Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show
Sun, Apr 11, 2021

Biznes

Biznes

All Stories

Bank Anglii zwiększa skup obligacji i pozostawia stopy bez zmian

Bank Anglii (BoE) podjął w czwartek decyzję o wpompowaniu w brytyjską gospodarkę dodatkowych 100 miliardów funtów poprzez zwiększenie programu skupu obligacji z 645 do 745 mld funtów, co ma pomóc przełamać skutki kryzysu wywołanego epidemia koronawirusa.

Liczący dziewięć osób Komitet Polityki Monetarnej (MPC) zarazem jednomyślnie postanowił - zgodnie z przewidywaniami rynku - pozostawić główną stopę procentową na obecnym, rekordowo niskim poziomie 0,1 proc.

Zwiększenie skupu obligacji również było spodziewaną decyzją, zwłaszcza po zapowiedzi gubernatora Andrewa Baileya z zeszłego tygodnia, że BoE jest gotowy podjąć działania, aby wspomóc gospodarkę. Była to reakcja na opublikowane dane, które pokazały, że w kwietniu - pierwszym pełnym miesiącu zatrzymania gospodarki z powodu epidemii - brytyjski PKB zmniejszył się o rekordowe o 20,4 proc. w stosunku do marca. Ponadto we wtorek podano, że od początku epidemii ubyło 600 tys. miejsc pracy.

Decyzji o zwiększeniu skupu obligacji nie podjęto jednogłośnie - przeciwko temu był główny ekonomista BoE Andy Haldane.

Bank wskazał jednak, że najnowsze dane świadczą, iż gospodarka zaczyna się odbijać od dna. W protokole z posiedzenia MPC zwrócono uwagę, że w maju i czerwcu nastąpił wzrost wydatków konsumpcyjnych, a także ożywienie na rynku mieszkaniowym. Podkreślono jednak, iż perspektywy dla gospodarki pozostają niepewne. "Choć ostatnie dane dotyczące popytu i produkcji nie były tak negatywne, jak się spodziewano, inne wskaźniki sugerowały większe ryzyko związane z możliwością dłuższych szkód dla gospodarki w wyniku pandemii" - napisano.

Na początku maja Bank Anglii prognozował, że brytyjska gospodarka zmierza w kierunku najgłębszej recesji w historii, zaś przewidywane przez bank scenariusze zakładały, że w drugim kwartale tego roku spadek PKB może wynieść nawet 25 proc.

Teraz jednak BoE uważa, że spadek PKB - choć nadal rekordowy - będzie mniejszy niż do tej pory zakładano.

Następne posiedzenie Komitetu Polityki Monetarnej odbędzie się 6 sierpnia.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Sieć supermarketów Tesco wycofuje się z Polski

Brytyjska grupa supermarketów Tesco poinformowała w czwartek rano, że za 819 milionów złotych sprzedaje swój polski oddział i zamierza skoncentrować się na innych rynkach w regionie Europy Środkowej - w Czechach oraz na Węgrzech i Słowacji.

"Odnotowujemy znaczący postęp w naszej działalności w Europie Środkowej, ale nadal widzimy wyzwania rynkowe w Polsce. Dzisiejsza zapowiedź pozwala nam skupić się w regionie na działalności w Czechach, na Węgrzech i na Słowacji, gdzie mamy silniejszą pozycję rynkową z dobrymi perspektywami wzrostu" - napisał w wydanym oświadczeniu prezes Tesco Dave Lewis.

Nabywcą 301 sklepów brytyjskiej sieci w Polsce jest duńska grupa Salling Group A/S, która, jak podano w oświadczeniu Tesco, obsługuje 11 mln klientów tygodniowo w Danii, Niemczech i Polsce.

Największa brytyjska sieć supermarketów już w marcu sprzedała swoje sklepy w Tajlandii i Malezji, co oznacza, że oprócz wspomnianych trzech krajów Europy Środkowo-Wschodniej jedynym zagranicznym rynkiem, na którym pozostanie, będzie Irlandia.

Jak poinformowało Tesco, łączna wartość aktywów objętych transakcją wynosi 900 mln złotych (równowartość 181 mln funtów), przy czym łączne wpływy netto mają wynieść około 819 mln złotych (równowartość 165 mln funtów). Ponadto, jak głosi oświadczenie, firma poczyniła znaczne postępy w sprzedaży pozostałych polskich nieruchomości poza tą transakcją. W ciągu ostatnich 18 miesięcy sprzedała lub zgodziła się sprzedać 22 sklepy, uzyskując przychód netto w wysokości ok. 200 mln funtów. Firma będzie nadal dążyć do sprzedaży pozostałych aktywów, do których należy 19 sklepów handlowych nieobjętych tą transakcją.

W roku finansowym 2019/2020 Tesco Polska wygenerowało sprzedaż, z wyłączeniem VAT oraz stacji benzynowych, w wysokości 1,368 mld funtów i zanotowało stratę operacyjną, nie uwzględniając specjalnych pozycji, w wysokości 24 mln funtów. W roku finansowym 2019/2020 sprzedane 301 sklepów w Polsce wygenerowało sprzedaż, wyłączając VAT i stacje benzynowe, w wysokości 947 mln funtów i zanotowało stratę przed opodatkowaniem w wysokości 107 mln funtów, uwzględniając pozycje specjalne (głównie koszty restrukturyzacji i utratę wartości).

Wszystkie 301 sklepów objętych transakcją zostanie poddanych rebrandingowi w ciągu 18-miesięcznego okresu przejściowego.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Wielka Brytania chce przystąpić do umowy o wolnym handlu na Pacyfiku

Wielka Brytania zapowiedziała w środę, że będzie dążyć do przystąpienia do umowy o wolnym handlu CPTPP, która jest odnowioną wersją Partnerstwa Transpacyficznego (TPP).

"Dziś ogłaszamy nasz zamiar przystąpienia do CPTPP, jednej z największych stref wolnego handlu na świecie" - powiedziała minister handlu międzynarodowego Liz Truss.

Jak wyjaśnił brytyjski rząd, przystąpienie do CPTPP pomoże krajowi w przezwyciężeniu wyzwań, jakie postawiła epidemia koronawirusa, a także w zdywersyfikowaniu jej powiązań handlowych.

Kompleksowe i Postępowe Partnerstwo Transpacyficznego (CPTPP) to umowa o wolnym handlu zawarta w 2018 r. przez 11 państw - Australię, Brunei, Chile, Japonię, Kanadę, Malezję, Meksyk, Nową Zelandię, Peru, Singapur i Wietnam - po wycofaniu się przez Stany Zjednoczone z umowy TPP, wskutek czego ta ostatnia nie weszła w życie.

Po pełnym wdrożeniu umowy CPTPP 11 krajów utworzy blok handlowy obejmujący 495 mln konsumentów i wytwarzający nieco ponad 13 proc. światowego PKB. Gdyby Wielka Brytania przystąpiła do umowy, udział bloku w światowym PKB wzrósłby do około 16,4 proc.

Po wyjściu z Unii Europejskiej, co nastąpiło 31 stycznia, Wielka Brytania rozpoczęła negocjowanie własnych umów handlowych, które - jeśli zostaną do tego czasu zawarte - będą mogły wejść w życie od początku 2021 r., gdy upłynie okres przejściowy po brexicie. Oprócz rozmów z UE o przyszłych relacjach Londyn prowadzi rozmowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi, w zeszłym tygodniu zaczął z Japonią, w środę formalnie je zainaugurowano z Australią i Nową Zelandią.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Alexander Kliem z Pixabay 

Od początku epidemii liczba miejsc pracy spadła o 612 tys.

W czasie zatrzymania gospodarki z powodu epidemii koronawirusa pracę w Wielkiej Brytanii straciło 612 tys. osób, choć w maju proces likwidacji miejsc pracy znacznie zwolnił w porównaniu z kwietniem - podał we wtorek brytyjski urząd statystyczny ONS.

Według wstępnych szacunków ONS, w maju pracę straciło 163 tys. osób, podczas gdy w kwietniu było to 449 tys. osób. Liczba zatrudnionych w firmach spadła tym samym z 29 mln w marcu do 28,4 mln w maju.

ONS zarazem podał, że stopa bezrobocia w okresie trzech miesięcy do kwietnia włącznie pozostała na poziomie 3,9 proc., co zaskoczyło analityków z rynków finansowych, którzy przewidywali jej wzrost do 4,7 proc.

Stopa bezrobocia pozostała na niezmienionym poziomie dlatego, że w Wielkiej Brytanii jest wyliczana w trzymiesięcznych okresach, co osłabia wpływ danych z kwietnia. Ponadto 9,1 mln pracowników korzystających z rządowego systemu subsydiowania pensji, którzy zostali wysłani na urlopy, jest w statystykach liczonych jako pracujący. Jak wskazują ekonomiści, prawdziwy obraz sytuacji będzie widoczny dopiero, gdy ten system wygaśnie z końcem października.

Tym niemniej kilka innych wskaźników świadczy o negatywnym wpływie epidemii na rynek pracy. "Spowolnienie w gospodarce wyraźnie obecnie uderza w rynek pracy, zwłaszcza pod względem liczby przepracowanych godzin" - powiedział Jonathan Athow, zastępca głównego statystyka ONS.

W ciągu trzech miesięcy całkowita liczba przepracowanych godzin w Wielkiej Brytanii wyniosła 959,9 mln, co stanowi spadek o 94,2 mln godzin - czyli o 8,9 proc. - w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku i jest to największy taki spadek od kiedy prowadzone są statystyki.

Liczba osób występujących o zasiłki związane z pracą (głównie chodzi o bezrobotnych, ale też o uprawnione osoby uzyskujące niskie dochody lub pracujące w niepełnym wymiarze czasu) sięgnęła w maju 2,8 mln, co oznacza wzrost o 23,3 proc. w porównaniu z kwietniem i o 125,9 proc. w porównaniu z marcem.

W rekordowym stopniu zmniejszyła się także liczba wolnych etatów. W okresie od marca do maja było ich 476 tys., czyli o 342 tys. mniej niż w ciągu poprzednich trzech miesięcy. To największy kwartalny spadek od 2001 roku, gdy zaczęto prowadzić porównywalne statystyki.

Pogarszająca się sytuacja na rynku pracy ma odzwierciedlenie w płacach. W okresie trzech miesięcy do kwietnia włącznie nominalna płaca wzrosła o 1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku, ale realna płaca - uwzględniając inflację i czynniki sezonowe - spadła o 0,4 proc. To pierwszy przypadek spadku realnej płacy od stycznia 2018 roku.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Michal Jarmoluk z Pixabay

Z powodu epidemii koronawirusa w kwietniu PKB spadł o rekordowe 20,4 proc.

Brytyjski PKB skurczył się w kwietniu - w pierwszym pełnym miesiącu obowiązywania restrykcji z powodu koronawirusa - o rekordowe 20,4 proc. w stosunku do marca, podał w piątek urząd statystyczny ONS.

Spadek PKB jest trzy razy większy niż ten, który miał miejsce przez cały okres spowolnienia gospodarczego w latach 2008-2009. Ale analitycy podkreślają, że kwiecień będzie najgorszym miesiącem, ponieważ w maju rząd zaczął łagodzić ograniczenia.

ONS opublikował również dane za trzy miesiące od lutego do kwietnia, które pokazują spadek PKB o 10,4 PKB w porównaniu do poprzedniego trzymiesięcznego okresu.

"Kwietniowy spadek PKB jest największym, jaki kiedykolwiek widziała Wielka Brytania, ponad trzykrotnie większym niż w ubiegłym miesiącu i prawie 20-krotnie większym niż najostrzejszy spadek przed Covid-19. W kwietniu gospodarka była o około 25 proc. mniejsza niż w lutym" - powiedział Jonathan Athow, zastępca głównego statystyka w ONS.

Jak dodał, spadki zanotowały praktycznie wszystkie sektory gospodarki. ONS podał, że aktywność sektora usług, najważniejszego dla brytyjskiej gospodarki zmniejszyła się o 19 proc., produkcja przemysłowa - o 20,3 proc., zaś aktywność sektora budownictwa - o 40,1 proc. W każdym z tych przypadków są to największe spadki od kiedy prowadzone są statystyki.

Ale Athow podkreślił, że Wielka Brytania zapewne już osiągnęła najniższy punkt i w następnych miesiącach będzie lepiej. "Jest bardzo prawdopodobne, że kwiecień będzie najniższym punktem. Nasze własne badania i inne wskaźniki sugerują wzrost aktywności gospodarczej, ale myślę, że jest jeszcze za wcześnie, by wiedzieć, jak szybko aktywność gospodarcza odbije się w nadchodzących miesiącach" - mówił Athow w stacji BBC.

Minister finansów Rishi Sunak, komentując te dane, powiedział: "Podobnie jak wiele innych gospodarek na całym świecie, koronawirus ma poważny wpływ na naszą gospodarkę".

"Pomoc, którą zapewniliśmy dzięki naszemu programowi subsydiowania pensji urlopowanych pracowników, dotacjom, pożyczkom i obniżkom podatków, ochroniły tysiące przedsiębiorstw i miliony miejsc pracy, co daje nam najlepszą szansę na szybkie ożywienie gospodarcze po ponownym otwarciu" - podkreślił.

Dodał, że po ponownym otwarciu sklepów życie "wróci trochę do normy". W Anglii ma to nastąpić w poniedziałek, natomiast sklepy w Irlandii Północnej już otrzymały zgodę na wznowienie działalności. Szkocja i Walia mają swoje własne harmonogramy znoszenia ograniczeń.

Podczas światowego kryzysu finansowego, od szczytu w lutym 2008 r. do najniższego punktu w marcu 2009 r., czyli łącznie 13 miesięcy, brytyjski PKB skurczył się o 6,9 proc.

Kwietniowy spadek jest więc trzykrotnie większy, przy czym są to dane tylko za jeden miesiąc, a brytyjska gospodarka kurczyła się już przed kwietniem. W pierwszych trzech miesiącach 2020 r. skurczyła się o 2 proc., co było efektem zaledwie pierwszych kilku obowiązywania restrykcji z powodu koronawirusa.

Ekonomiści spodziewają się, że w całym drugim kwartale - od kwietnia do czerwca - spadek PKB będzie jeszcze większy niż w pierwszym, co będzie oznaczało wejście kraju w recesję.

Według opublikowanych w środę prognoz OECD, brytyjska gospodarka skurczy się w tym roku o 11,5 proc., co będzie największym spadkiem ze wszystkich wysoko rozwiniętych gospodarek.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Jon Kline z Pixabay 

Bank Anglii gotowy do podjęcia działań w celu wsparcia gospodarki

Gubernator Banku Anglii Andrew Bailey zapowiedział w piątek po południu, że będzie "gotowy do podjęcia działań", aby pomóc gospodarce Wielkiej Brytanii przetrwać kryzys wywołany koronawirusem.

Odniósł się w ten sposób do danych urzędu statystycznego ONS, które pokazały, że w kwietniu - pierwszym pełnym miesiącu ograniczeń wprowadzonych z powodu epidemii - brytyjski PKB skurczył się w stosunku do poprzedniego miesiąca o 20,4 proc. To zdecydowanie największy miesięczny spadek od kiedy prowadzone są statystyki.

"Nadal jesteśmy w samym środku tego kryzysu. Oczywiście jest to dramatyczna i duża liczba, ale w rzeczywistości nie jest to liczba zaskakująca" - powiedział Bailey, wyjaśniając, iż te dane są "w dużej mierze zgodne" z tym, czego bank się spodziewał.

Bailey powiedział, że są "oznaki, iż gospodarka zaczyna teraz wracać do życia", ale pytaniem pozostaje, jak wiele długoterminowych szkód pandemia spowoduje.

"To jest rzecz, na której musimy się bardzo skoncentrować, bo właśnie przez to tracone są miejsca pracy" - powiedział. "Teraz mamy nadzieję, że (szkody) będą tak małe jak to możliwe, ale musimy być przygotowani i gotowi do podjęcia działań, nie tylko Bank Anglii, ale szerzej, aby zniwelować te długoterminowe i szkodliwe skutki" - mówił.

Od początku epidemii koronawirusa Bank Anglii już dwukrotnie obniżył stopy procentowe - z 0,75 do najniższego w historii poziomu 0,1 proc., co powoduje, że możliwości wspomożenia gospodarki zostały w dużej mierze ograniczone. Najbliższe posiedzenie Komitetu Polityki Monetarnej (MPC) odbędzie się 18 czerwca, ale według powszechnej opinii analityków nie należy się spodziewać dalszego ich obniżania.

Analitycy spodziewają się natomiast, że Bank Anglii użyje drugiego instrumentu jaki ma do dyspozycji, czyli zwiększy wartość dokonywanego przez bank skupu aktywów na rynku, co zresztą już raz po wybuchu epidemii też zostało zrobione. Według oczekiwań rynku ta wartość wzrośnie z 645 mld funtów do 725 mld.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Wielka Brytania i UE zintensyfikują w lipcu negocjacje w sprawie umowy handlowej

Wielka Brytania uzgodniła z Unią Europejską zintensyfikowanie w lipcu harmonogramu negocjacji w sprawie przyszłych relacji handlowych po zakończeniu okresu przejściowego po brexicie - poinformował w czwartek brytyjski rząd.

"Ten nowy proces będzie obejmował połączenie formalnych rund negocjacyjnych i spotkań mniejszych grup, zarówno w Londynie, jak i w Brukseli, przy założeniu, że umożliwią to wytyczne dotyczące zdrowia publicznego" - napisano w wydanym oświadczeniu.

Rozmowy będą odbywały się co tydzień między tygodniami rozpoczynającymi się 29 czerwca a 27 lipca.

Równocześnie poinformowano, że brytyjski premier Boris Johnson odbędzie w poniedziałek rozmowy - w formie wideokonferencji - z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, przewodniczącym Rady Europejskiej Charlesem Michelem i szefem Parlamentu Europejskiego Davidem Sassolim, aby dać nowy impuls w negocjacjach.

W zeszłym tygodniu, po czwartej i ostatniej jak dotychczas rundzie negocjacyjnej, zarówno główny brytyjski negocjator David Frost, jak i unijny - Michel Barnier mówili o bardzo niewielkim postępie w negocjacjach.

Wielka Brytania formalnie opuściła Unię Europejską 31 stycznia tego roku, ale w jej stosunkach z Brukselą na razie niewiele się zmieniło ze względu na trwający do końca 2020 r. okres przejściowy. Przed jego upływem powinno zostać zawarte nowe porozumienie handlowe, gdyż w przeciwnym razie od stycznia 2021 r. relacje opierałyby się na ogólnych zasadach Światowej Organizacji Handlu, czyli możliwe byłyby cła i inne bariery. Brytyjski rząd cały czas wyklucza możliwość zwrócenia się z prośbą o przedłużenie okresu przejściowego.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

8,9 mln pracowników objętych rządowym systemem dotowania pensji

Ok. 8,9 mln pracowników, czyli więcej niż jedna czwarta brytyjskiej siły roboczej, jest obecnie objętych rządowym systemem subsydiowania pensji, a jego dotychczasowe koszty sięgnęły 19,6 mld funtów - poinformowało we wtorek brytyjskie ministerstwo finansów.

Program, który ma na celu złagodzenia gospodarczych skutków epidemii koronawirusa, pozwala pracodawcom otrzymać zwrot 80 proc. wynagrodzenia pracowników - do kwoty 2500 funtów miesięcznie - jeśli mimo spadku przychodów firmy nie zostaną oni zwolnieni, lecz wysłani na urlopy.

W podobnym programie dla osób pracujących na własny rachunek złożono dotychczas 2,6 mln wniosków o wartości 7,5 mld funtów. Różni się on tym, że jest to dotacja wypłacana w jednej racie obejmującej trzy miesiące. Jej wysokość to 80 proc. średniego przychodu z trzech ostatnich miesięcy przed epidemią. Osoby prowadzące działalność na własny rachunek mogą nadal, do 13 lipca, mogą się ubiegać się o pierwszą dotację z tego funduszu. Przyjmowanie wniosków o drugą dotację rozpocznie się w sierpniu.

Najnowsze dane ministerstwa finansów dla obu systemów obejmują wszystkie wnioski złożone do północy 7 czerwca.

Program subsydiowania pensji urlopowanych pracowników początkowo miał obejmować trzy miesiące - marzec, kwiecień i maj, ale został dwukrotnie przedłużony i będzie funkcjonował do końca października.

Jednak będą stopniowo wprowadzane zmiany w systemie. Od lipca firmy korzystające z programu będą mogły zatrudniać pracowników w niepełnym wymiarze godzin. Nawet jeśli tego nie zrobią, rząd będzie nadal wypłacał 80 proc. wynagrodzenia pracowników w lipcu.

Od sierpnia pracodawcy będą musieli płacić składki socjalne i emerytalne pracowników, we wrześniu z budżetu państwa będzie zwracane 70 proc. pensji, a we wrześniu - 60 proc., zaś pracodawcy będą musieli uzupełnić pozostałą cześć, tak, by pracownicy nadal otrzymywali 80 proc. wynagrodzenia sprzed epidemii.

Według wyliczeń niezależnego od rządu Biura Odpowiedzialności Budżetowej (OBR), koszt rządowych działań podjętych w odpowiedzi na epidemię koronawirusa ma wynieść 123,2 mld funtów. OBR spodziewa się, że w bieżącym roku finansowym deficyt budżetowy kraju wzrośnie do 15,2 proc. brytyjskiego PKB, co będzie najwyższym poziomem od 22,1 proc. odnotowanych pod koniec II wojny światowej.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

KE zaczyna drugą fazę konsultacji ws. płacy minimalnej w UE

KE rozpoczęła w środę drugą fazę konsultacji ze związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców ws. płacy minimalnej, którą mieliby zostać objęci wszyscy pracownicy w UE. W ciągu kilku miesięcy zapadnie decyzja, czy w tej sprawie będą rekomendacje czy dyrektywa.

Temat ten był dyskutowany na środowym posiedzeniu kolegium komisarzy UE. Na przełomie stycznia i lutego Komisja przeprowadziła pierwszy etap konsultacji, jednak cieszył się on ograniczonym zainteresowaniem. Uwagi zgłosiło 23 partnerów społecznych z całej UE.

"Na podstawie otrzymanych odpowiedzi KE zdecydowała, że wymagane jest podjęcie działania na poziomie europejskim" - powiedział na środowej konferencji prasowej w Brukseli rzecznik KE Eric Mamer.

Temat płacy minimalnej pojawił się jeszcze w poprzedniej Komisji, którą kierował Jean-Claude Juncker, jednak sprawa nie wyszła poza dyskusje. Nowa przewodnicząca KE Ursula von der Leyen przejęła ten pomysł i wzięła go na sztandary starając się w ubiegłym roku o poparcie swojej kandydatury w Parlamencie Europejskim.

Ostatnie wydarzenia związane z kryzysem wywołanym przez pandemię koronawirusa - słychać w Brukseli - jeszcze bardziej zwiększyły potrzebę działań UE, by ograniczyć rosnące nierówności płac i ubóstwo pracujących.

Komisja zastrzega, że jej celem nie jest ustanowienie jednolitej europejskiej płacy minimalnej, co, biorąc pod uwagę różnice w rozwoju poszczególnych państw i zarobki w nich, byłoby trudne. Nie chodzi też o zharmonizowanie systemów ustalania takiej płacy.

W dokumencie, który jest podstawą drugiego etapu konsultacji, określono możliwe warianty działania UE, by zapewnić, aby płace minimalne były ustalane na odpowiednich poziomach i chroniły wszystkich pracowników. Na razie nie ma jeszcze rozstrzygnięć, ale z zapowiedzi KE wynika, że chce ona postawić na dobrze funkcjonujący system negocjacji zbiorowych dotyczący ustalania płac.

W Polsce o wysokości płacy minimalnej dyskutuje się w ramach komisji trójstronnej z udziałem przedstawicieli rządu, związków zawodowych i pracodawców. W niektórych krajach członkowskich płace ustala się jednak nie dla całej gospodarki, ale sektorowo, podczas gdy w innych w ogóle nie ma takich rozwiązań.

Dlatego urzędnicy z Brukseli wskazują, że krajowe ramy prawne powinny umożliwiać ustanowienie i regularne aktualizowanie ustawowej płacy minimalnej według jasnych i stabilnych kryteriów. Plan KE zakłada też, że partnerzy społeczni będą mieli rzeczywisty udział w procesie ustalania takiej płacy, a różnice w jej poziomach i odstępstwa będą wyeliminowane lub ograniczone.

"Co szósty pracownik w UE zalicza się do nisko uposażonych, a większość z nich stanowią kobiety. To te osoby podtrzymywały nasze społeczeństwa i gospodarki, kiedy wszystko inne musiało się zatrzymać. Paradoksalnie jednak to właśnie w tych pracowników kryzys uderzy najmocniej. Działania na rzecz inicjatywy w sprawie płac minimalnych w UE to istotny element naszej strategii odbudowy. Każdy zasługuje na godziwy poziom życia" - podkreślił w oświadczeniu unijny komisarz do spraw miejsc pracy i praw socjalnych Nicolas Schmit.

Po konsultacjach, które będą prowadzone do 4 września, Komisja ma rozstrzygnąć, za pomocą jakich środków chce zająć się tym tematem. Rozważana jest dyrektywa, którą wdrożyć musiałyby wszystkie państwa członkowskie, albo zalecenie przyjmowane przez Radę UE. Bruksela zapewnia, że niezależnie od tego, na co się zdecyduje, jej propozycja będzie odzwierciedlała krajowe uwarunkowania, układy zbiorowe lub przepisy prawne.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

Obraz joffi z Pixabay 

Media: szef Banku Anglii zalecił bankom przygotowania do braku umowy z UE

Gubernator Banku Anglii (BoE) Andrew Bailey powiedział szefom największych brytyjskich banków, by w obliczu impasu w rozmowach między Londynem a Brukselą zintensyfikowali przygotowania do braku porozumienia - podała w środę stacja Sky News.

Według stacji, słowa te padły podczas wtorkowej wideokonferencji, w której uczestniczyli m.in. prezesi Barclays, HSBC, Lloyds Banking Group i Royal Bank of Scotland, czyli tzw. wielkiej czwórki brytyjskiego sektora bankowego. Jak twierdzi źródło Sky News, rozmowy z Unią Europejską były głównym tematem dyskusji.

Jak komentuje Sky News, uwagi Baileya podczas rozmowy z szefami banków sugerują, że w Banku Anglii nastąpiła zmiana założeń co do wyniku trwających rozmów między Wielką Brytanią a Unią Europejską. Przypomina też, że zalecenie to pojawiło się w momencie, gdy największe brytyjskie banki zmagają się z gospodarczymi efektami pandemii koronawirusa.

W tym tygodniu rozpoczęła się – zaplanowana do piątku - ostatnia runda negocjacji przed upływem przypadającego na koniec czerwca terminu, w którym ma się wyjaśnić ich ciąg dalszy, jeśli Wielka Brytania miałaby zwrócić się o przedłużenie okresu przejściowego poza 2020 r., choć brytyjski premier Boris Johnson wielokrotnie wykluczał taką możliwość. Zapowiadał natomiast, że jeśli do końca czerwca nie będzie postępu w negocjacjach, Wielka Brytania może je zerwać, aby skupić się na przygotowaniach do zakończenia okresu przejściowego bez umowy.

Biuro brytyjskiego premiera poinformowało na początku tygodnia, że Johnson przed końcem miesiąca prawdopodobnie przeprowadzi osobiste rozmowy z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen.

Zakończenie bez porozumienia handlowego trwającego 11 miesięcy okresu przejściowego po brexicie oznaczałoby, że obie strony będą handlować zgodnie z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO), czyli możliwe będą cła i inne bariery, a to będzie miało wpływ na klientów korporacyjnych banków ze wszystkich głównych sektorów gospodarki.

W swoim przesłuchaniu przez posłów przed nominacją Bailey mówił, że brak porozumienia zwiększy bariery handlowe w stosunku do kompleksowej umowy o wolnym handlu, a brak środków łagodzących "może uczynić handel bardziej kosztownym lub trudniejszym w stosunku do kompleksowej umowy o wolnym handlu, co zmniejszy obroty handlowe i bezpośrednie inwestycje zagraniczne".

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

UE/Komisarz ds. budżetu: pieniądze na odbudowę będą przyznawane warunkowo

Pieniądze na odbudowę gospodarczą będą przyznawane po spełnieniu przez państwa UE odpowiednich warunków, np. wprowadzania reform dot. wieku emerytalnego czy dążenia do celu neutralności klimatycznej - oświadczył w czwartek komisarz ds. budżetu Johannes Hahn.

Deklaracja ta padła dzień po przedstawieniu przez Komisję Europejską propozycji budżetu UE na lata 2021-2027 wraz ze środkami na ożywienie gospodarcze po załamaniu wywołanym pandemią. Projekt został dobrze przyjęty przez Warszawę, bo przewiduje, że Polska będzie po Włoszech i Hiszpanii trzecim największym odbiorcą pożyczek i grantów na odbudowę po koronawirusie. Z 750 mld euro nad Wisłę ma trafić około 64 mld euro.

"Kalkulacja (podziału środków - PAP) jest oparta o formułę, która bierze pod uwagę PKB i poziom bezrobocia w określonym czasie. To na ten moment zaprowadziło do propozycji alokacji środków dla Polski i innych krajów" - powiedział w Brukseli niewielkiej grupie dziennikarzy, w tym PAP, komisarz ds. budżetu.

Komisja nie ma zamiaru bezwarunkowo udostępniać ogromnych funduszy państwom członkowskim. Chce, by ich wykorzystanie związane było z wdrażaniem reform wynikających z unijnego cyklu zarządzania gospodarczego, określanego semestrem europejskim. W jego ramach kraje unijne dopasowują swoją politykę budżetową i gospodarczą do celów i zasad ustalonych na szczeblu UE. Obecnie jednak nie ma żadnych sankcji za bagatelizowanie rekomendacji.

To jednak ma się zmienić. Projekt KE przewiduje, że państwa, które będą chciały korzystać ze środków na odbudowę będą musiały przygotować i złożyć do KE odpowiedni plan. Po jego uzgodnieniu monitorowanie będzie jego wdrażanie i kolejne transze funduszy będą przelewane dopiero, gdy KE uzna, że kraj wypełnił swoje zobowiązania.

"Powinniśmy wykorzystać obecny kryzys, żeby odpowiednio wyposażyć nasze państwa członkowskie, by były odporniejsze na kolejne kryzysy" - zaznaczył Hahn. Jak dodał koncepcja ta nie ma być czymś sztucznym. Jako analogię wskazał na banki, które przed dekadą były niedostatecznie odporne na kryzys, ale po wdrożeniu szeregu reform ustalonych na poziomie unijnym udało się to zmienić. "Można zbudować odporność. Teraz chcemy to zrobić na skalę europejską" - powiedział Austriak.

Wzmacnianie zdolności reagowania na kryzysy i absorbowania szoków nie będzie dotyczyło tylko Włoch czy Hiszpanii, które najmocniej dotknął koronawirus, ale wszystkich państw członkowskich. Nie wszędzie recepty mają być jednak takie same. Hahn jako przykład podał Chorwację, która jest najmocniej uzależnionym od turystyki państwem w UE. Sektor ten odpowiada tam za 1/4 PKB. "Jeśli chodzi o rozłożenie ryzyka, to nie jest zdrowa sytuacja. Dla mnie budowanie odporności oznacza inwestowanie w dywersyfikację gospodarczą" - tłumaczył Hahn.

Jak dodał, w innych krajach ryzyka mogą być inne, ale są i takie, które występują prawie wszędzie. "Dla prawie wszystkich krajów są rekomendacje dotyczące systemu emerytalnego. Mamy starzejące się społeczeństwo, ale zwykle system emerytalny nie jest do tego dostosowywany. To może uruchomić wiele problemów budżetowych w przyszłości" - zauważył Hahn.

W przypadku Polski ważne będą zmiany dotyczące sektora energetycznego i węglowego. Jedną z odpowiedzi na kryzys zaproponowaną przez KE jest zwiększenie z 7,5 do 40 mld euro funduszu na sprawiedliwą transformację. Do regionów nad Wisłą ma trafić największa jego część, bo 8 mld euro (6 mld euro więcej niż przewidywano wcześniej).

Polska jako jedyny kraj z UE nie zgodziła się jednak na cel osiągniecia neutralności klimatycznej w 2050 r. Zdaniem Hahna nowe środki to argument za tym, by zmienić to podejście.

"Główny cel funduszu to pomoc regionom mocno uzależnionym od węgla. On jest bardzo mocno nakierowany na Polskę. Zwiększenie o 6 mld euro środków na fundusz sprawiedliwej transformacji to bardzo mocny argument, żeby zgodzić się na cały pakiet" - zaznaczył komisarz.

KE trzyma się swojej propozycji dotyczącej powiązania dostępu do środków unijnych z praworządnością. Przez m.in. sprzeciw Polski przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel w swojej propozycji na szczyt w lutym "rozwodnił" propozycję KE, by trudniej było zamrażać środki krajom mającym problemy. KE wróciła jednak do pierwotnego, ostrzejszego rozwiązania. "Słuchamy m.in. krajów oszczędnych (tak określane są Holandia, Dania, Szwecja i Austria - PAP). Dla nich to bardzo ważna sprawa" - wskazał komisarz ds. budżetu. Jak dodał, twardych rozwiązań ws. praworządności domagał się też PE, który również ma rolę do odegrania w procesie decyzyjnym ws. przyszłego budżetu UE.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

KE zatwierdziła kolejny element tarczy finansowej

Komisja Europejska zatwierdziła w piątek polski program pomocy o wartości 1,6 mld euro na zrekompensowanie przedsiębiorstwom strat poniesionych z powodu pandemii Covid-19 i na zapewnienie pomocy na utrzymanie płynności finansowej.

Program, którym będzie zarządzać Polski Fundusz Rozwoju, jest częścią tarczy finansowej dla dużych przedsiębiorstw. Jego budżet całkowity wynosi około 5,5 mld euro i będzie on otwarty dla dużych firm oraz niektórych większych MŚP zarejestrowanych nad Wisłą.

"Program o budżecie 1,6 mld euro umożliwi Polsce zrekompensowanie szkód poniesionych przez duże oraz niektóre małe i średnie przedsiębiorstwa w związku z pandemią. Jednocześnie pomoże zaspokoić ich bezpośrednie zapotrzebowanie na płynność. Dzięki temu przedsiębiorstwa te będą mogły kontynuować działalność w trakcie pandemii koronawirusa i po jej zakończeniu" - podkreśliła w piątkowym oświadczeniu wiceszefowa KE Margrethe Vestager.

Pomoc będzie udzielana w formie subsydiowanych pożyczek oprocentowanych na korzystnych zasadach. Będą one mogły zostać spłacone do 30 września 2021 r. Wysokość spłat nie ma przekraczać 75 proc. rzeczywistej szkody poniesionej przez firmy, które będą beneficjentami pomocy, między 1 marca a 31 sierpnia tego roku, bezpośrednio w związku z pandemią koronawirusa. W związku z tym beneficjentom zostanie zapewniona natychmiastowa płynność poprzez pożyczki.

Program zakłada, że pomoc będzie udzielana w formie pożyczek, które zostaną później częściowo umorzone. Firmy nie będą musiały spłacać kwot, które będą odpowiadały stratom poniesionym w związku z pandemią.

"Działamy w ścisłym kontakcie i we współpracy z Polską, podobnie jak kontynuujemy współpracę ze wszystkimi państwami członkowskimi po to, by krajowe środki wsparcia można było wprowadzić jak najskuteczniej i jak najszybciej, zgodnie z przepisami UE" - zaznaczyła Vestager.

Komisja uważa, że pandemię Covid-19 można uznać za zdarzenie nadzwyczajne, ponieważ jest ona wyjątkowa, nieprzewidywalna i ma znaczący wpływ na gospodarkę. W związku z tym uzasadnione są wyjątkowe interwencje państw członkowskich, by zrekompensować straty związane z tym kryzysem. KE ocenia, że polski program pomocy zrekompensuje straty, które mają z nim bezpośredni związek. Urzędnicy z Brukseli uznali, że polskie wsparcie jest proporcjonalne, bo przewidziana rekompensata nie wykracza poza to, co jest konieczne do naprawienia szkody, zgodnie z prawem UE.

W poniedziałek KE dała zielone światło na pierwszy element trzeciej tarczy finansowej warty 2,2 miliarda euro. Do zatwierdzenia zostaje jeszcze jej jedna, trzecia część o wartości 7,5 mld złotych (ok. 1,7 mld euro).

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

Produkcja samochodów spadła o 99,7 proc. - do 197 sztuk

Tylko 197 samochodów osobowych wyprodukowano w kwietniu w Wielkiej Brytanii, co oznacza spadek o 99,7 proc. w porównaniu z kwietniem 2019 roku i najniższą liczbę od zakończenia II wojny światowej - podało w piątek stowarzyszenie producentów i sprzedawców samochodów SMMT.

Po wprowadzeniu pod koniec marca restrykcji mających zatrzymać epidemię koronawirusa zdecydowana większość brytyjskich fabryk samochodowych wstrzymała produkcję, a część z nich odpowiadając na apel rządu przestawiła się na wytwarzanie środków ochrony osobistej dla personelu medycznego lub włączyła się w produkcję respiratorów.

Jak wyjaśniło SMMT, te 197 samochodów to pojazdy luksusowe i sportowe, których proces produkcyjny był już zaawansowany w momencie wprowadzenia restrykcji. 45 z nich pozostało w Wielkiej Brytanii, 152 wyeksportowano. W kwietniu brytyjskie fabryki samochodowe wyprodukowały natomiast prawie 711,5 tys. sztuk środków ochrony osobistej.

Praktycznie całkowite wstrzymanie produkcji w kwietniu oznacza, że przez cztery pierwsze miesiące roku z brytyjskich fabryk wyjechało o prawie 122 tys. samochodów mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku.

Według przywołanej przez SMMT niezależnej prognozy Auto Analysis, w efekcie produkcja spadnie w tym roku poniżej miliona sztuk, podczas gdy przed epidemią prognozowano, iż wyniesie ona 1,27 mln. Poprzedni przypadek, by produkcja była tak niska, miał miejsce w 2009 roku w trakcie globalnego kryzysu finansowego, ale wówczas do miliona zabrakło zaledwie 540 sztuk, zaś jeszcze wcześniej zdarzyło się to na początku lat 80.

"W związku z tym, że w kwietniu fabryki samochodowe w Wielkiej Brytanii przestały działać, liczby te nie są zaskakujące, ale podkreślają one ogromne wyzwanie stojące przed branżą, której przychody w ubiegłym miesiącu spadły do zera. Producenci zaczynają wychodzić z przedłużającego się przestoju w bardzo niepewnym świecie, a wzrost produkcji będzie procesem stopniowym, dlatego rząd musi współpracować z nami, aby przyspieszyć ożywienie w tym zasadniczo silnym sektorze, stymulować inwestycje i chronić miejsca pracy" - podkreślił szef SMMT Mike Hawes.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.