Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Kronika kryminalna

All Stories

CBŚP: policyjni "łowcy cieni" zatrzymali poszukiwanych m.in. przez Wielką Brytanię

Policjanci z grupy tzw. łowców cieni Centralnego Biura Śledczego Policji namierzyli i zatrzymali trzech mężczyzn, w tym dwóch poszukiwanych przez Wielką Brytanię - poinformowała PAP kom. Iwona Jurkiewicz z CBŚP. Byli poszukiwani m.in. w związku z przemytem narkotyków i handlem ludźmi.

Wszyscy zatrzymani pochodzą z Polski, dwóch z nich zostało skazanych przez sądy w Wielkiej Brytanii na kary 13 i 11 lat więzienia za - odpowiednio - przemyt znacznych ilości narkotyków oraz handel ludźmi. Trzeci z mężczyzn był natomiast poszukiwany przez Sąd Okręgowy w Warszawie w związku z wyrokiem za udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Jak poinformowała rzecznik prasowa CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz, pierwszy z mężczyzn był poszukiwany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wydanego przez Sąd Koronny w Bristolu w styczniu 2019 roku. 32-latek został skazany w Wielkiej Brytanii na karę 13 lat więzienia "za przemyt znacznych ilości narkotyków oraz pranie pieniędzy".

Jurkiewicz zaznacza, że w trakcie trwania procesu w Wielkiej Brytanii mężczyzna pochodzący z województwa śląskiego zbiegł do Polski. W kraju był notowany za bójki i pobicia z użyciem niebezpiecznych narzędzi.

"Tuż po tym, gdy strona brytyjska przekazała informację o ściganym do Centralnego Biura Śledczego Policji, do akcji wkroczyli policjanci z grupy tzw. łowców cieni. Intensywne działania doprowadziły funkcjonariuszy na warszawskie osiedle. Tam na jednej z ulic Pragi Północ w Warszawie zatrzymali całkowicie zaskoczonego mężczyznę" - informuje Jurkiewicz.

W ręce "łowców cieni" wpadł również 53-letni Ignacy B., który był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania wydanym przez Wielką Brytanię w związku ze wyrokiem 11 lat pozbawienia wolności. Jak informuje CBŚP, brytyjski sąd uznał, że poszukiwany był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się handlem ludźmi. Na terenie Wielkiej Brytanii zatrzymano w tej sprawie jeszcze 16 innych podejrzanych, którzy następnie zostali skazani na kary bezwzględnego pozbawienia wolności.

"Mężczyzna w trakcie prowadzonego procesu wyjechał do Polski, gdzie przebywał, zmieniając miejsca pobytu. Na początku ukrywał się na terenie województwa łódzkiego, a następnie na terenie województwa kujawsko-pomorskiego. Policjanci CBŚP ustalili, że poszukiwany znajduje się we Włocławku, gdzie został zatrzymany" - zaznacza kom. Jurkiewicz. Jak dodaje, decyzję ws. ekstradycji mężczyzny do Wielkiej Brytanii podejmie sąd.

Trzeci zatrzymany był poszukiwany od 2017 roku na podstawie dwóch listów gończych wydanych przez Sąd Okręgowy w Warszawie za przestępstwa dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym.

Grupa, w której działał poszukiwany 62-letni Krzysztof K., zajmowała się m.in. wymuszeniami rozbójniczymi czy przestępstwami przeciwko wolności oraz przestępstwami narkotykowymi.

"Poszukiwany za popełnione czyny został skazany na 5 lat pozbawienia wolności. W wyniku podjętych czynności +łowcy cieni+ ustalili jego miejsce ukrywania. Mężczyzna przebywał w powiecie węgrowskim, gdzie został zatrzymany, a następnie doprowadzony do zakładu karnego" - poinformowała kom. Iwona Jurkiewicz.(PAP)

autor: Marcin Chomiuk

Po 7 latach podejrzany o śmiertelne pobicie zatrzymany w Wielkiej Brytanii

Po 7 latach poszukiwań przed polskim wymiarem sprawiedliwości stanął 29-latek z Łaz (Śląskie), podejrzany o śmiertelne pobicie. Mężczyzna został zatrzymany w Wielkiej Brytanii; już przewieziono go do Polski – podała we wtorek policja.

24 lutego 2012 roku, w jednym z barów w Łazach został ciężko pobity 30-latek. Zmarł w szpitalu 12 dni później.

"Śledczy ustalili, że odpowiedzialny za ten czyn był mający wówczas 22 lata mieszkający w Łazach pseudokibic jednego z klubów piłkarskich. Mężczyzna zbiegł z miejsca przestępstwa i od tego czasu ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Policjanci dowiedzieli się, że może on przebywać na terenie Wielkiej Brytanii i wystąpili do Sądu Okręgowego w Częstochowie o Europejski Nakaz Aresztowania" - podała policja.

Czynności związane ze sprowadzeniem podejrzanego pomogli realizować policjanci z komendy wojewódzkiej w Katowicach. Dzięki międzynarodowej współpracy organów ścigania 29-letni mężczyzna został zatrzymany. Po przeprowadzeniu procedur ekstradycyjnych został sprowadzony do Polski.

"Wczoraj policjanci z Łaz doprowadzili go do prokuratury, a następnie do Sądu Rejonowego w Zawierciu, który zastosował wobec niego dwumiesięczny areszt" - poinformował zespół prasowy śląskiej policji.

Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym mężczyźnie grozi od 2 do 12 lat więzienia.(PAP)

autor: Krzysztof Konopka

Politycy potępiają zabójstwo dziennikarki w Irlandii Płn.

Brytyjska premier Theresa May, szefowie głównych północnoirlandzkich partii politycznych, a także premier Irlandii Leo Varadkar potępili w piątek zabójstwo 29-letniej dziennikarki Lyry McKee, która zginęła w trakcie nocnych zamieszek w Londonderry.

W Irlandii Północnej od końca lat 60. XX wieku do 1998 roku trwał konflikt między protestancką większością, chcącą pozostania pod zwierzchnictwem Londynu, a katolicką mniejszością walczącą o zjednoczenie Irlandii. Londonderry - nazywane przez katolików Derry - to jedno z miejsc najmocniej dotkniętych konfliktem.

Czwartkowe zamieszki wybuchły, gdy północnoirlandzka policja weszła na tradycyjnie republikańskie osiedle Creggan w północno-zachodniej części miasta w celu przeprowadzenia przeszukiwań związanych ze spodziewanymi atakami terrorystycznymi przed rocznicą powstania wielkanocnego z 1916 roku przeciwko rządom Londynu.

Nagrania z miejsca zdarzenia wskazywały, że w trakcie konfrontacji zamaskowani napastnicy rzucili w stronę funkcjonariuszy kilkadziesiąt koktajli mołotowa, doprowadzając m.in. do spalenia dwóch porwanych samochodów policji. W pewnym momencie zamaskowany mężczyzna otworzył ogień w stronę policji i około stu gapiów, w tym dziennikarzy, trafiając McKee.

Krótko przed śmiercią kobieta opublikowała na swoim profilu na Twitterze zdjęcie z miejsca zdarzenia, opisując trwające starcia powiązanych z Nową Irlandzką Armią Republikańską (Nowa IRA) republikańskich bojówek z policją jako "zupełne szaleństwo".

Nowa IRA to organizacja, która powstała w 2012 roku w wyniku fuzji kilku grup sprzeciwiających się procesowi pokojowemu na wyspie Irlandia, opartemu na kończącym etniczno-religijny konflikt porozumieniu wielkopiątkowym z 1998 roku. Grupa była w ostatnich latach uznana za winną dwóch morderstw pracowników służby więziennej i szereg pomniejszych ataków.

Brytyjska premier May nazwała w piątek śmierć McKee "szokującą" i "kompletnie bezsensowną", wyrażając "najgłębsze kondolencje" dla jej rodziny, przyjaciół i współpracowników. "Była dziennikarką, która zginęła, wykonując odważnie swoją pracę" - zaznaczyła szefowa rządu.

Z kolei premier Irlandii wygłosił specjalne oświadczenie prasowe, w którym podkreślił, że "w Irlandii ani Irlandii Północnej nie ma miejsca ani uzasadnienia dla przemocy politycznej".

"Dwadzieścia jeden lat temu, w Wielki Piątek, ludzie północy i południa (Irlandii) wybrali pokój, demokrację, podział władzy i coraz bliższą współpracę i nie damy się ściągnąć z powrotem w tę przeszłość" - zaznaczył.

"Ci, którzy przeprowadzili (ten atak), nie dzielą swoich poglądów z naszym narodem ani republiką, a my ich odrzucamy. To nie był atak na jednego obywatela, ale na nas wszystkich, nasz naród i nasze swobody" - tłumaczył.

Irlandzki prezydent Michael D. Higgins mówił o "szoku, wściekłości i wielkim smutku", który odczuwali Irlandczycy w związku z zamieszkami i śmiercią dziennikarki.

Akt agresji potępili także liderzy sześciu głównych organizacji politycznych w Irlandii Północnej, zapewniając we wspólnym oświadczeniu, że są "zjednoczeni w odrzuceniu odpowiedzialnych za to haniebne przestępstwo".

"Morderstwo Lyry było atakiem na wszystkich członków tej społeczności; atakiem na pokój i procesy demokratyczne. To bezcelowy i daremny akt mający na celu zniszczenie postępu, którego dokonaliśmy przez ostatnie 20 lat i który może liczyć na zdecydowane poparcie ludzi" - napisano.

Zabójstwo tej uznawanej za jedną z najbardziej utalentowanych dziennikarek w Irlandii Północnej zostało także bezwarunkowo potępione m.in. przez Narodowy Związek Dziennikarzy (NUJ), a także przebywającą z wizytą w kraju spikerkę amerykańskiej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi.

Jednak niewielkie radykalne ugrupowanie Saoradh, które jest uznawane za mające zbieżny program polityczny z Nową IRA, obciążyło odpowiedzialnością za zamieszki "siły brytyjskiej korony". Napisano, że "republikański wolontariusz próbował chronić ludzi przed PSNI", czyli północnoirlandzką policją.

"W wyniku tragicznego zbiegu wydarzeń przypadkowo zginęła także dziennikarka opisująca te zajścia" - tłumaczono.

Sytuacja w Irlandii Północnej jest niestabilna od początku roku, co zbiega się w czasie z rosnącą niepewnością dotyczącą przyszłości procesu pokojowego w wyniku decyzji Wielkiej Brytanii o wyjściu z Unii Europejskiej; brexit może doprowadzić np. do powrotu twardej granicy pomiędzy Ulsterem a pozostającą we Wspólnocie republiką Irlandii.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

Cztery osoby ranne w atakach nożownika w Londynie

Cztery osoby zostały ranione nożem w plecy w weekend w północnej części Londynu. Policja poszukuje sprawcy, u którego podejrzewa problemy psychiczne. Wykluczono, by ataki miały podłoże terrorystyczne.

Wszystkie ofiary - kobieta i trzej mężczyźni - zostały znienacka dźgnięte w plecy w londyńskiej dzielnicy Edmonton. Dwie z tych osób są w stanie krytycznym.

Według wstępnych ustaleń osoby te były wybierane losowo, a łączył je fakt, że w chwili napaści szły ulicą same. Policja zakłada, że nożownik działał w pojedynkę i może cierpieć na zaburzenia psychiczne, a wszystkie cztery ataki traktuje jako powiązane.

Do pierwszego ataku doszło w sobotę wieczorem, do ostatniego w niedzielę rano.

Aresztowano mężczyznę podejrzanego o spowodowanie ciężkiego uszkodzenia ciała, poszukiwań nie wstrzymano jednak na wypadek, gdyby nie chodziło tu o sprawcę czterech napadów.

Policja wezwała mieszkańców do zgłaszania wszelkich informacji mogących pomóc w śledztwie oraz poinformowała, że wysłała na ulice Londynu dodatkowe patrole. (PAP)

Policja: atak nożownika aktem radykalnie prawicowego terroryzmu

Brytyjska policja poinformowała w niedzielę wieczorem, że sobotni atak nożownika w Stanwell, w którym jedna osoba została ranna został uznany za zajście terrorystyczne inspirowane przez radykalną prawicę. Incydent potępiła premier Theresa May.

Policjanci zostali wezwani na miejsce zdarzenia w sobotę wieczorem wobec doniesień o agresywnych zachowaniu mężczyzny, który wykrzykiwał rasistowskie komentarze skierowane wobec społeczności muzułmańskiej. Wkrótce później otrzymali drugie zgłoszenie dotyczące ataku przy użyciu noża.

Na miejsce wysłano uzbrojony oddział policji, który zatrzymał 50-letniego mężczyznę. Ofiarą jego ataku był 19-letni mężczyzna, który musiał zostać przewieziony do szpitala, gdzie pozostaje pod opieką lekarzy. Jak zaznaczono, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

W niedzielę funkcjonariusze przeszukali dom napastnika, który został zatrzymany jako podejrzany o próbę zabójstwa i zakłócenie porządku publicznego na tle rasistowskim.

Szef jednostki ds. zwalczania terroryzmu Neil Basu zastrzegł, że prowadzone śledztwo jest "wciąż na wczesnym etapie, ale (zdarzenie) ma cechy charakterystyczne dla wydarzenia terrorystycznego inspirowanego przez radykalną prawicę".

"Jesteśmy zdeterminowani, aby zwalczać wszystkie formy toksycznej, ekstremistycznej ideologii, która ma potencjał stworzenia zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego" - podkreślił.

Wcześniej londyńska policja metropolitalna informowała też o ataku na tle nienawiści rasowej pod adresem mężczyzny, który został pobity we wschodniej części Londynu przez grupę trzech mężczyzn, którzy wygłaszali nienawistne komentarze dotyczące muzułmanów.

Służby porządkowe w Manchesterze zatrzymały z kolei dwie osoby po tym, jak groziły kierowcy taksówki, wygłaszajac komentarze dotyczące piątkowego ataku terrorystycznego na dwa meczety w Nowej Zelandii, w którym zginęło co najmniej 50 osób.

Kolejne dwie osoby zostały aresztowane z kolei za publikację w internecie obraźliwych komentarzy odnoszących się do nowozelandzkiego zamachu.

Zdarzenie w Stanwell zostało także potępione przez brytyjską premier Theresę May, która podkreśliła, że "obrzydliwy, nienawistny radykalnie prawicowy ekstremizm nie ma miejsca w naszym społeczeństwie".

Z kolei minister spraw wewnętrznych Sajid Javid - który sam wywodzi się z azjatyckiej mniejszości, a jego rodzice są muzułmanami - podkreślił, że "każda osoba i wspólnota powinna czuć się bezpiecznie".

"Do tych, którzy czują się narażeni na niebezpieczeństwo, mówię: jestem z Wami. Jesteście zaletą naszego kraju, jesteście częścią naszego kraju, częścią nas" – dodał. Podkreślił, że "musimy być zjednoczeni jako społeczeństwo i odrzucić terrorystów oraz ekstremistów, którzy chcą nas podzielić".

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

Jakub T. skazany za gwałt i pobicie mieszkanki Exeter jest już na wolności

Jakub T., skazany za gwałt i pobicie kobiety w brytyjskim Exeter, skończył już odbywanie kary 12 lat więzienia i opuścił Zakład Karny w Gębarzewie. Jeden z jego obrońców, adw. Mariusz Paplaczyk zapowiada, że mężczyzna chce „walczyć o prawdę i swoje dobre imię”.

W 2008 r. Jakub T. został skazany w Wielkiej Brytanii na dwie kary dożywocia - jedno za gwałt, drugie za ciężkie pobicie w 2006 r. mieszkanki Exeter. Brytyjski sąd orzekł wtedy, że skazany ma odbywać dwie kary dożywocia równocześnie, o warunkowe zwolnienie może ubiegać się po 9 latach.

Wyrok dostosowano do polskiego prawa, zgodnie z nim mężczyzna miał spędzić w więzieniu 12 lat. O opuszczeniu przez Jakuba T. Zakładu Karnego w Gębarzewie poinformowały lokalne media. Jeden z obrońców Jakuba T., adw. Mariusz Paplaczyk, potwierdził w rozmowie z PAP te informacje. Jak mówił, Jakub T. „skończył odbywanie kary 12 lat pozbawienia wolności, którą orzekł wobec niego sąd brytyjski, a polski sąd dostosował. W ub. tygodniu opuścił on zakład karny” – powiedział.

Paplaczyk wskazał, że Jakub T. „zapowiada, że w tej chwili chce zadbać o swoje dobre imię i dojść do prawdy”. „Trudno było mu się bronić będąc w więzieniu, ale on się nie poddaje i zapowiada, że będzie próbował wszelkimi dostępnymi, legalnymi środkami dążyć do tego, aby to postępowanie w Wielkiej Brytanii wznowić” – dodał.

Paplaczyk zaznaczył, że jest ku temu szansa, ponieważ – jak przypomniał – „kilka lat temu doszło do skazania lekarza, który był odpowiedzialny za pobranie próbek u pokrzywdzonych”.

„Sąd dyscyplinarny w Londynie skazał lekarza za złe oznaczenie próbek pobranych od pokrzywdzonej, za zbyt późne ich pobranie, oraz za zwlekanie w kontakcie z policją przez ponad pół roku. Biegły jakby się rozpłynął; nie składał zeznań, nie było wiadomo, co się z tymi próbkami dzieje. Za te czyny właśnie został skazany prze sąd dyscyplinarny izby lekarskiej. Dlatego też dopiero teraz, po kilku latach, pojawiły się nowe dowody, którymi Jakub T. nie dysponował wcześniej, w trakcie procesu” – tłumaczył adwokat.

Paplaczyk podkreślił, że nadal wraz z adw. Wojciechem Wizą będą reprezentować Jakuba T. „Liczymy też na pomoc brytyjskich kolegów, którzy będą mogli teraz na tę sprawę spojrzeć również w inny sposób z uwagi m.in. na upływ czasu i na pewne wydarzenia, które nastąpiły po wyroku” – powiedział.

Pytany, kiedy obrońcy planują podjęcie pierwszych kroków w tej sprawie, odpowiedział, iż sądzi, „że jest to kwestia najbliższego kwartału”.

Jak tłumaczył, „najpierw trzeba by doprowadzić do wznowienia tego postępowania w Wielkiej Brytanii. Tam są bardzo trudne, można powiedzieć trudne do uchwycenia podstawy prawne, chociaż nie jest to niemożliwe - dopiero wtedy można mówić o czymkolwiek”.

„Nie zapominajmy, że ta sprawa nigdy nie była w drugiej instancji, Jakub T. nie miał możliwości odwołania się, ponieważ w Wielkiej Brytanii druga instancja – tak jak u nas powszechna i występuje praktycznie w każdej sprawie – jest porównywana do polskiej kasacji. Muszą być zatem spełnione specjalne podstawy, specjalna opinia prawników i na tamten czas – takiej podstawy do złożenia apelacji nie było. Czyli jego sprawa obiła się tylko o jeden sąd” - podkreślił.

Jakub T. nigdy nie przyznał się do winy. Podstawą wyroku sądu w Exeter był materiał DNA znaleziony na ciele ofiary; dowód był kwestionowany przez obronę.

Ofiarę gwałtu i pobicia, za które skazano Tomczaka, wówczas 48-letnią, znaleziono w lipcu 2006 r. nagą, nieprzytomną i bliską śmierci. Doznała ona poważnego urazu głowy. Jej obrażenia były tak ciężkie, iż nie pamiętała, co się stało. Przez resztę życia była niesamodzielna. Zmarła w kwietniu 2010 r.

Jakub T. opuścił Zakład Karny w Gębarzewie kilka dni temu. (PAP)

Autor: Anna Jowsa

Setki popularnych samochodów narażone są na "kradzież bez kluczyka"

Setki popularnych samochodów są narażone na "kradzież bez kluczyka" - podał w poniedziałek serwis BBC. Z badania grupy konsumenckiej Which? wynika, że zagrożenie dotyczy m.in. czterech z pięciu najlepiej sprzedających się w Wielkiej Brytanii modeli.

Wśród modeli, które w 2018 r. najczęściej wybierali Brytyjczycy wyłącznie Vauxhall Corsa został uznany za bezpieczny, ponieważ nie jest wyposażony w opcję bezkluczykowego otwierania i uruchamiania silnika. Pozostała czwórka Ford Fiesta, Volkswagen Golf, Nissan Qashqai i Ford Focus sklasyfikowano jako podatne na kradzieże.

Złodzieje coraz częściej wykorzystują technologie do ominięcia systemów wejściowych w samochodach z dostępem bezkluczykowym. Stowarzyszenie Producentów i Sprzedawców Motoryzacyjnych (SMMT) utrzymuje jednak, że "nowe pojazdy są bezpieczniejsze niż kiedykolwiek".

Which? przeanalizowała dane zebrane przez niemiecki automobilklub ADAC, zajmujący się m.in. monitorowaniem transportu drogowego, dotyczące ataków na bezkluczykowe lub "przekaźnikowe" systemy w pojazdach. Organizacja przetestowała łącznie 237 samochodów. Z badań wynikało, że tylko trzy z nich, najnowsze modele Land Rovera Discovery i Range Rovera oraz Jaguar i-Pace, są bezpieczne.

"Złodzieje przeprowadzają +kradzieże bez kluczyka+ od kilku lat. Mimo to fabryki wciąż produkują nowe modele, które mogą zostać skradzione w ten sposób, co oznacza większą liczbę pojazdów, które mogą stać się celem da złodziei" - podał Which? w oficjalnym oświadczeniu.

System dostępu bezkluczykowego pozwala właścicielowi otworzyć samochód ruchem dłoni po warunkiem, że właściwy kluczyk jest zawsze w pobliżu. Złodzieje mogą jednak oszukać system za pomocą specjalnych urządzeń.

Jak zauważyło BBC liczba kradzieży samochodów jest obecnie niższa niż w latach 90., ale jednak rośnie. Częściowo odpowiadają za to właśnie systemy bezkluczykowe - podkreślił serwis. (PAP)

Dwie osoby ranne po ataku nożownika w Londynie

Londyńska policja metropolitalna poinformowała w piątek o aresztowaniu mężczyzny, który ranił nożem dwie osoby w pobliżu siedziby wytwórni muzycznej Sony w zachodnim Londynie. Jak podkreślono, incydent nie miał charakteru ataku terrorystycznego.

W krótkim komunikacie policja zaznaczyła, że ranni nie odnieśli poważnych obrażeń, które mogłyby zagrażać ich życiu, ale zostali przewiezieni do pobliskich szpitali.

Wcześniej media informowały o tym, że interwencję na miejscu zdarzenia podjęli uzbrojeni policjanci, w tym funkcjonariusze z patrolu przebywającego na stałe w pobliżu Pałacu Kensington, który jest jedną z rezydencji brytyjskiej rodziny królewskiej.(PAP)

Sąd skazał gang gwałcicieli z Huddersfield

Szesnastu mężczyzn, członków gangu z Huddersfield, zostało w piątek skazanych na łączną karę ponad 200 lat więzienia w serii procesów dotyczących gwałtów i molestowania seksualnego 15 dziewczynek.

Mieszkające w miejscowości Huddersfield ofiary - w wieku od 11 do 17 lat - otrzymywały od swoich oprawców alkohol i narkotyki, a następnie były molestowane i gwałcone. Zdarzenia miały miejsce w latach 2004-2011.

Skazani mężczyźni - w wieku od 27 do 54 lat - to Brytyjczycy mający korzenie w krajach regionu Azji Południowo-Wschodniej.

Skazany na dożywocie lider gangu Amere Singh Dhaliwal - który usłyszał 54 zarzuty, w tym 22 dotyczące gwałtu - na upublicznionym przez sąd zdjęciu był w tradycyjnym turbanie sikhów. Sędzia Geoffrey Marson określił zachowanie lidera gangu wobec ofiar jako "nieludzkie", podkreślając, że mężczyzna "traktował je jak przedmioty (...)".

Pozostali oprawcy zostali skazani na wyroki od 5 do 18 lat więzienia. Czterech kolejnych mężczyzn zostało uznanych za winnych, a ich wyroki - dotyczące zarzutów o gwałt i handel ludźmi w celu wykorzystania seksualnego - zapadną w najbliższych miesiącach.

Szczegóły trzech powiązanych procesów zostały upublicznione po raz pierwszy w piątek, po tym gdy po ogłoszeniu wyroków sąd zdecydował o zniesieniu tajemnicy postępowania sądowego, ujawniając m.in. tożsamość skazanych mężczyzn i szczegóły ich działań.

Rezygnacja z wprowadzonych wcześniej ograniczeń jest powiązana ze sprawą aresztowania i późniejszego skazania byłego lidera radykalnie prawicowej Angielskiej Ligi Obrony (ang. English Defence League, EDL) Tommy'ego Robinsona, który w maju br., stojąc przed budynkiem sądu, komentował na żywo na Facebooku przebieg sprawy. Zostało to uznane za niezastosowanie się do decyzji sądowych i mogło potencjalnie doprowadzić do załamania się procesu.

Robinsona skazano na karę pozbawienia wolności, ale wyrok w jego sprawie został zakwestionowany przez sąd apelacyjny i będzie ponownie rozpatrzony w przyszłym tygodniu.

Komentując decyzję sądu, przedstawiciel policji hrabstwa West Yorkshire Ian Mottershaw tłumaczył, że śledztwo w sprawie gangu z Huddersfield było "bardzo złożone". Podkreślił zadowolenie z decyzji o wyrokach dla "tych zdeprawowanych jednostek, które niewyobrażalnie wykorzystywały seksualnie i fizycznie te narażone na ryzyko dzieci".

To kolejny skandal dotyczący molestowania seksualnego nieletnich z udziałem mężczyzn z regionu Azji Południowo-Wschodniej. Wcześniej ujawniono podobne sprawy m.in. w Rochdale w pobliżu Manchesteru.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

Atak nożownika w Paryżu, siedem osób rannych

Uzbrojony w nóż i metalowy pręt mężczyzna zaatakował w niedzielę późnym wieczorem w Paryżu przypadkowych przechodniów. Według mediów rannych zostało siedem osób, w tym cztery poważnie. Napastnika aresztowano. Prawdopodobnie atak nie miał związku z terroryzmem.

Według źródeł zbliżonych do śledztwa "mężczyzna narodowości afgańskiej zaatakował na ulicy nieznanych mu ludzi".

Do ataku doszło około godz. 23, przed jednym z kin w 19. dzielnicy, na północy Paryża. W wyniku ataku rannych zostało siedem osób. Stan czterech jest poważny. Wśród poważnie rannych jest dwóch angielskich turystów. Napastnik został obezwładniony i aresztowany.

Na razie nie wiadomo, co było motywem jego działania. Według wstępnych ustaleń śledczych nic nie wskazuje na to, by atak był związany z terroryzmem. (PAP)

Atak nożownika pod Paryżem - zabił swą matkę i siostrę

W ataku nożownika w Trappes na przedmieściach Paryża zginęły w czwartek dwie osoby, matka i siostra napastnika, a jedna odniosła poważne rany. Sprawcę zastrzeliła policja. Jak podał szef MSW Gerard Collomb, sprawa nie jest na razie traktowana jako akt terroru.

Według źródeł we francuskiej policji uzbrojony w nóż mężczyzna zaatakował ludzi na ulicy, zabijając dwie osoby, po czym zabarykadował się w pawilonie. Następnie wyszedł z pomieszczenia i ruszył w kierunku funkcjonariuszy policji, grożąc im. Wówczas policjanci oddali strzały.

Choć odpowiedzialność za czwartkowy atak wzięło na siebie dżihadystyczne Państwo Islamskie (IS), na razie policja nie potwierdziła tych informacji. Minister Collomb podkreślił, że mimo oświadczenia IS atak z Trappes nie jest na razie traktowany jako akt terroru. Dodał również, że napastnik miał poważne problemy z psychiką.

Szef resortu spraw wewnętrznych poinformował ponadto, że osoba, która odniosła rany w ataku, nie była spokrewniona z napastnikiem.

Wcześniej francuska telewizja BFM TV podawała, że sprawcza czwartkowego ataku krzyczał "Allahu akbar" (Bóg jest wielki), jednak tej informacji nie potwierdziły francuskie władze. Na razie policja wciąż bada, jaka był motyw działania sprawcy i bierze pod uwagę wątek ewentualnej kłótni rodzinnej.

Jednocześnie według BFM TV napastnik urodził się w 1982 roku,a od 2016 roku był obserwowany przez francuskie służby ze względu na wychwalanie terroryzmu. Informacje te przekazała również AFP, powołując się na źródła bliskie śledztwa.

Do ataku doszło w 30-tysięcznym Trappes, leżącym ok. 30 kilometrów na południowy zachód od centrum stolicy Francji. Jest to uboga miejscowość znajdująca się w bogatym z reguły rejonie na zachód od Paryża - podaje Reuters. Jednocześnie AFP, powołując się na źródła w służbach antyterrorystycznych, podaje, że około 50 osób z Trappes wyjechało walczyć do Iraku i Syrii. (PAP)

Poszukiwany DŁUŻNIK

Prowadzenie własnej działalności gospodarczej staje się coraz bardziej powszechne. Głównie z uwagi na stosunkowo łagodne wymogi formalne jej założenia. Nie umyka również uwadze element gospodarki czasem, elastyczności i efektywności w tym zakresie. Są różne formy prowadzenia działalności gospodarczej, dominuje jednak spółka kapitałowa. Albowiem powstaje wówczas podmiot prawny o odrębnej osobowości prawnej, majątku i odpowiedzialności za zobowiązania prawne. Tym samym, jeśli dłużnikiem jest przykładowo spółka z ograniczoną odpowiedzialnością („LTD”), wówczas roszczenie wierzyciela może być skierowane wyłącznie do majątku tejże osoby prawnej, nie jej indywidualnych wspólników. Co do zasady majątki osobiste tych ostatnich są odpowiednio chronione. To wyróżnia spółki kapitałowe od osobowych, gdzie więź gospodarcza łącząca wspólników nie prowadzi do powstania odrębnej osoby prawnej wobec której można dochodzić swych roszczeń.

Niemniej, często zdarza się, iż mimo posiadania wyroku zasądzającego należność wobec spółki kapitałowej, ta celem uniknięcia odpowiedzialności, podejmuje decyzję o jej rozwiązaniu, co skutkuje wykreśleniem jej z rejestru prowadzonego przez urząd, Companies House. Wówczas podmiot zobowiązany do wykonania wyroku, traci swą egzystencję prawną, a tym samym znika z pola egzekucji. Wzbudza to niejedokrotnie uzasadnione poczucie niesprawiedliwości, ponieważ często dzieje się tak, iż wprawdzie sztuczny podmiot traci swój byt prawny, jego wspólnicy / dyrektorzy nadal prowadzą działalność w innej formie, unikając tym samym odpowiedzialności za swe poprzednie zobowiązania.

Jednakże, w ściśle określonych okolicznościach, możliwe jest formalne przywrócenie spółki do rejestru, tym samym „ożywienie” jej osobowości prawnej. Zazwyczaj działania takie podejmowane są przez wierzycieli wówczas, gdy rozwiązanie spółki nastąpiło celowo w trakcie trwania postępowania sądowego lub po powzięciu wiedzy o istnieniu potencjalnego roszczenia.

Ustawa o Spółkach (Companies Act 2000) przewiduje dwa tryby przywrócenia spółki do rejestru, mianowicie w ramach procedury administracyjnej lub sądowej. W kontekście tematycznym, znaczenie mają tu również regulacje upadłościowe (Insolvency England and Wales Rules 2016 z późniejszymi zmianami).

Generalnie procedura administracyjna ma zastosowanie jedynie w ograniczonych okolicznościach; głównie w przypadku usunięcia spółki z rejestru z powodu niedopełnienia przez nią określonych obowiązków rozliczeniowych, a nie faktycznego zaprzestania prowadzenia działalności. Jednym z warunków przywrócenia jest złożenie wniosku przez uprawniony podmiot w ciągu 6 lat od daty rozwiązania spółki. Wnioskodawca musi dopełnić szereg wymogów w procesie aplikacji, w tym uiścić koszty administracyjne oraz kary związane z opóźnieniem wykonania obowiązków rozliczeniowych, których wysokość generalnie zależy od długości okresu opóźnienia. Jeśli urząd wyda decyzję odmowną, wówczas we właściwym terminie można wnieść sprawę do sądu.

W odróżnieniu do trybu administracyjnego, w postępowaniu sądowym podmiotem, który może wnosić o przywrócenie spółki do rejestru może być jej były lub przyszły wierzyciel, czyli osoba mająca bezpośredni interes w tym, by spółka istniała i mogła należycie wykonać swe zobowiązanie prawne.

Skutkiem przywrócenia spółki do rejestru mocą postanowienia sądowego jest uznanie kontynuacji jej istnienia, tak, jakby nie była ona wykreślona z rejestru lub rozwiązana, co ma istotne znaczenie z punktu widzenia realizacji zobowiązań, zwłaszcza tych zabezpieczonych. W praktyce, wierzyciel wraz z wnioskiem o przywrócenie spółki wnosi również o ogłoszenie jej upadłości celem umożliwienia likwidatorowi przeprowadzenia właściwych działań celem wyszukania źródeł majątku a następnie jego odpowiedniej realizacji. Poza tym, również sąd może wydać dodatkowe zarządzenia z uzwględnieniem okoliczności danej sprawy, m.in. w przedmiocie zawieszenia biegu lub przywrócenia terminu przedawnienia roszczeń, co ma istotne znaczenie z punktu widzenia interesów wnioskodawców będących wierzycielami nieuczciwej spółki. 

Podjęcie procedury restoracyjnej wymaga czasu i nakładów finansowych wnioskującego, co nie jest sytuacją komfortową dla wierzycieli, już pokrzywdzonych działaniami spółki dłużnika. Ponadto trzeba mieć również na uwadzę to, iż decyzja o przywróceniu spółki do rejestru może okazać się jedynie pyrrusowym zwycięstwem.

Poszukiwanie dłużnika, zwłaszcza jeśli ten ucieka się do nieuczciwych praktyk, może zakończyć się fiaskiem, co z punktu widzenia interesów wierzyciela jest oczywiście niepożądane. Dlatego też warto jest zainwestować czas w działania sprawdzające podmiot zanim wstąpi się z nim w jakąkolwiek relację prawną. Warto jest upewnić się, iż przyszły kontrahent ma klarowną sytuację finansową oraz odpowiednie umocowanie na rynku, to jest, iż jest partnerem wiarygodnym. Pozwoli to być może uniknąć rozczarowań i zminimalizować ryzyko strat.

 

Artykuł opracowany przez Katarzynę Woźniak

 

Partner Zarządzający/ Prawnik Euro Lex Partners LLP (City London)

Master of Law (Poland) LLM in Business International Law (UK) LLB

(Hons) (UK)

Twój kontakt do kancelarii:

Euro Lex Partners LLP, Tower 42, 25 Old Broad Street, London, EC2N 1HN,

(przy stacji metra Liverpoool Street)

Otwarte w godz 9-21- Pracujemy dla klientów również w Sobotę

Tel. 020 8144 8363, Mob 07837214987, Mob 077 7226 0251,

E: This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it. www.eurolexpartners.eu

skype: eurolexpartners

Francja/ Atak nożownika w Paryżu; dwie osoby zginęły, cztery ranne

Nożownik zaatakował w sobotę wieczorem w centrum Paryża; ranił cztery osoby, w tym jedną śmiertelnie, zanim został zastrzelony przez policję - poinformował dyrektor gabinetu prefektury policji Pierre Gaudin. Rannych przewieziono do szpitala Georges Pompidou.

Mężczyzna zaatakował przechodniów w drugiej dzielnicy Paryża, w pobliżu budynku Opery, krzycząc "Allah Akbar !". Cztery osoby zostały ranne, w tym dwie ciężko.

Policja poinformowała, że trwa "operacja policyjna w drugiej dzielnicy Paryża". Rejon ataku został zablokowany, na miejscu widać wiele radiowozów policyjnych, karetki pogotowia i pojazdy straży pożarnej.

Druga dzielnica ta jest pełna barów restauracji i teatrów; jest tłumnie odwiedzana przez paryżan i turystów, zwłaszcza w sobotnie wieczory.

"Byłam na tarasie kawiarni, usłyszałam trzy lub cztery wystrzały. To działo się bardzo szybko. Kelnerzy powiedzieli nam aby abyśmy natychmiast schronili się wewnątrz kawiarni. Kiedy wyszłam na zewnątrz aby zobaczyć co się stało, zobaczyłam człowieka leżącego na ziemi" - relacjonowała 47 Gloria, jedna ze świadków ataku.

Minister spraw wewnętrznych Gerard Collomb pochwalił na Twitterze policję "za zimną krew i błyskawiczną reakcję" oraz za "zneutralizowanie napastnika".

Motywy działania napastnika są na razie nieznane, policja nie ustaliła jeszcze czy był to atak terrorystyczny.

Cała Francja żyje pod ciągłym zagrożeniem ataków terrorystycznych. Ostatnich tego rodzaju ataków dokonano 23 marca w Carcasonne i Trebes (południe Francji).Od 2015 r. zginęło we Francji 245 osób zabitych przez terrorystów. (PAP)

Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.