Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Biznes

All Stories

Johnson w rozmowie z Morawieckim: jesteśmy gotowi na "australijskie warunki" współpracy z UE

Wielka Brytania jest gotowa do zakończenia okresu przejściowego po brexicie "na warunkach australijskich", jeśli w negocjacjach z UE nie uda się osiągnąć porozumienia - powiedział w sobotę premier Boris Johnson w rozmowie z premierem Mateuszem Morawieckim.

"Jeśli chodzi o przyszłe stosunki Zjednoczonego Królestwa z UE, premier z zadowoleniem przyjął zgodę obu stron na zintensyfikowany proces negocjacji w lipcu. Powiedział, że Zjednoczone Królestwo będzie prowadzić konstruktywne negocjacje, ale jednocześnie będzie gotowe do zakończenia okresu przejściowego na warunkach australijskich, jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia" - napisano w komunikacie opublikowanym przez Downing Street.

Wielka Brytania i Unia Europejska od marca prowadzą negocjacje o przyszłych stosunkach po zakończeniu upływającego 31 grudnia bieżącego roku okresu przejściowego po brexicie. Ponieważ do tej pory nie osiągnięto większych postępów, od poniedziałku ma rozpocząć się runda zintensyfikowanych negocjacji. Brak porozumienia oznacza, że od 1 stycznia 2021 roku handel dwustronny odbywać się będzie na zasadach Światowej Organizacji Handlu (WTO), czyli możliwe byłoby stosowanie ceł i innych barier handlowych.

Australia nie ma kompleksowej umowy handlowej z UE. Duża część handlu między nią a UE odbywa się zgodnie z zasadami WTO, chociaż w odniesieniu do niektórych towarów istnieją specjalne umowy.

Jak poinformowało biuro szefa brytyjskiego rządu, podczas rozmowy premierzy Johnson i Morawiecki wyrazili ubolewanie, że nie mogą spotkać się osobiście na dorocznych Polsko-Brytyjskich Konsultacjach Międzyrządowych, ale zatwierdzili plan współpracy polsko-brytyjskiej w nadchodzących miesiącach, m.in. w kwestii obrony i handlu.

"Premier (Johnson) i premier Morawiecki wymienili również uwagi na temat siły i historii stosunków między Wielką Brytanią a Polską w perspektywie 80. rocznicy Bitwy o Wielką Brytanię" - napisano w komunikacie.

Jak dodano, dyskutowali też na temat wspólnej walki z koronawirusem i zgodzili się co do potrzeby zapewnienia trwałej globalnej odbudowy, w której priorytetem jest otwartość i wolny handel.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Johnson w rozmowie z Morawieckim: jesteśmy gotowi na "australijskie warunki" współpracy z UE
Write comment (0 Comments)

EasyJet wznowi 1 lipca loty do Paryża, Mediolanu i Barcelony

Brytyjskie linie lotnicze EasyJet podały w czwartek, że 1 lipca wznowią loty do Paryża, Mediolanu i Barcelony. Dodały, że dzięki emisji akcji zebrały na rynku 520 mln USD, które pozwolą im poradzić sobie z "różnymi scenariuszami opóźnionego ożywienia" po pandemii Covid-19.

EasyJet wznowił w ubiegłym tygodniu część połączeń, głównie krajowych, i zamierza uruchomić trzy czwarte swoich tradycyjnych tras do sierpnia, przy zachowaniu środków bezpieczeństwa sanitarnego.

Linie zakładają też, że zebrany na rynku kapitał pozwoli im zachować płynność i przetrwać nawet wiele miesięcy uziemienia maszyn, gdyby wymagała tego sytuacja związana z pandemią.

Pod koniec maja EasyJet poinformował, że planuje zwolnienie 30 proc. personelu, czyli około 4,5 tys. z ponad 15 tys. pracowników, oraz zmniejszenie floty samolotów, by dostosować się do zmian na rynku będących konsekwencją pandemii koronawirusa. Niskokosztowy przewoźnik, który zatrudnia pracowników w ośmiu krajach europejskich, zapowiedział też podjęcie konsultacji z personelem w sprawie restrukturyzacji.

Firma ma zamiar zmniejszyć liczbę samolotów do około 302 maszyn, czyli o około 50 mniej niż przewidywana flota, która miała obsługiwać połączenia EasyJet w 2021 roku według planów sprzed pandemii.

EasyJet zakłada, że liczba połączeń, jakie wykona od lipca do września, będzie stanowiła tylko 30 proc. lotów z lata 2019 roku, a powrót do normalnego poziomu funkcjonowania nastąpi dopiero w 2023 roku. (PAP)

Obraz ramboldheiner z Pixabay 

EasyJet wznowi 1 lipca loty do Paryża, Mediolanu i Barcelony
Write comment (0 Comments)

Barnier: brexit bez umowy zaszkodzi bardziej gospodarce brytyjskiej niż unijnej

Negocjator ds. brexitu z ramienia Unii Europejskiej Michel Barnier wyraził w środę przekonanie, że brexit bez umowy bardziej zaszkodzi brytyjskiej gospodarce niż unijnej.

„W interesie Wielkiej Brytanii leży uniknięcie braku porozumienia” - powiedział Barnier na wideokonferencji, a jego słowa cytuje agencja Reutera. „Jesteśmy gotowi znaleźć margines elastyczności w zakresie rybołówstwa” - dodał. Wskazał, że kwestia Trybunału Sprawiedliwości UE jest również problematyczna w rozmowach i że Unia nalega na zaangażowanie Wielkiej Brytanii w Europejską Konwencję Praw Człowieka.

„Wierzę, że umowa jest nadal możliwa” - powiedział, dodając, że nie jest ani optymistą, ani pesymistą, ale osobą "zdeterminowaną".

W połowie czerwca premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson przekazał podczas wideokonferencji przewodniczącym instytucji UE, że Londyn nie będzie wnioskował o przedłużenie okresu przejściowego po brexicie.

Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 stycznia. Obecnie, w okresie przejściowym, obowiązującym do końca 2020 roku, strony starają się wynegocjować umowę w sprawie przyszłych relacji. W tym czasie Zjednoczone Królestwo jest wprawdzie poza instytucjami unijnymi, ale stosuje się do praw i obowiązków związanych z przynależnością do Wspólnoty oraz korzysta z wynikających z tego przywilejów, w tym z uczestnictwa w jednolitym rynku.

Po czterech kolejnych rundach negocjacji w sprawie przyszłych relacji, które zakończyły się minimalnymi postępami, strony zgodziły się, że potrzebny jest "nowy impet" w rozmowach. Negocjacje mają być zintensyfikowane w lipcu w celu "stworzenia najbardziej sprzyjających warunków do zawarcia i ratyfikacji umowy przed końcem 2020 r."

Atmosfera nie jest dobra - Londyn zarzuca Brukseli złą wolę, a Bruksela oskarża Downing Street o nietrzymanie się wcześniejszych ustaleń z deklaracji politycznej. Ustalona jeszcze w 2019 r. konferencja wysokiego szczebla miała podsumować dotychczasowy postęp, ale w zgodnej opinii obserwatorów nie ma za bardzo czego podsumowywać.

Punktem spornym jest to, co Bruksela nazywa równymi warunkami gry. UE obawia się, że Wielka Brytania zacznie stosować "dumping regulacyjny" i, chcąc zyskać przewagę konkurencyjną, będzie obniżać standardy w zakresie praw pracowniczych, ochrony środowiska czy praw konsumenckich. Zatem UE chce, żeby w zamian za dostęp do unijnego rynku dostosowywała się do unijnych regulacji, także tych przyszłych. Londyn uważa, że byłoby to zaprzeczeniem idei brexitu, który polega na tym, by się uwolnić od unijnych regulacji, ale zarazem wskazuje cały szereg przykładów, gdzie brytyjskie regulacje są bardziej wyśrubowane niż unijne i gdzie wcale nie zamierza tego zmieniać.

Patowa sytuacja utrzymuje się w kwestii rybołówstwa. Wielka Brytania chciałaby pełnego dostępu do unijnego rynku dla swoich ryb i produktów rybnych, ale UE domaga się w zamian za to takiego samego dostępu do brytyjskich łowisk, jaki ma obecnie, co z kolei jest nie do zaakceptowania dla brytyjskiego rządu, a jeszcze bardziej dla brytyjskich rybaków, którzy w nadziei na niezależną politykę rybołówczą masowo poparli brexit.

Wreszcie nierozwiązana pozostaje kwestia tego, co jest określane jako zarządzanie przyszłymi umowami, czyli kto będzie rozstrzygał ewentualne spory i jaka ma być w tym rola Trybunału Sprawiedliwości UE. Wielka Brytania nie zgadza się, by rozstrzyganiem sporów zajmował się TSUE, gdyż, jak argumentuje, nie będzie on bezstronny.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

Barnier: brexit bez umowy zaszkodzi bardziej gospodarce brytyjskiej niż unijnej
Write comment (0 Comments)

900 tys. funtów za przemalowanie rządowego samolotu

900 tys. funtów będzie kosztowało przemalowanie samolotu używanego przez brytyjskiego premiera Borisa Johnsona, ministrów i wyższych rangą członków rodziny królewskiej z szarego na kolory brytyjskiej flagi. Biuro premiera zapewnia jednak, że to dobrze wydane pieniądze.

Na kadłubie i ogonie samolotu ma zostać namalowany wzór w kolorach czerwonym, białym i niebieskim. "Oznacza to, że samolot ten będzie mógł lepiej reprezentować Wielką Brytanię na świecie, nosząc narodowe symbole, podobne jak samoloty wielu innych przywódców" - przekonywał rzecznik Johnsona. Podkreślił, że należący do RAF samolot nie straci na tym swojej przydatności militarnej.

Potwierdził, że przemalowanie samolotu kosztować będzie 900 tys. funtów, ale kwota ta obejmuje także zaprojektowanie wzoru. "Na każdym etapie pracy staraliśmy się zapewnić brytyjskim podatnikom korzystny stosunek jakości do ceny, a wszystkie prace są prowadzone w Wielkiej Brytanii, z czego bezpośrednio korzystają brytyjscy wykonawcy" - dodał rzecznik.

Opozycja natychmiast zaczęła kwestionować zasadność wydawania pieniędzy na tę zmianę, zwłaszcza w sytuacji kryzysu gospodarczego wywołanego epidemią koronawirusa. "Lek deksametazon, który może potencjalnie uratować życie ludzi z koronawirusem, kosztuje 5 funtów za jedną dawkę. Boris Johnson mógł kupić 180 000 dawek, ale zamiast tego maluje flagę na samolocie" - napisał na Twitterze p.o. lidera Liberalnych Demokratów Ed Davey. "Kiedy rodziny w całym kraju martwią się o swoją pracę, zdrowie i edukację swoich dzieci, mogą słusznie podawać w wątpliwość priorytety rządu" - powiedziała Louise Heigh z Partii Pracy.

Rządowy samolot jest specjalnie przebudowaną wersją latającej cysterny, Airbusa A330 MRTT. Został on dostosowany do przewozu członków rządu - kosztem 10 mln funtów - za czasów Davida Camerona. Ówczesny premier przekonywał, że jest to tańsze niż czarterowanie przez rząd samolotów i pozwoli na zaoszczędzenie 775 tys. funtów rocznie. Pierwszą podróż zagraniczną tym samolotem Cameron wraz z kilkoma ministrami odbył do Warszawy - na szczyt NATO w 2016 r.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

900 tys. funtów za przemalowanie rządowego samolotu
Write comment (0 Comments)

Po raz pierwszy od 1963 r. dług publiczny przekroczył 100 proc. PKB

Rząd Wielkiej Brytanii pożyczył w maju rekordową kwotę 55,2 miliarda funtów, w efekcie czego dług publiczny po raz pierwszy od 1963 roku przekroczył 100 proc. PKB - podał w piątek brytyjski urząd statystyczny ONS.

Kwota 55,2 mld funtów to dziewięć razy więcej niż rząd pożyczył w maju 2019 roku i największa suma, od kiedy w 1993 roku zaczęto prowadzić comiesięczne statystyki.

Wprawdzie wcześniej ONS informował, że kwietniowe pożyczki były jeszcze wyższe, ale tę kwotę zrewidowano w dół do 48,5 mld, gdyż okazało się, że wpływy z tytułu podatków i składek ubezpieczeniowych były wyższe niż pierwotnie zakładano, zaś koszty subsydiowania pensji pracowników urlopowanych z powodu koronawirusa - niższe.

Nie zmienia to faktu, że w pierwszych dwóch miesiącach roku finansowego (kwiecień i maj) Wielka Brytania zaciągnęła długi na kwotę 103,7 mld funtów, czyli o 87 miliardów więcej niż w dwóch pierwszych miesiącach poprzedniego roku finansowego. Wartość zaciągniętych pożyczek w ciągu pierwszych dwóch miesięcy roku również jest najwyższa od 1993 roku.

W efekcie dług publiczny kraju wzrósł do 1,95 biliona funtów, co stanowi 100,9 proc. brytyjskiego PKB. To oznacza wzrost o 20,5 punktu procentowego w porównaniu z majem 2019 roku oraz że po raz pierwszy od marca 1963 roku dług publiczny przekracza wartość PKB.

Do najwyższych poziomów jest jednak jeszcze daleko, bo od końca I wojny światowej do początku lat 60. dług publiczny Wielkiej Brytanii stale przekraczał 100 proc. PKB, a w roku finansowym 1946/47 osiągnął absolutny rekord - 258 proc. Ale ONS przewiduje, że do końca obecnego roku finansowego łączna kwota zaciągniętych przez rząd pożyczek wzrośnie do 298 miliardów funtów, co oznaczałoby pięciokrotny wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem finansowym i najwyższą sumę od końca II wojny światowej.

Zwiększenie zadłużenia jest spowodowane z jednej strony tym, że z powodu epidemii Covid-19 spora część gospodarki stanęła i w efekcie są mniejsze wpływy podatkowe, a z drugiej - kosztowym programem subsydiowania przez rząd pensji tych pracowników, którzy z powodu epidemii zostali wysłani na urlopy. Celem tego programu jest uniknięcie masowych zwolnień, co w ocenie rządu przyniosłoby jeszcze gorsze skutki dla gospodarki.

"Dzisiejsze dane potwierdzają, że koronawirus ma poważny wpływ na nasze finanse publiczne. Najlepszym sposobem na przywrócenie stabilności finansów publicznych jest ponowne otwarcie naszej gospodarki w bezpieczny sposób, aby ludzie mogli wrócić do pracy" - powiedział minister finansów Rishi Sunak.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz PublicDomainPictures z Pixabay 

Write comment (0 Comments)

Bank Anglii zwiększa skup obligacji i pozostawia stopy bez zmian

Bank Anglii (BoE) podjął w czwartek decyzję o wpompowaniu w brytyjską gospodarkę dodatkowych 100 miliardów funtów poprzez zwiększenie programu skupu obligacji z 645 do 745 mld funtów, co ma pomóc przełamać skutki kryzysu wywołanego epidemia koronawirusa.

Liczący dziewięć osób Komitet Polityki Monetarnej (MPC) zarazem jednomyślnie postanowił - zgodnie z przewidywaniami rynku - pozostawić główną stopę procentową na obecnym, rekordowo niskim poziomie 0,1 proc.

Zwiększenie skupu obligacji również było spodziewaną decyzją, zwłaszcza po zapowiedzi gubernatora Andrewa Baileya z zeszłego tygodnia, że BoE jest gotowy podjąć działania, aby wspomóc gospodarkę. Była to reakcja na opublikowane dane, które pokazały, że w kwietniu - pierwszym pełnym miesiącu zatrzymania gospodarki z powodu epidemii - brytyjski PKB zmniejszył się o rekordowe o 20,4 proc. w stosunku do marca. Ponadto we wtorek podano, że od początku epidemii ubyło 600 tys. miejsc pracy.

Decyzji o zwiększeniu skupu obligacji nie podjęto jednogłośnie - przeciwko temu był główny ekonomista BoE Andy Haldane.

Bank wskazał jednak, że najnowsze dane świadczą, iż gospodarka zaczyna się odbijać od dna. W protokole z posiedzenia MPC zwrócono uwagę, że w maju i czerwcu nastąpił wzrost wydatków konsumpcyjnych, a także ożywienie na rynku mieszkaniowym. Podkreślono jednak, iż perspektywy dla gospodarki pozostają niepewne. "Choć ostatnie dane dotyczące popytu i produkcji nie były tak negatywne, jak się spodziewano, inne wskaźniki sugerowały większe ryzyko związane z możliwością dłuższych szkód dla gospodarki w wyniku pandemii" - napisano.

Na początku maja Bank Anglii prognozował, że brytyjska gospodarka zmierza w kierunku najgłębszej recesji w historii, zaś przewidywane przez bank scenariusze zakładały, że w drugim kwartale tego roku spadek PKB może wynieść nawet 25 proc.

Teraz jednak BoE uważa, że spadek PKB - choć nadal rekordowy - będzie mniejszy niż do tej pory zakładano.

Następne posiedzenie Komitetu Polityki Monetarnej odbędzie się 6 sierpnia.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Write comment (0 Comments)

Sieć supermarketów Tesco wycofuje się z Polski

Brytyjska grupa supermarketów Tesco poinformowała w czwartek rano, że za 819 milionów złotych sprzedaje swój polski oddział i zamierza skoncentrować się na innych rynkach w regionie Europy Środkowej - w Czechach oraz na Węgrzech i Słowacji.

"Odnotowujemy znaczący postęp w naszej działalności w Europie Środkowej, ale nadal widzimy wyzwania rynkowe w Polsce. Dzisiejsza zapowiedź pozwala nam skupić się w regionie na działalności w Czechach, na Węgrzech i na Słowacji, gdzie mamy silniejszą pozycję rynkową z dobrymi perspektywami wzrostu" - napisał w wydanym oświadczeniu prezes Tesco Dave Lewis.

Nabywcą 301 sklepów brytyjskiej sieci w Polsce jest duńska grupa Salling Group A/S, która, jak podano w oświadczeniu Tesco, obsługuje 11 mln klientów tygodniowo w Danii, Niemczech i Polsce.

Największa brytyjska sieć supermarketów już w marcu sprzedała swoje sklepy w Tajlandii i Malezji, co oznacza, że oprócz wspomnianych trzech krajów Europy Środkowo-Wschodniej jedynym zagranicznym rynkiem, na którym pozostanie, będzie Irlandia.

Jak poinformowało Tesco, łączna wartość aktywów objętych transakcją wynosi 900 mln złotych (równowartość 181 mln funtów), przy czym łączne wpływy netto mają wynieść około 819 mln złotych (równowartość 165 mln funtów). Ponadto, jak głosi oświadczenie, firma poczyniła znaczne postępy w sprzedaży pozostałych polskich nieruchomości poza tą transakcją. W ciągu ostatnich 18 miesięcy sprzedała lub zgodziła się sprzedać 22 sklepy, uzyskując przychód netto w wysokości ok. 200 mln funtów. Firma będzie nadal dążyć do sprzedaży pozostałych aktywów, do których należy 19 sklepów handlowych nieobjętych tą transakcją.

W roku finansowym 2019/2020 Tesco Polska wygenerowało sprzedaż, z wyłączeniem VAT oraz stacji benzynowych, w wysokości 1,368 mld funtów i zanotowało stratę operacyjną, nie uwzględniając specjalnych pozycji, w wysokości 24 mln funtów. W roku finansowym 2019/2020 sprzedane 301 sklepów w Polsce wygenerowało sprzedaż, wyłączając VAT i stacje benzynowe, w wysokości 947 mln funtów i zanotowało stratę przed opodatkowaniem w wysokości 107 mln funtów, uwzględniając pozycje specjalne (głównie koszty restrukturyzacji i utratę wartości).

Wszystkie 301 sklepów objętych transakcją zostanie poddanych rebrandingowi w ciągu 18-miesięcznego okresu przejściowego.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Write comment (0 Comments)

Wielka Brytania chce przystąpić do umowy o wolnym handlu na Pacyfiku

Wielka Brytania zapowiedziała w środę, że będzie dążyć do przystąpienia do umowy o wolnym handlu CPTPP, która jest odnowioną wersją Partnerstwa Transpacyficznego (TPP).

"Dziś ogłaszamy nasz zamiar przystąpienia do CPTPP, jednej z największych stref wolnego handlu na świecie" - powiedziała minister handlu międzynarodowego Liz Truss.

Jak wyjaśnił brytyjski rząd, przystąpienie do CPTPP pomoże krajowi w przezwyciężeniu wyzwań, jakie postawiła epidemia koronawirusa, a także w zdywersyfikowaniu jej powiązań handlowych.

Kompleksowe i Postępowe Partnerstwo Transpacyficznego (CPTPP) to umowa o wolnym handlu zawarta w 2018 r. przez 11 państw - Australię, Brunei, Chile, Japonię, Kanadę, Malezję, Meksyk, Nową Zelandię, Peru, Singapur i Wietnam - po wycofaniu się przez Stany Zjednoczone z umowy TPP, wskutek czego ta ostatnia nie weszła w życie.

Po pełnym wdrożeniu umowy CPTPP 11 krajów utworzy blok handlowy obejmujący 495 mln konsumentów i wytwarzający nieco ponad 13 proc. światowego PKB. Gdyby Wielka Brytania przystąpiła do umowy, udział bloku w światowym PKB wzrósłby do około 16,4 proc.

Po wyjściu z Unii Europejskiej, co nastąpiło 31 stycznia, Wielka Brytania rozpoczęła negocjowanie własnych umów handlowych, które - jeśli zostaną do tego czasu zawarte - będą mogły wejść w życie od początku 2021 r., gdy upłynie okres przejściowy po brexicie. Oprócz rozmów z UE o przyszłych relacjach Londyn prowadzi rozmowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi, w zeszłym tygodniu zaczął z Japonią, w środę formalnie je zainaugurowano z Australią i Nową Zelandią.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Alexander Kliem z Pixabay 

Write comment (0 Comments)

Od początku epidemii liczba miejsc pracy spadła o 612 tys.

W czasie zatrzymania gospodarki z powodu epidemii koronawirusa pracę w Wielkiej Brytanii straciło 612 tys. osób, choć w maju proces likwidacji miejsc pracy znacznie zwolnił w porównaniu z kwietniem - podał we wtorek brytyjski urząd statystyczny ONS.

Według wstępnych szacunków ONS, w maju pracę straciło 163 tys. osób, podczas gdy w kwietniu było to 449 tys. osób. Liczba zatrudnionych w firmach spadła tym samym z 29 mln w marcu do 28,4 mln w maju.

ONS zarazem podał, że stopa bezrobocia w okresie trzech miesięcy do kwietnia włącznie pozostała na poziomie 3,9 proc., co zaskoczyło analityków z rynków finansowych, którzy przewidywali jej wzrost do 4,7 proc.

Stopa bezrobocia pozostała na niezmienionym poziomie dlatego, że w Wielkiej Brytanii jest wyliczana w trzymiesięcznych okresach, co osłabia wpływ danych z kwietnia. Ponadto 9,1 mln pracowników korzystających z rządowego systemu subsydiowania pensji, którzy zostali wysłani na urlopy, jest w statystykach liczonych jako pracujący. Jak wskazują ekonomiści, prawdziwy obraz sytuacji będzie widoczny dopiero, gdy ten system wygaśnie z końcem października.

Tym niemniej kilka innych wskaźników świadczy o negatywnym wpływie epidemii na rynek pracy. "Spowolnienie w gospodarce wyraźnie obecnie uderza w rynek pracy, zwłaszcza pod względem liczby przepracowanych godzin" - powiedział Jonathan Athow, zastępca głównego statystyka ONS.

W ciągu trzech miesięcy całkowita liczba przepracowanych godzin w Wielkiej Brytanii wyniosła 959,9 mln, co stanowi spadek o 94,2 mln godzin - czyli o 8,9 proc. - w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku i jest to największy taki spadek od kiedy prowadzone są statystyki.

Liczba osób występujących o zasiłki związane z pracą (głównie chodzi o bezrobotnych, ale też o uprawnione osoby uzyskujące niskie dochody lub pracujące w niepełnym wymiarze czasu) sięgnęła w maju 2,8 mln, co oznacza wzrost o 23,3 proc. w porównaniu z kwietniem i o 125,9 proc. w porównaniu z marcem.

W rekordowym stopniu zmniejszyła się także liczba wolnych etatów. W okresie od marca do maja było ich 476 tys., czyli o 342 tys. mniej niż w ciągu poprzednich trzech miesięcy. To największy kwartalny spadek od 2001 roku, gdy zaczęto prowadzić porównywalne statystyki.

Pogarszająca się sytuacja na rynku pracy ma odzwierciedlenie w płacach. W okresie trzech miesięcy do kwietnia włącznie nominalna płaca wzrosła o 1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku, ale realna płaca - uwzględniając inflację i czynniki sezonowe - spadła o 0,4 proc. To pierwszy przypadek spadku realnej płacy od stycznia 2018 roku.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Michal Jarmoluk z Pixabay

Write comment (0 Comments)

Z powodu epidemii koronawirusa w kwietniu PKB spadł o rekordowe 20,4 proc.

Brytyjski PKB skurczył się w kwietniu - w pierwszym pełnym miesiącu obowiązywania restrykcji z powodu koronawirusa - o rekordowe 20,4 proc. w stosunku do marca, podał w piątek urząd statystyczny ONS.

Spadek PKB jest trzy razy większy niż ten, który miał miejsce przez cały okres spowolnienia gospodarczego w latach 2008-2009. Ale analitycy podkreślają, że kwiecień będzie najgorszym miesiącem, ponieważ w maju rząd zaczął łagodzić ograniczenia.

ONS opublikował również dane za trzy miesiące od lutego do kwietnia, które pokazują spadek PKB o 10,4 PKB w porównaniu do poprzedniego trzymiesięcznego okresu.

"Kwietniowy spadek PKB jest największym, jaki kiedykolwiek widziała Wielka Brytania, ponad trzykrotnie większym niż w ubiegłym miesiącu i prawie 20-krotnie większym niż najostrzejszy spadek przed Covid-19. W kwietniu gospodarka była o około 25 proc. mniejsza niż w lutym" - powiedział Jonathan Athow, zastępca głównego statystyka w ONS.

Jak dodał, spadki zanotowały praktycznie wszystkie sektory gospodarki. ONS podał, że aktywność sektora usług, najważniejszego dla brytyjskiej gospodarki zmniejszyła się o 19 proc., produkcja przemysłowa - o 20,3 proc., zaś aktywność sektora budownictwa - o 40,1 proc. W każdym z tych przypadków są to największe spadki od kiedy prowadzone są statystyki.

Ale Athow podkreślił, że Wielka Brytania zapewne już osiągnęła najniższy punkt i w następnych miesiącach będzie lepiej. "Jest bardzo prawdopodobne, że kwiecień będzie najniższym punktem. Nasze własne badania i inne wskaźniki sugerują wzrost aktywności gospodarczej, ale myślę, że jest jeszcze za wcześnie, by wiedzieć, jak szybko aktywność gospodarcza odbije się w nadchodzących miesiącach" - mówił Athow w stacji BBC.

Minister finansów Rishi Sunak, komentując te dane, powiedział: "Podobnie jak wiele innych gospodarek na całym świecie, koronawirus ma poważny wpływ na naszą gospodarkę".

"Pomoc, którą zapewniliśmy dzięki naszemu programowi subsydiowania pensji urlopowanych pracowników, dotacjom, pożyczkom i obniżkom podatków, ochroniły tysiące przedsiębiorstw i miliony miejsc pracy, co daje nam najlepszą szansę na szybkie ożywienie gospodarcze po ponownym otwarciu" - podkreślił.

Dodał, że po ponownym otwarciu sklepów życie "wróci trochę do normy". W Anglii ma to nastąpić w poniedziałek, natomiast sklepy w Irlandii Północnej już otrzymały zgodę na wznowienie działalności. Szkocja i Walia mają swoje własne harmonogramy znoszenia ograniczeń.

Podczas światowego kryzysu finansowego, od szczytu w lutym 2008 r. do najniższego punktu w marcu 2009 r., czyli łącznie 13 miesięcy, brytyjski PKB skurczył się o 6,9 proc.

Kwietniowy spadek jest więc trzykrotnie większy, przy czym są to dane tylko za jeden miesiąc, a brytyjska gospodarka kurczyła się już przed kwietniem. W pierwszych trzech miesiącach 2020 r. skurczyła się o 2 proc., co było efektem zaledwie pierwszych kilku obowiązywania restrykcji z powodu koronawirusa.

Ekonomiści spodziewają się, że w całym drugim kwartale - od kwietnia do czerwca - spadek PKB będzie jeszcze większy niż w pierwszym, co będzie oznaczało wejście kraju w recesję.

Według opublikowanych w środę prognoz OECD, brytyjska gospodarka skurczy się w tym roku o 11,5 proc., co będzie największym spadkiem ze wszystkich wysoko rozwiniętych gospodarek.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Jon Kline z Pixabay 

Write comment (0 Comments)

Bank Anglii gotowy do podjęcia działań w celu wsparcia gospodarki

Gubernator Banku Anglii Andrew Bailey zapowiedział w piątek po południu, że będzie "gotowy do podjęcia działań", aby pomóc gospodarce Wielkiej Brytanii przetrwać kryzys wywołany koronawirusem.

Odniósł się w ten sposób do danych urzędu statystycznego ONS, które pokazały, że w kwietniu - pierwszym pełnym miesiącu ograniczeń wprowadzonych z powodu epidemii - brytyjski PKB skurczył się w stosunku do poprzedniego miesiąca o 20,4 proc. To zdecydowanie największy miesięczny spadek od kiedy prowadzone są statystyki.

"Nadal jesteśmy w samym środku tego kryzysu. Oczywiście jest to dramatyczna i duża liczba, ale w rzeczywistości nie jest to liczba zaskakująca" - powiedział Bailey, wyjaśniając, iż te dane są "w dużej mierze zgodne" z tym, czego bank się spodziewał.

Bailey powiedział, że są "oznaki, iż gospodarka zaczyna teraz wracać do życia", ale pytaniem pozostaje, jak wiele długoterminowych szkód pandemia spowoduje.

"To jest rzecz, na której musimy się bardzo skoncentrować, bo właśnie przez to tracone są miejsca pracy" - powiedział. "Teraz mamy nadzieję, że (szkody) będą tak małe jak to możliwe, ale musimy być przygotowani i gotowi do podjęcia działań, nie tylko Bank Anglii, ale szerzej, aby zniwelować te długoterminowe i szkodliwe skutki" - mówił.

Od początku epidemii koronawirusa Bank Anglii już dwukrotnie obniżył stopy procentowe - z 0,75 do najniższego w historii poziomu 0,1 proc., co powoduje, że możliwości wspomożenia gospodarki zostały w dużej mierze ograniczone. Najbliższe posiedzenie Komitetu Polityki Monetarnej (MPC) odbędzie się 18 czerwca, ale według powszechnej opinii analityków nie należy się spodziewać dalszego ich obniżania.

Analitycy spodziewają się natomiast, że Bank Anglii użyje drugiego instrumentu jaki ma do dyspozycji, czyli zwiększy wartość dokonywanego przez bank skupu aktywów na rynku, co zresztą już raz po wybuchu epidemii też zostało zrobione. Według oczekiwań rynku ta wartość wzrośnie z 645 mld funtów do 725 mld.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Write comment (0 Comments)

Wielka Brytania i UE zintensyfikują w lipcu negocjacje w sprawie umowy handlowej

Wielka Brytania uzgodniła z Unią Europejską zintensyfikowanie w lipcu harmonogramu negocjacji w sprawie przyszłych relacji handlowych po zakończeniu okresu przejściowego po brexicie - poinformował w czwartek brytyjski rząd.

"Ten nowy proces będzie obejmował połączenie formalnych rund negocjacyjnych i spotkań mniejszych grup, zarówno w Londynie, jak i w Brukseli, przy założeniu, że umożliwią to wytyczne dotyczące zdrowia publicznego" - napisano w wydanym oświadczeniu.

Rozmowy będą odbywały się co tydzień między tygodniami rozpoczynającymi się 29 czerwca a 27 lipca.

Równocześnie poinformowano, że brytyjski premier Boris Johnson odbędzie w poniedziałek rozmowy - w formie wideokonferencji - z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, przewodniczącym Rady Europejskiej Charlesem Michelem i szefem Parlamentu Europejskiego Davidem Sassolim, aby dać nowy impuls w negocjacjach.

W zeszłym tygodniu, po czwartej i ostatniej jak dotychczas rundzie negocjacyjnej, zarówno główny brytyjski negocjator David Frost, jak i unijny - Michel Barnier mówili o bardzo niewielkim postępie w negocjacjach.

Wielka Brytania formalnie opuściła Unię Europejską 31 stycznia tego roku, ale w jej stosunkach z Brukselą na razie niewiele się zmieniło ze względu na trwający do końca 2020 r. okres przejściowy. Przed jego upływem powinno zostać zawarte nowe porozumienie handlowe, gdyż w przeciwnym razie od stycznia 2021 r. relacje opierałyby się na ogólnych zasadach Światowej Organizacji Handlu, czyli możliwe byłyby cła i inne bariery. Brytyjski rząd cały czas wyklucza możliwość zwrócenia się z prośbą o przedłużenie okresu przejściowego.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Write comment (0 Comments)

8,9 mln pracowników objętych rządowym systemem dotowania pensji

Ok. 8,9 mln pracowników, czyli więcej niż jedna czwarta brytyjskiej siły roboczej, jest obecnie objętych rządowym systemem subsydiowania pensji, a jego dotychczasowe koszty sięgnęły 19,6 mld funtów - poinformowało we wtorek brytyjskie ministerstwo finansów.

Program, który ma na celu złagodzenia gospodarczych skutków epidemii koronawirusa, pozwala pracodawcom otrzymać zwrot 80 proc. wynagrodzenia pracowników - do kwoty 2500 funtów miesięcznie - jeśli mimo spadku przychodów firmy nie zostaną oni zwolnieni, lecz wysłani na urlopy.

W podobnym programie dla osób pracujących na własny rachunek złożono dotychczas 2,6 mln wniosków o wartości 7,5 mld funtów. Różni się on tym, że jest to dotacja wypłacana w jednej racie obejmującej trzy miesiące. Jej wysokość to 80 proc. średniego przychodu z trzech ostatnich miesięcy przed epidemią. Osoby prowadzące działalność na własny rachunek mogą nadal, do 13 lipca, mogą się ubiegać się o pierwszą dotację z tego funduszu. Przyjmowanie wniosków o drugą dotację rozpocznie się w sierpniu.

Najnowsze dane ministerstwa finansów dla obu systemów obejmują wszystkie wnioski złożone do północy 7 czerwca.

Program subsydiowania pensji urlopowanych pracowników początkowo miał obejmować trzy miesiące - marzec, kwiecień i maj, ale został dwukrotnie przedłużony i będzie funkcjonował do końca października.

Jednak będą stopniowo wprowadzane zmiany w systemie. Od lipca firmy korzystające z programu będą mogły zatrudniać pracowników w niepełnym wymiarze godzin. Nawet jeśli tego nie zrobią, rząd będzie nadal wypłacał 80 proc. wynagrodzenia pracowników w lipcu.

Od sierpnia pracodawcy będą musieli płacić składki socjalne i emerytalne pracowników, we wrześniu z budżetu państwa będzie zwracane 70 proc. pensji, a we wrześniu - 60 proc., zaś pracodawcy będą musieli uzupełnić pozostałą cześć, tak, by pracownicy nadal otrzymywali 80 proc. wynagrodzenia sprzed epidemii.

Według wyliczeń niezależnego od rządu Biura Odpowiedzialności Budżetowej (OBR), koszt rządowych działań podjętych w odpowiedzi na epidemię koronawirusa ma wynieść 123,2 mld funtów. OBR spodziewa się, że w bieżącym roku finansowym deficyt budżetowy kraju wzrośnie do 15,2 proc. brytyjskiego PKB, co będzie najwyższym poziomem od 22,1 proc. odnotowanych pod koniec II wojny światowej.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Write comment (0 Comments)
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.