Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show
Mon, Aug 2, 2021

Polska

Polska

All Stories

Fabryka FCA w Tychach ma wytwarzać hybrydowe i elektryczne modele Fiata, Jeepa i Alfy Romeo

Fabryka Fiat Chrysler Automobiles (FCA) w Tychach będzie wytwarzać nowe, hybrydowe i elektryczne samochody marek Jeep, Fiat i Alfa Romeo - ogłosił we wtorek koncern. Seryjna produkcja pierwszego z trzech nowych modeli ma rozpocząć się w drugiej połowie 2022 r.

We wtorek decyzję o publicznym wsparciu inwestycji przekazała przedstawicielom FCA Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna (KSSE). Jak poinformował prezes strefy Janusz Michałek, tylko w ramach decyzji o wsparciu inwestor zadeklarował ponad 755 mln zł nakładów w tyskiej fabryce. Przyznane inwestorowi wsparcie będzie realizowane w postaci ulg w podatku dochodowym od osób prawnych - CIT.

Całkowitej wartości inwestycji FCA w Tychach we wtorek nie podano. Prawdopodobnie będzie ona znacząco większa od kwoty zadeklarowanej przez koncern w decyzji o wsparciu przedsięwzięcia przez KSSE.

"Dzięki tej inwestycji na Śląsku będą powstawały nowoczesne samochody marek FCA z napędem elektrycznym oraz hybrydowym" - podkreślił prezes KSSE. Niespełna dwa tygodnie temu ogłoszono, że w woj. śląskim - w Jaworznie - powstanie także fabryka polskich aut elektrycznych Izera, która również otrzymała wsparcie katowickiej strefy.

Zaplanowane na najbliższe kilka lat przedsięwzięcie koncernu FCA dotyczy rozbudowy i modernizacji tyskiego zakładu tej firmy, którego sztandarowym modelem jest wytwarzany tu od 13 lat Fiat 500. Zakład produkuje także spokrewnionego z "pięćsetką" Abartha 500 oraz Lancię Ypsilon.

Przygotowania do produkcji w Tychach trzech nowych, hybrydowych i elektrycznych, modeli już się rozpoczęły. Pierwsze egzemplarze nowych modeli mają zjechać z linii produkcyjnych za niespełna dwa lata. Podczas wtorkowej prezentacji przedsięwzięcia nie podano, ile samochodów poszczególnych marek ma być docelowo produkowanych w tyskim zakładzie. Na razie nie wiadomo też, na ile nowe inwestycje mogą przełożyć się na wzrost zatrudnienia w fabryce.

"Zapowiedziane samochody marek Jeep, Fiat oraz Alfa Romeo to zaawansowane technologicznie modele oparte na nowej koncepcji mobilności. Będą one produkowane, wykorzystując najbardziej zaawansowane systemy napędowe, w tym napęd w pełni elektryczny" - poinformował we wtorek koncern FCA, wskazując na strategiczny charakter inwestycji w Tychach.

W ub. roku zakład FCA w Tychach wyprodukował 263 tys. 176 samochodów (w tym 179 tys. 689 egzemplarzy Fiata 500), wobec 259 tys. 448 w roku 2018 (3728 aut więcej niż rok wcześniej). Tegoroczna produkcja, w związku z trzymiesięcznym przestojem i spadkiem popytu na samochody w efekcie pandemii Covid-19, jest zauważalnie mniejsza. Przedstawiciele FCA nie podali we wtorek, czy i o ile rozpoczęcie produkcji trzech nowych modeli docelowo zwiększy zdolności produkcyjne zakładu.

Spółka FCA Poland, do której należy fabryka w Tychach, to największa z 13 spółek Grupy Fiat Chrysler Automobiles w Polsce, a jej tyski zakład należy do grona najnowocześniejszych fabryk samochodowych na świecie. Polskie spółki FCA które zatrudniają 6,4 tys. osób, z których ponad 2 tys. to załoga zakładu w Tychach. W ub. roku 74 proc. produkcji polskich spółek FCA o wartości ponad 12,4 mld zł trafiło na eksport.

Fabryka FCA Poland w Tychach jest jednym z największych zakładów produkcyjnych koncernu. Zajmuje powierzchnię 2,4 mln m kw., z czego pół mln m kw. to hale produkcyjne i budynki usługowe. Na terenie zakładu działają 42 firmy świadczące usługi na rzecz fabryki. Z jego linii montażowych co minutę zjeżdża nowy samochód. 99 proc. produkcji tyskiego zakłady trafia na zagraniczne rynki, do blisko 60 krajów świata.

Przedstawiciele FCA wskazują, że ogłoszenie strategicznej inwestycji w Tychach w 2020 roku ma wymiar symboliczny, ponieważ w tym roku obchodzone było 100-lecie marki Fiat oraz obecności Grupy FCA w Polsce.(PAP)

materiały prasowe

Niedzielski: Od 28 grudnia do 17 stycznia wprowadzamy kwarantannę narodową. 10-dniowa kwarantanna dla przyjeżdżających do Polski transportem zorganizowanym.

Od 28 grudnia do 17 stycznia wprowadzamy kwarantannę narodową. Zamykamy hotele, także na ruch służbowy, i stoki narciarskie – ogłosił w czwartek minister zdrowia Adam Niedzielski. Poinformował, że w noc sylwestrową będzie obowiązywał zakaz przemieszczania się.

Podczas konferencji prasowej szef MZ ostrzegał przed możliwą trzecią falą pandemii COVID-19. Zwrócił uwagę, że na efekt szczepień trzeba będzie jeszcze poczekać i na pewno w styczniu lub lutym nie będzie on jeszcze widoczny.

Rząd zadecydował więc o wprowadzeniu kwarantanny narodowej od 28 grudnia do 17 stycznia. Minister poinformował, że w tym czasie nie będą mogły działać stoki narciarskie, zamknięte zostaną także hotele.

"Zamykamy hotele również na ruch służbowy. Te wyjątki będą ograniczone naprawdę do minimum, szczególnie w kontekście tego, co obserwowaliśmy w ostatnich dniach, kiedy to w internecie można było znaleźć zaproszenia na służbowy wypoczynek w okresie świąt i ferii" – powiedział Niedzielski. Poinformował, że wyjątki będą dotyczyły medyków skierowanych do walki z COVID-19, którzy zostali zakwaterowani w hotelach. Wyjątkiem będą również hotele pracownicze.

Od 28 grudnia do 17 stycznia zamknięte będą także galerie, oprócz sklepów, które zapewniają zaspokojenie podstawowych potrzeb, czyli np. sklepów spożywczych, aptek i drogerii.

Minister poinformował także, że w sylwestra zostaną wprowadzone ograniczenia w przemieszczaniu się od godz. 19.00 31 grudnia do 6.00 rano 1 stycznia. Niedzielski poinformował, że za złamanie ograniczenia przemieszczania się w noc sylwestrową będą groziły mandaty.

"Uzasadnione są tylko i wyłącznie wyjścia z domu w celu zaspokojenia takich potrzeb nagłych, jak wizyta w aptece, wyjście w innym celu, na przykład zawodowym" – mówił szef MZ.

"W ostatnim czasie poprawiliśmy od strony legislacyjnej strukturę przepisów, które są podstawą karania. W tym przypadku – tak jak dotychczas to było stosowane – będą groziły mandaty" – dodał.

Główny doradca premiera ds. COVID-19 prof. Andrzej Horban stwierdził, że poza karami administracyjnymi największą karą może być zachorowanie lub przeniesienie choroby na osoby najbliższe. "Czyli ciężka choroba, a niestety u niektórych śmierć. To jest prosta alternatywa" – podkreślił.

Niedzielski poinformował także, że wszystkie osoby, które będą przyjeżdżały do Polski transportem zorganizowanym, będą miały obowiązkową 10-dniową kwarantannę.

"Każdy, kto będzie wyłamywał się z obostrzeń dotychczasowych i obecnie wprowadzanych, bierze na siebie ogromną odpowiedzialność za życie i zdrowie nie tylko swoje, ale też swoich bliskich, osób ze swojego otoczenia" – powiedział Niedzielski.

"Mam nadzieję, że kwarantanna narodowa przygotuje nas do szczepień, które właśnie dzięki tej kwarantannie będą mogły przebiegać w sposób poprawny i osiągnąć duże liczby osób zaszczepionych, by obronić się, by światełko w tunelu stało się coraz wyraźniejsze" – dodał.

Niedzielski zapewnił, że branże poszkodowane nowymi obostrzeniami, m.in. właściciele stacji narciarskich, otrzymają pomoc finansową. Szczegóły w tej sprawie ma zaprezentować wkrótce wicepremier i minister rozwoju Jarosław Gowin.

Rząd poinformował, że przedłużone zostaną dotychczasowe zasady i ograniczenia, czyli np. zakaz przemieszczania się osób poniżej 16 lat bez opieki rodzica lub prawnego opiekuna od poniedziałku do piątku w godzinach 8.00-16.00 (wyjątkiem są półkolonie). Dalsze ograniczenia będą obowiązywać w miejscach sprawowania kultu religijnego (maksymalnie osoba na 15 mkw.). Podtrzymano także zakaz organizacji wesel, komunii i konsolacji. Nadal będą obowiązywać godziny dla seniorów – od poniedziałku do piątku od 10.00 do 12.00.(PAP)

ID 180292157 © Maciej Gillert | Dreamstime.com

"Puls Biznesu": frankowe ultimatum dla banków

Żadnych targów, wóz albo przewóz - tak stawia sprawę Jacek Jastrzębski, szef KNF, który niedawno zaskoczył rynek propozycją potraktowania kredytów w szwajcarskiej walucie jak złotowych - pisze wtorkowy "Puls Biznesu".

"PB" przypomina, że przed tygodniem Jacek Jastrzębski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) na świątecznym spotkaniu z bankowcami przedstawił nową propozycję rozwiązania problemu frankowego. Jak pisze dziennik, nową-starą, bo zawiera ona wiele elementów koncepcji, jakie pojawiały się ze strony różnych instytucji w ciągu ostatnich sześciu lat.

"Mówiąc w skrócie, przewodniczący proponuje, żeby kredyty frankowe potraktować jak złotowe z zastosowaniem wszystkich parametrów, jakie obowiązywały w momencie zaciągania długu na mieszkanie: WIBOR plus marża" - czytamy w "PB".

Jak dodaje dziennik, dla przedstawicieli sektora bankowego była to niemała niespodzianka, ale nie w kategoriach gwiazdkowego prezentu. Bankowy przyjęli to z dystansem.

"Jacek Jastrzębski jednoznacznie twierdzi, że nie ma mowy o negocjowaniu zasad przewalutowania, jakie przedstawił. Jest to tylko propozycja, ale należy ją traktować na zasadzie +take it or leave it+, przy czym oczywiście to do każdego z banków będzie należała decyzja o przystąpieniu do takiej inicjatywy i wyjścia z polubownym rozwiązaniem do klientów" - czytamy w "PB".

ID 127821602 © Aleksiejwhite | Dreamstime.com

Warszawa/ Rozpoczął się protest Strajku Kobiet i przedsiębiorców

Demonstranci m.in. z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i Strajku Przedsiębiorców wyruszyli w niedzielę po godz. 12 z Ronda Dmowskiego w kierunku Żoliborza, gdzie mieszka Jarosław Kaczyński. Policja zatrzymała manifestację w okolicach ul. Świętokrzyskiej.

W niedzielę po godz. 12 rozpoczął się kolejny protest organizowany m.in. przez Ogólnopolski Strajk Kobiet. W pobliżu Ronda Dmowskiego zebrały się osoby związane ze środowiskiem Strajku Kobiet oraz Strajku Przedsiębiorców.

Protestujący mają ze sobą transparenty z napisami: "Abo tak", "Precz z władzą panów", "Wyp***lać, kobiet nie ruszać". Niektórzy z nich trzymają biało-czerwone flagi. Widać też flagi tęczowe, Unii Europejskiej, symbole Strajku Kobiet i plakaty strajku przedsiębiorców. Na miejscu są również duże siły policji. Słychać także komunikaty wzywające do rozejścia się.

Organizatorzy manifestacji ogłosili, że zamierzają przejść ulicą Marszałkowską w kierunku Żoliborza, przed dom prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Wcześniej Ogólnopolski Strajk Kobiet na swoim profilu na Facebooku zapowiadając protest, pisał, że Prawo i Sprawiedliwość "prowadzi wojnę z całym światem", m.in. z kobietami, młodzieżą, nauczycielami, lekarzami i przedsiębiorcami. "Bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, tak naprawdę wprowadzili nam faktyczny stan wojenny" - napisano.

Z kolei na komunikatorze Telegram organizatorzy napisali: "13 grudnia jest wyjątkowa rocznica. 39 lat temu ogłoszono w Polsce stan wojenny. Tego dnia również na całym świecie szczególnie pamiętamy o ofiarach przemocy policyjnej, bo nigdy nie zapomnimy i nigdy nie wybaczymy tego, co robi nam opresyjne państwo".

Włączenie się do protestu zapowiedziały również środowiska związane ze Strajkiem Przedsiębiorców. "Wszyscy, ponad podziałami, bez żadnych uprzedzeń i animozji" - napisali na swoim profilu na Facebooku.

Od 22 października w całym kraju trwają protesty przeciwko zaostrzeniu przepisów dotyczących aborcji. Wywołało je orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r., zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, jest niezgodny z konstytucją.

Protesty przeciwko decyzji TK ws. aborcji, których głównym inicjatorem jest Ogólnopolski Strajk Kobiet, z czasem przerodziły się w wystąpienia antyrządowe. W niektórych akcjach protestacyjnych biorą również udział środowiska związane z innymi grupami społecznymi.(PAP)

twitter.com/spacerowiczka1

190 lat temu wybuchło Powstanie Listopadowe

190 lat temu, wieczorem 29 listopada 1830 r., w Warszawie wybuchło Powstanie Listopadowe – zryw niepodległościowy skierowany przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Przez 10 miesięcy 140 tys. żołnierzy prowadziło bój z najsilniejszą potęgą militarną Europy, odnosząc w niej poważne, ale niewykorzystane sukcesy. Rozpoczęta insurekcja narodowa było największym wysiłkiem zbrojnym w polskich walkach wyzwoleńczych XIX w.

Wybuch Powstania Listopadowego poprzedziło utworzenie w 1828 r. tajnego sprzysiężenia w Szkole Podchorążych Piechoty w Warszawie, na którego czele stanął ppor. Piotr Wysocki. Utworzenie organizacji było konsekwencją pogarszającej się sytuacji politycznej w Królestwie Polskim. Sprzysiężenie, liczące ok. 200 członków i mające kontakty ze środowiskiem studenckim, rozpoczęło przygotowania do wystąpienia zbrojnego. Spiskowcy zamierzali opanować stolicę i oddać władzę w ręce polityków cieszących się zaufaniem społecznym, nazywanych starszymi w narodzie, m.in. Juliana Ursyna Niemcewicza, Joachima Lelewela, Romana Sołtyka, Józefa Chłopickiego, Ludwika Paca. Dlatego też sprzysiężenie Wysockiego nie przedstawiło wyraźnego programu społeczno-politycznego ani nie przygotowało władz przyszłego zrywu.

Rok 1830 przyniósł w Królestwie Polskim radykalizację nastrojów wśród robotników i rzemieślników, wynikającą m.in. ze wzrostu cen żywności i z pojawiającego się bezrobocia. W stolicy dochodziło do drobnych rozruchów, strajków, a nawet ulicznych utarczek z oficerami rosyjskimi. Ta sytuacja wpłynęła na postawę spiskowców. Zaczęli liczyć na wsparcie warszawiaków w chwili rozpoczęcia starć.

Na wzrost napięcia w Królestwie Polskim, a w rezultacie również na wybuch powstania, duży wpływ miały także wydarzenia rozgrywające się w Europie. W lipcu wybuchła rewolucja we Francji, a w sierpniu Belgowie rozpoczęli walkę o niepodległość, której celem było oderwanie się od Holandii. Te wystąpienia, jako sprzeczne z ustaleniami Kongresu Wiedeńskiego, skłoniły cara Mikołaja I do rozpoczęcia przygotowań do zbrojnej interwencji przeciwko Belgii i ewentualnie Francji.

Ogłoszenie 19 i 20 listopada 1830 r. rozkazu stawiającego w stan pogotowia armię rosyjską i Królestwa Polskiego zasadniczo wpłynęło na decyzję przywódców tajnej organizacji Wysockiego o podjęciu natychmiastowych działań w celu rozpoczęcia powstania. Reakcja ta wywołana była nie tylko obawą przed wspólną walką z żołnierzami rosyjskimi przeciwko Francuzom i Belgom. Zdaniem historyków spiskowcy domyślali się, że projektowana wyprawa wojenna stanowiła zasłonę dymną przed wprowadzeniem do Królestwa oddziałów rosyjskich w celu pacyfikacji kraju, zniesienia konstytucji i likwidacji wojska polskiego. Ponadto część członków sprzysiężenia zdawała sobie sprawę, że policja wykryła niektóre jego ogniwa i wkrótce mogłyby nastąpić aresztowania.

Wybuch zrywu wyznaczono na 29 listopada na godz. 18. Początek Nocy Listopadowej tak opisywał ppor. Piotr Wysocki: „O godzinie szóstej dano znak jednoczesnego rozpoczęcia wszystkich działań wojennych przez zapalenie browaru na Solcu w bliskości koszar jazdy rosyjskiej. Wojska polskie ruszyły z koszar do wskazanych stanowisk. Ja pośpieszyłem do koszar podchorążych. W salonie podchorążych odbywała się wtenczas lekcja taktyki. Wbiegłszy do sali, zawołałem na dzielną młodzież: Polacy! Wybiła godzina zemsty. Dziś umrzeć lub zwyciężyć potrzeba! Idźmy, a piersi wasze niech będą Termopilami dla wrogów!. Na tę mowę i z dala grzmiący głos: Do broni! Do broni!, młodzież porwała karabiny, nabiła je i pędem błyskawicy skoczyła za dowódcą. Było nas stu sześćdziesięciu kilku”.

W nocy z 29 na 30 listopada spiskowcom nie udało się zrealizować wszystkich zamierzeń. Grupie atakującej Belweder z Ludwikiem Nabielakiem i Sewerynem Goszczyńskim na czele nie powiodła się próba pojmania lub zamordowania wielkiego księcia Konstantego. „Wszelkie nadzieje i kalkulacje Wysockiego i jego podkomendnych opierały się na założeniu, że należy zabić księcia Konstantego. Dążyli do spalenia mostów między Warszawą a Petersburgiem. Wysocki zakładał, że bez popełnienia tego morderstwa dojdzie do przejęcia władzy przez kręgi konserwatywne, które ponad głowami buntowników, którym przewodzi podporucznik, porozumieją się z carem i zakończą powstanie” – zauważył w rozmowie z PAP prof. Michał Kopczyński z UW i Muzeum Historii Polski.

Część konspiratorów nie widząc umówionego sygnału do rozpoczęcia walki, jakim było podpalenie browaru na Solcu, nie przystąpiła do działania lub uczyniła to z opóźnieniem. Pożar natomiast zaalarmował oddziały rosyjskie. W tym czasie w Warszawie stacjonowało 6,5 tys. żołnierzy rosyjskich i 9,8 tys. polskich. Podchorążowie z Łazienek po krótkich starciach z przeważającymi liczebnie oddziałami rosyjskimi musieli przebijać się w stronę pl. Trzech Krzyży. Idąc przez Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście zamieszkane przez bogate mieszczaństwo i arystokrację, wznosili okrzyki „Do broni, Polacy!”, jednak reakcją na ich wezwania było jedynie zamykanie bram i okiennic. Napotykani przez spiskowców wyżsi rangą oficerowie polscy odmawiali udziału w „młodzieńczej awanturze” i nie chcieli stanąć na czele insurekcji. Część z nich za swój sprzeciw zapłaciła życiem. W Noc Listopadową zginęło z rąk spiskowców sześciu polskich generałów: Maurycy Hauke, Stanisław Trębicki, Stanisław Potocki, Ignacy Blumer, Tomasz Siemiątkowski i Józef Nowicki oraz kilku innych polskich oficerów. Wysocki miał także nadzieję, że oficerowie należący do sprzysiężenia zdołają przeciągnąć na stronę powstania większość oddziałów Wojska Polskiego. Część regularnych oddziałów polskich rzeczywiście opowiedziała się za zrywem, jednak wiele polskich jednostek było zdezorientowanych i albo zajęło stanowisko neutralne, albo pozostało pod komendą księcia Konstantego.

Piotr Wysocki wciąż jednak liczył na pozyskanie mieszkańców Starego Miasta, dlatego kierował się w stronę Arsenału. W rozmowie z PAP historyk wojskowości dr Adam Buława określił skalę insurekcji jako „drugie powstanie warszawskie”, nawiązujące do wciąż żywego w pamięci pierwszego zrywu mieszkańców Warszawy przeciw rosyjskim okupantom w kwietniu 1794 r. Momentem zwrotnym Nocy Listopadowej stało się zdobycie przez warszawski lud Arsenału. Nastąpiło to ok. godz. 21 przy współudziale żołnierzy uwielbianego przez warszawiaków 4. Pułku Piechoty. Po północy jednostki Wojska Polskiego popierające insurekcję razem z uzbrojonym ludem opanowały rejon Starego Miasta, Arsenału i Powiśla, kontrolując także most oraz Pragę.

W tym czasie oddziały rosyjskie i jednostki polskie wierne wielkiemu księciu Konstantemu znajdowały się na północy w okolicach pl. Broni oraz na południu w Al. Ujazdowskich, gdzie dowodził sam ks. Konstanty. Neutralne jednostki polskie stały na placach: Bankowym, Saskim i Krasińskich. Mimo przewagi wobec niezorganizowanego ruchu podchorążych książę Konstanty nie zdecydował się na szybkie stłumienie rewolty. Uważał, że „awanturę” muszą zakończyć sami Polacy.

W ciągu nocy powstańcy opanowywali kolejno: Leszno oraz place Bankowy i Saski. Ok. godz. 8 rano w ich rękach znajdowało się już całe miasto z wyjątkiem pl. Broni i Al. Ujazdowskich. Wielki książę Konstanty nie zdecydował się na szturmowanie stolicy i wycofał wierne sobie oddziały do Wierzbna.

30 listopada Warszawa była wolna, ale jej społeczeństwo – podzielone. Najważniejszym wówczas pytaniem było, czy podejmować otwartą walkę z Rosją, czy też szukać z nią kompromisu. Jeszcze w nocy zebrała się Rada Administracyjna Królestwa Polskiego. Wydana przez nią odezwa nawoływała do umiarkowania i spokoju. Dążenie do wygaszenia zrywu wzbudziło niechęć podchorążych i ludu Warszawy. Jednak wobec braku rządu powstańczego władzę przejęli konserwatyści. Próby negocjacji z ks. Konstantym, podjęte przez Radę Administracyjną, która nie wierzyła w powodzenie powstania i liczyła na porozumienie z księciem, zostały storpedowane przez klub patriotyczny złożony głównie z inteligencji, na którego czele stanął Joachim Lelewel, a jednym z najaktywniejszych członków był Maurycy Mochnacki.

Na skutek nacisków klubu 3 grudnia 1830 r. powołano Rząd Tymczasowy pod przewodnictwem ks. Adama Jerzego Czartoryskiego, a w jego skład wszedł m.in. Lelewel. Rokowania z ks. Konstantym zakończono ustaleniem, iż znajdujące się przy nim jednostki polskie wrócą do Warszawy, sam książę natomiast razem z wojskami rosyjskimi odejdzie w stronę granicy.

W połowie grudnia było już jasne, że większość armii Królestwa Polskiego zdecydowanie popiera walkę o pełną niepodległość. Podobne nastroje dominowały też wśród posłów sejmowych zjeżdżających do Warszawy. W tej atmosferze otwarto obrady Sejmu, który 20 grudnia uchwalił ustawę o dyktaturze i nominował na stanowisko dyktatora gen. Józefa Chłopickiego.

Radykalne nastroje panowały również na łamach prasy. Wzywano nie tylko do podjęcia boju, ale tak jak w przypadku innych polskich zrywów, także do solidarności z innymi narodami. „Nie powstali Polacy przeciw Rosjanom, lecz przeciwko władzy despotycznej. Nie mieli Polacy na celu przelania krwi rosyjskim […http://dzieje.pl/">https://dzieje.pl/

foto : wikipedia

Premier Morawiecki: przed nami okres 100 dni solidarności

Od przyszłej soboty placówki handlowe mogą działać w najwyższym reżimie sanitarnym; szkoły zamknięte do 23-24 grudnia, ferie skumulowane, a placówki gastronomiczne, kulturalne oraz siłownie zamknięte do 27 grudnia - przekazał premier Mateusz Morawiecki podkreślając, że przed nami okres 100 dni solidarności.

Premier Morawiecki wraz z wicepremierem Jarosławem Gowinem oraz ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim przedstawili w sobotę zasady dotyczące sytuacji epidemicznej.

Szef rządu zwrócił uwagę, że chociaż od kilku dni obserwujemy względną stabilizację liczby zakażeń, to jednak wirus cały czas zbiera swoje śmiertelne żniwo, dlatego sytuacja nadal jest bardzo poważna. Wskazał, że obecnie siedmiodniowa krocząca średnia zakażeń to ok. 22-22,5 tys. dziennie. Dodał przy tym, że z zatrwożeniem obserwuje codzienną liczbę zgonów, za które jest pośrednio i bezpośrednio odpowiedzialny koronawirus.

Premier wskazał, że "rozpoczynamy 100 dni solidarności, które pomogą nam lepiej przetrwać okres najbliższych miesięcy". Jak mówił, w ramach tego okresu rząd dokonuje analizy, która ma objąć zarówno uratowanie jak najwięcej istnień ludzkich, jak również milionów miejsc pracy.

Aby tak było - wskazał - "zdecydowaliśmy, że od przyszłej soboty placówki handlowe będą mogły działać w najwyższym reżimie sanitarnym". Jak zaznaczył Morawiecki, handlowcy z różnych branż podczas spotkań zapewniali, że "będą dbali o to, żeby była odpowiednio mała liczba ludzi, podobnie jak w sklepach spożywczych i drogeriach, żeby można było utrzymać też reżim sanitarny".

"Warunek utrzymania tego nowego reżimu sanitarnego jest jeden: dyscyplina każdej placówki, każdego sklepu, każdej galerii handlowej, sklepu meblowego. W przypadku gdy będzie inaczej, a będziemy kontrolowali przestrzeganie zasad sanitarnych, będą zamykane te sklepy; jeżeli placówki nie będą stosowały się do restrykcji, trzeba będzie zamykać te placówki" - ostrzegł.

Premier przyznał, że rząd był nakłaniany przez przedstawicieli gastronomii, branży wydarzeń kulturalnych, kin, teatrów, ale także siłowni i fitness, by otworzyć również i te placówki, które są dziś zamknięte. "Jednak idziemy za radą naszych epidemiologów i zdecydowaliśmy się pozostawić je zamknięte również w okresie przedświątecznym, do 27 grudnia. Poinformujemy przed świętami, co dalej" - zapewnił.

Morawiecki wskazał, że również w przypadku szkół rząd był nakłaniany przez "niektórych ludzi, ośrodki", do ich otwarcia. Jednak - zaznaczył, że zdecydowano, iż będzie kontynuacja zamknięcia szkół do 23-24 grudnia. Ponadto, ferie będą skumulowane w jednym okresie - między początkiem stycznia a 17-18 stycznia.

Jak tłumaczył, zwykle ferie są rozłożone na różne województwa w różnym czasie po to, by ruch turystyczny w gospodarce był większy, ale obecnie muszą być skumulowane w jednym czasie, aby ten ruch był jak najmniejszy. "Po to, żeby nie zamawiać wyjazdów, nie wyjeżdżać, ani za granicę, bo może się okazać, że będzie potrzebna kwarantanna po powrocie; żeby siedzieć w domu, by przerwać łańcuch zakażeń, by ta mobilność była jak najmniejsza" - apelował.

Premier zwrócił jednocześnie uwagę, że przed nami okres świąt Bożego Narodzenia, w którym rodziny się spotykają. Zaapelował jednocześnie, aby to były "spotkania w gronie małych rodzin, tych, z którymi mieszkamy". "Żeby nie przemieszczać się pomiędzy miastami, bo od naszej dyscypliny będzie zależało to, jak ostre będą musiały być restrykcje potem" - mówił.

Premier dodał, że jest szansa, że około 18 stycznia będą pojawiały się już pierwsze dostawy szczepionek. "Ten horyzont właśnie jest potrzebny po to, by szybko przygotować dystrybucję i proces szczepień. Nad tym już dzisiaj bardzo intensywnie pracujemy i jeżeli tylko szczepionka będzie dostępna, będziemy gotowi do jej wykorzystywania. Jednak musimy dotrwać do tego dnia z jak najmniejsza liczbą zakażeń i jak najmniejszą liczbą utraconych miejsc pracy" - dodał.

"Dzisiaj musimy wszyscy wymagać od siebie zdecydowanie więcej niż zwykle właśnie dlatego, że sytuacja jest tak trudna, że koronawirus jest siłą natury, której nikt z nas nie może w pełni przewidywać, kontrolować" - zwrócił uwagę. Dodał, że bronią przeciw koronawirusowi jest dyscyplina, przestrzeganie zasad sanitarnych i solidarność.

Zapewniał też, że każdego dnia zwiększana jest liczba łóżek i dostępnych respiratorów. Jak wskazał, dziś mamy ponad 37 tys. łóżek, z czego ok 40 proc. jest wolnych i czeka na pacjentów. Mamy też - jak dodał - 3 tys. respiratorów i kilkaset z nich "jest bez pacjentów". (PAP)

Photo 176907448 © Wojciech Grabowski | Dreamstime.com

Narodowa kompromitacja

Gdy Międzynarodowa Komisja Zdrowia WHO ogłosiła wirus Covid19 jako pandemię, w większości krajów padło najważniejsze pytanie ", Czy sobie z nią poradzimy"
Nie będę opisywał jak poszczególne kraje radzą sobie z pandemią, bo jest to wiedza ogólnie dostępna. Chcę zająć się Polską.
Gdy w marcu wszystkie kraje europejskie ogłosiły już dotarcie wirusa do siebie, tylko Polska broniła się przed ogłoszeniem. Z różnych źródeł, od pracowników szpitalnych wiem, że rząd Polski opóźnił co najmniej o tydzień podanie informacji o pierwszym zarażonym. Zrobił to oczywiście dlatego, że nie był na to przygotowany. Przerażenie panowało jednakowe w każdym kraju, jednak w każdym prace nad ochroną pacjentów ruszyły natychmiast. W każdym  oprócz Polski. Nie mnie oceniać, co działo się później, bo wierzę, że zrobią to niezależne sądy, które w przyszłości rozliczą "działalność" polskich władz. Niemniej muszę napisać, że ta władza wykorzystała nawet fakt pandemii, by zaspokoić własne interesy. Można na to patrzeć w dwójnasób. Ministerstwo Zdrowia było tak niekompetentne, że nie wiedziało z kim zawiera umowy, albo zrobiło to świadomie. Oczywiście ani obecna prokuratura, ani sądy nie zajmą się tą sprawą. Należy poczekać do czasu, gdy wróci normalność.
Każdy rozsądny człowiek wie, że obecny rząd polski cały czas żongluje pandemią według własnego uznania. Pewnie można by przymknąć na to trochę oko, gdyby nie fakt, że stało się to niebezpieczne dla zwykłych obywateli. Świadomie kontrolowana ilość dziennych testów, przepełnione szpitale, ludzie czekający w karetkach po kilkanaście godzin na przyjęcie do szpitala, wreszcie zgodny ludzi, którymi nawet po śmierci przez wiele godzin nie ma się kto zająć, sprawiają, że przechodzą przeze mnie najgorsze myśli.
Kwintesencją nieudacznictwa ekipy rządzącej jest Stadion Narodowy przerobiony na "szpital" o równie dumnej nazwie, narodowy, dedykowany zakażonym koronawirusem. Huczne otwarcie i wielka propaganda sukcesu, mają się nijak do rzeczywistości.
Szybko okazało się, że "wielki sukces rządu" jest jego największą klapą.
Ktoś słusznie nazwał to miejsce narodowym sanatorium.
Gwóźdź do trumny niekompetencji partii rządzącej wbił, raczej nieświadomie, dyrektor stadionowego szpitala, który sam stwierdził, że osoby, u których pogorszy się stan zdrowia, zostaną przeniesione gdzie indziej.
Pytam zatem gdzie, skoro tak wielce chwalone dzieło w postaci "szpitala narodowego" powstało właśnie po to, by odciążyć szpitale, które nie dają sobie rady?
Nie jestem naiwny i wiem, że to pytanie pozostanie bez odpowiedzi.
Paranoja goni paranoję. Szkoda tylko, że odbywa się kosztem zdrowia i życia Polaków.

Photo 178369498 © GrandWarszawski | Dreamstime.com

Lotnisko w Łodzi co najmniej przez dwa tygodnie bez połączeń rejsowych

Od poniedziałku przez co najmniej dwa tygodnie z łódzkiego lotniska nie będzie latał żaden pasażerski samolot rejsowy. Ma to związek z zawieszeniem przez Ryanaira połączeń do Anglii i Irlandii z powodu wprowadzonego w tych krajach lockdownu.

Niskokosztowy przewoźnik był w ostatnim czasie jedynym operatorem, który realizował regularne pasażerskie połączenia z Portu Lotniczego im. Władysława Reymonta. Latał z Łodzi do Dublina w Irlandii oraz Londynu Stansted i East Midlands w Anglii. Od 12 listopada te połączenia są jednak sukcesywnie zawieszane z powodu lockdownu obowiązującego w tych krajach. Ostatni samolot do East Midlands odleci w poniedziałek, co oznacza, że łódzkie lotnisko pozostanie bez regularnych połączeń.

"To decyzja Ryanaira, który z powodu sytuacji na Wyspach Brytyjskich zawiesza większość połączeń do tych krajów z lotnisk w Polsce i Europie. Zostaniemy bez rejsowych lotów przez dwa tygodnie, bo 2 grudnia ma zostać przywrócone połączenie do Londynu Stansted, 4 grudnia do East Midlands, a 13 grudnia do Dublina" – powiedziała PAP rzeczniczka łódzkiego lotniska Wioletta Gnacikowska.

Dodała, że na czas zawieszenia lotów port pozostanie otwarty. Cały czas odbywają się na nim loty szkoleniowe, będzie także przyjmował i obsługiwał samoloty biznesowe, cargo oraz o statusie medical. Rzeczniczka zapewniła, że do tej pory udało się utrzymać pełne zatrudnienie załogi pracującej na lotnisku.

"Lotnisko będzie działać, nie będzie jedynie lotów pasażerskich Ryanaira. Wszyscy jesteśmy ofiarami pandemii i mamy nadzieję, że daty powrotu połączeń zostaną utrzymane. Podchodzimy do tego spokojnie, bo wiosenna przerwa w lotach trwała 108 dni" – zaznaczyła Gnacikowska. (PAP)

foto : wikipedia

Patriotyzm gospodarczy można realizować m.in. przez kupowanie polskich produktów

Kupując polskie produkty, wspierając rodzimych usługodawców realizujemy patriotyzm gospodarczy - mówił podczas VI Nadzwyczajnego Zjazdu Klubów "Gazety Polskiej" wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

W sobotę na stronie niezależna.pl opublikowanego relację z jednego z paneli towarzyszącego VI Nadzwyczajnego Zjazdu Klubów "Gazety Polskiej”, w którym brał udział m.in. wicepremier Jacek Sasin.

"Dziś bardzo trudno nam jest przewidzieć, jak będą się te okoliczności, które mają bezpośredni wpływ na gospodarkę, rozwijać, a przede wszystkim jak będzie postępować skuteczna walka z epidemią, bo ta epidemia koronawirusa, która na nas spadła wiosną tego roku, stworzyła zupełnie nową sytuację i zweryfikowała bardzo wiele twierdzeń, które wcześniej uchodziły za dogmaty i ci, którzy ośmielali się twierdzić inaczej, byli często nazywani oszołomami albo ludźmi, którzy nie rozumieją współczesnego świata albo współczesnej gospodarki" - mówił Sasin.

Według niego takim twierdzeniem, które szczególnie w ostatnim czasie zyskało na znaczeniu jest patriotyzm gospodarczy.

"Na świecie bardzo wiele gospodarek nie odeszło od tych zasad patriotyzmu gospodarczego, a wręcz przeciwnie, wzmacniany przez świadome działanie państwa cechował wiele gospodarek, które znakomicie radziły sobie na tym wielkim, globalnym rynku (...) Chcemy mówić Polakom i to robimy: kupujmy polskie produkty, wspierajmy polskie firmy, zachęcajmy te firmy, by się wspierały nawzajem, ale wszyscy Polacy wspierajmy polską przedsiębiorczość poprzez kupowanie polskich produktów, wspieranie polskich usługodawców. To jest zadanie dla nas wszystkich. W ten sposób każdy z nas może realizować patriotyzm gospodarczy" - wskazał wicepremier. (PAP)

Patriotyzm gospodarczy można realizować m.in. przez kupowanie polskich produktów

102 lata temu Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową

102 lata temu, 11 listopada 1918 r., Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo podległych jej wojsk polskich. Tego samego dnia Niemcy podpisały zawieszenie broni kończące I wojnę światową. Po ponad 120 latach Polska odzyskiwała niepodległość.

Na przełomie października i listopada 1918 r. wobec rozpadu monarchii austro-węgierskiej i zapowiedzi bliskiej klęski Niemiec Polacy coraz wyraźniej odczuwali, że odbudowa niepodległego państwa polskiego jest bliska.

Sytuacja międzynarodowa była dla Polski wyjątkowo korzystna. Cztery lata wcześniej w chwili wybuchu I wojny światowej Polacy mogli jedynie pomarzyć o tym, że w momencie jej zakończenia wszystkie trzy państwa zaborcze będą właściwie bezsilne.

Szansy danej przez historię Polacy nie zmarnowali i aktywnie przystąpili do przejmowania władzy na ziemiach polskich okupowanych przez państwa centralne. W Cieszynie już od 19 października 1918 r. działała i sprawowała funkcje rządowe Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego pod przewodnictwem księdza Józefa Londzina. 28 października 1918 r. w Krakowie posłowie polscy do parlamentu austriackiego powołali Polską Komisję Likwidacyjną, która dwa dni później przejęła władzę w Galicji. Na jej czele stanął Wincenty Witos, przywódca PSL "Piast".

31 października rozpoczęto przejmowanie władzy w okupowanej przez Austro-Węgry części Królestwa. W nocy z 6 na 7 listopada w zajętym kilka dni wcześniej Lublinie powołano Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, którego premierem został Ignacy Daszyński, przywódca galicyjskich socjalistów.

W Warszawie od września 1917 r. działała powołana przez Niemcy i Austro-Węgry Rada Regencyjna. Jej członkami byli książę Zdzisław Lubomirski, arcybiskup Aleksander Kakowski i hrabia Józef Ostrowski. W grudniu 1917 r. Rada Regencyjna utworzyła gabinet ministrów, na czele którego stanął Jan Kucharzewski.

Prof. Andrzej Garlicki oceniając jej działania, stwierdzał: "Rada Regencyjna, szczególnie pod koniec swego istnienia, miała bardzo złą opinię w społeczeństwie polskim. Krytykowano ją za zbytnią uległość wobec zaborców, za konserwatyzm poglądów i były to opinie słuszne. Należy jednak docenić i to, że przejmowanie z rąk okupantów kolejnych dziedzin życia społecznego stanowiło znakomitą szkołę dla przyszłych funkcjonariuszy państwa polskiego. Zilustrować to można dziesiątkami przykładów, ale posłużmy się tylko jednym - pierwsze prace nad konstytucją niepodległej Polski zostały podjęte za czasów Rady Regencyjnej i wiele z ówczesnych ustaleń znalazło się następnie w ustawie zasadniczej. Niechętny stosunek większości społeczeństwa do rady i tworzonych przez nią instytucji wynikał również z gwałtownie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej ludności". (A. Garlicki "Historia 1815-1939. Polska i świat").

Na początku listopada 1918 r. regenci zdawali sobie sprawę, że ich polityczna rola dobiega końca i starali się powołać rząd, który miałby szerokie poparcie społeczne i któremu mogliby oddać władzę z przekonaniem, że w możliwie krótkim czasie przeprowadzi on wybory do Sejmu.

Sytuację polityczną w Warszawie zmieniło w sposób zasadniczy przybycie 10 listopada 1918 r. specjalnym pociągiem z Berlina uwolnionego z twierdzy magdeburskiej Józefa Piłsudskiego. Na Dworcu Głównym powitał go m.in. reprezentujący Radę Regencyjną książę Zdzisław Lubomirski.

Prof. Tomasz Schramm oceniając ówczesną pozycję Piłsudskiego pisał: "W jego osobie zjawiał się poważny czynnik polityczny: przywódca, za którym stała siła POW, opromieniony wspomnieniem długoletniej działalności, zsyłki, więzienia carskiego, wreszcie aktywności lat 1914-1917 i szesnastomiesięcznego więzienia w Magdeburgu, człowiek przez lewicę uznawany za swojego, przez prawicę - acz niechętnie - za +klapę bezpieczeństwa+ chroniącą przed rewolucją; jego ofiarny patriotyzm mało kto mógł wtedy kwestionować" (T. Schramm "Wygrać Polskę 1914-1918").

Tuż po przybyciu do Warszawy Piłsudski odbył rozmowy z członkami Rady Regencyjnej. W ich wyniku zrezygnował z planowanego wyjazdu do Lublina, gdzie od trzech dni na wyzwolonych terenach działał Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. Rząd ten zresztą na wiadomość o jego powrocie z Magdeburga oddał mu się do dyspozycji.

Na decyzję Piłsudskiego o pozostaniu w stolicy bez wątpienia miał wpływ fakt, iż w dniu jego przybycia do Warszawy niemiecka okupacja była już w stanie rozkładu i perspektywa utworzenia Rządu Narodowego w stolicy wydawała się bardzo bliska.

Generalny Gubernator gen. Hans von Beseler potajemnie opuścił miasto, a POW razem z żołnierzami Polskiej Siły Zbrojnej, będącej pod rozkazami Rady Regencyjnej, przystąpiły do rozbrajania stacjonujących w Warszawie oddziałów niemieckich. Na ogół akcja rozbrajania przebiegała bez walki, choć zdarzały się również ostre starcia. Do zaciętych walk doszło m.in. przy opanowywaniu Ratusza i Cytadeli.

Żołnierzy niemieckich wraz z urzędnikami w Warszawie było ok. 30 tys., natomiast w całym Królestwie 80 tys. Jeśli dodać do tego wojska niemieckie stacjonujące na froncie wschodnim, których liczebność wynosiła ok. 600 tys., to widać wyraźnie, iż gdyby jednostki niemieckie zamierzały stawiać opór, to wówczas powstające państwo polskie znalazłoby się bez wątpienia w sytuacji krytycznej. Na szczęście większość niemieckich żołnierzy myślała wówczas przede wszystkim o tym, jak najszybciej powrócić do domów.

Problemem ewakuacji niemieckiej armii Piłsudski zajął się zaraz po przybyciu do stolicy. Jeszcze 10 listopada doszło do jego spotkania z niemiecką Centralną Radą Żołnierską. W wyniku zawartych porozumień do 19 listopada ewakuowano jednostki niemieckie z Królestwa.

Przyjazd Piłsudskiego do Warszawy wywołał powszechny entuzjazm jej mieszkańców i tylko o jeden dzień wyprzedził wiadomość o tym, że w okolicach Compiegne delegacja rządu niemieckiego podpisała zawieszenie broni, które kończyło działania bojowe I wojny światowej.

W tych dniach Polacy uświadomili sobie, że po latach niewoli odzyskali niepodległość. Atmosferę tej wyjątkowej chwili tak opisywał Jędrzej Moraczewski: "Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma +ich+. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. (...) Kto tych krótkich dni nie przeżył, kto nie szalał z radości w tym czasie wraz z całym narodem, ten nie dozna w swym życiu najwyższej radości" (J. Moraczewski "Przewrót w Polsce").

11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna "wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju" przekazała władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu.

Trzy dni później Rada Regencyjna rozwiązała się, oświadczając jednocześnie, iż "od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, Panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu".

Piłsudski mając powszechne poparcie społeczne, zdecydował się przejąć władzę od regentów, podkreślając w ten sposób jej ciągłość i legalny charakter. Nie wszyscy byli zadowoleni z tej procedury, wskazując na to, iż Piłsudski nie powinien być sukcesorem instytucji powołanej do życia przez okupantów. Bez względu na te komentarze Piłsudski stał się rzeczywistym przywódcą tworzącego się państwa polskiego. Rząd lubelski rozwiązał się, Rada Regencyjna ustąpiła, a Polska Komisja Likwidacyjna zaakceptowała istniejącą sytuację.

13 listopada właśnie szefowi rozwiązanego rządu lubelskiego Ignacemu Daszyńskiemu Piłsudski powierzył misję tworzenia nowego gabinetu. Zakończyła się ona jednak niepowodzeniem, przede wszystkim z powodu sprzeciwu stronnictw prawicowych, zwłaszcza Narodowej Demokracji.

Ostatecznie 18 listopada pierwszy oficjalny rząd niepodległej Polski utworzył inny socjalista Jędrzej Moraczewski, który nie wzbudzał tak wielkich obaw prawicy, jak Daszyński.

Cztery dni później 22 listopada 1918 r. nowy rząd opracował, a Piłsudski zatwierdził "Dekret o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej". Na mocy tego dekretu, który był swego rodzaju ustawą zasadniczą, Piłsudski obejmował, jako Tymczasowy Naczelnik Państwa "Najwyższą Władzę Republiki Polskiej" i miał ją sprawować do czasu zebrania się Sejmu Ustawodawczego.

Dekretem z 28 listopada 1918 r. wybory do Sejmu zarządzone zostały na 26 stycznia 1919 r.

Listopad 1918 r. był dopiero początkiem budowy niepodległej Polski i początkiem walki o jej granice. 29 listopada 1918 r. Piłsudski zwracając się w Belwederze do grona najbliższych współpracowników tak mówił o odzyskanej niepodległości: "Jest to największa, najdonioślejsza przemiana, jaka w życiu narodu może nastąpić. Przemiana, w której konsekwencji powinno się zapomnieć o przeszłości; powinno się przekreślić wielkim krzyżem stare porachunki (...) A czas przed nami jest krótki i tylko wspólnym wysiłkiem możemy zadecydować, na jakiej przestrzeni, w jakich granicach naszą wolność obwarujemy i jak silnie staniemy na nogach, zanim dojdą z powrotem do siły i pełnego głosu sąsiedzi ze wschodu i z zachodu" (B. Miedziński "Wspomnienia", "Zeszyty Historyczne", z. 37, Paryż 1976). (PAP)

foto : wikipedia
 
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.