Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Kronika kryminalna

All Stories

Zarzut terroryzmu dla nożownika spod Pałacu Buckingham

Londyńska policja metropolitalna poinformowała w czwartek, że 26-letni Mohiussunnath Choudhury z Luton, który w ubiegły piątek został aresztowany z ponadmetrowym mieczem w pobliżu Pałacu Buckingham, usłyszał zarzut planowania ataku terrorystycznego.

 

W zeszły piątek wieczorem mężczyzna próbował w pobliżu Pałacu Buckingham zaatakować policjantów za pomocą miecza o długości ok. 120 cm. Według policji w trakcie zdarzenia miał krzyczeć "Allahu Akbar".

Napastnik rozmyślnie skierował samochód prosto w policyjny radiowóz na reprezentacyjnej alei The Mall nieopodal Pałacu, po czym zatrzymał się i sięgnął po znajdujący się w pojeździe długi miecz.

Choudhury, który przebywa w areszcie, stanie przed sądem w Londynie jeszcze w czwartek.

W niedzielę antyterroryści aresztowali ponadto 30-letniego mężczyznę powiązanego z piątkowym atakiem.

Pałac Buckingham jest londyńską rezydencją królowej Elżbiety II. Monarchini nie było w niej w trakcie zdarzenia, gdyż przebywa na wakacjach na zamku Balmoral, w Szkocji.

 

Wielka Brytania była w tym roku celem czterech ataków terrorystycznych - trzech dokonanych przez radykalnych islamistów i jednego, którego celem byli muzułmanie. Łącznie zginęło w nich 36 osób.

W kraju obowiązuje czwarty w pięciostopniowej skali, "poważny" poziom zagrożenia terrorystycznego, co oznacza, że uważa się, iż atak jest "bardzo możliwy".

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

Policja zatrzymała Artura W. podejrzanego o zabójstwo 20-latki

Policja zatrzymała 29-letniego Artura W. podejrzanego o zabójstwo 20-latki w Łodzi. Do zatrzymania doszło przed godz. 16 na jednej z ulic Koszalina - poinformowała we wtorek PAP Komenda Główna Policji.

 

"W wyniku intensywnych czynności poszukiwawczych policjanci ustalili, że poszukiwany Artur W. może przebywać w Koszalinie. Został rozpoznany i zatrzymany przez policjantów ruchu drogowego" - powiedział PAP Robert Opas z zespołu prasowego KGP.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania powiedział PAP, że zatrzymany mężczyzna zostanie prawdopodobnie w środę przewieziony do Łodzi, gdzie zostanie mu przedstawiony zarzut zabójstwa. Decyzja o aresztowaniu mężczyzny na 30 dni została wydana przez łódzki sąd już w niedzielę.

Chodzi o sprawę zabójstwa 20-letniej kobiety. Zgłoszenie o jej zaginięciu wpłynęło do policji 17 sierpnia. Złożyła je rodzina 20-latki ze Zduńskiej Woli, kobieta dwa dni wcześniej wraz ze swoim 2,5-letnim synem wyjechała do Łodzi w towarzystwie poznanego niedawno starszego o 9 lat partnera. Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny 20-latki, twierdząc, że kobieta pozostała w Łodzi, ponieważ źle się poczuła. Później kontakt z nim się urwał.

Policja znalazła ciało kobiety 26 sierpnia, w mieszkaniu wynajmowanym przez Artura W. na łódzkim osiedlu Teofilów. Skrępowane sznurem ciało ukryte było w wersalce. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie.

W trakcie śledztwa prokuratura ustaliła, że mężczyzna był karany; w 2011 r. w Wielkiej Brytanii orzeczono wobec niego wyrok co najmniej 4 lat więzienia za gwałt, a w 2015 r. był karany za uszkodzenie ciała w Niemczech. W 2015 r. zmienił nazwisko.

W tej sprawie w prokuraturze w Ostrowie Wielkopolskim toczy się także odrębne postępowanie, które dotyczy niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy z Łodzi prowadzących poszukiwania 20-latki po zgłoszeniu jej zaginięcia przez rodzinę.

Wcześniej komendant wojewódzki policji w Łodzi zawiesił w obowiązkach na trzy miesiące dwóch policjantów, którzy popełnili błędy w trakcie poszukiwań. Nie sprawdzili mieszkania partnera 20-latki, choć poinformowali, że to zrobili. Po kilku dniach inna ekipa policji weszła do mieszkania i znalazła ciało kobiety ukryte w wersalce.

Postępowaniem dyscyplinarnym objęto także dwóch innych funkcjonariuszy, który mieli sprawdzić mieszkanie, ale w ogóle do niego nie weszli, dzień po zgłoszeniu zaginięcia kobiety przez jej rodzinę. W Łódzkiem zarządzono też kontrole dotyczące prawidłowości postępowania policji we wszystkich prowadzonych sprawach poszukiwawczych.

 

Sprawa śmierci 20-latki została też - na polecenie szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka - objęta nadzorem przez komendanta głównego policji.

Za Arturem W. wydano list gończy; prokuratura skierowała też do sądu wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania.

Jak podano, policja w ścisłej współpracy z prokuraturą prowadziła szeroko zakrojone poszukiwania mężczyzny, ale szczegóły ze względu na dobro śledztwa nie były przez śledczych ujawniane.

Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi wyznaczyła wcześniej nagrodę 15 tys. zł za informacje doprowadzające do zatrzymania 29-latka.

Krzysztof Markowski, Agnieszka Grzelak-Michałowska, Karolina Kropiwiec, Grzegorz Dyjak PAP)

Londyn : śledztwo ws. nożownika przekazane antyterrorystom

Londyńska policja metropolitalna poinformowała w sobotę nad ranem, że śledztwo ws. zatrzymanego w piątek wieczorem w pobliżu Pałacu Buckingham w Londynie nożownika zostało przekazane dowództwu jednostki antyterrorystycznej.

 

Jak dodano, dwudziestokilkuletni napastnik został w nocy aresztowany na mocy ustawy antyterrorystycznej. Początkowo został zatrzymany jako podejrzany pod zarzutem napaści z intencją spowodowania poważnego uszczerbku na zdrowiu i ataku na funkcjonariuszy.

W piątek około 20:35 czasu lokalnego (21:35 czasu polskiego) mężczyzna został "namierzony" przez policję po tym, jak zatrzymał swój samochód w pobliżu jednego z radiowozów stacjonujących na reprezentacyjnej alei the Mall nieopodal Pałacu Buckingham, a funkcjonariusze zauważyli w jego pojeździe duży nóż.

W trakcie interwencji, która została w komunikacie określona jako "szybka" i "odważna", dwaj funkcjonariusze policji zostali lekko ranni w ramię. Wbrew wcześniejszym komunikatom, obaj byli przewiezieni do szpitala, gdzie przeszli dodatkowe badania, a następnie zostali zwolnieni do domu.

Pałac Buckingham jest londyńską rezydencją królowej Elżbiety II. Monarchini nie było w niej w trakcie wydarzenia, jako że przebywa na wakacjach w zamku Balmoral, w Szkocji.

 

Wielka Brytania była w tym roku celem czterech ataków terrorystycznych - trzech dokonanych przez radykalnych islamistów i jednego o charakterze anty-muzułmańskim. Łącznie zginęło w nich 36 osób.

Na terenie kraju obowiązuje czwarty, "poważny" poziom zagrożenia terrorystycznego w pięciostopniowej skali, co oznacza, że potencjalny atak jest uważany za "bardzo możliwy".

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

Sąd skazał 18-osobowy gang gwałcicieli z Newcastle

Osiemnaście osób zostało w środę uznanych przez sąd w Newcastle za winne seksualnego wykorzystywania pochodzących z trudnych środowisk kobiet, w tym małoletnich, które były wabione alkoholem i twardymi narkotykami, a następnie gwałcone.

Środowy wyrok kończy cztery powiązane ze sobą procesy, w których siedemnastu mężczyzn w wieku od 32 do 45 lat pochodzenia azjatyckiego i urodzonych w większości w Wielkiej Brytanii oraz 22-letnia Brytyjka występowało jako oskarżeni o popełnienie ponad 100 przestępstw, w tym gwałtów, dostarczania narkotyków i nakłaniania do prostytucji. Zdjęcia i pełne dane personalne skazanych zostały upublicznione.

 

Ofiarami gangu były 22 kobiety w wieku od 13 do 25 lat, które pochodziły z trudnych środowisk, co - jak zaznaczyli prokuratorzy - sprawiało, że "istniało mniejsze zagrożenie, że się sprzeciwią".

Ofiary były wabione do mieszkań sprawców na terenie Newcastle na tak zwane sesje, w trakcie których otrzymywały najpierw bezpłatnie alkohol i narkotyki, a potem były zmuszane do seksu. Wiele z nich uzależniło się od środków odurzających, co sprawiało, że musiały wracać do swoich oprawców. Jako zapłatę otrzymywały od nich narkotyki, papierosy i pieniądze.

W trakcie postępowania ujawniono kontrowersyjne posunięcie policji, jakim było wypłacenie łącznie blisko 10 tys. funtów skazanemu wcześniej gwałcicielowi - który pozostał dla szerszej publiczności anonimowy - tytułem wynagrodzenia za dostarczane przez 21 miesięcy informacje na temat działalności gangu.

Zatrzymanie i skazanie osiemnastu osób to efekt policyjnej operacji Schronienie (Shelter) dotyczącej seksualnego wykorzystywania nieletnich dziewcząt i młodych kobiet z grup szczególnego ryzyka.

Sprawy badane w ramach operacji Schronienie i równolegle prowadzonej na szerszą skalę operacji Azyl (Sanctuary) mają wiele wspólnego z ujawnionymi w ubiegłych latach skandalami w Rotherham i Rochdale, gdzie mężczyźni ze społeczności brytyjsko-pakistańskiej przez wiele lat wykorzystywali seksualnie chłopców, dziewczynki i dorosłych z grup ryzyka.

Szef policji hrabstwa Northumbria Steve Ashman zaznaczył, że do śledztwa użyto wszelkich dostępnych sił - przez trzy i pół roku prowadził je zespół 50 funkcjonariuszy, który będzie działał dalej.

 

"Nie było tutaj żadnej poprawności politycznej. To są kryminaliści i nie było żadnej wątpliwości, że należy ich aresztować i skierować przeciwko nim wszelkie środki, jakimi dysponujemy" - powiedział.

"Nie zatrzymaliśmy się i nie zatrzymamy. Będziemy stosować wszelkie dostępne nam techniki śledcze, tajne i jawne, w zmaganiu się z tym problemem" - dodał.

Wymiar kary dla skazanych zostanie orzeczony w przyszłym miesiącu.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

Niemcy/Media: nożownik z Hamburga chciał zabić jak najwięcej chrześcijan

Młody Palestyńczyk, który pod koniec lipca w Hamburgu kuchennym nożem zasztyletował jedną osobę, a siedem ranił, zeznał, że chciał zabić jak największą liczbę chrześcijan i ludzi młodych; początkowo planował atak za pomocą ciężarówki - podały niemieckie media.Młody Palestyńczyk, który pod koniec lipca w Hamburgu kuchennym nożem zasztyletował jedną osobę, a siedem ranił, zeznał, że chciał zabić jak największą liczbę chrześcijan i ludzi młodych; początkowo planował atak za pomocą ciężarówki - podały niemieckie media.

 


Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" oraz stacje telewizyjne NDR i WDR podały w środę na swoich stronach internetowych, że 26-letni Ahmad A. powiedział śledczym, iż pragnął umrzeć jak męczennik. Wyraził żal, że nie udało mu się zabić większej liczby ludzi.
Planował początkowo atak za pomocą ciężarówki lub samochodu osobowego. Decyzję o zaatakowaniu klientów supermarketu podjął spontanicznie, po wizycie w pobliskim meczecie - twierdzi zamachowiec.
Palestyńczyk zastrzegł, że nie działał w imieniu Państwa Islamskiego (IS). Jego wzorem jest sam Mahomet - zaznaczył podczas przesłuchania.
Do zamachu doszło 28 lipca w Hamburgu. Ahmad A. zaatakował kuchennym nożem klientów w supermarkecie Edeka w dzielnicy Hamburga Barmbek. Rzucił się na 50-letniego mężczyznę i zadał mu kilka śmiertelnych ciosów, a następnie zranił dwie dalsze osoby przebywające w sklepie.
Po wyjściu z supermarketu atakował przypadkowych przechodniów, zadając im ciosy nożem. Kilku ścigającym go przechodniom udało się osaczyć i obezwładnić napastnika, zanim zjawiła się policja.
W trakcie przesłuchania mężczyzna zeznał, że podczas wizyty w meczecie wzburzyły go słowa imama o konflikcie między muzułmanami i żydami o Wzgórze Świątynne w Jerozolimie.

 

Urodzony w Zjednoczonych Emiratach Arabskich arabski migrant wjechał do Niemiec w marcu 2015 roku z Norwegii. Oprócz aktu urodzenia nie miał żadnych dokumentów. Wcześniej przebywał w Szwecji i Hiszpanii. Po krótkim pobycie w Dortmundzie skierowany został do Hamburga, gdzie w maju 2015 roku złożył wniosek o azyl.
Po odrzuceniu wniosku o azyl Palestyńczyk był zobowiązany do opuszczenia Niemiec, lecz ze względu na brak dokumentów nie można go było deportować.
Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

Burmistrz Hamburga: nożownik obcokrajowcem zobowiązanym do wyjazdu z Niemiec

Burmistrz Hamburga Olaf Scholz powiedział w piątek wieczorem, że sprawca ataku w supermarkecie, to prawdopodobnie cudzoziemiec, który był zobowiązany do opuszczenia Niemiec, lecz ze względu na brak dokumentów nie można go było deportować.

 

"Jestem wściekły tym bardziej, że sprawca jest osobą, która domagała się od Niemiec ochrony, by następnie skierować przeciwko nam swoją nienawiść" - powiedział Scholz, cytowany przez agencję dpa. Polityk SPD określił zamach jako "jadowity".

W maju 2017 roku w Niemczech przebywało ponad 220 tys. migrantów, którym odmówiono azylu lub innej formy ochrony, co oznacza, że powinni oni wyjechać z kraju. Od początku roku niemieckim władzom udało się deportować do krajów pochodzenia zaledwie 12,5 tys. osób. Zwiększenie liczby wyjeżdżających jest jednym z głównych haseł kampanii wyborczej kanclerz Angeli Merkel.

Sprawca ataku nożem, do którego doszło w piątek w supermarkecie w Hamburgu, ma 26 lat i urodził się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Niemieckie media podają, ze utrzymywał kontakty ze środowiskiem salafitów - radykalnego odłamu islamu.

Berliński dziennik "Tagesspiegel" podał, powołując się na źródła w organach bezpieczeństwa, że napastnik był znany policji jako islamista, a do Niemiec przybył podając się za uchodźcę. Według wielu świadków, napastnik podczas ataku wznosił okrzyki "Allahu Akbar".

 

Policja nie potwierdziła, że 26-latek jest islamistą. "Prowadzimy śledztwo we wszystkich kierunkach" - powiedział policyjny rzecznik.

Uzbrojony w długi nóż kuchenny napastnik wtargnął po godzinie 15 do supermarketu sieci Edeka w dzielnicy Hamburga Barmbek. Po ucieczce z supermarketu sprawca nadal atakował przechodniów. Ścigający go świadkowie zdarzenia obezwładnili go, wspólnie z policjantami po cywilnemu, w pobliżu miejsca zdarzenia.

Ofiarą śmiertelną napastnika jest 50-letni mężczyzna zasztyletowany w supermarkecie. Rany, po części bardzo poważne, odnieśli 50-letnia kobieta i mężczyźni w wieku 64, 57, 56 i 19 lat. 35-letni mężczyzna został ranny podczas próby obezwładnienia nożownika.

Policja poinformowała, że sprawca działał sam i nie miał wspólników.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

Dożywocie za zabójstwo małżeństwa sprzed 16 lat

Za zabójstwo małżeństwa Doroty i Zbigniewa S. z Gliwic (Śląskie) sprzed 16 lat tamtejszy sąd okręgowy we wtorek skazał dwóch mężczyzn na łączną karę dożywotniego pozbawienia wolności, a trzeciemu wymierzył łączną karę 12 lat pozbawienia wolności.

 

Dwóm pozostałym mężczyznom oskarżonym o uprowadzenie małżeństwa ze szczególnym udręczeniem zasądził po 3 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności.

W ocenie sądu, "wina oskarżonych nie budzi jakichkolwiek wątpliwości". Wyrok nie jest prawomocny.

Do zbrodni doszło we wrześniu 2001 r. Sprawę policjanci rozwikłali dopiero po kilkunastu latach; wtedy też udało się odnaleźć zakopane w lesie ciała ofiar. Jak wynika z relacji sądu, skazani mężczyźni wtargnęli do mieszkania małżeństwa S., następnie przemocą skrępowali ofiary i wywieźli je, potem przetrzymywali przez kilka dni w bunkrze, by na koniec zamordować małżonków i zakopać ich ciała. Kobieta zmarła w wyniku uduszenia (miała przyklejoną taśmę na twarzy), a mężczyzna w wyniku obrażeń, w tym głowy, po licznych uderzeniach twardym przedmiotem.

Trzej mężczyźni zostali skazani za zabójstwo. Łączną karę dożywotniego pozbawienia wolności otrzymali Roman C. i urodzony w Rydze Vladimirs A.; C. może skorzystać z warunkowego zwolnienia po odbyciu 40 lat kary, a A. – po 35 latach. Obaj nie przyznali się do winy.

Trzeci z mężczyzn, Piotr S., który współpracował ze śledczymi i przyznał się do winy, otrzymał łączną karę 12 lat pozbawienia wolności.

Sąd uznał, że skazani za zabójstwo dopuścili się dwóch odrębnych czynów; otrzymali więc kary podwójne, które następnie złączono.

Z kolei oskarżeni o uprowadzenie małżonków ze szczególnym udręczeniem, którzy również przyznali się do winy i współpracowali ze śledczymi, Tobiasz W. i Bogdan G., zostali skazani na 3 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności.

Co do kary dla Piotra S., sąd zdecydował się na uwzględnienie okoliczności łagodzących, biorąc pod uwagę to, że współpracował on ze śledczymi i ujawnił okoliczności zbrodni. "Ponadto sąd miał też na uwadze, że Piotr S. bezpośrednio nie uczestniczył w zadawaniu uderzeń pokrzywdzonemu" – mówił sędzia Adam Chodkiewicz. Dodał, że – według zeznań samego S. – przywiózł on pokrzywdzonych w miejsce zbrodni i brał udział w zakopaniu ich ciał.

Obrońca Piotra S. adwokat Aleksandra Kwiatek-Deka nie wykluczyła jednak apelacji. "W mojej ocenie (wyrok) nie jest bardzo surowy, bowiem spodziewaliśmy się takiego orzeczenia, natomiast w mojej ocenie istnieje też podstawa do tego, żeby sąd zastosował obligatoryjnie nadzwyczajne złagodzenie, czego nie uczynił, dlatego też nie wykluczam wniesienia apelacji w tej sprawie – tylko w oparciu oczywiście o orzeczenie co do kary, bo tutaj uznanie oskarżonego (za) winnego było oczywiste, bo się przyznał" – mówiła dziennikarzom.

"Wnioskowałam w mowie końcowej o 8 lat pozbawienia wolności, więc taki też wyrok byłby najbardziej satysfakcjonujący dla nas i dlatego może będziemy wnosić o apelację" – dodała adwokat.

Z kolei w ocenie prokurator Kariny Spruś, "wyrok jest niezwykle satysfakcjonujący" i zgodny z wnioskami prokuratury. Pytana o ewentualną apelację, powiedziała, że najpierw musi "na spokojnie" zapoznać się z treścią wyroku.

Dodała, że w ocenie prokuratury było to zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. "Poniekąd, pośrednio sąd również przystał na tę kwalifikację (...), z tym że - jak już wyjaśnił sąd - z uwagi na zmiany proceduralne nie można było przyznać tej kwalifikacji, która została przyjęta w akcie oskarżenia" – dodała.

Jak tłumaczył bowiem sędzia Chodkiewicz, sąd musiał zmienić kwalifikację prawną czynów z uwagi na zmianę przepisów z art. 148 i 189 Kk w okresie od popełnienia zabójstwa (2001 r.) do czasu wyrokowania.

 

Małżeństwo Doroty i Zbigniewa S. prowadziło punkt gastronomiczny na stadionie Piasta Gliwice. Jak podał sąd, popadli w długi, pożyczyli pieniądze od znajomych, a potem okazało się, że nie są w stanie ich oddać. Jak relacjonował sędzia Chodkiewicz, miał się o tym dowiedzieć Vladimirs A., który miał znać osoby, od których małżeństwo S. pożyczyło pieniądze.

Małżonkowie zniknęli nagle we wrześniu 2001 r. Policja początkowo przypuszczała, że mogło chodzić o ucieczkę przed wierzycielami. Zostawili list, w którym Dorota S. napisała, że pojechała z mężem do jej rodziny; w ich mieszkaniu znaleziono też martwego owczarka niemieckiego. W odnalezionym po kilku dniach samochodzie małżeństwa były m.in. kominiarki i łopata.

Wtedy nie udało się ustalić okoliczności sprawy. Na znalezionych w aucie przedmiotach był materiał DNA potencjalnych sprawców, ale nie było go z czym porównać. Przełom nastąpił po latach, kiedy policjanci wytypowali Bogdana G. jako osobę, która może mieć związek ze zniknięciem małżeństwa.

G. to osoba z kręgu znajomych Tobiasza W., skazanego w 2005 r. na dożywocie za zabójstwo innego małżeństwa z Gliwic - Małgorzaty i Pawła Siudzińskich. Do tamtej zbrodni doszło w lutym 2004. Bandyci napadli młode małżeństwo w ich domu, okradli go, a ofiary uprowadzili, dręczyli i okrutnie zamordowali.

Okazało się, że faktycznie materiał genetyczny pasuje do profilu DNA G.

Na odnalezionych następnie szkieletach - ich tożsamość potwierdziło badanie DNA - znaleziono sznurek, którymi bandyci skrępowali ofiary.

Tobiasz W. i Roman C. odsiadują już wyrok dożywocia za zabójstwo Siudzińskich.

Agnieszka Kliks-Pudlik (PAP)

CBŚP zatrzymało podejrzanego o zabójstwo przedsiębiorcy sprzed 17 lat

Funkcjonariusze katowickiego CBŚP zatrzymali mężczyznę podejrzanego o zabójstwo przedsiębiorcy na Dolnym Śląsku w 2000 r.- dowiedziała się PAP w CBŚP. Sławomir B. usłyszał zarzuty zabójstwa z użyciem broni palnej i został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

 

Podejrzanym o zbrodnię jest mężczyzna z najbliższego otoczenia ofiary, pożyczający w przeszłości pieniądze od zamordowanego Radosława S. Zatrzymany Sławomir B. ma obecnie 54 lata i zajmował się drobnym handlem w województwie dolnośląskim. Za zarzucany czyn grozić mu może nawet dożywocie.

Mężczyzna usłyszał w Śląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach zarzuty zabójstwa z użyciem broni palnej. Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Sławomira B. na 3 miesiące.

W 2000 r., w Oleśnicy na Dolnym Śląsku, w tajemniczych okolicznościach zaginął Radosław S., lokalny przedsiębiorca. Kilka miesięcy później zwłoki Radosława S. znaleziono w sąsiedniej gminie. Mężczyzna został zamordowany przy użyciu broni palnej, a jego ciało zakopano i przysypano wapnem.

Jednym z elementów prowadzonej przez Radosława S. działalności było udzielanie pożyczek na wysoki procent. Według informacji policjantów Radosław S., tuż przed swoim zaginięciem zrealizował w banku czek na znaczną kwotę. Pieniędzy tych nigdy nie odnaleziono. W sprawie śmierci mężczyzny Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy prowadziła śledztwo, które wobec niewykrycia sprawcy przestępstwa umorzono w 2002 r.

 

Sprawa ponownie wypłynęła w 2016 r., kiedy policjanci katowickiego CBŚP wraz z prokuratorem, weryfikując informacje w śledztwie dotyczącym innej sprawy, zdecydowali o podjęciu umorzone postępowanie w sprawie zabójstwa przedsiębiorcy. Po kilku miesiącach pracy udało się zatrzymać podejrzanego i przedstawić mu zarzutu.(PAP)

USA/Policja zatrzymała nożownika, który zabił 2 pasażerów w pociągu

Policja zatrzymała mężczyznę, który ranił nożem w piątek 3 pasażerów pociągu w Portland – podały w sobotę służby stanu Oregon. Stanęli oni w obronie dwóch kobiet, które zaatakowano, bo "wyglądały jak muzułmanki". Dwójka ugodzonych przez sprawcę nożem zmarła.

Do tragedii doszło na kilka godzin przed rozpoczęciem Ramadanu, w pociągu podmiejskim w Portland.

Napastnik, 35-letni Jeremy Joseph Christian, wykrzykując hasła religijne, rzucił się w kierunku dwóch kobiet, które "wyglądały jak wyznawczynie islamu, gdyż nosiły hidżab". Napaści próbowali zapobiec pasażerowie. Sprawca ranił śmiertelnie 53-letniego Ricky'ego J. Besta, który wykrwawił się na miejscu oraz Taliesina Namkai Meche (23 lata), który zmarł potem w szpitalu.

Trzeci ranny, 21-letni Micah David Cole Fletcher, przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Tożsamość 35-letniego Jeremiego Josepha Christiana, już wcześniej karanego za napaść, udało się ustalić jeszcze w piątek, bezpośrednio po ataku.

Mimo że strona Christiana na Facebooku świadczy o jego wyraźnych przekonaniach rasistowskich i upodobaniu do skrajnych postaw, policja nie chce na obecnym etapie rozstrzygać, czy było to przestępstwo wynikające z nienawiści czy też akt terroru.

Christianowi postawiono zarzut podwójnego morderstwa. Sędzia nie przychylił się do wniosku o zwolnienie za kaucją. Pozostaje on od soboty w areszcie. (PAP)

Podejrzany o zabójstwo I. Cygan sprowadzony z Wiednia do Krakowa

Na lotnisku wojskowym w Balicach wylądował w czwartek po południu samolot wojskowy CASA ze sprowadzonym z Austrii w ramach ekstradycji Piotrem K., podejrzanym o zabójstwo Iwony Cygan przed blisko 19 laty.

 

Informację uzyskaną przez PAP potwierdził rzecznik małopolskiej policji mł. insp. Sebastian Gleń.

Po wylądowaniu podejrzany został przewieziony do aresztu śledczego na ul. Montelupich, skąd zostanie doprowadzony na przesłuchanie.

"Planowane czynności przesłuchania Pawła K. wyznaczono na termin 17 maja" – powiedział z kolei PAP prok. Piotr Krupiński, naczelnik Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

Jak mówił w czwartek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, "śledztwo w sprawie śmierci Iwony Cygan jest bardzo trudne, wiąże się z zaniechaniami organów ścigania sprzed lat".

Sprawa dotyczy zabójstwa 17-letniej Iwony Cygan ze Szczucina, do którego doszło w nocy z 13 na 14 sierpnia 1998 r. Ciało znalazł następnego dnia, przy wale Wisły, w Łęce Szczucińskiej przypadkowy świadek. Z sekcji zwłok wynikało, że dziewczyna została uduszona. Ponieważ bezpośrednio po zabójstwie nie udało się ustalić sprawcy, śledztwo po pewnym czasie zostało umorzone.

Obecnie kontynuuje je zamiejscowy krakowski wydział Prokuratury Krajowej wraz z policjantami ze specjalnej grupy, zajmującej się niewyjaśnionymi zbrodniami sprzed lat - Archiwum X Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. W wyniku intensywnych czynności śledczych pod koniec grudnia ub.r. ustalono podejrzanych w tej sprawie.

Po przełamaniu przez śledczych "zmowy milczenia", w sprawie o zabójstwo sprzed blisko 19 lat ustalono dziewięć podejrzanych osób.

Na podstawie nowych ustaleń prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutu zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem Pawłowi K. pseud. "Młody Klapa", urodzonemu w 1971 roku w Szczucinie i mieszkającemu w Wiedniu (Austria). Wydała też za nim list gończy, a Sąd Okręgowy w Tarnowie wydał Europejski Nakaz Aresztowania. Na tej podstawie Paweł K. został zatrzymany 9 stycznia w Wiedniu przez austriackie organy ścigania.

W połowie stycznia - zgodnie z oczekiwaniami strony austriackiej - wysłany został wniosek o ekstradycję. W lutym Sąd Krajowy w Wiedniu wydał zgodę na ekstradycję, a 25 kwietnia Wyższy Sąd Krajowy utrzymał ją w mocy, nie uwzględniając zażalenia obrońcy podejrzanego.

Jak wynikało z zarzutu, zawartego w liście gończym, podejrzany 13 i 14 sierpnia 1998 r., w Szczucinie i Łęce Szczucińskiej, korzystając z pomocy dwóch osób, m.in. swojego ojca (który usłyszał zarzuty pomocnictwa i trafił do aresztu), dopuścił się zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. W Szczucinie K. miał zadawać swojej ofierze liczne ciosy twardym narzędziem, a następnie wywieźć ją w okolice wałów przeciwpowodziowych w Łęce Szczucińskiej i - brutalnie krępując - doprowadzić do śmierci.

 

Oprócz Pawła K. i jego ojca, zarzuty usłyszało też sześciu ówczesnych lub obecnych funkcjonariuszy policji. Zarzucono im nadużycie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub niedopełnienie obowiązków oraz poplecznictwo, czyli utrudnianie postępowania karnego - co skutkowało niewykryciem sprawcy zabójstwa i jego pomocników przez ponad 18 lat. Wszyscy zostali aresztowani. Jeden z nich dobrowolnie poddał się karze i został skazany przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Tarnowskiej na 11 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 3 tys. grzywny.

Kolejną podejrzaną osobą jest ówczesna koleżanka Iwony Cygan, Renata G.-D., której zarzucono czterokrotne składanie fałszywych zeznań. Ona również trafiła do aresztu.

Jak informowała wcześniej prokuratura, dane zgromadzone w wyniku eksperymentu procesowego w Łęce Szczucińskiej z października ub.r., przesłuchania świadków, uprzednio uzyskana opinia Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie i zgromadzone dowody, dały podstawę do zmiany kwalifikacji prawnej czynu na zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.

Do tej pory policja i prokuratura, analizując zgromadzony materiał dowodowy, ustaliły też, że z zabójstwem Iwony C. bezpośredni związek ma zaginięcie i śmierć innego mieszkańca tej miejscowości. Mężczyzna ten w styczniu 1999 r., bezpośrednio po emisji programu kryminalnego, w którym omawiane było zabójstwo nastolatki i zapowiadana nagroda dla informatora, miał opowiadać, że zna sprawcę. Następnego dnia zniknął. Jego zwłoki znaleziono po kilku miesiącach w Wiśle, kilkanaście kilometrów poniżej Łęki Szczucińskiej. (PAP)

Austria/Ośmiu Irakijczyków skazanych za zbiorowy gwałt na Niemce

Sąd w Wiedniu skazał w czwartek ośmiu Irakijczyków na kary od 9 do 13 lat więzienia za zbiorowy gwałt na 28-letniej Niemce w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia. Jeden Irakijczyk został uniewinniony z braku dowodów winy.

Niemka przyjechała do Wiednia na sylwestra. Nad ranem, kiedy była mocno pijana (ponad 2 promile alkoholu we krwi), spotkała czterech Irakijczyków przed jednym z lokali. Jak pisze agencja APA, Irakijczycy wykorzystali jej stan upojenia alkoholowego i zaprowadzili ją do mieszkania swego znajomego. W mieszkaniu tym było kolejnych pięciu Irakijczyków.

Według aktu oskarżenia wszystkich dziewięciu mężczyzn - najmłodszy ma 22 lata, a najstarszy 48 i są ze sobą spokrewnieniu lub spowinowaceni - kolejno zgwałciło Niemkę.

Irakijczycy nie przyznawali się do gwałtu. Jeden zeznał, że uprawiał seks z tą kobietą, ale twierdził, że doszło do tego z jej inicjatywy. Najstarszy przekonał sąd, że spał tej nocy, nie wiedział, co działo się w mieszkaniu, a rano tylko pomógł Niemce wstać. Został uniewinniony.

Czwartkowy wyrok wiedeńskiego sądu nie jest prawomocny. Skazani zapowiedzieli apelację. Także uniewinnienie jednego z oskarżonych nie jest jeszcze prawomocne. (PAP)

Malezja/ Podejrzanej o zabójstwo Kim Dzong Nama zapłacono 90 USD

Indonezyjka podejrzewana o zabójstwo Kim Dzong Nama, przyrodniego brata przywódcy Korei Płn. Kim Dzong Una, dostała równowartość 90 USD za, jak jej powiedziano, wzięcie udziału w programie typu "ukryta kamera". W sobotę rozmawiali z nią indonezyjscy dyplomaci.

Przedstawiciele indonezyjskiej ambasady w Kuala Lumpur przez 30 minut rozmawiali na komisariacie policji z 25-letnią podejrzaną Siti Aisjah.

Powiedziała ona im, że 30-letni mężczyzna z Korei Północnej zapłacił jej 400 ringgitów (90 dolarów) za wtarcie w twarz Kim Dzong Nama substancji, która miała być olejkiem dla dzieci. Ten "żart" miał zostać nagrany przez kamery.

Tymczasem badania wykazały, że w wyniku ataku z 13 lutego, do którego doszło na lotnisku w Kuala Lumpur, Kim Dzong Nam został zabity gazem bojowym VX, bardziej trującej wersji paralityczno-drgawkowego sarinu. Atak został nagrany na kamerach monitoringu.

Indonezyjski dyplomata powiedział, że Siti czuje się dobrze, chociaż policja wcześniej informowała, że po zatrzymaniu wymiotowała. Powodem miał być kontakt z substancją, którą wtarła w twarz Kim Dzong Nama.

Przedstawiciel wietnamskiej ambasady odwiedził drugą kobietę zatrzymaną w związku z zabójstwem, Doan Thi Huong, która jest Wietnamką. Nie udzielił jednak komentarzy dziennikarzom.

Malezyjska policja podała, że kobiety zostały przeszkolone, aby od razu po ataku udać się do toalety i umyć ręce.

Oprócz tych dwóch podejrzanych, jako osoby mogące mieć związek z zabójstwem policjanci zidentyfikowali także ośmiu obywateli Korei Północnej, w tym attache północnokoreańskiej ambasady w Kuala Lumpur oraz pracownika północnokoreańskich linii Air Koryo. Jeden z mężczyzn już jest w areszcie, a co najmniej czterech uciekło z Malezji i najpewniej znajduje się w Korei Północnej.

W związku z zabójstwem doszło do napięć na linii Pjongjang-Kuala Lumpur.

Południowokoreańskie i amerykańskie władze są przekonane, że zabójstwa dokonały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Wywiad Korei Południowej poinformował deputowanych południowokoreańskich, że rozkaz zabicia swego przyrodniego brata wydał Kim Dzong Un i że taką próbę podjęto już w 2012 roku.

Do zabójstwa Kim Dzong Nama doszło w czasie, gdy Kim Dzong Un próbuje umocnić swoją władzę, którą sprawuje od śmierci swego ojca Kim Dzong Ila w 2011 roku oraz gdy na Pjongjang wywierana jest coraz większa presja międzynarodowa w związku z jego programami - nuklearnym i rakietowym.

Kim Dzong Nam, najstarszy syn poprzedniego przywódcy Korei Północnej, Kim Dzong Ila, był niegdyś postrzegany jako jego następca. Wyrażał sprzeciw wobec przekazania władzy Kim Dzong Unowi i dynastycznej kontroli odizolowanego państwa przez swoją rodzinę. Od wielu lat mieszkał za granicą, krążąc między Makau, Pekinem i Hongkongiem. (PAP)

Poznań/ Adam Z. oskarżony o zabójstwo Ewy Tylman zwolniony z aresztu

Sąd Okręgowy w Poznaniu podjął w poniedziałek decyzję o zwolnieniu z aresztu Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Proces mężczyzny rozpoczął się w styczniu. Za zabójstwo z zamiarem ewentualnym grozi mu kara do 25 lat więzienia lub dożywocie.

W zamian za areszt sąd zastosował wobec Adama Z. dozór policji i zakazał mu opuszczania kraju.

Adam Z. przebywał w areszcie od grudnia 2015 roku. Poniedziałkowe posiedzenie sądu było niejawne; dziennikarzy wpuszczono na salę tylko na ogłoszenie decyzji.

Proces Adama Z. rozpoczął się w styczniu. Prokuratura zarzuciła mężczyźnie, że 23 listopada 2015 r., przewidując możliwość pozbawienia życia Ewy Tylman, zepchnął ją ze skarpy, a potem nieprzytomną - do wody. Według biegłych, w chwili popełnienia przestępstwa mężczyzna był poczytalny.

Adam Z. nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Odmówił składania wyjaśnień przed sądem i odpowiadał wyłącznie na pytania obrony. W trakcie procesu nie podtrzymał też wcześniejszych wyjaśnień przytoczonych przez sąd, w części dotyczącej tego, co się działo po wyjściu z klubu. Twierdzi, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do niekorzystnych dla niego wyjaśnień zmuszali go policjanci.

Podczas piątkowej rozprawy sąd uprzedził strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy - za ten czyn grozi do 3 lat więzienia. Zdaniem obrońcy oskarżonego, jak i pełnomocników rodziny Ewy Tylman była to dość precedensowa sytuacja, ponieważ zazwyczaj o takiej możliwości sąd uprzedza pod koniec procesu.

W przypadku przedłużenia tymczasowego aresztu jedną z przesłanek jest grożąca oskarżonemu wysoka kara. W piątek obrońca Adama Z. oraz pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych zgodnie stwierdzili, że wydane przez sąd oświadczenie będzie miało znaczny wpływ na poniedziałkowe posiedzenie aresztowe Adama Z. (PAP)

Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.