Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show
Sun, Apr 11, 2021

Biznes

Biznes

All Stories

Barnier znowu zawiedzony brakiem postępu w sprawie umowy z W. Brytanią

Kolejna, siódma już runda negocjacji między Wielką Brytanią i UE w sprawie przyszłych relacji nie przyniosła postępu - poinformował w piątek w Brukseli główny negocjator unijny Michel Barnier. Jak zaznaczył jest zawiedzony postawą Londynu.

"Mamy bardzo mało czasu, żeby zakończyć te negocjacje, aby zapewnić, że porozumienie wejdzie w życie 1 stycznia 2021 roku" - powiedział na konferencji prasowej Francuz.

Jak zaznaczył okres przejściowy dla Wielkiej Brytanii zakończy się za 4 miesiące i 10 dni i dlatego, aby dać czas na zatwierdzenie tekstu porozumienia przez Radę UE i Parlament Europejski powinien być on wypracowany najpóźniej do końca października.

"Mamy jeszcze dwa miesiące, by znaleźć porozumienie we wszystkich kwestiach, które są dyskutowane, skonsolidować tekst i sfinalizować wszystkie techniczne aneksy. (...) Jakiekolwiek opóźnienie, wychodzące poza koniec października oznaczałoby poważne ryzyko, że nie zakończymy tego procesu z sukcesem" - ostrzegł Barnier.

Sfinalizowanie umowy musi nastąpić odpowiednio wcześniej również dlatego, by dać czas ekspertom prawnym na jej zatwierdzenie, a tłumaczom na przetłumaczenie na wszystkie języki UE.

Główny unijny negocjator nie krył rozczarowania podejściem Brytyjczyków. "Ci, którzy mieli nadzieję, że negocjacje pójdą gładko do przodu w tym tygodniu, będą rozczarowani. Niestety ja też szczerze mówiąc jestem zawiedziony i zaskoczony, bo premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson powiedział nam w czerwcu, że chce przyspieszyć negocjacje podczas lata" - przypominał Barnier.

Jak relacjonował, podczas zakończonej właśnie rundy rokowań, podobnie jak w lipcu wysłannicy rządu w Londynie "nie pokazali żadnej prawdziwej woli, by pójść do przodu w kwestiach, które mają fundamentalne znaczenie dla UE".

Punktem spornym jest to, co Bruksela nazywa równymi warunkami gry. UE obawia się, że Wielka Brytania zacznie stosować "dumping regulacyjny" i chcąc zyskać przewagę konkurencyjną będzie obniżać standardy w zakresie praw pracowniczych, ochrony środowiska czy praw konsumenckich.

"Nie prosimy o nic więcej, ale też o nic mniej, niż to co zadeklarował premier Boris Johnson w naszej wspólnej politycznej deklaracji w październiku zeszłego roku wraz 27 liderami UE" - zaznaczył Barnier.

Przypominał w tym kontekście, że w deklaracji są zapisy o tym, iż przyszłe porozumienie musi zawierać zobowiązania, aby zapobiec zakłóceniom w handlu i nieuczciwym przewagom konkurencyjnym. Dodał, że deklaracja zawiera też zobowiązanie obu stron do utrzymania wysokich standardów w obszarze pomocy państwa, konkurencji, kwestii społecznych i zatrudnienia, czy środowiska, zmian klimatu oraz spraw podatkowych.

UE chce, by w zamian za dostęp do unijnego rynku Wielka Brytania dostosowywała się do unijnych regulacji, także tych przyszłych. Londyn uważa, że byłoby to zaprzeczeniem idei brexitu, która polega na tym, by się uwolnić od unijnych regulacji, ale zarazem wskazuje na cały szereg przykładów, gdzie brytyjskie regulacje są bardziej wyśrubowane niż unijne, i których wcale nie zamierza zmieniać.

"Poza kwestią równych warunków działania, jest wciąż wiele innych obszarów, gdzie potrzebny jest postęp. Dla przykładu jest to rybołówstwo, gdzie nie dokonaliśmy żadnego postępu" - mówił Barnier.

Wielka Brytania chciałaby pełnego dostępu do unijnego rynku swoich produktów rybnych, ale UE domaga się w zamian za to takiego samego dostępu do brytyjskich łowisk, jaki ma obecnie, co z kolei jest nie do zaakceptowania dla Downing Street, a jeszcze bardziej dla brytyjskich rybaków, którzy w nadziei na niezależną politykę w rybołówstwie masowo poparli brexit.

"W sprawie zarządzania jesteśmy daleko od uzgodnienia kluczowej kwestii rozstrzygania sporów" - zaznaczył Barnier. Londyn nie zgadza się, by zajmował się tym Trybunał Sprawiedliwości UE, gdyż - jak argumentuje - nie będzie on bezstronny.

Wielka Brytania opuściła UE 31 stycznia. W okresie przejściowym, obowiązującym do końca 2020 roku, strony starają się wynegocjować umowę w sprawie przyszłych relacji. W tym czasie Zjednoczone Królestwo jest wprawdzie poza instytucjami unijnymi, ale stosuje się do praw i obowiązków związanych z przynależnością do Wspólnoty oraz korzysta z wynikających z tego przywilejów, w tym z uczestnictwa w jednolitym rynku.

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson zapowiedział, że jego kraj nie będzie wnioskował o przedłużenie okresu przejściowego po brexicie. Kolejna runda negocjacji zaplanowana jest w dniach 7-11 września w Londynie.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

Barnier znowu zawiedzony brakiem postępu w sprawie umowy z W. Brytanią

Od czasu nakazu zasłaniania twarzy spadła liczba wyjść do supermarketów

Od czasu wejścia w życie w Anglii obowiązku zasłaniania twarzy w sklepach liczba wizyt w supermarketach spadła o około 2 mln - wynika z opublikowanych we wtorek danych firmy Kantar, która zajmuje się badaniami rynku.

W Anglii zasłanianie twarzy w sklepach jest obowiązkowe od piątku 24 lipca. W pierwszym pełnym tygodniu od wprowadzenia tego nakazu, czyli od 27 lipca do 2 sierpnia, zanotowano nieco ponad 100 mln wizyt w supermarketach, czyli o ok. 20 mln mniej niż w analogicznym tygodniu ubiegłego roku. W kolejnym tygodniu, od 3 do 9 sierpnia ponownie było o 20 mln wizyt w supermarketach mniej niż w poprzednim roku. Tymczasem w dwóch ostatnich tygodniach przed wprowadzeniem obowiązku zasłaniania twarzy, różnica w stosunku do zeszłego tygodnia wynosiła po ok. 18 milionów.

Wprawdzie Kantar zastrzega, że do pewnego stopnia na zmniejszenie liczby wizyt w supermarketach mogły wpłynąć również inne czynniki, ale główną przyczyną jest obowiązek zasłaniania twarzy. "W tygodniu po wprowadzeniu tego nakazu liczba wyjść do supermarketów była o 2 mln niższa niż oczekiwano, a obecnie tylko nieco ponad połowa kupujących twierdzi, że czuje się bezpiecznie w sklepach. Sugeruje to, że ludzie mogą potrzebować czasu na dostosowanie się do nowych przepisów i teraz planują z wyprzedzeniem każde wyjście na zakupy" - skomentowała te dane Charlotte Scott, dyrektor badań zachowań konsumenckich w Kantar.

Potwierdzeniem mniejszej skłonności do chodzenia na zakupy jest także fakt, że w ciągu czterech tygodni do 9 sierpnia włącznie, odsetek zakupów spożywczych robionych przez internet, wzrósł do rekordowego poziomu 13,5 proc. - podał Kantar.

Kara za nieprzestrzeganie obowiązku zasłaniania twarzy w sklepach i innych zamkniętych przestrzeniach publicznych, tam gdzie jest to wymagane, wynosi w Anglii 100 funtów. Ale w przypadku każdego kolejnego wykroczenia jest ona podwajana.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Od czasu nakazu zasłaniania twarzy spadła liczba wyjść do supermarketów

Sieć sklepów Marks & Spencer zwolni 7000 osób

Brytyjska sieć sklepów Marks & Spencer zwolni w ciągu najbliższych trzech miesięcy 7000 osób, czyli prawie 9 proc. wszystkich pracowników - poinformowała we wtorek firma. Jak wyjaśniono, epidemia koronawirusa pokazała, że doszło do istotnej zmiany w handlu.

Marks & Spencer poinformował, że w ciągu ośmiu tygodni od ponownego otwarcia sklepów po złagodzeniu ograniczeń epidemicznych łączna sprzedaż odzieży i wyposażenia domowego spadła o 29,9 proc., przy czym sprzedaż w sklepach spadła o 47,9 proc., a w internecie wzrosła o 39,2 proc. Natomiast w ciągu ostatnich 13 tygodni sprzedaż żywności wzrosła o 2,5 proc.

"Oczywiste jest, że nastąpiła istotna zmiana w handlu, i chociaż jest zbyt wcześnie, aby przewidzieć precyzyjnie, jak będzie wyglądał nowy miks sprzedaży po Covid-19, musimy działać teraz, aby dostosować się do tej zmiany" - napisano w oświadczeniu firmy. Jak dodano, epidemia pokazała, że możliwa jest praca w sklepach w sposób bardziej elastyczny i produktywny, z większą liczbą pracowników wielozadaniowych i poruszających się pomiędzy działami żywności, odzieży i wyposażenia domu.

M&S wyraził nadzieję, że zdecydowana większość redukcji będzie miała formę dobrowolnych odejść oraz wcześniejszego przejścia na emeryturę. Jak się przewiduje, redukcje dotkną przede wszystkim szeregowych pracowników sklepów. W lipcu firma ogłosiła już, że zagrożonych likwidacją jest też 950 etatów na stanowiskach menedżerskich oraz kierowników sklepów.

Marks & Spencer ma ponad 950 sklepów w Wielkiej Brytanii, z czego prawie dwie trzecie sprzedają tylko żywność. Firma zatrudnia 78 tys. osób, w zdecydowanej większości w Wielkiej Brytanii.

To kolejne znaczące redukcje w dużych brytyjskich sieciach handlowych. W ostatnich tygodniach zwolnienia ogłosiły też sieci Debenhams, Boots i John Lewis. Jak wylicza stacja Sky News, wraz z tymi zapowiedzianymi przez Marks & Spencer, liczba zredukowanych etatów wzrasta do 30 tys., co oznacza, że w handlu detalicznym nastąpiło wskutek epidemii więcej zwolnień niż w jakimkolwiek innym sektorze gospodarki.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Sieć sklepów Marks & Spencer zwolni 7000 osób

Ostatnia duża kopalnia węgla w Anglii kończy działalność

Po prawie 200 latach działalności w poniedziałek zamknięta zostanie ostatnia w Anglii kopalnia wydobywająca węgiel na skalę przemysłową. W Bradley Mine w hrabstwie Durham w północno-wschodniej części kraju wydobywano 150 tys. ton węgla rocznie.

Właściciel kopalni, firma Bank Group, zdecydował się na jej zamknięcie, gdy na początku lata władze odrzuciły wniosek o zgodę na rozszerzenie obszaru wydobycia, co - jak argumentowano - miało być jedynym sposobem na utrzymanie opłacalności dalszej działalności. Przeciwko rozbudowie Bradley Mine, która jest kopalnią odkrywkową, protestowali jednak ekolodzy.

Według danych brytyjskiego rządu w 2019 r. w Wielkiej Brytanii zużyto 7,9 mln ton węgla, co oznacza spadek popytu o jedną trzecią w stosunku do poprzedniego roku. Popyt ten jest zaspokajany w zdecydowanej większości importem, głównie ze Stanów Zjednoczonych i Rosji. W zeszłym roku energia pochodząca z węgla stanowiła zaledwie 2 proc. zużycia w Wielkiej Brytanii, podczas gdy jeszcze w 2012 r. było to 40 proc.

Wydobycie węgla w Wielkiej Brytanii znajduje się w odwrocie od prawie 40 lat, gdy w czasach premier Margaret Thatcher zaczęto zamykać nierentowne kopalnie. W 2015 r. zamknięto ostatnią w Anglii kopalnię głębinową - Kellingley Colliery w hrabstwie North Yorkshire. Kilka kopalni znajduje się jeszcze w Walii i Szkocji, ale według planów ostatnia z nich ma zakończyć wydobycie w październiku 2022 r. W Anglii są jeszcze niewielkie kopalnie w Cumbrii i Gloucestershire, ale wydobywana tam jest tak znikoma ilość węgla, że ich istnienie nie ma praktycznie żadnego znaczenia dla rynku.

Zamknięcie Bradley Mine nie musi jednak oznaczać definitywnego końca górnictwa w Anglii. W zeszłym roku rząd wydał zgodę na budowę w pobliżu Whitehaven w Cumbrii pierwszej od 30 lat nowej głębinowej kopalni węgla, zaś firma Banks Group złożyła wniosek o zezwolenie na otwarcie nowej kopalni w Northumberland w północno-wschodniej Anglii.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / RicHolden

Ostatnia duża kopalnia węgla w Anglii kończy działalność

W. Brytania wpadła w recesję po spadku PKB w II kwartale o 20,4 proc.

Wielka Brytania po raz pierwszy od 11 lat znalazła się w recesji. To konsekwencja spadku PKB w drugim kwartale tego roku o rekordowe 20,4 proc. w stosunku do poprzedniego - podał w środę rano brytyjski urząd statystyczny ONS.

Jak poinformował ONS, to największy spadek PKB od kiedy w 1955 r. zaczęto sporządzać kwartalne statystyki, choć faktycznie jest on największy co najmniej od końca I wojny światowej. Ponieważ w pierwszych trzech miesiącach tego roku brytyjska gospodarka skurczyła się o 2,2 proc., oznacza to dwa kolejne kwartały na minusie, co jest definicją recesji.

Poprzednio w takiej sytuacji Wielka Brytania znalazła się w trakcie kryzysu finansowego sprzed ponad dekady - wtedy pomiędzy drugim kwartałem 2008 r. a drugim kwartałem 2009 r. nastąpiło pięć kolejnych z ujemnym wzrostem gospodarczym, ale wówczas łączny spadek PKB wyniósł nieco ponad 6 proc. Tymczasem teraz brytyjski PKB jest mniejszy w stosunku do tego z ostatniego kwartału 2019 r. aż o 22,1 proc.

Ten rekordowy spadek to efekt wstrzymania znaczącej części działalności gospodarczej w związku z restrykcjami wprowadzonymi pod koniec marca w celu zatrzymania epidemii koronawirusa. Przyczyniły się do tego zwłaszcza wyniki z kwietnia, który był jedynym miesiącem niemal całkowitego zamknięcia gospodarki, bo już w drugiej połowie maja te obostrzenia lekko zaczęto poluzowywać - w kwietniu gospodarka skurczyła się o 20,0 proc., co jest najgorszym miesięcznym wynikiem w historii.

Pewnym optymistycznym sygnałem jest to, że w maju, a zwłaszcza w czerwcu, gdy restrykcje jeszcze mocniej poluzowano, brytyjska gospodarka zaczęła wykazywać oznaki ożywienia. W maju PKB wzrósł o 2,4 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca, a w czerwcu - o 7,8 proc.

"Recesja wywołana przez pandemię koronawirusa doprowadziła do największego w historii kwartalnego spadku PKB. Gospodarka zaczęła się odbijać w czerwcu, sklepy zostały ponownie otwarte, fabryki zaczęły zwiększać produkcję, a budownictwo mieszkaniowe nadal się ożywia. Mimo to PKB w czerwcu nadal pozostaje o jedną szóstą miejscu poniżej poziomu z lutego, zanim wybuchła pandemia" - oświadczył Jonathan Athow, zastępca głównego statystyka ONS.

Z powodu pandemii koronawirusa w recesję wpadła większość głównych gospodarek Zachodu, ale jak wskazują dane ONS, w Wielkiej Brytanii jest ona głębsza niż gdzie indziej. Skumulowany spadek PKB z pierwszego półrocza, czyli 22,1 proc. jest nieznacznie niższy tylko od Hiszpanii (-22,7 proc.), podczas gdy we Francji ten spadek wyniósł 18,9 proc., we Włoszech - 17,1 proc., w Niemczech - 11,9 proc., zaś w USA - 10,6 proc.

W opublikowanej w zeszłym tygodniu prognozie Bank Anglii przewiduje, że brytyjski PKB osiągnie z powrotem wartość sprzed wybuchu epidemii w czwartym kwartale 2021 r. Po recesji z lat 2008-09 powrót do wcześniejszego poziomu zajął Wielkiej Brytanii pięć lat.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Obraz Michal Jarmoluk z Pixabay 

W. Brytania wpadła w recesję po spadku PKB w II kwartale o 20,4 proc.

Największy spadek liczby pracujących od 2009 r., bezrobocie wciąż 3,9 proc.

W drugim kwartale tego roku liczba pracujących w Wielkiej Brytanii zmniejszyła się o 220 tys., co jest największym kwartalnym spadkiem od 2009 r., zaś od początku marca liczba etatów zmniejszyła się o 730 tys. - podał we wtorek brytyjski urząd statystyczny ONS.

W okresie od kwietnia do czerwca włącznie pracowało 32,92 mln osób powyżej 16. roku życia, co jest wprawdzie wzrostem o 113 tys. wobec analogicznego okresu zeszłego roku, ale spadkiem o 220 tys. w stosunku do poprzedniego kwartału. To największy spadek w liczbach bezwzględnych od okresu maj-lipiec 2009 r., gdy trwał szczyt kryzysu finansowego. To efekt przede wszystkim zmniejszenia się liczby pracujących w wieku powyżej 65. roku życia, najmłodszych pracujących, pracujących na niepełny etat oraz w formie samozatrudnienia.

"Grupy osób najbardziej tym dotknięte pracownicy poniżej 24. roku życia, starsi oraz osoby wykonujące prace bardziej rutynowe lub wymagające mniejszych kwalifikacji prace. Jest to niepokojące, ponieważ tym grupom trudniej jest znaleźć nową pracę lub dostać się do pracy tak łatwo, jak innym pracownikom" - skomentował zastępca głównego statystyka ONS Jonathan Athow.

ONS podał też, że od początku epidemii ubyło już 730 tys. etatach w firmach, przy czym 81 tys. w lipcu, co jest wzrostem w stosunku do czerwca, w którym zlikwidowano 74,4 tys. etatów.

Mimo to stopa bezrobocia nadal utrzymywała się na poziomie 3,9 proc., co wynika z tego, że osoby, które zostały przez pracodawców wysłane na przymusowe urlopy i którym pensje wypłaca państwo, są w statystykach uwzględniane jako pracujące. Jak podało we wtorek ministerstwo finansów, korzysta z tego 9,6 mln osób. Drugą przyczyną tego, że bezrobocie nie rośnie jest fakt, że część z tych, którzy przestali pracować, np. osoby starsze, nie poszukuje nowej pracy, zatem nie są oni klasyfikowani jako bezrobotni.

Jak wskazuje ONS, prawdziwy wpływ epidemii koronawirusa na rynek pracy dopiero będzie widoczny, gdy wraz z końcem października wygaśnie program subsydiowania pensji, a obecnie lepszym miernikiem sytuacji jest liczba przepracowanych godzin w tygodniu czy liczba korzystających z zasiłków.

Jeśli chodzi o tę pierwszą, to w okresie od kwietnia do czerwca wyniosła ona średnio 849,3 mln godzin tygodniowo, co oznacza spadek o rekordowe 203,3 mln godzin w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku oraz o 191,3 mln godzin w stosunku do pierwszego kwartału tego roku.

Natomiast liczba osób korzystających z zasiłków - nie tylko dla bezrobotnych, ale też dla osób o niskich dochodach - wyniosła w lipcu 2,7 mln, co oznacza wzrost o 116,8 proc. w porównaniu z marcem.

W opublikowanej w zeszłym tygodni prognozie Bank Anglii napisał, że spodziewa się wzrostu bezrobocia pod koniec roku do poziomu 7,5 proc.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

bjn/ kar/

Obraz Martinelle z Pixabay 

Największy spadek liczby pracujących od 2009 r., bezrobocie wciąż 3,9 proc.

Minister finansów ostrzega przed trudnym czasem dla wielu osób

Brytyjski minister finansów Rishi Sunak ostrzegł w piątek, że gdy z końcem października wygaszony zostanie rządowy program subsydiowania pensji. dla wielu ludzi zacznie się trudny czas. Podkreślił jednak, że pomoc nie może być przeciągana w nieskończoność.

W rozmowie ze stacją Sky News Sunak powiedział, że decyzja o zakończeniu programu była jedną z najtrudniejszych, jakie musiał podjąć na tym stanowisku. Ale dodał: "Jeśli spojrzeć na to od początku do końca, rząd wkroczył, aby pomóc w wypłacaniu ludziom wynagrodzeń prawie przez osiem miesięcy - jest to niezwykle długi okres. Myślę, że większość rozsądnych ludzi, patrząc na to, powie, że nie jest to coś, co może trwać w dłuższej perspektywie. Tak samo jest w innych krajach na świecie - ich wersje tego wygasną pod koniec tego roku".

W ramach programu rząd od marca wypłaca 80 proc. pensji - do kwoty 2500 funtów miesięcznie - tym pracownikom, którzy z powodu epidemii koronawirusa zostali wysłani na przymusowe urlopy, ale stopniowo udział państwa w tej kwocie będzie się zmniejszał. Od sierpnia pracodawcy muszą płacić składki ubezpieczeniowe i emerytalne pracowników, we wrześniu także 10 proc. wynagrodzenia, a w październiku - 20 proc.

Celem programu jest utrzymanie jak największej liczby osób na rynku pracy w czasie, gdy gospodarka przechodziła przez najgorszy okres epidemii koronawirusa. Lecz jak wynika z obliczeń Sky News, od początku wprowadzonej z tego powodu blokady 23 marca miało miejsce już co najmniej 106 tys. redukcji miejsc pracy w dużych firmach.

"Nie sądzę, żeby to było w porządku przedłużać (program) w nieskończoność. Nie byłoby to uczciwe wobec ludzi z niego korzystających. Nie powinniśmy udawać, że w każdym przypadku jest praca, do której można wrócić. Tym, co musimy zrobić teraz, jest patrzenie w przyszłość, zapewnienie możliwości na jutro. Tak, wiemy o tym, że wiele osób ma przed sobą trudny czas, ale nie powinno się ich zostawiać bez nadziei" - podkreślił Sunak.

W opublikowanej w czwartek prognozie Bank Anglii ocenił, że po wygaśnięciu programu wypłacania pensji z budżetu bezrobocie wzrośnie z obecnych 3,9 proc. do 7,5 proc. To jednak lepsza prognoza niż ta z maja, gdy zakładano, że zwiększy się ono do 9 proc.

Sunak wyraził też przekonanie, że większość gwarantowanych przez państwo pożyczek udzielonych firmom zostanie spłacona, choć jak dodał, ma świadomość, że nie wszystkie. "Pozostaję optymistą co do tego, że jeśli faktycznie uda nam się doprowadzić do ożywienia gospodarczego, to powinniśmy być w stanie odzyskać wiele kredytów. Czy niektóre z tych pożyczek zostaną umorzone? Absolutnie. Jasno mówiliśmy, że nie będziemy w stanie uratować każdego pojedynczego miejsca pracy ani każdej pojedynczej firmy" - oświadczył.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

 

foto : twitter / RishiSunak

Minister finansów ostrzega przed trudnym czasem dla wielu osób

W. Brytania i Japonia zapewniają o postępach w rozmowach o wolnym handlu

Wielka Brytania i Japonia poczyniły postępy w kierunku kompleksowego porozumienia o wolnym handlu i zobowiązały się do jego zawarcia do końca tego roku - poinformowała w czwartek brytyjska minister handlu międzynarodowego Liz Truss.

Od środy z wizytą w Wielkiej Brytanii przebywa japoński minister spraw zagranicznych Toshimitsu Motegi. Głównym celem jego podróży jest przyspieszenie negocjacji na temat umowy o wolnym handlu, którą oba państwa chciałyby zawrzeć jeszcze w tym roku, bo wraz z jego końcem upłynie okres przejściowy po brexicie i Wielka Brytania przestanie być beneficjentką umową między Unią Europejską a Japonią.

"Poczyniliśmy dalsze postępy na drodze do zawarcia kompleksowego porozumienia z podobnie myślącą demokracją i długoletnim sojusznikiem, a także podzielamy zobowiązanie do zawarcia porozumienia do końca 2020 r." - zapewniła Truss w wydanym oświadczeniu.

Japonia, trzecia co do wielkości gospodarka świata, od dziesięcioleci jest dużym inwestorem zagranicznym w przemyśle brytyjskim, szczególnie w elektronice użytkowej i produkcji samochodów. Według danych brytyjskich, całkowita wartość dwustronnej wymiany handlowej w 2019 roku wyniosła 31,6 mld funtów.

Wielka Brytania dąży do zawarcia porozumienia, które będzie oparte na duchu i literze zawartej w 2019 r. umowie między UE i Japonią, z modyfikacjami w niektórych strategicznych obszarach.

Jak szacuje brytyjski rząd, w dłuższej perspektywie umowa handlowa może podnieść roczną wymianę handlową między oboma krajami o 15,2 mld funtów i zwiększyć brytyjski PKB o 1,5 mld funtów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / MogaJapan_en

W. Brytania i Japonia zapewniają o postępach w rozmowach o wolnym handlu

Bank Anglii prognozuje płytszą recesję, ale dłuższe wychodzenie z niej

Recesja gospodarcza w Wielkiej Brytanii z powodu epidemii koronawirusa będzie mniej dotkliwa, niż się spodziewano, ale ożywienie gospodarcze też potrwa dłużej - oświadczył czwartek Bank Anglii (BoE). Prognozuje on, że gospodarka skurczy się w tym roku o 9,5 proc.

Choć oznaczałoby to największy roczny spadek od 100 lat, to wstępne prognozy BoE z maja mówiły o spadku PKB o 14 proc.

W przedstawionej w czwartek prognozie BoE wyjaśniono, że ożywienie nastąpiło wcześniej i jest ono szybsze, niż zakładano w maju, co jest efektem szybszego znoszenia restrykcji wprowadzonych z powodu epidemii. Wskazano, że wydatki na odzież i wyposażenie domu powróciły do poziomu sprzed epidemii, a konsumenci nadal wydają więcej na żywność i energię niż przed zamknięciem, ale wydatki na rekreację i inwestycje biznesowe pozostają na niskim poziomie, co będzie miało wpływ na ożywienie gospodarcze.

Bank Anglii spodziewa się teraz, że gospodarka Wielkiej Brytanii wzrośnie w 2021 r. o 9 proc., a w 2022 r. - o 3,5 proc., podczas gdy w scenariuszu przedstawionym w maju miało to być odpowiednio 15 proc. i 3 proc. W efekcie brytyjski PKB powróci do wielkości sprzed epidemii pod koniec 2021 r., a nie w II kwartale przyszłego roku.

W nowej prognozie poprawiły się też przewidywania dotyczące bezrobocia. BoE spodziewa się, że gdy pod koniec roku wygaśnie rządowy program subsydiowania pensji pracowników urlopowanych z powodu epidemii skoczy ono z obecnych 3,9 proc. do 7,5 proc., ale w maju zakładano, iż zwiększy się ono do 9 proc.

Nowa prognoza opiera się na założeniu, że nie będzie drugiej fali epidemii oraz uda się osiągnąć porozumienie z Unią Europejską o przyszłych relacjach handlowych, dzięki czemu wraz z zakończeniem okresu przejściowego 31 grudnia tego roku nie nastąpią żadne turbulencje.

Zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami analityków Komitet Polityki Monetarnej (MPC) Banku jednomyślnie pozostawił główną stopę procentową na obecnym, rekordowo niskim poziomie 0,1 proc. oraz wielkość programu skupu obligacji na poziomie 745 mld funtów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Bank Anglii prognozuje płytszą recesję, ale dłuższe wychodzenie z niej

Eurostat: Polska w czerwcu z jednym z najniższych wskaźników bezrobocia w UE

W czerwcu zanotowano w Polsce jeden z najniższych wskaźników bezrobocia wśród państw UE - 3 proc. - poinformował w czwartek Eurostat. Lepsza sytuacja była tylko w Czechach, gdzie bezrobocie wynosiło 2,6 proc.

W czerwcu 2020 roku, czyli w miesiącu, w którym obostrzenia związane z pandemią Covid-19 zaczęły być stopniowo znoszone w większości państw członkowskich UE, stopa bezrobocia w strefie euro wyniosła 7,8 proc., w porównaniu z 7,7 proc. w maju 2020 r.

Stopa bezrobocia w całej UE wyniosła 7,1 proc. w porównaniu z 7,0 proc. w maju.

Eurostat szacuje, że w czerwcu br. 15 023 mln mężczyzn i kobiet w UE, z czego 12,685 mln w strefie euro, było bez pracy. W porównaniu z majem 2020 roku liczba bezrobotnych wzrosła o 281 tys. w UE, w tym o 203 tys. w eurolandzie.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

 

Obraz Nickbar z Pixabay 

Eurostat: Polska w czerwcu z jednym z najniższych wskaźników bezrobocia w UE

Biuro podróży TUI zamknie 166 placówek w Wielkiej Brytanii i Irlandii

Firma turystyczna TUI poinformowała w czwartek, że zamknie 166 placówek w Wielkiej Brytanii i Irlandii, co jest reakcją na spowolnienie ruchu turystycznego wskutek pandemii koronawirusa, a także na zmianę zachowań konsumenckich na korzyść rezerwacji online.

Zamknięcie placówek dotknie ok. 900 osób, ale firma zapewniła, że ma nadzieję utrzymać 630 z nich, przenosząc te osoby do innych placówek lub do pracy z domu, co oznaczałoby, że zagrożonych zwolnieniem jest 270 ludzi.

Po likwidacji 166 biur TUI, na terenie Wielkiej Brytanii i Irlandii pozostanie ich 350. Nie podano, które z biur zagrożone są zamknięciem, ale firma wyjaśniła, że żadne z tych, które już wznowiły pracę po pandemii, nie zostanie zlikwidowane.

"Zachowania konsumenckie już w ostatnich latach się zmieniły i 70 proc. wszystkich rezerwacji w brytyjskim oddziale TUI odbywa się online. Uważamy, że Covid-19 tylko przyspieszył tę zmianę w zwyczajach zakupowych, a ludzie tym bardziej chcą dokonywać zakupów przez internet lub porozmawiać z ekspertami ds. podróży z własnego domu" - powiedział Andrew Flintham, dyrektor zarządzający brytyjsko-irlandzkiego oddziału TUI.

W maju niemiecka firma ogłosiła, że musi zredukować 8 tys. miejsc pracy i zmniejszyć koszty o 30 proc., aby dostosować się do nowych realiów na rynku turystycznym, który przez kilka lat będzie mniejszy.

Na początku tego tygodnia brytyjski oddział TUI został zmuszony do anulowania tysięcy wyjazdów Brytyjczyków do Hiszpanii, gdyż w związku z rosnącą ponownie liczbą zakażeń brytyjski rząd przywrócił obowiązek 14-dniowej kwarantanny dla wszystkich przyjeżdżających z tego kraju.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

 

foto : twitter / danielle_alana

Biuro podróży TUI zamknie 166 placówek w Wielkiej Brytanii i Irlandii

UE/ ETO: tylko 30 proc. nielegalnych imigrantów spoza Europy wraca do swoich krajów

500 tys. cudzoziemców rocznie otrzymuje nakaz opuszczenia UE ze względu na nielegalny wjazd. Zaledwie 38 proc. z nich powraca do swego kraju pochodzenia lub kraju, z którego przybyli do UE. W przypadku powrotów do państw spoza Europy odsetek ten sięga 30 proc. - podaje ETO.

Europejski Trybunał Obrachunkowy opublikował dokument na temat powrotów nielegalnych migrantów z UE. Kontrolerzy stwierdzili w nim, że jedną z przyczyn tej stosunkowo niewielkiej skuteczności readmisji są trudności we współpracy z państwami pochodzenia migrantów. Zapowiedzieli też, że zbadają głębiej tę kwestię.

ETO wskazuje w raporcie, że cześć państw trzecich niechętnie angażuje się w negocjacje z UE umów o readmisji, na podstawie których nielegalni imigranci mają być wydalani z Unii, głównie ze względów związanych z polityką wewnętrzną. Obawiają się one, że takie umowy wywołałyby sprzeciw ich społeczeństw. Dlatego, jak wskazuje Trybunał, Komisja Europejska skoncentrowała się na opracowywaniu praktycznych rozwiązań dotyczących współpracy z tymi państwami i wprowadziła pewne niewiążące prawnie mechanizmy w zakresie powrotów.

Kontrolerzy ETO zapowiedzieli, że zamierzają zbadać obecną sytuację i ocenić postępy, jakie UE poczyniła od 2015 r. w tej kwestii. Kontrola Trybunału obejmie również proces negocjowania umów o readmisji między UE a państwami trzecimi, a także wsparcie Komisji i skierowane do państw trzecich zachęty do zacieśnienia współpracy w zakresie powrotów nielegalnych migrantów.

Kontrolerzy zamierzają zbadać około 60 unijnych projektów związanych z readmisją i ponowną integracją migrantów o nieuregulowanym statusie, których łączna wartość wynosi 641 mln euro.

Pojęcie „powroty” odnosi się do sytuacji, w której obywatele państw trzecich wracają – na zasadzie dobrowolności lub pod przymusem – do swojego państwa pochodzenia, do państwa tranzytu lub do wybranego przez siebie państwa niebędącego członkiem UE, które zgodzi się ich przyjąć.

Na mocy przepisów prawa międzynarodowego państwa zobowiązane są do readmisji swoich własnych obywateli. Współpraca w tej kwestii stanowi element dialogu politycznego prowadzonego przez UE z państwami trzecimi – odpowiadają za nią Komisja Europejska, Europejska Służba Działań Zewnętrznych i państwa członkowskie.

W 2015 r. Komisja opublikowała plan działania UE w zakresie powrotów nielegalnych migrantów, w którym stwierdziła, że aby system powrotów był skuteczny, w stosunkach z państwami trzecimi należy priorytetowo traktować kwestię readmisji migrantów o nieuregulowanym statusie. W 2016 r. wprowadziła ona ramy partnerstwa w dziedzinie migracji. Ich celem było zacieśnienie współpracy z priorytetowymi państwami pochodzenia i tranzytu. Miało to zostać osiągnięte m.in. poprzez politykę wizową, pomoc rozwojową i zaangażowanie dyplomatyczne.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

UE/ ETO: tylko 30 proc. nielegalnych imigrantów spoza Europy wraca do swoich krajów

KE apeluje, by państwa członkowskie dywersyfikowały dostawców 5G

Komisja Europejska zaapelowała w piątek do państw członkowskich, by dywersyfikowały swoich dostawców usług 5G. KE nie informuje, czym spowodowany jest jej apel, media sugerują jednak, że chodzi o obecność chińskiej spółki Huawei na rynku europejskim.

W styczniu br. KE opublikowała wytyczne, w których poinformowała, że kraje UE mogą ograniczyć dostęp albo całkowicie wykluczyć dostawców technologii telekomunikacyjnych z działania w ramach sieci 5G, jeśli uznają, że stwarzają oni "wysokie ryzyko" dla cyberbezpieczeństwa.

Komisja nie wymieniła wtedy żadnej firmy, choć media twierdziły, że ten zapis w wytycznych wskazywał jasno na Huawei. Ten chiński koncern jest największym producentem sprzętu telekomunikacyjnego na świecie.

Unijni urzędnicy pozostawili jednak państwom członkowskim wolną rękę, podkreślając, że powinny mieć swobodę co do wyboru dostawców technologii 5G.

KE w opublikowanej wtedy strategii wskazywała też na konieczność zmniejszenia zależności krajów i operatorów telekomunikacyjnych od jednego dostawcy.

W piątek Komisja opublikowała sprawozdanie z podjętych działań, wskazując, że choć w kwestii dywersyfikacji poczyniono pewne postępy, wiele pozostaje do zrobienia.

W sprawozdaniu stwierdzono, że "pilnie potrzebne są postępy w celu zmniejszenia ryzyka uzależnienia od dostawców wysokiego ryzyka, również z myślą o zmniejszeniu zależności na szczeblu Unii". "Działanie to powinno się opierać na szczegółowej inwentaryzacji łańcucha dostaw i wiązać się z monitorowaniem rozwoju sytuacji" - wskazań.

Urzędnicy UE ocenili, że wycofywanie "dostawców wysokiego ryzyka" i dodatkowe koszty nie spowodują zakłócenia wprowadzenia 5G w całym bloku, a szwedzki Ericsson i fińska Nokia będą w stanie sprostać popytowi.

„Jeśli spojrzeć na sytuację na świecie, Nokia i Ericsson mają dużą część światowego rynku pod względem podpisanych na całym świecie kontraktów na wdrożenie 5G. (...) Myślę, że dwóch europejskich dostawców może zapewnić to, czego potrzeba nie tylko Europie, ale także dużej części świata” - powiedział jeden z urzędników cytowany przez Reutera.

Chociaż w wielu państwach członkowskich UE wciąż trwają prace, w sprawozdaniu stwierdzono, że wszystkie rozpoczęły proces przeglądu i wzmocnienia środków bezpieczeństwa mających zastosowanie do sieci 5G.

"Biorąc pod uwagę uruchamianie sieci 5G w całej UE i coraz większą zależność naszej gospodarki od infrastruktury cyfrowej, jak wykazał kryzys związany z koronawirusem, zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa jest ważniejsze niż kiedykolwiek. Jesteśmy zdecydowani wprowadzić solidne środki wspólnie z państwami członkowskimi i w skoordynowany sposób – nie tylko w celu zapewnienia cyberbezpieczeństwa 5G, ale również w celu wzmocnienia naszej autonomii technologicznej. Dzisiejsze sprawozdanie potwierdza nasze zaangażowanie i wskazuje dziedziny, w których potrzebne są dalsze wysiłki i czujność" - powiedział w Brukseli komisarz ds. rynku wewnętrznego Thierry Breton.

Sieć 5G to nowy standard telekomunikacyjny, który ma umożliwić pięćdziesięcio-, a nawet stukrotne zwiększenie prędkości transmisji w porównaniu z sieciami 4G. Technologia ta ma przyspieszyć m.in. rozwój tzw. internetu rzeczy, usług telemedycyny, autonomicznych pojazdów czy inteligentnych miast.

USA od prawie dwóch lat wywierają naciski na swoich europejskich sojuszników, aby w pracach nad wdrożeniem technologii łączności nowej generacji zrezygnowali ze stosowania komponentów produkowanych w Chinach. Według Stanów Zjednoczonych produkty firmy Huawei mogą zostać wykorzystane jako narzędzia szpiegowskie przez władze w Pekinie. Spółka zaprzecza tym zarzutom.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

KE apeluje, by państwa członkowskie dywersyfikowały dostawców 5G
 
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.