Piłkarska LM - Juventus za burtą, Haaland pogrążył Sevillę

twitter.com/juventusfcen

Juventus Turyn, w składzie z Wojciechem Szczęsnym, pokonał FC Porto 3:2 po dogrywce w 1/8 finału, ale w pierwszym meczu przegrał 1:2 i odpadł z piłkarskiej Ligi Mistrzów. Po remisie 2:2 z Sevillą awansowała Borussia Dortmund, Obie bramki dla BVB zdobył Erling Haaland.

Turyńczycy niespodziewanie przegrali w Portugalii 1:2 przed trzema tygodniami, ale w rewanżu do awansu wystarczyłoby im zwycięstwo u siebie 1:0, więc wciąż można było uznać mistrza Włoch za faworyta. Tym bardziej że od 2004 roku, kiedy FC Porto triumfowało w Champions League, ten portugalski zespół nie wygrał ani jednego wyjazdowego meczu w fazie pucharowej tych rozgrywek (cztery remisy i dziewięć porażek). Ta seria została zresztą przedłużona, ale tym razem nie pozbawiła FC Porto awansu.

Na przerwę Juventus schodził przegrywając 0:1 po golu Sergio Oliveiry z rzutu karnego (19.). Dopiero po zmianie stron "Stara Dama" zaczęła pokazywać się z lepszej strony. W ciągu kwadransa dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Federico Chiesa (49. i 63.), a w międzyczasie czerwoną kartkę zobaczył irański pomocnik gości Mehdi Taremi (54.). Mimo gry w przewadze gospodarze nie potrafili jednak rozstrzygnąć losów dwumeczu do końca drugiej połowy i konieczna była dogrywka.

Osłabione FC Porto nie ograniczyło się w niej wcale do obrony i Szczęsny musiał być cały czas czujny. Akcja przenosiła się cały czas z jednego końca boiska na drugi i nie sposób było określić, który z zespołów jest bliższy wygranej.

W końcu drugi raz tego wieczoru do siatki trafił Oliveira, który pokonał Szczęsnego mocnym strzałem po ziemi z rzutu wolnego. Nie popisał się mur złożony z trzech graczy Juventusu, którzy podskoczyli i utrudnili zadanie polskiemu bramkarzowi.

Kilkadziesiąt sekund później na 3:2 dla turyńczyków trafił Francuz Adrien Rabiot, ale do awansu gospodarze potrzebowali jeszcze jednej bramki, której nie udało się zdobyć. Ostatecznie to FC Porto cieszy się z miejsca w ćwierćfinale, które piłkarze i sztab gości hucznie świętowali na murawie po ostatnim gwizdku.

W Dortmundzie, gdzie rezerwowym gospodarzy był Łukasz Piszczek, Sevilla po porażce u siebie 2:3 musiała zdobyć co najmniej dwie bramki, aby myśleć o awansie, w związku z tym od pierwszych minut założyła na gospodarzy wysoki pressing. BVB długo nie potrafiła wydostać się z własnej połowy, ale też skutecznie się broniła.

Z czasem piłkarze Sevilli zaczęli opadać z sił, a gospodarze wyprowadzili zabójczy kontratak - w 35. minucie spod linii końcowej piłkę wycofał na środek w pola karnego Marco Reus, a tam już czekał niezwykle skuteczny Haaland. Do przerwy Borussia prowadziła 1:0.

Na początku drugiej połowy doszło do niecodziennej sekwencji zdarzeń. Haaland wdarł się w pole karne i z ostrego kąta pokonał marokańskiego bramkarza Yassine Bounou (znanego jako "Bono"). Arbiter główny Turek Cuneyt Cakir początkowo uznał bramkę, ale asystent VAR doradził mu wstrzymanie wznowienia gry, ponieważ sprawdzano, czy Norweg nie faulował przed strzałem jednego z obrońców Sevilli.

Nie jest jasne, jakie rozstrzygnięcie zapadło w tej sprawie, ponieważ zespół sędziowski zaczął analizować akcję sprzed kilku chwil, kiedy Haaland wbiegł w pole karne gości do dośrodkowania, został pociągnięty za koszulkę przez rywala i upadł na murawę. Cakir wówczas gwizdka nie użył, ale po zobaczeniu powtórki przyznał BVB "jedenastkę".

To nie był koniec zamieszania - do rzutu karnego podszedł Haaland, ale po jego uderzeniu Bono sparował piłkę na słupek. Marokańczyk obronił także dobitkę Norwega i Sevilla zdołała wybić piłkę z własnej strefy obronnej... jednak sędzia ponownie wstrzymał grę. Okazało się, że Bono za szybko wybiegł przed linię bramkową, czego bramkarzowi nie wolno robić, zanim rywal dotknie piłki. Cakir nakazał powtórzenie rzutu karnego i tym razem Norweg był skuteczny.

"Pierwszego karnego nie wykorzystałem, ale strzeliłbym, gdyby (Bono - PAP) trzymał się linii. I właśnie dlatego za drugim razem już trafiłem. Trochę się denerwowałem przed tą drugą próbą, ale wiedziałem, jak ważny będzie dla nas ten drugi gol" - skomentował Haaland, cytowany na oficjalnej stronie internetowej UEFA.

Był to 20. gol 20-letniego Haalanda w zaledwie 14 występie w Champions League. Nikt inny nawet nie zbliżył się do takiego wyniku. Dotychczas najmniej meczów na zdobycie 20 bramek potrzebował Anglik Harry Kane z Tottenhamu Hotspur - 24.

Co więcej, od momentu debiutu Norwega w tych rozgrywkach żaden inny piłkarz nie jest tak skuteczny. Blisko jest Robert Lewandowski z Bayernu Monachium, który w tym okresie strzelił 19 goli.

Od początku trwającego sezonu Haaland zdobył 10 goli i pewnie prowadzi w klasyfikacji strzelców. Inni piłkarze mają najwyżej sześć.

W 68. minucie Marokańczyk Youssef En Nesyri zmniejszył stratę Sevilli, wykorzystując rzut karny, a w doliczonym czasie drugiej połowy ten sam zawodnik doprowadził do remisu. Sevilla miała jeszcze później okazję na trzeciego gola, który oznaczałby dogrywkę, ale BVB zdołała się obronić.

"Szalony mecz i szalony triumf. Jestem wykończony, ale awans do kolejnej rundy to wspaniałe uczucie. Spodziewaliśmy się, że rywale ostro nas zaatakują, ale kiedy już zdobyliśmy bramkę wiedzieliśmy, że oni potrzebują trzech" - powiedział Haaland.

Kolejni ćwierćfinaliści wyłonieni zostaną w środę, kiedy Liverpool zagra w roli gospodarza w Budapeszcie z RB Lipsk (w pierwszym spotkaniu mistrz Anglii wygrał również w stolicy Węgier 2:0), natomiast Paris Saint-Germain podejmie Barcelonę. "Duma Katalonii" uległa u siebie w połowie lutego 1:4.

Dokończenie tej rundy zaplanowano na przyszły tydzień. We wtorek Manchester City zmierzy się z Borussią Moenchengladbach (2:0 w pierwszym meczu), a Real Madryt - z Atalantą Bergamo (1:0), natomiast w środę niemal pewny awansu Bayern Monachium Lewandowskiego zagra u siebie z Lazio Rzym (4:1), a Chelsea Londyn - z Atletico Madryt (1:0).

Losowanie par ćwierćfinałowych i półfinałowych zaplanowano na piątek 19 marca. Finał zostanie rozegrany 29 maja w Stambule.(PAP)

Author’s Posts