razem Hamilton nie dał się zaskoczyć Bottasowi, objął prowadzenie i szybko uzyskał nad partnerem z zespołu dwie, trzy sekundy przewagi. W wyścigu jechało już tylko 13 kierowców, siedmiu odpadło w dwóch pierwszych kraksach.

Jednak po drugim starcie również nie było spokojnie. Na 44. okrążeniu z toru wypadł Kanadyjczyk Lance Stroll z Racing Point. Gdy doszło do kraksy jechał na czwartej pozycji i mógł walczyć o podium. Bolid został poważnie zdemolowany, a gdy służby techniczne próbowały przenieść go podnośnikiem w bezpieczne miejsce nawet się zapalił. Wyścig ponownie przerwano, pojawiła się czerwona flaga zapowiadająca kolejny restart. Jak się później okazało, powodem wypadku Kanadyjczyka była przebita opona.

Po wznowieniu wyścigu na torze było już tylko 12 kierowców. Prowadził Hamilton, za nim przez moment jechał Daniel Ricciardo z Renault, trzeci był Bottas. Fin jednak szybko wyprzedził Australijczyka i obaj kierowcy Mercedesa spokojnie jechali do mety. Spokój Ricciardo zmącił jednak Albon, który pięć okrążeń przed metą zaatakował, wyprzedził go i jako trzeci minął "kreskę".

Walkę o podium przegrał także Monakijczyk Charles Leclerc z Ferrari, który miał problemy z oponami i dwa razy meldował się w serwisie. Ale i tak wywalczył ósme miejsce, gdy jego partner Niemiec Sebastian Vettel był 10. po tym, jak otrzymał pięciosekundową karę. Kierowcy Ferrari po raz 1000. uczestniczyli w wyścigu F1 i zapewne liczyli na lepszy wynik w ojczyźnie teamu.

Poprzednio czerwona flaga przerywająca wyścig dwukrotnie została użyta w 2016 roku podczas GP Brazylii. Niedzielne zmagania na debiutującym w F1 torze w Mugello koło Florencji ukończyło tylko 12 kierowców.

"To było jak trzy wyścigi w ciągu jednego dnia. Coś niesamowitego. Jestem wyczerpany, a moje serce wciąż łomocze" - przyznał kilkanaście minut po zakończeniu rywalizacji Hamilton.

Brytyjczyk zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji MŚ. Ma już 190 punktów, a drugi Bottas. Dorobek trzeciego Verstappena to 110.

Kolejny w kalendarzu jest wyścig w Soczi zaplanowany na 26 września.(PAP)

 

foto : twitter / MugelloCircuit

Hamilton wygrał GP Toskanii na torze Mugello

Testy szczepionki AstraZeneca na Covid-19 mogą być wznowione

Testy szczepionki przeciw Covid-19 stworzonej przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego i koncern farmaceutyczny AstraZeneca, które w tym tygodniu wstrzymano ze względu na możliwy efekt uboczny, mogą zostać wznowione - poinformowano w sobotę.

We wtorek AstraZeneca poinformowała, że testy zostały wstrzymane do czasu wyjaśnienia, czy zgłoszony efekt uboczny był związany ze szczepionką. Ani AstraZeneca, ani Uniwersytet Oksfordzki nie ujawniły informacji o chorobie pacjenta ze względu na poufność, ale dziennik "The New York Times" podał, że u brytyjskiego wolontariusza biorącego udział w testach zdiagnozowano poprzeczne zapalenie rdzenia kręgowego, zespół zapalny, który wpływa na rdzeń kręgowy i może być spowodowany infekcjami wirusowymi.

W sobotę AstraZeneca i Uniwersytet w Oxfordzie poinformowały, że zarówno niezależna komisja ds. bezpieczeństwa, jak i brytyjski urząd ds. regulacji leków i produktów zdrowotnych (MHRA) wydały opinię, że testy nad szczepionką mogą zostać wznowione.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła w środę projekt szczepionki AstraZeneca jako jeden z najbardziej obiecujących na świecie spośród 35, które są już w fazie badań na ludziach. Jak mówił w czwartek dyrektor generalny firmy Pascal Soriot, w zależności od tego, kiedy testy zostaną wznowione, szczepionka może być gotowa jeszcze w tym roku, albo na początku przyszłego. (PAP)

 

foto : twitter / NaomiOsaka

Testy szczepionki AstraZeneca na Covid-19 mogą być wznowione

Piłkarska LN - Bośnia i Hercegowina - Polska 1:2

Polska pokonała w Zenicy Bośnię i Hercegowinę 2:1 (1:1) w meczu piłkarskiej Ligi Narodów, odnosząc pierwsze zwycięstwo w historii tych rozgrywek. Bramki dla biało-czerwonych zdobyli Kamil Glik i Kamil Grosicki, dla których to było 75. spotkanie w kadrze narodowej.

Bośnia i Hercegowina - Polska 1:2 (1:1).

Bramki: dla Bośni i Hercegowiny - Haris Hajradinovic (24-karny); dla Polski - Kamil Glik (45-głową), Kamil Grosicki (67-głową).

Żółte kartki: Bośnia i Hercegowina - Amir Hadziahmetovic; Polska - Jan Bednarek, Arkadiusz Milik.

Sędzia: Cuneyt Cakir (Turcja).

Mecz bez udziału publiczności.

Bośnia i Hercegowina: Asmir Begovic - Zoran Kvrzic, Ermin Bicakcic, Sinisa Sanicanin, Eldar Civic (82. Deni Milosevic) - Muhamed Besic (60. Edin Dżeko), Amir Hadziahmetovic, Haris Hajradinovic - Armin Hodzic, Elvir Koljic, Amer Gojak (46. Edin Visca).

Polska: Łukasz Fabiański - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Kamil Glik, Maciej Rybus - Kamil Jóźwiak, Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak (68. Mateusz Klich), Piotr Zieliński (85. Karol Linetty), Kamil Grosicki (80. Sebastian Szymański) - Arkadiusz Milik.

Biało-czerwoni we wrześniowych meczach musieli sobie radzić bez Roberta Lewandowskiego, który po triumfie z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów odpoczywał przed nowym sezonem.

Po przegranym 0:1 piątkowym spotkaniu w Amsterdamie z Holandią, pierwszym drużyny narodowej po 289 dniach, trener Jerzy Brzęczek zapowiedział zmiany w każdej formacji.

I rzeczywiście. Tym razem selekcjoner postawił na Łukasza Fabiańskiego, Macieja Rybusa, Jacka Góralskiego, Kamila Grosickiego i Arkadiusza Milika, którzy zastąpili w pierwszym składzie Wojciecha Szczęsnego, Bartosza Bereszyńskiego, Mateusza Klicha, Sebastiana Szymańskiego i Krzysztofa Piątka.

Bośniacy zremisowali na inaugurację na wyjeździe z Włochami 1:1.

Ich trener Dusan Bajevic również dokonał przed meczem z Polską zmian w podstawowym składzie. Od pierwszych minut nie zagrali m.in. strzelec gola z Włochami Edin Dżeko (wszedł w poniedziałek po godzine gry), lekko kontuzjowany Sead Kolasinac czy Edin Visca. Ten ostatni, czołowy piłkarz mistrza Turcji Istanbul Basaksehir, zagrał od początku drugiej połowy.

W kadrze Bośniaków w ogóle nie było powołanego wcześniej pomocnika Miralema Pjanica, który latem Juventus Turyn zamienił na Barcelonę. Ponad dwa tygodnie temu miał pozytywny wynik na koronawirusa.

Przez pierwsze pół godziny nie było widać, że Bośniacy rozpoczęli w częściowo rezerwowym składzie. Polacy grali dość wolno. Na dodatek po faulu Jana Bednarka doświadczony turecki arbiter Cuneyt Cakir podyktował rzut karny, wykorzystany w 24. minucie przez Harisa Hajradinovica, rozgrywającego drugi mecz w kadrze.

Dopiero w ostatnim kwadransie tej części podopieczni Brzęczka pokazali się ze znacznie lepszej strony. Kilka razy zagrozili bramce rywali, m.in. Kamil Grosicki i Arkadiusz Milik, aż wreszcie w 45. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kamil Glik, pełniący pod nieobecność Lewandowskiego funkcję kapitana, popisał się celnym uderzeniem głową.

Dla Glika to 75. mecz w reprezentacji, podobnie jak dla Grosickiego. Natomiast Grzegorz Krychowiak zaliczył 71. występ. W poniedziałek nowy obrońca Benevento Calcio strzelił szóstego gola w kadrze narodowej.

W drugiej połowie, choć na boisku pojawili się wspomniani Visca, a później Dżeko, wciąż groźniejsi byli Polacy, z bardzo aktywnym w drugiej linii Góralskim.

W 67. minucie biało-czerwoni wyszli na prowadzenie. Po dokładnym dośrodkowaniu z lewej strony Macieja Rybusa obrońców rywali ubiegł Grosicki i zdobył głową swoją 14. bramkę w reprezentacji.

Dwadzieścia minut później Rybus znów dośrodkował z lewej strony, tym razem głową próbował wprowadzony krótko wcześniej Mateusz Klich, ale trafił wprost w bramkarza.

Bośniacy też mieli swoje okazje, aktywni w ofensywie byli Visca i Dżeko, jednak Fabiański nie był zmuszony do szczególnie trudnych interwencji.

Biało-czerwoni odnieśli pierwsze zwycięstwo w historii występów w Lidze Narodów. W poprzedniej edycji zajęli ostatnie miejsce w grupie, ale dzięki poszerzeniu najwyższej dywizji utrzymali się w niej.

Natomiast z Bośniakami zmierzyli się po raz czwarty i nigdy jeszcze nie przegrali (dwa zwycięstwa i dwa remisy). Poprzednie trzy mecze obu drużyn odbyły się w Turcji, zawsze w grudniu i poza oficjalnymi terminami FIFA, co miało przełożenie na dalekie od optymalnych składy obu ekip.

Polacy mogą zmierzyć się z Bośniakami również w przełożonych z powodu pandemii na 2021 rok mistrzostwach Europy, ale warunkiem jest, aby zespół z Bałkanów wygrał baraże. (PAP)

 

 

foto : twitter / LaczyNasPilka

Piłkarska LN - Bośnia i Hercegowina - Polska 1:2

Koniec najdłuższej przerwy piłkarskiej reprezentacji Polski od prawie 70 lat

Dokładnie 289 dni, czyli dziewięć i pół miesiąca – tak długą przerwę miała piłkarska reprezentacji Polski, co nie zdarzyło się od prawie 70 lat. W piątek biało-czerwoni rozegrają pierwszy mecz w tym roku, na wyjeździe z Holandią w Lidze Narodów.

Poprzednie spotkanie podopieczni Jerzego Brzęczka zagrali 19 listopada 2019 roku, gdy na zakończenie eliminacji mistrzostw Europy pokonali na PGE Narodowym w Warszawie Słowenię 3:2.

Kadra awansowała na Euro, ale z powodu pandemii koronawirusa turniej przełożono o rok, a futbol na świecie niemal całkowicie stanął. Anulowane były m.in. kolejne terminy na mecze międzypaństwowe.

W przypadku biało-czerwonych oznaczało to przełożenie marcowych spotkań u siebie z Finlandią i Ukrainą, a także czerwcowych z Islandią i Rosją.

W tej sytuacji po raz pierwszy w 2020 roku kadra Brzęczka zagra 4 września w Amsterdamie - na inaugurację swoich zmagań w drugiej edycji Ligi Narodów. Trzy dni później biało-czerwoni spotkają się w Zenicy z Bośnią i Hercegowiną. Oprócz tych drużyn w grupie 1 najwyższej dywizji LN są też Włochy.

Kibice musieli więc czekać na powrót kadry aż dziewięć i pół miesiąca, choć oni na razie i tak nie będą mogli wejść na trybuny w meczach pod egidą UEFA.

"Mam nadzieję, że najbliższe spotkania będą dla nas owocne sportowo. I że będziemy mogli rozegrać również następne - w terminach październikowych i listopadowych. Czy tak długa przerwa wpłynie na poziom najbliższych meczów? Według mnie to może mieć delikatny wpływ. Ale warunki są jednakowe dla wszystkich. Najważniejszą kwestią będzie jak najszybsza adaptacja i powrót do tego, co było robione przed pandemią" - stwierdził trener Brzęczek.

W przeszłości najdłuższa przerwa w historii reprezentacji Polski i wielu innych krajów była oczywiście spowodowana II wojną światową. W przypadku biało-czerwonych trwała prawie osiem lat. Od 27 sierpnia 1939 roku (4:2 z Węgrami w Warszawie, trzy gole Ernesta Wilimowskiego) do 11 czerwca 1947 roku, gdy ulegli w Oslo Norwegii 1:3.

Już wcześniej, a także później zdarzały się dość długie przerwy, mające jednak inny przebieg niż obecnie. Przede wszystkim nie oznaczały całkowitego wstrzymania rywalizacji – kadra rozgrywała bowiem nieoficjalne spotkania.

Przykładem jest okres od 27 października 1928 roku (porażka 2:3 z Czechosłowacją w Pradze) do 28 września 1930 roku (wygrana 3:0 ze Szwecją w Sztokholmie). A także np. roczna przerwa od 27 maja 1951 (0:6 w Budapeszcie z Węgrami, ówczesną potęgą piłkarską) do 18 maja 1952 roku, gdy Polska uległa w Warszawie Bułgarii 0:1.

W obu przypadkach kadra narodowa grała jednak w tym czasie mecze uznawane za nieoficjalne. W czasie dwuletniej przerwy od jesieni 1928 do jesieni 1930 biało-czerwoni rywalizowali kilka razy z amatorskimi reprezentacjami Czechosłowacji, Austrii i Węgier, natomiast w 1952 roku - dwukrotnie z reprezentacją Moskwy.

Patrząc jednak na oficjalne statystyki reprezentacji Polski, długość obecnej przerwy można porównać właśnie z okresem 1951-52. Czyli prawie 70 lat temu...

Warto przy okazji odnotować, że biało-czerwoni rzadko grali oficjalne spotkania również w latach 1953-55. Natomiast ostatnia znacząca przerwa nastąpiła na przełomie lat 1981-82.

18 listopada 1981 roku Polacy przegrali u siebie towarzysko 2:3 z Hiszpanami w spotkaniu będącym pożegnaniem z reprezentacją Jana Tomaszewskiego.

Na kolejny oficjalny mecz trzeba było czekać aż do udanego mundialu w Hiszpanii (trzecie miejsce), gdy 14 czerwca 1982 roku drużyna prowadzona przez Antoniego Piechniczka zremisowała w pierwszym meczu grupowym z Włochami 0:0.

Prawie siedmiomiesięczna wówczas przerwa wynikała głównie z wprowadzenia w kraju stanu wojennego. To jednak nie znaczy, że ten czas był stracony dla kadry - grała kontrolne mecze z zespołami klubowymi, miała również długie zgrupowania. Stworzono jej możliwie jak najlepsze warunki w tamtejszych trudnych realiach.

Wtedy reprezentacja Polski była w nieco gorszej sytuacji od innych uczestników MŚ 1982. Obecnie właściwie każda drużyna narodowa w Europie i na innych kontynentach miała taki sam problem.

"Wszyscy są w podobnej sytuacji, reprezentacje nie grały od dawna. To całkiem nowa rzeczywistość dla nas i dla trenera. Niestety, nastały takie niespokojne czasy i musieliśmy się do tego przyzwyczaić. Miejmy nadzieję, że w październiku i listopadzie spotkamy się zgodnie z planem" - podkreślił obrońca reprezentacji Polski Kamil Glik.

Jeżeli wszystko odbędzie się zgodnie z planem, biało-czerwonych czeka intensywna jesień.

Po wrześniowych meczach w LN, w październiku rozegrają trzy spotkania u siebie - towarzyskie z Finlandią w Gdańsku oraz dwa w Lidze Narodów - z Włochami (również w Gdańsku) i z Bośniakami we Wrocławiu.

Podobny "trójmecz" będzie w listopadzie, gdy kadrę czeka towarzyska konfrontacja z Ukrainą na Stadionie Śląskim, następnie rewanż z Italią w Lidze Narodów w Rzymie, a na zakończenie zmagań w tych rozgrywkach potyczka, ponownie w Chorzowie, z Holandią.

Biało-czerwoni w pierwszej edycji Ligi Narodów (2018/19) spadli z Dywizji A, jednak dzięki reformie rozgrywek i poszerzeniu najwyższej dywizji z 12 do 16 drużyn utrzymali się w niej, podobnie jak Niemcy, Chorwacja oraz Islandia.

Terminarz jesiennych meczów piłkarskiej reprezentacji Polski (wszystkie o godz. 20.45):

4 września

Amsterdam: Holandia - Polska (LN)

 

7 września

Zenica: Bośnia i Hercegowina - Polska (LN)

 

7 października

Gdańsk: Polska - Finlandia (towarzyski)

 

11 października

Gdańsk: Polska - Włochy (LN)

 

14 października

Wrocław: Polska - Bośnia i Hercegowina (LN)

 

11 listopada

Chorzów: Polska - Ukraina (towarzyski)

 

15 listopada

Rzym: Włochy - Polska (LN)

 

18 listopada

Chorzów: Polska - Holandia (LN)

Autor: Maciej Białek (PAP)

 

 

foto : twitter / PZPN

Koniec najdłuższej przerwy piłkarskiej reprezentacji Polski od prawie 70 lat

Bottas najszybszy na piątkowych treningach w Toskanii

Fin Valtteri Bottas (Mercedes) był najszybszy na obu piątkowych treningach przed niedzielnym wyścigiem Formuły 1 o Grand Prix Toskanii na torze Mugello.

W pierwszej sesji wyprzedził o 0,048 Holendera Maxa Verstappena (Red Bull) i 0,307 reprezentanta Monako Charles Leclerca (Ferrari).

Z kolei w drugim treningu za Bottasem uplasowali się, ze stratą 0,207 i 0,246, broniący tytułu jego partner z teamu Brytyjczyk Lewis Hamilton oraz Verstappen.

Natomiast Niemiec Sebastian Vettel, który po sezonie przenosi się z Ferrari do Aston Martin Racing (obecnie pod nazwą Racing Point) był 13. i 12.

W niedzielę po raz pierwszy w historii runda mistrzostw świata Formuły 1 zostanie rozegrana na fabrycznym torze zespołu Ferrari - Mugello położonym w pobliżu Florencji. Ekipa z Maranello będzie świętować swój tysięczny występ w tym cyklu wyścigowym.

W klasyfikacji generalnej MŚ prowadzi Hamilton - 164 pkt, przed: Bottasem 117 i Verstappenem - 110.(PAP)

 

foto : twitter / ValtteriBottas

 

Bottas najszybszy na piątkowych treningach w Toskanii

US Open - Djokovic zdyskwalifikowany za przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej

Lider światowego rankingu tenisistów Serb Novak Djokovic został zdyskwalifikowany za niezamierzone uderzenie piłką w sędzię liniową w trakcie meczu z Pablo Carreno Bustą w 1/8 finału wielkoszlemowego US Open. Spotkanie przerwano przy stanie 6:5 dla Hiszpana.

W 11. gemie Djokovic stracił podanie. Schodząc z kortu, by zmienić strony przed dalszą częścią pierwszego seta Serb - pozbywając się piłki - przypadkowo uderzył ją ze stosunkowo dużą siłą tak pechowo, że trafiła w pracującą przy meczu kobietę, która upadła na kolana i złapała się za szyję.

Zawodnik z Belgradu od razu przeprosił ją, a następnie wdał się w kilkuminutową rozmowę z oficjelami. Przekonywał, że nie zamierzał uderzyć kobiety, ale i tak - w oparciu o przepisy obowiązujące w Wielkim Szlemie - zapadła decyzja o wykluczeniu go z rywalizacji. Podszedł więc do zaskoczonego Carreno Busty i ogłoszono koniec pojedynku.

"Myślę, że to była właściwa decyzja. Nie celował w sędzię liniową, ale uderzył piłkę poza pole gry, a trzeba brać odpowiedzialność za swoje zachowanie" - skomentował dla Amazon Prime Brytyjczyk Tim Henman, który w podobnych okolicznościach został zdyskwalifikowany podczas Wimbledonu w 1995 roku.

Nastrój Djokovica już kilka minut wcześniej nie był najlepszy. Prowadząc 5:4, nie wykorzystał trzech okazji na przełamanie, a gdy gema tego wygrał Hiszpan, to odbił piłkę od banera reklamowego otaczającego kort. W drugiej akcji kolejnego, jak się okazało, ostatniego w tym spotkaniu, faworyt - próbując sięgnąć piłkę - potknął się i przewrócił, łapiąc się przy tym za lewe ramię. Rywalizacja została wówczas przerwana na kilka minut, gdy fizjoterapeuta sprawdzał rękę lidera listy ATP.

Zakończenie występu przez Serba oznacza, że w pozostałej w grze stawce w męskim singlu nie ma zawodnika, który wygrał już turniej wielkoszlemowy w tej konkurencji.

Pod nieobecność Szwajcara Rogera Federera i broniącego tytułu Hiszpana Rafaela Nadala Djokovic był głównym faworytem tegorocznej edycji US Open. Tuż przed rozpoczęciem tej imprezy triumfował w zawodach ATP rozgrywanych również w Nowym Jorku. Do niedzieli był on niepokonany od początku stycznia w oficjalnych pojedynkach. Jego bilans w tym sezonie, w którym rywalizacja została przerwana na pół roku z powodu pandemii koronawirusa, wynosił aż do teraz 26-0, a wliczając 2019 rok - 29-0. Lepszą serię pod tym względem zanotował tylko raz - występy w 2011 roku zaczął od triumfu w 41 meczach z rzędu.

Teraz miał walczyć o 18. triumf w Wielkim Szlemie. Na obiektach Flushing Meadows świętował sukces trzy razy - w 2011, 2015 i 2018 roku.

Rozstawiony z "20" Carreno Busta o półfinał zagra z Belgiem Davidem Goffin (7.) lub Kanadyjczykiem Denisem Shapovalovem (12.). (PAP)

 

 

foto : twitter / DjokerNole

US Open - Djokovic zdyskwalifikowany za przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej

Superpuchar UEFA - specjalne procedury po zamknięciu granic Węgier

Europejska Unia Piłkarska (UEFA) rozmawia ze stroną węgierską na temat specjalnych procedur, jakie miałyby obowiązywać przy okazji meczu o Superpuchar w Budapeszcie 24 września, po zakmnięciu przez ten kraj granic z powodu pandemii koronawirusa.

O Superpuchar UEFA zagrają zdobywcy najważniejszych trofeów klubowych na Starym Kontynencie - triumfatorzy Ligi Mistrzów (Bayern Monachium, w którym gra Robert Lewandowski) i Ligi Europy (Sevilla FC). Już wcześniej ustalono, że kibice będą mogli zająć do 30 proc. pojemności liczącego 67 215 miejsc stadionu Puskas Arena.

„UEFA ściśle współpracuje z węgierskim rządem i tamtejszym związkiem piłkarskim w celu wprowadzenia środków zapewniających bezpieczeństwo wszystkim obecnym na meczu. Omawiane są m.in. warunki wjazdu na Węgry zawodników, działaczy, partnerów, mediów i kibiców. UEFA nie podejmie ryzyka związanego z bezpieczeństwem ludzi, a dalsze szczegóły zostaną podane we właściwym czasie” - napisano w oświadczeniu.

Szef kancelarii premiera Gergely Gulyas poinformował w zeszłym tygodniu, że kibice będą mogli wjechać do kraju po dwóch negatywnych testach na obecność koronawirusa. Zostaną zabrani bezpośrednio na stadion, a potem z powrotem na lotnisko. Będzie im mierzona temperatura.(PAP)

 

foto : twitter / UEFA

Superpuchar UEFA - specjalne procedury po zamknięciu granic Węgier

Legia gra w Płocku, ciekawie we Wrocławiu

Broniąca tytułu Legia Warszawa zagra w piątek na wyjeździe z Wisłą Płock w trzeciej kolejce piłkarskiej ekstraklasy. Ciekawie powinno być w sobotę we Wrocławiu, gdzie wicelider Śląsk podejmie wicemistrza Lecha Poznań, pozostającego na razie bez zwycięstwa.

Ekstraklasowe drużyny wracają na boiska po przerwie na mecze reprezentacji w Lidze Narodów.

Trwająca prawie dwa tygodnie pauza zapewne przydała się Legii. Koniec sierpnia nie był bowiem udany dla warszawskiego zespołu. Najpierw podopieczni Aleksandara Vukovica odpadli w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów, przegrywając u siebie po dogrywce z Omonią Nikozja 0:2, a następnie ulegli na Łazienkowskiej w ekstraklasie Jagiellonii Białystok 1:2.

Szansą na rehabilitację będzie piątkowy mecz w Płocku z Wisłą o godz. 20.30. "Nafciarze" na razie mają na koncie dwa remisy. O ile jednak nie zachwycili na inaugurację z beniaminkiem Stalą Mielec, dość szczęśliwie remisując u siebie 1:1, o tyle w wyjazdowym meczu z Lechem (2:2) zaprezentowali się całkiem dobrze. W obu spotkaniach piłkarze z Płocka uratowali punkt w ostatnich minutach.

Trzecią kolejkę zainauguruje w piątek o godz. 18 mecz Jagiellonii, podbudowanej zwycięstwem nad Legią, z beniaminkiem Podbeskidziem Bielsko-Biała.

Po dwóch kolejkach PKO BB Ekstraklasy tylko trzy drużyny mają komplet punktów - Górnik Zabrze, Śląsk Wrocław i KGHM Zagłębie Lubin.

Każdy z tych zespołów zagra teraz z wymagającym rywalem. Szczególnie ciekawie powinno być w sobotni wieczór we Wrocławiu, gdzie Śląsk podejmie Lecha. Wprawdzie "Kolejorz" nie wygrał jeszcze ligowego meczu w tym sezonie, ale ma duży potencjał, kilku kadrowiczów w składzie i spore aspiracje.

Zabrzanie podejmą w niedzielę Lechię Gdańsk, natomiast drużynę z Lubina czeka w poniedziałek teoretycznie trudna przeprawa w Bełchatowie z występującym tam w roli gospodarza i prezentującym dobry futbol Rakowem Częstochowa.

Ciekawe, czy w trzeciej kolejce przełamie się wreszcie któryś z beniaminków. Na razie

Stal, Podbeskidzie i Warta Poznań pozostają bez ligowego zwycięstwa. Teraz znów może być im ciężko.

Mielczanie zmierzą się w sobotę na wyjeździe z triumfatorem Pucharu Polski Cracovią. "Pasy" rozpoczęły sezon z pięcioma ujemnymi punktami, odjętymi w ramach kary za czyny korupcyjne z sezonu 2003/04. Cztery z tych punktów Cracovia już odrobiła.

Warta występująca jako gospodarz w Grodzisku Wielkopolskim podejmie tego dnia trzecią drużynę poprzedniego sezonu i mistrza kraju 2019 - Piasta Gliwice. Natomiast Podbeskidzie czeka wspomniany daleki wyjazd na piątkowy mecz w Białymstoku.

Obecny sezon ekstraklasy jest pod kilkoma względami wyjątkowy. Po raz ostatni (o ile w przyszłości znów nie będzie reformy) występuje 16 drużyn. Od sezonu 2021/22 w rozgrywkach uczestniczyć będzie już 18. W związku z tym w maju 2021 roku spadnie tylko jeden zespół, a z pierwszej ligi awansują trzy.

Z uwagi na krótszy niż zwykle sezon odbędzie się tylko 30, a nie - jak dotychczas - 37 kolejek. Nie będzie fazy finałowej, z podziałem na grupy mistrzowską i spadkową.

Program 3. kolejki:

 

piątek, 11 września

Jagiellonia Białystok - Podbeskidzie Bielsko-Biała (18.00; sędzia Szymon Marciniak z Płocka)

Wisła Płock - Legia Warszawa (20.30; Krzysztof Jakubik z Siedlec)

 

sobota, 12 września

Cracovia Kraków - PGE FKS Stal Mielec (15.00; Tomasz Kwiatkowski z Warszawy)

Warta Poznań - Piast Gliwice (17.30; Jarosław Przybył z Kluczborka; mecz w Grodzisku Wlkp.)

Śląsk Wrocław - Lech Poznań (20.00; Piotr Lasyk z Bytomia)

 

niedziela, 13 września

Pogoń Szczecin - Wisła Kraków (15.00; Mariusz Złotek z Gorzyc)

Górnik Zabrze - Lechia Gdańsk (17.30; Daniel Stefański z Bydgoszczy)

 

poniedziałek, 14 września

Raków Częstochowa - KGHM Zagłębie Lubin (18.00; Paweł Gil z Lublina; mecz w Bełchatowie)

(PAP)

 

foto : twitter / _Ekstraklasa

Legia gra w Płocku, ciekawie we Wrocławiu

Piłkarska LN - Holandia - Polska 1:0

Polska przegrała w Amsterdamie z Holandią 0:1 (0:0) w inauguracyjnym występie w grupie 1. najwyższej dywizji piłkarskiej Ligi Narodów . Bramkę zdobył w 61. minucie Steven Bergwijn. To było pierwsze spotkanie kadry narodowej w 2020 roku.

Holandia - Polska 1:0 (0:0).

Bramka: Steven Bergwijn (61).

Żółte kartki: Holandia - Marten de Roon, Memphis Depay, Frenkie de Jong; Polska - Krzysztof Piątek, Mateusz Klich, Kamil Jóźwiak, Kamil Glik, Jan Bednarek.

Sędzia: Georgi Kabakow (Bułgaria). Mecz bez udziału publiczności.

Holandia: Jasper Cillessen - Hans Hateboer, Joel Veltman, Virgil van Dijk, Nathan Ake - Marten de Roon, Georginio Wijnaldum, Frenkie de Jong - Steven Bergwijn (74. Donny van de Beek), Memphis Depay, Quincy Promes (90. Luuk de Jong).

Polska: Wojciech Szczęsny - Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński - Sebastian Szymański, Mateusz Klich, Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński (77. Jakub Moder), Kamil Jóźwiak (71. Kamil Grosicki) - Krzysztof Piątek (63. Arkadiusz Milik).

Reprezentacja Polski wróciła do gry po 289 dniach przerwy. Poprzednie spotkanie biało-czerwoni zagrali 19 listopada 2019 roku, gdy na zakończenie eliminacji mistrzostw Europy pokonali w Warszawie Słowenię 3:2.

Kadra awansowała na Euro, ale z powodu pandemii koronawirusa turniej przełożono o rok, anulowano również wiele terminów na mecze międzypaństwowe.

"Czy tak długa przerwa wpłynie na poziom najbliższych meczów? Według mnie to może mieć delikatny wpływ. Ale warunki są jednakowe dla wszystkich" - mówił niedawno trener Jerzy Brzęczek, podkreślając, że jego piłkarze są na różnym etapie przygotowań. Jedni dopiero je zaczęli, a inni rozgrywają już mecze ligowe.

Biało-czerwoni wystąpili w Amsterdamie bez Roberta Lewandowskiego, który odpoczywa po udanym dla niego sezonie (m.in. triumf z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów). Kontuzje wyeliminowały natomiast Damiana Kądziora i Arkadiusza Recę.

Holendrzy też mieli swoje problemy kadrowe, zwłaszcza w defensywie. W piątek nie zagrali m.in. Stefan de Vrij, Matthijs de Ligt i Daley Blind.

Tymczasowym szkoleniowcem "Pomarańczowych" jest Dwight Lodeweges. Poprzedni selekcjoner Ronald Koeman został niedawno trenerem Barcelony.

W pierwszej połowie rzeczywiście było widać, że obie drużyny potrzebują czasu, aby wrócić do odpowiedniego rytmu. Na boisku działo się niewiele ciekawego.

Przewaga należała do Holendrów, ale pierwsi groźną akcję stworzyli Polacy. Rozgrywający dopiero drugi mecz w kadrze (a pierwszy w podstawowym składzie) Kamil Jóźwiak wypracował sobie niezłą okazję, ale strzelił lekko i niecelnie.

W odpowiedzi w 21. minucie przed szansą stanął Quincy Promes - minimalnie przestrzelił.

Jedenaście minut później składną akcję przeprowadzili biało-czerwoni. Po zagraniu Mateusza Klicha i dośrodkowaniu z prawej strony Tomasza Kędziory, bramkę mógł zdobyć Krzysztof Piątek, jednak jego strzał bez kłopotów obronił doświadczony Jasper Cillessen.

Później brakowało już tak składnych akcji biało-czerwonych.

Natomiast tuż przed przerwą mogło być 1:0 dla Holendrów, jednak Frenkie de Jong, jeden z wyróżniających się piłkarzy w tym meczu, trafił w słupek.

Druga część spotkania należała zdecydowanie do gospodarzy, którzy przez większość czasu mieli piłkę i kontrowali przebieg wydarzeń. W 61. minucie ich przewagę potwierdził Steven Bergwijn, trafiając do bliska po składnej akcji z udziałem kilku Holendrów.

Zawodnicy Brzęczka nie byli w stanie zagrozić bramce gospodarzy, nie licząc kilku rzutów rożnych w końcówce spotkania. Cillessen w drugiej połowie nie był prakycznie ani razu zmuszony do poważnej interwencji.

W 77. minucie na boisko wszedł Jakub Moder - dla 21-letniego pomocnika Lecha Poznań to był debiut w reprezentacji.

Pod nieobecność Lewandowskiego opaskę kapitana założył Kamil Glik, który - podobnie jak wprowadzony w 71. minucie Kamil Grosicki - rozegrał tego dnia 74. mecz w reprezentacji.

Z kolei Grzegorz Krychowiak wystąpił po raz 70. w zespole narodowym.

Po raz ostatni Polska wygrała z Holandią w 1979 roku. Łącznie w 16 meczach z tym rywalem odniosła trzy zwycięstwa, sześć razy zremisowała i siedmiokrotnie przegrała.

Kadra Brzęczka pozostanie jeszcze dwa dni w Amsterdamie, skąd uda się bezpośrednio do Bośni i Hercegowiny - zmierzy się z tym rywalem 7 września w Zenicy.

Na inaugurację Bośniacy zremisowali na wyjeździe z Włochami 1:1.

Polacy w pierwszej edycji LN (2018/19) spadli z Dywizji A, jednak dzięki reformie rozgrywek i poszerzeniu najwyższej dywizji z 12 do 16 drużyn utrzymali się w niej. (PAP)

 

foto : twitter / LaczyNasPilka

Piłkarska LN - Holandia - Polska 1:0

Robert Lewandowski triumfuje w plebiscycie "Kickera"

Robert Lewandowski zdecydowanie zwyciężył w plebiscycie "Kickera" na najlepszego piłkarza w Niemczech w sezonie 2019/20. Najlepszym trenerem został wybrany szkoleniowiec Bayernu Monachium Hansi Flick.

W głosowaniu w którym uczestniczyli dziennikarze sportowi i specjaliści zajmujący się futbolem, Lewandowski otrzymał 276 głosów i zdecydowanie wyprzedził dwóch innych zawodników Bayernu Thomasa Muellera (54 głosy) i Joshuę Kimmicha (49 głosów).

Lewandowski, król strzelców Bundesligi (34 bramki), najskuteczniejszy także w Lidze Mistrzów (15 bramek), przyznał, że jest bardzo dumny z tego wyróżnienia.

"Ciężko pracuję, gdyż moje oczekiwania są coraz wyższe. Z roku na rok staram się być jeszcze lepszym, chyba mi się to udaje" - powiedział kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski.

"Piłkarką Roku" została wybrana Dunka Pernille Harder z VfL Wolfsburg.

Czołówka plebiscytu "Kickera":

 

  1. Robert Lewandowski (Bayern Monachium) 276 pkt    
  2. Thomas Mueller (Bayern Monachium)               54     
  3. Joshua Kimmich (Bayern Monachium)               49     
  4. Kai Havertz (Bayer Leverkusen)               17     

    Timo Werner        (RB Lipsk/FC Chelsea)            17                        

  1. Erling Haaland (Borussia Dortmund)              14

(PAP)

 foto : twitter / lewy_official

Robert Lewandowski triumfuje w plebiscycie "Kickera"

De Bruyne wygrał kolejny plebiscyt

Kevin de Bruyne z Manchesteru City został uznany najlepszym zawodnikiem Premier League sezonu 2019/20 przez Stowarzyszenie Piłkarzy Zawodowych (PFA). Belg wygrał wcześniej plebiscyt kibiców, ekspertów i kapitanów drużyn.

"To dla mnie wielki zaszczyt zostać wybranym przez swoich kolegów i rywali z boiska" - oświadczył 29-letni De Bruyne, który w minionym sezonie zanotował 13 bramek i 20 asyst. Ten drugi wynik to wyrównanie rekordu Thierry'ego Henry z Arsenalu w sezonie 2002/03.

De Bruyne jest pierwszym piłkarzem Manchesteru City wśród zwycięzców plebiscytu PFA. Jego drużyna przegrała jednak aż o 18 punktów rywalizację o mistrzostwo Anglii z Liverpoolem.

W dwóch poprzednich sezonach, gdy ekipa City zdobyła tytuły mistrza kraju, zawodnikami sezonu PFA zostali... gracze Liverpoolu: Mohamed Salah w 2018 oraz Virgil van Dijk w 2019 roku. (PAP)

 

foto : twitter /  MCFC_LADS

 
 
De Bruyne wygrał kolejny plebiscyt

Maraton w Londynie - ponad 45 tys. osób zapisało się na wirtualny bieg

Ponad 45 tys. osób zapisało się na wirtualny maraton w Londynie. Impreza ma się odbyć 4 października, ale na ulicach stolicy Wielkiej Brytanii pojawią się tylko zaproszeni lekkoatleci. Pozostali mogą pobiec, rejestrując się w specjalnej aplikacji.

By zapisać się do wirtualnej rywalizacji trzeba było wpłacić 20 funtów. Uczestnicy dostają dostęp do specjalnej aplikacji, koszulkę, numer startowy oraz medal. Warunkiem jest pokonanie dystansu maratońskiego w dowolnym miejscu, ale w ciągu 24 godzin.

"Odpowiedź na naszą propozycję była niesamowita. Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania. Na całym świecie odbędą się biegi, dzięki zaangażowaniu naszej społeczności. To będzie największy wirtualny maraton, jaki kiedykolwiek będzie miał miejsce" - powiedział dyrektor imprezy Hugh Brasher.

Pandemia COVID-19 zmusiła organizatorów zbliżającego się maratonu londyńskiego do ograniczenia stawki uczestników. Wystartuje tylko elita maratończyków - 45 mężczyzn i 28 kobiet.

Choć na trasie zabraknie tysięcy rywalizacja zapowiada się jako spektakularne widowisko, którego głównymi bohaterami powinni być Kenijczyk Eliud Kipchoge i Etiopczyk Kenenisa Bekele. W gronie zakwalifikowanych do startu 4 października - obok wymienionej dwójki - jeszcze sześciu innych biegaczy legitymuje się rekordami życiowymi poniżej dwóch godzin i pięciu minut. Wśród pań aż sześć biegaczek ma życiowe rezultaty poniżej 2:20.

W rolę dyktującego tempo "zająca" wcieli się znakomity brytyjski długodystansowiec Mo Farah. (PAP)

 

Maraton w Londynie - ponad 45 tys. osób zapisało się na wirtualny bieg

Hamilton z pole position w Belgii

Obrońca tytułu, sześciokrotny mistrz świata Formuły 1 Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wywalczył pole position przed niedzielnem wyścigiem o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps. Hamilton po raz 93. w karierze stanie do rywalizacji na pierwszym polu startowym.

Hamilton był najlepszy na sobotnim treningu, a potem dyspozycję potwierdził w kwalifikacjach. Najszybsze okrążenie przejechał w czasie 1.41,252.

Drugi wynik, gorszy o 0,511 s, miał jego partner z zespołu Fin Valtteri Bottas, a trzeci rezultat zanotował Holender Max Verstappen z Red Bulla - strata 0,526 s.

W ekipie Alfa Romeo Racing Orlen, gdzie kierowcą rozwojowym i rezerwowym jest Robert Kubica, obaj jej reprezentanci odpadli już w Q1 - Fin Kimi Raikkonen z 16. czasem, a Włoch Antonio Giovinazzi z 18.

Rywalizacji z najlepszymi nadal nie jest w stanie nawiązać ekipa Ferrari. Monakijczyk Charles Leclerc był 13. w kwalifikacjach, a Niemiec Sebastian Vettel - 14.

Hamilton zdecydowannie prowadzi w klasyfikacji generalnej - ma 132 punkty, a wicelider Verstappen traci do niego 37. Bottas jest na trzecim miejscu z sześcioma "oczkami" mniej od Holendra.

Start niedzielnego wyścigu zaplanowano na godzinę 15.10.(PAP)

 

Hamilton z pole position w Belgii
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.