Hide
BĄDŹ NA BIEŻĄCO!
Follow on Facebook
Facebook
Show

Polska

All Stories

Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie praworządności w Polsce

Parlament Europejski przyjął w czwartek rezolucję, zgodnie z którą w Polsce dochodzi do ciągłego pogarszanie się stanu praworządności w Polsce. Parlament ubolewa też z powodu "masowych aresztowań, których ofiarą padło 48 działaczy LGBTI". Rezolucję, za którą nie idą żadne prawne implikacje, poparło 513 europosłów, przeciw było 148, a wstrzymało się od głosu 33.

W głosowaniu rezolucji europosłowie PO i Lewicy opowiedzieli się za jej przyjęciem, przeciwko głosowali natomiast parlamentarzyści PiS. PSL wstrzymał się od głosu. To dziesiąta rezolucja dotyczącą stanu praworządności w Polsce od 2016 r.

W dokumencie, który ma charakter niewiążący, Parlament Europejski wyraża obawy dotyczące systemu legislacyjnego i wyborczego, niezależności sądownictwa i praw podstawowych w Polsce.

Posłowie są głęboko zaniepokojeni, że sytuacja w Polsce uległa znacznemu pogorszeniu od czasu wszczęcia przez Komisję postępowania na mocy art. 7 przeciwko Polsce, w 2017 roku.

Wzywają oni Radę i Komisję Europejską, aby nie stosowały wąskiej interpretacji zasady praworządności i w pełni wykorzystały potencjał procedury przewidzianej w art. 7 ust. 1 TUE, w odniesieniu do wszystkich zasad zapisanych w art. 2 unijnego traktatu. Podkreślając, że ostatnie wysłuchanie odbyło się w grudniu 2018, co jest terminem bardzo już odległym. Europosłowie wzywają Radę do niezwłocznego działania, "w świetle przytłaczających dowodów na pogarszanie się sytuacji".

Parlament w rezolucji głęboko ubolewa z powodu "masowych aresztowań, których ofiarą padło 48 działaczy LGBTI" 7 sierpnia 2020 r., jak i oficjalnego stanowiska Episkopatu Polski, "w którym apeluje się o terapię nawrócenia dla osób LGBTI".

Rezolucję poparli europosłowie PO: Magdalena Adamowicz, Bartosz Arłukowicz, Jerzy Buzek, Jarosław Duda, Tomasz Frankowski, Andrzej Halicki, Danuta Hübner, Ewa Kopacz, Janusz Lewandowski, Elżbieta Łukacijewska, Janina Ochojska, Jan Olbrycht i Radosław Sikorski.

Poparli ją również europosłowie Lewicy: Marek Belka, Marek Balt, Robert Biedroń, Włodzimierz Cimoszewicz, Łukasz Kohut, Bogusław Liberadzki, Leszek Miller.

Przeciwko rezolucji zagłosowali europosłowie PiS: Adam Bielan, Joachim Brudziński, Ryszard Czarnecki, Anna Fotyga, Patryk Jaki, Krzysztof Jurgiel, Karol Karski, Beata Kempa, Izabela Kloc, Joanna Kopcińska, Zdzisław Krasnodębski, Elżbieta Kruk, Zbigniew Kuźmiuk, Ryszard Legutko, Beata Mazurek, Andżelika Możdżanowska, Tomasz Poręba, Elżbieta Rafalska, Bogdan Rzońca, Jacek Saryusz-Wolski, Beata Szydło, Dominik Tarczyński, Grzegorz Tobiszowski, Witold Waszczykowski, Jadwiga Wiśniewska, Anna Zalewska i Kosma Złotowski.

Europosłowie PSL Krzysztof Hetman, Adam Jarubas, Jarosław Kalinowski z kolei wstrzymali się od głosu.

Sprawozdawca rezolucji, hiszpański eurposeł Juan Fernando López Aguilar (socialiści i demorkacji) poinformował po głosowaniu, że "szerokie poparcie dla tego raportu jest najlepszą odpowiedzią na zarzuty o lewicowy spisek".

"Polski rząd zapomniał, że w demokracji nie chodzi o rządy większości, ale o poszanowanie prawa unijnego, pluralizm, prawo do sprzeciwu i ochronę mniejszości. Parlament wydał kilka rezolucji w tej sprawie, a Komisja wszczęła cztery postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, jednak władze polskie nadal odmawiają poszanowania wartości europejskich i nadal działają wbrew europejskiemu porządkowi prawnemu. Najwyższy czas, aby Rada zakończyła postępowanie na mocy art. 7 w sposób nadający mu znaczenie" - powiedział.

Przed głosowaniem europosłanka Beata Kempa (PiS) powiedziała PAP, że rezolucja jest przykładem liberalno-lewicowego trendu, którzy zmierza w stronę ingerencji w suwerenność państw.

"Polski rząd ma prawo do reform. Unia rzuca nam kłody pod nogi i traktuje nas w nierówny sposób. To seans nienawiści, który wzniecają polscy europosłowie opozycji wśród swoich kolegów, prosząc wręcz, żeby przyszli im z odsieczą. Rozpaczliwie starają się powrócić do władzy" - stwierdziła.

Wiceszefowa KE Viera Jourova zapowiedziała podczas poniedziałkowej debaty w PE, że KE wkrótce zdecyduje o kolejnych krokach w procedurze przeciw Polsce dot. sądownictwa. Europosłowie centrolewicy wskazywali, że w Polsce trwa kryzys praworządności. Europosłowie PiS i części innych frakcji bronili reform polskiego rządu.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

 

Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie praworządności w Polsce

Polska publikuje nową listę z zakazami lotów do 30 państw

Opublikowane we wtorek w Dzienniku Ustaw rozporządzenie Rady Ministrów przewiduje objęcie zakazami połączeń lotniczych 30 państw. Jedynym dopisanym do listy państwem jest Francja, wykreślone z niej zostały m.in. Rumunia, Meksyk czy Indie.

Rozporządzenie wchodzi w życie 16 września i będzie obowiązywać do 29 września 2020 r.

Poprzednia lista zawierała 44 pozycje. W stosunku do niej, z nowej zniknęły: Suazi, Meksyk, Katar, Albania, Armenia, Dominikana, Ekwador, Indie, Kosowo, Kazachstan, Macedonia Północna, Malta, RPA, Salwador, Rumunia i Luksemburg.

Rozporządzenie nie dotyczy lotów wyczarterowanych przed dniem wejścia w życie rozporządzenia na zlecenie organizatora turystyki lub podmiotu działającego na jego zlecenie.

Francja jest jedynym nowym krajem na liście. Zakaz obowiązuje również wobec: Belize, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Brazylii, Bahrajnu, Hiszpanii, Izraela, Kataru, Kuwejtu, Libii, Argentyny, Chile, Gwatemali, Hondurasu, Iraku, Kolumbii, Kostaryki, Libanu, Malediwów, Mołdawii, Namibii, Panamy, Paragwaju, Peru, Surinamu, Wysp Zielonego Przylądka, USA, Boliwii i Bahamów.(PAP)

 

Obraz b1-foto z Pixabay 

Polska publikuje nową listę z zakazami lotów do 30 państw

MEN będzie działał na rzecz zminimalizowania skutków pandemii dla szkolnictwa polonijnego

MEN będzie współpracować z polskimi środowiskami oświatowymi na świecie na rzecz zminimalizowania negatywnych skutków pandemii COVID 19 dla szkolnictwa polonijnego – zadeklarował minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski w liście do polskich środowisk oświatowych za granicą.

Szef MEN wystosował ten list w związku z rozpoczęciem roku szkolnego 2020/2021. MEN opublikowało go w środę na swojej stronie internetowej.

"Oświata polonijna poza granicami kraju to doskonalenie znajomości języka polskiego i podnoszenie poziomu wiedzy o Polsce, ale nade wszystko kształtowanie tożsamości narodowej i umacnianie postaw patriotycznych. To inwestycja w młode pokolenie, które dzięki znajomości języka polskiego, historii, kultury i tradycji kraju przodków, pełni rolę ambasadorów polskości na świecie" – napisał w liście Pionkowski.

"Naszym wspólnym celem powinno być dotarcie z ofertą nauczania języka polskiego do kolejnych grup uczniów" – napisał Piontkowski, zwracając się do nauczycieli, uczniów i rodziców ze szkół polskich za granicą.

Zapewnił, że ministerstwo będzie nadal wspierać ich działania poprzez kierowanie nauczycieli do pracy w szkołach, organizowanie doskonalenia zawodowego nauczycieli, wyposażenie szkół w podręczniki i pomoce dydaktyczne oraz, o ile pozwoli sytuacja epidemiologiczna, organizowanie letniego wypoczynku dla młodzieży polonijnej i wspieranie współpracy szkół polonijnych ze szkołami w Polsce.

Poinformował, że w 2020 r. w ramach zadania publicznego MEN "Organizowanie doskonalenia zawodowego nauczycieli prowadzących nauczanie języka polskiego, historii, geografii, kultury polskiej oraz innych przedmiotów nauczanych w języku polskim za granicą" we współpracy z polskimi środowiskami oświatowymi za granicą zostaną przygotowane podręczniki i pomoce dydaktyczne dla uczniów szkół polonijnych w Argentynie, Białorusi, Brazylii, Irlandii, Niemczech, Ukrainie i Wielkiej Brytanii.

"Pragnę zapewnić, że resort edukacji narodowej będzie współpracować z polskimi środowiskami oświatowymi na świecie na rzecz zminimalizowania jej negatywnych skutków dla szkolnictwa polonijnego" – napisał Piontkowski.

Nauczycielom, "którzy dzieląc się swoją wiedzą, kształtują postawy patriotyczne i charaktery młodych ludzi dorastających poza granicami kraju", życzył entuzjazmu, wytrwałości i zadowolenia z wykonywanej pracy.

Uczniom życzył, aby wyrastali na obywateli świata świadomych swoich korzeni i dumnych z bycia Polakiem, a rodzicom wielu okazji do dumy i radości z ich dokonań. (PAP)

Autorka: Danuta Starzyńska-Rosiecka

 

foto : twitter / gloslivezaolzie

MEN będzie działał na rzecz zminimalizowania skutków pandemii dla szkolnictwa polonijnego

Moorhouse: Polska we wrześniu 1939 r. broniła się dzielnie i nie przegrała łatwo

Pokutujące przeświadczenie, że Polska we wrześniu 1939 r. została łatwo i szybko pokonana przez Niemcy jest błędne, co jednak nie znaczy, że starcie mogło się zakończyć innym wynikiem niż jej porażką – mówi PAP brytyjski historyk Roger Moorhouse. Dodaje, że niejednokrotnie Niemcy byli pod wrażeniem polskiej obrony.

„Polska była we wrześniu 1939 r. w bardzo trudnym położeniu, mając Niemcy praktycznie z trzech stron i Związek Sowiecki na wschodzie, oraz armię, która nie była tak technologicznie zaawansowana jak niemiecka. Mając to wszystko na uwadze, trzeba powiedzieć, że Polska broniła się całkiem dobrze i stawiała opór dość mężnie. To nie znaczy, że w każdym aspekcie dobrze, ale jest wystarczająco dużo przykładów, że broniła się dzielnie” – mówi Moorhouse. Dodaje, że niejednokrotnie nawet Niemcy byli pod wrażeniem zaciętości polskiej obrony, np. w bitwie pod Mławą.

Brytyjski historyk wskazuje, że krytykując Polskę za brak efektów we wrześniu 1939 r. warto mieć na uwadze porównanie z Francją. Jak wyjaśnia, miała ona armię porównywalną do niemieckiej pod względem technologii i sprzętu, walczyła tylko na jednym froncie, od północnego-wschodu, i nie została zaatakowana od tyłu jak Polska, a mimo to broniła się w 1940 r. tylko nieco dłużej, niż Polska w 1939 r.

Moorhouse podkreśla, że sowiecka inwazja 17 września podważyła wszelkie polskiego oporu, ale nie można powiedzieć, by ona była w jakimkolwiek stopniu czynnikiem decydującym w kwestii rezultatu, bo Niemcy już wtedy doszli do linii demarkacyjnej i byliby w stanie kontynuować inwazję.

Zwraca on uwagę, że porażka we wrześniu 1939 r. była dużym szokiem dla polskiego społeczeństwa. „To interesujące, ale w Polsce w przededniu września 1939 r. panował nawet swoisty entuzjazm w związku z wojną. Było powszechne poczucie, że oczyści ona atmosferę, rozwiąże problem niemieckiego wymachiwania szabelką na zachodniej granicy. Źródła tego sięgają 1920 r. Pamięć polskiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej zaciemniła obraz sytuacji w umysłach wielu ludzi, a także utrwaliła polskie tradycje militarne z 1920 r., gdy armia opierała się na kawalerii” – mówi.

Historyk wskazuje, że w 1939 r. każda armia miała kawalerię, ale "w przypadku polskiej dysproporcja między nią a wojskami pancernymi była większa". Jak wyjaśnia, po części wynikało to z kwestii finansowych, z tego że nie inwestowano w wystarczającym stopniu w armię, ale po części także z mentalnościowych. „W Polsce po zwycięstwie w 1920 r. niezwykle wzrosło poczucie własnych możliwości, że skoro zdołała ona pokonać Sowietów pod Warszawą, to może teraz pokonać Niemców. I to zostało okrutnie zweryfikowane w 1939 r.” – mówi.

Moorhouse wylicza też błędy jakie popełniła polska armia przed 1939 r. Zwraca uwagę na brak wystarczających inwestycji w siły zbrojnie, czy problemy z komunikacją już trakcie działań zbrojnych.

„Ale to wszystko pomija główny punkt, jakim jest to, że Polska była w niemożliwej do wygrania sytuacji. Stając naprzeciwko Niemiec, które były najbardziej zaawansowaną technologicznie armią na świecie. I to stając wobec tego wroga praktycznie z trzech stron. Przy całym tym krytycyzmie, trudno powiedzieć, jak Polska mogłaby zatrzymać przegraną. Mogłaby ją opóźnić o pewien czas, bronić się nieco dłużej, gdyby miała więcej czołgów, gdyby rozwiązała ten problem komunikacyjny. Ale nie widzę fundamentalnej różnicy jeśli chodzi o ostateczny wynik, Niemcy by wygrały tak czy inaczej, szczególnie w sytuacji sowieckiej inwazji, która podważyła wszelkie plany obrony” – podkreśla Moorhouse.

Roger Moorhouse jest brytyjskim historykiem i pisarzem specjalizującym się w historii II wojny światowej. Jest autorem kilkunastu książek na ten temat. Najnowsza z nich, wydana w zeszłym roku "Polska 1939. Pierwsi przeciwko Hitlerowi" opowiada o podjętej przez Polskę obronie po tym, jak została zaatakowana we wrześniu 1939 roku przez niemieckie, a później sowieckie wojska. Książka, która w Wielkiej Brytanii została wydana pod tytułem "First to Fight: The Polish War 1939" pod koniec lutego tego roku weszła do finału konkursu na brytyjską książkę wojskową 2019 roku. Inne jego najważniejsze książki to "Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina" o współpracy niemiecko-sowieckiej w latach 1939-1941 i "Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie".

Z Londynu Bartłomiej Niedzński (PAP)

 

foto : twitter / Polandww2

Moorhouse: Polska we wrześniu 1939 r. broniła się dzielnie i nie przegrała łatwo

Badanie: blisko 2/3 polskich firm tnie koszty działalności, 7 proc. planuje redukcję zatrudnienia

Blisko 2/3 polskich firm tnie koszty działalności, ale tylko 7 proc. planuje redukcję zatrudnienia - wynika z IX fali badania kondycji firm i nastrojów pracowników przeprowadzonego pod koniec sierpnia 2020 r. przez Polski Fundusz Rozwoju i Polski Instytut Ekonomiczny.

Na koniec sierpnia udział firm planujących redukcję zatrudnienia wzrósł o 1 pp. w porównaniu do końca lipca, a planujących zwiększenie zatrudnienia zmalał o 2 pp. i wynosił odpowiednio 7 proc. i 11 proc. - czytamy.

Jak wskazał Instytut, wśród dużych przedsiębiorstw zmalał odsetek firm planujących wzrost zatrudnienia (-8 pp.) i równocześnie odsetek mających w planach zmniejszenie zatrudnienia (-6 pp.). O 4 pp. wzrósł za to odsetek firm handlowych planujących zwiększenie zatrudnienia.

W porównaniu do początku kwietnia widać, że udział firm planujących utrzymanie zatrudnienia zwiększył się z 62 proc. do 79 proc. na koniec sierpnia (+17 pp.). Jednocześnie odsetek firm planujących zwiększenie zatrudnienia wzrósł o 9 pp., a odsetek planujących zmniejszenie zatrudnienia zmalał o 21 p proc. - czytamy.

Z badania wynika, że w lipcu i sierpniu 84 proc. przedsiębiorców nie dokonało żadnych zmian kadrowych. 6 proc. firm zmniejszyło liczbę zatrudnionych, a 9 proc. zwiększyło liczbę pracowników. Zwiększenie zatrudnienia najczęściej występowało w firmach małych (14 proc.). W parze z deklaracjami firm idą spokojne nastroje pracowników. Łącznie 76 proc. ocenia, że utrata pracy w najbliższych trzech miesiącach jest zdecydowanie lub raczej nieprawdopodobna.

W porównaniu do wyników V fali badania, z końca maja odsetek firm, które utrzymały dotychczasowe wynagrodzenia, wzrósł o 7 pp. do 88 proc., a odsetek firm, które obniżyły wynagrodzenia zmalał o 8 pp. do 6 proc. Odsetek firm dokonujących redukcji wynagrodzeń spadł z poziomu 18 proc. na koniec kwietnia do 6 proc. na koniec sierpnia - wskazano.

Jak zaznaczył zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, Andrzej Kubisiak, w okresie wakacyjnym na rynku pracy przeważały strategie przewidujące status quo pod względem wynagrodzeń i stanu zatrudnienia lub poprawy obu tych wskaźników. "Oznacza to, że w sezon jesienno-zimowy, pomimo utrzymującego się zagrożenia epidemiologicznego, polskie firmy wchodzą z większym optymizmem niż jeszcze pół roku temu, czego oznaką tego przywracanie części pracowników do pełnego wymiaru czasu pracy" - ocenił.

Dodał, że pomimo pojawienia się w naszym kraju pierwszej od trzech dekad recesji, Polacy nie przeczuwają ryzyka bezrobocia, a co za tym idzie nie ograniczają w znaczący sposób swoich planów konsumpcyjnych.

Wskazał, że wdrażanie systemów pracy zdalnej jest elementem strategii dla 23 proc. podmiotów. Ich wprowadzenie stanowi priorytet w ciągu najbliższych 12 miesięcy dla 38 proc. dużych firm oraz 17 proc. mikrofirm.

Z badania PIE wynika ponadto, że pandemia zmusza firmy do cięcia kosztów działalności. Łącznie 63 proc. przedsiębiorstw deklaruje takie działania jako element swojej strategii. Do innych należą wprowadzanie nowych produktów/usług i ekspansja na nowe rynki (52 proc.), a także wykorzystywanie wielokanałowej sprzedaży (40 proc.) - czytamy.

Pandemia wpłynęła również na spadek udziału firm, które korzystają z niektórych zewnętrznych form finansowania. Pod koniec sierpnia 35 proc. ankietowanych przedsiębiorstw deklarowało korzystanie z kredytu bankowego. Mniejszą popularnością cieszy się także kredyt kupiecki (z 21 proc. przed pandemią do 17 proc. obecnie) oraz usługi factoringowe (z 11 proc. do 8 proc.) - wskazano.

Autorzy badania podają, że coraz więcej firm pozytywnie ocenia swoją płynność finansową. 12 proc. przebadanych przedsiębiorstw odnotowało wzrost sprzedaży pod koniec sierpnia względem końca lipca. To wzrost o 6 pp. od początku kwietnia. Blisko połowa (47 proc.) przedsiębiorstw utrzymała sprzedaż na niezmienionym poziomie – to o 13 pp. więcej niż w pierwszej fali badania z początku kwietnia.

Prawie 2/3 przebadanych firm (64 proc.) ocenia swoją płynność finansową jako dostateczną, by przetrwać okres powyżej 3 miesięcy. To wzrost o 25 pp. w porównaniu do połowy kwietnia, kiedy taki stan deklarowało 39 proc. przedsiębiorstw w Polsce. Brak płynności finansowej dziś deklaruje jedynie 3 proc. firm – o 8 pp. mniej niż w połowie kwietnia - czytamy.

Według dyrektora PIE Piotra Araka, po zauważalnym spadku pod koniec lipca, kondycja finansowa polskich firm wraca do trendu wzrostowego, przynajmniej w ich odczuciach. "Od końca kwietnia do końca lipca obserwowaliśmy coraz więcej firm z nowymi zamówieniami. Szczególnie dobrze mają się duże przedsiębiorstwa" - wskazał.

Dodał, że w najnowszej fali badania tylko 10 proc. wszystkich przedsiębiorstw notuje wzrost zamówień, połowa utrzymuje stałą ich liczbę, a 1/3 odnotowuje spadek liczby nowych zamówień. (PAP)

Obraz Free-Photos z Pixabay 

 

Badanie: blisko 2/3 polskich firm tnie koszty działalności, 7 proc. planuje redukcję zatrudnienia

Od 2 września rząd planuje zakaz przylotów do Polski z lotnisk w 46 państwach

Zakaz przylotu do Polski samolotów z 46 państw ma zacząć obowiązywać 2 września tego roku - wynika z projektu rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie zakazów w ruchu lotniczym opublikowanego w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów. Chodzi m. in. o Francję i Hiszpanię.

"Projekt przewiduje wprowadzenie zakazu wykonywania, na lotniskach wpisanych do rejestru lotnisk cywilnych i lądowiskach wpisanych do ewidencji lądowisk, lądowania przewożących pasażerów cywilnych statków powietrznych wykonujących loty międzynarodowe" - napisano.

Zakaz zostanie wprowadzony w związku z zagrożeniem rozprzestrzeniania się zakażeń wirusem SARS CoV-2 w celu minimalizacji zagrożenia dla zdrowia publicznego.

Do Polski nie będą mogły przylatywać samoloty z Belize; Bośni i Hercegowiny; Czarnogóry; Federacyjnej Republiki Brazylii; Królestwa Bahrajnu; Królestwa Eswatini; Królestwa Hiszpanii; Meksykańskich Stanów Zjednoczonych; Izraela; Kataru; Kuwejtu; Libii; Albanii; Argentyny; Armenii; Chile; Chorwacji; Republiki Dominikańskiej; Ekwadoru; Francuskiej; Gwatemali; Hondurasu; Indii; Iraku; Kazachstanu; Kolumbii; Kosowa; Kostaryki; Republiki Libańskiej; Republiki Macedonii Północnej; Republiki Malediwów; Malty; Mołdawii; Namibii; Panamy; Paragwaju; Peru; Republiki Południowej Afryki; Republiki Salwadoru; Republiki Surinamu; Republiki Zielonego Przylądka; Rumunii; Stanów Zjednoczonych Ameryki; Wielkiego Księstwa Luksemburga; Wielonarodowego Państwa Boliwia; Wspólnoty Bahamów.

Zakaz lotów nie będzie obowiązywał, jeżeli dotyczyć to będzie samolotów wykonujących loty na zlecenie albo za zgodą premiera. Zakaz nie będzie dotyczył również lotów wojskowych.(PAP)

 Obraz wal_172619 z Pixabay 

Od 2 września rząd planuje zakaz przylotów do Polski z lotnisk w 46 państwach

KE odsyła sprawę przejęcia sieci Tesco w Polsce do UOKiK

Komisja Europejska poinformowała w czwartek, że skierowała do polskiego krajowego organu ochrony konkurencji ocenę planowanego przejęcia kontroli nad siecią supermarketów Tesco w Polsce. Nabywcą 301 sklepów brytyjskiej firmy jest duńska grupa Salling Group A/S.

Władze polskie zwróciły się do Komisji o przekazanie im tej sprawy wskazując, że transakcja może wpłynąć na konkurencję na lokalnych rynkach sprzedaży detalicznej codziennych towarów konsumpcyjnych w kraju.

"Zgromadzone przez Komisję dowody potwierdziły, że warunki pełnego przekazania sprawy zgodnie z art. 9 rozporządzenia UE w sprawie kontroli łączenia przedsiębiorstw zostały spełnione i że polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest najlepiej przygotowany do oceny skutków transakcji w Polsce" - podała KE w komunikacie.

Jak poinformowało w czerwcu Tesco, łączna wartość aktywów objętych transakcją wynosi 900 mln złotych (równowartość 181 mln funtów), przy czym łączne wpływy netto mają wynieść około 819 mln złotych (równowartość 165 mln funtów).

W roku finansowym 2019/2020 Tesco Polska wygenerowało sprzedaż, z wyłączeniem VAT oraz stacji benzynowych, w wysokości 1,368 mld funtów i zanotowało stratę operacyjną, nie uwzględniając specjalnych pozycji, w wysokości 24 mln funtów. W roku finansowym 2019/2020 sprzedane 301 sklepów w Polsce wygenerowało sprzedaż, wyłączając VAT i stacje benzynowe, w wysokości 947 mln funtów i zanotowało stratę przed opodatkowaniem w wysokości 107 mln funtów, uwzględniając pozycje specjalne (głównie koszty restrukturyzacji i utratę wartości).

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

 foto : twitter / tescoMediaPl

KE odsyła sprawę przejęcia sieci Tesco w Polsce do UOKiK

KE zaproponowała Polsce 11,2 mld euro na wsparcie miejsc pracy

KE przedstawiła w poniedziałek Radzie UE wniosek ws. przekazania Polsce 11,2 mld euro w nisko oprocentowanych pożyczkach na wsparcie miejsc pracy zagrożonych przez kryzys wywołany pandemią koronawirusa. W sumie do 15 krajów UE ma trafić w ramach tej inicjatywy 81,4 mld euro.

"Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by chronić miejsca pracy i źródła utrzymania. Dziś zrobiliśmy istotny krok w tym kierunku" - oświadczyła w poniedziałek przewodnicząca KE Ursula von der Leyen.

Po zatwierdzeniu wniosków dotyczących Polski oraz innych krajów unijnych przez Radę UE wsparcie finansowe zostanie przekazane stolicom w formie pożyczek udzielanych na korzystnych warunkach.

Mają one pomóc państwom unijnym uporać się z nagłym wzrostem wydatków publicznych na utrzymanie zatrudnienia. Chodzi zwłaszcza o pokrycie kosztów bezpośrednio związanych z finansowaniem mechanizmów zmniejszania wymiaru czasu pracy i innych podobnych środków, m.in. wsparcia osób prowadzących działalność na własny rachunek, by chronić rynek pracy.(PAP)

 Obraz Michal Jarmoluk z Pixabay 

KE zaproponowała Polsce 11,2 mld euro na wsparcie miejsc pracy
Image

Świetna aplikacja! Pobierz!

Image
Image

Jesteś świadkiem ciekawych wydarzeń?

Zarejestruj się i podziel się swoją historią

Zostań autorem
Image
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies - Polityka prywatności. Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych - RODO. Więcej dowiesz się TUTAJ.